Gość: Marcyś
IP: *.chello.pl
18.01.05, 13:35
Siedze w domku i szukam pracy...standardowe życie młodego polaka...ale
zastanawiam się czy ja tak dużo wymagam...Pracowałem już w paru firmach, za
każdym razem coś innego i za każdym razem na czarno lub na umowe zlecenie...i
chciałem podkreślić że nie ja rezygnowałem z pracy ani ktoś mnie
wyrzucał...poprostu były to prace które się kończyły za pare miesięcy i
papa...pracowałem za 600zł/m-c i za 1200zł/m-c po 16h na dobe, czasem po 24h
na dobę i nigdy nie narzekałem..chyba że przyjacielowi :) Teraz pracowałem
jako sztukator przez rok i praca nagle się urwała...pewnego dnia wróciłem po
10 godzinach pracy z tyrki z wypłatą w rączce i uśmiechem na twarzy...szef
powiedział: zadzwonie do Ciebie ja bedzie tyrka...ze swoich źródeł wiem że
roboty nie będzie przez najbliższe pół roku ale on nie raczył mi o tym
powiedzieć..nieważne..napisałem to żebyście wiedzieli że pracować chce i nie
jestem bardzo wymagający...myślałem o wyjeździe za granice...rozmawiałem z
paroma ludźmi którzy mówią że troszke inaczej się tam ludzi traktuje a przede
wszystkim inaczej się płaci...ale nie umiem języka...nigdy nie chciało mi się
go uczyć...wolałem Polski no i teraz żałuje...od wszystkich słysze że bez
języka nie ma co myśleć o pracy za granicą, jedynie jako "murzyn" nie
obrażając czarnych braci :) No ale z drugiej strony koleżanka wyjechała do
Włoch nie znając języka...A więc jak to jest..trzeba być odważnym i
zaryzykować?? Czy dalej mam szukać pracy w Krakowie, pięknym mieście ale z
wykorzystującymi szefami....Pozdrawiam