choroba dziecka, a kryzys...

07.06.09, 22:00
8 miesięcy temu urodziłam synka z wadą serca. To nasze drugie dziecko, które
ma o 2 lata starszą siostrę, zdrową. wiele pobytów w szpitalu, zabiegi,
operacje... teraz doszła wiadomość o wadzie genetycznej synka. nie potrafię
zaakceptować sytuacji i całą złość, frustrację wylewam na męża... niestety
przy dzieciach. on traktuje sytuację zadaniowo: trzeba zoperować - operujemy,
trzeba leczyć - leczymy. ja nie mam na to siły, jestem wobec niego agresywna
praktycznie o wszystko i nie potrafię tego zmienić. myślę o rozstaniu, którego
się boję. mąż nie chce o tym słyszeć. jest cierpliwy, ale irytuje mnie, że nie
potrafimy rozmawiać. jak to zmienić? jesteśmy razem 10 lat. ania
    • rumpa Re: choroba dziecka, a kryzys... 07.06.09, 22:22
      masz fantastycznego męża, tylko pogratulować
      nic dziwnego że Ci ciężko, takie sytuacje niosą za sobą, poza
      wysiłkiem związanym z dodatkowymi obciążeniami, również masę innych
      emocji.
      Postaraj się spotkać z terapeutą i pogadać o tym czym tak naprawdę
      jest dla Ciebie choroba dziecka i czego najbardziej się boisz.
      Życzę szczęścia, na Twoją sytuację nie ma dobrego , jednorazowego
      rozwiązania, ale masz wsparcie w mężu, a to bardzo dużo.
      Ja spędziłam całą ciążę na terapii, jak mi powiedziano, że dziecko
      może urodzić się bardzo ciężko chore. Pomogło i bardzo odciążyło
      męża, który starał się jak mógł , choć sam cierpiał i się bał. Ze
      smutkiem musze powiedzieć, że nie byłam dla niego wtedy wsparciem i
      partnerem, tylko rozżalonym przerażonym zwierzątkiem.
      Dopiero teraz mogę w pełni docenić wysiłek jaki włożył w opanowanie
      swoich i niestety , również moich emocji. Dobrze że nam sie udało
      przebrnąć, bo szkoda byłoby stracić takiego człowieka.
      Zwłaszcza jak dookoła widać panów zwiewających przed znacznie
      marniejszymi problemami.
      • krzywa_panna Re: choroba dziecka, a kryzys... 08.06.09, 09:15
        dziękuję rumpa. problem w tym, że kiedyś trafiłam do psychologa, który chyba nie
        był trafiony, bo nie czułam się po tym spotkaniu lepiej, a jeszcze gorzej i
        zrezygnowałam. zresztą mąż mnie tam zaciągnął.
        • rumpa Re: choroba dziecka, a kryzys... 08.06.09, 09:52
          Dwóch moich pierwszych też bylo do d...
          to nie tylko kwestia fachowości ale też chemii :))) między dwoma
          osobami
          Jesli jesteś z Warszawy mogę na priva kogoś polecić, a generalnie -
          szukaj psychoterapeuty, nie psychologa, to trochę inna działka
          jednak, może skontaktuj się z fundacją "Poczatek" albo "Rodzić po
          ludzku", co prawda mają biuro w Warszawie, ale może polecą kogoś
          także spoza.
          I nie przejmuj się tekstami że jesteś niepoważna, powinnaś skupić
          się na dziecku i tak dalej, albo wziąć w garść. Jak słyszę to
          ostatnie to generalnie mną rzuca. Moje dziecko miało wachlarz
          możliwości - od braku mózgu do - wersja lajtowa - gwałtownego
          oślepnięcia w wieku lat nastu. Mieszanina emocji była zabójcza -
          strach, poczucie winy, bezsilność, jeszcze teraz po 6 latach chce mi
          się ryczeć jak to sobie przypominam. to był koszmar. I strach, że to
          już koniec mojego życia - że to nie jest tylko moment , chwila, że
          się naprawi zoperuje i będzie ok - tylko że będzie to trwało w
          nieskończoność, nie da się zapomnieć , całe lata będę musiała
          patrzeć na cierpienie mojego dziecka i się zastanawiać - czy mogłam
          zapobiec.I żyć z bezsilnością, byle do wieczora, odpocząć, zasnąć,
          zapomnieć...
          widziałam że musze wytrwać, ale nie miałam siły :(
          nie wiem co by było gdyby nie terapia, były okresy gdy z rozpaczy
          przestawałam jeść, potem myslałam, co ty robisz - i zmuszałam się -
          i nie mogłam. Nikomu tego nie życzę. i zazdroszczę kobietom, dla
          których byłaby to tylko kwestia wzięcia się w garść. w garść to ja
          się biorę jak mam rano wstać, bo śpioch jestem i nikt i nigdy mnie
          nie przekona że 8 albo 7 rano to właściwa pora pobudki.
    • 18_lipcowa1 Re: choroba dziecka, a kryzys... 07.06.09, 22:44
      brawa dla meza
      a ty wez sie w garsc dziewczyno
    • kol.3 Re: choroba dziecka, a kryzys... 07.06.09, 22:46
      Serdecznie wspołczuję ale post jest z gatunku "zachowuję się głupio,
      co mam robić?".
      Ciekawe co ma przynieść rozstanie z mężem?
      • krzywa_panna Re: choroba dziecka, a kryzys... 08.06.09, 09:16
        może przynieść to, że dzieci nie będą widzieć mojej agresji, ani męża w takiej
        sytuacji.
        i to nie jest post z tej serii. szukam pomocy...
    • mandziola Re: choroba dziecka, a kryzys... 07.06.09, 23:26
      Ale dlaczego nie potrafisz zaakceptowac sytuacji? Ja tez mam dziecko z wada
      serca, po operacji - całkowitej korekcji wady. I jakos nie widze powodu do
      złości. O co się złościć? Polecami Ci forum serce dziecka. Wejdź.. zobaczysz
      wielu rodziców z dziećmi, które mają wady serca... Może ochłoniesz - nie Ty
      pierwsza i nie ostatnia:)
      • krzywa_panna Re: choroba dziecka, a kryzys... 08.06.09, 09:21
        moje dziecko też jest po operacji serca. w dniu operacji, która miała zakończyć
        koszmar związany z niepokojem o jego życie dowiedzieliśmy się, że jest ona
        spowodowana wadą genetyczną, przez którą będzie miał wiele innych problemów ze
        zdrowiem, które już wcześniej dawały o sobie znać, a także problemy z mówienie,
        trudności w nauce... Znam forum serce dziecka. Nie ja pierwsza, to oczywiste.
        Może tylko ja taka żałosna, prawda mandziola??
        • marzeka1 Re: choroba dziecka, a kryzys... 08.06.09, 09:27
          Wiesz, jak wielu facetów nie potrafi sprostać chorobie żony czy dziecka, jak
          często oni odchodzą, zostawiając je samymi z wszystkimi problemami? Masz męża,
          który stanął na wysokości zadania, pomaga i radzi sobie. Raczej ty masz problemy
          ze sobą, dlatego wyładowujesz się na mężu. Co da, oprócz pozbawienia dzieci
          obecności ojca na co dzień, twoje odejście od męża?
        • mandziola Re: choroba dziecka, a kryzys... 08.06.09, 10:53
          No cio Ty? Jaka żałosna, nic z tych rzeczy - myslałam, że po prostu jestes
          zagubiona i potrzebujesz lekkiego pionizowania:)
    • kicia031 Re: choroba dziecka, a kryzys... 08.06.09, 11:20
      Masz wyjatkowego meza, cale stada mezczyzn w takiej sytuacji
      podwijaja ogon pod siebie i daja w dluga.
      Poszukaj terapii, dziewczyny slusznie radza.
      • 1-bezradna Re: choroba dziecka, a kryzys... 08.06.09, 11:56
        witaj, nam również urodziło się dziecko z wadą serca, z hlhs, więc
        wyobrażasz sobie co przeszliśmy. ja również rozumiem ciebie, ale też
        twojego męża. rozstanie nic nie da, będziesz płakać z bezsilności dwa
        razy więcej. moja rada, niestety z doświadczenia: mam męża z gatunku
        idealnych: odpowiedzialny, wspierający, zaradny, przesympatyczny,
        tych zalet mogłabym mnożyć i mnożyć, ale przez te cztery lata i trzy
        operacje plus powikłania wezbrała się we mnie taka agresja, wyrzucana
        wprost w twarz mężowi, że wpatrzony do tej pory we mnie mąż poszukał
        partnera do rozmów gdzie indziej. na szczęście i ja i on w porę się
        opamiętaliśmy. dziś jesteśmy po czteromiesięcznym rozstaniu (tyle
        razy krzyczałam mu że go nienawidzę i żeby się wyprowadził, że w
        końcu to zrobił, a ja zostałam z czterolatkiem i dwumiesięcznym
        niemowlakiem zdziwiona,że to zrobił;-) ), każdemu z nas dobrze ten
        wstrząs zrobił a pani od zwierzeń powinnam wysłać kwiaty ;-) z
        perspektywy czasu uważam, że dziecko chore czy z problemami zabija
        relacje między mężczyzną a kobietą, trzeba je bardzo pielęgnować. my
        jesteśmy po terapii psychoterapeuty, więc teraz łatwo mi mówić, ale
        ciężko było, oj ciężko. pogubiliśmy się kompletnie, ale teraz jest
        tak, jak nawet na początku nie było, więc z mojego punktu widzenia
        warto. z twarzy nie schodzą nam uśmiechy i nie są one w żadnym
        wypadku wymuszone. kocham moją rodzinę, całą bez wyjątku. życzę ci
        powodzenie i jak będziesz chciała pogadać daj znać. magda.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: choroba dziecka, a kryzys... 11.06.09, 08:08
      Pani post jest zbyt lakoniczny, więc mogę się mylić, ale wygląda na to, że
      bardzo różnicie się w przeżywaniu swojej sytuacji i choroby synka. Upraszczając,
      Pani reaguje emocjonalnie, mąż racjonalnie. Prawdopodobnie taki jest jego sposób
      radzenia sobie z z Waszą wspólną trudnością. To nie oznacza, że nie martwi się,
      nie boi, nie jest rozczarowany, nie obawia się przyszłości, nie cierpi patrząc
      na swoje dziecko. Jego racjonalizacja i zadaniowość mogą być mechanizmem
      obronnym przed rozpadem, rozpaczą czy odejściem. Mogą mu dawać poczucie kontroli
      i panowania nad sytuacją. Dalej mogą mu dawać poczucie, że właśnie w taki sposób
      Panią wspiera.Pani sposób reagowania jest inny. I , jak sądzę, chciałaby Pani
      aby był taki sam lub aby mąż zrezygnował ze swojego sposobu na rzecz Pani.
      Wydaje mi się, że trzeba o tym porozmawiać, bo to może nie tyle jest wyładowanie
      agresji, która jest jakoby skądinąd lecz agresja wprost do męża. Może Pani
      uważa, że ma Pani wsparcie tylko techniczne, a nie ma zrozumienia. A on nie daje
      bo nie umie. Tego nie wiem. Można stawiać wiele tez.
      Może też Pani zastanowić się na ile Pani jest gotowa dawać mężowi wsparcie,a na
      ile jest Pani pochłonięta oczywistą opieką i troską o synka, tak, że nie ma już
      na nic miejsca.
      Może też warto się zastanowić, co przeszkadza Wam w rozmowie o tym? Może jeśli
      rozmawiacie to tylko o wzajemnych pretensjach, a to już jest w zasadzie koniec
      rozmowy.
      Proszę próbować, a jeśli nie będziecie potrafili to idźcie do psychoterapeuty. I
      rozmawiajcie o sobie a nie o synku. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • krzywa_panna Re: choroba dziecka, a kryzys... 17.06.09, 09:12
        Pani Agnieszko, rzeczywiście napisałam lakonicznie, bo i lakonicznie się
        czuję... Dała mi Pani do myślenia pisząc, że też powinnam wspierać męża. Cały
        czas wydawało mi się, że to mnie mąż ma wspierać. Nie pomyślałam, żeby powinnam
        wspierać jego, bo szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak. Być może za bardzo
        zamknęłam się w sobie w tym bólem i żalem... Nie umiem z tego wyjść. Wczoraj
        dowiedzieliśmy się, że syn ma także rozszczep kręgosłupa. Mąż cały wieczór
        tłumaczył mi wczoraj, żebym nie zamykała się przed nim, ale czuję się znowu, jak
        po porodzie, kiedy dowiedziałam się o wadzie serca. Nie mam już siły na kolejne
        wizyty u lekarza, a niestety całe to brzemię spada na mnie. mam dosyć tego życia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja