położyć uszy po sobie?

26.05.09, 02:20
No właśnie. Mam 32 lata, w sierpniu miał być ślub. Od półtora roku, czyli od kiedy jesteśmy razem, byliśmy dwa razy w kinie - tyle na temat "romantyzmu". Sex? Zapomniałam, co to jest (dla wyjaśnienia - obrzydliwa nie jestem, wręcz przeciwnie). Oboje byliśmy bardzo zapracowani, myślałam przez pewien czas, że to dlatego. Ale... czy na kwiatka potrzeba czasu? Nigdy nie dostałam. A, przepraszam, raz na walentynki. Kiedy następny weekend znowu spędziłam sama, bo On musiał zachęcić swojego ojca do odrobiny pracy przy jego - ojcowskim - domu, nie wytrzymałam. No co to za miłość i zakładanie rodziny? Całymi dniami i nocami pracuje (nocami na swoich Rodziców - mają dużo więcej pieniędzy od nas, ale co tam, żądają od niego - jedynaka - pieniędzy, bo skoro zrobili sobie maszynkę do zarabiania kasy - to trzeba ją zaharować na śmierć), jak nie pracuje u nas, to jedzie do Rodziców, pracować przy ich domu bo "Matka chce, a Ojciec nie ma inicjatywy i trzeba go zmobilizować", a ... gdzie w tym miejsce dla mnie? Ten weekend był tydzień temu, wyprowadził się, ale ustaliliśmy, że będziemy jednak chcieli ratować to, co mogłoby by być. Mówię, wyjedźmy na weekend - OK, dobry pomysł. Ale, ale, no nie, teraz nie, On musi zrobić projekt i dać Rodzicom pieniądze. Ale za to możemy pójść na spacer. Hm... przykro mi mocno, ale trzeba sprobować. No to w niedzielę. Ach, w niedzielę przyjeżdża kumpel z daleka... A dzień później nadal twierdził, że chce ratować. Tylko co ratować? Przepłakałam cały ten tydzień - nie poszłam dzisiaj do pracy, bo nie moglam się taka zapuchnięta pokazać. Tylko czy ja dobrze robię? A może trzeba położyc uszy po sobie i z wdzięcznością przyjąć, co przynosi los, bez wymagań. bo... ja mam już 32 lata, nie założyłam rodziny, nie mam dziecka. I właśnie z własnej woli rezygnuję z szansy na to wszystko, a za chwilę znowu poczuję, że samotność to taka straszna rzecz...
    • kol.3 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 07:46
      Kiedy właśnie jesteś samotna w tym niby związku, w którym facet
      traktuje Cię jak najmniej ważną osobę. Masz tak niską samoocenę, że
      nie wierzysz że uda Ci się spotkać innego mężczyznę, który zauważy w
      Tobie człowieka? Co ten związek ma załatwić skoro koło Ciebie nie ma
      mężczyzny, nie ma seksu, nie ma krzty romantyzmu, w ogóle facet nie
      ma dla Ciebie czasu?
    • annb Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 08:23
      Dziewczyno, daj sobie spokoj,Ten pan jest partnerem swojej matki i
      dla Ciebie czasu miec nie bedzie.Tam w jego rodzinie sa
      poprzestawiane role.On wszedl w role swojego ojca.Co to znaczy
      zmobilizowac ojca?
      po co Ci taki ktos?
    • fantazjuje Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 09:00
      Jesteście razem od półtora roku, a jak piszesz byliście 2 razy w
      kinie i 1 dostałaś od niego kwiaty, co oznacza, że nie próbował się
      oczarować na początku związku. Od począku miałaś jasną sytuację-
      facet nie ma tendencji do romantycznych gestów, których Ty wyraźnie
      potrzebujesz, więc po co w ogóle brnąć w taki związek? Mój mąż też
      nie jest romantykiem, ale ja tego nie potrzebuję. Nie dość, że
      ciągnęłaś to dalej, to jeszcze planowałaś z nim ślub! Paranoja...
      Z tego co piszesz nie ma czego ratować, bo od początku do siebie nie
      pasowaliście.
      Zakończ ten niby-związek, odetchnij, daj sobie trochę czasu, a
      zauważysz, że w okolicy pełno jest atrakcyjnych, ciekawych facetów,
      którzy bardzo chętnie będą zabierać Cię do kina i obsypywać
      kwiatami ;)
    • kicia031 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 09:37
      Facet czuje twoja desperacje i wie, ze moze sobie na wszystko
      pozwolic. Moze nie wszystko jest stracone, tylko wystarczy go troche
      wychowac?
      Aby ci sie to udalo, musisz jednak byc psychicznie gotowa na
      rozstanie. Zajmij sie soba, swoimi sprawami, nie rozmawiaj o
      ratowaniu, nie pros, by znalazl czas dla ciebie.
      Rozwaz odwolanie terminu slubu - powiedz mu, ze chcesz sie przekonac
      o sile i wartosci swoich uczuc do niego ( nie JEGO uczuc do ciebie),
      zapisz sie na portale randkwe i pospotykaj nowych ludzi (
      niekoniecznie od razu romanse, ale randki i ogolnie wiecej ludzi,
      znajonych i przyjaciol wokol ciebie)

      A on bedzie tesknil za toba - albo nie. Bedzie sie staral - albo
      nie. Wszystko zalezy od tego, czy mu na tobie zalezy. Ale chyba
      lepiej sie o tym przekonac teraz.
    • krzysztof-lis nie, nie kłaść uszu po sobie 26.05.09, 10:02
      Odniosłem wrażenie, że po prostu wybrałaś niewłaściwego mężczyznę. Trochę mu
      współczuję, bo on pewnie trochę czasu i uczuć w ten związek zainwestował a teraz
      się okazuje, że tak naprawdę od samego początku Ci nie pasował, tylko mu tego
      nie powiedziałaś.
      • kicia031 Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 26.05.09, 11:32
        Wybrala mezczyzne, ktory nie jest w niej zakochany. Pewnie ja lubi,
        ale nie pozada ani mu na niej specjalnie nie zalezy.

        Wobec milosci swojego zycia nawet najmniej romantyczny pracoholik
        zachowuje sie zupelnie inaczej.
        • krzysztof-lis Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 26.05.09, 15:22
          > Wybrala mezczyzne, ktory nie jest w niej zakochany. Pewnie ja lubi,
          > ale nie pozada ani mu na niej specjalnie nie zalezy.

          Zdaje Ci się. I to tylko dlatego, że wątkotwórczyni nie napisała nic poza samymi
          negatywami na temat faceta.
          • kicia031 Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 26.05.09, 15:47
            samym
            > i
            > negatywami na temat faceta.
            >

            To, co napisala autorka watku, to nie negatywy. To zachowania
            mezczyzny ktoremu na kobiecie nie zalezy. Dla ciebie czarna magia,
            bo poki co kobiety swojego zycia nie spotkales, moze zreszta nigdy
            nie spotkasz. Ale jak ci sie ida takowa spotkac, to bedziesz
            wiedzial, ze zakochany mezczyzna to najpotezniejsza sila we
            wrzechswiecie i ze dla swojej ukochanej jest w stanie przenosic gory.
            • krzysztof-lis Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 26.05.09, 16:56
              > To, co napisala autorka watku, to nie negatywy.

              Oczywiście, że nie. Fakt, że mężczyzna nie kupił kobiecie kwiatów źle o nim nie
              świadczy.

              > To zachowania mezczyzny ktoremu na kobiecie nie zalezy.

              Tak Ci się wydaje, czy piszesz to na jakiejś konkretnej podstawie?
              • triss_merigold6 Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 26.05.09, 18:44
                Brak kwiatów nie świadczy źle o mężczyźnie jeśli innymi przyjemnymi
                gestami pokazuje, że mu na niej zależy. Przyjemnymi DLA NIEJ.
                Spędzanie wszystkich weekendów z rodzicami w celu budowy ICH domu
                oraz w charakterze dawcy kasy przyjemne dla pani autorki nie jest.
                Dotąd zrozumiałe, mam nadzieję?

                Widzisz, na tym forum są kobiety ze sporym przebiegiem związkowym.
                Autopsja może nie jest miarodajna ale suma doświadczeń już bardziej.
                I na podstawie owych doświadczeń mogę scharakteryzować zachowania
                mężczyzny, któremu zależy. Są to zachowania werbalne i niewerbalne,
                wspólne plany, spędzaniem razem czasu i branie pod uwagę obecności
                partnerki w swoim życiu. Pan opisany tego nie robi ergo nie zależy
                mu. Byc może zależy mu na odfajkowaniu w życiorysie pozycji "żona".
                • krzysztof-lis Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 26.05.09, 19:04
                  > Brak kwiatów nie świadczy źle o mężczyźnie jeśli innymi przyjemnymi
                  > gestami pokazuje, że mu na niej zależy. Przyjemnymi DLA NIEJ.
                  > Spędzanie wszystkich weekendów z rodzicami w celu budowy ICH domu
                  > oraz w charakterze dawcy kasy przyjemne dla pani autorki nie jest.
                  > Dotąd zrozumiałe, mam nadzieję?

                  Naturalnie. Wszystko jest dla mnie jasne, poza jedną wątpliwością
              • kicia031 Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 27.05.09, 09:57
                Tak Ci się wydaje, czy piszesz to na jakiejś konkretnej podstawie?
                >


                Na konkretnej podstawie obserwacji mezczyzn, ktorym na mnie zalezalo
                i tych, ktorzy mieli mnie w nosie (jeden moj dobiegacz, z ktorym
                rozstalam sie 9 lat temu wciaz czeka, ze moze nie wyjdzie mi z moim
                aktalnym, hehe).
                Na podstawie obserwacji zwiazkom moich licznych znajomych.
                Na podstawie lektur
                Na podstawie kilkumiesiecznej terapii malzenskiej.
                Wystarczy?
                • krzysztof-lis Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 29.05.09, 21:46
                  > Na konkretnej podstawie obserwacji mezczyzn, ktorym na mnie
                  > zalezalo i tych, ktorzy mieli mnie w nosie (jeden moj dobiegacz, z
                  > ktorym rozstalam sie 9 lat temu wciaz czeka, ze moze nie wyjdzie
                  > mi z moim aktalnym, hehe).
                  > Na podstawie obserwacji zwiazkom moich licznych znajomych.
                  > Na podstawie lektur
                  > Na podstawie kilkumiesiecznej terapii malzenskiej.
                  > Wystarczy?

                  Nie wiem
      • lliimmonka Re: nie, nie kłaść uszu po sobie 27.05.09, 18:25
        a ja sądzę że facet to dzieciak...
    • veslana Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 10:42
      Dziękuję, że się odezwaliście. To nie tak, że nie pasował mi od początku. Nikt
      nie jest idealny, ale chyba powinno być tak, że kocha się pomimo wszystko i
      będąc z kimś akceptujesz jego wady (sama nie będąc świętą). Mój były Narzeczony
      (ślub odwołalismy tydzień temu) jest bardzo dobrym człowiekiem, spokojnym, z
      ogromną wiedzą. Ma swoje wady i ja potrafię je zaakceptować, ale nie chcę być
      dla niego zawsze na ostatnim miejscu. I właśnie tu mam dylemat: czy warto przez
      to poświęcić rodzinę, którą moglibyśmy stworzyć? Bo może ktoś też był w podobnej
      sytuacji i wszystko się ułożyło? Tylko, że podobno człowiek o górę się nie
      potknie, a o mały kamień jak najbardziej.
      • marianka_marianka Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 11:06
        Dobrze, że odwołaliście ślub. Pośpiech bez względu na okoliczności, nie jest wskazany przy tak ważnych decyzjach.
        Twoje dylematy dotyczą bardzo ważnych kwestii, to nie są pierdoły w stylu ja uwielbiam chodzić do kina, on nie.

        veslana napisała:
        I właśnie tu mam dylemat: czy warto przez to poświęcić rodzinę, którą moglibyśmy stworzyć?

        W imię czego chcesz poświęcać swoją rodzinę? W imię potrzeb cudzej rodziny... Jak będzie wyglądało to poświęcenie? Może tak, ze będziesz w rzeczywistości samotną, sfrustrowaną matką i nieszczęśliwą kobietą (którą na marginesie już jesteś)... A Twój mąż zawsze będzie musiał pracować, mobilizować rodzinę, pomagać itp.
        Poczytaj inne posty i zobacz jak taka "miłość" do rodziców i dalszej rodziny potrafi niszczyć...
        I absolutnie nie myśl, że już nikogo sobie nie znajdziesz. Znam kilka osób, które też tak twierdziły. A w tej chwili mają już swoje rodziny i są szczęśliwe.
        Piszesz, że znacie się dopiero 1,5 roku, a w tylu ważnych kwestiach macie inne zdanie.
        Nie sądzę, żeby to się zmieniło. Co najwyżej Twój mężczyzna obieca Ci, że postara się to zmienić i może przez jakiś czas będzie się starał. Późnie znów wróci do starych nawyków , bo to udawanie po prostu go zmęczy.
        Przemyśl to, a swoją drogą rób tak jak Ci pisała kicia i zacznij korzystać z uroków życia.
        Szkoda czasu na zamartwianie się.
    • karolina331 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 11:21
      Więcej dystansu, narzeczony jest porządnym człowiekiem, a teściowie
      nie będą żyć wiecznie. Przecież on po nich dziedziczy.
      Chyba lepiej, że odziedziczy zadbany dom, niż ruderę?!

      Niech pracuje i lata do rodziców, nie będzie latał za panienkami.
      A kwiaty kup sobie sama. I perfumy. I buty. I torebkę do tych butów.
      I auto do tej terebki!

      Każdy człowiek ma wady. Czy jego pracowitość jest dla Ciebie aż tak
      straszną wadą?

      Życzę rozwagi i mądrych decyzji.
      • miyoki Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 11:50
        hmmm a ja mam nieco inne zdanie. Inne poglądy ma sie jak ma sie 25 lat a inne
        32. Pomyśl, jak sie z nim rozstaniesz to co cie czeka samotność, być może brak
        dziecka itp. Jak zostaniesz z nim to pewnie będziecie mili dzieci może jakoś po
        latach sie ułoży itp. A może jak sie rozstaniesz poznasz kogoś innego ale jak
        nie? Jestem w podobnej sytuacji i mam podobny dylemat tylko że ja mam już
        dziecko wiec przynajmniej na lody mam z kim pójść. Powiem ci że kiedyś słysząc
        taką histrię powiedziałabym zostaw palanta. Ale życie weryfikuje poglądy
        • serendepity Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 12:22
          Czyli jak ma 30 lat to ma juz powiesic zycie na kolku i godzic sie na to, zeby
          byc ta ostatnia, bo moze nie spotka nikogo innego. Ma byc nieszczesliwa,
          zgryzliwa osoba ludzaca sie, ze maz sie zmieni albo tesciowie kiedy umra? A co
          jak tesciowie beda zyli kilkadziesiat kolejnych lat?

          A za 5 lat przyjdzie na forum ponownie i napisze, ze dala ciala, ze mogla odejsc
          i ulozyc sobie zycie z kims innym, a tak meczyla sie. Jak ja cisnie instynkt
          macierzynski, to dziecko za przeproszeniem mozna sobie zrobic z kazdym.
        • trelek-morelek Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 13:57
          mam podobne doświadczenie jak Ty droga autorko ..niestety różni nas
          to że my wzięliśmy śłub i po niecałych 3 latach rozwód ...
          dokładnie to samo nigdy nie dostałam kwiatka ..tzn jak jeszcze
          chodzilismy ze soba to może i tak ale potem było coraz
          gorzej ...zapominał o wszystkim ...nic nie dostałam na 1 rocznice
          ślubu na drugą tez nic..na urodziny tez nic bo zapomniał ...na dzień
          kobiet też nie ...i naprawde nie zrozumcie mnie źle ja nie
          oczekiwałam jakiś prezentów za bóg wie ile kasy ..ale pamięć i
          chociaż kwiatek by napewno poprawił mi humor ...po ślubie bylo
          jeszcze gorzej bo już całkowicie o niczym nie pamiętał ...nawet na
          gwiazdke nic nie dostałam ...ja nawet nic nie dostałam nawet słowa
          dziękuje ani kwiata jak urodziłam syna ..zresztą zobaczył go dopiero
          po 3 dniach, bo pierw własnie musiał do mamy pojechać ...zawsze
          mamusia i jej potrzeby były ważniejsze ode mnie i dziecka ...zawsze
          mamusia skinęła palcem i już leciał jak na zawołanie posłuszny
          piesek ..a nas i mnie tym bardziej miał w dupie ...no niestety nic
          dobrego Ci nie poradze ...sama przeszłam podobnie i niestety ....
          przez 5 lat zero kina, restauracji.nic nic nic
          ale wiesz każdy człowiek jest inny Ty znasz swojego wybranka i wiesz
          co ewentualnie mogłoby zastąpić te niedogodności może on jest jednak
          wart aby dać mu szanse..może jest człowiekiem którego da się jeszcze
          nauczyć tego i owego ...nie wiem każdy przypadek jest inny u mnie
          doszły jeszcze znęcanie sie psychiczne i fizyczne więc uwolniłam sie
          od tego koszmaru i jestem ze swojej decyzji zadowolona ..ale tak jak
          widzisz każdy jest inny ..Ty piszesz że on jest dobrym
          człowiekiem ..więc może warto ...
          • krzysztof-lis Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 15:21
            > ja nawet nic nie dostałam nawet słowa dziękuje ani kwiata jak
            > urodziłam syna ..

            A to tego syna urodziłaś JEMU, że on miał Ci za to dziękować?
            • kicia031 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 15:44
              A to tego syna urodziłaś JEMU, że on miał Ci za to dziękować?

              Nie byles przy porodzie wiec nie masz zielonego pojecia, ile bolu i
              wysilku kosztuje kobieta standardowo osmio czasami i 20-godzinny
              porod. Kulturalny mezczyzna na poziomie docenia ten wysilek, cham 12
              dni pozniej wysyla zone do pracy. Sam wiesz kim jestes.
              • krzysztof-lis Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 16:58
                > Nie byles przy porodzie wiec nie masz zielonego pojecia, ile bolu
                > i wysilku kosztuje kobieta standardowo osmio czasami
                > i 20-godzinny porod.

                To nie jest odpowiedź na pytanie, komu urodziła ona syna.

                > Kulturalny mezczyzna na poziomie docenia ten wysilek,

                Co nie oznacza, że powinien być żonie wdzięczny za urodzenie syna. Mylisz pojęcia.

                > cham 12 dni pozniej wysyla zone do pracy. Sam wiesz kim jestes.

                Sądząc z Twojego opisu "kulturalnym mężczyzną", bo wysiłek żony doceniłem a 12
                dni po porodzie do pracy poszła sama z własnej nieprzymuszonej woli.
                • sebalda Re: Prezenty, prezenciki, gesty, geściki 27.05.09, 16:10
                  Z moim mężem, kiedy się poznaliśmy, obchodziliśmy chyba z rok każdą miesięcznicę
                  pierwszego pocałunku, teraz, 23 lata po ślubie, obchodzimy (z prezentem dla
                  mnie)każdą rocznicę tego faktu, dostaję prezenty na imieniny, urodziny, rocznice
                  ślubu. Po urodzeniu każdego z dzieci dostałam naprawdę wypasione prezenty i
                  uważam, że pozostawienie bez echa faktu narodzin potomka świadczy naprawdę źle o
                  mężczyźnie.
                  No, ale... Mimo tych wszystkich prezentów i prezencików nie mogę powiedzieć, że
                  moje małżeństwo jest udane. Oddałabym każdy prezent i każdą uroczystą kolację,
                  jaką mąż robi z okazji różnych okazji, bo o tym zapomniałam powiedzieć, za to,
                  żebym była (ja i dzieci) lepiej przez niego traktowane na co dzień. Żeby mąż
                  mnie szanował, pomagał mi w domu, żeby nie urządzał regularnie awantur i
                  dyskutował ze mną bez podnoszenia głosu i wyzwisk, a tak się czasami niestety
                  zdarza.
                  Prezenty i geściki, a także słowa kocham cię, ale bez pokrycia, są miłe, ale o
                  ile ważniejsze jest zycie w zgodzie. Nad tym naprawde nalezy się zastanowić.
                  • krzysztof-lis Re: Prezenty, prezenciki, gesty, geściki 29.05.09, 21:57
                    > Z moim mężem, kiedy się poznaliśmy, obchodziliśmy chyba z rok
                    > każdą miesięcznicę pierwszego pocałunku, teraz, 23 lata po ślubie,
                    > obchodzimy (z prezentem dla mnie)każdą rocznicę tego faktu,

                    A Ty mu nic nie kupujesz? Dlaczego? Może to w tym jest ten problem? ;p
                • mgla_jedwabna Re: położyć uszy po sobie? 29.05.09, 00:19

                  A sama się urodziła jemu? Też przecież nie, a wypadałoby, żeby facet dał chociaż kwiatek na urodziny. Tak samo, jak nazwana została nie dla przyszłego męża, ale życzenia/prezenty imieninowe od niego przyjmuje, prawda?
                  • krzysztof-lis Re: położyć uszy po sobie? 29.05.09, 21:54
                    > A sama się urodziła jemu? Też przecież nie, a wypadałoby, żeby
                    > facet dał chociaż kwiatek na urodziny. Tak samo, jak nazwana
                    > została nie dla przyszłego męża, ale życzenia/prezenty imieninowe
                    > od niego przyjmuje, prawda?

                    Przecież nie daje kwiatów teściowej za to, że urodziła mu żonę ani teściom za
                    to, że ją zrobili?

                    Ja uważam, że kupienie kobiecie po urodzeniu dziecka kwiatów jest jak
                    najbardziej sympatyczne, jeśli z przesłaniem "cieszę się, że wszystko jest okay"
                    albo "jesteś zmęczona po porodzie to kupię kwiaty, które lubisz" ale nie "dzięki
                    za urodzenie dziecka".

                    Tak to można podziękować za przyniesienie zakupów ze sklepu albo załatwienie
                    sprawy w urzędzie.
      • sebalda Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 11:58
        Układy między parą rzadko poprawiają się po ślubie i właściwie każdy wie, że na
        ogół jest odwrotnie. Zatem na to, że bedzie lepiej raczej nie należy liczyć.
        Kwiatki i kino to drugorzędne rzeczy, ważne jest życie codzienne, gesty, dzięki
        którym możesz ocenić, czy mężczyzna Cię kocha, czyli na przykład pomoc w domu,
        gdy jesteś zmęczona.
        Podejście do ludzi na zasadzie, że nikt nie jest doskonały czasami może się na
        nas zemścić, tak miałam z najlepszą przyjaciółką, której wybryki przemilczałam
        latami, aż kiedyś pękło z hukiem. Nie znamy się odtąd wcale, co do dziś boli.
        Ale to przyjaciółka, a co, gdy tak jest z mężem, gdy do tego dojdą dzieci?Każdy
        jednak musi znać swoją wartość, nie możemy cały czas ustępować w myśl zasady, że
        ja też nie jestem święta, bo inni to bezlitośnie wykorzystują, a gromadzący się
        w nas żal zostaje i narasta.
        Ty musisz sama ocenić z czego wynika to Twoje niedowartościowanie w związku. A
        może on naprawdę jest niezwykle pracowity i odpowiedzialny, to nie są złe cechy,
        sama bym takiego chciała:) Jeśli mężczyzna lekceważy kobietę dla innych
        rozrywek, dla kolegów, wtedy jest naprawdę słabo, ale jeśli dla rodziców...
        Przecież kiedyś te zobowiązania powinny się skończyć (i nie myślę tu o śmierci
        rodziców, bo to najpewniej prędko nie nastąpi, przed Wami jeszcze długie lata do
        tego czasu). Może trzeba poczekać na odpowiedni moment względnego spokoju i
        postawić narzeczonemu ultimatum: albo zacznie poświęcać Ci więcej czasu, albo
        Cię straci? Daj mu czas, on faktycznie nie może czuć Twojej desperacji związanej
        z wiekiem, to teraz do niego powinna należeć inicjatywa, jeśli nie zawalczy, na
        co Ty musisz mu dać szansę, to chyba nie warto tak rezygnować z własnych potrzeb
        w imię zamążpójścia za wszelką cenę.
        • kicia031 Nie wierze w ultimatum 26.05.09, 13:39
          Stawiajac ultimatum mowisz mezczyznie, ze wciaz ci na nim zalezy.
          Zeby naprawde nim wstrzasnac, trzeba wycofac swoje uczucia do niego.
          Niewazne, czy chlop ma watpliwosci - wazne jest, ze teraz autorka ma
          watpliwosci, czy byc z nim. Potrzebuje przestrzeni, by zastanowic
          sie, czy ten zwiazek jest dla niej odpowiedni.
      • veslana Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 01:49
        kupię ;) i perfumy i buty i torebkę ;) tylko z autem może byc problem :)
      • kicia031 Anastazjo 27.05.09, 09:59
        Pewnie trudno ci to bedzie pojac, ale sa na swiecie ludzie, ktorzy
        maja inne potrzeby, niz perfumy, buty, torebka i samochod.
    • mamapabla Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 11:43
      oboje męczycie się - daj spokój - i pamiętaj - masz dopiero 30 lat
    • groszek-5 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 12:44
      Nie widze przyszlosci dla tego zwiazku.Dzis jestes prawie sama a po slubie
      bedziesz dubeltowo sama. Mezatka,ale sama. Po co pakowac sie w taki zwiazek w
      ktorym ty jestes na szarym koncu.Twoj partner jest zwazany tak mocno z
      rodzicami,ze chyba nigdy nie bedzie inaczej.Po slubie staniesz sie jeszcze na
      dokladke wrogiem dla tesciow bo bedziesz meza ciagnac na swa strone z czym oni
      sie nie beda godzic i go buntowac przeciw tobie.
      Kobieto! Masz DOPIERO 32-lata!Jestes w tak mlodym wieku,ze spotkasz kogos
      takiego dla kogo bedziesz ksiezniczka na pierwszym miesjcu.
      Kochana,dostrzegana i doceniana.Dzisiaj kobiety w tym wieku dopiero zaczynaja
      zyc.To nie sredniowiecze.Zostaw to wszystko i zacznij zyc na swoj rachunek a
      zobaczysz,ze nie bedziesz tego zalowac.
      To nie jest facet dla ciebie a wlasciwie dla zadnej kobiety.Zadna na takie
      uklady nie bedzie sie godzic.Glowa do gory i zycze wiecej optymizmu.
    • uli Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 13:03
      To dziwna sytuacja - odwołaliście ślub, ale czy zerwaliście zaręczyny? Czy on na
      wieki chce, żebyś była jego dziewczyną?
      Myślę, że powinnaś wyraźnie określić swoje oczekiwania. Powiedzieć, że chcesz,
      żeby były narzeczony np zamieszkał z Tobą czy to, na czym Ci zależy w pierwszej
      kolejności. Daj mu na to np. miesiąc, zaznaczając, że jesli się z tego nie
      wywiąże, to odchodzisz. Jeżeli przez ten miesiąc nic się nie wydarzy, to pora
      spojrzeć prawdzie w oczy - domu i dzieci z tego nie będzie. Im dłuzej
      przeciągasz tą sytuację, tym więcej czasu i energii tracisz. Powinnaś być
      bardziej stanowcza wobec siebie i wobec niego - skoro ta sytuacja Ci nie
      odpowiada, to nie ma sensu tego ciągnąć.
    • triss_merigold6 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 13:39
      I tak jesteś sama a po ślubie będziesz sama podwójnie. Teściowie
      mogą lekkim twistem dożyć setki, toksyczni ludzie mają niezłe
      zdrowie.
      Cynicznie poradzę abyś pana wykorzystała do zapłodnienia a potem
      kopnęła. Z dzieckiem i zaspokojonym ciśnieniem na rozród spokojnie
      znajdziesz sensownego faceta, który będzie Cię kochał i okazywał
      uczucia.
      • krzysztof-lis Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 15:12
        > Cynicznie poradzę abyś pana wykorzystała do zapłodnienia a potem
        > kopnęła. Z dzieckiem i zaspokojonym ciśnieniem na rozród spokojnie
        > znajdziesz sensownego faceta, który będzie Cię kochał i okazywał
        > uczucia.

        Doskonały pomysł. Ważne, żeby wątkotwórczyni nie zapomniała ściągnąć z męża
        alimentów. A najlepiej z dziadków
        • triss_merigold6 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 15:50
          Prawda, że świetny? W innym wypadku pani zostanie tylko poczucie
          zmarnowanego czasu i źle zainwestowanych uczuć, wysiłku, lat,
          planów. Wprawdzie pani po 30-tce trudniej znaleźć przytomnego
          partnera ale to jeszcze nie powód, żeby żyć z panem symbiotycznym z
          rodzicami.
          • krzysztof-lis Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 16:59
            > Prawda, że świetny?

            Niewątpliwie
    • karolina331 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 15:47
      Ja w kwestii formalnej.
      32 lata to sporo jak na kobietę, która ma zamiar ułożyć sobie życie
      z mężczyzną bez zobowiązań.
      Siłą rzeczy w tym wieku ma się szanse jedynie na: rozwodnika z
      obowiązkiem alimentacyjnym, pana z felerkiem (brzydki, biedny, mało
      wykształcony, pijak/narkoman, nieodpowiedzialny, cwany, cyniczny,
      niebieski ptak - resztę dopisać), bo wszyscy wartościowi i sensowni
      panowie są już zajęci.
      • triss_merigold6 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 15:51
        Ten tez się nadaje do odstrzału, zwłaszcza biorąc pod uwage, że
        jeszcze przed ślubem nie poświęca pani czasu ani w nią nie
        inwestuje.
        Ale można żyć jako konkubina rozwodnika, prawda? Ostatecznie
        obowiązek alimentacyjny wobec dziecka tegoż rozwodnika kiedyś
        wygasa.
        • krzysztof-lis Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 17:00
          > Ten tez się nadaje do odstrzału, zwłaszcza biorąc pod uwage, że
          > jeszcze przed ślubem nie poświęca pani czasu ani w nią nie
          > inwestuje.

          Zwłaszcza brak tych inwestycji Cię boli, prawda?
          • triss_merigold6 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 18:48
            Przecież lubisz racjonalnie patrzeć na związek jako na bilans zysków
            i strat.
            Inwestycje są nie tylko materialne - to przede wszystki czas,
            zaangażowanie, tworzenie wspólnych doświadczeń, realne wsparcie. Pan
            inwestuje w swoich rodziców a nie w narzeczoną. I założę się o każde
            pieniądze, że pan dzieci mieć nie chce, tzn. deklaratywnie chce ale
            znajduje mnóstwo obiekcji.
            • krzysztof-lis Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 19:06
              > Przecież lubisz racjonalnie patrzeć na związek jako na bilans
              > zysków i strat.

              Oczywiście. Ale nie podoba mi się podejście kobiet, które jako najważniejszy
              przymiot męża uważają jego skłonność do wykładania kasy na kobietę.

              > Inwestycje są nie tylko materialne - to przede wszystki czas,
              > zaangażowanie, tworzenie wspólnych doświadczeń, realne wsparcie.

              Napisałaś o czasie i inwestycjach, więc nie tłumacz mi teraz, że chodziło Ci o
              inwestowanie czasu.
              • triss_merigold6 Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 19:29
                Pani akurat o kasie nie wspominała w odniesieniu do siebie tylko w
                odniesieniu do faktu, że rodzice traktują faceta jak kurę znoszącą
                złote jajka. Po ślubie to się nie zmieni.
                Jeśli o mnie chodzi osobiście to od faceta oczekuję, że nie będzie
                mnie finansowo obciążał a nie, że będzie podnosił mój standard. Swój
                standard uważam za zadowalający. Najważniejszym przymiotem jest zaś
                zaangażowanie uczuciowe i niedokopywanie w sprawach istotnych i
                mniej istotnych oraz szacunek zamiast okazywania lekcewżenia.

                Łopatologicznie tłumacząc, ważniejsze jest to czy mój aktualny chłop
                pójdzie z moim dzieckiem do lekarza niż to czy przyniesie kwiaty.
                Inwestuje wtedy w mniejszy poziom mojego stresu i cudze DNA.

                Nie buduje z NIĄ domu tylko dłubie w chacie starych tam wkłada kasę.
                Z perspektywy przyszłej rodziny to fatalnie rokuje.
                • krzysztof-lis Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 19:32
                  > Pani akurat o kasie nie wspominała w odniesieniu do siebie tylko w
                  > odniesieniu do faktu, że rodzice traktują faceta jak kurę znoszącą
                  > złote jajka. Po ślubie to się nie zmieni.

                  Pewnie się nie zmieni, zresztą nie ma podstaw, by tego oczekiwać.

                  > Jeśli o mnie chodzi osobiście to od faceta oczekuję, że nie będzie
                  > mnie finansowo obciążał a nie, że będzie podnosił mój standard.

                  I słusznie, choć trochę kłóci się to z opinią na Twój temat, którą wyrobiłem
                  sobie po lekturze innych Twoich wypowiedzi.

                  > Łopatologicznie tłumacząc, ważniejsze jest to czy mój aktualny
                  > chłop pójdzie z moim dzieckiem do lekarza niż to czy przyniesie
                  > kwiaty.

                  A to dziecko jest Twoje, czy Wasze?

                  > Nie buduje z NIĄ domu tylko dłubie w chacie starych tam wkłada
                  > kasę.

                  A ona ten dom buduje? Chyba musiałem ten wątek przeoczyć.
                  • triss_merigold6 Jeszcze raz 26.05.09, 21:28
                    Oczywiście, że pani nie ma podstaw oczekiwać, że pan się zmieni po
                    ślubie i nagle zacznie żyć z nią zamiast ze starymi. Dlatego należy
                    go kopnąć w dupę, żeby nie tracić cennego czasu.

                    W kwestiach finansowych jestem kompromisowo nastawiona, bilans
                    wydatkowania energii życiowej ma mi się zgadzać. Znaczy - nie mogę
                    czuć się wykorzystywana, mogę natomiast bez dyskomfortu zarabiac
                    więcej niz facet.

                    Dziecko moje i prawie eks małżonka, dlatego piszę wprost o
                    inwestowaniu w cudze DNA przez mojego partnera. Od tatusia
                    dziecięcia mam pełne prawo oczekiwać i wymagać, że do lekarza z
                    synem pójdzie, aktualnego mogę poprosić - on nie ma obowiązku.


                    Pan wątkowy rodzicom w domu pomaga, pani o własnej budowie nie
                    wspominała.
                    • krzysztof-lis Re: Jeszcze raz 26.05.09, 22:13
                      > Dlatego należy go kopnąć w dupę, żeby nie tracić cennego czasu.

                      Też tak uważam, choć moim zdaniem facet został zupełnie niesłusznie skrzywdzony
                      przez kobietę, która nie dość jasno komunikowała mu swoje potrzeby.

                      Zaznaczę w tym momencie, że nie przeczytałem jeszcze dwóch ostatnich wypowiedzi
                      wątkotwórczyni.

                      > Pan wątkowy rodzicom w domu pomaga, pani o własnej budowie nie
                      > wspominała.

                      Dokładnie
                      • burza4 Re: Jeszcze raz 27.05.09, 13:09
                        krzysztof-lis napisał:

                        > Też tak uważam, choć moim zdaniem facet został zupełnie
                        niesłusznie skrzywdzony
                        > przez kobietę, która nie dość jasno komunikowała mu swoje potrzeby.

                        ja się nie dziwię, że współczesne związki tak często się rozpadają,
                        skoro facetom trzeba komunikować rzeczy OCZYWISTE. Sorry, ale tu
                        mowa o fundamentalnych sprawach - jeśli się jest z kimś, to się
                        bierze tę osobę pod uwagę, planuje wspólne życie i wspólną
                        przyszłość, a na pierwszy plan wysuwają się sprawy ICH, reszta
                        rodziny jest w cieniu.

                        Jeśli komuś zależy - to chce się spędzać z tą osobą czas, i ta osoba
                        NIE MUSI o tym mówić ani się o to dopominać. Ba, jeśli musi -
                        świadczy to że nie jest dla niego ważna na tyle, żeby ta chęć
                        wypływała z głębi trzewi że tak powiem .

                        facet, któremu "trzeba komunikować" potrzebę budowania związku nie
                        nadaje się na partnera.
                        • krzysztof-lis Re: Jeszcze raz 29.05.09, 21:51
                          > ja się nie dziwię, że współczesne związki tak często się rozpadają,
                          > skoro facetom trzeba komunikować rzeczy OCZYWISTE.

                          Facetom trzeba komunikować rzeczy oczywiste dla kobiet. Możesz się obrażać na
                          ten fakt. Możesz nazywać to "niedojrzałością" mężczyzn albo dowolnie innym
                          wybranym słowem. Ale to nic nie zmienia. Obrażanie się na fakty jest niemądre.

                          Tak samo jak niemądre jest oczekiwanie, że mężczyzna domyśli się sam, co Tobie
                          chodzi po głowie.

                          Jeśli facet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego rodzina jest ważniejsza od
                          jego rodziców (z czego zdawać sobie sprawę POWINIEN), to trzeba mu to
                          uświadomić. I tyle.
                          • triss_merigold6 Re: Jeszcze raz 30.05.09, 18:18
                            Z badan nad autyzmem i zespołem Aspergera wynika, że faktycznie
                            dotyka on najczęściej mężczyzn. Najczęściej nie oznacza "całą
                            populację mężczyzn" ani nawet "25% całej populacji mężczyzn" ergo
                            znaczna część jednak ma empatię i umiejętności komunikacyjne
                            rozwinięte na przyzwoitym poziomie i nie trzeba im komunikować
                            rzeczy oczywistych.
                            Ba, ci zaangażowani uczuciowo dostrzegają emocje, nastroje i
                            potrzeby partnerek.
                            Skoro podważasz generalizacje dotyczące zachowań zaangażowanych
                            uczuciowo mężczyzn podawane przeze mnie i Kicię to wskaż na jakiej
                            podstawie sam używasz wielkiego kwantyfikatora pisząc "Facetom
                            trzeba komunikowac rzeczy oczywiste dla kobiet (...) niemądre jest
                            oczekiwanie, że mężczyzna domyśli się sam, co Tobie chodzi po
                            głowie". Którym facetom? Wszystkim? Niezakochającym? Upośledzonym?
                            • krzysztof-lis Re: Jeszcze raz 30.05.09, 19:04
                              > Skoro podważasz generalizacje dotyczące zachowań zaangażowanych
                              > uczuciowo mężczyzn podawane przeze mnie i Kicię to wskaż na jakiej
                              > podstawie sam używasz wielkiego kwantyfikatora pisząc "Facetom
                              > trzeba komunikowac rzeczy oczywiste dla kobiet (...) niemądre jest
                              > oczekiwanie, że mężczyzna domyśli się sam, co Tobie chodzi po
                              > głowie". Którym facetom? Wszystkim? Niezakochającym? Upośledzonym?

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=95886932&a=95886932
        • miacasa Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 17:01
          Triss, rynek matrymonialny dla kobiet powyżej trzydziestego roku życia jest
          właściwie żaden, najlepsze sztuki zostały wyłowione kilka lat wcześniej. Jeśli
          wspomniany pan posiada wymienione przez Autorkę przymioty to gra jest warta
          świeczki ale by trzeźwo to ocenić proponowałabym wakacyjny okres karencji. Warto
          przez 2-3 miesiące separacji przyglądać się sobie, swoim uczuciom i partnerowi a
          po tym okresie albo do tematu wrócić albo definitywnie znajomość zakończyć. W
          mojego męża rodzinie niebawem odbędzie się ślub pary, która potrzebowała 1,5
          roku separacji by dojrzeć do małżeństwa (obydwoje sporo po trzydziestce).
          • efi-efi Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 21:03
            No to ja też w kwestii formalnej.
            1. jak zareagował na odwołanie ślubu?
            2. mieszkacie razem, a jeśli tak to czyje jest mieszkanie?
            3. dlaczego oddaje zarobione przez siebie pieniądze rodzicom?
            4. w czym konkretnie pomaga rodzicem, w budowie domu, czy sporadycznie np. rynny
            przetyka?
            • veslana Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 22:12
              efi-efi napisała:

              > No to ja też w kwestii formalnej.
              > 1. jak zareagował na odwołanie ślubu?

              W zasadzie to nijak - oboje stwierdziliśmy, że skoro nie możemy się porozumieć,
              to przynajmniej na razie, slub nie wchodzi w rachubę

              > 2. mieszkacie razem, a jeśli tak to czyje jest mieszkanie?

              moje

              > 3. dlaczego oddaje zarobione przez siebie pieniądze rodzicom?

              szczerze powiem, ze nie wiem, jak odpowiedziec na to pytanie. Nie wiem. Oni ich
              nie potrzebują do normalnego - takiego jak np. my prowadziliśmy życia - bo mają
              swoje.

              > 4. w czym konkretnie pomaga rodzicem, w budowie domu, czy sporadycznie np.
              rynny przetyka?

              jego Rodzice mają dom kompletny, gotowy, po kapitalnym remoncie. Ale zawsze
              trzeba zrobić, a to altankę, bo róże nie mają sie po czym piąc, a to fuge
              położyć na cembrowinie, itp.
              • miacasa Re: położyć uszy po sobie? 26.05.09, 22:17
                > jego Rodzice mają dom kompletny, gotowy, po kapitalnym remoncie. Ale zawsze
                > trzeba zrobić, a to altankę, bo róże nie mają sie po czym piąc, a to fuge
                > położyć na cembrowinie, itp.

                Toż on jest domatorem/złotą rączką, skarb prawdziwy, buduj z nim dom a zobaczysz
                jak rozkwitnie w obliczu tylu męskich zadań.
                • triss_merigold6 Aaaaaaaa rotfl 27.05.09, 12:58
                  Pan już zajmuje się domem. Swoich starych. Na budowanie z żoną
                  czasu, energii i kasy mieć nie będzie. Nie jest żadnym domatorem
                  tylko u boku mamuni pełni funkcję partnera mamuni.
                  • miacasa Re: Aaaaaaaa rotfl 27.05.09, 17:55
                    Szybka jesteś w osądach :) Moim zdaniem to chłopak kieruje swoją energię i
                    pieniądze w kierunku swojej własności. Jest jedynakiem, prawdopodobnie został
                    wychowany w przekonaniu, że dom odziedziczy i wszystko co w nim udoskonali
                    zostanie dla niego. Mieszkanie dziewczyny to mieszkanie dziewczyny, jeśli jest w
                    dobrym stanie to wiele do roboty w nim nie ma a dom mentalnie jest jego.
                    Mieszkanie w domu to styl życia, ciągłe udoskonalenia, rozbudowa, ogród. Wiele
                    osób odnajduje w tym ogromną przyjemność i relaks. Niektórzy się zupełnie w tym
                    nie odnajdują.
                    • mgla_jedwabna Re: Aaaaaaaa rotfl 29.05.09, 00:27

                      Hmm, to wychodzi na to, ze przyszła własność jest dla niego ważniejsza niż dziewczyna. Skoro spędza czas kładąc fugi, a nie budując związek. Poza tym, co z tego, że gość za jakieś dwadzieścia trzydzieści lat odziedziczy domek, jak w międzyczasie unieszczęśliwi rodzinę (o ile ją założy)?
                      • krzysztof-lis Re: Aaaaaaaa rotfl 29.05.09, 21:58
                        > Hmm, to wychodzi na to, ze przyszła własność jest dla niego
                        > ważniejsza niż dziewczyna.

                        No ale to chyba logiczne
                        • triss_merigold6 Re: Aaaaaaaa rotfl 30.05.09, 18:08
                          Jeśli człowiek stawia siebie na pierwszym miejscu do tego stopnia,
                          że obojętne są mu istotne, podstawowe potrzeby partnera/ki to nie
                          nadaje się do związku albowiem ma jakąś dysfunkcję osobowościową.
                          • krzysztof-lis Re: Aaaaaaaa rotfl 30.05.09, 19:05
                            > Jeśli człowiek stawia siebie na pierwszym miejscu do tego stopnia,
                            > że obojętne są mu istotne, podstawowe potrzeby partnera/ki to nie
                            > nadaje się do związku albowiem ma jakąś dysfunkcję osobowościową.

                            Czy ja wiem? Nadaje się doskonale do takiego wątku, jak ten opisany przez
                            wątkotwórczynię. Nie nadaje się do takiego, w którym druga strona czegokolwiek
                            od niego oczekuje.
                            • triss_merigold6 Re: Aaaaaaaa rotfl 30.05.09, 19:26
                              Czyli się nie nadaje, bo bycie w związku zakłada prawo do
                              formułowania oczekiwan pod adresem partnera. Mozna dyskutować tylko,
                              które - z punktu widzenia partnera - są akceptowalne i do spełnienia.

                              Najprościej mówiąc, gdybym kompletnie nic od faceta nie chciała to
                              po cholerę byłby mi on?
          • kicia031 Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 09:54
            Triss, rynek matrymonialny dla kobiet powyżej trzydziestego roku
            życia jest
            > właściwie żaden, najlepsze sztuki zostały wyłowione kilka lat
            wcześniej.

            Wcale niekoniecznie - ja swojego chlopa poznalam jako 30-latka
            wlasnie, do tego samotna matka.
        • karolina331 Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 10:37
          BINGO, triss. I jaka wygoda!
      • najmadrzejsza Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 15:07
        Ech dzieciaku - jak ty mało wiesz o życiu, skoro w ten sposób
        kategoryzujesz ludzi :)
    • veslana trochę mniej ogólnie 26.05.09, 21:57
      Raz jeszcze dzięki Wam wszystkim, że zechcieliście się odezwać. chciałabym
      wyjaśnić kilka rzeczy. Nie zrobiłam awantury i nie odwołałam z hukiem ślubu -
      razem podjęliśmy tę decyzję, na tyle spokojnie, na ile pozwalały okoliczności.
      Wielokrotnie też mowiłam o swoich potrzebach - że chciałabym się poczuć kobietą.
      Fakt, że odbywało się to w różnych formach, i na spokojnie, i wręcz przeciwnie.
      Ten kwiatek występuje tu też trochę symbolicznie - choć odrobinę namiętności,
      czy nawet romantyzmu. Nie potrzebuję różowych misiów i codziennego bukietu róż,
      ale namiętny pocałunek, czy inny tego typu drobiazg. chociaż nie, nie drobiazg -
      to jest ważne. Wracając do tematu - On też mówił, jakie ma potrzeby. Starałam
      się zmienić to, czego we mnie nie lubi, co zresztą wyjdzie mi tylko na dobre, bo
      pewnie mało kto zniesie fochy i miny obrażonej księżniczki. wychodziło różnie,
      ale starałam się i były tego efekty. Tylko, że te starania wciąż słabły, bo nie
      było zadnego odzewu. I o tym też mówiłam. chyba nie bardzo mozna budować
      związek, kiedy jedynie raz na jakiś czas jemy razem obiad, rano szybko do pracy,
      po pracy też do pracy. I spać. W zasadzie nawet spać średnio razem, bo nim
      pozmywałam naczynia i wykąpałam się, on juz dawno spał jak suseł. Ale nie mogę
      powiedzieć, że czuję się wykorzystana, obowiązki domowe np.mielismy podzielone
      mniej więcej 2/3 ja, 1/3 on, natomiast wcale mi to nie przeszkadzało, bo
      naprawdę nie mielismy ich duzo. Za to uwielbiałam słuchać, kiedy opowiadał mi
      niesamowite z rzeczy z dziedizn, ktore są dla mnie tak obce, jak fizyka czy
      chemia. Ba! nawet sama zaczęłam myszkować po księgarniach w poszukiwaniu
      napisanych ludzkim językiem pozycji na ten temat. Chcę chociaż trochę rozumieć,
      czym On sie interesuje, i wcale nie zaniedbuję przy tym swoich zainteresowań.
      Ale widzicie, ja lubię wyjechac, zobaczyć coś nowego. On nie chce - woli
      posiedzieć u Rodziców i podlubać przy ich domu. Wydawało mi się, ze można
      znaleźc kompromis, przecież możemy pojechać poprostu raz w roku na wakacje, ja
      naprawdę nie żądam pełnego poświęcenia. to chyba nie jest tak wiele? Ale zawsze
      jest jakies ale. Po tym półtora roku w domu, aż się już rwę do ludzi. Lubię być
      z ludźmi, lubię wyjśc gdzieś ze znajomymi. I wcale nie chcę go zawsze ciągać ze
      sobą - ale chociaż raz na kwartal moglibysmy gdzieś wyjść? nawet jeśli mu się
      nie chce, to taki gest w moją stronę, zebym nie była zawsze sama. Żale wylewam,
      co? No wiem. Ale wiem też, że oprócz kilku osób, nikomu tego nie powiem, a z
      drugiej strony wiem też, że ich szlag trafia, kiedy o tym wszystkim slyszą.
      Tylko, że oni za mnie życia nie przeżyją. Fajnie jest mieć własną godność, dumę
      itp., ale już mniej fajnie jest być samotnym. Myślałam, że w końcu spotkałam
      odpowiedniego mężczyznę - dobrego, mądrego, ktory mnie kocha i z którym zalożymy
      rodzinę. On jest mądry i dobry i chce założyć rodzinę, ale... no właśnie, czy
      jest możliwe, że mężczyzna, ktory kocha zachowuje się w ten sposób? Tylko w
      takim razie po co chce ze mną być i mieć dzieci(nawet bardziej niż ja). Chce
      budować dom, nawet wzięliśmy olbrzymi kredyt i kupilismy działkę. Po co to
      wszystko, skoro nigdy nie ma dla mnie czasu, nawet spotkanie z kumplem jest
      ważniejsze, niż ratowanie związku?
      • veslana PS. trochę mniej ogólnie 26.05.09, 22:06
        mówiąc o kilku osobach, mialam na myśli to, że się my tutaj się nie znamy, więc
        mówiąc - pisząc do Was, tak naprawdę pozostaję anonimowa ( no, chyba, że ktoś
        się bardzo uprze, tylko po co), a te kilka osób zna aktorów i sytuację
      • miacasa Re: trochę mniej ogólnie 26.05.09, 22:12
        Po co to
        > wszystko, skoro nigdy nie ma dla mnie czasu, nawet spotkanie z kumplem jest
        > ważniejsze, niż ratowanie związku?

        ojej, sama wolałabym pognać na spotkanie z koleżankami niż ze zwieszoną głową
        człapać ratować związek :)

        Veslano, beznadziejnie nie jest, mijacie się gdzieś w swoich oczekiwaniach i
        możliwościach a to można jako tako poustawiać. Im człowiek starszy tym trudniej
        mu przezwyciężyć swoje przyzwyczajenia ale zdecydowanie warto ten trud podjąć.
        Trzymam kciuki.

        • veslana Re: trochę mniej ogólnie 26.05.09, 22:57
          miacasa napisała:

          >
          > ojej, sama wolałabym pognać na spotkanie z koleżankami niż ze zwieszoną głową
          > człapać ratować związek :)
          >

          hehe, miacasa, dobre ;) masz rację, chyba w tym całym smutku zgubiłam gdzieś
          poczucie humoru ;))

          > Veslano, beznadziejnie nie jest, mijacie się gdzieś w swoich oczekiwaniach i
          > możliwościach a to można jako tako poustawiać. Im człowiek starszy tym trudniej
          > mu przezwyciężyć swoje przyzwyczajenia ale zdecydowanie warto ten trud podjąć.
          > Trzymam kciuki.
          >
          dziękuje Ci
      • krzysztof-lis Re: trochę mniej ogólnie 26.05.09, 22:15
        > Wielokrotnie też mowiłam o swoich potrzebach - że chciałabym się
        > poczuć kobietą.

        Ale mówiłaś mu konkretnie co to oznacza, czy tylko taki nic nie znaczący dla
        mężczyzny frazes?
        • veslana Re: trochę mniej ogólnie 26.05.09, 22:35
          Krzysztof, mówiłam. Mówiłam konkretnie - że chcę dostać czasem kwiatka, bo lubię
          kwiaty. Mówilam, że chcę czuc sie nie tylko jak jego partner, ale też jak jego
          kobieta. Mowiłam, że musimy spasować nieco z pracą, bo nie tylko się wykończymy,
          ale wykończymy też nasz związek. mówiłam, że chcę spełniać jego marzenia, a
          niektore z nich nawet stały sie moimi (np. dom), ale chcę też spelnić swoje
          marzenia - które chociaż takie małe są dla mnie ważne.
          • alis123 Re: trochę mniej ogólnie 26.05.09, 23:32
            Wiesz - to co piszesz to nie jest jeszcze do konca konkretne...
            Konkretne jest - 'chce raz w tygodniu wyjsc do restaturacji' i tu
            mozesz z nim negocjowac dzien, ktory wam obojgu pasuje. Sprobuj
            swoje postulaty przekladac na takie proste konkrety... No i jezeli
            nie ma czasu to po prostu zapytac o to, kiedy w ciagu najblizszego
            tygodnia bedzie mial.

            Zastanawiam sie czy on nie jezdzi do rodzicow, bo po prostu lubi
            prace kolo domu i to go relaksuje. Moze przy waszym tez tak bedzie
            skakal... No i moze jego rodzice maja dla niego prostsze zadania do
            wykonania niz ty. Kazdy rozumie o co chodzi z zepsuta rynna. To
            latwiejsze niz nieokreslony romantyzm. Sprobuj go zajac konkretami
            zwiazanymi z waszym zyciem - samochod, dom... Na pewno da sie wiele
            konkretnych rzeczy do zrobienia wymyslic.Moze jak bedzie biegal kolo
            waszych wspolnych spraw to poczujesz sie kochana.

            Zastanawiaja mnie tylko te pieniadze dla rodzicow... Jezeli macie
            potezny kredyt i on chce dziecka to skad bierze na to, zeby im dawac
            jakies znaczace sumy? Porozmawialabym o oszczedzaniu na potrzeby
            przyszlego dziecka... Powiedz mu, ile kasy na to moze byc potrzeba.
            Nie chodzi o to, zeby nie pomagal rodzicom, tylko, zeby wasza
            rodzina byla na pierwszym planie. Zwlaszcza, ze oni pomocy nie
            potrzebuja.
            • veslana Re: trochę mniej ogólnie 27.05.09, 00:01
              alis123, masz rację, prawdopodobnie lepiej byłoby to skonkretyzować, ale ja nie
              chcę wymuszać. Chłopie, chcesz mi zrobić przyjemność - to ją zrób. Z drugiej
              strony odnoszę wrażenie, że się trochę zapętliłam, i wygląda to wszystko tak,
              jak gdybym szukała dziury w calym. A tu chodzi o to, że liczą się wszyscy
              dookoła, tylko nie On. A ponieważ ja z nim jestem, więc ja też się nie liczę.
              Nie chcę tak - zawsze wierzyłam, że najpierw rodzina, dopiero później wszystko
              inne. Pytanie, od którego gdzieś odbiłam: czy dobrze robię, koncząc związek, w
              ktorym nie jestem kobietą, ale partnerem (a ktory może się z boku wydawać
              naprawdę OK). czy warto - bo może właśnie warto warto zrovic inaczej - poświęcić
              to uczucie - bycia kochana, pożądaną, itp. - żeby mieć rodzinę.

              >
              > Zastanawiam sie czy on nie jezdzi do rodzicow, bo po prostu lubi
              > prace kolo domu i to go relaksuje.

              To na 100%, on lubi takie prace.

              Moze przy waszym tez tak bedzie
              > skakal...

              jestem o tym przekonana, tylko ciągle to - jaka moja rola w tym wszystkim?

              No i moze jego rodzice maja dla niego prostsze zadania do
              > wykonania niz ty. Kazdy rozumie o co chodzi z zepsuta rynna. To
              > latwiejsze niz nieokreslony romantyzm. Sprobuj go zajac konkretami
              > zwiazanymi z waszym zyciem - samochod, dom... Na pewno da sie wiele
              > konkretnych rzeczy do zrobienia wymyslic.Moze jak bedzie biegal kolo
              > waszych wspolnych spraw to poczujesz sie kochana.

              niestety - u nas w domu nic nie chce zrobić.

              >
              > Zastanawiaja mnie tylko te pieniadze dla rodzicow... Jezeli macie
              > potezny kredyt i on chce dziecka to skad bierze na to, zeby im dawac
              > jakies znaczace sumy? Porozmawialabym o oszczedzaniu na potrzeby
              > przyszlego dziecka... Powiedz mu, ile kasy na to moze byc potrzeba.
              > Nie chodzi o to, zeby nie pomagal rodzicom, tylko, zeby wasza
              > rodzina byla na pierwszym planie. Zwlaszcza, ze oni pomocy nie
              > potrzebuja.

              Nie można rozmawiac na ten temat. Jego Mama mówi, że ma dać, i tyle. Potrzeby
              zawsze się znajdą, np. można kupić i wysypać kilkaset kilo ziemi na pobliski
              nieużytek będący czyjąś wlasnościa, a następnie zakupić drzewka i tam posadzić -
              może wyrosną. A skąd bierze? z pracy po nocach i wiecznego zmęczenia. A mi jest
              jego żal, żal kiedy patrzę, jaki jest zmęczony, najpierw proponowałam jakieś
              wyjścia, wyjazd na rowery, cokolwiek, co moglibyśmy razem zrobić, ale nie da
              rady. Później już nawet nie miałam sumienia czegokolwiek proponować, niech się
              wyśpi.
              • serendepity Re: trochę mniej ogólnie 27.05.09, 09:50
                Stracony przypadek, skoro slucha sie mamy i biega na kazde jej skiniecie i
                jescze oddaje jej swoja wyplate. Jak bedziecie rodzina, to Ty bedziesz
                oszczedzac, zeby zwiazac koniec z koncem, a on bedzie oddawal pieniadze mamie.

                > czy warto - bo może właśnie warto warto zrovic inaczej - poświęci
                > ć
                > to uczucie - bycia kochana, pożądaną, itp. - żeby mieć rodzinę.

                Czyli Twoj instynkt macierzynski bierze gore i chcesz miec rodzine za wszelka
                cene, nawet jak nie bedziesz szczesliwa w zwiazku, nie bedziesz sie realizowac
                i spelniac, a chlop padnie ze zmeczenia. No i bedziesz fundowac zycie tesciow.
                Zawsze beda nim manipulowali i ustawiali go tak jak chca, a Ty bedziesz mogla
                dostosowac sie do tego jedynie.
              • amb25 Re: trochę mniej ogólnie 27.05.09, 09:57
                Ja chyba mam zdanie zblizone do Karoliny.
                Najpierw zastanow sie czego tak na prawde chcesz. Czy go kochasz czy
                nie. Czy on cie kocha czy nie. To prawda Tesciowie nie beda zyc
                wiecznie, ale jeszcze moga zyc dlugo. Mozesz kogos wartosciowego
                spotkac, mozesz nie spotkac. Nie wiadomo. Im starsza jestes tym
                trudniej zajsc w ciaze. Ryzyko jakiej choroby dziecka tez rosnie.
                Teraz jestes troche zazdrosna o tesciow, a jesli trafisz na
                rozwodnika, zaakceptujesz, ze ma dziecko z inna kobieta i sie z nim
                spotyka? Na wakacje mozesz jechac z kolezanka skoro on nie chce, ja
                bym z tego nie robila tragedii. Milosc mozna okazywac takze w inny
                sposob niz przez prezenty i wspolne wyjscia. Moze sie zmienic po
                slubie na lepsze albo na gorsze. To wszystko to tak na prawde
                loteria. Nigdy nie masz 100% pewnosci. Jak juz bedziesz wiedziala
                czego chcesz to wtedy z nim porozmawiaj i cos ustalcie. Ja albo bym
                podjela decyzje, ze jestesmy razem i wtedy bierzemy jednak slub,
                albo nie bierzemy slubu i sie rozstajemy, zeby nie marnowac czasu
                mojego i partnera.
                Ja wyszlam za maz w podobnym co ty wieku, mialam podobne dylematy
                (tylko, ze moj spedzal tyle czasu przed komputerem co twoj pomagajac
                rodzicom i pracujac po godzinach i tak wlasciwie obecny byl tylko
                cialem). Ale doszlam do wniosku, ze jemu zalezy na tym slubie, nie
                nudze sie z nim (jesli jest obecny duchem) wiec moge za niego wyjsc.
                Najwyzej wezme rozwod, bo to przeciez tez dla ludzi. No i w moim
                przypadku to byla dobra decyzja. Jestesmy juz 7 lat po slubie i nie
                zaluje, bo choc mam meza mam duza swobode (w przeciwienstwie do
                niektorych znajomych) a ja lubie wolnosc. No i jest dobrym tatusiem,
                choc niestety domatorem. Tylko moj maz ma jedna zalete, jak okazalo
                sie po slubie. W jego hierarchi wartosci zona i dziecko "stoja"
                znacznie wyzej niz matka, ktora tez jest wazna.
                Pamietaj tak na prawde cale zycie to loteria i lut szczescia, bo tak
                na prawde nie jestes w stanie przewidziec przyszlosci.
                • rapunzel1 Niezbęna zaleta :D 29.05.09, 12:20
                  amb25 napisała:
                  > ... Tylko moj maz ma jedna zalete, jak okazalo
                  > sie po slubie. W jego hierarchi wartosci zona i dziecko "stoja"
                  > znacznie wyzej niz matka, ktora tez jest wazna.

                  To jest konieczny choć nie wystarczający warunek powodzenia małżeństwa.

                  Czy narzeczony veslany mieszkał wcześniej sam czy z rodzicami?
              • sebalda Re: trochę mniej ogólnie 27.05.09, 10:01
                Naprawdę nie wiem, co Ci radzić. W moim odczuciu (jak to wynika z Twojego opisu)
                narzeczony jest dobrym kandydatem na męża. Piszesz, że jest mądry i dobry, i
                chce założyć rodzinę. Rozejrzyj się, poczytaj wszystkie kobiece fora i zobacz
                ilu jest beznadziejnych, leniwych i zwyczajnie podłych facetów. Moim
                wyznacznikiem jest przede wszystkim dobroć.
                Z drugiej strony rozumiem Twoje rozgoryczenie, że on nie stawia Cię na pierwszym
                miejscu. Ale przecież często jest tak, że para ma inne zainteresowania i inaczej
                się relaksuje. Jeśli jest zgodność charakterów, a jedynie różnorodne potrzeby
                spędzania wolnego czasu, to chyba można jakoś dograć, jakoś się dogadać. Może
                jednak niepotrzebnie szukasz dziury w calym, może jesteś troszeczkę zbyt
                zaborcza. Ja na Twoim miejscu jednak starałabym się widzieć pozytywy, wiem, że
                gesty są ważne, ale najważniejsze cechy charakteru pozostają niezmienne, a jeśli
                facet jest dobry, z tego co piszesz, pomaga czasami w domu, kocha Cię, to
                czasami trzeba odpuścić. Odnoszę wrażenie, że takich dobrych, rodzinnych facetów
                ostatnio jak na lekarstwo.
                • kicia031 Sebaldo 27.05.09, 10:42
                  Oni nawet nie uprawiaja sexu - naprawde sadzisz, ze nalezy brac slub
                  z facetem, ktory nie ma ochoty na sex po 1.5 roku zwiazku? To co
                  bedzie dalej?
                  • sebalda Re: Kiciu:) 27.05.09, 15:25
                    A czy ten seks na okrągło taki znowu najważniejszy? Żartuję, jakby co:)
                    Veslana napisała, że nie pamięta seksu, ale może to takie uogólnienie, może
                    chodzi o to, że robią to rzadko, rzadziej niż to przewiduje norma.
                    A z tym służeniem mamusi, to też różnie można interpretować. Ja tam uważam, że
                    szacunek i oddanie rodzicom znaczą więcej niż na przykład ich lekceważenie.
                    Tylko Veslana wie, na ile uogólnia i patrzy na sprawy ze swojego punktu
                    widzenia, czyli subiektywnie, a na ile ten jej facet naprawdę ją lekceważy. Ja
                    go jednak zaczynam lubić, jak ona pisze, że mądry i dobry. Dobry facet nie
                    lekceważy swojej kobiety bez powodu. Co nie znaczy, że ona na to zasługuje,
                    tylko, że czasami może on naprawdę jest poważnie zajęty.
                    Staram się patrzeć na sprawę obiektywnie, choć w tych warunkach to rzeczywiście
                    trudne.
                • triss_merigold6 Yyyy a tak w ogóle to mam pytanie 27.05.09, 13:14
                  W jaki sposób ów pan objawia swoją miłość?
                  - seksu nie ma
                  - namiętności nie ma
                  - wspólnych wakacji nie ma
                  - wspólnych wyjść nie ma
                  - prezentów, kwiatów, miłych gestów nie ma
                  - czasu dla pani nie ma
                  - kasę i czas inwestuje w rodziców
                  - w domu nie robi

                  Ponadto chciałabym wiedzieć w jaki sposób objawia się dobroć owego
                  pana, pomjając przejawy uczuć kierowane do starych.

                  • alinawk Re: Yyyy a tak w ogóle to mam pytanie 27.05.09, 14:52
                    > Ponadto chciałabym wiedzieć w jaki sposób objawia się dobroć
                    owego
                    > pana, pomjając przejawy uczuć kierowane do starych.
                    >

                    Eee, no jak to w jaki? Przecie nie pije , nie bije, nie zdradza,
                    pieniędzy jej nie zabiera...
                  • karolina331 Re: Yyyy a tak w ogóle to mam pytanie 27.05.09, 18:51
                    Proponuję prosty test określjący atrakcyjność pana.
                    Pani porzuca pana i liczymy, kto szybciej znajdzie sobie partnera.
                    Ja stawiam na pana.

                    Ale ja trzeźwa realistka jestem.
                    • triss_merigold6 Re: Yyyy a tak w ogóle to mam pytanie 27.05.09, 19:50
                      W tym kraju nawet bezdomny, bezrobotny alkoholik kryminalista z
                      czwórką dzieci z trzema różnymi kobietami znajdzie chętną kobietę. I
                      to nie ze śmietnika. Widziałam na żywca taki okaz.
                      Pan sobie panią zainteresowaną statusem żony znajdzie na bank. Tylko
                      IMO nie jest to kryterium atrakcyjności.
                      • annb Re: Yyyy a tak w ogóle to mam pytanie 27.05.09, 22:04
                        Znajdzie sie taka co dla statusu zony zgodzi sie tkwic w takim
                        chorym ukladzie.
                        bywa
                        tak wiec jak wyzej
                        to jest zadne kryterium
                        No chyba ze operujemy wartosciami obowiazujacymi w zabitym dechami
                        grajdole
                • ledzeppelin3 Re: trochę mniej ogólnie 27.05.09, 18:47
                  W moim odczuciu (jak to wynika z Twojego opisu
                  > )
                  > narzeczony jest dobrym kandydatem na męża.
                  Z drugiej strony rozumiem Twoje rozgoryczenie, że on nie stawia Cię na pierwszy
                  > m
                  > miejscu

                  DRAMAT. Kobiety, opamiętajcie się....
                  Te dwa zdania pokazują, jak można się nie szanować.

                  Autorko, walcz o swoje szczęście. Bądź z mężczyzną, ktry Cię kocha, uwielbia, i
                  stawia na pierwszym miejscu przed mamą, tatą, piłką nożną i wódką. AMEN
                  --Jesteś pan zbiorem molekuł
              • annb Re: trochę mniej ogólnie 27.05.09, 11:06
                veslano, powtórze sie
                On już ma rodzinę.Jego matka zajęła miejsce jakie pryznależne jest
                żonie. Nie wiem co zrobił jego ojciec ze az tak bardzo się nie
                sprawdził, i jego matka za partnera życiowego wybrała twojego
                narzeczonego.
                Nie wiem jak on chce miec dzieci skoro nie sypiacie ze sobą.Ale moze
                wciąz wierzy w bociany
                jesli zdecydujesz się na zycie z tym człowiekiem i nawet jeśli
                bedziesz mieć z nim dziecko to i tak będziesz sama.
                Rodziny mieć nie będziesz.Twoj narzeczony ma juz tak przeorany mózg
                ze nigdy się nie zbuntuje.
                nie powie matce ze ma prawo do własnego zycia.
                Wciąz bedzie tam jeździł i pomagał.
                A ty bedziesz siedziećw domu sama, coraz bardziej zniechęcona i
                coraz bardziej smutna.Naprawdę chcesz tego?
    • karolina331 Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 10:47
      Jak dla mnie - pan jest w porządku.
      I dobrze, że planujecie budowę domu, bo będzie miał swoje ulubione
      zajecie, a Ty komfortowy i wypieszczony dom.

      Zdradzać Cię nie będzie, bo nie będzie miał na to czasu, teściowie
      przyzwoici, na poziomie, czego chcieć więcej?

      Z motylków w brzuchu częściej są tylko kłopoty i niechciana ciąża.
      Masz kobieto szczęście, to szukasz kwadratowych jaj.

      Przepraszam za szczerość.
      • serendepity Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 12:10
        Patrzac po kilku wpisach to kobiety wola brac to co jest, nawet jak jest
        kiepskiej jakosci byle tylko miec meza. A jak nie, to rozwioda sie. Czyli
        niektorzy wola powielac bledy innych (wiele podbnych historii na forach) niz
        poszukac odpowiedniego partnera. A potem zale, ze stracily iles lat zycia,
        zainwestowaly w zwiazek, dome, rodzine itp, a maz inwestowac finansowo w swoich
        rodzicow.

        Czekam na kolejna historie o podobnej tresci od zawiedzionej i sfrustrowanej
        zony. Chociaz wlasciwie wystarczy przejrzec archiwum tego forum, ewentualnie
        forum o rozwodach.

        • amb25 Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 12:32
          No pewnie, ze czasem tak jest. To wszystko zalezy od priorytetow.
          Tylko potem mozna miec pretensje tylko do siebie.
          A tak poza tym ten wybrany, wyszukany wsrod tysiecy, ideal wrecz
          przed slubem, tez moze okazac sie draniem.
          Moze dla rozrywki poczytaj podobnej tresci historie
          a/ zawiedzionej i sfrustrowanej zony, ktora meza szukala dlugo i
          odpowiedzialnie, a po paru latach ideal jednak nie spelnil jej
          oczekiwan i dopiero czuje sie srfustrowana i zawiedziona, bo tyle
          wysilku na marne.
          b/zawiedzionej i sfrustrowanej singielki, ktora bedac juz w leciech,
          wspomina swoja ostatnia utracona szanse zalozenia rodziny. Bo
          niesety pani miala juz zbyt wielkie wymagania i nikt ich nie byl w
          stanie spelnic.
          Takich historii tez jest mnostwo. Jak rowniez jest mnostwo
          szczesliwych i z haapy endem. Tylko o tych mowi sie mniej.
          Przy czym happy endem moze byc zawarcie malzenstwa lub zerwanie nie
          rokujacego nadziei zwiazku. Zalezy jak na to patrzec.
          • serendepity Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 15:50
            Nie ma idealo, ale niektore rzeczy sa bardziej akceptowalne, inne mniej.

            Trzeba byc naiwnym by sadzic, ze znalazlo sie ideal i on/ona nigdy sie nie
            zmieni. Ludzi poznaje sie zwykle podbramkowych sytuacjach.

            Jak ktos chce miec rodzine za wszelka cene to ok. Ale dziecko mozna splodzic bez
            malzenstwa. Mozna tez adoptowac.
    • swinka-morska Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 14:56
      Ciesz się, że zauważasz to teraz - przed ślubem, przed dziećmi.

      Pan niestety nie nadaje się na męża - został wychowany na dużego
      grzecznego chłopca - służącego rodziców, a nie na dorosłego faceta.

      Zostawić i szukać kogoś dorosłego.
      • ledzeppelin3 Re: położyć uszy po sobie? 27.05.09, 18:43
        pogięło was z tym kwiatkiem, 3 dziewczyny napisały do rzeczy, reszta
        rozpamiętuje kwiatek
        XCh..z kwiatkiem, nie o to chodzi. Chodzi o to, że kobieta ma wejść do tej
        rodziny na zasadzie 5 koła u wozu. Facetowi jest bardzo dobrze z mama i tata,
        ale wiadomo, lata lecą, wypadałoby mieć żonę, inaczej wszyscy trochę krzywo
        patrzą (szczególnie w małych miejscowościach i niech nikt nie wazy się wymagać
        ode mnie politycznej poprawności- tak jest i koniec), podejrzewają że gej albo
        co...
        Model arabskeij rodziny- młodzi ludzie nie tworzą własnej rodziny, tylko syn
        pozostaje przy rodzicach a synowa "wchodzi" do zastanego porządku i tańczy, jak
        starszyzna zagra. Nie widzi Ci się taki model? to bierz nogi za pas.
        • uli Re: położyć uszy po sobie? 28.05.09, 14:10
          Słusznie prawisz.
          Ten arabski podel to też model typowy dla społeczności pasterskich (a więc
          Europa), w których kobieta była związana z domem i rozrodem, które to sfery do
          tej pory pokutują w naszej kulturze (chociaż idzie ku dobremu) jako "gorsze", te
          bo nierozwojowe zajęcia. Kobiety były całkiem zalezne od mężczyzn, dlatego ze
          sobą rywalizowały. W klasycznym modelu arabskim dopiero pod koniec życia kobieta
          miała jakiekolwiek prawa do decydowania o sobie i rodzinie (zwłaszca jak była
          już wdową), stąd ten koszmarny model teściowej (sfrustrowanej życiem kobiety,
          która została wydana za mąż wg woli rodziny, weszła do rodziny męża jako właśnie
          to piąte koło u wozu, więc jako teściowa sama może sobie nareszcie odbić
          nieszczęśliwe życie - jako starszyzna rodu może sobie poużywać na młodej i
          ładnej synowej - bo cala rodzina jest "przywiąza" do ziemi, bo to ich chleb i
          życie, nikt nie odejdzie). Ten model jest nadal mentalnie aktualny również u
          nas. Tylko, że coraz mniej osób jest związanych z jednym miejscem na śmierć i
          życie. Teściowie nie zdają sobie czasem sprawy (albo racjonalnie tego nie widzą,
          żyja tradycją, którą sami wynieśli z rodzinnyc domów), że młodzi mogą wyjechać,
          że już nie są panami życia i smierci swoich dzieci i ich partnerów.

          Stąd ten konflikt.

          Model zbieracko-łowiecki był bardziej egaliarny, tam kobieta miała po prostu
          swoje istotne miejsce zyciu społeczności. I dlatego była bardziej szanowana.
          No ale trudno - tak już wyszło, że mamy pasterskie korzenie i musimy sobie z tym
          poradzić :D
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: położyć uszy po sobie? 28.05.09, 10:15
      Wydaje mi sie,że podjęliście bardzo słuszną decyzję. Odłożyliście
      ślub i jak rozumiem wspólne zamieszkanie, ale nadal pozostajecie
      parą. Czyli nadal sprawdzacie, tylko już w innych warunkach, czy
      wytrzymacie razem, czy Pani wytrzyma niezaspokajania w pełni Pani
      potrzeb lub zaspokajania ich w inny sposób, czy relacje partnera z
      innymi może Pani akceptować, czy jest szansa na zmianę.
      W tym czasie może i Pani odpowiedzieć sobie czy takiego mężczynę
      Pani kocha i chce z nim być czy też dążenie do zwiazku było tylko
      pod presją tykającego zegara biologicznego.
      Mając tak dużo watpliwości lepiej zaczekać z poważnymi deczyzjami,
      przeżyć różne frustracje teraz, niż te same słowe kierować w
      rozgoryczeniu nad zmarnowanym życiem małżeńskim.
      Pani wiek , jak na dzisiejsze standarty, nie powinien być jedyną
      motywacją do małżeństwa.
      To co sie wydarzyło świadczyć może albo o innym sposobie wyrażania
      uczuć miłości i przywiązania przez Pani mężczyznę lub o letniości
      tych uczuć. Ma Pani pełne prawo się na obie sprawy nie godzić, bo
      inne są Pani potrzeby w tym zakrersie i przez całe życie nie zniesie
      Pani tego. A moze stwiedzi Pani, że liczą się inne sprawy:
      rzetelność , dobroć , inteligencja itp i można na tym wybudować
      zwiażek. Lub , że od czułego okazywania uczuć w Waszym związku
      będzie Pani i od organizowania romantycznych wieczorów także Pani. A
      Pani obecny partner będzie do przyziemnych spraw takich jak
      zabezpieczanie przyszłości, budowanie domu i naprawa cieknących
      kranów, bo widać takie ma tendencje. Taki podział też przecież może
      istnić, nieprawdaż? I nie musi być to wyraz rezygnacji, lecz pewnego
      realizmu wynikającego z obserwacji i godzenia sie z rzeczywistością.
      Ale to warto rozważayć spokojnie. A swoją ewentualną pozytywną
      deczyzję warto potraktować z szacunkiem jako wyraz dojrzałości, a
      nie wyraz popłochu i strachu ( położone po sobie uszy ) co od razu
      nadaje jej ton połażliwie negatywny. I wtedy nie można o sobie
      dobrze pomyśleć. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • ledzeppelin3 Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 14:51
        Wielka, wielka szkoda, że pani psycholog nie odniosła się do relacji
        rodzice-dorosły syn-przyszła synowa. I do tego, jak relacje z rodzicami
        przekładają się na relacje partnerów. Nie ma tez ani słowa o braku szacunku
        mężczyzny do kobiety, co przejawia się choćby odmawianiem współżycia
        seksualnego. Bo tu jest chyba pies pogrzebany. To doprawdy nie jest istotne (a
        już na pewno najistotniejsze), czy partner zaprasza do kina i daje kwiatka (bo
        jedynie okazywanie uczuć rozpatruje pani w swojej odpowiedzi). Relacje z
        rodzicami kompletnie pani pomija.
        Taka odpowiedź pozostawia dla mnie spory niedosyt, nie tego spodziewałabym się
        po psychologu.
        A moze stwiedzi Pani, że liczą się inne sprawy:
        > rzetelność , dobroć , inteligencja itp i można na tym wybudować
        > zwiażek.


        Mogę zapytać, gdzie jest ta dobroć? W którym miejscu opisywany partner jest
        dobry dla swojej partnerki? W tym, że odmawia jej miłości i czasu? Czy może
        chodzi Pani o to, że jaki jest dla mamusi, taki kiedyś będzie dla żony? Może
        będzie, to prawda. A może nie.

        A swoją ewentualną pozytywną
        > deczyzję warto potraktować z szacunkiem jako wyraz dojrzałości, a
        > nie wyraz popłochu i strachu ( położone po sobie uszy ) co od razu
        > nadaje jej ton połażliwie negatywny.

        Ale to BĘDZIE wyraz strachu. Że jest już po 30-stce , i nie będzie nigdy miała
        męża i dziecka. Ona się boi i to może zaważyć na jej decyzji. Autorka przecież
        sama o tym pisze! Nie widzę powodu, dla którego nie należy jej wierzyć. Nie
        pisze, że nie może żyć bez ukochanego. Pisze, że może nikt inny jej się nie
        trafi. I dlaczego strach przed samotnością i bezdzietnością nie miałby pozwolić
        jej o sobie dobrze myśleć? Strach jest rzeczą ludzką, miliony kobiet wychodzi za
        mąż ze strachu. Nie można wmawiać komuś (jak pani to robi), że strach
        usprawiedliwia myślenie o sobie negatywne. Na psychologii wszak uczą, że ŻADNA
        EMOCJA nie jest sama w sobie negatywna bądź pozytywna, nieprawdaż? Strach nie
        stanowi powodu do pogardzania sobą, a powinien skłonić do zmiany myślenia.
        • karolina331 Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 15:15
          Tabloidy natrętnie pokazują społeczeństwu nieprawdziwy obraz świata,
          w którym śmiertelnie zakochany pan siedzi kamieniem u kolan żony
          wśród powodzi kwiatów i czekoladek, a udany seks obowiązuje parę
          nawet po dziewięćdziesiątce.

          Nieprzygotowane na manipulację społeczeństwo naiwnie wierzy w takie
          obrazki, nie przyjmując do wiadomości, że jest to tylko trywialna
          bajeczka mająca na celu sprzedanie im możliwie jak największej
          ilości różnorakich produktów.

          Konfrontacja celuloidowej bajeczki z rzeczywistością kończy się
          frustracją i poczuciem niespełnienia oraz szybkim rozwodem.

          Pieniądze raczej nie pojawiają się znikąd, trzeba je zarobić. A nie
          da się zarabiać kasy siedząc u stóp swej bogdanki. Bogdanka także
          musi iść do pracy, aby zarobić na swoje potrzeby i nie być
          bezużytecznym pasożytem żyjącym z pieniędzy pana.

          Oczywiście, najłatwiej jest naszczuć panią pełną wątpliwości na
          przyzwoitego pana - bo po co OBCA pani ma być szczęśliwa i
          mieszkać w ładnym domu?!

          A niech sobie schrzani życie!!!
          Porządnych przyszłych teściów należy obowiązkowo pani zohydzić i
          namówić ją do wyniszczającej wojny rodzinnej.

          A przecież najrozsądniejszy jest tu scenariusz: pani wychodzi za
          pana, budują własny dom, a w przerwach pani jeździ z panem do
          teściów, gdzie pracowity mąż radośnie pracuje przy domku rodziców
          (który i tak w całości kiedyś odziedziczy).
          Pani pije kawusię z mamusią-teściową i słodko napomina mężusia
          pomiędzy jednym kęsem szarlotki, a drugim łyczkiem wybornej kawusi:
          - Trochę tu krzywo, kochanie, koniecznie popraw tę ścieżkę!
          I żyją długo i szczęśliwie.
          Na złość tym, które się na pana nie załapały.
          Oczywiście.

          A komentarz Pani Psycholg jest logiczny, wyczerpujący i życiowy.
          I za darmo.
          • ledzeppelin3 Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 15:35
            Nie pierwszy raz zauważam w Twoich postach objawy urojeń prześladowczych, mówiąc
            językiem pospolitym, spiskowej teorii dziejów. Czyli retorykę w stylu braci
            Kaczyńskich. Ci Oni wmawiają zdrowemu społeczeństwu, że czarne jest białe.
            Podli forumowicze chcą pogrążyć biedną, szukającą pomocy ofiarę.
            Żyjesz w swoim świecie, opornym na wpływy z zewnątrz.
            Ale straszna prawda wygląda tak, że Mozna Być Szczęśliwym. I bogatym. I
            kochanym. I sporo ludzi tak ma. Straszne, co?
          • annb Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 15:44
            karolino331 nie wszyscy zyją w twojej bajce.Pogodz sie z tym.
            Inni zyją w normalnym swiecie gdzie mają prawo żądać dla siebie
            szacunku i jesli go nie otrzymają, mają prawo odejsc.I nie pakowac
            sie w małżeństwo z panem nie rokującym.
            wiecej led napisala, wiec nie będę się powtarzac.
            • sebalda Re: To nie takie proste 28.05.09, 16:18
              Po pierwszym poście też byłam oburzona na narzeczonego autorki. Później, po
              doprecyzowaniu, że facet jest mądry i dobry, że poza niepoświęcaniem
              wystarczającej ilości czasu wybrance, jest porządnym facetem, uznałam, że jednak
              może nie jest z nim tak źle. Veslana napisałam wszak w kilku miejscach, ze jest
              dobry i sądzę, że miała do tego podstawy. Dlatego napisałam: "W moim odczuciu
              (jak to wynika z Twojego opisu)narzeczony jest dobrym kandydatem na męża.
              Z drugiej strony rozumiem Twoje rozgoryczenie, że on nie stawia Cię na pierwszym
              miejscu", co oznaczało, że skoro jest dobry, a jedynie mocno zajęty, przez co ma
              mniej czasu i energii dla narzeczonej, to nie należy go przekreślić z kretesem.
              Nie widzę, aby w takim podejściu był przejaw braku szacunku dla siebie jako
              kobiety, ja nazwałabym to odrobiną wyrozumiałości dla bliskiej osoby. Brak
              szacunku jest wtedy, gdy kobieta za wszelką cenę zabiega o uwagę faceta, który
              czas, który mógłby spędzić z nia spędza tylko z kumplami na piwie albo przed
              ekranem komputera. Pracowity facet to jeszcze nie tragedia.
              Podpisuję się pod postem Karoliny. Też uważam, że media wpierają nam fałszywy
              obraz wpatrzonego w nas,leżącego u naszych stóp mężczyzny obsypującego nas
              kwiatami, a życie wygląda inaczej. Stawianie ukochanej na pierwszym miejscu,
              hmmm... Mam takiego w domu, objawia się to chorobliwą zazdrością, zazdrością
              nawet o miłość do dzieci. Z reguły, jak facet stawia kobietę na pierwszym
              miejscu, oczekuje wzajemności, a wtedy kończy się to patologiczną zazdrością i
              zaborczością. Czy to jest dobre?
              Wtrąciłam post o prezentach gdzieś wyżej, ale polecam, bo daje dobry obraz tego,
              że zewnętrzne przejawy uczucia nie zawsze przekładają się na te rzeczywiste.
              Często to pozory. Co przyjdzie z codziennego wyznawania miłości, gdy wieczorem
              pan ma zły humor i ochrzania ukochaną o niesłoną zupę? Dobroć to główny
              wyznacznik, ot co.
              Ledzeppelin3, życzę Ci, żebyś miała mężczyznę, który będzie Cię wielbił do
              końca Twoich dni, bezkrytycznie, i żeby był bez jednej wady, bez skazy,
              normalnie anioł:P
              • joanna35 Re: To nie takie proste 29.05.09, 09:28
                Sebalda nie masz racji ani Ty ani Karolina. Pewnie uznałabym Wasze
                racje gdyby para była 10 lat po ślubie, ale w okrsie chodzenia,
                narzeczeństwa to nie jest normalne - wtedy się robi wszystko, żeby
                być ze sobą, żeby się wzajemnie w taki czy inny sposób rozpieszczać,
                na siłę szuka się okazji do wyjścia razem. Razem. Nie da się
                zbudować związku, małżeństwa w pojedynkę. Otrzyma się tylko jeszcze
                większą samotnośći poczucie rozgoryczenia, bo wcale nie musiałam.
                Bardzo mi żal autorki wątku - ja wcale nie neguję, że pan jest
                wartościowym facetem, pewnie nim jest , a przy okazji może nie chcieć
                (nie być gotowym) wchodzić w trwałe związki, w które trzeba się
                zaangażować, tylko nie powinien mamić dziewczyny wspólna
                przyszłością. Biorąc pod uwagę uczucia i oczekiwania autorki
                wszystkie wymienione zalety pana - to trochę za mało dla stworzenia
                kochającej rodziny. "Niekochającą" można stworzyć - jak najbardziej.
                • joanna35 Re: To nie takie proste 29.05.09, 10:03
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=95870321&a=95870321
              • serendepity Re: To nie takie proste 29.05.09, 11:44
                > Podpisuję się pod postem Karoliny. Też uważam, że media wpierają nam fałszywy
                > obraz wpatrzonego w nas,leżącego u naszych stóp mężczyzny obsypującego nas
                > kwiatami, a życie wygląda inaczej. Stawianie ukochanej na pierwszym miejscu,
                > hmmm... Mam takiego w domu, objawia się to chorobliwą zazdrością, zazdrością
                > nawet o miłość do dzieci. Z reguły, jak facet stawia kobietę na pierwszym
                > miejscu, oczekuje wzajemności, a wtedy kończy się to patologiczną zazdrością i
                > zaborczością. Czy to jest dobre?

                Stawianie partnera na pierwszym miejscu nie ma nic wspolnego z sielankowym
                obrazkiem z tabloidu czy filmu jak i z tym by siedziec i wpatrywac sie w oczy
                caly czas, czy robic sceny zazdrosci o byle co.

                Nie trzeba poswiecac calego swojego wolnego czasu tylko na bycie z partnerem.
                Wazne jest to, zeby partner czul sie najwazniejszy i wiedzial, ze ma priorytet
                nad pewnymi sprawami, wiedzial, ze moze liczyc w kazdej chwili na druga polowe.
                Ale liczenie na kogos i poleganie na tej osobie wcale nie oznacza, ze ktos ma
                zamknac sie na swiat i skupic cala uwage na partnerze. W dalszym ciagu mozna
                miec oddzielne hobby, pomagac od czasu do czasu rodzinie czy spotykac sie ze
                znajomymi, ale zawsze pamieta sie kto jest dla nas najwazniejszy i do kogo wracamy.

                Po co mi partner/maz, ktorego w ogole nie ma w domu, nie mozna z nim porozmawiac
                (bo go nie ma), a najwazniejszy jest dla niego dom rodzicow. Owszem, szacunek
                dla rodzicow i pomoc dla nich kiedy zajdzie taka potrzeba sa wazne, ale zycie
                ich zyciem na pewno nie. Po to dorastamy, wyprowadzamy sie z domu, wiazemy z
                kims, by zyc wlasnym zyciem. W takim przypadku rownie dobrze mozna zyc samemu,
                przynajmniej wtedy wiadomo, ze liczy sie tylko na siebie i nie czeka sie na
                druga polowe i nie denerwuje, ze znowu jej nie ma.

                Teraz rodzicie sa jeszcze sprawni i w sumie nie potrzebuja opieki od opisywanego
                mezczyzny, a co bedzie jak postarzeja sie i beda jej potrzebowac? Para wprowadzi
                sie do tesciow czy maz bedzie tam siedzial non-stop tlumaczac sie obowiazkiem
                wzgledem rodzicow?
              • trelek-morelek Re: To nie takie proste 01.06.09, 14:54
                Jak zwykle krzysztof-lis wszystko przeinaczył i zepchnął na wygodny
                dla siebie poziom rozmowę.... nie chodziło tu wcale o prezenty
                codziennie jak zresztą pisze autorka listu ..ale o jaki kolwiek
                gest, romantyzm i zrozumienie...
                nie potrafisz i nie chcesz drogi panie zrozumieć żadnej postawy
                kobiety ...zresztą po twoim zachowaniu trudno o coś takiego Cię
                posądzić .... bo jest pan jakimś dziwnym konserwatywnym macho .... i
                dlatego twoja sytuacja jest taka jaka jest ...
          • kicia031 Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 16:01
            Zapominasz anastazjo, ze dom rodzicow odziedziczy pan, a nie autorka
            watku. Takze jej nic z inwestycji pana w to, co bedzie wylacznie
            jego.
            • miacasa Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 18:00
              Idąc tym tropem można założyć, że wspólne potomstwo będzie dziedziczyło po Panu.
              • kicia031 Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 21:42
                Idąc tym tropem można założyć, że wspólne potomstwo będzie dziedziczyło po Panu

                Pod warunkiem ze bedzie wspolne potomstwo, ze pan nie przeputa dorobku rodzicow,
                ze nie porzuci rodziny i nie zalozy nowej, oferujac swoj dorobek dzieciom innej
                kobiety.

                Jak dla mnie,zbyt wiele niewiadomych, by budowac na tym swoja przyszlosc.
                • miacasa Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 22:26
                  > Jak dla mnie,zbyt wiele niewiadomych, by budowac na tym swoja przyszlosc.


                  Jak dla mnie to szukasz dziury w całym :)
                  • kicia031 Re: Do P. Iwaszkiewicz 29.05.09, 09:58
                    > Jak dla mnie to szukasz dziury w całym :)


                    Moze. Ale moje podstawowe credo to liczyc na to, co sama osiagnelam,
                    a nie na mityczne spadki mitycznych partnerow ;-))
          • marianka_marianka do Karoliny 31.05.09, 14:23
            Rozumiem, że w Twoim życiu w ostatnim roku nastąpiły drastyczne zmiany... No chyba, że co forum to zmieniasz poglądy...

            Autor: karolina331 11.01.08 (forum - po przejściach) napisała:

            "A może po prostu należy się wiązać z ODPOWIEDNIM mężczyzną?
            Z takim, dla którego wielbienie ukochanej kobiety jest CODZIENNOŚCIĄ
            i wypływa z potrzeby serca?
            W swoim życiu otrzymywałam setki bukietów, w tym naręcza po 300
            ciętych róż, złote naszyjniki, bransoletki z brylantami, drogie
            perfumy i auta. Pisano dla mnie wiersze, przenoszono na rękach przez
            kałuże, zrywano na kolanach polne kwiaty.
            Nie uważam, że to coś nadzwyczajnego, co można spotkać jedynie w
            kinie. Wielu mężczyzn w taki sposób okazuje kobiecie miłość,
            przywiązanie i uwielbienie."

            Natomiast kilka dni temu twierdzi tak:

            "Tabloidy natrętnie pokazują społeczeństwu nieprawdziwy obraz świata, w którym śmiertelnie zakochany pan siedzi kamieniem u kolan żony wśród powodzi kwiatów i czekoladek, a udany seks obowiązuje parę nawet po dziewięćdziesiątce.
            Nieprzygotowane na manipulację społeczeństwo naiwnie wierzy w takie
            obrazki, nie przyjmując do wiadomości, że jest to tylko trywialna
            bajeczka mająca na celu sprzedanie im możliwie jak największej
            ilości różnorakich produktów."
        • kicia031 Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 16:03
          Dodam do ledzeppelin, ze pani psycholog pominela fakt, ze narzeczony
          pali sie do prac w domu rodzicow, ale w ich wspolnym miejscu
          zanieszkania nie wykazuje zadnego zaangazowania w prace domowe.
          • karolina331 Re: Do P. Iwaszkiewicz 28.05.09, 18:32
            Fajne to o tych Kaczyńskich.
            Pisz laska, bo pada deszcz i przyda mi się trochę śmiechu.

            A autorka wątku zrobi jak chce.
            Ja nic z tego nie będę miała, bo to jej życie i jej decyzja.

            Swoją drogą, najśmieszniejych porad udziela na tym forum laska,
            która ma gromadkę dzieciaków od kilku ojców i lata notorycznie na
            skargę na swojego obecnego męża do byłej żony tegoż.
            I jeszcze ma fajny nick, normalnie idealnie pasujący do jej wieku
            poważnej (?!) matki dorosłych synów (albo córek?) - nie doczytałam
            do końca wszystkich jej wpisów, bo dużo tego i z wieeeelu lat, a i
            popłakałam się ze śmiechu.
            Najfajniejszy jej wpis był taki, że laska napisała jak to ona należy
            do elity (!) forumowej razem z paroma innymi laskami, a te laski
            natychmiast jej odpisały, że się z nią i jej poglądami... nie
            utożsamiają.

            Tu już zaczęłam tak ryczeć ze śmiechu, że zbudziłam moje śpiące koty.
            Ale sobie jeszcze ją trochę poczytam, bo naprawdę warto!

            Nawet nie wiedziałam, że to takie rozrywkowe forum.
            Chyba tu zostanę.
          • krzysztof-lis Re: Do P. Iwaszkiewicz 30.05.09, 19:12
            > Dodam do ledzeppelin, ze pani psycholog pominela fakt, ze
            > narzeczony pali sie do prac w domu rodzicow, ale w ich wspolnym
            > miejscu zanieszkania nie wykazuje zadnego zaangazowania w prace
            > domowe.

            Miałem wrażenie, że oni mieszkają u wątkotwórczyni, zatem nie jest to WSPÓLNE
            tylko JEJ miejsce. Zatem nic dziwnego, że woli robić NA SWOIM.

            Tym bardziej, że hobbystyczna robota przy DOMU nie da się nijak porównać do
            roboty przy MIESZKANIU. No chyba, że ktoś uważa za równorzędne sadzenie roślinek
            w skrzynkach na balkonie do urządzania ogrodu...
    • veslana dziękuję Wam 28.05.09, 23:46
      jak w temacie - dziękuję Wam wszystkim, że sie odezwaliście. Czytałam wszystkie
      posty i większość z nich zawiera wiele cennych uwag i bardzo trafnych
      spostrzeżeń - jedynym dysonansem była odpowiedź Pani Psycholog, od której, jak
      mi się wydaje, można było oczekiwać czytania ze zrozumieniem. Nie wiem, co
      będzie. Ale jestem Wam wdzięczna za zainteresowanie. Po tych paru dniach doszłam
      jednak do wniosku, że musze przemyśleć to,czego się tutaj dowiedziałam i sama
      sobie poradzić. RAZ JESZCZE OGROMNE DZIĘKI - NAPRAWDE MI POMOGLIŚCIE - DZIĘKUJĘ
      • kicia031 Re: dziękuję Wam 29.05.09, 10:40
        Powodzenia.

        Polecam ksiazke The Rules, a takze Why men love bitches
        i Why men marry bitches. Potrafia zainspirowac do
        naprawde skutecznych zmian zachowania w zwiazku.
    • ma-lwina Re: położyć uszy po sobie? 03.06.09, 13:42
      Ja miałam takie myśli przed ślubem. I żałuję, że nie zrezygnowałam, że walczyłam
      na darmo. To się nie zmieni. Bedziesz nadal samotna tyle że obok niego. Chyba,
      że masz parcie do bycia "mężatką"?
Pełna wersja