migu-sia
13.06.09, 09:42
Bardzo proszę o pomoc i radę.
Jesteśmy z mężem na równi pochyłej. Od początku nasze małżeństwo
należało raczej do burzliwych, oboje jesteśmy impulsywni więc o
kłótnię
nigdy nie było trudno, za to zazwyczaj szybko żałowaliśmy swoich
słów i godziliśmy się.
Jesteśmy małżeństwem od 12 lat mamy troje dzieci 7 i 4 i 2 lata.
Żeby za bardzo nie rozwlekac to w skrócie: mój mąż ma bardzo
odpowiedzialną i stresującą pracę, rzadko bywa w domu, często
pracuje też
w weekendy. Zarabia bardzo dużo. Ja również pracuję, zarabiam
ułamek tego co on.
Dodatkowo dokształcam się, robie coś w rodzaju specjalizacji w moim
zawodzie,
kosztuje mnie to sporo stresów,wyrzeczeń i wymaga ogromnego wysiłku
umysłowego. W zasadzie sama prowadzę cały dom. Od powiedzmy ok. 5
miesięcy
mamy panią do sprzątania, która przychodzi 1 raz w tygodniu.
Poza tym sama bez udziału męża wychowuje dzieci - kąpie usypiam,
czytam do snu, karmię, rano robię kanapki, ubieram, doglądam
odbieram, zawoże do szkoły itp. Udział mojego męża, jego zdaniem
ogromny, sprowadza się do tego, że średnio raz na 2-3 miesiące
pojedzie z dzecmi na basen, chętnie też zabiera je do
centrum handlowego, odwozi 2-3 razy tygodniu syna do szkoły.
Mąż na pewno bardzo kocha dzieci ale cierpliwośc
ma tylko do najmłodszego, starsze drażnią go tak bardzo że
prawie cały czas na nie wrzeszczy. W ten sposób podobno je
wychowuje.
Do obowiązków męża należy też robienie opłat,
zakupy od czasu do czasu - z tego obowiązku też w pewnym zakresie
sama go zwolniłam. Kiedys wytknął mi, że nawet zakupów nie potrafię
zrobic, wiec ja chcąc mu udowodnic, że jest inaczej wzięłam równiez
ten
obowiązek na siebie. Na tej samej zasadzie zaczęłam też składac np.
meble
z Ikei żeby pokazac, że nie jest to dla mnie problem.
Mój mąż nie wiedziec czemu ( stąd ta cała wylicznka wyżej odnośnie
naszych obowiązków)zarzuca mi, że z nic z siebie nie daję i z niczym
sobie nie radzę (czytaj. z prowadzeniem domu i w ogóle życiem), że
bez pani do sprzątania bym zginęła. I dalej :że nie potrafię
podejmowac decyzji a do lumpeksów chodzę nie dlatego, że oszczędzamy
na większe mieszkanie i że staram się nie trwonic ciężko przez niego
zarobionych pieniędzy ale dletego, że nie potrafie zdecydowac co mi
się podoba a tam przynajmniej mogę tanio kupic dużo a następnie
oddac to
co mi się nie podoba. Kiedyś sprawdzał jakie rzeczy znajdują się w
torbach, które
przygotowałam do oddania porządkując i odświerzając szafy.
Według mojego męża jestem nielogiczna, nierozsądna przy czym mój mąż
w
kłótniach ze mną nie używa tak delikatnych określeń. Ostatnio pare
razy kazał
mi wyp..c. Nie jestem w stanie mimo, że duzo już napisałam oddac
tego jak sie
czuję i jak mąż mnie traktuje. Mąż jest bardzo trudnym we współżyciu
człowiekiem,
podejrzewam, że w dużej mierze po prostu nie radzi sobie ze stresem
a te awantury w domu są odreagowywaniem ogromnej presji w jakiej
żyje.
Tyle, że ja już nie mam sił. Podcina mi skrzydła na każdym kroku
mówiąc,
że jestem nic nie warta, nikt mnie nie lubi, nie mam koleżanek
(mieszkamy za
granicą)itp. Mówi też, że nie powinnam sie dokształcac bo i tak nic
z tego nie będzie, mimo że na uczelni bardzo dobrze sobie radzę.
Dla przykładu, gdy przeczytam w internecie (szukając np. przepisów)
że coś
np. jakiś produkt jest niesmaczny ktoś go nie poleca to mi potem sto
razy
wypomina, że nie mam własnego zdania bo jestem taka wpływowa - ktos
coś sobie palnął a ja od razu w to wierzę. Tak jakby internet nie do
tego
własnie służył -poszukiwania opinii innych osób na różne tematy.
Mąż ma jeszcze jedną potworną cechę, sprawy o których się mu mówi
i których słucha z radością i uśmiechem, za jakis czas w kłótni
potrafi
wypomniec zmieniając ich kontekst jakby zapominając, że jeszcze
całkiem
niedawno się z nich cieszyl i je aprobował. Ostatnio poszukujemy
kota,
dzieci od dawno pragną kotka a i mi spodobał się ten pomysł.
Pierwsza
reakcja męża była pozytywna, zdarzyło się nawet, że poszukiwal z
nami
odpowiedniej rasy. Niestety po paru dniach za przeproszeniem wy…ał
mi
że jestem podatna i infantylna, ze zobaczyłam kota u znajomych to
od razu
tez muszę mieć, że nie potrafie sama niczego wymyślic. Mąż też, co
jest nie
do zniesienia, wypomina mi sprawy z przed 3 – 4 lat, przypominając
jak byłam
(jestem ) nieporadna, nielogiczna, nie... itp. nawet jeśli te
problemy rozwiązaliśmy i sprawy te
funkcjonują prawidłowo.
Nie dodałam jeszcze, że od początku naszego małżeństwa mąż w
zasadzie nie zmienił stylu życia. Z kolegami spotyka się kiedy chce,
natomiast ja praktycznie w ogóle nigdzie nie wychodzę - jedyne moje
wyjscia to z nim w gronie wspólnych znajomych.
Nie wiem czy z tego co napisałam da się stowrzyc jakiś obraz naszej
sytuacji. Dodam, jeszcze że ostatnio zaciekle się bronię i potrafię
byc bardzo kąśliwa co doprowadza go do szału. Dzis kłótnia
zakończyła się decyzją o rozwodzie i odebraniem mi karty do konta.
Kluczyki do samochodu rzuciłam mu w twarz. Po dzisiejszej kłótni
jestem na niego potwornie wściekła ale mimo wszystko nie wyobrażam
sobie rozwodu. Nie mogę tego zrobic naszym dzieciom, które oboje
kochamy nad życie. Nie wiem od czego zacząc przebudowe swoich
relacji z mężem.
Dodam jeszcze że mąż nie zamierza uczestniczyc w obowiązkach
domowych
bo jak twierdzi jego bardzo dużo zarobki są wystarczającym wkładem
w
nasze gospodarstwo.
Oświadczył, że jeśli przyniose do domu tyle pieniędzy co on to wtedy
porozmawiamy o podziale obowiązków domowych, do tego czasu to
jest moja broszka i mam się z tym pogodzic.
Podkreślę jeszcze raz, że mąż rzeczywiscie bardzo dużo pracuje.
Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi i bardzo proszę o jakąs
radę.