taziuta
06.01.10, 15:30
Sandacz jest do dostania w makro. W każdej chwili, ale w ciut
dużych paczkach. Na szczęście jest to sandacz zamrożony i można
sobie odmrażać tyle ile się zamierza zjeść. I odkąd przez
przypadek/głupotę kupiłem go jako wkład do "ryby po grecku" (nie
znadał się, bo był ze skórą), i zamiast po grecku żona upiekła go na
patelni i podała na Wigilię zamiast karpia, nie chcę już żadnej
innej ryby. Wcześniej jadaliśmy tilapię i solę, na zmianę.
Ale teraz już tylko sandacza!
Przepis:
- Rybę rozmrozić w temperaturze otoczenia, tj. wyjąć rano, i do
obiadu akurat rozmarznie.
- Wycisnąć pół cytryny na 4 kawałki i skropić rybę sokiem i niech
sobie poleży przynajmniej godzinę.
- Przed smażeniem wytrzeć z cytryny ręcznikiem papierowym, i mocno
posolić i popieprzyć.
- Następnie maczamy w mleku (które spłukuje nadmiar soli) a
następnie obtaczamy w mące.
- Następnie kładziemy na mocno rozgrzanej patelni z olejem z pestek
winogron, zaczynając od strony bez skóry, by się szybko ścięła, na
ok. 5 minut, a potem obracamy na drugą stronę na kolejne 5 minut,
tak aby ryba się przyrumieniła, a nie spaliła.
Serwujemy z sosem czosnkowym lub chrzanowym. Palce lizać!