Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie

13.06.09, 09:42
Bardzo proszę o pomoc i radę.
Jesteśmy z mężem na równi pochyłej. Od początku nasze małżeństwo
należało raczej do burzliwych, oboje jesteśmy impulsywni więc o
kłótnię
nigdy nie było trudno, za to zazwyczaj szybko żałowaliśmy swoich
słów i godziliśmy się.
Jesteśmy małżeństwem od 12 lat mamy troje dzieci 7 i 4 i 2 lata.
Żeby za bardzo nie rozwlekac to w skrócie: mój mąż ma bardzo
odpowiedzialną i stresującą pracę, rzadko bywa w domu, często
pracuje też
w weekendy. Zarabia bardzo dużo. Ja również pracuję, zarabiam
ułamek tego co on.
Dodatkowo dokształcam się, robie coś w rodzaju specjalizacji w moim
zawodzie,
kosztuje mnie to sporo stresów,wyrzeczeń i wymaga ogromnego wysiłku
umysłowego. W zasadzie sama prowadzę cały dom. Od powiedzmy ok. 5
miesięcy
mamy panią do sprzątania, która przychodzi 1 raz w tygodniu.
Poza tym sama bez udziału męża wychowuje dzieci - kąpie usypiam,
czytam do snu, karmię, rano robię kanapki, ubieram, doglądam
odbieram, zawoże do szkoły itp. Udział mojego męża, jego zdaniem
ogromny, sprowadza się do tego, że średnio raz na 2-3 miesiące
pojedzie z dzecmi na basen, chętnie też zabiera je do
centrum handlowego, odwozi 2-3 razy tygodniu syna do szkoły.
Mąż na pewno bardzo kocha dzieci ale cierpliwośc
ma tylko do najmłodszego, starsze drażnią go tak bardzo że
prawie cały czas na nie wrzeszczy. W ten sposób podobno je
wychowuje.
Do obowiązków męża należy też robienie opłat,
zakupy od czasu do czasu - z tego obowiązku też w pewnym zakresie
sama go zwolniłam. Kiedys wytknął mi, że nawet zakupów nie potrafię
zrobic, wiec ja chcąc mu udowodnic, że jest inaczej wzięłam równiez
ten
obowiązek na siebie. Na tej samej zasadzie zaczęłam też składac np.
meble
z Ikei żeby pokazac, że nie jest to dla mnie problem.
Mój mąż nie wiedziec czemu ( stąd ta cała wylicznka wyżej odnośnie
naszych obowiązków)zarzuca mi, że z nic z siebie nie daję i z niczym
sobie nie radzę (czytaj. z prowadzeniem domu i w ogóle życiem), że
bez pani do sprzątania bym zginęła. I dalej :że nie potrafię
podejmowac decyzji a do lumpeksów chodzę nie dlatego, że oszczędzamy
na większe mieszkanie i że staram się nie trwonic ciężko przez niego
zarobionych pieniędzy ale dletego, że nie potrafie zdecydowac co mi
się podoba a tam przynajmniej mogę tanio kupic dużo a następnie
oddac to
co mi się nie podoba. Kiedyś sprawdzał jakie rzeczy znajdują się w
torbach, które
przygotowałam do oddania porządkując i odświerzając szafy.
Według mojego męża jestem nielogiczna, nierozsądna przy czym mój mąż
w
kłótniach ze mną nie używa tak delikatnych określeń. Ostatnio pare
razy kazał
mi wyp..c. Nie jestem w stanie mimo, że duzo już napisałam oddac
tego jak sie
czuję i jak mąż mnie traktuje. Mąż jest bardzo trudnym we współżyciu
człowiekiem,
podejrzewam, że w dużej mierze po prostu nie radzi sobie ze stresem
a te awantury w domu są odreagowywaniem ogromnej presji w jakiej
żyje.
Tyle, że ja już nie mam sił. Podcina mi skrzydła na każdym kroku
mówiąc,
że jestem nic nie warta, nikt mnie nie lubi, nie mam koleżanek
(mieszkamy za
granicą)itp. Mówi też, że nie powinnam sie dokształcac bo i tak nic
z tego nie będzie, mimo że na uczelni bardzo dobrze sobie radzę.
Dla przykładu, gdy przeczytam w internecie (szukając np. przepisów)
że coś
np. jakiś produkt jest niesmaczny ktoś go nie poleca to mi potem sto
razy
wypomina, że nie mam własnego zdania bo jestem taka wpływowa - ktos
coś sobie palnął a ja od razu w to wierzę. Tak jakby internet nie do
tego
własnie służył -poszukiwania opinii innych osób na różne tematy.
Mąż ma jeszcze jedną potworną cechę, sprawy o których się mu mówi
i których słucha z radością i uśmiechem, za jakis czas w kłótni
potrafi
wypomniec zmieniając ich kontekst jakby zapominając, że jeszcze
całkiem
niedawno się z nich cieszyl i je aprobował. Ostatnio poszukujemy
kota,
dzieci od dawno pragną kotka a i mi spodobał się ten pomysł.
Pierwsza
reakcja męża była pozytywna, zdarzyło się nawet, że poszukiwal z
nami
odpowiedniej rasy. Niestety po paru dniach za przeproszeniem wy…ał
mi
że jestem podatna i infantylna, ze zobaczyłam kota u znajomych to
od razu
tez muszę mieć, że nie potrafie sama niczego wymyślic. Mąż też, co
jest nie
do zniesienia, wypomina mi sprawy z przed 3 – 4 lat, przypominając
jak byłam
(jestem ) nieporadna, nielogiczna, nie... itp. nawet jeśli te
problemy rozwiązaliśmy i sprawy te
funkcjonują prawidłowo.
Nie dodałam jeszcze, że od początku naszego małżeństwa mąż w
zasadzie nie zmienił stylu życia. Z kolegami spotyka się kiedy chce,
natomiast ja praktycznie w ogóle nigdzie nie wychodzę - jedyne moje
wyjscia to z nim w gronie wspólnych znajomych.
Nie wiem czy z tego co napisałam da się stowrzyc jakiś obraz naszej
sytuacji. Dodam, jeszcze że ostatnio zaciekle się bronię i potrafię
byc bardzo kąśliwa co doprowadza go do szału. Dzis kłótnia
zakończyła się decyzją o rozwodzie i odebraniem mi karty do konta.
Kluczyki do samochodu rzuciłam mu w twarz. Po dzisiejszej kłótni
jestem na niego potwornie wściekła ale mimo wszystko nie wyobrażam
sobie rozwodu. Nie mogę tego zrobic naszym dzieciom, które oboje
kochamy nad życie. Nie wiem od czego zacząc przebudowe swoich
relacji z mężem.
Dodam jeszcze że mąż nie zamierza uczestniczyc w obowiązkach
domowych
bo jak twierdzi jego bardzo dużo zarobki są wystarczającym wkładem
w
nasze gospodarstwo.
Oświadczył, że jeśli przyniose do domu tyle pieniędzy co on to wtedy
porozmawiamy o podziale obowiązków domowych, do tego czasu to
jest moja broszka i mam się z tym pogodzic.
Podkreślę jeszcze raz, że mąż rzeczywiscie bardzo dużo pracuje.

Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi i bardzo proszę o jakąs
radę.
    • kol.3 Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 13.06.09, 11:02
      Nie wiem co można doradzić, bo sprawy zaszły za daleko. Dość późno się ocknęłaś.
      Masz męża, który jest apodyktyczny, i przyjmuje, że to, iż zarabia dużo, daje mu
      podstawy do oceniania Cię i ustawiania, jak mu się podoba, a w zasadzie
      nieustannego krytykowania, cokolwiek byś nie robiła. I ustawił Cię jak chciał.
      Obstawił Cię dzieciakami (co Ci utrudnia manewry życiowe), uzależnił od siebie
      finansowo. Dodatkowo usiłuje wpoić Ci przekonanie, że nie masz się co
      dokształcać, bo zawodowo nic Ci się nie uda. Niestety obawia się, że się
      wyemancypujesz i osiągniesz coś zawodowo, zaczniesz zarabiać a jego pozycja nr 1
      i najwyższego autorytetu w rodzinie zostanie zagrożona,a on straci robotnicę
      domową i wychowawczynię jego dzieci. Im większe Twoje szanse na sukces zawodowy,
      tym bardziej zmasowana krytyka.
      Twoja jedyna droga to praca i uniezależnienie się od męża. I przerzucenie na
      niego części obowiązków, aby uzyskać czas dla siebie, abyś złapała oddech.
      Po tym co opisałaś dziwię się że dotąd nie zwariowałaś i nie padłaś z
      przepracowania.
      Życzę Ci wytrwałości i powodzenia. Czas pracuje na Twoją korzyść bo dzieci będą
      coraz bardziej zaradne.
      • mamakrzysia4 Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 13.06.09, 13:37
        moim zdaniem sama siebie niszczysz i dzieci przy okazji bo co to za
        ojciec którego rola ogranicza się do zarabiania pieniędzy i robienia
        awantur? który ani Ciebie ani dzieci nie szanuje a raczej was
        zaszczuł... Przepraszam ale jeśli masz odbrobine szacunku dla siebie
        i dla dzieci jak najszybciej zdecyduj się na rozwód? Jak dlugo masz
        zamiar dawać się tak pomiatać? Pieniądze to nie powód żeby kogoś
        poniżać a już napewno nie można poniażąć kogoś kogo się kocha. No
        właśnie kochasz go? Czy oin Ciebie kocha? Czy tylko siebie,swoje
        przyzwyczajenia?
      • krzysztof-lis Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 14.06.09, 11:52
        > Obstawił Cię dzieciakami (co Ci utrudnia manewry życiowe),

        Oczywiście
        • kol.3 Re: Krzysztof Lis 14.06.09, 15:01
          Niby ma, ale często pan pod pozorem wielkiej miłości do dzieci wyraża życzenie
          posiadania większej ich liczby. A pani z miłości do pana i dzieci zgadza się.
          Tyle, że pana miłość do dzieci kończy się na gadaniu, bo robić za wiele przy
          nich nie zamierza. I zostawia panią z furą roboty samą, wmawiając jej, że jest
          głupia i nieporadna, bo nie potrafi zająć się trójką dzieci, domem, studiować i
          pracować zawodowo jednocześnie. Pani z trójką dzieci panu tak łatwo nie
          odskoczy. Pan dobrze wie, że trafił na pszczołę robotnicę i tak łatwo jej nie
          odpuści.
          • krzysztof-lis Re: Krzysztof Lis 14.06.09, 17:01
            > Niby ma,

            Nie niby, bo to kobieta ma zawsze ostateczny wpływ na swoją płodność i
            liczbę posiadanych dzieci.

            Kobieta może łykać pigułki nie mówiąc nic o tym mężowi, choć oficjalnie godzi
            się na dalsze rozmnażanie. Może mówić, że łyka, a tymczasem tego nie robić.
            Mężczyzna nie ma takiej możliwości.

            > A pani z miłości do pana i dzieci zgadza się.

            Takie są skutki godzenia się na więcej dzieci "z miłości do partnera". U
            mężczyzn ma to chyba jeszcze gorsze skutki...
            • kol.3 Re: Krzysztof Lis 14.06.09, 18:46
              Wcale nie twierdzę, że pani zrobiła dobrze godząc się na trójkę dzieci przy
              takim mężu. Fakty są takie, że ona ma przy dzieciach multum roboty, a pan się z
              obowiązków raczej otrzepał. On zarabia ale zarabia dlatego, że jest
              dyspozycyjny, ona jest związana obowiązkami domowymi ale mimo to próbuje
              rozwijać się zawodowo, co jest jej wielkim plusem. Nie licytowałabym się, kto z
              tych państwa ma gorzej, bo najgorzej mają i będą mieć dzieci.
              • krzysztof-lis Re: Krzysztof Lis 14.06.09, 20:42
                > On zarabia ale zarabia dlatego, że jest dyspozycyjny,

                I od tego trzeba zacząć zmiany, a nie od zagonienia męża do dodatkowej roboty w
                domu.
    • efi-efi Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 13.06.09, 13:46
      Bardzo dobrze zarabia? To świetnie.
      Zatrudnij panią do sprzątania 3 razy w tygodniu, i opiekunkę do dzieci na 5 dni
      w tygodniu, a Ty do szkoły. Zaciśnij zęby, wykształć się i znajdź dobrze płatną
      pracę.
      Na jego uwagi oświadcz, że jesteś żoną i matką, a nie sprzątaczką, kucharką i
      chłopcem do bicia.

      I zapewniam Cię, że powrzeszczy, powrzeszczy, a potem się pogodzi z takim stanem
      rzeczy.
      • sebalda Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 13.06.09, 14:13
        > I zapewniam Cię, że powrzeszczy, powrzeszczy, a potem się pogodzi z takim stane
        > m
        > rzeczy.

        Może się nie pogodzić. Mam podobnie funkcjonującego męża, przy czym nasze dzieci
        są starsze, więc i na nich potrafi się wyżywać. U nas jest tylko trochę inaczej,
        bo zarabiamy i pracujemy mniej więcej po równo, ja mam bardziej prestiżowe
        stanowisko, więc choć tego nie może krytykować, ale właściwie jest jeszcze
        gorzej, bo jest z tego powodu wiecznie sfrustrowany i nie może się z tym
        pogodzić. Cała reszta natomiast bardzo przypomina moje małżeństwo. Przy czym
        dopóki dotyczyło to tylko mnie, potrafiłam się z tym godzić, bo a. umiem się
        bronić i też na niego nakrzyczeć, choć nie tak ostro i wulgarnie jak on, b. mąż
        ma tez swoje dobre strony, sama sobie takiego wybrałam, stawiając na pewne
        pozytywne jego poglądy i zachowania. Jednak im dzieci są starsze, im więcej
        rozumieją i im bardziej on reaguje nerwowo na ich usamodzielnianie się, tym
        częściej ja cierpię, bo panicznie się boję, że to bardzo źle na nie wpłynie.
        Jestem już teraz przekonana, że wyniosą bardzo złe wzorce zachowań w
        małżeństwie, a i złe relacje z ojcem też nie wyposażą ich dobrze na przyszłość.
        Poza tym dzieci już są nerwowe, mają tiki.
        Ostatnio wciąż zadaję sobie pytanie, dlaczego tyle lat to znoszę, dlaczego już
        dawno nie zrezygnowałam z tego toksycznego związku. Próbowałam naprawdę niemal
        wszystkiego: od grzecznego tłumaczenia, używania rozsądnych argumentów, do
        wielkich awantur i zagrożenia rozwodem. Nie skutkuje nic, co najwyżej mąż
        uspakaja się na tydzień, dwa. On prawdopodobnie nie umie funkcjonować bez
        awantury co jakiś czas. Jedyną rzeczą, której jeszcze nie wypróbowałam jest
        terapia małżeńska, ale teraz mam do niego już tak negatywny stosunek po ponad 20
        latach wspólnego pożycia, że nie bardzo widzę w tym sens.
        Do czego zmierzam? Jeśli nie skutkują żadne rozsądne metody rozwiązania
        konfliktów, jeśli współmałżonek nie chce zrozumieć, że nas krzywdzi, że wyrządza
        zło, lepiej wcześniej się usamodzielnić, choćby to było nie wiem jak trudne. Im
        dłużej trwa się w takim związku, tym trudniej się z niego wyzwolić. Mój syn jest
        teraz w okresie dojrzewania, mimo wielu poniżeń, bardzo kocha ojca, potrzbuje go
        akurat w tym momencie najbardziej i ja znowu nie mogę się uwolnić od tego
        naprawdę już ponad moje siły związku. Czuję się kompletnie bezradna, a to bardzo
        przykre uczucie.
        • kol.3 Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 13.06.09, 14:40
          Po swoich niektórych znajomych widzę, że niektórzy mężowie bardzo źle znoszą
          wszelką aktywność zawodową żon, co więcej dostają szału jak żonie się wiedzie w
          życiu zawodowym, jak podwyższa kwalifikacje, awansuje i zarabia bardzo dobrze,
          lepiej od męża i zajmuje coraz to wyższe stanowiska. Przy dzieciach źony są
          wyśmiewane, poniżane, podważana jest ich zdolność do osiągnięcia czegokolwiek.
          Nie wiem co daje kobiecie taki związek oprócz zgryzoty, tym bardziej, że
          przeważnie ona zarabia lepiej albo dużo lepiej i ma świetne perspektywy
          zawodowe. A dla dzieci to wielkie obciążenie psychiczne i bardzo zły przykład.
    • krzysztof-lis Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 14.06.09, 11:50
      > Dodam jeszcze że mąż nie zamierza uczestniczyc w obowiązkach
      > domowych bo jak twierdzi jego bardzo dużo zarobki są
      > wystarczającym wkładem w nasze gospodarstwo.
      > Oświadczył, że jeśli przyniose do domu tyle pieniędzy co on to
      > wtedy porozmawiamy o podziale obowiązków domowych, do tego czasu
      > to jest moja broszka i mam się z tym pogodzic.

      Trochę mu się nie dziwię
      • triss_merigold6 To proste 14.06.09, 14:04
        Skoro więc wkład pana w wychowanie dzieci, zajęcia domowe oraz
        relacje małżeńską jest niemal zerowy i ogranicza się do
        przekazywania pieniędzy to dla pani znacznie lepszy będzie rozwód i
        alimenty. Wkład pana w wychowanie dzieci, zajęcia domowe i relację
        małżeńską nadal będzie zerowy, kasę przekaże a żonie oszczędzi
        stresów. Przy wysokich dochodach i niemal zerowym wkładzie
        bezpośrednim pana, żona jest w stanie wywalczyć wysokie alimenty - z
        jej strony tzw. starania własne wypełniają obowiązek alimentacyjny.
        • krzysztof-lis Re: To proste 14.06.09, 14:36
          > Skoro więc wkład pana w wychowanie dzieci, zajęcia domowe oraz
          > relacje małżeńską jest niemal zerowy i ogranicza się do
          > przekazywania pieniędzy to dla pani znacznie lepszy będzie rozwód i
          > alimenty

          Całkiem niezły pomysł, dla pana również korzystny.
          • kol.3 Re: To proste 14.06.09, 15:07
            Ten pan nie potrzebuje żony tylko sprawnej gosposi. Niestety niektórzy panowie
            mylą te dwie funkcje. To, że pan zawodowo zajmuje wysokie stanowisko i zarabia
            dużo, nie oznacza że jako mężczyzna jest mądry i dojrzały.
            • krzysztof-lis Re: To proste 14.06.09, 16:58
              > Ten pan nie potrzebuje żony tylko sprawnej gosposi.

              Opłacenie gosposi byłoby tańsze
          • triss_merigold6 Re: To proste 14.06.09, 15:49
            Dla pana mniej ponieważ z pozostałych mu po zapłacaeniu alimentów
            środków będzie musiał opłacić kogoś do sprzątania, gotowania i
            robienia zakupów albo robić to samodzielnie.
            Dodatkowo sąd może określić częstotliwość spotkan z dziećmi - także
            w weekendy i wakacje więc pani będzie miała trochę czasu dla siebie
            i na odpoczynek.
            Jeśli rodzina mieszka poza Polską to dla pani tym lepiej - sądy w
            cywilizowanych krajach skutecznie egzekwują alimenty w wysokości
            pozwalającej na utrzymanie dzieci na dotychczasowym poziomie.


            Pan wtedy będzie mógł w pełni poświęcić się pracy.
            • kol.3 Re: To proste 14.06.09, 18:49
              Otóż to.
      • kol.3 Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 14.06.09, 15:11
        Pozostaje pytanie, czy stanowisko pana wymaga siedzenia tyle godzin w pracy, czy
        jest ucieczką z domu. Czy ten pan jest prezesem GM?
        • krzysztof-lis Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 14.06.09, 16:59
          > Pozostaje pytanie, czy stanowisko pana wymaga siedzenia tyle
          > godzin w pracy, czy jest ucieczką z domu.

          Znając życie oba te czynniki mają wpływ na to, że pan siedzi w domu. Z domu, w
          którym pani mu nieustannie truje dupę
          • triss_merigold6 Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 14.06.09, 17:14
            I dlatego przerwanie tego chorego układu będzie dla wszystkich
            najlepszym wyjściem.
            Panu nikt nie będzie truł za to będzie mógł dowolną ilość czasu
            spędzać w pracy na zarabianiu pieniędzy a 2x w tygodniu wystąpi jako
            efektywny ojciec tzn. zajmie się dziećmi od A do Z.
            Pani zyska spokój i więcej wolnego czasu.
            Dzieci - spokój z szansą, że tatuś stęskniony te 2x w tygodniu nie
            będzie się wydzierał a nawet zapewni jakieś wspólne atrakcje.
            Pani powinna tylko zadbać aby spotkania z dziećmi nie odbywały się u
            niej w domu.
    • migu-sia Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 14.06.09, 17:51
      Dziekuję Wam bardzo za odzew.
      Sebalda mój mąż także wyżywa się na synku i to niespełna 7-latku.
      Stale
      musze mu zwracac uwagę żeby odnosił sie do dziecka normalnym tonem a
      nie
      wrzaskiem. Męża irytuje, że synek jest rano powolny, wolno je
      kanapkę
      czy się ubiera. Codzienne swoite kuriozum w naszym domu to mąż
      leżący
      rano w wannie (leży tak 15-20 min podczas gdy ja uwijam się jak
      mrówka
      szykując wszystkich do wyjścia) wrzeszczacy na dziecko, że się za
      wolno
      ubiera, za wolno je itp. Argumenty, że większośc dzieciw tym wieku
      tak
      się zachowuje do męża nie docierają. On chciałby żeby dzecko było
      karne
      jak żołnierz. Ja także się boję, że nie zdołam obronić synka przed
      mężem, że zniszczy mu psychikę, która i tak jest bardzo krucha.
      Dziś nieoczekiwanie pojawiło się światełko w tunelu mąż wstępnie
      zgodzil się na terapię i próby wyprawcowania jakiegos kompromisu.
      Kartę do konta oddał dzisiaj rano gdy mu uświadomiłam, że mam do
      niej pełne prawo i jeśłi tego nie zrobi to go do tego zmuszę
      sądownie. Poza tym uzmysłowiłam mu, że pieniądze które zrabiamy, czy
      mu się to podoba czy nie, są wspólne i oboje mamy prawo nimi
      rozporządzac. Poz tym udało mi się dzisiaj zbic prawie każdy jego
      zatrzut po moim adresem co nie było trudne biorąc pod uwage ze
      zarzuty sa wręcz przekomiczne. Np. zarzut, że trwonię pieniądze na
      ubrania i mam aż 5 par dzinsów - no niesamowita sprawa doprawdy.
      Zarzut śmieszny tym bardziej że sam ma z 10 par a poniżej Bossa i
      Hiflighera nie schodzi. Wiem że to brzmi załosnie ale my naprawde
      kłócimy się o takie rzeczy, mój mąż sprowadza dyskusję do takiego
      poziomu. Poza tym uzmsłwowiłam mu, że zaden sad nie uwierzy w to że
      jestem rozrzutna tylko na tej podstawie, że wydaję moją marną pensję
      (i to nie całą )na ubrania, kosmetyki dla siebie i dzieci. Na wojaże
      zagraniczne nie jeżdze w spa się nie wyleguję, futer i biżuterii nie
      kupuje, chociaz byłoby nas na to stac.
      Triss masz rację, że niczym moja sytuacja w tej chwili nie rózni
      się od sytuacji matki samotnie wychowującej dzieci a nawet jest
      gorsza bo ja jeszcze musze znosic humory i poniżenie ze strony pana
      i władcy.
      Panie Krzysztofie Lis a nie dziwi się Pan, że ja chcąc nie chcąc
      muszę miec ochote na prace domowe, mimo ze również pracuje zawodowo,
      kształcę sie i praktycznie samodzielnie wychowuję dzieci.
      Najbardziej porażajace w tym wszystkim jest to, że mąz zarzuca mi
      egoizm.

      Jestem pełna obaw co do efektów terapii bo mąz nie przyjmuje żadnych
      argumentów. Czasami myśle, że obrałam zła takykę może nie nalezy
      udowanic mu swoich racji ale jak radzą mi niektóre koleżanki
      dyplomatycznie i sprytem próbowac uzyskac coś dla siebie. Tyle, że
      ja potrzebuje partnera a nie dużego dziecka.


      • krzysztof-lis Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 14.06.09, 18:04
        > Panie Krzysztofie Lis a nie dziwi się Pan, że ja chcąc nie chcąc
        > muszę miec ochote na prace domowe, mimo ze również pracuje
        > zawodowo, kształcę sie i praktycznie samodzielnie wychowuję dzieci.

        Uważam po prostu, że działasz nie w tym kierunku, co powinnaś.

        Jeśli facet pracuje tyle, co napisałaś, przesadą jest jeszcze ciąganie go do
        roboty w domu. W pierwszej kolejności niech zmieni pracę na mniej obciążającą,
        od razu będzie lepiej.
        • agusia-g Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 15.06.09, 07:42
          Najlepsza propozycja była już wyżej wspomniana -podjecie pracy jak
          najszybciej!!Usamodzielnić się zerwać z niewolnictwem postawić sprawę
          jasno-wracam do pracy i życia wśród ludzi,znajomych itd. Kiedy Ty pójdziesz do
          pracy i będziesz mogla się w pełni rozwijać zawodowo mąż zobaczy ze jednak nie
          jest tak jak uważa ze radzisz sobie ze tak naprawdę nie żyjesz tylko dzięki jego
          zarobionej kasie. Ze nie wystarczy ubiór z ciucholandu ze tez musisz wyglądać
          zadbać o swój wizerunek. Kiedy i Ty będziesz pracować on może ilość godzin
          spędzonych w pracy spożytkować na spędzanie wspólnego czasu z rodzina. Nie
          będzie tak zapracowany i zmęczony. Dzięki Twojej aktywności zawodowej będziecie
          mieć jeszcze więcej środków co pozwoli Wam żyć na podobnym poziomie a nawet
          lepszym. Będzie miał więcej entuzjazmu i ochoty zrobić coś ponad swa praca.
          Opiekunka czy przedszkole dla dzieci, pani sprzątająca albo podział obowiązków
          tak jak jest jednak w większości rodzin. Czasy niewolnictwa się dawno skończyły
          to od Ciebie głównie zależy byś podjęła te decyzje wracam do życia aktywnego
          zawodowo koniec kropka. Jeśli się kochacie ten kryzys przetrwacie ale na pewno
          nie tkwiąc w tym nadal pora na zmiany!!!!
          • moreno68 Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 15.06.09, 15:04
            Czy nie możecie zatrudnic kogoś do prowadzenia domu?Wiem to nie jest
            najważniejszy problem w Waszym związku, ale przy częstotliwości jego
            pracy plus 3 dzieci plus Twoja praca katowanie się domowymi
            obowiązkami typu sprzątanie jest dla mnie absurdalne , jeżeli
            dochody pozwalają Wam zatrudnic kogoś do pomocy:).Człowiek wypoczęty
            łatwiej podejmuje logiczne decyzje.
          • krzysztof-lis Re: Rodzina na krawędzi - proszę o radę-długie 15.06.09, 20:47
            > Kiedy i Ty będziesz pracować on może ilość godzin spędzonych w
            > pracy spożytkować na spędzanie wspólnego czasu z rodzina. Nie
            > będzie tak zapracowany i zmęczony.

            Dlaczego odkładać tę zmianę dopiero na moment, gdy wątkotwórczyni pójdzie do pracy?
        • kol.3 Re: krzysztof Lis 15.06.09, 17:56
          Właśnie, że autorka wątku działa w bardzo dobrym kierunku. Podziwiam ją, że
          mając tak szalone obciążenie w domu, dokształca się i pracuje. I to jest jedyny
          właściwy kierunek przy takim mężu, jaki jest. On także powinien to docenić, ale
          jak widać tak nie jest. Jeśli jest to typ mężczyzny, którego uwiera kobieta dużo
          warta, to bym się z nim rozstała, bo rzeczywiście sporo jest zakompleksionych
          mało wartych panów, którzy podbudowują się, niszcząc swoją kobietę. Po drugie -
          nie jestem zwolenniczką nakładania na jedną osobę w rodzinie odpowiedzialności
          za jej materialne zaopatrzenie. Znacznie bezpieczniej jest, jeśli ta
          odpowiedzialność rozkłada się na dwoje.
          Po trzecie - im bardziej aktywna zawodowo będzie żona i im lepsze będą jej
          zarobki, tym mniejszą presję będzie odczuwał mąż i rzeczywiście będzie mógł
          poszukać pracy mniej obciążającej czasowo i psychicznie. W tek chwili nie jest
          to takie oczywiste.
          • krzysztof-lis Re: krzysztof Lis 15.06.09, 20:25
            > Właśnie, że autorka wątku działa w bardzo dobrym kierunku.
            > Podziwiam ją, że mając tak szalone obciążenie w domu, dokształca
            > się i pracuje. I to jest jedyny właściwy kierunek przy takim mężu,
            > jaki jest.

            Jedyny właściwy kierunek to najpierw odciążyć męża z pracy. O ile dobrze
            zauważyłem, wątkotwórczyni napisała, że mąż zachowuje się tak głównie ze względu
            na stresującą pracę. Pewnie jak zmieni pracę, to się mu poprawi.

            > Po trzecie - im bardziej aktywna zawodowo będzie żona i im lepsze
            > będą jej zarobki, tym mniejszą presję będzie odczuwał mąż i
            > rzeczywiście będzie mógł poszukać pracy mniej obciążającej czasowo
            > i psychicznie. W tek chwili nie jest to takie oczywiste.

            Rzeczywiście
Pełna wersja