antyprawak
26.04.10, 21:21
"Jak poinformował portalpomorza.pl, 21 kwietnia po uroczystościach
pogrzebowych wybitnej działaczki związkowej Anny Walentynowicz,
którą zginęła wraz z 95 innymi osobami w katastrofie samolotowej pod
Smoleńskiem doszło do skandalu. Gdy trwało zakopywanie grobu
legendy "Solidarności", na cmentarzu w Gdańsku pojawili się Jerzy
Smoliński, asystent marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego oraz
marszałkowski doradca Waldemar Strzałkowski.
Mocno spóźnieni mężczyźni przywieźli wieniec od pełniącego obowiązki
głowy państwa Komorowskiego. Panowie musieli uważać, aby nie stracić
równowagi i nie wpaść.
Jeden z nich był wyraźnie "zmęczony" -
napisał portal. Miało się od nich czuć alkohol, a ich chód miał być
chwiejny. Gdy wieniec spoczął na grobie, zadzwonili do marszałka, by
zameldować mu wykonanie zadania. Następnie ustawili się do zdjęć,
które to robił im przywieziony ze sobą fotograf.
Przedstawiciele marszałka przyznali w rozmowie z nami, że
rzeczywiście pili alkohol przed wizytą na cmentarzu.
Gościł ich
wcześniej arcybiskup Sławoj Leszek Głódź i częstował winem. -
Piliśmy alkohol, ale absolutnie nie byliśmy pijani - mówi Jerzy
Smoliński, rzecznik marszałka. -
Byliśmy bardzo zmęczeni."
Wypominają Kwaśniewskiemu, czy teraz będą wypominać Komorowskiemu
współpracowników-pijaków?