martusiahab
25.07.09, 23:07
Może to nie jest pytanie rodzinne ale nie wiem gdzie je zadać. Chodzi o moją
"przyjaciółkę" z czasów jeszcze liceum. Wie o mnie wszystko, zna moje większe
i mniejsze grzeszki. Jak urodziła drugie dziecko a ja po roku swoje pierwsze
nasze kontakty z braku czasu się rozluźniły. Gdy moja córeczka miała roczek,
przyznała mi się że ma od roku romans ale bała mi się o tym powiedzieć. (bo
podobno nie zrozumiałabym) Zrozumiałam... Leczy się u psychologa i psychiatry
na depresję, ciagnąc dalej romans... ale nie chce kwestionować jej leczenia i
wyborów. W listopadzie zeszłego roku wykryto u mnie nowotwór złośliwy, co tu
dużo mówić szok. Przeszłam operację usunięcia tarczycy, terapię jodem,
dodatkowe badania w szpitalu itd. Czeka mnie jeszcze trochę... Leczenie jodem
zbiegło się z wyjazdem mojego męża na pół roku zagranicę, widujemy się co
drugi weekend. W kwietniu tego roku zbiegł się w czasie jego wyjazd, mój pobyt
w szpitalu, kwarantanna od dziecka itd. Wszystko musiałam zorganizować sama,
najgorzej przeżyłam rozłokę na 3 tyg z córeczką. Za 3 m-ce mój mąż wraca ale
musimy przeprowadzić się do innego miasta (w związku z jego pracą). A moje
"przyjaciółka" jak byłam w szpitalu nie zadzwoniła ani razu, nie pyta się czy
czegoś potrzebuję, rozmowy, spędzenia z kimś wieczoru itd., jak moje wyniki,
jak się czuję itd. itp Nie ma czasu do mnie przyjechać... ale na niego ma
czas. W trakcie choroby znalazłam osoby na których moge polegać, którym na
mnie zależy, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Ale co z nią? Jej
wytłumaczeniem było: że to przez leki na depresję, że nie myślała, że tak
silna osoba jak ja potrzebuje pomocy... A ja się przecieś boję:choroby,
przeprowazki do innego miasta, i czuję się czasami samotna i zmęczona. Ale
chyba za bardzo się zawiodłam i nie wiem czy jest sens walczyć o tę przyjaźń.
Bardzo dziękuję za wszelką odpowiedź. Marta