Gość: Parlament Europ.
IP: 5.6.1D* / *.europarl.eu.int
02.03.05, 13:10
Praca w urzędach Unii Europejskiej
Aneta Borowiec 01-03-2005, ostatnia aktualizacja 01-03-2005 20:56
W instytucjach UE pracują już pierwsi polscy urzędnicy
W instytucjach UE pracują już pierwsi polscy urzędnicy, tzw. funkcjonariusze.
To ci, którzy - w odróżnieniu od wielu zatrudnionych na czas określony -
miodem płynące życie eurourzędnika mają szansę wieść do emerytury. Polacy na
tych stanowiskach to jednak jeszcze rzadkość.
Szczęśliwcy, którym się udało, musieli przejść wielostopniową rekrutację i
pokonać licznych konkurentów. Do pierwszego narodowego konkursu na urzędników
unijnych ogłoszonego pod koniec 2003 roku przez EPSO (Europejskie Biuro
Selekcji Pracowników) zgłosiło się 12,5 tys. Polaków. Pierwsi polscy
eurourzędnicy to właśnie zwycięzcy tego konkursu. Czym się różnią od
konkurentów? Wiedzą o Unii wszystko, świetnie zdali pisemne egzaminy w Polsce
i zrobili świetne wrażenie podczas egzaminu ustnego w Brukseli. Czym jednak
ta garstka różni się od ponad 800 osób, które znalazły się na tzw. liście
rezerwowej, czyli spisie wszystkich, którzy zdali egzaminy? Mieli więcej
szczęścia! Od zdanego egzaminu do pracy w biurach instytucji wspólnotowych
daleka droga - fakt znalezienia się na liście rezerwowej oznacza jedynie
możliwość ubiegania się o pracę w biurach UE. Tylko nieliczni od razu dostają
propozycję pracy, reszta musi ją znaleźć samodzielnie, pukając już do
konkretnych europejskich urzędów.
Na pracę w Brukseli szansę ma ok. 1,3 tys. Polaków. To oni mają wypełnić tzw.
lukę narodowościową, czyli pulę etatów urzędniczych przeznaczoną dla Polaków.
Po pierwszych konkursach dla obywateli nowych państw członkowskich na listach
rezerwowych znalazło się: 252 kandydatów do pracy na stanowisku
administratorów (A8) z czterech dziedzin: administracji europejskiej, prawa,
ekonomii i audytu; 396 osób na stanowiska sekretarskie (C5/C4) oraz 181
tłumaczy. 3 lutego upłynął termin składania wniosków w drugim konkursie, tym
razem poszukiwani są administratorzy (A7) i asystenci (B3) z administracji
europejskiej. Czy będą kolejne konkursy? Na tę skalę raczej nie. Instytucje
europejskie ogłaszają od czasu do czasu otwarte konkursy na specjalistów, ale
rekrutacje dla kilkuset osób to rzadkość, związana zwykle z niezwykłymi
wydarzeniami, np. jak w tym przypadku rozszerzeniem UE.
Trampoliną do europosady nie są już nawet organizowane przez instytucje UE
staże. Większość instytucji organizuje dwa razy w roku nabór na
pięciomiesięczne staże (np. w Komisji Europejskiej rekrutacja trwa do 1 marca
i do 31 sierpnia). - Mówią nam, że jak chcemy zostać urzędnikami, to
spóźniliśmy się o pół roku. Przegapiliśmy konkursy, a bez nich nie można
zostać funkcjonariuszem - mówi Małgorzata, aktualna stażystka w DG Agri. Z
instytucjami unijnymi żegnają się coraz częściej Polacy zatrudnieni
tymczasowo (tzw. temporary staff) i jako personel pomocniczy (tzw. auxiliary
staff) - to oni przed 1 maja pracowali nad przygotowaniem rozszerzenia UE.
Ich miejsca zajmują osoby z list rezerwowych. - To proces, który jednak trwa,
więc trzeba uzbroić się w cierpliwość - mówi Mikołaj, prawnik z listy
rezerwowych, który wciąż czeka na ofertę pracy.
Przeczytane na forum: www.gazeta.pl
Ci, którzy pracują w Brukseli, zachwycają się:
• miastem. - Na miarę człowieka, można sobie poradzić nawet bez auta -
opowiadają;
• atmosferą. Ta jest ponadnarodowa, nikt nikogo nie pyta, z jakiego kraju
pochodzi, nikogo nie dziwi inny kolor skóry lub obcy akcent. Najbardziej
zaskakują długie włosy lub dready - rzecz rzadka u urzędników, choć
tolerowana;
• pensje. Eurourzędnicy zarabiają od 2,5 tys. euro, pensje rosną wraz ze
stażem. Ekstra dopłaty dostają ci, którzy mają żony, dzieci, aklimatyzują
się, opiekują chorym członkiem rodziny. Mogą liczyć na zniżki przy zakupie
samochodów, darmowe szkoły dla dzieci. Jakkolwiek by patrzeć, punkt „pensje"
jest wielkim atutem pracy w biurach eurourzędów;
• szkolenia. Na nich nikt tu nie oszczędza. Polacy od razu trafili na kursy
językowe i związane z organizacją pracy instytucji europejskich. - Jedna z
osób powiedziała mi, że nie oczekują ode mnie pełnej zdolności do pracy w
ciągu pierwszego roku, to czas na załapanie, o co tu chodzi - pisze na forum
Gazety Praca jeden z eurourzędników;
• czas pracy. Czas pracy zależy od szefów, ale zwykle pracuje się od godz.
8.30 do 17.30, z godzinną przerwą na lunch. Dwie godziny lunchu to jednak nie
jest wyjątek.
Eurourzędnicy narzekają na:
• ceny, szczególnie mieszkań. - Płacę 1 tys. euro za niewielkie mieszkanie w
dość dobrej dzielnicy. Drogo, ale okazało się, że znajomi Belgowie za dwa
razy większe płacą dużo mniej. Okazało się, że cena mieszkania wzrasta nawet
trzykrotnie, gdy wynająć go chce urzędnik UE - skarży się jeden z naszych
eurourzędników;
• dyskryminację singli. Pensja urzędnika z niepracującą żoną i trójką dzieci
znacząco różni się od pensji jego samotnego kolegi. I chodzi o setki euro
tygodniowo!
• oderwanie od rzeczywistości. - To wielka bańka. Niby jesteśmy z innych
krajów, ale to różnorodność iluzoryczna. Szybko okazuje się, że skończyliśmy
te same szkoły, jesteśmy tak samo ambitni, mieszkaliśmy w większości miast
świata. Nie ma tu normalnego świata, normalnych ludzi. Tu problemem jest, czy
Nowa Zelandia jest wystarczająco ciepła, by wyjechać tam na urlop - opowiada
Małgosia;
• brak poczucia więzi narodowej. - Myślałam, że Polacy będą się trzymać
razem, a tu każdy sobie. Czasem to wygląda, jakbyśmy się wstydzili, ze
jesteśmy Polakami - mówi jedna z eurourzędniczek.
Porady dla eurokratów: Jak dostać etat
Zasada nr 1. Bierz to, co dają. Dużo łatwiej zmienić pracę, gdy już się jest
urzędnikiem unijnym. - Chciały mnie zatrudnić trzy instytucje, ale tylko
jedna mnie naprawdę interesowała. Na szczęście, zanim odmówiłam dwóm
pozostałym, porozmawiałam ze znajomą Angielką, która powiedziała, że nie
warto wybrzydzać - opowiada Małgosia, eurourzędniczka od pięciu miesięcy.
Zasada nr 2. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Wielu z urzędników dostało
przydział do departamentów luźno związanych z ich ścieżką kariery. -
Upomniało się o mnie rolnictwo, wyobrażałem sobie, że będę krowy liczył lub
coś w tym stylu. Zdecydowałem się tylko dlatego, że chciałem się gdzieś
zaczepić i już na miejscu szukać czegoś innego. Na miejscu okazało się, że
to, co robię, nijak ma się do moich wyobrażeń, prowadzę superprojekt i nie
zamierzam odejść - opowiada Tomasz, jeden z eurourzędników.
Zasada nr 3. Przypominaj o sobie. - Pisz do EPSO, pytaj, jak idą twoje
sprawy - radzą ci, którzy pracują już w UE. Są tacy, którzy już po rozmowie w
swoich departamentach na offer letter (oficjalne pismo kierujące do pracy)
czekali kilka tygodni, inni kilka miesięcy. Wszyscy jednak przyznają, że
warto dopytywać w biurze EPSO o swoje losy. - Po każdym moim telefonie lub
mailu sprawy ruszały do przodu, na krótko, więc znowu się odzywałam. Udało
się, pracuję - przyznaje Małgosia.
Eurokrata w pigułce
• zna co najmniej dwa języki - to teoria, w praktyce oznacza to biegłość w
komunikowaniu się w kilku językach obcych;
• studia lub praca za granicą;
• staż w Komisji lub innej instytucji UE - pomaga zorientować się w wielkiej
euromaszynie urzędniczej i nabyć pewności siebie w poszukiwaniu pracy w
instytucjach UE;
• wiedza o polityce i gospodarce UE. Ci, którzy zdali egzaminy na
eurourzędników polecają przeczytanie kilku książek o integracji europejskiej,
prawie europejskim, unijnych politykach.