Mentalność serialowa

01.05.10, 06:13
Zakładam osobny wątek, by nie umknęłow. smile

trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35635,7828050,Chwin__To_byla_zaloba__Nie__Mentalnosc_serialowa.html
    • taziuta Re: Mentalność serialowa 01.05.10, 06:20
      taziuta napisał:

      > Zakładam osobny wątek, by nie umknęło...

      Ale i tekst, na wszelki wypadek, zanim zarchiwizują. smile

      Dorota Karaś: Czy nasz język zmienił się w trakcie żałoby
      narodowej?

      Stefan Chwin: Zmienił się w stosunku do języka, jakim mówiliśmy
      przez ostatnie 20 lat, ale pozostał niezmieniony wobec języka, jakim
      posługiwaliśmy się przez ostatnie 200 lat. W ciągu jednego tygodnia
      cofnęliśmy się głęboko w wiek XIX. Wielu z nas - także ludzi
      zupełnie młodych - zaczęło mówić językiem, który dotąd wyrażał
      tradycyjną polską mentalność martyrologiczną. To jest wielkie
      zwycięstwo polityki historycznej braci Kaczyńskich. Nowym zjawiskiem
      stało się natomiast to, że język ten w wyobraźni zbiorowej Polaków
      zaczął współgrać z mentalnością serialową, z czym, niestety, będą
      musieli liczyć się politycy w trakcie obecnej kampanii wyborczej.

      Czym się charakteryzuje mentalność serialowa?

      - Wielu Polaków nie obchodziło żałoby po Lechu i Marii Kaczyńskich,
      ale po ich obrazie medialnym wykreowanym błyskawicznie, w ciągu
      zaledwie jednego tygodnia, przez niemal wszystkie kolorowe magazyny
      dla kobiet, tabloidy i stacje telewizyjne. W oczach wielu z nas para
      prezydencka umarła tak, jakby była starym, dobrym, powszechnie
      znanym i lubianym małżeństwem z serialu "M jak miłość"
      albo "Plebania". Charakterystyczne, że w ciągu kilku dni dla
      znacznej części polskiego społeczeństwa zniknął niemal zupełnie Lech
      Kaczyński jako polityk - i to polityk o dość kontrowersyjnych
      poglądach - pozostał tylko dobry ojciec, łagodny, kochający,
      uśmiechnięty i czuły mąż, który przytula panią Marię na plaży w
      Juracie.

      Otaczający opieką zwierzęta...

      - Oczywiście, sprawa czułości prezydenta dla zwierząt odegrała tu
      ważną rolę. Do tego wizerunku, uformowanego przez media, nie
      przedostały się żadne akcenty, które nie zgadzałyby się z wzorcami
      kultury masowej. Obraz pary prezydenckiej tworzony był w konwencji
      melodramatu, która jest silnie obecna we wszystkich polskich
      serialach. Melodramatyczny obraz pary prezydenckiej bardzo silnie
      oddziałał na wiele Polek i wielu Polaków.

      Język w tych dniach, oprócz tego, co pan nazywa mentalnością
      serialową, był również silnie naznaczony patosem.

      - Tego martyrologiczno-serialowego współbrzmienia dawniej nie było.
      Połączenie języka mentalności martyrologicznej ze stylizacją
      serialowo - melodramatyczną jest nowym fenomen polskiej kultury.
      Jarosław Kaczyński, jeśli ruszy w szranki wyborcze, będzie musiał to
      wziąć pod uwagę, to znaczy przemodelować swój dotychczasowy image
      tak, by dostosować go do medialnego wizerunku tragicznie zmarłego
      brata, jaki pojawiał się w tabloidach i magazynach dla kobiet.

      Taki język stosowały nie tylko kolorowe magazyny, w tych dniach
      nawet poważne media informowały o domu państwa Kaczyńskich, w
      którym "psy i koty żyły w zgodzie i codziennie na powitanie ocierały
      się noskami".

      - Tego rodzaju zdrobnienia są silnym elementem tworzącym
      zinfantylizowaną serialową wizję rodziny. Część kobiet bardzo
      przeżywała śmierć Lecha Kaczyńskiego, utożsamiając ją z obawami o
      własne życie rodzinne.

      Traktowały tę śmierć jako stratę idealnej głowy rodziny?

      - W jednym z supermarketów byłem świadkiem rozmowy między kobietami,
      które mówiąc o wypadku lotniczym pod Smoleńskiem budowały bardzo
      prywatne porównania. W dramacie państwa Kaczyńskich rozpoznawały
      swoje własne lęki o śmierć męża, choroby bliskich, świadomość
      kruchości życia. To było bardzo szczere, ale jestem trochę
      przerażony siłą oddziaływania obrazów, które zostały na zimno
      spreparowane przez media w tonacji serialowego wyciskacza łez.

      Dlaczego?

      - Bo kocha się nie człowieka, ale ikonę wyprodukowaną przez kulturę
      masową, spreparowaną przez fachowców od image'u, grafików
      komputerowych. Ukazują się w tej chwili dodatki do tygodników
      poświęcone życiu pary prezydenckiej, gdzie ta robota grafików jest
      po prostu nieprawdopodobna - wizerunek pary prezydenckiej jest
      odświeżany, wygładzany i odmładzany. Robi się z nich nawet w sensie
      cielesnym ludzi idealnych. Na publikowanych dzisiaj zdjęciach, które
      zostały zrobione przed laty, znika nawet słynny czarny pieprzyk z
      twarzy prezydenta. Oglądamy spreparowane komputerowo awatary osób
      zmarłych, które są nam przedstawiane jako dokumentalne fotografie z
      życia państwa Kaczyńskich. To się doskonale zgrywa z podstawowym
      wzorcem melodramatu, a mianowicie ze wzruszającą do łez opowieścią o
      wspaniałej kobiecie i wspaniałym mężczyźnie, połączonych doskonałym
      uczuciem, w których nagle uderza skrzydło śmierci.

      Z drugiej strony bardzo szybko po katastrofie sięgnęliśmy po język
      odwołujący się do symboliki śmierci męczeńskiej.

      - To dowód, jak głęboko nasza podświadomość językowa jest wrośnięta
      w XIX wiek. Przy takich sytuacjach urazowych jak katastrofa pod
      Smoleńskiem ta podświadomość uruchamia się w postaci niemal
      niezmienionej. Od chwili, w której w mediach pojawiła się wiadomość
      o rozbiciu się samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, zaczęliśmy
      mówić dziwnym językiem, na przykład twierdząc, że ci ludzie "polegli
      w Katyniu". Mamy tu do czynienia z semantycznym nadużyciem,
      bo "polec" oznacza przecież "zostać zabitym w walce przez wroga". To
      nieuprawnione przesunięcie sensu podstawowego wyrazu z jednej strony
      sugeruje - jak to zdarzyło się w pewnej audycji telewizyjnej - że za
      tym wszystkim kryje się ciemna ręka Rosji, a z drugiej zawiera
      nieprzyjemną insynuację, że śmierć prezydenta została wymuszona na
      losie przez jego przeciwników politycznych, którzy już od dawna mu
      tej śmierci życzyli, więc teraz jakby za nią odpowiadają.

      Takich słów i zwrotów było więcej.

      - Słyszałem formułę "poległeś w walce o prawdę", które zostało użyte
      nie tylko w odniesieniu do Lecha Kaczyńskiego, ale i do szefa
      Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki. Jest to sformułowanie
      insynuacyjne, moralnie dwuznaczne. Sugeruje bowiem, że ofiary
      wypadku lotniczego zostały zabite przez wrogów prawdy za to, że
      walczyły o prawdę.

      Nie przypadkiem jedna ze stacji telewizyjnych ilustrowała transmisję
      z pogrzebu prezydenta muzyką Michała Lorenca do filmu "Różyczka".
      Sam kompozytor objaśniał telewidzom, że w filmie chodzi o "historię
      człowieka osaczonego", co miało się wiązać z sytuacją prezydenta
      Kaczyńskiego jako patrioty "osaczonego" przez wrogów.

      Na jakie jeszcze określenia, które pojawiały się w relacjach po
      katastrofie, zwrócił pan uwagę?

      - Dominującym wyrażeniem był "drugi Katyń". Podczas pogrzebu Macieja
      Płażyńskiego mówiono o byłym marszałku sejmu jako o "męczenniku
      pomorskim", o "śmierci męczeńskiej". Na pogrzebie prezydenta
      Kaczorowskiego o "łasce śmierci w Katyniu" i "poniesionej przez
      niego ofierze". W sformułowaniu "zgładzeni na nieludzkiej ziemi"
      pojawiała się aluzja do słynnej książki Józefa Czapskiego. Lot
      samolotu prezydenckiego do Smoleńska przedstawiano jako "ostatnią
      drogę wiodącą do katyńskiego lasu". To są wszystko złoża wyobraźni
      sięgającej XIX wieku, do których sięgano po to, by śmierć w wypadku
      lotniczym utożsamić ze śmiercią polskich oficerów z 1940 roku.
      Charakterystyczne, że jedna z telewizji ilustrowała transmisję z
      pogrzebu prezydenta na Wawelu wierszem Zbigniewa Herberta, tak
      jakby "Przesłanie Pana Cogito" był wierszem o Lechu Kaczyńskim.


      c.d. w następnym poście
      • taziuta Re: Mentalność serialowa cz.2 01.05.10, 06:22
        Czy długo jeszcze używać będziemy takiego języka?

        - Jest on tak trwałym elementem świadomości polskiej, że nie sądzę,
        by można było się bez niego obyć w kampanii wyborczej. Utrudni to
        działanie Platformie Obywatelskiej, która ma raczej racjonalistyczne
        nastawienie wobec mitów. Politycy tej partii będą musieli zmierzyć
        się z mitem "prezydenta - pielgrzyma", "prezydenta - męczennika",
        który "udawał się na Golgotę Wschodu" i "oddał życie" za Polskę jak
        oficerowie w Katyniu - to zresztą również sformułowanie z tych dni,
        nawiązujące do "Ksiąg Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego" Mickiewicza.
        Wszystkie te określenia mają w sobie element szantażu emocjonalnego.
        Zawierają sugestię, że "należy uszanować testament ofiar", to znaczy
        wybrać opcję polityczną, jaką reprezentowali tragicznie zmarły
        prezydent i jego otoczenie. Znamienne, że minister Jacek Rostowski w
        swoim przemówieniu na pogrzebie prezydenta Kaczorowskiego w
        warszawskiej Świątyni Opatrzności - zresztą zrównoważonym i mądrym -
        użył sformułowania, które łagodziło ten szantaż: "chcemy być razem w
        służbie Polski". Podobnie do postromantycznej retoryki "testamentu
        ofiar" nie odwoływał się Donald Tusk.

        Jeżeli prezydent udawał się na "Golgotę Wschodu" to nasuwa się
        obraz "Polski Chrystusa Narodów" to też z Mickiewicza.

        - Oczywiście, wszystko to jest z III części "Dziadów". Obraz
        niewinnej Polski znowu wiszącej na krzyżu jest wciąż silnie obecny w
        polskiej świadomości. Dodałbym jeszcze jedno. Na rozmaitych
        uroczystościach, nie tylko religijnych, bardzo wyraźnie podkreślano,
        że prezydent Kaczyński był "wiernym synem Kościoła i wiarygodnym
        świadkiem Ewangelii". Sformułowania te pojawiały się także na
        pogrzebach innych ofiar, chociaż na zwykłych, pogrzebach osób
        prywatnych zwykle nie występują, bo księża podczas ceremonii nie
        oceniają zmarłego, czy był dobrym katolikiem czy złym. Zawierały one
        w sobie sugestię, że prawdziwym politykiem-patriotą może być tylko
        Polak - katolik. Topos Polaka-katolika był silnie eksponowany przez
        niektórych hierarchów kościelnych, którzy potraktowali uroczystości
        żałobne jako próbę wzmocnienia pozycji Kościoła.

        Paradoks polega na tym, że obok krypty na Wawelu, w której teraz
        spoczywają ciała katolików, Lecha i Marii Kaczyńskich, leży
        Piłsudski, który jak wiadomo, katolicyzmu się wyrzekł. A w
        uroczystościach żałobnych brał udział premier Buzek, który jest
        ewangelikiem.

        Pięć lat temu również obchodziliśmy żałobę narodową, po śmierci Jana
        Pawła II. W tamtym czasie nasz język chyba nie był aż tak
        infantylny.

        - Jana Pawła II nie można było tak łatwo wmontować w melodramatyczną
        strukturę serialu, w której jednak musi występować para małżeńska,
        wykazująca podobieństwa do bohaterów serialu, którzy odwiedzają nas
        w domach co parę dni. Jan Paweł II był postacią innego formatu i do
        tego schematu się nie nadawał, chociaż też próbowano zrobić z niego
        miłego kapłana-chłopca pływającego kajakiem. Wzniosła opowieść o
        długotrwałej chorobie i umieraniu papieża pobiegła w innym kierunku.

        Uderzyło mnie również, jak słaby rezonans miały uroczystości
        pogrzebowe drugiego prezydenta, Ryszarda Kaczorowskiego, mimo, że
        formalnie sprawował on równorzędną funkcję co Lech Kaczyński. Na
        sporej części ulic, którymi przejeżdżał kondukt z jego trumną, nie
        było zbyt wielu ludzi. Myślę, że jedną z przyczyn była chyba
        trudność wmontowania jego osoby w serialowy format, bo ani telewizja
        ani kolorowe magazyny nie zajęły się nim od tej strony. Zabrakło
        prywatno-melodramatycznej stylizacji życia rodzinnego. Pozostał
        tylko obraz oficjalny polityka, który nie przemówił do serc. Być
        może dlatego jego pogrzeb nie wywołał wzruszenia w tak szerokich
        kręgach, jak pochówek pary prezydenckiej. Dla wielu Polaków
        prezydent Kaczorowski nie miał w sobie tego ciepła i sentymentalizmu
        co prezydenckie małżeństwo z plaży w Juracie i
        bohaterowie "Plebanii".

        Może chodzi o to, że głównych bohaterów serialu nie może być zbyt
        wielu?

        - Nie możemy zapominać też o tym, że komentatorzy pogrzebów
        dokonywali pewnej istotnej manipulacji, kiedy mówili o żałobie
        narodowej jako żałobie całego narodu. Przestrzegałbym przed takim
        uogólnieniem, bo statystyka mówi, że w uroczystościach i obrzędach
        aktywnie uczestniczyła pewna tylko część naszego społeczeństwa.
        Rzuciłem okiem na blok, w którym mieszkam. Na 62 mieszkania tylko w
        10 zostały wywieszone flagi narodowe. Tak to wyglądało też w innych
        miastach.

        "Życie rodzinne państwa Kaczyńskich roztrzaskało się wraz ze
        spadającym pod Smoleńskiem samolotem" - tak zaczynał się tekst w
        jednej z gazet w tych dniach. Sporo było w języku i w zachowaniach
        komentatorów emocji.

        - To była obowiązująca tonacja. Poddawali się jej nawet
        komentatorzy, których do tej pory znałem z obiektywnego spojrzenia
        na rzeczywistość. Agnieszka Holland użyła mocnego, ale trafnego
        określenia - "szantaż żałobny". Zmuszał on dziennikarzy
        telewizyjnych czy radiowych do wypowiedzi w stylu hiperbolicznym. I
        ta tonacja hiperboliczna była bardzo powszechna. Na przykład
        zapowiadano uczestnictwo miliona osób na uroczystościach na placu
        Piłsudskiego w Warszawie, przyszło jednak mniej ludzi.

        *Stefan Chwin - pisarz, historyk literatury, wykładowca na
        Uniwersytecie Gdańskim. Autor
        m.in. "Hanemanna", "Esther", "Dziennika dla dorosłych". Ostatnio
        wydał książkę "Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni"


        Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Pełna wersja