Problemy z mezem - dlugie

23.06.09, 23:01

Pisze, zeby sie wyzalic a moze proszac o ocene, bo nie wiem czy to ja popadam
w paranoje czy naprawde cos jest nie tak.
Mieszkamy z mezem w Anglii, w lutym urodzilo nam sie drugie dziecko wiec
wkrotce bo narodzeniu coreczki pojechalam z obojgiem dzieci do Polski, gdzie
mieszka moja mama, aby mi pomogla przy dzieciach (maz pracuje praktycznie caly
dzien, wraca do domu ok. 21szej). Maz w miedzyczasie dzwonil, wiec wszystko
bylo w miare ok, tylko coraz trudniej bylo go zastac na gadu gadu, bo bardzo
czesto wieczorami chodzil do naszych wspolnych znajomych (malzenstwa). W maju
polecialam z mlodszym dzieckiem do meza na 10 dni, steskniona, maz przywital
nas na lotnisku kwiatami i ogolnie bylo bardzo milo. Koszmar rozpoczal sie
nastepnego dnia. Siedzac przy jego komputerze przypadkiem odkrylam, ze
prowadzi sex-chat z dawna znajoma ze studiow, nie doczytalam wszystkiego bo az
mi sie ciemno zrobilo przed oczami ale wydaje mi sie, ze wynikalo z tego, ze
sie tez sobie pokazywali na Skypie itd. Wkurzylam sie strasznie i wyszlam z
domu, maz akurat wracal z pracy i pytal, co mi jest, na co ja powiedzialam, ze
ide sie przejsc. Wrocilam, a on zgrywa glupa i pyta, czy ja sie zloszcze o to,
ze on tak dlugo pracuje, przeciez wiem, ze on musi pracowac itd., itp. Wiec ja
mu na to, ze on dobrze wie o co jestem zla. On zgrywal glupa wiec w koncu
powiedzialam, ze chodzi o ten sex chat. Okazalo sie, ze on w miedzyczasie
usunal archiwum wiec nie moglam sie odwolac do konkretow i probowal sie
wyprzec, jakoby w tresci rozmow bylo cos zdroznego, w koncu przyparty do muru
przyznal sie, ze mu wyslala jakies swoje nagie zdjecia, wyslal jej przy mnie
smsa, ze zrywa z nia kontakty itp., odbylismy szczera rozmowe i mialam
nadzieje, ze retszta dni bedzie jakos lepiej spedzona, ze postara sie mi
niejako zrekompensowac ten niemily poczatek, zmazac wine czy jakkolwiek to
okreslic. Pierwszego wolnego dnia bylismy na plazy sami, tzn. maz, ja i
coreczka, maz lezy zmeczony na kocu i prawie sie nie odzywa, ja probouje cos
zagaic, bawie sie z Mala, po godzinie pobytu maz stwierdza, ze jest glodny,
meczy go slonce i ze wracamy. Nastepnego dnia znowu wyprawa na plaze, tym
razem oprocz nas sa 2 znajome z dziecmi. Moj maz to gwiazda: biega, tanczy,
popisuje sie, gada z kolezanka jak najety, ida razem po lody, potem razem
wracaja z plazy, ja oczywiscie zajmuje sie dzieckiem. Siedzimy na plazy ponad
3h i maz nawet nie pisnie o nadmiarze slonca czy zmeczeniu. W miedzyczasie
mamy tzw. romantyczny malzenski spacer, na ktory wysyla nas rzeczona kolezanka
mowiac, ze ona sie w miedzyczasie zajmie naszym dzieckiem. Ja ide ze srednia
ochota widzac, ze zostalo to zainicjowane z zewnatrz, a nie przez meza, a on w
ogole bez entuzjazmu. Pozostale dni - maz od rana do wieczora w pracy,
dodzwonic sie do niego nie mozna bo ciagle wisi na telefonie, pierwszego dnia
po pracy stwierdzil, ze wpadnie jak zwykle na kawke do znajomych i wrocil po
22giej, a rano szedl na 9ta robic jakies nadgodziny, mimo ze normalnie chodzi
na 11sta, w soboty tez szedl na fuche, wiec w zasadzie zostaly nam 2
niedziele, ktore tez spedzalismy czesciowo razem a czesciowo osobno. Wiekszosc
czasu siedzialam wiec sama z dzieckiem w domu i spotykalam sie ze znajomymi z
dziecmi, ale caly czas meczylo mnie co robi i do kogo akurat wydzwania i po
co. Te znajome obie sa mezatkami i na pewno nic fizycznego ich nie laczy, ale
bolalo mnie, ze zamiast spedzac czas z nami woli isc/dzwonic/smsowac z nimi.
A, zapomnialam dodac, ze w niedziele zaczynalo sie smsowanie, maz dostaje
smsa, maz odpisuje, dostaje, odpisuje, i tak doslownie co 5 minut lub
czesciej, gdy chcialam cos zagadac to akurat ogladal film i prosil, zeby nie
przeszkadzac, ale robil regularne przerwy by odebrac smsy i odpisac na nie.
Bylam tak chora i umeczona ta cala sytuacja ze nie moglam sie doczekac powrotu
do PL, kazda proba rozmowy z mezem konczyla sie stwierdzeniem, ze sie czepiam
i ze ciagle narzekam i mam jakies fochy, ze przesadzam. Czulam sie kompletnie
zignorowana i przesunieta na plan dalszy, najwazniejsi znajomi, smsy itp.
Teraz jestem juz w Polsce i okazuje sie, ze maz nie poszedl w ta sobote na
fuche bo sie nie oplacalo (a gdy ja tam bylam, prosilam, zeby nie szedl,
zebysmy mieli chociaz 1 dzien wiecej dla siebie - twierdzil, ze dramatycznie
potrzebuje kasy i musi isc). Dobija mnie ta cala sytuacja, nie wiem co robic.
Mam wrocic do meza do Anglii we wrzesniu z dziecmi ale szczerze mowiac po tym
horrorze nie mam na to ochoty, on nie widzi problemu lub udaje, ze go nie
widzi. On twierdzi, ze przeciez wyeliminowal zachowania, ktore mi sie nie
podobaly (po moich awanturach), ze przeciez tylko raz poszedl wieczorem do
znajomych, ze co do reszty to przesadzam a smsy to taka zabawa (do mnie
dziewczyny tez pisaly, to fakt, ale ja nie odpisywalam co 2 minuty i nie
spalam z telefonem przy uchu!). Wczesniej gdy mieszkalismy razem w Anglii tez
mielismy znajomych ale wiekszosc czasu spedzalismy razem, czasem sie do kogos
szlo, czasem ktos do nas, ale nie bylo tej telefonicznej paranoi i czulam, ze
moge z mezem pogadac, czulam jakies zainteresowanie, bylo zycie w tym zwiazku.
Teraz mam wrazenie, ze nawet gdy on fizycznie jest w domu, co sie nieczesto
zdarza, to tak naprawde jest gdzie indziej. Najgorsze jest to, ze wszelkie
proby komunikacji spelzly na niczym, wrocilam smutna i rozczarowana, teraz
czekam na przylot meza do PL za 2 tygodnie ale wyczekuje go bardziej z obawa
niz z radoscia. Ja po prostu nie wiem co sie dzieje, napiszcie prosze co o tym
myslicie jesli dobrneliscie az tu, jak ja sie powinnam zachowac, co robic
    • krzysztof-lis Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:21
      > Wkurzylam sie strasznie i wyszlam z domu, maz akurat wracal z
      > pracy i pytal, co mi jest, na co ja powiedzialam, ze ide sie
      > przejsc. Wrocilam, a on zgrywa glupa i pyta, czy ja sie zloszcze o
      > to, ze on tak dlugo pracuje, przeciez wiem, ze on musi pracowac
      > itd., itp. Wiec ja mu na to, ze on dobrze wie o co jestem zla. On
      > zgrywal glupa wiec w koncu powiedzialam, ze chodzi o ten sex chat.

      Jak dla mnie facet miał prawo nie wiedzieć o co się wściekasz, skoro mu o tym
      nie powiedziałaś.

      > Te znajome obie sa mezatkami i na pewno nic fizycznego ich nie
      > laczy, ale bolalo mnie, ze zamiast spedzac czas z nami woli
      > isc/dzwonic/smsowac z nimi.

      Ale nie bolało Cię, gdy wolałaś pojechać do mamy spędzać czas z nią, niż z mężem?

      Wróciłaś po długim czasie, gdy mąż się przestawił na tryb życia "kawalerskiego"
      i oczekujesz, że nagle po Twoim powrocie jemu się wszystko szybko przełączy w
      tryb gdy masz dla niego czas?
      • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:40
        Tak, myslalam, ze na te pare dni on sprobuje sie jakos przelaczyc, tak jak ja
        bym to dla niego zrobila. Pomoc mamy byla nieoceniona przy dwojce malych dzieci
        z mala roznica wieku, to nie to, ze ja wolalam, po prostu oboje uznalismy takie
        rozwiazanie za najrozsadniejsze z jego godzinami pracy. Teraz mysle, ze nie
        powinnam byla wyjezdzac ale nie pytam, co trzeba bylo zrobic tylko co zrobic teraz?
        • miacasa Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:49
          Teraz mysle, ze nie
          > powinnam byla wyjezdzac ale nie pytam, co trzeba bylo zrobic tylko co zrobic te
          > raz?

          teraz wykorzystaj pobyt męża w Polsce by ponownie się do niego zbliżyć i by od
          nowa poczuł się ojcem a później wróć z nim i dziećmi, zakończ pobyt u mamy
          • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:54
            Nie wiem czy zdaze sie z tym wszystkim ogarnac, mam tu pare spraw
            niepozalatwianych i wieli comeback mial byc na poczatku wrzesnia. A co jesli w
            PL sie nie zblizymy?
            • miacasa Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 00:03
              A co jesli w
              > PL sie nie zblizymy?

              To zrobicie to już na miejscu po powrocie do domu, bo wasz dom jest tam i tam
              też powinniście zawalczyć o waszą rodzinę, razem. Tylko jak to mówiła pewna
              znana mi policjantka "po dobroci, z mężem żona musi po dobroci, bo inaczej to on
              się najeży i nic z tego nie wyjdzie".
    • mk271 Re: Problemy z mezem - dlugie 23.06.09, 23:52
      Ja myślę że powinnaś ratować małżeństwo. Wbrew pozorom opieka nad dwojgiem
      dzieci nie jest taka trudna jak ludzie mówią. Trzeba tylko dobrze się
      zorganizować. Mój mąż też pracuje długo, mamy 2-letnie bliźniaki, jakoś sama
      dawałam radę, nie potrzebowałam pomocy. Teraz jedynie, kiedy jestem w pracy
      dziećmi zajmuje się moja mama, a od września idą do żłobka.
      Wg mnie powinnaś spróbować, na prewno łatwo nie będzie, ale rodzina jest tego
      warta. Życzę powowdzenia
      • agusia-g Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 07:09
        JAK DLA MNIE ALBO WRACASZ Z NIM ALBO ON ZOSTAJE TU BO JAK WIDAĆ ROZŁĄKA NA WAS
        BARDZO ŹLE PODZIAŁAŁA WIEC STARAJCIE SIĘ JEJ UNIKAĆ. NIE TŁUMACZ SIĘ ZE MASZ
        JESZCZE COŚ DO ZAŁATWIANIA TUTAJ POSTARAJ SIĘ ZROBIĆ WSZYTKO JAK NAJSZYBCIEJ I
        WRACAJ Z NIM I DZIEĆMI. CO ZROBIĆ?? NIE BOCZ SIĘ NA NIEGO TYLKO DAJ MU POCZUĆ
        KIM DLA NIEGO JESTEŚ A ON DLA CIEBIE. WRÓĆCIE DO ŻYCIA KTÓRE WCZEŚNIEJ
        PROWADZILIŚCIE NA PEWNO SIĘ UDA!!!!
    • kicia031 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 09:41
      Mysle, ze niepotrzebnie wyjezdzalas do mamy. Zalozylas rodzine z
      mezem i powiniscie byc razem.

      Teraz po prostu musicie oboje odbudowac wasz bliskosc.
      • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 10:11
        Ja na pewno sprobuje ale musze miec swiadomosc, ze on widzi problemy i tez stara
        sie cos naprawic, bo jak na razie to jedyna osoba, ktora ma problem jestem ja
        sama. Nie wiem tylko ktora droga do niego dotrzec
    • mala-beti Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 10:26
      Mirelka07 napisała:
      >
      >Wczesniej gdy mieszkalismy razem w Anglii tez
      >mielismy znajomych ale wiekszosc czasu spedzalismy razem, czasem
      >sie do kogos
      >szlo, czasem ktos do nas, ale nie bylo tej telefonicznej paranoi i
      >czulam, ze
      >moge z mezem pogadac, czulam jakies zainteresowanie, bylo zycie w
      >tym zwiazku.
      >Teraz mam wrazenie, ze nawet gdy on fizycznie jest w domu, co sie
      >nieczesto
      >zdarza, to tak naprawde jest gdzie indziej.

      Skoro wcześniej było między Wami w porządku sama widzisz, że błędem
      był wyjazd do Polski do mamy. Po co wyjechałas?
      Było wam razem dobrze, spędzaliście razem czas.
      Wróć razem z nim , tam jest twoje miejsce, tam jest rodzina.

      Nie wiesz jak TY byś się zachowywała, gdyby mąż wyjechał do swojej
      mamy i cię zostawił, jakbys się zmieniła..

      Dlatego gdy mąż przyjedzie próbuj sie zblizyć do niego,zostawiając
      za sobą problemy, zacznij od nowa i niezadręczaj go by "przyznawał
      ci rację" tylko oboje zacznijcie od nowa.
      I wróć z nim ,a po pewnym czasie na pewno będzie dobrze.I nie
      pozwalaj więcej na taką rozłąkę.
      pozdrawiam:)
      • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 10:48
        Mi jest potrzebne to, zeby on przyznal, ze jest problem, bo tak na razie to
        jedyna osoba umeczona ta cala sytuacja jestem ja. Nie zamierzam go o to
        zadreczac na wieki ale nie moge wrocic jak gdyby nigdy nic bo to by bylo
        rownoznaczne z przyzwoleniem na taka sama sytuacje jaka byla w czasie mojej
        wizyty. Chce, zeby on wiedzial, ze tak jak jest teraz jest zle, zeby zrozumial
        dlaczego tak jest zle i zeby wspolnie ze mna dazyl do powrotu normalnosci.
        Dopoki on tego nie zrozumie, sam moj przyjazd nic nie da
        • marzeka1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 11:24
          Nie rozumiesz jednego- NA ODLEGŁOŚĆ niczego nie załatwisz, rozmowy przez
          telefon, smsmy niczego nie załatwią. Jak masz rodzonę i 2 dzieci, to macie być
          RAZEM, błąd popełniłaś, wyjeżdżając do mamy i -mamy teraz koniec czerwca-
          piszesz o powrocie we wrześniu??? Tylko wracając do męża z dziećmi, masz sznasę
          (wcale nie pewność), że uda wam się związek i rodzinę odbudować. Bo ty
          zafundowałaś mężowi powrót do kawalerskich czasów, co mu się spodobało, a poza
          tym- KIEDY on ma pobyć ojcem?-jako bankomat tylko?
          Mąż też ma winę, ale na odległość NICZEGO nie załatwicie, a tylko nakręcać się
          będziecie.Związki na odległość to kiepski pomysł, a rodzina na odległość-
          jeszcze gorszy.
          • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 11:39
            No to jest racja, chyba przebukuje te bilety faktycznie
    • agnisia.1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 11:37
      Witaj, mirelka. Rzadko sie tu udzielam, ale przeszlam przez baaardzo
      podobna historie, tez dwojka malenkich dzieci i cala rodzina
      podrozujaca za mezem. W pewnym momencie, z roznych wzgledow, maz
      wyjechal sam. Mialo byc krocej, bylo dluzej... Niby telefony,smsy,
      czaty, ale... albo rozpaczasz i rozpamietujesz i jest Ci zle, albo
      bierzesz sie w garsc, zaczynasz zyc "tutejszym" zyciem i chcac nie
      chcac oddalasz sie...

      Po pol roku zapadla decyzja (z mojej inicjatywy), ze tak dluzej sie
      nie da, ze zawsze musimy byc razem, ze zaden czat ani rozmowa
      telefoniczna nie zastapi codziennego kontaktu, chocby poznym
      wieczorem. Ze aby utrzymac taka wiez, jaka chcemy, trzeba sie
      codziennie przytulic, spojrzec sobie w oczy, obgadac jak minal
      dzien... i te zle rzeczy tez. Bo przez telefon mowi sie same dobre,
      zeby nie zwalac swoich problemow na glowe partnerowi... on i tak ma
      swoje, o ktorych my z kolei tez sie nie dowiemy...

      Ja zaganiana obowiazkami, dom, dzieci, a maz... tez sie troche
      pogubil. Jak Twoj. Dlugo zajelo mi, zeby w ogole zaakceptowac, ze
      moj maz nie jest idealny, z przez te X lat razem byl, a teraz widze,
      ze jest tylko czlowiekiem, ze potrafi sie zgubic, zaplatac, ze jak
      nie jestesmy razem, to nikt inny za nas nie bedzie strzegl naszego
      malzenstwa i naszej nierozerwalnosci. Dlugo to trawilam,
      rozmyslalam, co by moglo sie jeszcze stac, gdybysmy tak dalej
      kontynuowali... my, kochajacy sie nad zycie, a mogloby nas nie byc,
      jak to mozliwe???

      Bardzo duzo wynioslam z tej lekcji, dojrzalam w pare miesiecy nad
      wyraz. Bardzo duzo tez rozmawialismy - zawsze z mojej inicjatywy.
      Maz otrzasnal sie szybko, byl pewien, ze chce, zeby bylo tak, jak
      dawniej. Ale nie widzial takiej potrzeby rozmowy. A ja ciagnelam,
      rozpoczelam rozmowy na tematy, ktorych nigdy nie poruszalismy, ktore
      byly jakby niepotrzebne, naturalne... Czego od siebie oczekujemy? Co
      to jest dla nas milosc? szczesliwe malzenstwo? Co jest dla nas w
      naszym zwiazku najwazniejsze, czego nam brakuje? Spisalismy nasze
      postanowienia i obietnice. Postanowilismy odzyskac wspolny czas, bez
      dzieci, akurat naturalnie nadszedl na to czas, mlodsze skonczylo 2
      lata. Zaczelismy sie z powrotem kochac, odnalezlismy w sobie
      namietnosc, ktora juz dawno zgubilismy, wrocilismy do robienia sobie
      niespodzianek, czasem flirtujemy, wysylamy sobie smsy jak na
      poczatku... Raz na pare miesiecy negocjujemy z rodzicami, zeby
      zaopiekowali sie dziecmi przez pare dni. Chyba nawet nie
      przypuszcczalam, ze sam na sam moze byc nam jeszcze tak cudownie;)

      Teraz juz wiemy - na odleglosc nie potrafimy tworzyc naszego
      zwiazku, takiego, jakiego go pragniemy. Zawsze i wszedzie bedziemy
      jezdzic razem, gdziekolwiek. Albo wcale. Choc nie dziwie Ci sie,ze z
      dwojka maluszkow wrocilas do mamy, ja zrobilabym to samo na bank.
      Dwojka dzieci z mala roznica wieku to stanowczo ciezsze zajecie niz
      blizniaki. Kto nie przezyl, ten nie zrozumie.

      Nie rozliczaj juz meza za przeszlosc, tego nie odwrocisz. Aczkolwiek
      i tak kazalabym sobie wytlumaczyc te smsy... i ze swojej strony
      wytlumaczylabym, ze to podwaza moje zaufanie. Ze nie widze w naszym
      malzenstwie miejsca na takie zagrywki. Ze musimy umiec razem
      rozmawiac o wszystkim, bo glupie i raniace tajemnice i tak kiedys
      ujrza swiatlo dzienne. A dla mnie najwazniejsze, zeby byc dla siebie
      lojalnym, prawdziwym, zeby moc darzyc meza niczym nie zmaconym
      zaufaniem. Na tym buduje malzenstwo.

      Wyczytalam niedawno piekne slowa - nawet w szczesliwym malzenstwie
      predzej czy pozniej zdarzy sie kryzys. To, czy obrocimy go w dobro,
      czy zlo, zalezy tylko od nas. Niektorzy twierdza, ze kryzys to
      zawsze pozytywne zjawisko - w malzenstwie pomaga przejsc na lepszy,
      glebszy poziom wiezi. Wlasnie tak staralismy sie przerobic nasza
      sytuacje. Wyszlo nam wspaniale, choc ja spokoj o przyszlosc i pelne
      zaufanie budowalam przez wiele miesiecy... A teraz patrze do tylu i
      z usmiechem zauwazam, ze teraz jest nam razem jeszcze duzo lepiej
      (jak to mozliwe, zapytalabym kiedys?) niz przed tym "dolkiem"...

      Bedzie dobrze, Mirelko. Tylko trzeba tego chciec. Oboje musicie tego
      chciec. Jak maz przyjedzie, zostaw w zamrazarce zapas mleka dla
      maluszka i ucieknijcie na pare godzin z domu (podejrzewam, ze caly
      dzien nie wchodzi na razie w gre), poswieccie ten czas DLA SIEBIE,
      macie tyle do odkrycia na nowo... Trzymam za Ciebie kciuki! :)
      • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 11:43
        Dziekuje za dluga, budujaca i sensowna wypowiedz, wezme sobie te rady do serca
      • agnisia.1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 11:43
        Odnosnie powrotu we wrzesniu, chcialam pisac to samo - wracaj do
        meza jak najszybciej sie da, najlepiej leccie tam razem od razu jak
        skoncza sie jego wakacje w PL. Maluszek konczy zaraz pol roku, teraz
        juz bedzie z gorki:)
        • nowy99 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 13:48
          Ale typ: żona pojechała wychowywać dzieci, a ten rozkręcił się
          kawalersko! O co tu walczyć? Najlepiej (gdyby nie dzieci) byłoby
          rzucić gnojka w cholerę i pójść w swoją stronę, nie oglądając się za
          babiarzem.
          To, że wyjechałaś wychowywać dzieci ABSOLUTNIE go nie tłumaczy ze
          zmiany stylu życia na kawalerski.
          Myślę, że już tak będzie do końca Waszego wspólnego związku: Twoje
          podejrzenia (absolutnie słuszne), jego pretensje, że się czepiasz.
          Prezkichane, współczuję Ci mocno.
          Ale to pokazało Ci, że mąż nie zdał egzaminu. Z życia, wierności,
          przysięgi małżeńskiej.
          Dziadyga.
          Ja bym nie wróciła. To on ma naprawić relacje między Wami. On ma
          latać wokół Ciebie i "organizować" Wasz czas by się od nowa zbliżyć.
          Im bardziej będziesz się starała, tym on będzie pewny swojej
          zwycięskiej pozycji i nie uszanuje Twoich starań. Tak niestety
          działają faceci. Trza im pokazać swoją wartość.
          A ponieważ to on zawalił na całej linii (i dobrze to wie, tylko
          udaje głupa. Bo taki ma sposób reagowania: nie przyzna się, nie
          przeprosi tylko atakuje i wmawia Tobie insynuacje), on powinien to
          naprawiać.
          • agnisia.1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 14:09
            Nowy99- czy Ty masz meza i dzieci? Czy jestes szczesliwa mezatka?
            Bije z Ciebie taka pycha i wygorowane poczucie dumy, ze az strach.

            O co walczyc? O rodzine, o dzieci, o milosc, o przyszlosc. Walczyc,
            a nie poddawac sie na pierwszym zakrecie, co proponujesz. Nie na tym
            polegala wlasnie przysiega malzenska?

            To, ze maz sie "pogubil" nie oznacza, ze robi tak regularnie i nie
            oznacza, ze autorka posta ma "przekichane" do konca zycia.

            NIe rozumiem zupelnie Twojego posta - zdradzil przysiege malzenska,
            nie zdal egzaminu z zycia, o czym Ty piszesz? Wyslal jej papiery
            rozwodowe i przygotowuje sie do kolejnego slubu? Wykrzyczal jej w
            twarz, ze jej nie kocha? Spodziewa sie dziecka z inna kobieta???

            Ludzie, trzeba sobie w zyciu ustalic jakas miarke.
            1.Maz mnie zdradzil, nie szanuje, odkochal sie - rozumiem zal i
            decyzje o rzuceniu wszystkiego.
            2.Maz wplatal sie w jakies dziwne uklady, ktorych sam nie obejmuje -
            jestem jego zona, laczy nas uczucie, dzieci, dom, jestem jedyna
            osoba, ktora ma mu to uswiadomic, pomoc z tego wyjsc i budowac nasz
            dom od nowa.
          • agusia-g Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 14:13
            nowy99-chyba nie masz racji?!

            Każdy z nas jest tylko człowiekiem i z pewnymi sprawami radzi sobie lepiej i
            gorzej. Nie można oceniać kto ponosi większą winę czy mąż czy zona. Po prostu
            obje zawinili. Teraz najważniejsze by zapobiec dalszemu oddalaniu się od siebie.
            Koleżanka która tu tak świetnie doradziła bo sama podobna sytuacje przeżyła ona
            udzieliła wielu wspaniałych rad z których Mirela powinna skorzystać!!


            • nowy99 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 14:22
              Agusiu, ma cudownego męża (z niedobrą przeszłością, kochał, a jak
              zaszłam w ciążę zostawił, wrócił za rok, postanowiłam spróbować, ale
              bolało!) Zyjemy już dłuuugo, mamy dwójkę dzieci, mąż teraz dopiero
              namawia mnie na ślub kościelny (cywilny był daaawno temu) - on teraz
              wszystko pięknie między nami buduje, a ja przede wszystkim mu w tym
              nie przeszkadzam;)
              Jeśli nie rozumiesz o czym napisałam mirelce, to no comments.
              ...po prostu chcę jej uzmysłowić, że kot ogon ma z tyłu a nie na
              głowie...
              Ona pisała przecież, że starała się zbliżyć, stara się, ale on jest
              NIEOBECNY W ICH ZWIĄZKU. A to ożkurdemol on napaprał, więc on TEŻ
              POWINIEN SIĘ STARAĆ TO POZAMIATAĆ I POSKLEJAĆ!
              • nowy99 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 14:24
                mój post kierowałam do Agnisi 1 (nie Agusi:)
                • agusia-g Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 14:37
                  nowy99 napisał:

                  spokojnie każdy z nas ma doświadczenia rożne i po tym jak teraz nakreśliłaś
                  sytuację mnie bynajmniej nasuwa się wniosek, że każdy z nas jest innym
                  człowiekiem i jedni radzą i rozwiązują sobie problemy tak jak Agnisia a drudzy w
                  taki sposób jak Ty, a znajdzie się i jeszcze ktoś kto postąpiłby jeszcze inaczej.
              • agnisia.1 Re: Problemy z mezem - dlugie 24.06.09, 14:34
                Ok, teraz piszesz zrozumiale;) a jednak dalas szanse, dalas czas,
                wszystko sie poukladalo. I na tym chyba wlasnie polega zycie... Nie
                zawsze jest cukierkowo, choc ja ta smutna prawde o zyciu odkrylam po
                30tce ;))) Do tamtej pory zylam pod kloszem i patrzylam na zycie
                przez rozowe okulary...

                Rozumiem, ze maz musi sobie uzmyslowic problem i chciec wszystko
                odbudowac. I bedzie musial duzo robic, zeby pomoc mirelce odbudowac
                zaufanie i potrwa to dluzej niz kilka dni. Ale do tego potrzebne
                jest bycie razem, rodzina w komplecie, wspolne obowiazki i
                przyjemnosci... wspolne wieczory, wspolne nocne pobudki do dzieci,
                wszystko, co zbliza, co cementuje... On widzi zone przez kilka dni
                co pare miesiecy, on sobie jeszcze nie zdal sprawy, ze jest az tak
                zle.

                Zezlilam sie na Ciebie, bo napisalas jak wyrocznia, ze facet jest
                beznadziejny, ze tak juz bedzie do konca zycia i ze najlepiej kopnac
                go w tylek. A to wszystko nieprawda...
    • mirelka07 Re: Problemy z mezem - dlugie 25.06.09, 08:12
      Dziekuje za wszystkie odpowiedzi
Pełna wersja