lodie
15.06.09, 21:42
Witam serdecznie,
jesteśmy małżeństwem od 1,5 roku... krótko... i przeraża mnie to co się przez
tak krótki czas z nami dzieje... Mam córkę z poprzedniego związku, pół roku
temu urodził nam sie synek... ale już nawet nie o dzieci tutaj chodzi.
Ostatnio na weekend przyjechała moja mama z bratem. Na początku było ustalane
że mama z bratem i starszą córką będą spali na dużej kanapie, a ja z mezem i
synkiem ktory nad ranem ląduje u nas w łóżku na naszym łózku. Jednak mąż z
bratem popili sobie ostro i poprosilam meza aby spal z moim bratem na kanapie,
a ja z mama i dziecmi w naszym lozku. W pewnym momencie powiedzial mi "jutro
sobie pogadamy" tonem grozacym. kiedy poszli pić dalej na strych i robili
hałas poszłam ich uciszyc bo dzieci przez nich sie budzily. i wtedy mąż
wygarnął mi że wypie...m go z jego wlasnego łóżka, że to jest JEGO łóżko i
JEGO dom... że on wklada kazdy grosz w remont tego domu i ze na papierze to
jest JEGO dom, potem jeszcze slyszalam jak mowil ze jezdze sobie do mamy albo
po kolezankach a potem dzwonie zeby przyjechal... a on zmeczony po pracy musi
po mnie jechac... tylko nie zauwaza faktu ze nie przyjezdza tylko po mnie ale
przede wszystkim po nasze dzieci.... i ze ja wkladam kazdy grosz w dzieciaki i
poswiecam im cale dnie a wieczorami pracuje to tez sie nie liczy... czy mam
uznac ze w takim razie to są tylko MOJE dzieci? juz kiedys kiedy omawialismy
plany jaka duza ma byc jadalnia a jaki duzy salon powiedzial mi ze to jest
jego dom i jakas baba nie bedzie mu sie wtracala... bo on musi miec gdzie
powiesic 50calowy tv jest cholernym egoistą... nie za takiego faceta
wychodzilam za maz... przemawia przez niego kawalerskie zycie...\ kiedy
mieszkal sam... robil co chcial i kiedy chcial... sam dla siebie... zrobil sie
antyrodzinny... nie rozumie co to znaczy miec rodzine i poswiecic sie jej choc
troche... jest to dla niego wielkim problemem... teraz sie do siebie nie
odzywamy... nawet mnie jeszcze nie przeprosil... zachowuje sie tak jakbym to
ja zrobila cos okropnego...