carmena74
15.06.09, 15:20
I kolejna awantura. Od slowa do slowa znow ciche dni w domu.
Oczywiscie ja jestem winna i moj maz czeka na przeprosiny. Poszlo
o "kure domowa". Mamy poltoraroczne dziecko, siedze na urlopie
wychowawczym i 3 razy w tyg dorabiam po 2 godziny. I od poltoraroku
to praktycznie jedyne moje samodzielne wyjscia z domu, nie liczac 3
wizyt u fryzjera i ze 3 razy zakupow w centrum handlowym. Fajnie.
Nie wiem jak to ma byc. Nie tak wyobrazalam sobie bycie rodzina.
Mamy dobra sytuacje finansowa, fajny dom. Nie to do szczescie jest
potrzebne, ale to moje zdanie. Gdy czasem prosze meza, by przemyslal
ilosc pracy jaka wykonuje, bo raczej nie musi, to twierdzi, ze
trzeba odkladac bo zawsze moze byc gorzej. Ok. Tylko jakos nie widzi
tego, ze jego obowiazki i bycie z dzieckiem sprowadza sie do tych
trzech dni kiedy ja jestem w pracy, czyli jakies 9 godz w
tygodniu... No bo jak ja jestem to przeciez ja musze sie dzieckiem
zajmowac bo matka jestem i maly chce do mamy i juz. No chce, bo tate
ma tak rzadko, ze mama jest jego calym swiatem.
I jeszcze mam caly om prowadzic, bo on nie ma czasu, jest zarobiony
i zmeczony...A ja juz poprostu mam dosc. Prosze, ze chce wrocic
normalnie do pracy ale slyszce tylko, ze az tyle co on nie zarobie i
ze sie nie oplaca. O opiekunce tez moge zapomniec, no bo kosztuje a
ja zarobie wlasnie na nia...i nie oplaca sie. Niby tak tylko, ze ja
chyba juz mam dosc takiego zycia. chce byc matka ale tez normalna
kobieta. Gdy o tym rozmawiamy, to slysze, no wychodz sobie pezeciez
cie nie ograniczam tylko, ze jakos nie widzi, ze ja nie mam takej
okazji bo mam same obowiaki. Nawet wieczorne zachcianki meza
zaczynam traktowac jak obowiazek, bo po tygodniach gadania cale dnie
z maluchem na lozkowe igraszki poprostu nie mam ochoty.
Nie chce myslec, ze tak ma byc bo to on pracuje i zarabia i nas
utrzymuje a ja za to prowadze w domu wszystko.Ale tak to wyglada...
I tak ma byc?bo jesli tak wszystkim zajmuje sie sama moze maz mi
nie potrzebny?..tak czasem mysle.