problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem

03.08.09, 12:22
Witajcie
Oboje z mężem chcemy miec dziecko. Dwa razy sie niestety nie udało, przeszłam
wszystkie możliwe badania i wykazały one że mam bardzo małe szanse na
donoszenie ciąży. Mąż jest zdrowy.
Problem polega na tym, że mój mąż powiedział mi, że jego jedynym pragnieniem
jest posiadanie biologicznego dziecka(adopcja nie wchodzi w rachube)i jeżeli
nie będę mogła go urodzić to mnie zostawi. A ja powinnam to zrozumieć.
Tyle że ja go nie rozumiem i powiem szczerze ze cała sytuacja mnie dobija, nie
chce mi się leczyć ani starać sie zajsc w ciąże bo co jak się znów nie uda?
Czuje się jak jakiś inkubator, jak przedmiot a nie żywy człowiek. Sama nie
wiem co mam robić.
    • blondgirl Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 12:32
      Niestety Twój mąż to d...k!
      W tej chwili powinien Cię wspierać w dalszych ewentualnych staraniach, a nie
      dodatkowo dołować. Stres nie sprzyja poczęciu, a takie słowa nie dają poczucia
      bezpieczeństwa. Z drugiej strony teraz wiesz kim jest dla niego kobieta.....

      Zastanów się czy w ogóle chcesz mieć z nim dziecko!
      A co jak się urodzi chore? Czy jak nię będzie spełniać oczekiwań Twojego męża -
      miał być SYN, a jest tylko córka (bądź odrotnie). Jesteś pewna, że wtedy nie
      zostawi Cię z dzieckiem?
      • nowy99 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 13:12
        Nadrzędną w związku jest miłość. I jeśli mąż oświadcza Ci już dziś,
        że odejdzie bo bla bla bla (problem zajścia w ciążę i szczęśliwego
        rozwiązania nie jest jakiś bla bla bla - sorki) to wiałabym już dziś
        od niego z prędkością strzały. On Ci najnormalniej zakomunikował, że
        Cię nie kocha. To przykre dla Ciebie, bo najpewniej przeżywasz z Was
        obojgu najmocniej problem z dzieciątkiem, jego brakiem.
        On nie zachowuje się jak przyjaciel. A mąż musi być Twoim
        przyjacielem, na którego w trudnych chwilach życia możesz liczyć.
        Facet jest do odstrzału.
        Ja już po tym sygnale odeszłabym.
        • moreno68 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 13:21
          W życiu nie chciałbym miec dziecka z takim partnerem jak Twój
          mąż.Ułatwij mu sytuacje, niech odchodzi już teraz.
    • amb25 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 13:26
      Przedewszystkim zastanowic sie jeszcze raz. Czy Tobie bardzo zalezy
      na dziecku i mezu? Jesli tak, to lecz sie (moja znajoma wg lekarzy
      byla bezplodna a "wpadla") i moze sie uda. To na pewno nie bedzie
      latwe.
      Jesli dla niego dziecko (ktorego jeszcze nie ma) jest wazniejsze od
      Ciebie to ja bym sie zastanowila nad tym zwiazkiem. Ale moze on w
      ten sposob przezywa ten kryzys. Nie wiem. W kazdym razie poczulabym
      sie urazona, co najmniej.
      Na pewno nie czujesz sie z ta sytuacja dobrze, bo konfortowa to ona
      nie jest.
      Wydaje mi sie tez, ze maz mial wyobrazenie szczesliwej rodziny tj.
      zona i dzieci. I teraz wie, ze moze tego nigdy nie miec. I stoi
      przed wyborem - albo ty albo inna zona i dzieci, czyli spelnienie
      jego marzen. Ja go rozumiem, bo trudo jest wyrzec sie marzen.
      No i kolejna sprawa w Polsce jest podobno ok. 90% katolikow. Jesli
      wy tez do nich nalezycie to biorac slub koscielny, pewnie
      zostaliscie poinformowania, ze celem malzenstwa jest prokreacja.
      Jesli jedno z malzonkow jest bezplodne, to jest to powod do
      uniewaznienia malzenstwa (jesli druga strona o to wniesie).

      Powodzenia i trzymaj sie. Wszystko sie dobrze ulozy, jakkolwiek
      mialoby byc.
      • blondgirl Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 13:32
        A gdzie "na dobre i na złe"? "W zdrowiu i chorobie"?
        Jak ten katolicyzm na wszystko ma rozwiązanie, tzn. na wszystko na co mu wygodnie.

        Ble...
        • nutka07 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 14:16
          Skad wniosek, ze maja slub koscielny?
      • chicarica Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 19:51
        Mylisz się. Jeśli jedno z małżonków WIEDZIAŁO o swej bezpłodności przed ślubem i
        nie poinformowało o tym drugiego, to owszem, jest to faktycznie powód dla
        którego można unieważnić. Natomiast jeśli nie wiedziało, a bezpłodność wyszła
        dopiero w trakcie starań, to absolutnie nie. Co zresztą ma sens, bo wg nauki KK
        powinno się współżyć dopiero po ślubie, a jakiekolwiek badania medyczne związane
        z bezpłodnością robi się dopiero po roku współżycia bez zabezpieczenia, jeśli
        nie dojdzie do ciąży.
    • brahenn Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 13:56
      Ano właśnie, sensem życia mojego męża jest posiadanie dziecka. On bardzo mocno
      przeżywał to co się stało, zawsze marzył o przynajmniej dwójce dzieci. Ja też
      chce mieć dziecko - bardzo, ale życie płata figle niestety.
      Kiedyś jak jeszcze nie wiedzieliśmy co nam jest, powiedział mi że jeśli to on
      jest bezpłodny nie będzie miał nic przeciwko innemu "dawcy". To też o czymś
      świadczy. Poza tym osobiście myślę że duży wpływ na mojego męża - i takie
      traktowanie sprawy mają jego rodzice, którzy bardzo pragną mieć wnuki. Mąż jest
      jedynakiem i chyba jest pod dużą presją ze strony rodziców (sam był bardzo
      późnym dzieckiem), coś czuje ze na taki "pomysł" z zostawianiem mnie nie wpadł sam.
      Sytuacja jest po prostu głupia, bo takie słowa do niczego dobrego nie prowadzą,
      a ja się nie potrafię wyluzować tylko ciągle myśle o tym że się nie uda.
      PS
      nie jesteśmy katolikami i nie mamy ślubu kościelnego - a swoją drogą to wiem że
      małżeństwo można unieważnić jeśli przyczyną jest niepłodność
      • gatta5 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 14:02
        Na "innego" dawcę by się zgodził, a twierdzi, że tylko dziecko
        biologicznie wchodzi w grę. Coś tu nie gra...
        • moreno68 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 14:04
          bo inną miarką mierzyłby swoją bezpłodnośc a inną żony...A na
          marginesie co to za facet ,który słucha się mamusi w sprawie rozwodu?
          Dla mnie mało dojrzały emocjonalnie.
        • brahenn Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 14:15
          gatta5 - hmm wiesz teraz tak, bo on wie że jest zdrowy, jak nie wiedział to była
          zupełnie inna rozmowa

          od rodziców to on jest uzależniony, ale to jest inna sprawa - ja o tym
          wiedziałam i nie będę tego roztrząsać, na zasadzie widziały gały co brały

          no cóż, pozostaje się leczyć i nie denerwować :)
          • agramax Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 16:50
            brahenn, a chociaz wiadomo co u Ciebie nie tak ?
            Proponuję jednak porozmawiać z mężem, czy o tym odejsciu to on na
            poważnie. Nie znam małżeństwa, w którym nie byłoby większego lub
            mniejszego kryzysu po pojawieniu się dziecka, a znam mnóstwo
            małżeństw, którzy latami cierpliwie leczyli się na niepłodność i
            dziecko było bardzo wyczekane. Jeśli teraz sa takie zgrzyty
            i "groźby" warto to przerobić, bo potem może być tylko gorzej.
            Zwłaszcza jak jeszcze dojdzie presja teściów i możliwe
            ich "zawłaszczanie" wnuka.
            • brahenn Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 17:08
              agramax - tak, wiadomo co mi jest. Nie mam przeciwciał ochraniających ciąże,
              które wytwarza każda zdrowa kobieta. Ja zajść w ciąże moge bez problemu, potem
              się ona rozwija tylko do pewnego momentu bo mój organizm po prostu zabija
              dziecko. Są na to szczepionki ale na mnie nie podziałały. Lekarz mówi że
              teoretycznie są szanse, ale bardzo niewielkie. Przyznaje że nawet jesli będzie
              0,5% szansy to i tak podejmę ryzyko. Moim ograniczeniem jest niestety czas.
              Wydawało mi się że mój mąż zaakceptuje adopcje (jeśli po prostu kolejny raz
              będzie niepowodzenie) - w sumie nie rozmawialiśmy o tym bo wydawalo mi się to
              oczywiste. Mój błąd to fakt. No i własnie dostalam kubeł zimnej wody na głowę -
              że on tylko biologiczne. Mimo wszystko wierze w to że będziemy jednak mieli
              dziecko, ciekawa też jestem jak w Polsce przedstawia się sprawa zastępczych matek.



              • marianka_marianka Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 18:39
                brahenn napisała:
                "ciekawa też jestem jak w Polsce przedstawia się sprawa zastępczych matek"
                W Polsce nie jest to prawnie usankcjonowane, a więc nielegalne.
                Matka zastępcza może zmienić zdanie i tu zaczyna się dramat wszystkich zainteresowanych. Zaledwie parę dni temu w mediach przewinęła się informacja o takie właśnie matce zastępczej, która po urodzeniu dziecka oddała je, a po kilku dniach zapowiedziała walkę o odzyskanie. Nigdy się na to nie decyduj. Chciałabyś brać udział w takiej telenoweli?
                Nie jestem pewna czy mój mąż na 100% zaakceptował by adopcję w takim przypadku jak Twój, kiedyś o tym rozmawialiśmy i myślę że mężczyźni mają trochę większe opory do zaakceptowania tzw. "cudzego " dziecka. Wiem natomiast, że nigdy z takiego powodu nie odszedłby ode mnie, bo mnie kocha.
                To bardzo przykre dowiedzieć się od najbliższej osoby, że odejdzie bo nie spełniamy jednego z wielu warunków.
                Z drugiej strony lepiej dowiedzieć się o tym teraz, kiedy nie ma dzieci.
                Z tą bezpłodnością też różnie bywa - znam kilka par które adoptowały dzieci, a później jakimś cudem doczekały się własnych. Po prostu przestały tak obsesyjnie do tego dążyć - odblokowała się jakaś "klapka" w głowie i voila...
                Ktoś wyżej napisał, że małżeństwo kościelne można rozwiązać w razie bezpłodności jednego z małżonków. Jest to prawda, ale pod warunkiem że żadne z nich o tym nie wiedziało i nie zataiło tego przed współmałżonkiem. Jeżeli decydujemy się na ślub kościelny z osobą o której wiemy, że nie może mieć dzieci, jest to nasz wybór. W takim przypadku zostaje świadoma bezdzietność lub adopcja.
              • enith Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 18:41
                > dziecko, ciekawa też jestem jak w Polsce przedstawia się sprawa
                > zastępczych matek.

                Masz na myśli matki-surogatki? Poczytaj głośną w tej właśnie chwili historię pani, która została surogatką, a teraz chce odzyskać dziecko i prawo polskie, póki co, stoi po jej stronie.
                wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6887834,Czuma_ws__surogatki__Dla_prawa_ona_jest_matka.html
                • k1234561 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 03.08.09, 21:01
                  Jakby mi tak mój małż powiedział,że odejdzie ode mnie jak nie
                  urodzę,to jeszcze tego samego dnia miałby ciuchy i swoje rzeczy za
                  drzwiami.
                  Jak można tak traktować własną żonę,która już i tak wystarczająco
                  dużo przeszła i przechodzi.
                  U mnie nieco tylko podobna jest sytuacja,ponieważ ja w związku z
                  wadą budowy narządów rodnych nie powinnam donosić żadnej ciąży do
                  końca,ale jakoś jedna ciąża się uchowała i dlatego mam 8 letnią
                  córkę.To tak na pocieszenie,że cuda się jednak zdarzają.Teraz mąż i
                  jego część rodziny przebąkują o drugim dziecku,ale jak dla mnie to
                  kuszenie losu.W najlepszym przypadku poronię,w najgorszym urodzę
                  dziecko silnie upośledzone.Dodam,że o swojej wadzie budowy nie
                  wiedziałam przed ślubem,ani w trakcie ciąży, wyszło szydło z worka
                  dopiero podczas cesarki.Mąż wie co mi "dolega" i nie naciska,chociaż
                  wiem,że dwójka dzieci to jego marzenie.
                  A autorce poradzę mimo wszystko szczerą rozmowę z mężusiem i
                  wyprucie mu co leży żonie na wątrobie i jak się czuje w tej całej
                  sytuacji itd.Niech też wie,że taka atmosfera na pewno nie sprzyja
                  zajściu w ciążę i skoro psychicznie nie może ukochanej pomóc to
                  przynajmniej niech nie utrudnia i nie przeszkadza.Ta ciąża ma dość
                  trudności do przejścia aby się wreszcie pojawić i bynajmniej nie
                  potrzeba jej jeszcze wywodów niedoszłego taty.:)
                  Panie surogatki to śliska sprawa i lepiej je sobie odpuścić,moim
                  zdaniem.
                  Pozdrawiam i życzę szybkiego zaciążenia.
              • agramax Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 04.08.09, 10:54
                A czy twój mąż widzi jak ty cierpisz gdy tracisz kolejną ciążę ?!
                Jak może cię namawiać, abyś ten dramat przezywała jeszcze kolejnych
                kilka razy do skutku ? I jak ty się w tym czujesz ?
                Mam znajomą parę, gdzi była podobna sytuacja - ona poroniła 3 ciąże
                i to bardzo zaawansowane. Ona chce adopcji, on nie. Nie adoptowali,
                ale zostali ze sobą, ona jednak oświadczyła, że juz nigdy więcej nie
                chce zajść w ciążę, bo to ponad jej siły.
                Wynajęcie surogatki jest dość ryzykowne, no i taki pomysł musicie
                akceptować wy oboje. Pamiętaj, że musisz myśleć tez o swoich
                odczuciach i komforcie, a nie tylko chcieć zadowolić męża, bo
                wczesniej czy później taki związek się całkowicie zużyje. Proponuję
                raz jeszcze spokojną rozmowę/rozmowy z mężem w tej sprawie.
    • amb25 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 04.08.09, 08:28
      Znow wtrace swoje trzy grosze, bo wszyscy tak negatywnie oceniaja
      twojego meza. Jego tez trzeba zrozumiec. Wyobrazcie sobie, ze to
      ktoras z Was musialaby zrezygnowac z czegos co bylo jej sensem zycia
      (posiadanie dzieci) albo wybierac - pomiedzy zona (bo wierze ze on
      ja jednak kocha) albo potencjalnymi dziecmi. Przeciez to bardzo
      trudna sytuacja, nawet wydaje mi sie, ze trudniejsza niz autorki
      watku, bo ona wyboru wlasciwie nie ma (nadzieje owszem, szanse tak,
      choc niewielkie) ale nie wybor. Obydwu im wspolczuje.
      Przyszedl mi wlasnie do glowy pomysl, moze glupi, ale napisze, co mi
      tam.
      A moze to nasienie meza Ci nie odpoiwada i dlatego organizm wytwarza
      te przeciwciala, moze gdyby dziecko powstalo z nasienia innego
      mezczyzny to mialoby szanse przetrwac?
      Kilka razy slyszalam, ze kobiety maja problemy w zajsciu w ciaze z
      jakims facetem, i pomiomo leczenia nic, a po zmianie partnera na
      innego problemu nie ma. Ale dlaczego tak jest to nie wiem.
      • kag73 Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 04.08.09, 19:30
        Hmm, pewnie, ze faceta tez rozumiem. Skoro tak bardzo chce miec
        dziecko, nich zaadoptuja. Dlaczego musi byc biologicnie jego. Mozna
        zmienic nastawienie. Tyle jest dzieci, ktore chcialyby miec mame i
        tate.
        Uwazam, ze rozmowa ich nie ominie, bo problem w tym, ze nawet jezeli
        maz z nia zoatanie, moze po latch bedzie wypominal.

        Wiadomo, ze jest szansa na zajcie w ciaze, moja znajoma miala
        podobny problem, po 4 latach sie udalo.
    • enith Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 04.08.09, 20:42
      Pomimo tego, że ani ja, ani mój mąż nie chcemy mieć dzieci, jestem w stanie zrozumieć czyjeś desperackie dążenia do posiadania biologicznego potomka. Czego natomiast nie pojmuję ni w ząb, to to, że dla męża autorki wątku ważniejsze od niej samej i od ich małżeństwa jest hipotetyczne dziecko. Mąż mówi, że odejdzie, jeśli żona nie da mu dziecka. Czy to nie jest "kochanie pod warunkiem"? "Urodzisz mi dziecko i nadal będziemy kochającą rodziną". Ja w ten sposób odebrałabym komunikat męża. Perfidne wydaje mi się zachowanie męża, który najpierw zgodził się na innego "dawcę nasienia", a gdy dowiedział się, że jest zdrowy, a problem leży po stronie żony, jest skłonny dosłownie zamienić ją na model niewadliwy! To ma być miłość? To jest zaprzeczenie miłości. Nie wiem, czy po takich słowach i czynach męża byłabym w stanie z nim nadal być. Najbardziej natomiast nierozumiała jest dla mnie postawa męża, który naciska żonę na ciążę narażając ją PO RAZ KOLEJNY na piekło poronień, POMIMO zdań lekarzy, że donoszenie ciąży jest mało prawdopodobne i POMIMO sprzeciwu żony, która nie chce ponownie przechodzić przez tragedię utraty dziecka. Zachowanie męża jest dla mnie niezrozumiałe i niepojęte. Grożenie żonie odejściem zamiast wspierać ją po poronieniach... brak mi słów. Mam wrażenie, że te trudności z posiadaniem dziecka są prawdziwym testem dla waszego małżeństwa i twój mąż ten test oblał sromotnie :( Bardzo mi przykro, że znalazłaś się w takiej sytuacji. Nie wiem, doprawdy, co ci poradzić. Myślałaś może o terapii? Albo chociaż zwierzeniu się z kłopotów mamie, albo przyjaciółce? Trzymam kciuki, żeby wszystko ułożyło się po twojej myśli, niezależnie od decyzji, jaką podejmiesz.
      • brahenn Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 04.08.09, 21:54
        Wszystkim dziękuję za słowa pocieszenia. Fakt mój mąż nie zachowuje się
        najlepiej i absolutnie nie powinien mnie stawiać w takiej sytuacji - czego
        zresztą nie omieszkałam mu powiedzieć. Bo z drugiej strony jak jemu coś się
        stanie to ja też mogę powiedzieć sorry ale zepsułeś się i spadaj, nie zamierzam
        ani z tobą być ani się tobą opiekować. Cóż reakcja była taka że on by to
        zrozumiał. Myśle że mój facet ma jakiś dziwny tok myślenia - może dlatego że
        zawsze byl trzymany pod kloszem, na wszystko mu pozwalano i nie liczył się z
        uczuciami innych i tak gada co popadnie. Ale jak już wspomniałam wiedzialam w co
        się pakuję.
        Jesli chodzi o kolejne próby, to ja jestem już od dawna zdecydowana że chcę i
        słowa mojego męża nic tu nie zmieniły, po prostu jestem w stanie znieść
        ewentualną porażke przygotowałam się już na to. A co będzie dalej zobaczymy,
        moim zdaniem jeśli moj facet może mi powiedzieć że mnie zostawi jak nie urodzę
        dziecka, to równie dobrze może mnie zostawić jak urodzi się syn a nie córka.
        Może to egoistyczne ale ja w tym momencie pragnę dziecka dla siebie, a reszta,
        cóż niech robi co chce.
        • enith Re: problem z dzieckiem, a raczej jego brakiem 04.08.09, 22:12
          To chyba najsensowniejsza postawa, jaką można prezentować w podobnej sytuacji. Jeśli TY, sama z siebie, bez nacisków męża, jesteś skłonna po raz kolejny podjąć ryzyko, to trzymam za ciebie kciuki, by się tym razem udało. Nie, nie dlatego, że jak się nie uda, to mąż cię być może zostawi. Dlatego, że TY chcesz dziecko, wiesz co ryzykujesz i mimo to się decydujesz. Kibicuję z całego serca :)
Pełna wersja