Gość: zapracowana
IP: 88.147.45.*
27.09.09, 18:55
chcialam dzis pojsc do pracy a tam zamkniete. ochroniarz twierdzi,
ze niby alarm przeciwpozarowy sie wlaczyl i nie da sie pracowac.
myslalam, ze naprawia, zadzwonilam pozniej a on, ze jutro miedzy 6-8
rano beda naprawiac. w niedziele pracowac im sie nie chce - typowo
belgijskie podejscie. jestem wkurzona na maxa bo mam deadline jutro
rano, nie wyrobilam sie z praca, myslalam, ze spoko nadrobie w
weekend. mam wrazenie, ze oni to celowo robia. ja zadnego alarmu nie
slyszalam, za to przynajmniej jedna osoba ma wolne, jak ten alarm
niby sie zepsul, bo nie musi siedziec na recepcji. ciekawe co bedzie
jak jutro rano nie uda im sie w krotkim czasie tego alarmu wylaczyc.
czy ja to moge jakos sprawdzic, czy ta awaria rzeczywiscie byla albo
zlozyc skarge?