gatta5
29.07.09, 10:57
Wiem, ze partnera nie można trzymać na smyczy, ale mam problem. Mój
mąz jest miłosnikiem muzyki i od wielu lat aktywnie uczestniczy w
pewnym festiwalu muzycznym, chodzi na koncety, spotkania, ale tez na
piwo z róznymi nowymi znajomymi...wydaje mi się, że wtedy
zdecydowanie woli chodzic na te koncerty z nowymi znajomymi niz ze
mną. Problem jest taki, że pare lat na jednej imprezie festiwalowej
calowal sie z dziewczyna tam poznaną, w innym roku, kiedy juz bylam
przewrazliwiona i wybralam sie na impreze z jego znajomymi (tak
mowil) na miejscu okazalo się że nie ma tam znajomych ale znajoma,
która byla nim zafascynowana. Od tego czasu moj maz się stara, b.
rzadko wychodzi na imprezy, nie klocimy sie i jest ok. Zauwazylam
jednak, ze powtarza mi, ze czuje sie jak na smyczy, ze go zniewalam,
powiedzial, ze na omawiany wyzej festiwalu bedzie chodzil tylko na
koncerty, natomiast na imprezy nie, ze względu na to co zrobil
kiedys, choc bardzo bardzo by chcial. ja oczywiscie nie moge
zapomniec tamych jego wyczynów, ale wiem, ze nie moge mu zabraniac
(to znaczy ja mu nie zabraniam, ale on sam tak zdecydowal ze wzgledu
na moja niepewność i ogromny stres, jednak wiem, ze mu to nie leży).
Co zrobić, żeby przełamać swoj stres, strach, chore mysli, że chce
mnie zdradzić...wiem, ze nie może być tak, że facet nie pojdzie na
piwko, bo ja sie boje. Mam ochotę powiedzieć mu, żeby poszedł na
imprezę, ale tak się boję.