taziuta
30.03.10, 15:17
Kotleciki jagnięce już ćwiczyłem, ale po prawdzie nigdy nie
osiągnąłem w nich aż takiej perfekcji jak kucharz w restauracji Pod
Baranem w Krakowie, przy Gertrudy...
No i dziś, po raz pierwszy od 6 lat, czyli odkąd w kotlecikach
jagnięcych zasmakowałem, udało mi się samemu uzyskać tę samą
doskonałą miękkość. Tyle, że nie przy wykorzystaniu ‘kotlecików
jagnięcych’, czy 'combra', jak je czasem nazywają, a przy użyciu
mięsa z ‘górki jagnięcej’, które kupiłem w Auchan, pokrojone na
kotleciki z kostką. A może to wszystko to samo, a tylko różne
nazwy w różnych sklepach używane?
A oto jak to osiągnąłem, czyli przepis na mięso dla bezzębnych
smakoszy.
a) Marynata na 1 porcję, czyli 3 kotleciki, waga (z kostkami) ok.
180 g.:
czosnek 5 ząbków, wyciskamy lub siekamy na b. drobno;
odrobinę soli (do indywidualnego smaku) i pieprzu (podobnie);
płaską łyżkę rozmarynu suszonego z torebki, choć lepszy świeży,
ofkoz, wówczas czubata łyżka stołowa;
mała płaska łyżeczka przyprawy kebab-gyros kamis’a;
sok z połówki cytryny;
olej z pestek winogron, tyle aby uzyskać półpłynną konsystencję w/w
składników.
Wyciśnięty czosnek mieszamy/rozgniatamy z solą i pieprzem, dodajemy
pozostałe składniki marynaty, na koniec dolewamy oleju, mieszamy i
marynata gotowa.
b) Przygotowanie mięsa:
Bierzemy kotleciki z kostką i odkrawamy kości i tłuszcz, zostawiając
samo mięso.
Bierzemy folię spożywczą, i przygotowujemy 3 kawałki po ok. 50 cm
długości, i w każdy z nich zawijamy osobno 1 kawałek mięsa, który
najpierw dokładnie obtaczamy w marynacie, dzieląc ją na 3 równe
części i w całości do tego celu wykorzystując.
Zawinięte w folię kotleciki wkładamy do lodówki na minimum 24
godziny.
c) smażenie na patelni:
na patelnię wlewamy (nie za wiele!) olej z pestek winogron,
tyle aby ledwo, ledwo pokryć nim dno patelni, tak aby mięso w nim
nie ‘pływało’, i rozgrzewamy patelnię na maksymalnym nastawieniu (na
płycie elektrycznej, w moim przypadku, jest to 12).
W czasie gdy patelnia się rozgrzewa, odwijamy mięso z folii,
usuwamy nadmiar przyprawy, pozostawiając trochę wg uznania/do smaku,
a następnie rozbijamy je tłuczkiem tak, że podwaja swoją
powierzchnię (i chudnie o połowę

). Zmniejszamy nastawienie płyty
grzewczej na 10, i wrzucamy mięso na rozgrzany olej.
Smażymy po 15 sekund z każdej ze stron, a następnie obracamy
co 30 sekund, tak że w sumie mięso jest na patelni ok. 2,5 minuty,
góra 3. Kontrolnie, pod koniec nakłuwamy widelcem, i jeśli mięso
jest twarde, to znaczy, że spieprzyliśmy i za długo smażyliśmy…
W moim przypadku, po niecałych 3 minutach mięso było różowe w
środku, a szare na brzegach, i miało taką miękkość, jaką mieć
powinno, no i niebiański smak! I takiego wyniku i Wam życzę,
jeśli się komuś zechce spróbować samemu to przyrządzić.