nat.wroclaw
13.08.09, 13:32
Witajcie,
Ostatnio moja szefowa powiedziała takie zdanie: jest dobrze, gdy
jest dobrze. I to ilustruje moja wczorajszą nocną dysputę z
małzonkiem: "jest dobrze, gdy jest dobrze MNIE" (tak mogę chyba -
najogólniej jak sie da - podsumować jego nastawienie do związku).
I martwi mnie to, że nie da się z chlopem normalnie pogadać o
zwykłych problemach, takich kłebiących sie gdzieś pod kobiety skóra
małych frustracjach, żalach, pragnieniach i tęsknotach.
Bo musi się stać naprawdę cos bardzo BARDZO poważnego (mielismy juz
takie doświadczenie) i wówczas romowy były dojrzałe, sensowne,
poważne, bez fochów, kpin, drwin, agresji i ataków.
A wczoraj zaczęło się (ha ha, jak zwykle) od tych cholernych naczyń
niepozmywanych. No i otworzył mi sie worek z frustracjami, tyle, że
nauczona na mądrych kursach i mądrych studiach o problemach
rozmawiam rzeczowo, niepersonalnie, komunikaty "ja", koncentruję się
na problemie, szukam sedna, kompromisu, podkreslam "co my możemy z
tym zrobić, żeby NAM było lepiej" ble ble ble .. I dostałam czapę:
mąż najpierw nawrzeszczał: "bo ty zawsze, bo ty nigdy, bo twoj
problem to" +absurdalne oskarżenia i analiza mojego wnetrza dokonana
ex-cathedra, wzniosłym tonem, potem wykpił, potem sie obraził i
dojście do konsensusu i jakiejs zgody przed pójsciem spać zajęlo nam
ze 2 godziny.
Rozmowę podsumował: "było dobrze a ty o gó... musiałas zrobić piekło
i sie spieprzyło". No jasne .. było dobrze, bo JEMU jest w tym
związku dobrze. Mnie - zwykle też, ale związek to proces, pojawiaja
się sytuacje, gdy trzeba z partnerem pogadac o czyms trudnym i
kurcze, fajnie by bylo, gdyby partner nie kpił i nie bronił sie
atakiem, tylko pogadał jak człowiek i zadal sobie odrobine trudu, by
przyznac sie, ze tez popełnia błędy, ale że mozna, a w związku to
już chyba nawet TRZEBA nad nimi pracować, zamiast sie obrażać i
bronic agresją.
Echh ... Ja wiem, naprawde wiem, ze faceci słysząc od zony "musimy
porozmawiać" dostają uderzenia hormonu walki i ucieczki z przewaga
tego drugiego.
Ale przecież musi byc na to jakiś sposób. Bo ludzie MUSZĄ ze sobą
rozmawiać.
Pani Agnieszko.. jest? Czy na zasadzie "wiedziały gały, co brały -
skoro sobie wzięły niedojrzalego chłopaka z rodziny, gdzie NIKT z
NIKIM NIGDY nie rozmawial o problemach" - trzeba pogodzić się z tym
stanem?
Dziękuję za wsparcie!
N.