minia1122
24.06.09, 14:23
Siedzi we mnie uraza tak wielką, że nie jestem w stanie o niej
zapomnieć-uraza do mojego męża. Wszystko układało się dobrze do
momentu zajścia przeze mnie w ciążę. Już wtedy słyszałam tylko
przecież nie jesteś chora, nie cieszył się, nie "głaskał" brzuszka,
nie rozmawiał, nie przygotowywał się na przyjście na świat naszej
córci. W końcu coś we mnie pękło, zrobiłam awanturę, tego samego
dnia prawie 3 tygodnie przed terminem urodziłam córcię. Poród był
koszmarem, który trwał 24h, po nieudanych próbach parcia zrobiono mi
cesarkę. Mała od wyjścia ze szpitala ciągle płakała, nie spała w
dzień, nie spała w nocy (mój mąż ani razu nie wstał do niej
twierdząc, że musi się wysypiać do pracy). Byłam wyczerpana, lekarze
nie wiedzieli dlaczego nie śpi tylko płacze; przyjechała do mnie
moja babcia aby mi pomóc. Po niespełna dwóch tygodniach wygonił ją
(dodam, że mąż nic oprócz głupio-madrych rad nie robił). Mała w
pierwszym miesiącu życia trafiła do szpitala, operowano od razu-w
szpitalu pomagały mi pielęgniarki abym zmrużyła oko, mój mąż wpadał
na 5 minut (nawet ‘współlokatorka” zwróciła mu uwagę aby został bo
nie śpię już 3 doby-zlekceważył ją a co najgorsze mnie. Chciałam
zostać na wychowawczym do pierwszego roku córci mój mąż zrobił mi
awanturę i po macierzyńskim nakazał wracać do pracy. Wiele przykrych
słów usłyszałam w najtrudniejszym dla mnie okresie. Teraz minęły 4
lata próbujemy jakoś ratować nasz związek ale ja ciągle pamiętam
jak bardzo mnie skrzywdził i zrani,ł nie potrafię mu wybaczyć. Jak
to wszystko poukładać???