Ratunku...

31.08.09, 09:03
Witam. Piszę na Kafeterii, bo potrzebuję się komuś wygadać. Muszę to zrobić,
bo chyba zwariuję... Mój problem polega na tym, że moi rodzice mnie dobijają.
Mój ojciec jest nałogowym alkoholikiem, całe życie pił i pije, robi awantury,
niszczy nam psychikę, moja matka natomiast jest nerwicowcem, osobą, której
poprzestawiały się role matka - córka. Jak już napisałam mój ojciec pił
praktycznie od początku ich małżeństwa, od początku też niszczył życie matce.
Ona natomiast tkwiła w tym wszystkim nieprzerwanie i na nas (na mnie i
starszej siostrze) odbijała swoje nerwy. Nakazywała nam "rzucać się" do ojca,
którego bałyśmy się jak ognia. Na nas zrzucała winę za to, że szaleje, bo np,
my nie potrafimy się do niego postawić (byłyśmy przecież dziećmi!!!). Mijały
lata, my już dorosłyśmy, ojciec staczał się coraz bardziej, a matka dalej w
tym wszystkim trwała. Zaznaczam, że to co robili zwichrowało nam psychikę
-jednego wieczoru ojciec całą noc wariował, nie dawał nam spać, mimo że rano
szłyśmy do szkoły, a drugiego dnia był już trzeźwy, płaszczył się przed matką,
obiecywał poprawę i godzili się na kilka dni - nagle - jakby nic się nie stało
- udawali normalną rodzinę. A za parę dni powtórka z repertuaru...
Tak oto tkwiłam w piekle, w którym dane mi było dorastać. Matka tak naprawdę
nic nie robiła z ojcem. Raz założyła mu sprawę o znęcanie się nad rodziną,
byłyśmy zestresowane jak diabli, ale nakazano nam zeznawać przeciwko ojcu w
sądzie. Dostał wyrok w zawieszeniu (matka nie chciała żeby go zamknęli, bo
przecież straci pracę, bo sama sobie rady nie da itp) i przyznano mu kuratora,
który pokazał się u nas może z raz. W dalszym ciągu ten koszmar trwał...
W końcu doroslam, poznałam wspaniałego chłopaka, który wyrwał mnie z tego
koszmaru i zabrał mnie do siebie. Teraz planujemy za 2 miesiące ślub, ale w
dalszym ciągu moi rodzice niszczą mi życie. Ojciec kiedy pojawiam się w domu
wyzywa mnie, bluzga - mówiąc np że w d.. ma moje przyszłe dzieci (bo chcemy
rozpocząć o nie starania) , że dla niego to bachory będą itp. Matka natomiast
nieustannie wymaga ode mnie pomocy. Ja jednak załamuje ręce, bo niby jak mam
jej pomóc? Mieszkam z narzeczonym w jednym domu z jego rodzicami i siostrą,
teraz budują nam dom, ale narzeczony nie chce nawet słyszeć o tym żeby zabrać
matkę do siebie, bo wie jaka jest. Zresztą sama nie chciałabym, bo wierzcie
mi, że z tą kobietą ciężko jest żyć. Ona zawsze wie najlepiej, wszyscy są źli,
nikt sie nią nie interesuje itp itd. Próbowałam wiele razy pisać różne pisma,
podania o to żeby ojca zamknęli w zakładzie zamkniętym (ja muszę to wszystko
załatwiać), bo zarzucała mi że się na nią wypięłam, że mam iść do swojej
drugiej mamusi itd. Nie udało się nic załatwić, bo wszystcy dobrze wiemy, że w
Polsce prawo jest za katem a nie za ofiarą... Jestem zalamana, matka odbiera
mi spokojny sen z powiek. Nieustannie zarzuca mi że ją olałam, że nic nie
robię itp. Uważa, że powinnam chyba bić się z ojcem kiedy wariuje, być na
każde jej zawołanie. Mój narzeczony też powinien wg niej coś robić... Wszyscy
powinni tylko nie ona... Ta sytuacja mnie dobija, odbiera mi spokojny sen z
powiek... Przecież ja nie mogę nic zrobić, nie mam kasy żeby kupić jej
mieszkanie... A może rzeczywiście jestem wyrodną córką, która zostawiła ją
samą? Co o tym sądzicie? Nie mam prawa układać sobie wreszcie spokojnego
życie, które ona jako matka powinna mi zagwarantować? Z jednej strony mam
wyrzuty sumienia, ale z drugiej chciałabym też założyć własną - normalną
rodzinę, a nie wiecznie pilnować matki, która tkwi w tym wszystkim, nie chce
się rozwieść i nie potrafi sobie z tym wszystkim radzić, tylko dręczy nas
(mnie i siostrę) i obwinia o całe zło, które robi ojciec... Mam już dość -
załamuję na to wszystko ręce... :(
    • hestia1985 Re: Ratunku... 31.08.09, 09:04
      Przepraszam, nie na Kafeterii, a na gazecie...
    • twoj_aniol_stroz Re: Ratunku... 31.08.09, 09:31
      Matka jest osobą klasycznie współuzależnioną i w to współuzalenienie
      wciągnęła i Ciebie i siostrę.To co mozesz zorbić i powinnaś jak
      najszybciej to pójść na terapię DDA (dorosłe dziecko alkoholika). To
      bardzo ważne, ponieważ w dzieciństwie alkoholowym zakodowane lęki,
      sposoby radzenia sobie, sposoby rozwiązywania problemów będą
      odbijały się na Twoim życiu jako osoby dorosłej. Już sie odbijają a
      będzie tylko gorzej. Idź na terapię - naprawdę warto :)
      A mama? Ona manipuluje, w jakiś sposób jest jej wygodnie w roli
      ofiary. "Wygodnie" - może to złe słowo, raczej może nie umie inaczej
      zyć, tak się nauczyła i boi się zmiany... Jedno jest pewne: ona jest
      dorosła i za swoje życie odpowiada ona a nie Ty. Ona nie może
      wymagać od Ciebie, żebyś zabrała ją do siebie, żebyś kupiła jej
      mieszkanie, żebyś zrobiła coś z ojcem. To jej mąż i ona musi radzić
      sobie z nim. To co ona stosuje to szantaż emocjonalny, ona
      psychicznie Tobą manipuluje i wpędza w poczucie winy. Naprawdę
      namawiam Cię na terapię, nie odkładaj jej...
      • hestia1985 Re: Ratunku... 31.08.09, 09:51
        Dziekuję za szybka odpowiedź... O DDA słyszałam i myślałam już nawet o tym, by
        się tam zglosić. Czytając na internecie zwierzenia innych dorosłych dzieci
        alkoholików miałam obrazy z mojego dzieciństwa... W październiku wychodzę za
        mąż, ze względu na brak czasu teraz nie dam rady, ale mam silne postanowienie -
        zgłoszę się do nich po ślubie, kiedy już za sobą będę miała te wszystkie
        przygotowania... Uświadomiłeś/aś mi, że miałam rację zastanawiając się nad
        wizyta u nich.
        Dziekuję za słowa, które podtrzymały mnie na duchu... Już nie potrafiłam
        rozróżnić tego czy racje ma ona czy ja... Wczoraj matka zwyzywała moja siostrę,
        bo ją "zostawiła samą na noc" (była u chłopaka). Kazała jej "spier*alać z domu",
        i to jeszcze chodzi obrazona, bo przecież ona się całe życie dla nas poświęcała,
        a teraz my mamy ją w d*, zero wdzięczności... Paranoja!Mam wrażenie, że nigdy
        sie od tego nie uwolnię...
        • twoj_aniol_stroz Re: Ratunku... 31.08.09, 10:03
          Z racją jest tak, że każdy ma swoją natomiast prawda jest tylko
          jedna i właśnie o tę prawdę trzeba walczyć.
          Siostra tez powinna powedrowac na terapię.
          Od takich problemów można się uwolnić, faktem jest, że to trochę
          trwa, ale da się :)
          Głowa do góry i zaraz po ślubie maszeruj jak najszybciej po pomoc.
          Wszystko będzie dobrze :)
          • mira59 Re: Ratunku... 31.08.09, 11:44
            Zdecydowanie popieram zgłoszenie się do grupy DDA.
            Poza tym proponuję zabranie tam Twojej mamy (na spotkanie dla rodzin
            alkoholików).Może coś zrozumie?
            Dobrym (wg mnie) pomysłem jest napisanie do niej
            listu.Wyjaśniającego,nie oskarżającego (myślę,że przyjęłaby jako
            atak na siebie) - na zasadzie "każdy jest kowalem swojego
            losu".Przez wiele lat nie potrafiła/nie chciała zmienić
            swego/waszego życia (np.rozstać się z mężem,zgłosić po pomoc do
            klubu AA,uzyskać sądowy nakaz leczenia odwykowego dla mężą -
            możliwości sporo),a teraz oczekuje,że Ty jej będziesz
            pomagać,"wyrwiesz" ją z domu?
            Życzę Ci powodzenia.I szczęścia.
            • hestia1985 Re: Ratunku... 31.08.09, 12:47
              Czasem tylko zastanawiam sie co może mi dać terapia, która opiera się tylko na
              tym, że mogę sie wygadać, a inni mnie słuchaja... Przecież wygadać sie moge też
              narzeczonemu... No, ale cos w tym musi byc, skoro wszyscy mówią, że ta terapia
              pomaga.
              Co do matki - niby próbowała wysłac ojca na przymusowe leczenia za moją namową,
              nawet ja jej pismo pisałam, bo ona sama - jak dziecko, nic nie zrobi), ale ponoć
              taka sprawa trwa do 2 lat zanim podejmą jakąkolwiek decyzję (była i pytała w
              Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów lkoholowych), a - jak ona twierdzi - do
              tego czasu to on ją wykończy... W zwiazku z tym zrezygnowała...
              AA wg niej jest nic nie pomocne, bo dalej tkwi w tym koszmarze...
              • marzeka1 Re: Ratunku... 31.08.09, 13:47
                Terapia da ci możliwość zobaczenia,że w tym wszystkim NIE MA twojej żadnej winy,
                że winna jest matka, która was w ten kanał wpuściła, nie odchodząc od ojca, by
                was ratować i teraz macie zwichrowaną z siostrą psychikę. Pozwoli ci uświadomić,
                że jeśli ty chcesz MIEĆ NORMALNE życie, a nie skończyć jak matka: znerwicowana
                ze spapranym życiem, musisz się odciąć od tego wszystkiego. Nie przeżyjesz życia
                ani za matkę, ani za ojca- oni swoje życie zmarnowali, ty- nie musisz.
                • mira59 Re: Ratunku... 31.08.09, 20:06
                  Co daje terpaia? Pomaga zrozumieć i wybaczyć przeszłość,uczy
                  asertywności i obrony ówczesnego życia/związku...Tobie przecież nie
                  odpowiada "bycie kukiełką w rękach matki",ale nie potrafisz się
                  przeciwstawić.
                  Może za głupia jestem,może za mało we mnie zrozumienia,empatii,ale
                  zupełnie do mnie nie przemawia stwierdzenie "jak mam czekać dwa lata
                  na skierowanie na terapię to daję sobie spokój".Poza tym kierując
                  wniosek do sądu (o wydanie nakazu przymusowego leczenia odwykowego)
                  nie czeka się dwa lata.
                  Twoi rodzice zgotowali Wam (Tobie i Twojej Siostrze)
                  traumę,skrzywili psychikę.I teraz oczekują (Twa mama,nie kiwając
                  palcem) na pomoc?
                  Masz dziewczyno narzeczonego,z którym planujesz ślub.Idź na terapię
                  DDA i żyjcie sobie szczęśliwie!Bez oglądania się za siebie.Jeśli
                  Twoja mama chce uczestniczyć w Twoim nowym,szczęśliwym życiu niech
                  udowodni,że chce (choćby korzystając z terapii dla rodzin osób
                  uzależnionych od alkoholu),a nie siedzi z założonymi rękami czekając
                  aż Ty wszystko za nią załatwisz.
                  Życzę Ci szczęścia.I asertywności na maksa.
                  • cichociemnylas Re: Ratunku... 31.08.09, 20:41
                    do DDA koniecznie! a Twoja mama coz niech sie usamodzielni tak jak
                    Ty to robisz, nie czuj sie winna, Twoj partner i wasze plany to
                    wasza przyszlosc. Nie pozwol by przeszlosc zdominowala Twoja i wasza
                    przyszlosc.

                    Masz prawo do szczescia! Jestes bardzo silna osoba skoro wytrwalas w
                    takiej patologii i potrafisz zauwazyc, ze masz prawo do innego
                    zycia.
              • annb Re: Ratunku... 01.09.09, 14:22
                Wiesz, narzeczony jakim by nie byl dobrym chlopakiem, to nie jest
                terapeutą.Nie mozesz go obarczac swoimi lekami i przemysleniami.Od
                tego są terapie i terapeuci
                Oni pomogą Ci to wszystko poukladac
              • leonidas100 Re: Ratunku... 02.09.09, 14:46
                Niekoniecznie, czasem wniosek do sądu jest kierowany bardzo szybko.
                Potem jest wezwanie na badania, no a potem rozprawa i to może
                jedynie potrwać. Ale czasem już sam fakt "upublicznienia" nałogu i
                nadania sprawie oficjalnego/urzędowego biegu daje bardzo dużo. Bo
                przychodzą listy polecone, bo sąsiedzi się dowiadują. Do GKRPI
                możesz złożyć wniosek Ty, jeśli Twoja mama będzie wynajdywała
                następne usprawiedliwienia - bo na to wygląda. Umów się na wizytę do
                nich i porozmawiaj - nie ukrywaj i nie "wybielaj" niczego. Raczej na
                odwrót. No a jeśli są awantury - to wzywaj policję. Pamiętaj, wstyd
                rodziny przed ujawnieniem prawdy jest najlepszym sprzymierzeńcem
                alkoholika. Jeśli nic nie zrobisz - to nic się nie zmieni. Aha, i
                najważniejsze: zacznij chodzić na DDA. Pamiętaj, to nie Ty jesteś
                odpowiedzialna za zachowanie Twoich rodziców. Im szybciej
                to "zrealizujesz" tym szybciej masz szanse na normalne życie w
                Twojej nowej rodzinie.
                Pozdrawiam serdecznie
    • kicia031 Re: Ratunku... 01.09.09, 14:03
      Popieram dziewczyny.
      ponadto, proponuje, bys przesala odwiedzac rodzicow. Unikniesz
      brutalnych zaczepek ojca, a z matka mozesz sie spotykac na
      neutralnym gruncie, wtedy jest tez mniejsza sznasa, ze bedzie cie
      obarczala wina za swoja sytuacje.
      • verdana Re: Ratunku... 01.09.09, 14:40
        Co Ci da - na przyklad swiadomość, ze możesz przestać liczyć sie z
        rodzicami, nie odwiedzać ich - i nie miec wyrzutow sumienia.
        Że nie musisz dac się obrazać, ze masz w takim momencie prawo
        odłuzyc sluchawkę, albo wyjść od matki i tyle.
        Że nie jesteś rodzicom nic winna. Nie musisz splacać "długu" resztę
        życia.
        • hestia1985 Re: Ratunku... 02.09.09, 09:18
          Macie rację, nie powinnam obarczać przyszłego męża tymi problemami. Kiedyś o
          mały wlos nasz związek nie rozpadł się przez to wszystko... Pomogliście mi
          uświadomić sobie konieczność tej terapii...
          Może chociaż nauczę się o tym mówic, bo dotychczas kiedy tylko zaczynam o tym
          mówic to od razu do oczu napływają mi łzy i temat zostaje skończony ...
    • black_tangens Jesteś DDA 02.09.09, 09:40
      hestia1985 napisała:

      > Witam. Piszę na Kafeterii, bo potrzebuję się komuś wygadać. Muszę to zrobić,
      > bo chyba zwariuję... Mój problem polega na tym, że moi rodzice mnie dobijają.
      > Mój ojciec jest nałogowym alkoholikiem, całe życie pił i pije, robi awantury,
      > niszczy nam psychikę, moja matka natomiast jest nerwicowcem, osobą, której
      > poprzestawiały się role

      Jesteś DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholików). Na stronie www.dda.pl możesz poczytać
      sobie o tym jakie są typowe symptomy. Potrzebujesz fachowej opieki. I trzymaj
      się swojego narzeczonego, bo wydaje mi się że on całkiem zdrowo myśli, gdyż nie
      zgadza się na zamieszkanie twojej matki z wami. Twój przyszły mąż chroni cię, bo
      chce żebyś nie utrzymywała kontaktów z tym toksycznym środowiskiem. Przede
      wszystkim musisz pomóc SOBIE a nie rodzinie.
Pełna wersja