janina_bak
05.09.09, 16:46
Mam 36 lat. Ostatnio nie układało mi się w życiu zawodowym, nie
mogłam, z powodu zbyt małego doświadczenia, znaleźć pracy w
wyuczonym zawodzie. Szukałam jej pół roku, po czym dałam się namówić
swojej mamie, że najlepszym dla mnie rozwiązaniem będzie założenie
działalności gospodarczej.
Moja mama ma jedną ale wielką pasję życiową - rękodzieło
artystyczne. Jest to jej miłość, która pochłania ją całkowicie. Ma
rozbudowane plany dotyczące realizacji swoich zainteresowań:
sprzedaż swojego rękodzieła do znanych galerii w całej Polsce,
wydanie kilku książek.
Dla niej zrezygnowałam z szukania pracy, założyłam na swoje nazwisko
działalność gospodarczą, której głównym profilem miało być własnie
rękodzieło, w którym specjalizuje się moja mama.
Przez czas prowadzenia firmy nie mogłam podjąć żadnego zatrudnienia,
kupiłam drogą maszynę (nie dla siebie, ale dla mamy), zaczęło się
inwestowanie w działalność wszystkich pieniędzy i swojego własnego
czasu. Pieniądze szły jak woda, no bo wiadomo, pasja wymaga
wyrzeczeń no i każdy ponoć na początku działaności tylko inwestuje.
Popadliśmy w długi. Ja nie miałam żadnych osobistych dochodów,
dodatkowo pozbyłam się możliwości podjęcia pracy. Miało być
świetnie, miały być duże pieniądze. To codziennie wmawiała mi mama.
W rzeczywstości cierpałam z powodu braku jakiejkolwiek gotówki, nie
miałam na podstawowe swoje potrzeby.
Mama nie słuchała moich żali, że jest kiepsko, że brakuje pieniędzy.
Codziennie dzwoniła i wydawała mi polecenia, co mam zrobić dla
firmy. I opowiadała o kolejnych swoich planach dotyczących podboju
rynku i nowych inwestycji. Te plany zmieniały się jak w
kalejdoskopie. Jednak nic nam nie wychodziło. Ale zaraz była kolejna
lawina nowych planów.
Z powodu sytuacji finansowej zamknęliśmy firmę, ale lawina nowych
planów i związanych z tym moich obowiązków wciąż mnie zalewa. Na
każdy dzień mam przez nią układany plan.
Szukam teraz pracy, mam plany wyprowadzki do innego miasta, ale
łapię się na tym, że nic innego nie robię, tylko wciąż pomagam jej w
realizacji jej planów.
Gdy dawałam jej do zrozumienia, że nie chcę już tak chodzić wokół
jej interesów, zaczęła mnie z tatą szantażować (tato też ma dość
jej "inwestycji", które doprowadziły do pokaźnych długów). Nagle, po
krytyce jej poczynań, zaczęła mieć kłopoty z sercem. To my z tatą
mieliśmy się przyczynić do choroby poprzez naszą krytykę.
Odkąd zaczęłam prowadzić tę działalnosć razem z mamą, zazdroszczę
ludziom "na swoim", którzy zajmują się poprostu układaniem swoich
spraw życiowych. Chciałabym mieć taki komfort - czas wyłącznie dla
siebie, swoje studia, życie zawodowe, rodzinne, realizowanie swoich
hobby, pasji.
Kiedy dałam się namówić na działalność z mamą, chciałam jej pomóc,
myślałam, że dzięki temu ona zrealizuje swoje pasje, plany związane
z inwestycjami. Jednak teraz czuję się jak nieudacznik życiowy
będący na utrzymaniu rodziców. Byle odmowa z mojej strony wykonania
jakiegoś polecenia skutkuje wyrzutami ze strony mamy. I czuję się
jeszcze gorzej, jak wyrodna córka... A moje sprawy życiowe leżą
odłogiem.
Czy to jest chory układ?