b.lu
14.08.09, 12:17
Mój partner (mamy 1,5 roczną córeczkę) po urodzeniu dziecka zaczął
nadużywać alkoholu. Napoczątku było to popijanie weekendowe, potem
już i po pracy. Tłumaczył to problemami finansowymi, zmieniał w tym
czasie 5 razy prace. Co za tym idzie mamy teraz mnóstwo
długów.Sytuacja robi się naprawdę beznadziejna. Ja stałam się
strzępkiem nerwów. Jakieś pół roku temu postawiłam wszystko na jedną
kartę i powiedziałam nie. Po kolejnej pijackiej awanturze,
poczekałam do rana aż wytrzeźwieje i kazałam się wyprowadzić.Wtedy
powiedział że mnie załatwi, bo ma znajomych co mu pomogą i zabierze
mi dziecko. Nigdy wcześniej nic mną tak nie tąpnęło. Spędził tydzień
u brata, po czym powiedział że zrozumiał co zrobił, że kocha mnie i
małą i obiecał poprawę.A to co powiedział było w strasznych nerwach.
No i chyba za szybko uwierzyłam . Potem były 2 miesiące abstynencji,
a potem znów piwko przy sobocie, przy niedzieli. Jak pojedzie coś
dorobić , wraca pijany. Następnego dnia zachowuje się jak nigdy nic.
Poza tym bardzo kocha naszą córeczkę.Ma z nią dobry kontakt (jak
jest trzeźwy oczywiście). Ale te kontakty ograniczają się tylko do
zabawy. Karmienie, usypianie, przewijanie zawsze należały tylko do
moich obowiązków.Nawet gdy byłam chora i chciałam żeby mi pomógł
przy małej bo miałam temperaturę, powiedział że skoro nie daję sobie
rady to co by było jakbym miała piątkę dzieci.O terapi uzależnień
nie mam co wspominac, on nie jest przecież chory. Miedzy nami jest
wiele różnic. On jest 14 lat starszy, ja jestem z miasta, on ze wsi.
W jego rodzinnych stronach panowie spędzają czas siedząc pod sklepem
i pijac jak w "Ranczu".A kobiety rodzą co półtora roku następne
dziecko.I to wszystko jest normalne.Przecież facet po pracy ma prawo
się napić.Z resztą ten bez pracy tym bardziej, bo ma wiele stresów
związanych z tym , że jest bezrobotny. Jak tu z tym walczyć? Nie
chcę żeby nasze dziecko doświadczało tylu negatywnych przeżyć, chcę
ją jakoś przed tym uchronić. Przy tym widzę, że wszystko znowu
zmierza w kierunku najgorszego. Boję się znowu tych ciągów picia.Do
tego przed urodzeniem córki wyprowadziliśmy się z Warszawy i
kupiliśmy domek na wsi.Teraz jestem praktycznie bez żadnych
znajomych, wszędzie daleko, nie mam możliwości podjęcia jakiejś
dodatkowej pracy. Czuję, że wpadam w jakąś czrną otchłań bez wyjścia.
Studiów nie udało mi się zkończyć z powodu braku pieniędzy a została
tylko obrona...Jak tu ruszyć do przodu, bo dalej tak nie da się żyć.