sylvie08
08.07.09, 14:06
Nie wiem od czego zacząć...
Zaczęło się od tego, że w sobotę przeglądałam jakie telefony ma Plus
w swojej ofercie bo chciałam wziąć jakiś dla mężą na imieniny. I
zaczęłam grzebać w jego telefonie, żeby porównać co ma itp. No i się
nagrzebałam... Przeczytałam smsa, którego napisał: "bla bla bla moja
kochana niedoszła żono. Pamiętaj, że zawsze będę cię kochał całym
sercem." Mąż akurat spał a ja nie wiedziałam co zrobić.
Odechciało mi się telefonów, poszłam do kuchni i zaczęłam myć
naczynia. Zaczęłam płakać, ręce mi się trzęsły, cud że niczego nie
potłukłam.
Znam tę dzieczynę do której był sms. Jak twierdzi mój mąż jest to
jego przyjaciółka, która mu kiedyś pomogła jak był w dużym dole i
załamany (jeszcze się nie znaliśmy). Próbowali być razem, ale nie
poukładało się, jednak zostali przyjaciółmi. W zeszłym roku byliśmy
na jej weselu, a ona sama za miesiąc rodzi.
Poczekałam, aż się obudzi. Powiedziałam, że szukałam ofert
telefonów, porównywałam do jego i znalazłam coś jeszcze. Rzuciłam mu
telefon z otwartym smsem i wyszłam do łazienki. Po kilku minutach
odezwał się z pokoju, że oni czasami tak do siebie w żartach piszą.
A że zołaza za mnie :) nie omieszkałam napisać do tej laski na NK,
że mąż już będzie częściej się do niej odzywał, bo nie będę go
zajmowała swoją osobą. A, i że będzie miał więcej czasu dla
niedoszłej żony (mąż kilkakrotnie mi mówł, że ona kilka razy go
opierdzielila, że sie nie odzywa (również w sensie puszczania
sygnałów na tel)).
W odpowiedzi dowiedziałam się, że "no co ty, przecież nas nic nie
łączy. Zawsze mu powtarzam że najważniejsza jesteś ty i synek."
Do końca dnia nie odzywaliśmy się do siebie, spaliśmy też osobno. W
niedzielę poszedł z małym na spacer. I wysłał mi smsa, że Iwona
zawsze będzie w jego sercu, że jest dla niego jak siostra,
przyjaciółka, że wyciąneła go z dołka itp. I że bardzo mu na mnie
zależy i na naszym synku... Po przyjściu do domu powtórzył to samo.
Że Iwona jest tylko przyjaciółka, że może źle napisał w tym smsie. I
ze najwazniejsze osoby to ja i syn. A co ja mu na to? Że łączy
nas tylko dziecko, nic więcej. Od sobotniego popołudnia nie mogę o
niczym innym myśleć, i jak jestem sama w domu to ryczę. I ciągle
sobie zadaję pytanie: jak on mógł coś takiego napisać? Przecież są
inne słowa, którymi można powiedzieć, że nam na przyjacielu zależy.
A może właśnie to co napisał jest szczere?
Tak to mniej więcej wygląda... Na chwilę obecną mam szczerze dosyć
mojego męża. Nie potrafię tego zapomnieć i chyba już nigdy nie
będzie tak jak do tej pory.