Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko...

13.08.09, 13:32
Witajcie,

Ostatnio moja szefowa powiedziała takie zdanie: jest dobrze, gdy
jest dobrze. I to ilustruje moja wczorajszą nocną dysputę z
małzonkiem: "jest dobrze, gdy jest dobrze MNIE" (tak mogę chyba -
najogólniej jak sie da - podsumować jego nastawienie do związku).

I martwi mnie to, że nie da się z chlopem normalnie pogadać o
zwykłych problemach, takich kłebiących sie gdzieś pod kobiety skóra
małych frustracjach, żalach, pragnieniach i tęsknotach.

Bo musi się stać naprawdę cos bardzo BARDZO poważnego (mielismy juz
takie doświadczenie) i wówczas romowy były dojrzałe, sensowne,
poważne, bez fochów, kpin, drwin, agresji i ataków.

A wczoraj zaczęło się (ha ha, jak zwykle) od tych cholernych naczyń
niepozmywanych. No i otworzył mi sie worek z frustracjami, tyle, że
nauczona na mądrych kursach i mądrych studiach o problemach
rozmawiam rzeczowo, niepersonalnie, komunikaty "ja", koncentruję się
na problemie, szukam sedna, kompromisu, podkreslam "co my możemy z
tym zrobić, żeby NAM było lepiej" ble ble ble .. I dostałam czapę:
mąż najpierw nawrzeszczał: "bo ty zawsze, bo ty nigdy, bo twoj
problem to" +absurdalne oskarżenia i analiza mojego wnetrza dokonana
ex-cathedra, wzniosłym tonem, potem wykpił, potem sie obraził i
dojście do konsensusu i jakiejs zgody przed pójsciem spać zajęlo nam
ze 2 godziny.

Rozmowę podsumował: "było dobrze a ty o gó... musiałas zrobić piekło
i sie spieprzyło". No jasne .. było dobrze, bo JEMU jest w tym
związku dobrze. Mnie - zwykle też, ale związek to proces, pojawiaja
się sytuacje, gdy trzeba z partnerem pogadac o czyms trudnym i
kurcze, fajnie by bylo, gdyby partner nie kpił i nie bronił sie
atakiem, tylko pogadał jak człowiek i zadal sobie odrobine trudu, by
przyznac sie, ze tez popełnia błędy, ale że mozna, a w związku to
już chyba nawet TRZEBA nad nimi pracować, zamiast sie obrażać i
bronic agresją.

Echh ... Ja wiem, naprawde wiem, ze faceci słysząc od zony "musimy
porozmawiać" dostają uderzenia hormonu walki i ucieczki z przewaga
tego drugiego.

Ale przecież musi byc na to jakiś sposób. Bo ludzie MUSZĄ ze sobą
rozmawiać.

Pani Agnieszko.. jest? Czy na zasadzie "wiedziały gały, co brały -
skoro sobie wzięły niedojrzalego chłopaka z rodziny, gdzie NIKT z
NIKIM NIGDY nie rozmawial o problemach" - trzeba pogodzić się z tym
stanem?

Dziękuję za wsparcie!
N.


    • sebalda Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 13:59
      Jam wprawdzie, nie p. Agnieszka, ale napiszę, a co tam:)
      Właściwie pod tym postem mogłabym się podpisać obiema rękami. Powiem więcej,
      myślę, że 99% z nas (tu piszących) i kobiet piszących na wszystkich innych tego
      typu forach mogłoby się podpisać. Ja nie wiem, czy oni (faceci, w szczególności
      mężowie;) są już tak skonstruowani, czy my za dużo chcemy. Nie wiem, jaki jest
      Twój staż małżeński, ale mój jest naprawdę długi, 22 lata + 4 lata chodzenia. I
      przez te wszystkie lata jest dokładnie tak, jak to opisałaś. DOKŁADNIE!
      Ja straciłam już nadzieję, staram się stosować podobne metody, jak przez Ciebie
      opisane, wkładam naprawdę dużo wysiłku, żeby być dobrze zrozumianą, do czasu
      staram się być cierpliwa i co? Ano g..no:(
      Jak się obrażał, tak się obraża. I identyczne argumenty, jak Twojego, że było
      dobrze, a ja zepsułam głupim czepianiem się drobiazgów. I to ja jestem ta
      wredna, czepialska, marudna żona. Szkoda słów.
      Wiele pań tu piszących radzi, żeby takiego męża kopnąć, za przeproszeniem, w
      dupę. Ale czasami myślę, co to da? Wszak zamiana na lepszy model jest zasadniczo
      skazana na niepowodzenie, bo ONI wszyscy są w tych kwestiach podobni, a samotne
      życie jakieś takie jednak smutne się jawi. To może jednak trzeba szukać tych
      pozytywów u obecnego partnera. Byle tylko były:)
      • nat.wroclaw Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 14:12
        Toś mię wsparła siostro :) (U nas staż: 8 lat chodzenia i 5
        małżenstwa, razem 13).

        Mam taką samozwańczą socjologiczną tezę, że meżczyźni zwykle nie są
        uczeni takich rozmów w domu. Ich mamy i ojcowie tez nie rozmawiają
        ze sobą o trudnych rzeczach "po ludzku", nie uczą synów
        identyfikowania uczuc, nazywania ich, raczej na zasadzie: nie
        dotykaj gó..na, bo zaśmierdzi - i problemy pod dywan, bo czego nie
        widać, tego nie ma.

        Ma tez drugą (odwazniejszą) tezę, że do takiego rodzaju rozmów
        potrzeba mieszanki dojrzałości, autorefleksji i dobrej woli.

        A to juz czasem wysoka poprzeczka. I stąd moje pytanie do Pani
        Agnieszki, czy gdy brak dojrzałosci (bo co to jest, że stary koń 33-
        letnie obraża się i wyzlosliwia bardzo nieprzyjemnie w rozmowie o
        patelni) i brak autorefleksji (bo mama z tata nie nauczyli mówić:
        nie wiem, nie potrafię, czasem sie boję, chciałbym..) - to czy da
        sie w ogóle pracować wspólnie nad związkiem? czy do emerytury mam
        wegetować, unikając punktów zapalnych, dla świetego spokoju, bo
        książe małżonek każdą prosbę czy trudna rozmowę interpretuje jako
        atak?


        echh ..
        • verdana Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 14:34
          No cóż, nie jestem facetem, ale na mysl o "zasadniczych rozmowach" o
          drobazgach, a nawet o rzeczach zasadniczych przeszywa mnie dreszcz
          obrzydzenia. Dla mnie taka rozmowa to masakra zwiazku. Czasem mozna
          przyjąć rzecz wykrzyczana w zlosci, albo wrecz awanture, ale
          stawianie na zimno zarzutow, typu "naczynia sa niepozmywane, czuje
          się przez to źle, chcialabym abysmy oboje czuli się dobrze, wiec
          porozmawiajmy" to iluzja porozumienia. Druga strona automatycznie
          stawiana jest na pozycji drania i krzywdziciela. To nie jest kwestia
          dojrzalosci/niedojrzalosci, tylko kwestia tego, ze to nie jest
          rozmowa. To pretekst do stawiania zarzutow, przedstawiania
          problemow, ale w taki sposob, by w wyniku rozmowy nasza strona byla
          zadowolona, a tamta - poczula sie winna.
          Proponuje przypomniec sobie z lat nastolatkowych "zasadnicze
          rozmowy" z rodzicami, ktorzy w kulturalnych, cieplych slowach
          przedstawiali to, co się im w nas nie podoba i pokazywali, co
          powinnismy zrobic, aby sie poprawić. Jestem dziwnie przekonana, że
          dla wielu osób takie rozmowy byly bardzo nieprzyjemne, a wrecz
          zostawily ślad w psychice na lata. W przeciwienstwie do
          sporadycznych awantur, gdzie wściekla matka wrzeszczała "ile razy
          mam cie prosic o wyniesienie smieci!!".
          Spokojne rozmowy , niestety, zazwyczaj sa atakiem. nawet, jesli
          stronie atakujacej wydaja sie w pelni obiektywne. Nie ma nic
          gorszego niż spokojne, chlode i życzliwe wyliczenie tego, co nam się
          w partnerze nie podoba.
          Czaem lepiej, aby naczynia staly niepozmywane caly dzień, albo i
          dwa...
          • sebalda Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 14:55
            Sorry, Verdano, ale ja jestem i chyba pozostanę zwolenniczką wzajemnego szacunku
            i zrozumienia, a co za tym idzie, chciałabym żyć w spokoju i porozumiewać się z
            najbliższymi bez konieczności podnoszenia głosu i wyzwisk. Wiem, że nie o to Ci
            chodziło i rozumiem Twój punkt widzenia, ale są osoby (takie jak ja i
            najwyraźniej nat.wroclaw), ktore wolałyby polubowne załatwianie kwestii mniej
            lub bardziej spornych. Nie rozumiem, dlaczego zwykła prośba czy życzenie musi
            prowokować do obrażania się. A tak jest często. Zresztą ja próbowalam już
            egzekwować pewne rzeczy bardziej stanowczo i też nie skutkowało.
            Naczynia mogą być niezmyte dzień, dwa, ale po tych dwóch dniach, kto je zmyje?
            Przy 4-osobowej rodzinie wiesz jak duzo się uzbiera przez te dwa dni? Z
            pewnością wiesz:)
            Dla mnie nieumyte naczynia (czasami, w szczególnych sytuacjach) są synonimem
            braku zrozumienia dla mojego zmęczenia, moich odczuć, mojej pracy włożonej w
            prowadzenie domu po męczącym dniu w pracy. Gdy on robi ciepłą kolację dla nas
            wszystkich po pracy, oczywistym jest, że ja sprzątnę, ale gdy ja po powrocie do
            domu muszę zrobić 10 różnych rzeczy (bo samo się nie zrobi), a on zalega przed
            telewizorem, czasami (podkreślam CZASAMI) naprawdę czuję się lekceważona. Mam o
            tym nie mówić? Mam to wykrzyczeć? Mam napisać wielkimi literami? Co w takiej
            sytuacji radzisz Verdano?
            • verdana Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 15:17
              Alez oczywiscie, ze prosba, życzenie, normalna uwaga sa najlepszyą
              droga porozumiewania się. Natomiast nie jest nią tzw. "powazna
              rozmowa', szczególnie, jeśli nie dochodzi do niej spontanicznie, a
              jest zapowiadana.
              mam tez bardzo powazne watpliwosci, co do komunikatu "ja", poniewaz
              sprowadza pewne obiektywne kwestie do tego, ze zadaniem drugiej
              strony jest przede wszystkim liczenie się z tym, co cuje zona/mąż, a
              nie z tym, co ona sama czuje. inaczej jednak brzmi zdanie 'przestań
              przychodzić do stołu, gdy wszyscy juz siedzą, bo jedzenie stygnie",
              a inaczej "czuję sie dotknieta i jest mi przykro, ze nie
              przychodzisz na czas do stołu".
              Mój mąz zmywa po północy (raz dziennie) , przy czym zostawia zawsze
              część rzeczy na jutro, co doprowadza mnie do cholery, bo nie ma
              gdzie wstawiać nastepnych. Prosilam, informowalam itd, po czym
              doszlam do wniosku, że nie warto. Moge albo zmyc (ale mi się nie
              chce), albo zaakceptować, ze facet zmywa wtedy, kiedy jemu pasuje, a
              nie kiedy mnie pasuje. Bo ostatecznie ja tez robię wiele rzeczy w
              domu wtedy, gdy jest mi wygodnie, a nie wtedy, gdy jest wygodnie
              mężowi. No i mąz nie dziecko, aby "egzekwować stanowczo pewne
              rzeczy". Nie jestem w domu jedyna osobą.
              Jesli niepozmywane naczynia sa dla Ciebie oznaka lekcewazenia,
              nieszanowania Twojej pracy itd., to problem nie w naczyniach,
              niestety. Dla mnie zlew pelen brudnych naczyń gdy wracam do domu
              oznacza jedynie to, ze mąż nie lubi zmywać. Albo nawet lubi , ale
              nie wtedy, gdy mnie to odpowiada. ma to zero wspólnego z szacunkiem,
              raczej z lenistwem, od ktorego i ja nie jestem wolna.
              A co radze - kupic zmywarkę i odpuscic sobie co najmniej 5 z 10
              rzeczy, ktore trzeba zrobic po przyjściu do domu.
              • nat.wroclaw Oj, żebyśmy się dobrze zrozumiały 13.08.09, 15:26
                Verdana, być może źle zrozumiałaś to, co napisałam o stosunku
                facetów do 'musimy porozmawiać".

                Rozumiem to doskonale i dosc rozumnie myslę - unikam "zapowiadanych
                zasadniczych rozmów". Wcozraj trochę powrzeszczelismy o patelnię
                (normalna sprawa) tyle, że w czasie wrzeszczenia mąz troche
                naprzeginal (skonczyły mu sie argumenty, wiec coś tam mi krzyczał,
                ze jestem niedorozwinieta, takie tam, inwektywy). Wieczorem
                przyszedł, przytulił i przeprosił za te słowa. No i wtedy jakoś ttak
                w rozmowie zaczelam mowic, ze czasm mnie boli gdy sie tak unosi
                zupełnie ni priczom. Podałam kilka innych przykładow - myslę, że
                informacyjnie, nie agresywnie i nie w stylu "cold bitch", ale
                mowiłam, ze mnie to rani, odniosłam sie do jego zachowania w
                stosunku do małej - no i miałam, ze wyolbrzymiam, ze nic takiego sie
                nie dzieje, ze jak młoda robi komedie, to powinna dostac - ze i tak
                ma z nim za dobrze, gdy staralam sie byc powazna, mąz kpił ze mnie,
                wyciagal moje slabosci, wysmiewał sie. Fakt zaczelo sie od patelni a
                skonczylo na dowalaniu ponizej pasa, niedojrzalym, bezsensownym, a
                problem został. Problem agresji - nie naczyń.
              • sebalda Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 15:53
                verdana napisała:
                > Jesli niepozmywane naczynia sa dla Ciebie oznaka lekcewazenia,
                > nieszanowania Twojej pracy itd., to problem nie w naczyniach,
                > niestety.
                O to właśnie chodzi. I wcale jakoś się tego nie wstydzę. Rozumuję tak: jeśli
                wracam zmęczona z pracy razem z nim, a pewne rzeczy w domu są do zrobienia
                zawsze, on wiedząc, że mi na jego geście w moją stronę w postaci pomocy w tych
                czynnościach zależy, minimum tejże pomocy powinien okazać. Nie musi to być mycie
                naczyń, to tylko przykład, symbol (patelnia). Nie robiąc tego, jasno wyraża
                swoje lekceważenie moich potrzeb. I nie jest tak, że ja każe mu się domyślać;
                on doskonale wie, bo nie raz mu to mówiłam, że potrzebuję i chce jego pomocy. I
                że nie musi to być odkurzanie całego domu, tylko drobny gest dobrej woli. ALe
                nawet to dla niego za wiele.

                >Dla mnie zlew pelen brudnych naczyń gdy wracam do domu
                > oznacza jedynie to, ze mąż nie lubi zmywać.
                Ja za to uwielbiam mycie naczyń, po prostu pasjami:) Zwłaszcza po pracy, albo po
                innych wieczornych aktywnościach. Zawsze rozśmiesza mnie to zarzekanie sie
                niektorych kobiet, że nie przejmuja się nieumytymi naczyniami. Chyba że używają
                jedynie jednorazowych. Przecież nagromadzenie się tychże naczyń już w dwa dni
                powoduje potem jeszcze większe problemy z ogarnięciem calości. Zachlapany blat
                też na drugi dzień będzie trudniej doczyścić i ściągnie tabuny much. Będę się
                upierać: przy większej ilości domowników NIEUMYTE REGULARNIE NACZYNIA SĄ
                PROBLEMEM. Rzekłam:)

                > A co radze - kupic zmywarkę i odpuscic sobie co najmniej 5 z 10
                > rzeczy, ktore trzeba zrobic po przyjściu do domu.

                Mamy zmywarkę od wielu lat, ale ona sama się nie pakuje i rozpakowuje. Jak nie
                jest rozpakowana, to reszta naczyń ląduje i piętrzy się w zlewie. Problem zostal
                nieco ograniczony, ale nie opanowany.
                Są dni, że jest do zrobienia 5 rzeczy, w inne 8, a w inne 10. Przysięgam, że nie
                jestem pedantką, ale czasami trzeba zrobić pranie, czasami zamieść, bo pies
                linieje, czasami wyprasować, bo niektore rzeczy (niewiele) nie nadają się do
                założenia bez prasowania. Z dzieciakami tez chciałoby się trochę pobyć i
                pogadać. Gdyby choć w jednej rzeczy mąż pomógł choćby w minimalnym zakresie, o
                ile mogłoby być przyjemniej, dla wszystkich.

                Mąż nie lubi zmywać albo lubi w określonych porach - to mnie naprawdę
                rozśmieszyło:)))
                • verdana Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 16:11
                  No widzisz - a mnie juz teraz zwisa, czy blat jest brudny czy
                  czysty, ile naczyń jest w zlewie. Brudny - to niech ktos umyje,
                  niekoniecznie ja.
                  Ty postrzegasz gospodarstwo domowe i obowiązki związane z tym
                  gospodarstwem, jako Twój dział, Twój obowiązek. Mąż, pokazując, ze
                  Cię kocha i ceni, powinien Ci ulżyc i pomoc w pracy.
                  Natomiast ja widzę dom i obowiazki w tym domu jak cakowicie wspólne.
                  Mąz zmywajac nie pomaga mnie, tylko zmywa własne naczynia we własnym
                  domu, zeby miec na czym zjeść obiad. Nie jest to pomoc dla mnie, bo
                  nie moim psim obowiazkiem jest te naczynia umyć. Jak mąz nie
                  posprząta, to będzie niesprzatniete(i jest), bo ja na pewno sprzątac
                  nie będę, bo nie lubię.
                  Kiedys moja mama weszła do nas i powiedziala mi "Mogłabys czasem
                  pozamiatać, czy odstawić cos na miejce". Odpowiedziałam "Wiesz, w
                  tym domu mieszka jeszcze parę osob - dlaczego nie powiesz mojemu
                  męzowi, ze móglby posprzatac, tylko masz pretensje do mnie?".
                  Mama zastanowiła sie i przyznała mi rację.
                  Poki bedziesz się czula odpowiedzialna za wszystko i uznawała, ze
                  zmywanie, gotowanie, sprzątanie we wlasnym domu jest tylko "pomoca"
                  dla Ciebie, a nie po prostu dbaniem o swoj dom - czarno widzę udział
                  w zajeciach domowych Twego męża.
                  Kiedys w
          • nat.wroclaw Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 15:08
            Verdana, fajnie, że piszesz, mialam cicha nadzieję, że zabierzesz
            głos!

            >>Nie ma nic gorszego niż spokojne, chlode i życzliwe wyliczenie
            tego, co nam się w partnerze nie podoba.

            Zgoda. Co do reszty zasadnizo też. Ale zycie to nie tylko naczynia.
            To n* trudnych spraw. Niech juz bedzie, że się zwierzę - w naszej
            rodzinie trudna sprawą jest agresja męża w stosunku do córki. Nie ma
            on jakiejs przemyslanej strategii wychowawczej, chyba nigdy nie
            podjął refleksji nad tym jakim chce byc rodzicem. - Działa
            impulsywnie - jak mu sie chce - jest cierpliwy, kochany i ciepły,
            jak mu sie nie chce - wpada w furię i za to samo przewinienie raz
            dzecko ma spokojne tłumaczenie a raz furie z potrząsaniem, łapaniem
            za przedramię i ryczeniem prosto w twarz: "O co ci chidzi?! O co ci
            chodzi?!" (dziecko ma niecałe 3 lata i zwykle podczas takiej akcji
            płacze i sika po nogach ze strachu).

            O tym chciałam wczoraj rozmawiac - nie awanturowac się. Wierz mi
            Verdana, tez czasem wolę huknąc o cos tam i mieć z głowy, bo sprawa
            niewarta jest rozwlekania. Ale tego, co opisalam wyzej huknieciem
            sie nie rozwiąże. Dorosli poza dystansem do zwyklych codziennych
            spraw, takich jak bajzel w szafie i naczynia w zlewie - MUSZĄ (imo)
            potrafic ze soba _rozmawiać_. Na przyklad o dzieciach.

            Ale jeszcze raz dziękuję za Twoj wpis, jak zawsze bardzo inspirujacy
            do myslenia .. nad sobą :)
            • verdana Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 15:21
              Agresja w stosunku do dziecka to nie zmywanie tylko kwestia
              fundamentalna, przy ktorej na plan dalszy schodza uczucia partnera ,
              a nawet samo istnienie związku. Moja wypowiedź dotyczyla drobiazgow,
              nie spraw najistotniejszych.
              Rozmowa o dzieciach jest chyba - poza wszystkim innym - latwiejsza,
              bo nie dotyczy bezposrednio relacji miedzy małżonkami, a jesli oboje
              kochaja dziecko - znacznie łatwiej przyjma krytyke (ilez razy mąż
              mnie ochrzaniał za wrzeszczenie na dzieci..) niz gdy dotyczy to ich
              wzajemnych relacji.
              • nat.wroclaw OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 15:29
                teraz rozumiem, - troche jasniej napisałam tez wyżej.

                A to, co napisalas mnie i Sebaldzie w kwestii naczyń .. wydrukuje i
                bede czytac przed snem - bardzo madre i ważne, żeby się w głupotach
                nie zapetlić i w emocjach o byle co.
                Dziękuję!
                • triss_merigold6 Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 18:01
                  Powiedz mi jak bardzo trzeba nastraszyć trzyletnie dziecko, żeby
                  sikało ze strachu? I co masz zamiar z tym zrobić jako matka
                  odpowiedzialna za dziecko, bo niepozmywane naczynia na tle
                  powyższego wydają mi się mało istotne. Wiesz, że Twój mąż stosuje
                  przemoc, prawda? I że jest to karalne?
                  • verdana Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 18:49
                    Triss, bywa, ze bardzo, a bywa, ze tylko trochę. To może być
                    przemoc, a może i nie być - trudno stwierdzić.
                    Moja córka tak reagowała, gdy patrzylam jej prosto w oczy,
                    oczywiscie przestałam szybko. Ale trudno powiedziec, aby patrzenie w
                    oczy dziecku bylo domowa przemocą, chociaz corka dostawala ze
                    strachu autentycznej histerii.
                    Na wrzeszczenie nie reagowała. Niech se matka wrzeszczy, przejdzie
                    jej.
                    • triss_merigold6 Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 19:07
                      Dobra, może się nie znam ale parę dzieciatych koleżanek (z młodszymi
                      dziecmi) mam i naprawdę nie spotkałam się z taką reakcją. Sikanie w
                      nocy to owszem. Moje na wrzaski reaguje tak, że się obraża
                      zazwyczaj.
                    • kawka74 Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 19:10
                      Ale tu chyba pan stosuje coś więcej niż patrzenie w oczy - mowa jest o potrząsaniu i szarpaniu, a przy okazji o kompletnej niestabilności emocjonalnej.
                      Naprawdę mocno zastanowiłabym się nad obecnością takiego faceta w moim życiu.
                      • verdana Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 19:16
                        Zalezy, zalezy.
                        Przyznam, ze parę razy w życiu ja także potrząsałam, szarpałam oraz
                        wrzeszczalam, będac w stanie kompletnej niestabilnosci emocjonalnej
                        spowodowanej jakimś wyjatkowym wyskokiem jednego z moich licznych
                        dzieci(na przyklad próbą utopienia siostrzyczki w wannie). A nie
                        uwazam, abym była szczegolnie toksyczna, groźna i trzeba mnie bylo
                        odseparować.
                        Wszystko zalezy nie tylko od zastosowanych środków, ale i od tego,
                        ja często sa stosowane i w jakich okolicznosciach. Co innego bardzo
                        rzadko i w wypadkach najcięższych przestepstw (wtedy wrzeszczenie
                        tak, ze dziecko siusia jest bardzo naganne, ale nie jest
                        dyskwalifikujace), czy tez sa to czeste wybuchy ni z tego ni z
                        owego, spowodowane zlym humorem, czy tez niezrozumieniem tego, ze
                        dziecko jest dzieckiem.
                        • kawka74 Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 19:32
                          To, o czym piszesz, to jednak co innego.
                          Zobacz:
                          [ciach] mu sie chce - jest cierpliwy, kochany i ciepły,
                          jak mu sie nie chce - wpada w furię i za to samo przewinienie raz dzecko ma spokojne tłumaczenie a raz furie z potrząsaniem, łapaniem za przedramię i ryczeniem prosto w twarz: "O co ci chidzi?! O co ci chodzi?!"
                          Panicznie boję się ludzi nieprzewidywalnych.
                          • verdana Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 19:57
                            Nie usprawiedliwiam faceta, bo trudno mi powiedzieć, jak naprawde
                            wyglada sytuacja.
                            Ale ja tez bywalam nieprzewidywalna, jeśli o to chodzi - czasem
                            napiecie erwowe +zmeczenie powoduje wybuch. Nie osmielilabym sie
                            powiedzieć, ze nigdy nie bylo tak, ze na to samo przewinienie zawsze
                            reagowałam tak samo nigdy nie zdarzyło mi się niespodziewanie
                            zacząć wrzeszczeć. Chociaż fakt - nie dopuscilabym, aby dziecko
                            siusiało ze strachu.
                            Ale płakać - zdarzało się. I jako osoba wredna, nawet nie mam
                            specjalnego poczucia winy.
                            • kawka74 Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 20:03
                              To ja nie mam więcej pytań.
                              Dla mnie jako dziecka było to okropne. Nie musiałam siusiać ze strachu, żeby czuć się jak kupa dzięki niestabilności emocjonalnej rodzica.
                              • verdana Re: OK, teraz rozumiem .. 13.08.09, 20:13
                                Przepytane na okoliczność moje dorosle dzieci nie pamietaja tego,
                                jako horroru. Ot, wiedziały zawsze, ze matka nie robot i czasem bywa
                                sciekła - ale i im pozwala byc czasem wscieklym bez powodu i
                                nawrzeszczeć.
                                Wszystko zalezy od calokształtu stosunków między rodzicem a
                                dzieckiem, od tego, czy dziecko boi się rodzica naprawdę (tu jest
                                prawdziwy problem, chocby rodzic nigdy nie podniosl glosu i mial
                                stale na ustach rozkoszny usmiech) czy tez wie, ze wrzeszczy,
                                wrzeszczy i przestanie, od tego, co rodzic sam mówi o sobie dziecku
                                ("krzyczę, bo jestes niedobrym dzieckiem, mam już tego dosyć, dosane
                                przez ciebie zawału", czy "zdarza mi się wrzeszczeć bez powodu, bo
                                jestem zdenerwowana i tyle, nie przejmuj się za bardzo" - oczywiscie
                                to nie jest mowa do trzylatka...).
                                Słabo wierzę w rodziców, ktorzy nigdy, w żadnych okolicznosciach,
                                nie "wychodzą z siebie" i zawsze potrafia zachować dystans, zimna
                                krew.
    • nick_ze_hej Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 19:54
      Ludzie, jest XXI wiek, zmywarka nie kosztuje majątku, a jakżesz upraszcza zycie
      rodzinne! Redukuje ogniska zapalne, zmniejsza co najmniej o połowę ilość
      poważnych rozmów małżeńskich! Naprawdę warto odżałować ten tysiąc z kawałkiem,
      w zamian za spokój w domu;))
      • annamariamuff Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 20:27
        Zmywarka nie zalatwia sprawy bo trzeba te naczynia tam wlozyc a
        pozniej jeszcze wyjac
    • kicia031 Rozmowa prowadzi donikad 13.08.09, 21:13
      Moim zdaniem rozmowa na ogol nie prowadzi do rozwiazania
      jakichkolwiek problemow malzenskich. dlatego, ze wiedza noe prowadzi
      zmiany postepowania, do tego potrzebna jest motywacja.

      W czasie naszegfo kryzysu moj partner zdawal sie czerpac frajde z
      robienia odwrotnie, niz mi zalezalo, co mu wykladalam, tlumaczac mu
      w wielogodzinnych dyskusjach, co mnie rani i boli. Teraz, gdy nasze
      relacje sie poprawily, widze, ze on po pierwsze, doskonale wie, co
      mi sprawia przyjemnosc i przykrosc - bez mowienia - a po drugie, ze
      bardzo sie stara, by unikac robienia mi przykrosci.

      Dlaczego tak sie dzieje - bo spowodowalam powstanie odpowiedniej
      motywacji.

      A co do zmywania - kazdy ma jakies zadania w ktorych lepiej sie
      czuje i sprawdza, i inne ktorych nie znosi. My dopracowalismy sie
      takiego podzialu obowiazkow, w ramach ktorego wszyscy sa w miare
      szczesliwi, robiac to, co lubia. ( albo czego efekt lubia - i tak
      moj partner, ktory lubi jesc, na ogol bierze na siebie gotowanie)
      • nat.wroclaw Re: Rozmowa prowadzi donikad 14.08.09, 08:05
        > Dlaczego tak sie dzieje - bo spowodowalam powstanie odpowiedniej
        > motywacji.


        a możesz napisać, jak to zrobiłaś (jeśli to nie jest cos bardzo
        osobistego)?

        Dzięki
        N.
        • kicia031 Re: Rozmowa prowadzi donikad 24.08.09, 16:22
          No w najwiekszym skrocie chodzi o to, by przyjemniej bylo cos
          zrobic, niz nie zrobic. Np - moj partner luuuuubi jesc. Chetnie wiec
          gotuje, zwlaszcza gdy jest glodny.

          Ale tak naprawde najwazniejsze jest, ze miedzy nami jest milo i
          dobrze, ja jestem usmiechnieta, ciepla i doceniajaca - wlasciwie
          caly czas, no chyba, ze mnie bardzo wkurzy.
          Wtedy przestaje byc mila - nie nie krzycze, nie narzekam - po prostu
          wycofuje sie i zajmuje sie soba. nazywam to wkladaniem do lodowki
          (uwaga, nie do zamrazalnika, bez przesady) i to naprawde dziala.

          Choc w czasie naszzego kryzysu chlop twierdzil, ze nie potrzebuje
          ani rozmow, ani mojego wsparcia, to prawda jest taka, ze tego bardzo
          potrzebuje i docenia, kiedy to dostaje. I nie lubi sytuacji, kiedy
          nie dostaje, kiedy czuje, ze nie jestem do jego dyspozycji.

          Transakcja jest wiec jasna - ja sie staram i daje z siebie wszystko
          pod warunkiem, ze on odpowiada tym samym. I czasami dostaje extra
          prezent, np mowie mu rano "pospij sobie jeszcze 15 minut kochanie, w
          kincu wrociles wczoraj z pracy o 2 w nocy". Bo wiem, ze nawet gdybym
          go budzila, to i tak by spal, a do tego bylby wsciekly. A tam jest
          mi wdzieczny za moja troske i zrozumienie, i zwleka sie z lozka po
          25 minutach sam z siebie.
      • weronika.3 Re: Rozmowa prowadzi donikad 14.08.09, 09:16
        No, kicia031, napisz co to za motywacja. Proszę. Chętnie skorzystam
        choćby jako wzór.
      • feathergirl Re: Rozmowa prowadzi donikad 15.08.09, 10:21
        @Kicia031: Ja się dołączam do prośby o podanie sposobów motywowania partnera. Bo
        czasem mam wrażenie, że zmotywowanie go do zrozumienia potrzeb kobiety jest
        równie proste, co zmotywowanie osła, żeby latał. ;)
    • amb25 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 13.08.09, 23:54
      mnie tez sie wydaje, ze rozmowa z facetem tzw. powazna rozmowa nie prowadzi do
      niczego. W najlepszym (jak dal mnie najgorszym) razie przytaknie i powie, ze
      oczywiscie masz racje. Ale zmiany zadnej.
      Moj maz nie jest jedynakiem ale zostal wychowany tak, ze mamusia to byla
      praktycznie sluzaca (razem ze wszystkimi kobietami w rodzinie), odgadujaca
      wszystkie jego zyczenia. Powazne rozmowy nie pomagaly, bo on od dziecka byl tak
      nauczony. Rozmowy porzucilam.
      O prasowanie koszul boj szedl chyba 2 lata. Teraz prasuje sobie sam. Ale juz
      skorki z banana nie wrzuci do kosza - zjamuje za duzo czasu - teraz zaczynamy
      cwiczyc to wlasnie. Jak mu zwroce uwage to wrzuci. No i kolejny sukces po ok. 4
      latach malzenstwa brudne skarpetki laduja w koszu na brudna bielizne! Metoda
      byla brutalna i wredna, ale zadzialala.
      Naczynia kiedys mowil, ze bedzie zmywal. Wytrzymalam ok. tygodnia bo w zlewie
      porosla plesn. Brak obiadu (bo granki brudne) tez nie jest problemem - idzie na
      hamburgera albo pizze. W domu brudno? To jest problemem tylko wtedy gdy goscie
      maja przyjsc - zbiera sie do sprzatania. Inaczej mu nie przeszkadza brod i
      smrod. Aha jest w stanie narzekac jak smierdza niewyrzucone smieci (wyobrazcie
      sobie skore z ryby po dwoch dniach)i wtedy pyta sie (!!!!!) czy wyniesc.
      Generalnie to w kazdych warunkach mu dobrze. Twierdzi, ze jemu to nie
      przeszkadza, a jesli mnie przeszkadza to moja sprawa. W sumie racja...
      Jak cos powie, ze zrobi to raczej zapomni, wiec ja sie tez nie wysilam. Nie
      przejmuje sie czy ma czyste ubrania czy nie, czy ma obiad czy nie (bo i tak go
      sobie nie odgrzeje - za duzo roboty)itp.
      Ale w kwesti zmywania naczyn i porzadku - poddalam sie (choc raczej wymagajaca
      nie jestem) - bo mamy dziecko.
      Aha! On uwaza, ze jesli naczynia pozmywa czy wyrzuci smieci to mi pomaga. Nie
      dociera, ze po sobie tez sprzata. Mamusia go nauczyla, ze kobietom trzeba
      POMAGAC w pracach domowych (ktore sa obowiazkiem kobiet).
      Oczywiscie jak ja zaplanuje sprzatanie wspolne na sobote to sprzatamy razem,
      albo jak go przypilnuje z myciem naczyn to po dwoch dniach pomyje, tylko
      dlaczego mam go pilnowac? Co to male dziecko?
      Jak tu dojsc do ladu z kims komu zawsze jest dobrze a jesli zrobi cos w domu to
      tylko dla mnie a nie z poczucia obowiazku???
    • nat.wroclaw Tris i Kawka 14.08.09, 08:24
      Dziewczyny .. jak przeczytałam dzis rano swoje własne słowa z
      dystansu czasowego, to faktycznie - mąz potwór, przemocowiec i
      pierwsza jestem w kolejce do kopniecia takiego gościa precz.

      Więc, żeby nie bylo, że po internecie rysuję czarny obraz małzonka,
      przyznam, że słowa "zwykle sika po nogach" były naduzyciem. Fakty sa
      takie, że młoda dostaje napadów histerii czsem kilka razy dziennie -
      zwykle o byle co (jak to trzylatek), często napad jest przez nas
      kompletnie niemożliwy do przewdzenia (bawimy się, młoda się smieje i
      nagle upadnie jej klocek, albo źle nałoży sobie pastę na szczotkę
      (którą SAMA sobie naklada) i rzuca się z wrzaskiem na ziemię rycząc
      i kopiąc. Myslę, że wiele z nas ro zna. Takie akcje, trwajace czasem
      do godziny, gdy jest ich kilka w ciagu dnia - no bardzo obciążają i
      nie ukrywam, że rozwalają dzień.

      Stosujemy metodę "wyciszajacego jeżyka" - gdy młoda coraz bardziej
      sie nakreca - sadzam ja na dwie minuty w jedno spokojne miejsce w
      jej pokoju i czekam nie patrząc jej w oczy w ciszy. Wtedy histeria
      zwykle sie nasila, a po ok 5-10 minutach zaczyna wyciszac. I WTEDY
      wlasnie - zdarza sie, ze córa robi siku w majty. W czasie tego wicia
      sie po podlodze i wrzasku tak sie nakreca, ze sika. Mysle, ze to z
      emocji, z placzu, nie wiem z czego.

      Faktem jest też, ze od czasu do czasu męża ponosi i gdy nie może
      zdzierzyc kolejnej histerii o niewłączoną bajkę albo ŹLE NALANY sok
      (bo do soku wyjetego z lodowki ośmielił sie dolac troche ciepłej
      wody, a ona chciała pić zimne z lodówki) - wtedy ją włąsnie w
      opisany wczesniej sposób stawia do pionu.

      Moim zdaniem - nie powinien się wściekać. Nie powinien okazywać az
      takiej złości. Nie powinien być agresywny (ton głosu, te idiotyczne
      pytania "O co ci chodzi?!" bo przeciez wiadomo, ze histeryzujace
      dziecko nie odpowie, łapanie za przedramie (bardzo typowe, chyba
      kazdy to pamieta tez z dziecinstwa, jak mama łapała za reke powyzej
      łokcia i trzymała prosto, zeby jej sie nie wyrywac).

      ALE

      tak jak napisała Verdana - to nie jest wściekanie się dorosłego,
      który wścieka niekontrolowanie, byle kiedy. To jest po prostu
      wściekły rodzic usiłujacy uciszyc histeryzujace dziecko. Metoda -
      naganna, ale raczej do _PRZEGADANIA_ własnie, niz od razu do
      rozwodu.


      Uff, mam nadzieje, ze wybieliłam troche męża, którego odsądziłam od
      czci i wiary, troche targana emocjami wczorajszej trudnej rozmowy.
      Proszę, Was, nie doszukujcie sie tu drugiego dna, ze bronię
      przemocowca, bo tak nie jest, amen :)

      No i jeszcze - bardzo Wam też dziekuje za cenne uwagi i za udział w
      tym wątku.

      Serdeczności
      Nat
      • kawka74 Re: Tris i Kawka 15.08.09, 14:51
        Być może moja reakcja wynika stąd, że mam alergię na jakąkolwiek przemoc o jakimkolwiek podłożu, począwszy od szarpania za ramię (stan nerwów szarpiącego i przyczyny takowego niewiele mnie obchodzą).
        Wracając do kwestii rozmów zasadniczych - tę wątpliwą przyjemność należy dawkować bardzo ostrożnie i w naprawdę bardzo mocno uzasadnionych przypadkach. W którymś momencie interlokutor spierdziela gdzie pieprz rośnie, bo ma dość słuchania o zranionych uczuciach partnera/partnerki, ma dość czucia się jak kupa. Komunikaty 'ja' nie są panaceum na wszystko i czasem lepiej walnąć 'posprzątaj do cholery' niż 'czuję się źle patrząc na ten bałagan' (w pierwszym przypadku komunikat jest klarowny, w drugim aż się prosi o odpowiedź: 'to nie patrz').
        Mam nadzieję, że poukładacie sobie wszystko, powodzenia :)
    • rapunzel1 Sukcesy 14.08.09, 12:38
      A ja mam sukcesy!

      Po jakiś 5 latach mąż przestał w czasie kłótni i poważnych rozmów moje rzeczowe i wyważone argumenty podsumowywać "bo ty NIGDY nie doceniasz tego co robię", "bo ty ZAWSZE mnie obwiniasz"

      Kiedyś obrażał się nawet na kilka tygodni, teraz góra przez kilka dni mało się mną interesuje, a ja wtedy nadrabiam kontakty z przyjaciółkami i zaległości w lekturze :)

      Moim zdaniem nie należy milczeć "dla świętego spokoju" tylko właśnie kłócić się byle z humorem i szacunkiem dla przeciwnika, nie oczekiwać natychmiastowej kapitulacji, a poważne rozmowy zostawiać na naprawdę ważne sprawy
    • karolina331 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 15.08.09, 13:26
      Miałam toksycznych rodziców i wolę na ten temat nie mówić.
      Mam dużo pretensji do mojej matki o wiele rzeczy, ale za jedno
      jestem jej naprawdę wdzięczna.
      Otóż, moja matka od najmłodszych lat wymagała ode mnie: prania,
      prasowania, gruntownego sprzątania i gotowania. Nauczyła mnie także,
      że kobieta MUSI być samodzielna i w życiu liczyć TYLKIO NA SIEBIE.

      Dziś po prostu nie zauaważam nawet, ze jest to jakaś praca i
      wszelkie obowiązki domowe wykonuję odruchowo.

      Myślę, że panie, które mają córki, mogłyby przynajmniej teoretycznie
      przemyśleć, czy moja matka nie miała w tym przypadku słuszności.

      Jestem w szczęśliwym związku od 21 lat, bardzo się nawzajem kochamy
      i szanujemy. W każdej sytuacji życiowej możemy na siebie liczyć.
      Oczywiście, czasem sprzeczamy się, czasem nawet potafimy się bardzo
      pokłócić - ale NIGDY o sprawy nieistotne.

      Nat, jeśli przyjmiesz do wiadomości, że Twój mąż to TEŻ CZŁOWIEK, że
      może czegoś nie lubić, może mu się czegoś nie chce zrobić, że to
      wynika po prostu z tego, że NIE, BO NIE, a nie z jego złej woli czy
      z tego, że Ciebie nie kocha i nie szanuje - wówwczas z pewnością
      zauważysz, że mąż wyręcza Cię w wielu innych obowiązkach:
      przeglądzie samochodów, w płaceniu rachunków, że bierze dodatkową
      pracę, kiedy są potrzebne akurat większe sumy, wyręcza Cię w
      noszeniu ciężkich zakupów...

      Po co dążysz do "poważnych" i "zasadniczych" rozmów, jeśli to go
      denerwuje i deprymuje? Wszystko można powiedzieć "przy okazji", bez
      nacisku, bez całej tej irytującej go oprawy.

      Przyjmij radę od kobiety, która wiele w życiu przeszła i jeszcze
      więcej widziała: wieczór - to nie jest dobra pora na stresujące
      rozmowy z mężem. I tak nieczego nie uzyskasz, a tylko oboje się nie
      wyśpicie, nie zrelaksujecie się i pójdziecie do łożek (może nawet
      oddzielnych?) spać skłóceni.
      I skłóceni rano wstaniecie.

      Masz sympatycznego męża.
      Pokochaj go takim, jakim jest, przestań go WYCHOWYWAĆ, bo masz
      niewiele do zyskania, a WSZYSTKO do stracenia.


      • nat.wroclaw Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 15.08.09, 13:57
        hej Karolina, dzieki za szczery wpis (troche w tonie apelu :) ponizej moj komentarz.

        >>- wówwczas z pewnością zauważysz, że mąż wyręcza Cię w wielu innych obowiązkach:

        Bardzo spodobalo mi sie podejscie Verdany opisane wyzej - sprztanie w domu jest
        obowiazkiem kazdego, kto w nim mieszka. Nie ma czegos takiego, jak kobiece /
        męskie. Konsekwentnie - zmywając - mąż mnie w niczym nie wyrecza - po prostu
        myje swoje naczynia w swoim domu.

        Musze przyznac, ze spojrzenie na to z tej perspektywy dalo mi sporo oddechu. Nie
        czuje juz tego imperatywu, ze MUSZEm bo to MOJ OBOWIAZEK, w którym z kolei mąż
        MUSI mi pomagać.

        >> przeglądzie samochodów, w płaceniu rachunków,

        O swój samochód dbam sama, jak rowniez o placenie rachunkow.

        >>wyręcza Cię w noszeniu ciężkich zakupów...

        Gdy jeżdżę sama na zakupy, to mnie nie wyrecza

        >>Po co dążysz do "poważnych" i "zasadniczych" rozmów, jeśli to go
        > denerwuje i deprymuje?

        Bo zycie nie jest uslane różami niestety, i czasem ludzie bedacy w zwiazku musza
        ze soba "powaznie" porozmawiac, co nie znacyz, ze musa sie przy tym klocic i
        obrazac. Ale zycie i bycie razem to takze trudne emocje i trudne sprawy do
        poukladania.

        >>> Oczywiście, czasem sprzeczamy się, czasem nawet potafimy się bardzo pokłócić
        - ale NIGDY o sprawy nieistotne.

        Ano widzisz sama - ja zamiast sie klocic wole rozmawiac. Zgadzam sie jednak i z
        Toba i z Twoimi poprzedniczkami - nie ma co walic kazania o patelnie. Juz teraz
        wiem :)

        >>Wszystko można powiedzieć "przy okazji", bez
        > nacisku, bez całej tej irytującej go oprawy.

        Nie wszystko, chocby dlatego, ze jedyny moment, gdy mozemy ze soba pogadac to
        gdy mała spi, a wiec wieczorem. Natomiast pisalam juz tez gdzies wyzej, ze
        zdanie "musimy porozmawiac" bylo skrotem myslowym. Sma go nie uzywam, a
        "powazna" romzowa zostala zainicjowana przez męża, co tez krotko opisalam wyzej.

        > Masz sympatycznego męża.

        Skąd wiesz? Znasz nas osobiscie? jesli tak (czego zupelnie nie wykluczam) moze
        lepiej byloby gdybys napisala do mnie otwarcie maila?

        >Przyjmij radę od kobiety, która wiele w życiu przeszła i jeszcze
        > więcej widziała: wieczór - to nie jest dobra pora na stresujące
        > rozmowy z mężem.

        Przez ostatnie 3 lata wieczor to jedyna mozliwa pora na rozmowy z mezem trwajace
        dluzej niz 10 minut. No chyba, ze urwiemy sie z pracy, zeby pogadac sam na sam,
        ale to juz naprawde mogloby byc irytujace :)

        >>> Pokochaj go takim, jakim jest, przestań go WYCHOWYWAĆ, bo masz
        > niewiele do zyskania, a WSZYSTKO do stracenia.

        Nie zgadzam sie. Inaczej .. zgadzam sie co do niewychowywania (oj bardzo!:), ale
        uwazam ze rozmową z mężem zyskuję duzo. Natomiast ewentualne rozstanie z nim nie
        uważam za stratę "wszystkiego".

        Pozdrowienia
        Nat
        • karolina331 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 08:16
          Nat, z Twojego opisu wnoszę, że Twój mąż jest sympatyczny.
          Nie sądzę, abym Was znała w realu, więc zajęłam głos w Twojej
          sprawie otwarcie, na forum.

          Oczywiście, że Ty niczego nie musisz, przecież możesz postępować
          tak, jak uważasz to za słuszne, nawet za cenę swojego małżeństwa.

          Wolę też swoje ogniste kłótnie z moim mężem, niż Twoje rozmowy, w
          wyniku których Twoje dziecko dostaje histerii, a Twój mąż przeklina
          i wali Tobą o ścianę.
          Mój mąż NIGDY tak by się nie zachował, bo mnie kocha, szanuje i
          bałby się, że mi zrobi krzywdę.

          Zrobisz, jak uważasz, przecież to Twoje życie.
          • nat.wroclaw Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 09:18
            > Wolę też swoje ogniste kłótnie z moim mężem, niż Twoje rozmowy, w
            > wyniku których Twoje dziecko dostaje histerii, a Twój mąż przeklina
            > i wali Tobą o ścianę.

            Ten fragment jednak utwierdza mnie w przekonaniu, że

            a) nie przeczytałas _ze zrozumieniem_ tego watku
            b) masz sklonnosc do nakladania na innych swoich wyobrazen i projekcji

            To, co napisalas jest nieprawda, nigdzie wyzej nie pojawila sie sugestia o
            przeklinaniu i rzucaniu o sciane. Twoja egzaltacja w tym akurat wypadku bardzo
            odlegle minela sie z prawda. Jak dla mnie - eot. Szanuje wszystkich rozmowcow
            forum, ale sa granice absurdu, Ty je przekroczylas.
      • kai_30 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 15.08.09, 22:16
        Wrrr... Nie do mnie ten post był skierowany, ale nie mogę się powstrzymac:

        > Nat, jeśli przyjmiesz do wiadomości, że Twój mąż to TEŻ CZŁOWIEK, że
        > może czegoś nie lubić, może mu się czegoś nie chce zrobić, że to
        > wynika po prostu z tego, że NIE, BO NIE, a nie z jego złej woli czy
        > z tego, że Ciebie nie kocha i nie szanuje - wówwczas z pewnością
        > zauważysz, że mąż wyręcza Cię w wielu innych obowiązkach:
        > przeglądzie samochodów, w płaceniu rachunków, że bierze dodatkową
        > pracę, kiedy są potrzebne akurat większe sumy, wyręcza Cię w
        > noszeniu ciężkich zakupów...

        U nas jest tak: samochodu teraz nie mamy, ale jak mieliśmy, to ja jeździłam na
        przeglądy, stacje benzynowe i do mechaników, bo to ja mam prawo jazdy :).
        Rachunki płacę też ja, jeśli chodzi o samą czynność dokonywania zapłaty -
        puszczam przelew przez internet. To ja też pilnuję, żeby były zapłacone na czas.
        Z zarabianiem u nas jest tak, że on ma stałą pensję + premie, i niespecjalnie
        może jeszcze dorobić. W przeciwieństwie do mnie - teraz akurat nie zarabiam
        wcale, bo mam malutkie dziecko, ale mój zawód umożliwia mi całkiem intratne
        dorabianie "po godzinach". A co do zakupów - teraz to raczej ja robię zakupy (bo
        jestem w domu z dzieckiem), więc i sama noszę i zakupy, i wózek, i dziecko. Ale
        jak robimy zakupy wspólnie, to owszem, on nosi. Tak raz na tydzień się zdarza.

        A co do sprzątania - żadne z nas tego nie lubi. Zatem dlaczego tylko mężczyzna
        to TEZ CZŁOWIEK i ma prawo, a kobieta już nie? My obowiązkami domowymi dzielimy
        się pi razy drzwi po równo, a nawet on robi więcej - mimo tego, że "siedzę w
        domu", a on chodzi do pracy. No, mamy zmywarkę, to wiele ułatwia :P

        Mam trzech synów, tak na marginesie. O dwóch starszych mogę powiedzieć, że mi
        pomagają, bo ich do tego wdrażam. Uczę ich, że mycie podłogi, odkurzanie,
        ładowanie zmywarki i przygotowywanie posiłków to żadna hańba dla faceta. A
        gdybym miała córki, z pewnością też oczekiwałabym pomocy, ale nie zwalałabym na
        nie całkowicie prowadzenia domu, jak to zdaje się było w Twoim przypadku. No i -
        przykład idzie z góry - u nas pan domu lata z miotłą i ścierą, mało tego -
        przewija i przebiera zakupane niemowlę, nie wspominając już o kąpaniu czy
        noszeniu. Po pracy :P

        Rzecz jasna, nie narzekam ;)
      • bas-122 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 06:43
        Przypuszczam karolino331, że Twój mąż rzeczywiście to robi "wyręcza Cię w
        wielu innych obowiązkach:
        > przeglądzie samochodów, w płaceniu rachunków, że bierze dodatkową
        > pracę, kiedy są potrzebne akurat większe sumy, wyręcza Cię w
        > noszeniu ciężkich zakupów..."
        Ale wielu mężów za takie rzeczy się nawet
        nie zabiera.
    • bas-122 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 07:04
      Bardzo podoba mi się ta dyskusja. Też zauważyłam, że jakoś tak mężczyźni,
      przepraszam, mężowie są skonstruowani, że potrafią najpierw z prostej rozmowy o
      błahostkę /np. tę symboliczną patelnię/ przez "a jak ty", "a ale", albo przez
      ignorowanie, doprowadzić do większej wymiany zdań /zdania już dotyczą większej
      ilości spraw/ , później mówią "bo musiałaś" albo "a było tak spokojnie", później
      jeszcze się obrażają, przybierają pozę cierpiętnika. I ciche dni, albo wyrzuty
      sumienia w żonie gotowe. No, jakieś poczucie goryczy, żalu.
      Był czas kiedy zastanawiałam się czy to jest kwestia wychowania, a może genów,
      albo wina żon. Doszłam do wniosku, że wszystkiego po trochu. A przede wszystkim
      konstrukcji psychicznej, tego, że jak kobieta kocha, zależy jej to jest
      domyślna, przewidująca, zaradna, wykonuje różne czynności dla rodziny. I
      oczekuje by mąż myślał i postępował tak samo. A to błąd. On będzie widział stosy
      garów w zlewie, wyłażące z kubła śmieci, ale do głowy mu nie przyjdzie zrobić
      coś z tym. Faceci często przypominają takiego Kubusia Puchatka.
      • karolina331 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 08:35
        Los dziesiejszych mężczyzn nie jest do pozazdroszczenia.
        Najpierw kastruje ich natura, bo nie każdemu daje dwa metry wzrostu,
        urodę i wysokie IQ. Na dodatek zapisuje w ich genach nadwagę oraz
        łysinę po 25 roku życia.
        Później kastruje ich matka, od której odszedł mąż, a ojciec zajął
        się nową rodziną i na pierworodnego nie starczyło mu już czasu i
        cierpliwości.
        Następnie kastruje go żona (często wspólnie z teściową - także
        opuszczonej przez ślubnego - i własną mamusią, która nie chce odciąć
        pępowiny), wymagająca od niego sprzątania, prania, gotowania,
        zajmowania się dziećmi oraz oczekuje, że mąż będzie przynosił do
        domu wypłatę.

        Z kolei kino lansuje prawdziwych mężczyzn w luksusowych autach z
        seksowną blondynką przy boku (o dzieciach, skarpetach i patelniach i
        rozstępach ślubnej nawet mowy nie ma), dającego w szczękę typom spod
        ciemnej gwiazdy...
        I jak tu się dziwić, że przeciętny współczesny męczyzna ma problem z
        płodnością i własną tożsamością?

        Nie namawiam do przyjęcia mojego oglądu świata, pokazuję tylko, że
        są kobiety, które myślą inaczej.
        Ja wolę pięknego, inetligentnego, silnego mężczyznę przy moim boku i
        doznania jakich mi dostarcza, niż brzydką sprzątaczkę, praczkę i
        niańkę w jednym.

        Rzecz gustu.
        • bas-122 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 13:23
          Los podobnie traktuje kobiety. Nie każda rodzi się piękną "barbi" i też mają to
          i owo zapisane w genach, również na ich życie ma wpływ rodzina w której się
          wychowały itp., itd.
          Co znaczy, jak rozumiesz "pokazuję tylko, że są kobiety, które myślą inaczej"
          ?
          Mam wrażenie, że nie wiesz o co chodzi w tej dyskusji. Moim zdaniem o
          zrozumienie, współdziałanie, współodpowiedzialność, aktywne współkształtowanie,
          a właściwie brak tego. No, chyba, że się mylę i źle odczytuję dotychczasowe
          wypowiedzi.
        • triss_merigold6 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 14:35
          O ile pamiętam jesteś bezdzietną kobietą uprawiającą z sukcesami
          finansowymi wolny zawód ergo Twój zakres obowiązków domowo-
          logistycznych jest znacznie mniejszy niż pracującej matki.
          Jeśli pracująca matka ma po pracy zajmować się jeszcze całokształtem
          gospodarstwa domowego i obsługą pana to wchodzi w bardzo kiepski
          interes.
          • bas-122 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 15:59
            Rozumiem, że te słowa triss kierujesz do karolina331? Bo ja już
            myślałam, że karolina331, jest mężczyzną...
            • triss_merigold6 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 16:13
              Sądząc po treści wpisów autoprezentacyjnych nick Karolina331
              przedstawia się jako kobieta. Tak, do niej kieruję wpis.
              • bas-122 Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 16.08.09, 16:47
                Jest taki specjalny dział autoprezentacyjny?
          • karolina331 Triss, 17.08.09, 14:08
            Co do zakresu moich obowiązków to masz całkowitą rację.
            To, że sprzątam i piorę, to raczej dlatego, że wolę mieć naprawdę
            czysto i nie splądrowane szafy, niż płcić sprzątaczce, a samej
            lecieć na areobik.

            A cały mój wpis o mężczyznach to był żart.
            Nie traktuję mężczyzn zbyt serio :)
    • cichociemnylas Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 18.08.09, 09:38
      Hmmm, ja swego czasu zrobilam tak:

      jezeli chodzi o porzadki w domu, zaparlam sie byl brud, smrod, gora
      prania, wszystko sie lepilo, zacisnelam zeby i nic nie robilam (a
      pochodze z domu, w ktorym co miesiac czysci sie fugi szczoteczka do
      zebow ;-)), kiedy robilam np. herbate pytalam czy zrobic tez mezowi,
      oczywiscie byl chetny wiec robilam jedna i owilam, ze mialam szczere
      checi, ale wszystkie szklanki juz sa brudne itd.... Dosdzlo do tego,
      ze na suszarce osiadl kamien i cos sie zaleglo oraz powstaly glony,
      ale dalej zaciskalam zeby i zaprosilam znajomych (wczesniej im
      tlumaczac co zastana i dlaczego zapraszam ich do takiego syfu).
      Mezowi bylo glupio pozatym po paru tygodniach, w ciagu ktorych nie
      mial czym co i na czym jesc siedziec zaczal wspolpracowac....
      zazwyczaj go gonie do sprzatania, ale juz tak nie oponuje ;-)

      O dziecku czeka was bardzo powazna rozmowa, tu bym na eksperymenty
      sie nie porywala :-)

      POWODZENIA
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Żony z mężem trudne rozmowy/ p. Agnieszko... 19.08.09, 20:02
      Oto i w dyskusji w tym wątku jasno można się przekonać jak trudna jest
      komunikacja i ile jest możliwości jej zniekształceń oraz przerzucania uwagi na
      inne elementy wypowiedzi.
      Od pytania o sposób rozmowy z mężem i pracę nad jej jakością, przeszliśmy do
      metod wychowawczych, przemocy w rodzinie, podziału obowiązków domowych z
      szerszym wątkiem o równouprawnieniu a także o jakości małżeństwa "nat.wrocław".
      W pewnym momencie nawet autorka wątku musiała tłumaczyć się przed prawie
      prokuratorskimi oskarżeniami. Nie piszę tego, by krytykować autorki tych wpisów.
      Większość z nich była ciekawa, pobudzająca dyskusję i pouczająca. Ale też
      ilustrująca kłopoty w komunikacji, które mamy wszyscy.
      Każdy z nas wysupła z komunikatu wątek, o który się zahaczy i wbrew autorowi
      wypowiedzi zacznie go snuć, a on zacznie już żyć własnym życiem.
      Opisany w wątku Pani mąż pewnie robi podobnie i dlatego trudno się Pani
      porozumieć. Pani chce z nim rozmawiać o podziale domowych obowiązków lub o
      stosunku do córki, a on chce rozmawiać o tym czy Pani jest mądra czy głupia,
      kłótliwa czy nie itp.
      Dobrej Komunikacji oczywiście można się nauczyć a potem ją ćwiczyć. Mimo, że
      jest to proces żmudny i długotrwały, nie należy się zniechęcać. Nieustępliwość
      oraz używanie samej wyuczonego postępowania powinno poskutkować. W Pani
      przypadku proponuję jeszcze szczyptę asertywności w przypadku, gdy mąż zaczyna
      obrażać Panią, podnosić głos lub obwiniać.
      Zawsze warto rozmawiać. O sprawach ważnych, ale i o błahych. O swoim stosunku
      do nich, o uczuciach, które się aktualnie wobec siebie nawzajem przeżywa.
      O tym jak to jest ważne, niech posłużą cytaty z wypowiedzi wielu moich
      pacjentów. Zwykle brzmią one tak " U mnie w domu się nie rozmawiało. Wydawane
      były tylko polecenia" lub " Skąd mam umieć nazywać uczucia, jak u nas w domu nie
      rozmawiało się o emocjach" lub " Moi rodzice w ogóle mnie nie znali, nigdy o
      mnie nie rozmawialiśmy" Myślę, że warto zadbać, aby kolejne pokolenia nie miały
      już takich kłopotów. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • nat.wroclaw Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 20.08.09, 10:02
        Dziękuję za odpowiedź Pani Agnieszko. Koniecznosci wyjaśnień sama
        trochę jestem sobie winna - pierwsze posty były pisane w emocjach i
        rozzaleniu i mozna je bylo roznie interpretowac.

        Problem, który potwierdziło kilka osób w tym wątku lezy w tym, że
        niezaleznie od naszej asertywnosci (tej mi nie brakuje) i
        niezależnie od tego jak bardzo sie staramy zeby: nie zaatakowac, nie
        obrazić, nie byc jędzowate, nie mowic tonem pretensji i oskarżenia,
        a wylacznie: koncentrowac sie na problemie i na tym, zeby cos
        sensownego z mężem ustalić - powszechna wydaje sie byc obrażanie się
        przez małżonków. I najgorsze jest to, ze ta reakcja dotyczy to
        zarowno rozmo o sprawach błahych - jak wspomniana patelnia, jak i
        rozmow bardzo waznych - wychowanie corki i dyscyplinowanie jej.

        No i pytanie moje jest takie: czy nalezy założyc, że tak juz mają,
        że trudno im rozmawiac o czymś, co jest trudne i uwagę: prosze, jqak
        juz zmywasz, to zmywaj naczynia do końca, także garnki, ktore stoja
        na kuchence - traktuja jako atak i wytaczaja reakcje w stylu: "Z
        gówna robisz piekło" +obrażenie sie.

        Czy byc moze istnieje jakis sposob - moze my cos zle robimy, moze
        powinnysmy inaczej rozmawiać, mowic inaczej, zeby oni - ci nasi
        mezowie sie tak bezsensownie o byle co nie obrazali?

        Na koniec dodam, ze mimo fochow męża - staram sie zwykle dojść do
        porozumienia i nie zapętlać w bezcelowe złośliwości. Nie ukrywam
        jednak, ze takie rozmowy są strasznie trudne i czasem czuje się
        jakbym rozmawiała z trzylatkiem. I jest mi zwyczjanie przykro, gdy
        mąż bezrefleksyjnie obraża złośliwie tylko po to, żeby sie obronić
        przed wyimaginowanym atakiem - a ja muszę być ta madrzejsza,
        dojrzalsza, spokojna, w przeciwnym razie zamiast krótkiej rozmowy o
        patelni albo poważnej (i waznej!) rozmowy o córce - mielibysmy
        przerzucanie piłeczki złosliwosci i wzajemne ranienie sie.

        Jak to jest Pani Agnieszko? Mamy tu jakieś pole manerwu, czy
        pozostaje to zupełnie poza kontrolą kobiet i nalezy wyłącznie
        skupiać się w rozmowie na sobie i zachowaniu swojego spokoju?
        • verdana Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 20.08.09, 14:28
          Niegdys uczono mnie, ze nie nalezy uzywać slowa "prosze" i
          trybu "czy mógłbyś", "chcialabym , aby", tylko wydawać polecenia z
          zołnierska precyzja. Zmyj naczynia, te co sa w zlewozmywaku i garnki
          też.
          jako, że wydawalo mi sie to szczytem chamstwa, przepytałam
          męża&doroslego syna na okoliczność tegoż. I co się okazalo? Że to
          prawda. Facet slysząc "Czy mogbyś/zechciałbys mi mi zrobic kawy"
          natychmiast mysli sobie "Nie móglbym/ nie chcę" i albo jest
          wściekly, ze nie mowi mu sie wprost, tylko daje rzekomy wybor, albo
          rozumie to doslownie i nie robi. Nie ze zlej woli, tylko po prostu
          uwaza, ze nie była to prosba, ale propozycja.
          Natomiast zdanie "Zrob kawy" nie wzbudza w nim żadnych negatywnych
          uczuć. Ma zrobić - no to robi.
          To nie działa oczywiscie zawsze, ale jest zdecydowanie lepiej.
          • nat.wroclaw Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 20.08.09, 14:54
            Oj Verdaanaa :))

            Kaman, moj mąż jak nie może / nie chce czegos zrobic to na ogol mowi
            wprost: nie chce mi sie. Ja z resztamowie to samo, jak mi sie nie
            chce labo gdy jestem zajeta czyms innym. Zmycie garnka nie jest moja
            osobista prosba o wyswiadczenie mi przyslugi (jak np. zrobienie
            kawy), ale zwroceniem uwagi na cos, co trzeba zrobic w domu.

            Natomiast zacytowane przeze mnie zdanie bylo zdaniem uzytym w
            rozmowie o danej sytuacji a nie w czasie gdy odbywalo sie zmywanie.

            Pamietam tez, ze kiedys moj wlasny mąż zwrocil mi uwage na
            zolnierski ton i jego odczucia byly odwrotne. On osobiscie (i ja w
            sumie tez) woli, gdy mowimy do siebie w tonie prosby raczej. Bo nie
            jest regułą, że forma "Czy mógłbyś" jest wyborem pozornym. W naszym
            domu ZAWSZE każdy może powiedzieć "nie". Ważne jest, jednak, zeby
            powiedział. Zeby byl komunikat. A wybór zawsze jest. Nie mierz mnie
            Verdana równą miara wszystkich rodzin, które obserwujesz :)
          • triss_merigold6 Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 20.08.09, 15:03
            Przepytałam identycznie aktualnego. Dla mnie tekst "Czy mógłbyś
            wyrzucić śmieci" jest komunikatem otwartym, precyzyjnym i uprzejmym
            oraz nie pozostawiającym wątpliwości. Dla niego - nie. Woli
            tekst "wyrzuć śmieci" i nie uważa go za nieuprzejmy czy za wydanie
            polecenia. "Wyrzuć śmieci teraz" zostało również ocenione jako
            konkretne i uprzejme. Dopiero przy "qrwa ile razy mam powtarzać
            żebyś wyrzucił śmieci" może się poczuć lekko urażony.
            • nat.wroclaw Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 20.08.09, 15:11
              A mnie sie wydaje, ze facet w chwili gdy pada jedno z tych dwoch
              zdan (moge sie mylic oczywiscie) zupelnie nie podejmuje refleksji na
              tym,co jest mniej lub bardziej precyzyjne. Tylko albo idzie i
              wyrzuca (mniej lub bardziej chetnie) albo nie.

              Jak zapytac faceta, to pewnie zawsze odpowie "wole zdanie krotsze od
              dluzszego". Ale w samej sytuacji mysle, ze ma to w pompie.
              • verdana Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 20.08.09, 19:33
                Otóż podobno nie. szeroko zakrojone badania psychologiczne (znowu
                nie pamietam, gdzie o nich czytalam, ale w jakims podreczniku
                psychologii dla studentów) wykazały, ze znaczna wiekszość facetów
                źle reaguje na komunikaty "czy mogłbyś" poniewaz rozumie je
                doslownie. A nie rozumie, ze nie jest to zdanie z dwoma mozliwymi
                odpowiedziami - tylko forma polecenia.
                Oczywiscie, ze sa i tacy, ktorym to nie przeszkadza, ale większość
                czuje sie manipulowana.
                • nat.wroclaw no to ja tez zapytalam 20.08.09, 21:24
                  i mój mąż stwierdził, ze zależy od tonu głosu - grzeczna forme woli od polecenia.

                  Natomiast komunikat "czy mógłbys" jak najbardziej rozumie dosłownie i odpowiada
                  "nie moglbym" gdy tak w danej chwili uwaza. Ja z reszta dokladnie tak samo taki
                  komunikat odczytuje i zgodnie z okolicznosciami odpowiadam na tak wyrazona
                  prosbe - czy moglabym czy nie. Zadne z nas nie czuje sie w ww. sytuacji
                  manipulowane ani nie czuje wyrzutow sumienia z powodu odmownej odpowiedzi.
                • kicia031 Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 24.08.09, 15:17
                  znaczna wiekszość facetów
                  > źle reaguje na komunikaty "czy mogłbyś" poniewaz rozumie je
                  > doslownie. A nie rozumie, ze nie jest to zdanie z dwoma mozliwymi
                  > odpowiedziami - tylko forma polecenia.

                  Wiec moze nalezy im wytlumaczyc? Ja swego chlopa zaytalam, czy
                  wolalby uslyszec - RUSZ DUPE I ZROB TO NATYCHMIAST!!!!!

                  On woli te grzeczna forme, ale juz rozumie, co ona oznacza i robi ;-
                  )) Generalnie pojal juz, ze jak zaczynam przemawiac bardzo
                  uprzejmie, z wszelkimi ozdobnymi formami grzecznosciowymi, to jest
                  naprawde zle i trzeba sie sprezyc, by nie oberwac odlamkiem, gdy
                  wybuchne ;-))
                  • bas-122 Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 24.08.09, 15:49
                    Tak. Krótkie , polecenia. Typu woskowego. Wyraźnie skierowane do mężczyzny. A
                    więc żadne "trzeba", "dobrze by było" itp. Najlepiej w formie natychmiastowej
                    wykonalności
                    • kicia031 Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 24.08.09, 16:12
                      Krótkie , polecenia. Typu woskowego. Wyraźnie skierowane do
                      mężczyzny. A
                      > więc żadne "trzeba", "dobrze by było" itp. Najlepiej w formie
                      natychmiastowej
                      > wykonalności

                      Dodam jeszcze, ze nie jest to srodek, ktory stosuje na codzien. Na
                      ogol polegam na rozsadku swojego partnera, albo go prosze - czyli
                      przyjmuje do wiadomosci, ze moze odmowic. A takze tlumacze mu, ze
                      nie bede go traktowac jak debila, ktory nie ie, ze trzeba zrobic
                      sniadanie, czy wyrzucic smiecie i pozwalam mu samemu sie domyslic,
                      co jest do zrobienia.
                      Mam nawet taki sukces, ze jak widzi miske z upranymi ciuchami, to
                      sam bez mowienia je rozwiesza na suszarce!

                      Dzieki temu sytuacje, w ktorych on wie, ze musi sie sprezyc
                      natychmiastowo sie nie zdewaluowaly i sa traktowane z cala powaga.
                • nutka07 Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 24.08.09, 16:51
                  Ja tez zapytalam ;)

                  1. Kochanie czy moglbys wyrzucic smieci?

                  2. Wyrzuc smieci.

                  Odpowiedz: Kochanie wyrzuc smieci (mala modyfikacj z jego strony). Przez chwile
                  bylam pod wrazeniem, ze to faktycznie prawda ;) Po czym maz powiedzial, ze
                  jednak woli punkt 1. Kochanie czy moglbys?


                  Moja tesciowa tak sie odzywa, tzn. wydaje rozkazy i bardzo mnie to razi. Chodz
                  tu! Wez to! Zrob to! w polaczeniu z tonem glosu to rodzi we mnie bunt ;)
                  • bas-122 Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 24.08.09, 18:51
                    Ok. Krótkie polecenia w sensie tym, że bez nadmiernej otoczki słownej, typu:
                    "Wyrzuć, proszę śmieci, bo za chwilę będę robiła przetwory z jabłek i potrzebuję
                    miejsca w kuble na obierki". No i oczywiście odrobina czułości /"kochanie",
                    "miły mój" itp./ jest wskazana.
                    :)
                    • nutka07 Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 24.08.09, 19:08
                      O to to. Te przetwory z jablek, obierki i miejsce na te ostatnie ;)

                      Chociaz moj maz czasami doprowadza mnie do lekkiego poddenerwowania wlasnie pytaniami po co ci to? Zwlaszczach w chwilach, kiedy jestem za bardzo wyczerpana ;)


                      Moglbys podac mi czysta sciereke?

                      A po co?

                      Jest mi potrzebna.

                      A co chcesz zrobic?

                      Wytrzec.

                      A co?

                      (nadal nie mam scierki, on nawet nie probuje jej wyjac ;) )

                      Nie mozesz poprostu podac mi tej scierki?

                      Chcialem tylko wiedziec po co Ci jest potrzebna. Dlaczego sie denerwujesz?

                      Wrrrr ;)

                      Czy moglbys podac mi czysta scierke bo jest mi potrzebna do wytarcia tych duzych talerzy, a ta jest juz brudna.

                      Nie moglas tak odrazu powiedziec. Po co sie denerwujesz :)))) (to jego usmiechy nie moje ;) ).

                      Zeby nie bylo nie zdarza sie to codziennie a dialogi potrafia byc bardziej rozbudowane :)
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 26.08.09, 19:46
          Z góry zastrzegam, że to co napiszę nie musi dotyczyć Pani męża i może okazać
          się nietrafną generalizacją, ponieważ dotyczy tylko części mężczyzn. Powodem
          zakłóceń w komunikacji, o którą oczywiście trzeba dbać, tak jak napisałam
          wcześniej, może być, wczesne doświadczenie mężczyzny z matką. Najczęściej
          dotyczy to matek kontrolujących, nadmiernie absorbujących sobą, wysyłających
          podwójne, często niespójne ze sobą komunikaty do dziecka, wymagających, nie
          dostrzegających integralności dziecka. To powoduje u mężczyzny często fantazję o
          konieczności ochrony, obrony swojego terytorium przed inwazyjną i zaborczą
          kobietą. Przy każdej rozmowie mężczyzna czuje się atakowany lub naruszany.
          Teraz czuje, że może się bronić, a w dzieciństwie nie mógł.Nieświadomie przenosi
          jakiś fragment relacji z ważna kobietą z przeszłości na relacje obecną.
          Inną sprawą, która może wpływać na jakość komunikacji i być jednocześnie
          pochodną nieświadomych tendencji jest Państwa indywidualna relacja i to jakie
          pozycje w niej zajęliście. Wtedy zawsze komunikat jest wysyłany i odczytywany
          z tej pozycji.
          Czyli stosując powszechnie obowiązujące zasady komunikacji, trzeba uznać też
          indywidualną tendencje męża. Ale w żadnym razie nie warto rezygnować. Agnieszka
          Iwaszkiewicz
          • nat.wroclaw No tak .. 27.08.09, 08:20
            Trafiła Pani, Pani Agnieszko, w sedno, które znam. Nie sądziłam
            jednak, że ten stan rzeczy, jaki Pani trafnie dostrzegla - może
            także byc przyczyną takiego, a nie innego sposobu komunikowania się
            męża ze mną.

            Dziękuję za Pani wnikliwość. Pani spostrzeżenie nie było nietrafną
            generalizacją (niestety chciałoby się dodać..).

            Well, dostawanie cięgów za czyjąś matkę jest nielatwe, nie powiem.
            Ale tak jak Pani napisała .. co mogę? Nic. Robić swoje, rozumiejąc,
            dlaczego maż zachowuje się czasem jakby mnie karał za wyimaginowaną
            kontrolę nad nim i nie brac tego do siebie.

            pozdrawiam Panią serdecznie
            Natalia
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: No tak .. 27.08.09, 10:48
              Może Pani rozumieć zachowanie męża. Ale jeśli gdy ten typ zachowań męża
              przejawia się w innych sferach i relacjach i je w jakiś sposób utrudnia warto
              namawiać męża na terapię. Tutaj polecałbym grupową. Jeśli jesteście Państwo z
              Warszawy to polecam Laboratorium Psychoedukacji lub Instytut Analizy Grupowej
              "Rasztów" . Jeśli spoza, to właśnie Laboratorium organizuje 5- dniowe wyjazdowe
              Grupy Otwarcia. Tam taka tematyka świetnie się uwydatnia i daje korygować, a
              przede wszystkim uświadamiać.
              To też dla Pani zadanie nie lada. Warto delikatnie próbować mówić jak Pani się z
              mężem czuje , a nie jaki on jest w/g Pani. To może potrfać.
              Moje obserwacje z ostatnich lat są takie, że coraz więcej mężczyzn podejmuje
              takie terapie z dużą korzyścią dla siebie. Ale to jest tylko moja sugestia. Po
              prostu propozycja takiej rozwojowej pracy nad sobą. W żadnym razie proszę nie
              stawiać tego jako problemu między Wami. Równiez pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
              • nat.wroclaw :) 27.08.09, 11:43
                Terapia wykluczona, a juz zwłaszcza grupowa. Taki typ. "Nie rób ze
                mnie wariata, a poza tym nie będzie mi żadna pomylona baba mówiła,
                jak mam zyć. Sam sobie doskonale radzę, a ty przesadzasz." (nie wiem
                dlaczego, ale w jego rozumieniu psychologowie to zawsze "pomylone
                baby" :)

                Ten temat był wałkowany trochę miedzy nami na skutek róznych tam
                malżenskich perypetii (przerzucanie na mnie przeżyc z dziecinstwa i
                relacji zmatką były min. ich przyczyną). Ostatecznie ja przeszlam
                swoja terapię. Mąż z całą stanowczością - odmowił takiej formy pracy
                nad soba. "Sam sobie radzę". I naprawde muszę mu oddać, że to nie
                tylo deklaracja ale realne zmiany, choc pozbawione pogłebionej
                refleksji nad ich rodzinnymi przyczynami.

                Suma sumarum - dajemy radę. Może z czasem pewne rzeczy się w nim / w
                nas / wyciszą, złagodnieją, moze z czasem do pewnych innych form
                pracy nad sobą człowiek dorasta. Kupe zycia jeszcze przed nami, ze
                tak zakończę optymistycznie :)
                Serdecznie Pani dziekuję - a jak mówi mój nick - jestesmy z
                Wrocławia.


          • joshima Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 28.08.09, 22:00
            A co jeśli na początku trwania związku to ja próbowałam być ta kontrolującą
            (niestety), ale zmądrzałam (albo się zmęczyłam, nie wiem) i teraz wcale tego nie
            chcę, a mąż tego w ogóle nie przyjmuje do wiadomości i stale się broni przed
            moimi wyimaginowanymi atakami? Jak zmienić ten stan rzeczy?
            • mw2923 Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 29.08.09, 19:31
              niestety facetów trzeba trzymać krótko bo jak sie im poluzuje to im
              głupoty przychodzą do głowy a jak wiedzą ze muszą stać na wysokości
              zadania to się trzymają tylko trzeba trochę czasami cugli popuścić
              aby mysleli że to oni są górą. mam ponad 30 letni staż małżeński i
              co mnie spotkało za to że byłam wyrozumiała i nie trzymałam krótko a
              to że ciągle słyszę że jestem wredna złośliwa nie szanuję jego
              rodziny i tak dalej,a na dokładkę poszukał sobie nowej pani i w żywe
              oczy wypiera się że to nic nie znaczy chociaż przeczytałam jego sms-
              y oraz te telefony 4 razy dziennie ale przecież to ja jestem winna
              wszystkiego bo nawet jak leżałam w szpitalu nie powstrzymało go to
              od dzwonienia do niej, a leżałam w szpitalu przez niego odwiedzał
              mnie codziennie i płakał a za chwilę wychodził i dzwonił do niej ale
              przecież on nic nie zrobił złego tak więc drogie panie trzymać
              krótko i nie pytać się czy mu się coś podoba czy nie
              • joshima Re: Tradycyjnie - dziekuję i dopytuję :) 29.08.09, 20:17
                Współczuję Ci, bo widać, że Cię to boli. Mimo to nie skorzystam z Twojej rady.
                Gdybym miała wychodzić z założenia, że mój mąż może tak ze mną postąpić
                wolałabym się zawczasu z nim rozwieść niż się tak męczyć i czekać na tę bolesną
                sytuację.
Pełna wersja