jesli to bedzie jego syn?

24.05.09, 11:56
Witam, prosze o porade jak kobieta ma sie zachowac w sytuacji gdy dowiaduje
sie ze jej przyszly maz prawdopodobnie jest ojcem dziecka swojej bylej kobiety..
wiem ze to moze nie brzmi zbyt konkretnie wiec: oby dwoje mielismy wczesniej
innych partnerow i w sumie nie bylo wiekszego odstepu miedzy aktualnym
zwiazkiem a poprzednimi, co nie przeszkadzalo nam nigdy. Jestesmy ze soba
szczesliwi, planujemy wspolna przyszlosc, zalozylismy wspolna firme, az tu
nagle przychodzi pozew sadowy od jego eks o ustalenie ojcostwa i alimenty (z
uwzglednieniem odebrania ojcu praw, nazwisko matki dla dziecka itd)Duza
zagadka jest czy dziecko jest jego bo jego eks nie dala nic znac nawet ze jest
w ciazy, przez te kilka m-cy nie widzial jej ani razu, dopiero teraz jak
dziecko przyszlo na swiat ona chce TYLKO pieniedzy. Zyjemy w jednej
niewielkiej miejscowosci, ja praktycznie mieszkam ulice dalej od tej kobiety.
Jesli okaze sie ze to jego dzieko co dalej?
    • izabelski Re: jesli to bedzie jego syn? 24.05.09, 12:58
      a co domniemany ojciec na to?

      i jak mozna odebrac prawa rodzicielskei jak sa jeszcze nie ustalone :-)
      • blanka20_02 Re: jesli to bedzie jego syn? 24.05.09, 13:08
        no wlasnie w jednym pozwie o ustalenie ojcostwa ona wyraznie zaznaczyla ze chce
        800 zl alimentow idt itd wskazujac bez zawahania na jego ojcostwo, jednak bedac
        w ciazy i zanim ta ciaza byla widoczna (bo nie wiem kiedy doszlo do
        zaplodnienia) miala ona innych mezczyzn wiec jak ja juz wiedzialam ze ona jest w
        ciazy nawet przez mys mi nie przeszlo ze to jego dziecko, dopiero gdy dziecko
        przyszlo na swiat jego data porodu wskazuje na prawdopodobna date poczecia ktora
        mojego mezczyzny nie wyklucza niestety. On jest zalamany.. napisal odpowiedz na
        pozew proszac o badania genetyczne. Strasznie sie tego wszytskiego boji, ciagle
        powtarza ze on nie chce miec z nia nic wspolnego, ze to nie powinno miec na mnie
        wplywu. A jesli okaze sie ze to on bedzie ojcem? bardzo go kocham, ale tak
        naprawde nie wyobrazam sobie ze bedzie chodzil tam do nie w odwiedziny dziecka,
        spedzal tam swieta, a jesli ona sie na to nie zgodzi to ciagle sprawy sadowe..
        on jescze czasem wspomina ze nie bedzie chcial praw do tego dziecka zebysmy
        sobie normalnie zycie ulozyli i ona z dzieckiem tez, ale nie wiem czy bedzie tak
        silny psychicznie zeby widzac swojego syna na ulicy przejsc obok niego
        obojetnie...eh
        • marzeka1 Re: jesli to bedzie jego syn? 24.05.09, 14:56
          "powtarza ze on nie chce miec z nia nic wspolnego,"- no ale istnieje
          prawdopodobieństwo,że on jest ojcem.Badania powinny to rozstrzygnąć. A wtedy
          masz zagwozdkę, czy wiązać się z panem, który będzie miał zobowiązania finansowe
          (nawet jak nie będzie widywał dziecka)do końca jego nauki, czyli ponad 20 lat,
          czyli suma alimentów będzie w waszych dochodach jak rata kredytów.
          Znam podobny przypadek, chłopak rzucił dziewczynę w ciąży i wypierał się
          ojcostwa, ożenił z inną- też szybko ją zapłodnił.Ustalenie ojcostwa
          potwierdziło, że jest on ojcem,płaci alimenty- śmieszne w tym wszystkim jest to,
          że "legalne" dziecko odziedziczyło urodę matki, do niego mało podobne, dziecko
          "nielegalne" - baaaardzo podobne, nawet badania nie byłby potrzebne.
          • blanka20_02 Re: jesli to bedzie jego syn? 24.05.09, 15:16
            ok ok, ale co zrobic? przeciez to nie chodzi o pieniadze, zeby ten maluszek czy
            jego czy nie jego mial jak najlepiej zycze. Jesli bedzie to jego synek no to
            pieniadze dla niego sa oczywiste, ale co ja mam zrobic w tej sytuacji.. przeciez
            on mnie nie zdradzil, nie zostawil kobiety w ciazy bo o jej ciazy nie wiedzial..
            to bardzo trudne
            • eve.mendes Re: jesli to bedzie jego syn? 24.05.09, 15:36
              blanka20_02 napisała:

              > ok ok, ale co zrobic?

              tego Ci nikt nie powie, decyzję musisz podjąć sama

              z Twojego postu wynika, że nie znacie się zbyt długo, może powinnaś
              powstrzymać się z tymi planami na przyszłość, wspólną firmą itp.,
              nie znasz go zbyt dobrze, tak właściwie nie wiesz co to za człowiek
              a najlepszym sprawdzianem będzie to jak on się zachowa, gdy dziecko
              okaże się być jego
              • marzeka1 Re: jesli to bedzie jego syn? 24.05.09, 17:01
                "ok ok, ale co zrobic?"- to zbyt trudna decyzja, by ktoś podjął ją za ciebie.
                Musisz sobie chyba odpowiedzieć, jak widzisz waszą przyszłość (znacie się w
                sumie dosyć krótko)z ewentualnym dzieckiem w tle. Czy ty jesteś w stanie to
                zaakceptować? No i teraz decyzja, którą podejmie, będzie jakimś tam sprawdzianem
                dla niego.
              • izabelski Re: jesli to bedzie jego syn? 24.05.09, 19:45
                a czy chcialbys bc z facetem jaeki wiesz,ze juz ma dziecko?

                czy taki scenariusz wchodzi w gre?

                a co gdyby facet nagle zachorowal na nieuleczalna chorobe ale nie
                smiertelna?
                ktora wiazlaby sie z jego niepelnosprawnoscia czy jakimis zabiegami do
                konca zycia albo z wozkeim inwalidzkim?
        • morelee Re: jesli to bedzie jego syn? 25.05.09, 08:48
          A jesli okaze sie ze to on bedzie ojcem? bardzo go kocham, ale tak
          > naprawde nie wyobrazam sobie ze bedzie chodzil tam do nie w odwiedziny dziecka,
          > spedzal tam swieta, a jesli ona sie na to nie zgodzi to ciagle sprawy sadowe..
          > on jescze czasem wspomina ze nie bedzie chcial praw do tego dziecka zebysmy
          > sobie normalnie zycie ulozyli i ona z dzieckiem tez, ale nie wiem czy bedzie ta
          > k
          > silny psychicznie zeby widzac swojego syna na ulicy przejsc obok niego
          > obojetnie...eh

          Powinnas pogodzic się z faktem że Twój partner ma dziecko z inna kobietą, i
          pogodzić się z tym że bedzie z dzieckiem utrzymywał kontakty - tez sobie nie
          wyobrażam że będzie syna mijał na ulicy i udawał że nic o nim nie wie - dla
          normalnego człowieka niemożliwe.
    • kicia031 Re: jesli to bedzie jego syn? 25.05.09, 10:14
      Szczesciem w nieszczesciu jest to, ze masz okazje odpowiednio
      wczesnie przekonac sie, jakim czlowiekiem jest twoj mezczyzna. Poki
      co - nie najlepiej - obiecuje ci, ze nie bedzie widywal swojego
      dziecka? no zlituj sie - jak to o nim swiadczy?

      Oczywiscie dzialania, ktore podjeliscie, sa sluszne - nalexy sie
      upewnic, czy dziecko jest rzeczywiscie jego, ale jesli tak, to
      oczywiste jest, ze nalezy spotkac sie z matka i zaplanowac przyszle
      zycie. Najpewniej nie bedzie latwo, skoro matka wniosla o
      nienadawanie (a nie o odebranie, jak piszesz) praw rodzicielskich.
      Ale jesli ludzie chca, to sie dogadaja, a to, jak sie dogadaja,
      bardzo duzo o nich mowi.

      Powodzenia i podjecia dobrej decyzji zycze. I jemu i przede
      wszystkim tobie.
      • efi-efi Re: jesli to bedzie jego syn? 25.05.09, 21:46
        >>bardzo go kocham, ale tak
        naprawde nie wyobrazam sobie ze bedzie chodzil tam do nie w odwiedziny dziecka,>>

        - naprawdę bardzo go kochasz?
        Ty byłaś dziewicą jak się z nim związłaś?

        Przecież nie zdradził Cię, nie oszukiwał, tak wyszło.
        Ty musisz wiedzieć czy przeżyjesz fakt, że facet ma dziecko z poprzedniego związku.
        I jak ma jaja to powinnien chcieć uczestniczyć w jego/jej dorastaniu.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: jesli to bedzie jego syn? 26.05.09, 17:15
      Rozumiem,że takie wiadomości wzbudzają różne silne uczucia. Szczególnie, że
      sprawa nie kończy się na pewnej wiedzy, tylko wymusza kolejne działania, w tym
      działania sądowe. I takie działania również emocjonują.
      Jeśli ojcostwo Pani partnera zostanie potwierdzone, wtedy, tak naprawdę sprawa
      dotyczyć może jedynie Państwa planów na przyszłość. Jaki rodzaj kontaktów
      podjąć z dzieckiem ?, jak budować więź z nim ? Jak ustalić kontakty z jego matką
      bez zakłóceń ? Idealnie byłoby, aby Pani partner podjął kontakty z dzieckiem i
      nie ulegał manipulacji ze strony matki dziecka związanej z nieorzekaniem o jego
      prawach rodzicielskich. Ta sfera dotyczy życia dziecka, jego uczuć, rozwoju,
      doświadczenia. Nie tych samych sfer jego matki. To ,że Pani partner nie
      wiedział, że został ojcem, nie został powiadomiony o ciąży przez swoją byłą
      partnerkę, nie pozwoliło mu na asymilację tej sytuacji. Dzieje się to dopiero
      teraz a wina za brak wiadomości i niemożność podjęcia odpowiednich działań
      wcześniej, nie leży po jego stronie.
      To wszystko w przypadku gdy partner okaże się ojcem.
      Wydaje mi się poza tym, że poza trudnością w przyjęciu takiej wiadomości oraz
      zaplanowaniem przyszłości, ta sprawa nie powinna wkraczać bardzo głęboko w
      sferę Pani uczuć do partnera i planowania z nim przyszłości. Jego domniemane
      ojcostwo dowodzi jedynie tego, że będąc z tamtą kobietą podjął z nią życie
      seksualne i że para robiła to bez zabezpieczenia. To nie jest nic dziwnego i
      nagannego jeśli robi to dwoje dorosłych ludzi będących w związku. Pani chyba
      też nie powinno to dziwić. W żaden sposób nie świadczy to źle o tym mężczyźnie.
      Związek się skończył, Pani partner, bez swojej winy, nieświadomy konsekwencji
      wcześniej podjętego współżycia, zawiązuje nowy związek, angażuje się uczuciowo
      i planuje przyszłość. Jest w tym planowaniu i kochaniu wiarygodny Nadal wszytko
      jest w porządku. Jeśli Wasz związek ma mocne podstawy, uczucie jest dojrzałe, to
      taką sprawę taki związek powinien unieść. Po burzy emocjonalnej, które jak
      pisałam jest zrozumiała, warto wesprzeć partnera w jego działaniach na rzecz
      wyjaśnienia sytuacji i na rzecz rozsądnych decyzji w uwzględnieniem, gdy trzeba
      będzie, dobra dziecka.
      Proszę pamiętać, że jemu też nagle zmienił się świat, czuje się oszukany,
      czekają go sprawy w sądzie, może też podjęcie trudnej w tej sytuacji roli ojca
      oraz odpowiedzialność za to wszystko przed Panią. Myślę, że to trudna próba dla
      związki szczególnie na starcie, ale warto ją podjąć, jeśli Pani na tym
      mężczyźnie, tak jak Pani pisze, zależy. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • hamerykanka Re: jesli to bedzie jego syn? 26.05.09, 18:27
      Wejdz na forum Macochy i poczytaj o problemach...O comiesiecznym
      wyplywaniu pieniedzy i to duzych (alimenty plus ekstrasy)-zwlaszcza
      ze juz teraz masz tego pierwsze objawy, a zadanie pieniedzy bedzie
      sie ciagle nasilalo. O spedzaniu weekendow z tym dzieckiem, czasem
      faworyzowanym nad inne (no bo "biedne" z niepelnej rodziny).
      Ja na Twoim miejscu dobrze bym sie zastanowila. Teraz to "biedny
      misu" ale potem to bedzie rowniez twoj problem. dziecko bedzie
      przychodzilo do domu i na ciebie spadnie obsluga i problemy. Czy
      tego chcesz?
      • najmadrzejsza nie rozumiem 27.05.09, 15:27
        1) W wiadomości tej znajduje się wyraźna niespójność - żeby zasądzić
        alimenty MUSI zostać stwierdzone ojcostwo, czyli "odebranie" czy
        też "nie wskazanie" ojcostwa Pani pratnera wyklucza płącenie
        alimentów.

        2) Najważniejsze jest dziecko. Ojciec powinien troszczyć się o nie,
        kontaktować się najczęściej jak to możliwe. Pani jednak również
        należeć będzie do rodziny i Pnai kontakty z dzieckiem będą wazne dla
        maluszka. Nie wyobrażam sobie, zebym miała dzielić życie z
        mężczyzną, który wyparł się swojego dziecka. Nie potrafiłabym
        szanować kogoś takiego.

        3) Alimenty - dziecko to również obowiązek. Nie widzę powodu, dla
        którego utrzymaniem i wychowaniem dziecka powinna zajmowac się
        wyłącznie matka. Konsekwencje współżycia są dla obu stron.

        4) Żal mi tego dziecka już teraz.
        • blanka20_02 Re: nie rozumiem 28.05.09, 14:12
          Uwierzcie, ze gdybym tylko miala o tym przeczytac ze ktos tak ma moze moje
          odczucia bylyby inne a teraz to nawet sama nie wiem jakie sa. Nie jestem jakas
          wydrapana z uczuc i sama staram sie postawic w sytuacji gdybym byla samotna
          matka, ogromnie tez zal mi tego dziecka ze nie bedzie w pelnej rodzinie a jego
          dziecinstwo bedzie nasycone sprawami w sadzie bo to dosyc konfliktowa kobieta i
          nie wiem czy da sie to zalatwic zwykla rozmowa. Wiem, ze to dziecko nie jest
          niczemu winne i mam nadziee ze moj partner podejmie dojrzale decyzje, zeby nie
          krzywdzic malego, a akurat o pieniazki to tu nie chodzi bo przeciez kazdy by
          chcial zeby jego dziecku niczego nie brakowalo, bez wzzgledu na to czy sie jest
          w zwiazku z jego drugim rodzicem. Wiem ze to nie jest jego wina i ze w stosunku
          do mnie nie zrobil nic co mogloby nas poroznic, ale czasem to takie w zyciu
          spotykaja nas wyzwania ze stoimy bezradni patrzac jak sie wszytsko komplikuje
          • karolina331 Re: nie rozumiem 28.05.09, 14:52
            Blanko, życie z mężczyzną, który ma dziecko z inną to jeszcze nie
            koniec świata.

            O zdradzie nie ma w Waszym przypadku mowy, więc pan jest w porządku.
            Jedyną winną jest tu matka dziecka, która w porę nie powiadomiła
            pana, że zostanie ojcem. Jej działanie - takie z zaskoczenia,
            paskudne stawianie Was przed faktem dokonanym - nie rokuje
            (niestety) dobrze na przyszłość Waszych wspólnych relacji - Ty, Twój
            mąż, jego syn i ta trzecia, matka dziecka.

            Problemów jest kilka, przy czym obowiązek alimentacyjny na dziecko
            jest jednym z najmniejszych. Płacić trzeba, bo dziecko chciane, czy
            nie, zaplanowane, czy też nie - ma ustwowe prawo do świadczeń ze
            strony rodziców.
            Rodziców, czyli Twojego narzeczonego i tamtej pani.
            Ty nie masz z tym NIC wspólnego i lepiej, abyś od razu (dla własnego
            dobra i spokoju) w taki właśnie sposób ustaliła tę kwestię.
            Weź także pod uwagę, że dziecko będzie miało prawo do spadku po ojcu
            oraz cały szereg innych najróżniejszych konsekwencji prawnych
            związanych z posiadaniem dziecka przez Twojego przyszłego męża.
            Na przykład: Twoje zarobki oraz Twój osobisty majątek będzie brany
            pod uwagę przez sąd przy ustalaniu wysokości (i podwyższaniu)
            alimentów.

            Jeśli więc zdecydujesz się na ślub z panem, lepiej będzie, jak od
            razu ustalicie rozdzielność majątkową, bo to Cię ustrzeże przed
            wieloma przykrościami w przyszłości - na przykład przed ściąganiem
            alimentów z Twoich pieniędzy w przypadku gdy Twój mąż nie będzie
            zdolny do pracy na skutek choroby i w związku z tym nie będzie go
            stać na płacenie pełnych alimentów.

            Robisz też poważny błąd powtarzając stereotypowy banał -
            "najważniejsze jest dobro dziecka".

            Dla Ciebie najważniejsza POWINNAŚ być TY SAMA i Twoje szczęście, nie
            ustawiaj się więc od razu na dalszej pozycji gdzieś za dzieckiem i
            matką dziecka.
            O dziecko, jego rozwój i szczęście mają zadbać JEGO RODZICE, czyli
            między innymi Twój narzeczony, ale tak, aby nie kolidowało to z
            Twoimi planami i życiem.
            I nie TWOIM KOSZTEM.
            Dla własnego dobra nie angażuj się w relacje z cudzym dzieckiem i
            obcą kobietą, bo to są bardzo bolesne i głęboko raniące relacje,
            często kończące się rozwodem.

            Ktoś Ci tu radził poczytać forum "macochy", a ja Ci jeszcze polecam
            forum "samodzielna mama" - pouczające i działające jak kubeł zimnej
            wody. I jest to świetna szkoła życia, bo nawet by Ci do głowy nie
            przyszło, co może Cię czekać, kiedy w związku z Tobą pojawia się
            JEGO DZIECKO Z INNĄ.

            Czy można stworzyć pomimo cudzego dziecka szczęśliwy związek?
            Można.
            Potrzebna do tego jest duża doza zdrowego egoizmu.
            I świadomość własnej wartości.
            • najmadrzejsza do karolina331 28.05.09, 16:44
              czytam twoje komentarze i oczom nie wierze, że można w taki
              ograniczony sposób swiat spotrzegać

              radzisz, aby być z mężczyzną, który ma dziecko i zakładać, że się
              nie ma z tym dzieckiem nic wspólnego... Otóż - w stej ytuacji są
              wszyscy i dziecko, i ojciec, i matka dziecka, i autorka tematu, a w
              przyszłości pewnie i partner matki - nie można oddzielić życia: tam
              masz swojego bachora, który mnie g... obchodzi, a my tutaj razem
              gniazdko zakładamy. Takie podejście skazuje związek na niepowodzenie
              właśnie. Skoncentrowanie się na czubku własnego nosa nie przynosi,
              w perspektywie długoterminowej, nic dobrego.
              • karolina331 Re: do karolina331 28.05.09, 18:14
                Twoje oceny mojego postrzegania świata zachowaj dla siebie, bo mnie
                nie obchodzi, co o mnie myślisz.
                Nie rozmawiam z Tobą tylko z autorką wątku.

                Dla autorki wątku najważniejsza jest ona sama.

                Nikogo nie będą obchodzić jej problemy i jej potrzeby, jeśli ona
                sama nie zadba o swoje własne sprawy.
                Takie juz jest w życiu, że kto dla siebie niczego nie wymaga -
                niczego nie dostaje.
                Nie dostaje się od cudzego dziecka "zwrotki": ani uczuć, szacunku,
                poświęconego mu czasu, starań i nakładów finansowych.
                Zawsze dostaje się emocjonalnego kopa i słowa: nie jesteś moją
                matką, więc się nie wtrącaj.

                Dzieckiem niech się zajmie jego matka, która ponosi pełną
                odpowiedzialność za parszywą sytuację, jaką dziecku zafundowała.
                I tylko ona.
                Nie wiadomo, jak zareagowałby ojciec dziecka na wiadomość o ciąży
                tametej kobiety. Może by się z nią ożenił?

                Autorka wątku ma zająć się SOBĄ. Ma mysleć o SOBIE, a o dziecku nich
                myślą jego rodzice. Najlepiej trzymać tamtą panią na dystans. W
                końcu to przez nią całe to zamieszanie.
    • amb25 Re: jesli to bedzie jego syn? 29.05.09, 09:05
      W tej sytuacji nawet gdy nie bylo zdrady na pewno na poczatku
      czulabym sie troche oszukana przez partnera.
      Co do dziecka? Decyzja zalezy od twojego meza.
      Jak dla mnie sa dwa wyjscia:
      1. placic alimenty ale z dzieckiem nie utrzymywac kontakow, a tym
      samym z jego matka.
      2. no i drugie - zaakceptowac to dziecko, walczyc o prawo do
      widzenia czy opieki. Duzo zalezy od takze od Ciebie bo ty tez
      powinnas je zakceptowac i wspierac meza, bo to bedzie pewnie trudna
      walka i jesli matka bedzie je nastawiala przeciwko wam to partner
      sam bedzie mial wiecej problemow, ktore wczesniej czy pozniej odbija
      sie na waszym zwiazku.
      I niema co chowac glowy w piaske- to nie moje dziecko, co ono mnie
      obchodzi. Jesli obchodzi Cie partner to ono sila zeczy tez powinno,
      bo ono stanie sie czescia jego zycia a tym samym twojego.
      • karolina331 Re: jesli to bedzie jego syn? 29.05.09, 10:06
        Zawsze warto w życiu kierować się kodeksem - w tym przypadku
        rodzinnym. Poczytać kodeks też warto, bo ustawodawca przewidział
        dużo życiowych sytuacji, a prawo rodzinne w tym określonym przypadku
        kieruje się tylko i wyłącznie dobrem dziecka.

        Co to oznacza dla autorki wątku?
        Oznacza, że prawo nakazuje matce dziecka występować w interesie
        dziecka zawsze, do czasu osiągnięcia przez dziecko samodzielności.
        Tak skonstruowane prawo stawia autorkę wątku na pozycji przegranej w
        każdym przypadku zgłaszania dodatkowych roszczeń przez matkę dziecka.

        Autorka wątku założyła z narzeczonym działalność gospodarczą - i tu
        jest podstawowy problem, bo sąd w przypadku posiadania włąsnej firmy
        od razu, na wejściu zasądza alimenty od 600 zł/mc wzwyż z opcją co
        półrocznej zmiany orzeczenia (czytaj: podwyższenia alimentów).
        I tak para posiadająca wspólną firmę będzie miała obowiązek
        alimentacyjny na określonym poziomie, bez względu na faktyczne
        dochody i kondycję majątkową firmy. Jeśli pani nie będzie miała
        rozdzielności majątkowej, może się zdarzyć, a zdarzy się z
        pewnością, że na nieślubne dziecko swojego męża będzie płaciła
        wspólnie z mężem (bo kasa z firmy będzie wspólna) wysokie i coraz
        wyższe alimenty - przy czym sądu nie będzie obchodzić, że po jakimś
        czasie pani będzie (być może) miała własne dziecko i, że na to
        dziecko zostanie znacznie mniej pieniędzy, niż sąd zasądził na
        dziecko cudze, czyli tamtej pani.

        Tak skonstruowane prawo rodzi wiele konfliktów w małżeństwie i
        lepiej, aby autorka wątku o tym wiedziała, bo jej samej prawo nie
        chroni, a wręcz przeciwnie - będzie traktowana jak ktoś mający
        wyłącznie obowiązki i ŻADNYCH praw, a że z winy osób trzecich - cóż:
        widziały gały co brały.

        Jeśli pani zdecyduje się na zwązek z panem posiadającym obciążenie w
        postaci pozamałżeńskiego dziecka, powinna dla własnego dobra od
        początku skrupulatnie ustalić z panem coś na kształt REGULAMINU
        wspólnego życia, zakresu obowiązków, kompetencji oraz obopólnych
        kompromisów. Tak, aby rola pani nie sprawadziła się do przegranej,
        ale płacącej i znoszącej pokornie wszelkie fochy tamtej pani.
        Rozdzielność majątkowa i dystans do całej reszty związanej z
        wychowaniem cudzego dziecka ułatwi pani bardzo życie.

        Dziecko trzeba wychować i jak najlepiej wykształcić.
        A to trwa i dużo kosztuje.
        Wiem coś o tym.

        Kończę temat, bo uważam, że już go wyczerpałam.
        A pani postąpi jak uważa.
        • najmadrzejsza do karolina 331 29.05.09, 15:29
          gdyby cie nie obchodziło co mysle, to nie odpowiedziałabys na moj
          kompentarz; przykro mi, ze zycie cie tak potrubowało a dziecko
          powiedziało ci, ze nie jestes jego matką. Powiem ci, ze dzieci
          ZAWSZE tak mówią (szczególnie nastolatki) Mądry człowiek, nie bierze
          tego do siebie i rozumie, jak wiele trudnych emocji dzieje się
          wdizecku; mądry dorosły nie oczekuje wdzięcznoście za "poświęcenie
          dla obcego bachora"; kontakt oparty na bezinteresownej ale MĄDREJ
          miłości, duzej ilości zrouzmienia i tolerancji dla wszystkich
          owocuje zwrotem tego ciepła :)

          Karolino331 mylisz rozumienie siebie i własnych potrzeb z
          egocentryzmem i egoistycznym skupieniem się na sobie; niektóre Twoje
          rady są mądre, ale te dotyczące emocji dyktowane są przez wiele bólu
          i cierpienia, którego niewatpliwie doświadczyłas w zyciu sama
          • karolina331 Re: do karolina 331 29.05.09, 19:35
            Widzisz, Najmądrzejsza, przemówiłaś jak człowiek.

            Nikt mi nigdy nie mówił, że nie jestem jego matką, a jak by mi tak
            cudze dziecko powiedziało, to by mnie to w ogóle nie obeszło, bo
            byłaby to prawda.
            A ja się nigdy na prawdę nie obrażam.

            Życie też mnie nie pokancerowało, a wprost przeciwnie - mam
            wspaniałe, cudowne życie i jestem spełnioną, zrealizowaną i
            szczęśliwą kobietą.

            Mója optyka wynika z rozsądku, posługiwania się na co dzień mózgiem
            oraz z tego, że przez wiele lat pomagałam poranionym kobietom i
            widziałam, co może się stać (i co się nieuchronnie staje), z kobietą
            która nie dba o własne interesy.

            To wzruszające, że chcesz mnie nauczyć bezinteresownej miłości do
            cudzych dzieci, ale powiem tak: robię dla wielu tysięcy dzieci
            wystarczająco dużo i od wielu już lat (i wystarczająco dużo
            poświęcam na to czasu i własnych pieniędzy), że w związku z tym
            jestem zwolniona z wszelkiej ckliwości do końca życia.

            Najmądrzejsza, wierz mi na słowo. Niczego nie mylę.
            Nie było też w moim życiu (jak to jesteś uprzejma sugerować) aż tyle
            bólu i cierpienia, a nawet powiem nieskromnie, że moje życie było i
            jest przedmiotem zazdrości wielu kobiet.

            Bardzo szybko (na szczęście) nauczyłam się dbać o własne interesy,
            czego i Wam wszystkim Drogie Forumowiczki życzę.

            To tyle o mnie.

            Może skupmy się na Autorce tego wątku, bo to ona potrzebuje pomocy i
            rady, a nie ja.
      • blanka20_02 Re: jesli to bedzie jego syn? 29.05.09, 16:09
        nie moge w tym jakos odnalezc siebie, bo w tej sytuacji niestety w ktora strone
        nie spojrze to widze siebie na przegranej pozycji, firma ktora wspolnie
        zalozylismy i wspolnie wnieslismy do niej po polowie kapitalu pocztakowego jest
        formalnie na mojego partnera , bo ufamy sobie a tak po prostu bardziej nam sie
        oplacalo. W tej sytuacji ja ciagle mysle o likwidacju firmy i zalozeniu jej na
        moje nazwisko bo gdy dzialnosc zacznie przynosic zyski ona wyssa je cale w
        imieniu tego dziecka (jesli on okaze sie ojcem), boje sie o nasze wspolne zycie
        bo wiem jak rozgoryczone potrafia byc samotne matki co do ojcow obciazonych
        alimentami, wiem ze ciagle chca sie sadzic o coraz to wieksze pieniadze bo "niby
        dlaczego nie - pieniedzy nigdy za wiele dla dziecka". Boje sie ze cala ta sprawa
        mocno ukroci nasze ambicje i plany zawodowe bo moj partner juz teraz popadl w
        taki stan w ktorym ciagle powtarza: "po co mam sie o cos starac i cos osiagnac
        jesli ona mi wszytsko zabierze". modle sie zeby to jednak nie bylo jego dziecko,
        jestem juz pewna ze jaki wynik by nie byl to zostane przy nim i bede go
        wspierac, razem sobie pewnie jakos poradzimy ale albo jestem niedojrzala albo
        nie wierze w siebie bo gdy pomysle o przyszlosci w ktorej kazdego dnia bedzie mi
        chociaz posrednio towarzyszyla ta kobieta ogarnia mnei paniczny strach. Widze
        jak zbieramy pieniazki na wszytskie oplaty i na alimenty, jak przychodza od niej
        kolejne pozwy, jak kazdego dnia moj maz bedzie zalamany bo zlosliwa kobieta
        zamiast normalnie zyc i pozwolic nam na to bedzie obserwowala nasze zycie i
        kontrolowala jego kazdy ruch zeby osiagnac z tego korzysci. Staram sie czasem
        postawic w jej sytuacji i zrozumiec dlaczego nie powiedziala mu o tym jesli byla
        pewna ze to jest tez jego dziecko. Nie wiem co musialby mi zrobic taki mezczyzna
        zeby sie zdecydowala na takie cos jak ona. A ja dokladnie wiem jaka byla
        sytuacja jak sie rozstawali. On ja naprawde wtedy dazyl duzym uczuciem i
        szacunkiem. Widocznie tego nie chciala.. A moze by rzucic to wszytsko co tu mamy
        i zwyczajnie stad uciec, gdzies daleko za granice... Nie mowcie ze to zbrodnia
        jaka bysmy dziecku zrobili, zbrodnia chyba bardziej bedzie jak pozwolimy na to
        by wychowywal sie w ciaglym konflikcie... Boje się i chyba jestem pesymistka
        • karolina331 Blanko, 29.05.09, 19:49
          Jesteś dzielną kobietą i myślisz (pomimo szoku, jaki przeżyłaś)
          bardzo logicznie.

          Pomysł ze zlikwidowaniem tamtej firmy i założenia nowej, tylko na
          Ciebie jest doskonały. Nie tylko zabezpieczy Twoją część kapitału,
          ale także uchroni Twojego Narzeczonego przed realną - niestety -
          groźbą wniesienia przez tamtą panią skargi pauliańskiej.

          Narzeczonego po prostu zatrudnij w pełnym wymiarze godzin (nie
          możesz na pół etatu, bo sąd powie, aby poszukał sobie dodatkowego
          zarobku gdzie indziej) i zapłać mu ZUS oraz najniższą krajową.
          Porozmawiaj z księgowym, nie mogę Ci tu dawać szczegółowych rad,
          zresztą widzę, że sama sobie świetnie poradzisz.

          Pamiętaj także o tym, że wszystko musi być (nieruchomości i
          ruchomości) na współwłasność (zapisane w księgach wieczystych) i w
          ogóle pilnuj wszystkiego (na wszystko musisz mieć kwity i faktury).
          No i.
          Rozdzielność majątkowa przede wszystkim. Wtedy nawet sąd nie będzie
          mógł zażądać od Ciebie Twoich PIT-ów do wglądu.

          Z postępowania tamtej kobiety wynika, że potraktowała Twojego
          narzeczonego jak dawcę nasienia i teraz będzie dla niej płatnikiem
          alimentów.
          To wcale nie taka najgorsza sytuacja.

          Trzymam za Ciebie kciuki.
          • blanka20_02 Re: Blanko, 29.05.09, 23:04
            Dziekuje Karolinie i innym forumowiczkom za szczerosc i dobre slowo.. Wiem, ze
            to dopiero poczatek tych problemow i ze nie bedzie to latwe. Staram sie to
            wszytsko traktowac jak kolejny sprawdzian z lekcji ZYCIE, w ktorym musze
            udowodnic, ze jestem dobrym czlowiekiem. Zdac go to sukces a zdac go tak zeby
            samemu czuc sie szczesliwie to juz nie takie latwe. Ale mam nadzieje, ze sobie
            jakos poradze, w koncu to co najwazniejsze w zyciu dostalam. Mam milosc:) moze
            jescze przydalaby sie odrobina spokoju - choc podobno spokoj ma sie tylko po
            smierci;)
            Dziekuje i pozdrawiam
            • chalsia Re: Blanko, 30.05.09, 00:59
              > Staram sie to
              > wszytsko traktowac jak kolejny sprawdzian z lekcji ZYCIE, w ktorym musze
              > udowodnic, ze jestem dobrym czlowiekiem.

              Pamiętaj tylko o jednym - Karolina zdala sprawdzian z lekcji "zycie", ale juz co
              do tej drugiej częsci Twojego zdania - to z duzymi watpliwościami. Cokolwiek
              dobrego zrobiła - zrobiła z wyrachowania a nie dlatego, że jest dobrym człowiekiem.
              • karolina331 Chalsia? 30.05.09, 10:43
                A skąd wiesz, jakim jestem człowiekiem?
                I skąd wiesz, co mną w życiu kieruje?
                Jakie mam wyrachowanie przeznaczając ponad 100 tys rocznie na
                leczenie cudzych dzieci?!
                Jakim prawem mnie oceniasz?
                Znasz mnie?

                Co za różnica dla 30-letniej córki mojego męża, czy została przez
                nas solidnie wykształcona i wyposażona (za ponad pół miliona) z
                wyrachowania czy z miłości?
                Miała wszystko: zakupy w Paryżu i kursy językowe w Londynie, wakacje
                na Jamajce i Nowy Rok na Dominikanie - naprawdę myślisz, że ją
                interesowały moje motywy?
                Dziś jest silną, nieugiętą, odporną na stresy, pragmatyczą kobietą
                biznesu z własną, świetnie funkcjonującą firmą i doskonałymi
                zarobkami. Myśli szybko i logicznie. Kieruje się w życiu rachunkiem
                ekonomicznym, a nie ckliwością i cukierkowym postrzeganiem świata.
                Dziś sama finasuje swój urlop na Majorce i w Kenii.
                Jest wartościowym człowiekiem, podporą społeczeństwa.
                Ma już swoje życie i bardzo serdeczne kontakty z własnym ojcem - to
                w końcu JEGO córka, nie moja.
                Mnie na jej uczuciach nigdy nie zależało, bo od uczuć to ja mam męża.
                Paradoksalnie, dziś ta kobieta JEST PODOBNA DO MNIE, a nie swojej
                słabej i niezaradnej matki. Ona przejęła mój sposób myślenia i
                postępowania w życiu. To zabawne, ale ona podziwia mnie i naśladuje.


                Zrób Chalsiu tyle dla własnego syna, ile ja zrobiłam dla cudzej
                córki, daj społeczeństwu taką zdrową jednostkę jaką ja dałam, choć
                nie musiałam się w ogóle starać i mogłam zostawić beznadziejnie
                głupiej matce kształtowanie osobowości jej własnej córki. Matka
                córki mojego męża ze swojej pensyjki mogłaby ją co najwyżej na
                krawcową wykierować i po prostu zmarnowałaby tak doskonale
                funkcjonujący mózg swego dziecka (bo nawet nie była w stanie
                prawidłowo ocenić potencjału tkwiącego w jej własnej córce).
                Na szczęście dla dziewczyny, ojciec dziecka miał do mnie znacznie
                więcej zaufania niż do swojej byłej żony.

                Zajmij się swoim życiem Chalsiu, które upływa pomiędzy szarpaniem
                się w sądach o alimenty na dziecko (nie są małe - chyba masz około
                2000 tys/mc ?), a oczernianiem swego byłego męża na różnych forach.

                Jesteś żałosna.

                I zrozum kobieto, że my tu rozmawiamy NIE O MNIE i nie o moich
                sprawach, bo to nie ja potrzebuję pomocy i rady.
                Poświęcam swój cenny czas, aby pomóc tym kobietom, które według mnie
                na to zasługują, które rokują, że nie zniszczą własnego życia.
                Nie zaśmiecaj więc wątków, tylko stań na wysokości zadania i poradź
                coś sensownego Autorce wpisu (jeśli oczywiście potrafisz, bo Twoje
                życie jest jedną wielką klęską). Jesteś kobietą po 40., porzuconą
                przez doskonale zarabiającego męża, który założył nową, szczęśliwą
                rodzinę.
                Co Ty możesz w ogóle innej kobiecie poradzić?
                Jak ułożyć sobie życie?
                Jak być kochaną?
                Jak nie być zdradzoną?
                Jak zmusić ojaca, aby kochał i dbał o swoje własne dziecko (żaliłaś
                się kiedyś na forach, że Twój mąż nawet majtek synowi nie zmieniał
                przez dwa tygodnie, jak dziecko było u niego)?
                Śmiech na sali.

                Może lepiej od razu wyjaśnijmy sobie podstawową kwestię.
                Nie Karolina prosi na tym forum o poradę i wsparcie.
                • zla.kobieta1000 Re: Chalsia? 30.05.09, 12:58
                  Przegięcie.
                  Karolino, czy jak Ci tam, widzę, że kasa na tyle uderzyła Ci do głowy, że
                  zaczynasz sama się traktować jak nadczłowieka. Objeżdżasz kobietę, o której nie
                  wiesz NIC, nic o jej postawie wobec życia, dziecka i byłego męża, bo z forów
                  wyciągnęłaś tylko informację, ile alimentów jej ex płaci na dziecko . A co do
                  pasierbicy... Wiesz, ważna jest w życiu i zaradność, super szkoły itp., ale też
                  i miłość, którą dziecku da każda matka, nawet słaba. A jak widać po Twoich
                  postach, od macochy na pewno tego nie dostanie, bo to jest coś, czego nie
                  mogłabyś ani kupić, ani sprzedać.
                  Na pewno kwestie finansowe będą jednymi z istotnych w tym układzie: autorka
                  wątku - jej partner - jego dziecko - matka dziecka. Ale jest i druga strona tego
                  medalu, wiele matek będąc samymi, bardzo szybko z konieczności zaczyna sobie
                  dobrze radzić. Można przejść przez życie mając pod bokiem pełną rodzinę i widząc
                  w sobie ofiarę losu,niespełnioną z powodu męża, dzieci itp., a można świetnie
                  sobie poradzić jako samodzielna mama... Tylko, że zajmuje to trochę więcej
                  czasu, bo wszystkie zadania trzeba wykonać w pojedynkę.
                  Ważna jest też ta druga sfera - relacji ojciec-dziecko. Zastanawiający jest fakt
                  wniesienia przez matkę o odebranie ojcu praw rodzicielskich, a także nie
                  informowania o ciąży. Przecież wg koncepcji w powyższym wątku, kobieta
                  niezaradna i wysysająca pieniadze uwiesiłaby sie natychmiast na facecie i żądała
                  np. ślubu, a w kazdym razie trwałego zwiazku z ojcem dziecka. Może więc w ich
                  relacji zaszło coś, o czym Blanka nie wie, a co wcale nie najlepiej swiadczy o
                  jej narzeczonym?
                  A dodam, że deklaracje tego pana, ze nie będzie się z dzieckiem spotykał... No
                  cóż, ktoś to już skwitował, chłop nie ma jaj. I sam się dobrowolnie ustawia na
                  pozycji dawcy spermy i kasy, nie chcąc uczestniczyć w życiu potomka, więc niech
                  potem nie biadoli.
                  A co do konfliktowosci jego byłej... No cóż, ona jest w najtrudniejszej
                  sytuacji, myślę, też, że ma o coś do ojca dziecka urazę (może warto byłoby
                  wiedzieć, o co?). Z czasem, gdy będzie regularnie otrzymywać alimenty i
                  pracować, dawać sobie radę, poziom jej frustracji z pewnością opadnie. I może po
                  uspokojeniu emocji wszystkich zainteresowanych powinna dopiero nastąpić rozmowa
                  o kontaktach, zobowiązaniach innych niż finansowe itp.
                  Jest tylko kwestia do zastanowienia dla autorki wątku - czy jest w stanie
                  udźwignąć życie z facetem, który przez wiele jeszcze lat będzie miał
                  zobowiązania finansowe, prawne i moralne wobec dziecka Z inną kobietą? Nawet
                  jeśli oboje wytną tej kobiecie i jej dziecku świński numer, i zatrudnią go w
                  firmie narzeczonej z minimalną płacą bądź zwieją za granicę? Jest też, droga
                  Blanko, coś takiego, jak międzynarodowy list egzekucyjny i alimenty z zagranicy
                  wbrew pozorom bywają ściągalne.
                  Nie da się żyć tylko swoim życiem i troszczyć jedynie o siebie, będąc w związku
                  z człowiekiem, który posiada już tak poważne zobowiązania. I nie chodzi o to,
                  żeby ustawiać się na najniższej pozycji - ale mieć świadomość, że będą to przez
                  wiele lat rozmaite problemy do rozwiązywania, na płaszczyźnie finansów, spraw
                  sądowych, poświęcanego komuś czasu, emocji itp. I tylko autorka wątku może
                  wiedzieć, czy jest w stanie to udźwignąć.
                  • karolina331 Re: Chalsia? 30.05.09, 17:10
                    Nie interesuje mnie żadne zdanie NA MÓJ TEMAT.
                    To tyle o mnie.

                    Blanka ma poważny problem i musi go rozwiązać.
                    Nie obchodzi mnie kobieta, która tak nagle weszła w życie Blanki, bo
                    to nie ona poprosiła o radę. Zresztą, z kobietami pokroju tamtej
                    pani nie rozmawiam, bo szkoda mi czasu.

                    Na jakiej podstawie Zła Kobieto osądzasz Blankę i jej narzeczonego?
                    Znasz ją może?
                    Przy płacy minimalnej dla pana w firmie Blanki sąd zasądzi alimenty
                    na poziomie 600 zł/mc i będzie je konsekwentnie podnosił co pół
                    roku. Czy to za mało na paromiesięczne dziecko? Poczytaj sobie
                    na "samodzielnej mamie", ile sąd zasądza - 200, 350 zł nawet na
                    nastolatki. I te kobiety muszą sobie dawać radę.

                    Blanka musi zabezpieczyć SIEBIE, nie narzeczonego, bo on ma PŁACIĆ i
                    zgodnie z prawem DZIELIĆ SIĘ Z DZIECKIEM nawet najmiejszym
                    dochodem. Ojciec MUSI, a nie żona ojca. Tak trudno to zrozumieć?
                    Ojciec to suwerenna osoba z obowiązkiem alimentacyjnym na
                    najbliżesze dwadzieścia parę lat, żona ojca nie ma z tym NIC
                    wspólnego. Chyba, że SAMA zdecyduje inaczej.

                    Według mnie Blanka powinna zabezpieczyć SWÓJ majątek i swoje
                    pieniądze przed cudzym dzieckiem. I jeśli Blanka będzie chciała coś
                    temu dziecku kiedyś dać - to da z WŁASNEJ woli, dlatego, że tak jej
                    się akurat podobało, a nie dlatego, że obca kobieta wydrze jej z
                    gardła pieniądze zarobione przez Blankę.

                    Sugerowanie, że Blanka i jej narzeczony mają zamiar uciec za granicę
                    nie płacąc alimentów i straszyć ją prawnymi konsekwencjami - jest
                    podłością i grubym nadużyciem.

                    Blanko.
                    Jeśli Twój narzeczony ma np. działkę budowlaną lub mieszkanie czy
                    inną cenną nieruchomość, niech Ci natychmiast notarialnie sprzeda
                    połowę/lub całą nieruchomość.
                    I to zanim zostanie stwierdzone jego ojcostwo.
                    No i módl się o końskie zdrowie dla tamtej kobiety, bo jak ona nagle
                    umrze, Twój narzeczony z mocy prawa zostanie jego jedynym opiekunem.

                    I miej oczy szeroko otwarte. Kiedyś na "samodzielnych" aż ponad 70%
                    kobiet przyzało się, że uprawia seks ze swoimi byłymi. Tak po
                    prostu. Na złość jego żonie.
                    • earl.grey Re: Chalsia? 30.05.09, 21:48
                      nie ma żadnej podstawy prawnej, aby sąd zasądzał 600 zł alimentów tylko z tego
                      powodu, że ktoś prowadzi działalność gospodarczą. Nie ma tez czegoś takiego, jak
                      automatyczne podnoszenie alimentów co pół roku. Z drugiej strony wysokość
                      alimentów zalezy od możliwości zarobkowych, a nie faktycznych zarobków, więc tu
                      płaca minimalna w firmie narzeczonej niekoniecznie jest ochroną. Inna rzecz, że
                      sądy rzeczywiście te alimenty niskie orzekają.
                      Narzeczony Blanki musiałby mieć nierówno pod sufitem, żeby jej działkę sprzedać
                      :)) Wtedy miałby pieniądze - w sam raz na alimenty, przynajmniej z punktu
                      widzenia sądu :)), jeśłi matka dziecka będzie miała głowę na karku i tego
                      dowiedzie. Nawet jeśli je natychmiast przepuści, to zwiększył sobie możliwości
                      :) Sprzedaż działki chroni go jedynie przed egzekucją z tej działki, ale
                      egzekucja grozi mu jedynie, gdyby miał alimentów nie płacić, a i tak najpierw w
                      wynagrodzenia za pracę (najmniej dolegliwe dla dłużnika).
                      Posiadanie działki samo w sobie niekoniecznie wpływa na "możliwości zarobkowe",
                      więc nie za bardzo może być powodem orzeczenia wyższych alimentów. jest
                      orzecznictwo SN, które mówi, że nie można żądać od osoby zobowiązanej do
                      alimentacji wyprzedawania się z całego majątku, żeby mogła płacić wyższe
                      alimenty, szczególnie, jeśli jest to majątek, który może potencjalnie przynosić
                      dochód. Jak będzie trzeba, to poszukam. Tak tylko prostuję, ale może Blanki
                      partner wcale nie ma działki.
                    • zla.kobieta1000 Podłość i nadużycie;) 31.05.09, 23:32
                      karolina331 napisała:

                      > Sugerowanie, że Blanka i jej narzeczony mają zamiar uciec za granicę
                      > nie płacąc alimentów i straszyć ją prawnymi konsekwencjami - jest
                      > podłością i grubym nadużyciem.
                      >
                      Czyżby? A oto wypowiedź autorki wątku, zresztą z lekka histeryczna:

                      "A moze by rzucic to wszytsko co tu mamy
                      i zwyczajnie stad uciec, gdzies daleko za granice... Nie mowcie ze to zbrodnia
                      jaka bysmy dziecku zrobili, zbrodnia chyba bardziej bedzie jak pozwolimy na to
                      by wychowywal sie w ciaglym konflikcie... "

                      Co do konsekwencji prawnych takowego postępowania - nie jestem prokuratorem ani
                      sędzią, żeby kogoś nimi zastraszyć, niemniej dobrze wiedzieć, że istnieją i brać
                      je pod uwagę w swoich działaniach.
                      Przy okazji - na pewno osoba, która chce związać się z facetem z obciążeniami
                      alimentacyjnymi, ma prawo zabezpieczać się finansowo, ale niektóre sugerowane
                      tu działania są tylko krętackimi wybiegami, na których średnio inteligentna
                      sędzia się pozna. Rozdzielność majątkowa, dbałość o zabezpieczenie własnego
                      majątku, chociażby dla własnych w przyszłości dzieci - owszem, jak najbardziej.
                      Minimalna pensyjka zdrowego, młodego faceta w firmie narzeczonej, wyzbywanie się
                      dóbr, przepisywanie bądź sprzedawanie ich narzeczonej - to już tandeta.
                      Cała ta sprawa jest ciężka do przełknięcia, a nastawianie się i nakręcanie na
                      kobietę, która występuje z uprawnionymi roszczeniami finansowymi wobec ojca
                      dziecka - nie ułatwi wbrew pozorom przetrawienia problemów.
                      I kto powiedział, że matka dziecka wciąż będzie wciąż tylko rwała kasę? Może też
                      jest taką zdrową, superinteligentną jednostką, która w niedalekiej przyszłości
                      będzie prezesem własnej korporacji i zafunduje swojemu dziecku za WŁASNE
                      pieniądze wczasy na Dominikanie;). w końcu wiemy o niej tylko tyle, ile
                      wnioskuje na jej temat osoba trzecia tj. Blanka, na dodatek uprzedzona,
                      zagubiona i zdezorientowana.
                • chalsia Re: Chalsia? 31.05.09, 00:29
                  > Znasz mnie?

                  wystarczająco Anastazjopotocka.

                  Na tej samej podstawie Ty piszesz o mnie.

                  Nota bene ROTFL z tego co o mnie napisałaś. Wnioski tylko dwa z tego - albo nie
                  umiesz czytać ze zrozumieniem tego co o swoich sprawach pisałam, albo Ci pamięć
                  szwankuje.
                  Aaaa, sorki - zapomniałam, że jesteś "miszczynią" przeinaczania.

                  Cóz ja? Ano w przeciwieństwie do Ciebie jestem człowiekiem pozbawionym zawiści i
                  dobrą matką a także zalezy mi by moje dziecko wyrosło na dobrego i szczęśliwego
                  człowieka (w przeciwieństwie do dostarczania społeczeństwu zdrowych jednostek).

                  I mój komentarz wcześniej jak najbardziej był w temacie - uważalam bowiem, że
                  Blanka powinna wiedzieć jaka osoba udziela jej tego typu porad (przy czym z
                  niektórymi się zgadzam).
                  • karolina331 Re: Chalsia? 02.06.09, 11:22
                    [b]A ja cały czas zastanawiałam się o co chodzi z tą Anastazją?
                    Teraz już poczytałam.
                    To była kiedyś jedyna szczęśliwa laska na wszystkich forach.

                    A ponieważ ja także jestem szczęśliwa - wniosek jest prosty - jestem
                    Anastazja. Nawet mi się podoba. Ładniejsze niż Karolina.

                    Ty, Chalsiu, każdą kobietę utopiłabyś w łyżce wody. Doradzasz tylko
                    tym, które szarpią się o alimenty.
                    Nie ma w tym nic złego, spełniasz pożyteczną rolę.
                    Głupio tylko, że czepiasz się mnie, bo mam zwyczaj mówić prawdę
                    każdemu i doradzam w zależności od tego, czy ktoś budzi moją
                    sympatię. Czasem wolę nawet drugie żony od byłych - więc mnie sobie
                    tak wirtualnie nienawidzisz.
                    Mnie Twoje uczucia bawią, przecież to Twój problem, taki uczuciowy
                    infantylizm.
                    Możesz mnie sobie nienawidzić do woli.

                    Co do działki.
                    Według prawa dom posadowiony na działce jest własnością tego, do
                    kogo należy działka. Ludzie zazwyczaj o tym nie wiedzą i później
                    jest problem, bo nie tylko działka budowlana wchodzi w skład jego
                    majątku osobistego, ale także cały dom i z tego najczęściej wynika
                    mnóstwo przykrych konsekwencji.
                    Załóżmy, że Blanka wybudowałaby dom na takiej działce z własnych
                    pieniędzy. W drastycznym przypadku może się zdarzyć, że pan zginie w
                    wypadku samochodowym (dzieci nie ma z Blanką), a wtedy dom
                    dziedziczy w całości jego nieślubny syn i wprowadza się tam mamusia
                    syna wraz z dzieckiem, wyrzucając Blankę na bruk w świetle prawa.
                    I tyle.

                    Gdybym chciała doradzić Blance, jak wykpić się skutecznie od
                    wysokich alimentów, to bym to zrobiła.
                    Nie takie numery widziałam podczas mojej pracy w fundacji.

                    Uważam, że ojciec powinien płacić na dziecko i ten pan (oraz jego
                    problemy) w ogóle mnie nie obchodzi.
                    Mnie ineresuje TYLKO Blanka i jej interesy.
                    A na tym forum już widać, że Blanka budzi negatywne uczucia, bo jej
                    pan ma dziecko z inną. A że z oszustką i kanciarą - to już jak widać
                    nie jest ważne.

                    I lepiej, aby Blanka nastawiła się na to, że teraz już tak będzie
                    zawsze. Będzie już zawsze na straconej pozycji, chyba, że będzie
                    mądra, przewidująca i czujna.
                    Tak więc niech dba o siebie i swoje interesy, bo nikt za nią tego
                    nie zrobi.

                    A teraz nie mam już czasu, bo wracam do pracy.
                    • chalsia Re: Chalsia? 02.06.09, 11:37
                      > Mnie Twoje uczucia bawią, przecież to Twój problem, taki
                      uczuciowy
                      > infantylizm.
                      > Możesz mnie sobie nienawidzić do woli.

                      pochlebiasz sobie.
                      Zwisasz mi kalafiorem.
    • chalsia a to jest chyba uzupełnienie do tego wątku 31.05.09, 00:37
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=584&w=95950414&a=95950414
      • earl.grey Re: a to jest chyba uzupełnienie do tego wątku 31.05.09, 20:58
        Hyhy. No takie są skutki stosunków pluciowych z nażyczoną.
        • zla.kobieta1000 Re: a to jest chyba uzupełnienie do tego wątku 31.05.09, 23:12
          Leżę i kwiczę. Panowie, strzeżcie się stosunków płuciowych, bo potem tylko Wasza
          śmierć rozwiąże problemy alimentacyjne;).
          • aniazavonlea Re: a to jest chyba uzupełnienie do tego wątku 01.06.09, 15:52
            Smieszni sa Ci panowie co to chetnie leca na seks bez a pozniej to płacze ze go
            nie stać na aliementy..bosze jaki pólinteligent...

            Gratuluje autorce watku pewnosci ze facet nic nie wiedzial o ciązy, moze
            wiedzial tylko szybko uciekł myślac ze sie rozmyje po kościach i szybko zapomnił
            wyprał nic nie wie nie widział, tamta miala mnóstwo innych itd a wogóle to obcy
            ludzie...
            No cóz nie za głupote trzeba płacic wiec lpeiej planowac zycie z kims
            mądrzejszym niz takim kogo nie stac na alimenty dla dziecka i juz mysli o
            smierci wobec takiego problemu..he he ...

            • zla.kobieta1000 Re: a to jest chyba uzupełnienie do tego wątku 02.06.09, 08:34
              No, nie wiemy, czy to ten sam problem, chociaż wątki wykazują zadziwiające
              podobieństwo osób, zdarzeń i okoliczności;). Ale faktycznie - Blanka wie tylko
              to, co przekazał jej narzeczony i widzi tę drugą kobietę tylko jego oczami, tak
              naprawdę nic nie wie o ich rozstaniu, wzajemnych relacjach i podłożu konfliktów.
              Może nad tym tez warto się zastanowić, zamiast kombinować jak kochaś ma uniknąć
              płacenia kaski na swoje dziecko.
    • premeda Re: jesli to bedzie jego syn? 02.06.09, 14:05
      Ja podczas rozmowy z moim facetem (właściwie kłótni) powiedziałam
      wprost, że gdyby się okazało, że z wczesniejszych związków ma jakieś
      dziecko, to ja się z tego układu wypisuję. Oczywiście zakładalismy
      sytuację, że on o dziecku nic nie wiedział wcześniej. Nie jestem
      jakąś psychiczną siłaczką, która zaakceptuje to, że przeszłość
      mojego partnera (w tym jakaś inna kobieta i dziecko) wyznaczy mi
      pozycję w związku. Weszłam w związek z czystym kontem, na samym
      początku przepytałam jego na okolicznosć byłych żon i dzieci i tylko
      dlatego, że nic takiego miejsca nie miało, zdecydowałam się na
      kontynuowanie znajomości. Wiem, że mógł oczywiście skłamać ale w
      takiej sytuacji sprawę rozstrzyga oszustwo. Oczywiście piszę o
      sobie, ja mam tak poukładaną psychikę, poczucie wartosci, że dla
      mnie nie wchodza w grę przyjaźnie z byłymi itd. Stosuje te
      rygorystyczne podejście do siebie i do partnera. Dla mnie taka
      sytuacja byłaby zbyt dużym obciążeniem i jak tak czytam powyższe
      wypowiedzi, to albo ma się siły, żeby wszystko udźwignąć albo trzeba
      dla swojego dobra się wycofać.
      • viola61 Re: jesli to bedzie jego syn? 05.06.09, 21:47
        A może coś na pocieszenie?
        Podobną sytuacje przechodziłam 27 lat temu.Miesiąc przed ślubem do mojego
        mieszkania wtargnął starszy męzczyzna wykrzykująć,ze mój przyszły mąż będzie
        ojcem,że mam odwołać ślub bo jak nie to on z corką zepsują mi ten szczęśliwy
        dzień.Możecie wyobrazić sobie moją reakcje?
        Z moim narzeczonym byliśmy w sobie zakochani,dzisiaj mogę napisać,ze była to
        miłość od pierwszego wejrzenia(po miesiącu mąż mi się oświadczył a po 3
        braliśmy ślub).Nie daliśmy za wygraną,nie daliśmy się zastraszyć.Miałam tyle w
        sobie siły,że przeprowadziłam z szantażystką rozmowę,odwiedziłam ją nawet w domu
        w obecności jej rodziny.Slubu nie odwołaliśmy.Nie myslałam o konsekwencjach typu
        dziecko,alimenty itp.Prawdopodobieństwo że może być ojcem było duże,mnie nie
        znał a z nią miał jakiś tam kontakt
        Pół roku po ślubie mąż dostał wezwanie do sądu,było badanie o ojcostwo(mąż o to
        wystąpił).
        I co się okazało?To nie mąż był ojcem tego dziecka.Wyniki całkowicie wykluczyly
        ojcostwo.
        Jesteśmy 27 lat po ślubie,żyjemy zgodnie i szczęśliwie.A mogło być inaczej.......
Pełna wersja