tojajurek
02.01.10, 15:25
Wylegując się w noworoczne popołudnie postanowiłem napisać jakiś
wierszyk dla wnuków (i wewogle potomnych). Wyszło takie cóś. Za
temat i formę nie odpowiadam - samo przyszło. Przepraszam.
SZOP-PRACZ
Chwalił mi się pewien chłop,
Że u niego mieszka szop,
A podobno jest to zwierzę,
Które chętnie wszystko pierze.
Pojechałem więc do chłopa,
Żeby poznać bliżej szopa,
Lecz rozłożył ręce chłop,
Bo się gdzieś zapodział szop.
Więc rozglądam się za szopem,
Poszturchując kąty mopem.
Trzeba wpaść na szopa trop,
Nim na głowę zwali strop.
Czy szop zaszył się gdzieś w szopie
I po cichu piwko żłopie?
Albo wlazł do jakiejś dziury
I obgryza udko kury?
Może skrył się w ciemnej norze,
Bo patrzeć na nas nie może?
Albo schował się na strychu
I przycupnął tam po cichu
Lub pod domem siedzi w jamie
I tam marznie na złość mamie?
Może ukrył się w ogrodzie
I po uszy siedzi w wodzie?
Albo zaszył się gdzieś w parku,
Żeby nie nadstawiać karku?
Może pobiegł do muzeum
Ślizgać się na linoleum?
Albo poszedł do sąsiada
I spiżarnię mu wyjada
Lub się wczołgał do kanapy
I tam sobie liże łapy?
Może w kącik wlazł pod zlewem
I trzeba go zwabić śpiewem
Lub przed lustrem siedzi skrycie
I podziwia swe odbicie?
Od biegania za tym szopem
Wnet poczułem się jełopem.
Więc, gdy spotkasz tego chłopa,
To ode mnie daj mu kopa!
(J)