taziuta
13.03.10, 19:55
Kilka dni temu syn odstawił swój samochód do warsztatu i pożyczył
mój. I przy okazji odkrył, że przegląd techniczny skończył mi się w
październiku, ups.
No to wybrałem się dziś do stacji kontroli, czy jak to tam się
nazywa, by zrobić badania technizne. No i zrobiłem, choć z pewnymi
przejściami:
1. Okazało się, że klocki hamulcowe mam starte prawie do zera -
diagnosta przymknął oczy, ale nakazał ich jak najszybszą wymianę;
2. Okazało się, że w dowodzie mam wpisaną wagę samochodu 2.030 kg,
a na tabliczce przymocowanej przy drzwiach jest waga 2.060 kg.
Samochód ma 8 lat, i przez 8 lat nikt tego nie odkrył! Gostek
powiedział, że 30 kg to za dużo, i że muszę w wydziale
komunikacyjnym skorygować wpis w dowodzie. Ale, widząc moją
niewyraźną minę, powiedział, że ok., on się odwróci by tego nie
widzieć, a ja zatrę szóstkę na tabliczce, tak aby się nie dało
odczytać, czy to 6 czy 3. Uprzejmie podał mi nawet śrubokręt.
No i już zapisy nie są sprzeczne.
3. Na koniec poprosił bym mu pokazał trójkąt ostrzegawczy i gaśnicę.
Trójkąt miałem, gaśnicy nie. I znowu, powiedział, że nie może mnie
wypuścić bez gaśnicy. I sięgnął do szafy, wyjął gaśnicę i mi
pożyczył 'na wyjazd' z garażu, w którym odbywało się badanie
samochodu. No i tak zrobiłem, przejechałem 20 metrów, wysiadłem,
i idąc do biura po odbiór dowodu rejestracyjnego, odniosłem mu
gaśnicę, i wszystko było ok. Ja dostałem co potrzebowałem,
a on był kryty, jakby ktoś go chciał sprawdzić...
Z córką się zgodziliśmy, że to chyba tylko w Polsce jest możliwe.
P.S.
Gaśnicę kupiłem zaraz na najbliższej stacji benzynowej i od razu też
pojechałem do Forda by umówić się na wymianę klocków, ofkoz.