Jak odzyskać godność i niezależność? :(

20.07.09, 23:25
Wybaczcie z góry, że mój post będzie długi, ale ciężko mi opisać wszystko w
kilku słowach.

Jesteśmy ludźmi ok. 30-tki, mamy synka 2-letniego. Parą jesteśmy już 8 lat.
Nie mamy ślubu, najpierw z powodu rozbuchanych ideologii kociołapowych, potem
z powodu narastających problemów.

Nie chciałabym bardzo pisać o moich odczuciach, raczej o faktach, bo i tak
będziecie czytać tylko moja stronę medalu i nie chcę by była zbyt natarczywa i
mieszała wam w głowach. No to jadę...

Na początku naszego związku ja pracowałam, on studiował. W związku z czym
spędzaliśmy czas jedynie u mnie w łóżku, co było dość miłe ale na dłuższą metę
nudne. Zero wyjść, jak już to zawsze był to z jego strony duży problem z
powodu braku pieniędzy. Za to wiele razy słyszałam, że jak już zacznie pracę
to oczywiście nadrobi. No i gites...

Ja mieszkałam wtedy w dość koszmarnych warunkach, w suterenie bez własnej
łazienki. Wytrzymałam tam 5 lat. Popadłam w depresję, pająki mnie
prześladowały a mam arachnofobię. Miałam jedynie umywalkę, notorycznie
zalewało mi pokój w lipcowe burze i miałam 4 razy w roku zapalenie gardła.
Bardzo marzyłam o wyprowadzce, ale zarabiałam 1000 zł i chciałam wrócić na
studia. Tutaj mogłam mieszkać, bo suterena była w domu mojego ojca, ale ze
względu na beznadziejne relacje, nie miałam wstępu na górę, nawet do ubikacji.
To też był powód tego, że moje zdrowie psychiczne zaczęło mocno szwankować. :/
Mój facet przychodził do mnie na kilka godzin, najczęściej leżeliśmy w łóżku,
po czym wracał do domu na spanie i kolację. Po jakimś czasie zaczęło mnie to
jakoś dręczyć, że on ma tak miło, kolacyjkę, kąpiel itd. a ja żyję w takich
piwnicznych warunkach i nawet nie mam kibla. Wtedy zaczęła się spirala
pretensji, która nakręca sie do dziś.

Krokiem w kierunku niezależności byłą moja wyprowadzka, po tym jak dostałam
lepszą pracę - w korporacji. Wynajęłam kawalerkę, ale niestety straciłam pracę
(starałam się, ale po prostu moja praca i pomysły - dział marketingu - nie
podobała się przełożonym), przez kilka miesięcy nie płaciłam czynszu i
zapłaciłam dopiero wtedy, gdy udało mi się znaleźć kolejną pracę (w której
zostałam na kilka lat), ale dług wynosił kilka tysięcy i musiałam wziąć kredyt
przy opuszczaniu mieszkania. Mój facet wtedy już trochę pracował i mi pomógł
ze spłatą chociaż był wściekły jak się dowiedział o długu.

Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy razem, mój facet już więcej zarabiał, ja
też miałam stałą pracę. Po jakimś czasie okazało się, że jestem w ciąży. Po
prostu wpadka... chociaż ja od jakiegos czasu myślałam o dziecku, chociaż dość
nieśmiało. Mój nie-mąż natomiast chciał miec koniecznie auto, więc i tak idea
dziecka nie była na pierwszym miejscu.

Gdy urodził się synek, nasz związek rozkwitł i przez kilka tygodni byliśmy
bardzo szczęśliwi. Pamiętam ten okres jako coś bardzo miłego, nie-mąż mi
pomagał był troskliwy. Ja byłam po cesarce z małymi powikłaniami, bardzo bolał
mnie brzuch, więc mi sporo pomagał.

No i potem walnęło mnie jak młotem w głowę. Gdy n-m wrócił do pracy, po kilku
tygodniach był po prostu koszmarnie wredny i podły. Mi było ciężko sprostać
wszystkim obowiązkom domowym, często naczynia były nie umyte, lub nie
poodkurzane. Prosiłam go by w drodze do domu zrobił zakupy, bo ja nie
zrobiłam. Kiedyś jak mu się zwierzyłam, że czuję, że nie daje sobie rady,
usłyszałam, że jego matka radziła sobie z dwójką dzieci i że ja jestem złą
matką. To właśnie był dla mnie ten cios prosto w łeb.

Żeby już nie przedłużać... potem było coraz gorzej... oddalanie się od siebie,
coraz więcej pretensji o błahe sprawy. Do tego z jego strony było wręcz
karanie mnie brakiem zaufania za ten kredyt, który kiedyś zrobiłam.
Stwierdził, że nie chce prowadzić ze mną finansów i mieć wspólnego konta (tzn
tylko takiego gdzie byśmy przelewali pieniądze na wydatki domowe - każde by
miało swoje na własne wydatki także).

Ja poszłam na urlop wychowawczy, ale starałam się coś dorobić... najpierw
robiłam biżuterie i sprzedawałam znajomym, potem zaczęłam pisać artykuły w
domu. Nie miałam regularnych dochodów, ale zawsze jakieś tam miałam, no i
miałam poczucie, że coś jednak robię. Niestety n-m wiele razy robił mi
awantury, że nie ma pieniędzy, a ja siedzę w domu. Postanowiliśmy, że wrócę do
pracy. Moje miejsce w pracy było już zajęte, pracodawca proponował inne, więc
stwierdziłam, że poszukam czegoś innego i... znalazłam po 2 tygodniach.
Agencja reklamowa, czyli to co chciałam robić. Młody poszedł do żloba, ja do
pracy i byłam naprawdę szczesliwa... a potem młody zachorował, byliśmy w
szpitalu i miesiac czasu musiałam być nieobecna. Niestety nie mogłam liczyć na
żadne zastępstwo przy dziecku. Straciłam pracę, nawet nie ukrywali, że chcą
kogos dostępnego. I znowu to samo... aczkolwiek poratował mnie kolega i w
końcu na zlecenie zaczęłam pracować jako grafik. Miała być godziwa pensja,
wiele zleceń, okazało się, że szef nieumiejętnie zarządza projektami, robi
wiele na raz, wydał całą kasę i w tej chwili nie ma mi z czego zapłacić. Ja
bardzo się wczuwam w pracę, siedzę po nocach (no bo kiedy?). Dziecko w czerwcu
znowu było w szpitalu z powodu ataków, nie może iść do żłobka.

Jestem bardzo, bardzo sfrustrowana. Nie mogę sie wybić, zarobić na siebie i na
dom. Mój n-m sam zarabia na nas , ale okupuję to strasznymi awanturami o to,
że on nie ma dla siebie (ja nie chodzę do kosmetyczki, nie wyjeżdżamy nigdzie,
nie robię na obiad homara albo innych rarytasków). Układa nam sie fatalnie.
Nie sypiamy ze sobą, ja go już nie kocham po tym wszystkim i nawet jak mnie
obejmie przez sen to się odsuwam jak od obcego. Nie umiemy normalnie
rozmawiać. Dzisiaj wieczorem już dwa razy mnie objechał... raz, dlatego, że
nie dał mi dokończyć zdania i źle mnie zrozumiał i zaczął krzyczeć, drugi raz,
bo oskarżył mnie o zgubienie książeczki mieszkaniowej, a okazało się po
poszukiwaniach, że ma ją u siebie w teczce.

Oczywiście nie dotrzymał słowa, teraz ma nowych znajomych z uczelni (poszedł
na magisterkę po urodzeniu synka) i z nimi spędza wolne wieczory, często wraca
nad ranem. Nie ma go dla nas wcale. Na propozycje wspólnych wakacji zaczyna
wręcz krzyczeć, że nie ma kasy (a mówię to np. w styczniu i można by było
zaoszczędzić - sytuacja powtarza się corocznie, także przed narodzinami dziecka)

Bardzo bardzo chciałabym być samodzielna finansowo, nawet nie chodzi o to, że
nasz zwiazek to farsa. To ja już wiem od dawna. Chciałabym się rozstać,
zamieszkać gdzieś blisko niego żeby miał kontakt z dzieckiem. Nie chcę mieć w
nim wroga. Niestety mimo moich usilnych prób, nie mogę stanąć na nogi. Zawsze
jest COŚ. A to choroba dziecka, a to szef, który żyje w nierealnym świecie.
Nie mogę wrócić do normalnej pracy, chociaż chciałabym, naprawdę. Zastanawiam
sie nad własna firmą, mam pomysły, ale do tego trzeba czasu i to nie będzie
tak hop siup. Zresztą to także może nie wypalić.

Jestem bardzo sfrustrowana. Czuję się jak ktoś bezwartościowy, jakiś pasożyt.
Ciągle słyszę jakieś pretensje, sama zresztą tez już komunikuję się tym
językiem. Językiem zadań i pretensji... i tak to się kręci. Mam żal do siebie
o to, że nie rzuciłam faceta, gdy mnie tylko obracał w tej piwnicy i tylko
obiecywał i obiecywał. My nawet zdjęć wspólnych nie mamy, w ciągu 8 lat
byliśmy na wakacjach jedynie na samym początku naszego związku oraz rok temu
(pojechaliśmy do mojej rodziny i byliśmy tam za darmo - ja to załatwiłam).

Przepraszam, że tyle napisałam, to i tak tylko ułamek tego co się dzieje. Mam
nadzieję, że dodacie mi otuchy, nie chodzi o wyklinanie n-m, on tez swoje
zgarnął nie raz, nie jest totalnym debilem, tylko po prostu nie pasujemy do
siebie i powinniśmy się rozstać jak kulturalni ludzie (póki jeszcze się nie
pozabijaliśmy).

No to się wyżaliłam. Czy ktoś to w ogóle zdołał przeczytać? :/
    • mamakrzysia4 Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 21.07.09, 00:52
      przeczytałam i wiesz co?
      powinnaś z nim szczerze porozmawiać na spokojnie kulturalnie. Nie
      jesteś pasożytem tylko troche życie zaczęłó wymykać się spod Twojej
      kontroli i jeszcze niefajne zdarzenia zadziały się równocześnie
      bywa...Uważam, że niemąż powinnien łożyć na utrzymanie Twoje i
      dziecka dopóki nie znajdziesz normalnej pracy lub nie staniesz
      poprostu na nogi to jego obowiązek wszak razem wychowujecie dziecko
      a Ty musiałaś zrezygnować z pracy właśnie dla opieki nad dzieckiem-
      więc Ci się należy taka pomoc. Trzeba zastanowić się co jest na
      teraz dla Ciebie priorytetem i nie chywytać się kilku rzeczy na raz.
      Przyjąć taktyke małych kroków, małych zmian nie rewolucji. Może
      poprostu zostaww dziecko tacie a sama wyjdz do ludzi bez poczucia
      winy-zrób coś dla siebie... Po za tym nie dołuj się na każdym kroku
      a chwal nawet jakiś mikro sukces :)

      Uszy do góry nawet nad cienistą doliną czasem świeci słońce.
      Powodzenia
      • belinea81 Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 21.07.09, 01:35
        Dzięki za odpowiedź. Udało ci się to wszystko przeczytać, jestem pełna podziwu. ;)

        Niestety rozmowy raczej nie wchodzą w grę, ponieważ on dosłownie dostaje tzw.
        wrzasko-pisku. Tzn. podnosi głos i tonację, zaczyna się denerwować, wypominać,
        umartwiać itd. Już wiele razy rozmawialiśmy na różne tematy, ale oboje nie
        umiemy się zmienić. Tzn kiedyś poprosiłam byśmy wypisali sobie na kartkach czego
        oczekujemy od partnera, czyli rzeczy, które sprawiają że dla nas związek jest
        udany. Ja wypisałam właśnie wspólne wypady, wspólne posiłki, żeby częściej mi
        okazywał miłość itd. Moja kartka miała chyba z 15 punktów właśnie z takimi
        drobnymi rzeczami. On napisał 4 punkty, z czego teraz pamiętam najbardziej to,
        że napisał żebym sprzątała i gotowała i żebym go słuchała jak mówi. Wtedy
        zrobiło mi się dziwnie, bo chodziło mi raczej o jakąś romantyczną sferę między
        nami. To tak jakbym mu napisała żeby przynosił więcej pieniędzy do domu.
        Kompletnie inne postrzeganie świata i zupełnie inne cele. Ja wolę dom na wsi, on
        jest mieszczuchem. On woli psa, ja kota. On wolny czas przeznacza głównie na
        spanie, ja nie umiem się tak wylegiwać (zresztą nie mogę, bo dziecko wstaje rano).
        Tak naprawdę myślę, że skoro po 8 latach nie mamy nawet wspólnego zdjęcia z
        wakacji, żadnych wspólnych radosnych wspomnień, do których warto wrócić, żadnych
        wspólnych planów (teraz mieszkamy w mieszkaniu jego ciotki, którego ona nie
        zajmuje, ale w końcu trzeba będzie się uziemić kredytem i kupić coś swojego).
        Jedyne co nas łączy to miłość do dziecka. On jest dobrym ojcem, czasami zbyt
        niecierpliwym, ale zaangażowanym, potrafi zajac się dzieckiem.

        Ja nie należę do osób, które zaszyły się w domu z dzieckiem i nie mają
        znajomych. Wychodzę na imprezy czasami i wracam w nocy, a n-m zostaje w domu (w
        końcu synek ma już dwa lata i ładnie śpi). Spotykam się ze znajomymi, aczkolwiek
        często jestem po prostu zmęczona.

        O tyle fajnie, że we wrześniu lecę sama za granicę odwiedzić siostrę. Dzięki
        pomocy rodziny kupiłam bilet, mam też trochę pieniędzy ze zwrotu podatku na
        dziecko (podzieliliśmy się z n-m po połowie, chociaż on mocno protestował i
        twierdził, że mu się należy całość, potem nagle dobrodusznie zmienił zdanie).
        Swoja drogą... jeszcze nie wyleciałam, ale już mi się obrywa za to, że ja będę
        mieć wakacje, a on nie. Co chwila używa tego argumentu w kłótniach, a moja
        wycieczka to nic innego jak konsekwencja jego osobistej propozycji. Tzn. na moje
        stałe pytanie styczniowe "co z wakacjami?" odpowiedział, że on woli sam gdzieś
        pojechać bez nas. To ja stwierdziłam, że skoro tak to ja także zapewnię sobie
        jakieś wakacje... no i dzięki pomocy rodziny udało się, a ja lecę pierwszy raz
        od 8 lat odwiedzić siostrę w jej obecnym miejscu zamieszkania. Nigdy nie było
        mnie stać na odwiedziny. :/ N-M nie zadbał o te swoje wakacje, zaczął pisać
        zaległą pracę magisterską co prawda i chwała mu za to. Sama go jeszcze
        zachęcałam do wyjazdu z tymi znajomymi z uczelni na 3 dni na działkę i pojechał.
        Wrócił jakiś koszmarnie naburmuszony, pijany zresztą jeszcze.

        Nie, serio nie chce mi sie już z nim rozmawiać, żyjemy w różnych światach, ale
        nie rozmawiamy o niczym poza sprawami bieżącymi. Jedynym tematem, który nie
        wywołuje kłótni to nasz synek. Naprawdę oboje go kochamy i nigdy nie chciałabym
        zabrać mu dziecka w ramach jakiejś głupiej złości. Może jak już przestaniemy
        sobie codziennie psuć atmosferę, wtedy zostaniemy przyjaciółmi. Kto wie?

        Tylko moim problemem na dzień dzisiejszy jest brak możliwości decydowania o
        sobie i swoim losie. Nie mam jak się wyprowadzić i decydować za siebie skoro
        ciągle nie układa mi się zawodowo. W czasie urlopu wychowawczego nauczyłam się
        Flasha, Photoshopa, Illustratora, tłumaczyłam artykuły z angielskiego, pisałam
        felietony, robiłam biżuterię. Nie czuję, że to czas stracony, ale jakiś taki
        bezowocny w pieniądze.

        Nie czuję w środku, że jestem pasożytem, ale mój n-m ciągle mnie wpędza w ten
        tok rozumowania. Czasami mu daje listę zakupów do domu, a on robi awanturę, że
        trzeba kupić aż tyle. Niestety tak jest... wiele rzeczy z "chemii" często kończy
        się jednocześnie, do tego zakupy dla dziecka (ubranka, soczki, kaszki etc.).
        Czasami dostawałam opieprz, że np. coś się w lodówce zmarnowało do jedzenia i że
        powinnam była to zjeść, ale np. on wraca do domu z pracy i mówi, że nie jest
        głodny, potem je chipsy na kolację. Jak dla mnie sam mógł to zjeść, ja nie chcę
        być śmieciarką od jedzenia żeby się tylko nie zepsuło. Dobra, takie przykłady
        można mnożyć... grunt, to moje poczucie bezsensu po tylu próbach zarobienia,
        zaistnienia w oczach n-m nie jako pasożyt ale osoba, która się stara i coś robi.
        I wszystko na nic... Dzisiaj z wściekłości już walnęłam pięścią w ścianę, po
        prostu mam złe chwile, muszę jakoś odreagować ten żal w środku. :(

        • agusia-g Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 21.07.09, 07:05
          Wiesz co może jak wyjedziesz do siostry to albo spróbuj życia tam?? Mimo iż
          pamiętam, ze podkreślasz iż zależy ci na kontakcie małego z ojcem-ale to nie
          wyklucza ich spotkań zawsze możecie się odwiedzać. Dzięki pobytowi tam może
          będziesz mogla liczyć na wsparcie rodziny w opiece nad synkiem. Dzięki temu
          znajdziesz prace i będziesz mogla się realizować, a wkrótce znaleźć nianie dla
          małego czy wysłać go do przedszkola czy żłobka. No ewentualnie pozostać tu i z
          pomocą koleżanek i n-m nad opieką nad synkiem znaleźć pracę i powiedzieć tu
          głównie n-m , że chcesz wrócić do pracy i odzyskać swoją niezależność. Może w
          końcu uda się znaleźć coś stałego i stać cie będzie by wspólnie z n-m wynająć
          kogoś do opieki albo małego dać do żłobka czy przedszkola. Myślę ,że nie
          powinnaś sobie pozwolić na takie zachowanie ze strony n-m ,że wytyka ci , ze on
          zarabia itp. Przecież on może wziąć urlop wychowawczy a ty wrócić do pracy.
          • belinea81 Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 21.07.09, 09:43
            Niestety życie tam nie wchodzi w grę. Po pierwsze nie chcę zostawić mojej
            rodziny tutaj, a są tu moi ukochani dziadkowie oraz chora mama. Poza tym... po
            prostu lubię tu mieszkać, to mój dom - mimo, że niektóre polskie absurdy mnie
            dobijają.

            Raczej traktuję tą wycieczkę jako możliwość odcięcia się od problemu i nabrania
            dystansu do siebie i sytuacji. To przygoda życia, bo ja nigdy nie byłam za
            granicą, nie mówiąc o podróży samolotem, także mam z tego powodu niezłe emocje.
            ;) Mam nadzieję, że mój n-m po 10 dniach bycia sam z dzieckiem zrozumie, że to
            wcale nie jest łatwo tak robić wszystko na raz i też troche spuści z tonu.
            Aczkolwiek i tak podejrzewam, że dość często będzie tu zaglądać teściowa i
            będzie mu pomagać. W sumie to dobrze, bo będę przynajmniej wiedzieć, że młodemu
            włos z głowy nie spadnie (n-m czasami nie ma cierpliwości do młodego i krzyczy).

            Niestety n-m nie może iść na wychowawczy, bo zarabia dużo więcej ode mnie, jest
            głównym żywicielem rodziny i ma stałą pracę. Ja jestem na wychowawczym tylko
            dzięki uprzejmości obecnego szefa, który mnie ponownie na ten wychowawczy
            wysłał, bo gdy podjęłam w styczniu pracę i potem ją straciłam w marcu, to
            oczywiście wychowawczy mi przepadł. Teraz ciągnę na wychowawczym i dorabiam
            sobie na zleceniach u tego samego szefa. To dobry facet, ale ma pomysły z
            kosmosu (nawet dzisiaj ma wpaść z kolejnym cudownym i czasochłonnym pomysłem, a
            nie ma już pieniędzy...) i obawiam się, że jak tak dalej pójdzie to ja będę
            tylko robić jak wół a zarabiać na tym będę jakieś głodowe kieszonkowe. Ja sobie
            zdaję sprawę z tego, że n-m może być sfrustrowany, że finanse są na jego głowie,
            ciężko na pewno być jedynym żywicielem rodziny i chciałabym też od siebie coś
            odrzucić do tego kociołka, no i głownie chodzi też o to, że po prostu chcę mieć
            pieniądze dla siebie i nie prosić się o nie z wyrzutami sumienia (a potem ta
            prośba jest zazwyczaj wypominana w kłótniach). Chcę oszczędzać przez cały rok na
            wakacje, chcę odłożyć na coś fajnego do ubrania, albo pójść wreszcie do fryzjera.

        • anina-1 Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 21.07.09, 07:43
          Udało mi się przeczytać :)
          Jak dla mnie wygląda na to, że nie pasujecie do siebie. Powinnaś się rozejrzeć nad innym życiem.

          A tak na marginesie- rzeczywiście nie sprzątasz i nie gotujesz? Bezpodstawnie napisał to na kartce?
          Jak często to robisz?
          • belinea81 Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 21.07.09, 09:55
            Nie napisał tego bezpodstawnie. Ja zawsze byłam bałaganiarą, nie będę ukrywać.
            Tzn. obiad jest właściwie codziennie, czasami nawet kolacja, o ile nie jestem
            zbyt zajęta pracą. W czasie spacerów z dzieckiem staram się robić zakupy (o ile
            mam pieniądze akurat). Nie sprzątam codziennie podłóg, nie ścieram kurzu. Mój
            największy problem to zmywanie (podchodzę jak do jeżą, ale jak mus to mus -
            zresztą akurat nm często zmywa, więc się tu nie przyczepię) oraz odkładanie
            rzeczy na miejsce. Od zawsze miałam z tym problem i jakoś nie umiem się nauczyć
            inaczej. :/ Często liczę na to, że po prostu raz w tygodniu zrobimy jakiś
            większy porządek (mycie podłóg, odkurzanie, mycie łazienki itd.), ale zazwyczaj
            nm w weekendy wychodzi ze znajomymi (kiedyś 3 noce pod rząd balował i wracał ok.
            4 nad ranem) i potem pół dnia śpi. :/
            • kicia031 Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 21.07.09, 10:45
              Sprobuj moze na poczatek sie zorganizowac domowo, bedziesz miala
              poczucie kontroli i odpadnie wam jeden powod do klotni. Poszukaj
              zrodel w necia, chociazby tu: www.flylady.net

              Po drugie, z doswiadczenie matki dwojki dzieci - mitologia jest, ze
              dziecko moze chodzic do zlobka a ty do pracy bez zadnego wsparcia z
              zewnatrz. Dzieci choruja i z kazdej roboty cie szurna, jak nie
              bedziesz dyspozycyjna. Musisz zapewnic dziecku jakas opieke zanim
              podejmiesz prace (co nie znaczy, ze nie masz tej pracy szukac).

              Po 3, sprobuj dla odmiany nie rozmawiac z partnerem o problemach,
              tylko o milych rzeczach i zaplanuj jakies wspolne aktywnosci dla was
              trojga, cos, co wszystkim sprawi przyjemnosc... Sprobuj tak przez
              tydzien albo dwa i zobacz, czy nastepuja choc minimalne zmiany.

              powodzenia
              • belinea81 Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 21.07.09, 11:39
                wiesz, chyba właśnie tak zrobię, szczególnie, że od dziś jest chyba niezły
                start. Po wczorajszej awanturze jakiś się milszy zrobił, gdy okazało się, że nie
                ma racji. Oskarżył mnie o zgubienie książeczki mieszkaniowej, zrobił wykład, ze
                trzeba rzeczy odkładać na miejsce... po czym okazało się, że książeczka jest w
                jego teczce. No i potem nawet spytał czy chce herbatę i przyniósł mi ciastka.
                Takie rzeczy za często się nie zdarzają. ;) Może to właśnie jest ten moment, w
                którym można zacząć zmieniać rzeczy na lepsze. Właśnie zaczęłam porządki,
                poodkurzam, poukładam i pozmywam naczynia z wczoraj. Mam dzisiaj sporo czasu na
                to, więc to wykorzystam.

                Tylko z tymi wypadami to może być różnie, bo niestety ja mogę wymyślać, ale jak
                napotkam zaporę w postaci tekstu "a skąd weźmiesz na to pieniądze?" to niestety
                nic z tego. A naprawdę czasami nie chodzi o duże kwoty, kwestia np. dojazdu i
                kupienia czegoś do picia i do jedzenia w czasie spaceru. Wydaje mi się, że
                raczej ten tekst jest czymś w rodzaju wymówki od wspólnego spędzania czasu, bo
                gdy zapraszają go gdzieś znajomi to potrafi wydać ok. 50 zł na jeden wieczór
                (alkohol, papierosy itd.). Ale spróbuję, może się uda. Teraz zresztą wszedł nowy
                Harry Potter, a ja bardzo lubię zarówno książki jak i filmy. N-m chodził ze mną
                do kina na wszystkie części. ;) To już jest jakiś pomysł żeby go wyciągnąć i
                poproszę teściową by została z małym. Myślę, ż esie zgodzi, bo zależy jej na
                naszym związku i jest jej przykro, że nam się nie układa.
                • zezloszczona Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 06.08.09, 14:57
                  Ja tam też sie wkurzam jak przychodze zmęczona z pracy a mąż narobi
                  bałaganu. Nie dziwie się twojemu facetowi, ze sie wkurza na bałagan.
                  O wiele lepiej się zyje jak dom to jest azyl spokoju (a spokoju nie
                  daje nieporządek). Jaki to problem raz w tygodniu odkurzyć czy
                  łazienkę umyć? Obiad robi się od 05 h do 2 h (góra). 2 - letni
                  maluszek potrafi sie czasem zając sam sobą. Co robisz z resztą czasu
                  w domu. Przeciez nie pracujesz przez cały dzień? W dodatku piszesz,
                  ze synek wstaje wczesnie to pewnie Ty też. Myślisz, ze cos miedzy
                  Wami sie zmieni jak znajdziesz pracę? A guzik. Będziecie mięc wiecej
                  kasy ale co z tego? Przyjedziesz do domu i będziesz musiała ugotować
                  i tak i tak i potem znów zająć sie małym czy posprzątać, nic to nie
                  zmieni. Twojemu facetowi pewnie nie chodzi o to, ze nie pracujsz
                  tylko o to, że jest zmęczony (nie twierdzę, że Ty nie jesteś). A jak
                  to Ty byś pracowała a on siedział w domu to nie chciałbyś przyjść do
                  czystego domku i zjeść ciepły obiad? Skoro facet pracuje, zarabia to
                  chciałby w domu mieć czysto a jesli w dodatku jest czyścioszkiem to
                  wcale mu się nie dziwię, ze mina mu rzednie na samym wejściu do domu
                  a Ty wymagasz żeby było fajnie i cudownie. Napisał Ci wyraźnie, że
                  chce żebyś sprzątała i gotowała a jesli chodzi o to słuchanie to
                  pewnie chodziło o to, ze nie słyszsyz tego, ze on chce mieć czysto.
                  Ty chcesz mieć romantyczne chwile i rodzinne wypady i możesz
                  wierzyć, ze i on chce ale dopiero jak wszystko będzie na swoim
                  miejscu. Ja nie mogę ( i nie chcę) wyjsć na spacer czy na spotkanie
                  jesli nie uporzadkuje tego co trzeba. Zaufaj mi, że o wiele
                  przyjemniej się zyje w świecie uporządkowanym. A jego matka, jak ma
                  w domu? To też ważne przecież bo Twój facet moze być nauczyony
                  porządku i go lubić. Jeśli nie chcesz dla faceta to pokaż swojemu
                  synkowi, że czyściej znaczy lepiej żeby kiedyś umial zadbać o
                  przestrzeń wokół siebie. Zobaczysz, że jesli Ty zrobisz coś dla
                  niego to i on dla Ciebie będzie inny. Ktoś musi zacząć.
    • ladyjay Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 06.08.09, 18:10
      Wydaje mi sie ze twoj n-m po prostu nie planowal z toba zycia. Jak zauwazylas chetnie przychodzil do ciebie, ale nie bardzo interesowal sie twoimi sprawami. Bylo mu wygodnie, nie musial sie starac. Stalo sie tak ze macie dziecko, i dla niego trzeba jakos wasze relacje ulozyc, ale chyba po prostu jako rodzice, a nie jako para.
      Nic was nie laczy oprocz dziecka.
      Lepiej sie rozstac w takiej sytuacji. Jesli jest dobrym ojcem powinien dobrowolnie zgodzic sie na odpowiednie alimenty. Tobie bedzie latwiej jesli nie bedziesz slyszala ciaglej krytyki. Moze praca w domu lub czesciowo w domu bedzie rozwiazaniem. Na poczatku bedzie trudno, ale teraz wcale nie jest ci latwo.
    • virtual_moth Re: Jak odzyskać godność i niezależność? :( 06.08.09, 23:39
      Masz dobry zawód. Staraj się znaleźć zlecenia, jest tego troche w sieci. Niektórzy robią kosmiczna kasę jako freelancerzy. Mozesz tez załozyc firmę (agencje lubią miec fakturę), skorzystaj z dotacji unijnych, od nowego roku rusza nowa tura, szukaj w google poddziałanie 6.2 (w swoim województwie), jestes idealnym targetem jako bezrobotna mloda matka, a kasa na działalnosc to 40 tys zł + wsparcie przez rok 1000 zł na miesiac. Za to kupisz oprogramowanie i kompa do grafiki, a zanim uzyskasz dotację wysil sie i znajdz zlecenia/klientów, zrób dobre portfolio. Na tym się skup i na dziecku, a nie na debilu, który ma te przewage, ze moze byc dyspozycyjny mimo ze to tez jego dziecko i to wykorzystuje przeciwko Tobie.
      Jestes zmeczona i masz dość, po pierwsze powinnas ustalic, na czym skupic uwagę i na pewno nie jest to fagas, z którym zyjesz. On ma obowiazek Was utrzymywac, ale nie tłumacz mu tego, stracisz tylko czas i energię, którą powinnas spozytkowac na załozenie własnego biznesu. Jak cos pisz na priw.
Pełna wersja