francesca08
20.05.09, 08:56
Jestem mama trzyletniej coreczki. Jestem z nia w domu i ten uklad
baaardzo mi odpowiada, choc oczywiscie sa chwile slabosci. Zwiazek z
partnerem jest raczej normalny, wiraze i zakrety, jak u wszystkich,
czasem jest mi zle ale w ogolnym rozrachunku jest mi dobrze, pomimo
duzej (22 lata!) roznicy wieku, ktorej wlasciwie nikt nie widzi.
I otoz zdarzylo mi sie cos nastepujaceego - wyjechalimy na pogrzeb,
do rodziny meza. Szwagier meza ma brata, u ktorego nocowalismy. Po
raz pierwsyz spotkalam go 4 lata temu i zauwazylam, ze mu sie
podobam ale jakos nie wracala ta mysl do mnie. Potem widzielismy sie
rok pozniej, gdy nasza coreczka miala 2 miesiace i zauwazylam, ze
mimo iz czulam sie mloda, zaniedbana matka z nieumytymi wlosami,
nadal mu sie podobalam. Bylo to przyjemne, bo nie czulam sie juz
taka piekna dla mojego partnera.
Kiedy pierwszy raz wpadlismy na siebie w tym roku, zablyszczaly nam
obojgu oczy. F. jest wielkim zartownisiem, a ja najmlodsza kobieta w
rodzinie, dlugowlosa, niebieskooka blondynka, jakich we Francji,
gdzie misezkam, nie znajduje sie wiele. Potem byla kolacja rodzinna,
duzo zartow i "przypadkowych" dotykow z jego strony, ja tez
powiedzilaam cos niby w zartach erotycznego. Wyjazd i powrot 4 dni
pozniej.Myslalam juz o nim bardzo wiele. Gdy tym razem mieszkalismy
przez 4 dni u nich (ma dziewczyne), choc nie zdarzyo sie aboslutnie
nic, za co mialabym wyrzuty sumienia to caly nasz pobyt byl
wielka,subtelna gra. A to jakas bluzka z golymi plecami, ktora nagle
przyciagnela jego dlon, gdy bylismy tylko we 3 (on, ja i jego
brat), ktoregos wieczaoru, to ja, stojac obok niego zacxzelam gre
ocierania kolana o jego kolano - pospieszyl z odpowiedzia. Poza tym
te spojrzenia, ktore mi rzucal, gdy patrzylismy sobie tak proso w
oczy, smialismy sie razemi wyglupiali. I cala masa jakichs czulych
gestow, gdy mnie przytulil zupelnie niespodziewanie, kiedy,
wyladowawszy u nich niemal w srodku nocy, tlumaczylam sie gesto i
przepraszalam. Kiedy z powaga dal mi swoj numer telefonu, mowiac, ze
moge zadzwonic kiedy zechce, nawet na pogrzebie go nie wylaczy
(bylam z mala tylko w kosciele)... To wszystko byc moze blahostki
ale pod jego spojrzeniem czulam sie najpiekniejsza na swiecie, a
dzieki jego gestom pozadana, wartosciowa jako kobieta.
Sam fakt tego niewinneg flirtu (jestem tak beznadziejnie niewinna,
ze gdy nadzialam sie na niego w wyjatkowo kusej, zaimprowizowanej
pizamie, dopiero tydzien pozniej zaczelam sie domyslac, dlaczego
uciekal i odwraal sie do mnie tylem) nie wzbudza we mnie zadnych
wyrzutow sumienia (moj facet chyba zreszta co szauwazyl, co go
bardzo pobudzilo do dzialania :-) ). Czuje tylko jakies wyrzuty
sumienie wzgl. mojej coreczki. Tam zajmowalo sie nia kilka cioc i
kuzynow, teraz, po powrocie jestesmy same, a ja wciaz mysle, o tym,
co sie stalo i mam do siebie pretensje o to, ze moje mysli ulatuja
do F. zamiast zajmowac sie jak potrzeba dzieckiem, ktoremu bylam
zawsze oddana w 200%! Niemal jakby mi przeszkadzalo, czekam, kiedy
usnie, zeby oddac sie marzeniom. Chociaz to juz troche slabnie ale
nie umiem odnalezc sie, przedtem bylam tylko matka (to chyba troche
wina omjego partnera), teraz znow stalam sie kobieta i co z tym
zrobic?