cab-ron
17.08.09, 23:43
Witam wszystkich a szczegolnie osoby ktore radzily mi co zrobic z zona ktora
grozi ze nie pojedzia ze mna na drogie, zaplacone przeze mnie wakacje.
Wczoraj wrocilismy z Wloch. Bylismy 2 tygodnie na samym dole polwyspu, dzika
okolica, dwupokojowy domek, piekna przyroda i cieple morze. Wszystko zamowilem
tak jak chciala zona, nie chcialem na niej oszczedzac, chcialem by czula sie
jak krolowa. Oprocz jednego incydentu niewartego szrszego omawiania bylo
cudownie. Nie musialem pracowac jak zwykle, mile zaskoczylem moja zone ze nie
musze sie nigdzie spieszyc, ze mozemy wylegiwac sie do poludnia i isc spac
grubo po polnocy. Wierzylem, ze doceni moj wysilek i bedzie juz wreszcie
miedzy nami dobrze.
Wczoraj wracajac samochodem z wakacji zapytalem ja jak polozymy gosci w domu
bo zawsze w sierpniu robimyparty na bardzo wiele osob. Ona nagle jak grom z
jasnego nieba, zmienila wyraz twarzy, ton na oficjalno-agresywno-ostrzegawczy
i nie chciala prowadzic ze mna zadnych rozmow na ten temat. Ja nie moglem
pojac skad ta nagla zmiana, dlaczego nie potrafi odwdzieczyc mi sie za moj
wielomiesieczny trud by zapewnic jej super wakacje tam gdzie sobie wymazyla.
Probowalem z nia rozmawiac a ona tworzyla coraz szczelniejszy mur, sciane i
wreszcie doszlo do krzykow i awantury.
W rozmowie zaproponowalem by kazdy powiedzial o samym sobie co robi swoim
wlasnym zdaniem zle i zeby powiedzial co chcialby zmienic na lepsze. Ona dlugo
nie chciala na to pojsc az wreszcie wyznala ze ona robi wszystko stuprocentowo
dobrze i ja ponosze wine zawsze i za wszystko a ona jest krysztalem. Gdy
zapytalem ja gdzie jest jej wdziecznosc za to co wszystko zrobilem (ja
pracuje na kilku etatach ona nie robi nic, mieszkamy za granica, nawet nie
chce jej sie nauczyc jezyka bo ona nie chce sie czuc przymuszana do codziennej
nauki) - dowiedzialem sie ze ja jej wszystko wymawiam.
Nagle zaczela mi robic zarzuty ze rano juz znowu biegalem jak nakrecony przed
naszym wyjazdem. Gdy jej powiedzialem ze musimy jeszcze dzis przejecha 1000 km
a jua nastepnego dnia musze wstac o 6:00, pracowac caly dzien, potem nocny
dyzur, znowu caly dzien, znowu nocny dyzur i znowu caly dzien (czyli 3 dni i 2
noce bez przerwy!!!) to powiedziala mi ze wszystko tylko kreci sie wokolo mnie
i ciagle mowie tylko o sobie i mage juz skonczyc swoje matematyczne wyliczanki.
Po powrocie do domu byla oschla, dzis wyjechala do Polski na 3 dni bo mnie 3
dni nie bedzie bo ciagle musze pracowac. Dowiedzialem sie ze ona mnie do
niczego nie zmusza i pracuje bo tak chce. Zaznaczam ze ona nie robi nic poza
sprawunkami, spaniem do oporu, nie zajmuje sie zadnymi sprawami prowadzenia
domu w sensie korespondencji bo ona nie zna jezyka!!!. Po powrocie z urlopu
znalazlem w skrzynce 43 listy ale ona nie zamierza uczestgniczyc w moim zyciu.
Ciagle powtarza gdy koncza sie jej argumenty, ze nie ma juz wiecej ochoty na
rozmowe za mna ale oczywiscie najpierw musi powiedziec swoje wyrzucajac z
siebie slowa jak karabin maszynowy.
Czjue sie oszukany, niedoceniony, zaluje kilku miesiecy mojej ciezkiej pracy
zeby zrobic jej super wakacje, mam taka chandre ze mysle by juz jej nic wiecej
nie kupowac i zaczac wreszcie myslec o sobie. We wloszech i krotko przed
wyjazdem kupilem jej wszyskie ciuchy i buty jakie sobie wymarzyla, placac za
wszystko jakies 2000 Euro. Czy nie mam prawa oczekiwac od niej po prostu
zyczliwosci, normalnych rozmow i tego by nasz urlop stal sie dla mnie baza do
dalszej ciezkiej pracy ktorej musze podolac bo jak nie ja to kto?
Nie wiem juz sam czy to ja jestem jakis zaslepiony ze nie widze moich bledow
czy tez ona jest po prostu rozwydrzona bo ma wszystko nie kiwnawszy nawet palcem.
serdecznie pozdrawiam Was i prosze o cenne rady.