Klub samotnych serc Pana prezydenta

17.04.10, 19:40
artykuł Wawrzyńca Smoczyńskiego z 2008 roku.


O komentarze proście Ziutka, bo mu się artykuł podoba, ale uznał, że wątki o
"purpurowych" nie łamią żałoby narodowej a wspominki o tym artykule łamią.
Taziuta. Nie dziękuj. Cała przyjemność po mojej stronie.





W świecie prezydenta Kaczyńskiego wciąż, jak za dawnych lat, są dwa mocarstwa
– jedno dobre, drugie złe. Pierwsze to oczywiście Ameryka, dla której
prezydent ma podziw i całkowite zaufanie; druga to Rosja, do której odnosi się
z krytycyzmem i skrajną nieufnością. W optyce prezydenta nie ma innych potęg –
nie ma Chin ani Indii, nie ma Brazylii, Iranu. Nie ma też innych regionów –
jak Bliski Wschód, Azja Południowo-Wschodnia czy Ameryka Łacińska. To wszystko
nieistotne, bo oto świat cofa się do zimnej wojny, za sprawą Rosji wielka
polityka wróciła do Europy. A wraz z nią do łask wróciło też państwo narodowe.

„Jestem przekonany, że państwo narodowe jeszcze nie zakończyło swojej misji” –
mówił prezydent w wywiadzie dla „Financial Times” w 2006 r. Z tego poglądu
wynika powściągliwość Kaczyńskiego wobec Unii, którą przeciwstawia państwom
narodowym. „Trzeba umieć zwerbalizować nasze problemy w Europie. To jest dużo
ważniejsze niż pospieszna integracja, pospieszne odchodzenie od państwa
narodowego, które jest nieporównanie lepszym ośrodkiem konsolidacji ludzi niż
anonimowa, biurokratyczna i, można powiedzieć, zimna Unia Europejska. Chociaż
ta ostatnia ma olbrzymie sukcesy i pod pewnymi względami jest olbrzymią
wartością” – mówił prezydent w rozmowie z Associated Press w 2006 r.

Lech Kaczyński nie postrzega Unii jako procesu jednoczenia się Europy, tylko
jako nową platformę rywalizacji państw narodowych. Owszem, Unia istnieje,
przynosi nam korzyści ekonomiczne, ale politycznie nie należy się do niej
zbytnio przywiązywać, bowiem jest „sztucznym tworem”. Wielka polityka toczy
się wciąż między państwami, a UE to narzędzie w rękach tych najsilniejszych,
przede wszystkim Niemiec. Niemcy trzeba szanować, lecz nie wolno lekceważyć
ich siły ani oferować im kredytu zaufania, jaki dajemy na przykład Stanom.
Berlin na nie nie zasłużył, poza tym na pewno wykorzystałby je przeciwko nam.

Ameryka daleko, Rosja groźna, Niemcy podejrzane... Gdzie w tym świecie jest
miejsce dla Polski? W zagranicznych wywiadach prezydent lubi podkreślać, że
Polska to „duży kraj”. Z drugiej strony z jego własnych wypowiedzi przebija
niewiara w to, że Polska może konkurować politycznie z największymi krajami
Unii. Dlatego prezydent stawia na sojusze z małymi albo zmarginalizowanymi
państwami. „Trudno być krajem najsłabszym wśród silnych (...), dlatego często
lepiej być najsilniejszym wśród słabszych” – powiedział we wspomnianym
wywiadzie dla „Dziennika”.


    • taziuta Re: Klub samotnych serc Pana prezydenta 17.04.10, 19:47
      ex.mila napisała:

      > O komentarze proście Ziutka, bo mu się artykuł podoba, ale uznał,
      > że wątki o "purpurowych" nie łamią żałoby narodowej a wspominki o
      > tym artykule łamią.
      > Taziuta. Nie dziękuj. Cała przyjemność po mojej stronie.

      I tak dziękuję. Ty masz wariackie papiery, Tobie więcej ujdzie. wink

      A wątki o purpurowych, to efekt obserwacji obyczajów wyznawców
      lokalnego mzimu. Podróżnik i przyrodnik się we mnie obudził. smile
Pełna wersja