Praca na statkach pasażerskich

    • Gość: Remi Re: Praca na statkach pasażerskich IP: 217.144.243.* 02.12.04, 04:34
      Cze Mozesz mi podac stronki z jakich kozystales przy szukaniu takiej pracy (na
      pasazerach)??? Dzieki
      waskii@wp.pl
    • Gość: seachild Re: Praca na statkach pasażerskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.04, 17:16
      Witam, nie mialem bezposrednio mozliwosci pracy na statku pasazerskim, tyle, ze
      przyjrzalem sie jak pracuja na Stena Line, kiedy plywalem jako pasazer.
      Natomiast interesuje mnie praca na statku wycieczkowym badz na promie
      pasazerkim za granica chociazby jako sluzba pokojowa. Jesli moglbys mi pomoc w
      sensie kontaktow do osob, ktore zajmuja sie tego typu praca a raczej
      angazowaniem do takiej pracy bede wdzieczny. kontakt do mnie na gg 5725996 lub
      e mail:jakuburbaniak@tlen.pl. Jest to dla mnie wazne. pozdrawiam Jakub
      • Gość: ... Re: Praca na statkach pasażerskich IP: *.compass.net.nz 03.12.04, 13:50
        www.masteria.pl


        Adres zawiera linki do wiekszosci polskich agencji posrednictwa pracy na morzu.
        Zycze powodzenia.
    • karo568 Starałem się w paru słowach... 27.11.13, 18:25
      Pracowałem dla Carnivala 8 m-czny kontrakt na trzech statkach. Rzeczywistość okazała się trochę inna niż ta, o której usłyszałem na rozmowie kwalifikacyjnej w Polsce. Przejście kilku etapów interview ma wywołać wrażenie, że się Pana Boga za nogi złapało, ale to uczucie natychmiast mija w momencie wejścia na gangway. Wyzysk w kołchozie Carnivala opracowany jest do perfekcji, polega na hektogodzinach spędzonych w pracy, niewspółmiernych do stresu i płacy. Na interview zapewniono mnie, że zarobki na początek 1500$, docelowo 3500$ (ten chwyt zawsze działa i stosują go wszystkie agancje rekrutacyjne w Europie, stąd olbrzymia rotacja pracowników). Mniej radosny moment nastąpił w dniu wypłaty, w którym okazało się, że za 15h codziennej harówy wypłacono mi 1050$ (jak widać użyto tych samych cyfr tylko w innej kombinacji), i tak bylo do końca kontraktu. Pytanie o wysokość zarobków na ewentualnych kolejnych kontraktach uczczono minutą ciszy, nastepnie rubasznym rechotem. Generalnie w pierwszym miesiącu wypłata wynosi ok. 300$ (o czym nikt nie informuje podczas interview - oświecenie nastepuje na pokładzie), ten trick stosuje się na wypadek, gdyby swieże mieso chciało zejść z pokładu np. po pierwszym rejsie (znaczy szoku). Pracować wolno nie więcej niż 10godz dziennie, co w praktyce oznacza wylogowanie po 10godz z systemu i dymanie kolejnych 5-6 godz ("it have to be done"). Niewylogowanie po 10 godz oznacza średnio ekscytującą rozmowę z managerem, której głównymi środkami zaradczymi jest zestaw uregulowanych ostrzeżeń (trzy warningi i wypad). Grafik pracy dozwolił mi zejść ze statku pierwszy raz po trzech miesiącach na trzy godz. ze względu na transfer na kolejny statek. Generalnie zwiedzanie świata, odbywało się z nosem przy szybie statkowej jadalni (dobre i tyle, w kabinach dla załogi nie ma okien). Członkowie załogi otrzymują uniformy, w których szczególnie męki przechodzą kobiety. Uniformy sa ochydne, co związane jest ze sztucznie utrzymanym „morale” na statku opartym na pozbywaniu kobiet cech kobiecości, a także niską ceną u chińskiego producenta. W tzw. „safety shoes” czyli firmowych butach cierpią wszyscy bez wyjątku spędzając wiele godzin standingu. Kręgosłup wysiada po pierwszym dniu i nie ma twardziela, który wytrzymałby całodzienne łażenie w tych trepach bez uszczerbku na zdrowiu. Jedzenia dla załogi nie podałbym nawet psu, żeby normalnie zjeść należy albo być gościem, albo przejść interview na kapitana. Pierwszy tydzień organizm reagowal strasznie, bardzo ciężko było zmusić się do picia recyklingowanego szlamu i spożywania chemicznej pseudo jajecznicy czy kartofli z proszku, a trzeba było przejść na taki system żywienia żeby przetrwać 8 długich miesięcy ciężkiej pracy. Dodatkowe jedzenie, suplementy kupuje się w porcie (nic do gotowania ze względu na zakaz używania elektryki w kabinach z wyjątkiem suszarki, ładowarek do telefonów, laptopów), o ile grafik zakłada „off” (wychodne), który można poswięcić na shopping. Internet na statku jest bardzo słaby i drogi, koszt karty to 20$ za ok. 30min połączenia (zależnie od sygnalu w danym dniu). Członkowie załogi wychodzą na free wifi w porcie. Statek pasażerski to nie tradycyjny hotel czy typowy zakład pracy, obowiazują ścisłe regulacje (rozkazy), procedury, hierarchia, inspekcje (trzepanie kabin, rzeczy osobistych), częste musztry i szkolenia (upierdliwe jak cholera), odpowiedzialność za spanikowanych pasażerów w sytuacji gdy statek tonie (wg pierwszeństwa do łodzi ratunkowych najpierw wchodzą goście, członków załogi ratuje się na końcu do „wywrotek” tzw. life raft (warto zgooglowac informacje o life raft’ach przed wyjazdem). Problemem na statku jest również rasizm między mniejszościami narodowymi, którego jak wielu rzeczy na statku nie powinno być, ale w praktyce niestety są (kto przetrwał kontrakt na statku, ten wie o czym piszę). Nie każda kompania cruise line jest taka sama, w kwestii zarobków Crnvl to jedna z najgorszych więc skoro już decydować się na tak ciężką pracę, warto poświęcić trochę czasu i pogooglować. Kompanii rejsowych jest do wyboru do koloru, każda ma swoją stronę internetową i stałe rekrutacje bez pośrednictwa, wystarczy wysłać cv, sprawdzić fora. Najważniejsze to być zorientowanym o wszystkich za i przeciw przy podejmowaniu decyzji takiej formy zatrudnienia, aby uniknąć rozczarowania czy zminimalizować szok. Kończąc doradzę tylko, że pierwszy dzień na statku wiąże się zazwyczaj z chorobą morską (nawet jeśli nie cierpiało się wcześniej na tą przypadłość czy inne choroby jak np. lokomocyjne). Przeciążenia są bardzo silne i dają mocno w błędnik, w medical center maja pomocne tabletki medi-meclizine, które dla członków załogi są nieodpłatne. Dzięki tym tabletkom objawy ustąpiły już po godzinie i w zasadzie do końca kontraktu z chorobą morską nie miałem większego problemu. To w dużym skrócie tyle o czym nie wiedziałem przed wyjazdem, a dzisiaj już wiem i podziękowałem za kolejny kontrakt.
Pełna wersja