Rozwoj zawodowy w Instytucjach

31.03.05, 09:43
Witam Kolezenstwo:)

Niektorzy z Was po zdanych konkursach pracuja juz od jakiegos czasu w
Instytucjach. Jakie macie wrazenia, jesli chodzi o zakres obowiazkow?
Przechodzi na Was powolutku coraz wiecej odpowiedzialnosci, mozliwosci
podejmowania samodzielnych decyzji? Czy tez moze jestescie zdania, ze takie
mozliwosci sa limitowane i tworza pewien niedosyt? Jednym zdaniem, czy
uwazacie, ze faktycznie mozna czerpac satysfakcje nie tylko z finansowej
stabilizacji, ale rowniez ze zrownowazonego rozwoju zawodowego?

Bylbym bardzo wdzieczny za garsc informacji:)

Pozdrawiam serdecznie.
    • milagros_1 Re: Rozwoj zawodowy w Instytucjach 31.03.05, 18:57
      Chyba śnisz...Rozwój zawodowy to sobie możesz realizować w kraju. Tam robisz co
      ci każą i za to bardzo dobrze płacą, tak, że nie musisz martwić się o to co do
      gara włożysz i czy nie wylądujesz pod mostem. Ale musisz po prostu jednak coś
      umieć i biegle władać językiem i nie dukać. U mnie pracują normalni i fajni
      ludzie, część z nich zdała konkurs a część nie. Kiedyś to nie było potrzebne. I
      nie gadają o rozwoju zawodowym tylko zasuwają. A jak masz inicjatywę i coś
      umiesz ekstra to masz większe szanse samorealizacji, ale to wynika z
      umiejętnosci a nie zadekretowania.
      • essere1 Re: Rozwoj zawodowy w Instytucjach 01.04.05, 09:41
        Czesc:)
        Dzieki za interesujaca odpowiedz. Niestety nigdy nie pracowalem w kraju, wiec
        znam to tylko z opowiesci znajomych (a szkoda).
        Troche jednak odpowiedz mija sie z pytaniem...zwlaszcza o tym zadekretowaniu:)
        Poza tym nie uwazam, ze szczytem samorealizacji jest "miec co wlozyc do gara"
        i "nie wyladowac pod mostem", choc nie powiem, zeby to nie bylo bardzo istotne.
        No, ale to tylko moje przekonanie, kazdy ma wlasne wyobrazenia i doswiadczenia -
        nie bardzo chce zglebiac ten temat.
        Ja jednak uwazam, ze zasuwajac, nalezy rowniez dbac o rozwoj zawodowy, czy
        samorealizacje zawodowa, jak wolisz, ktore rozumiem jako np. potencjalna
        mozliwosc przesuwania sie w hierarchii na podstawie swoich kompetencji, w
        perspektywie powiedzymy nastepnych 10 lat, majac rowne szanse z kolegami z
        innych krajow, majacych podobobne umiejetnosci.
        I mialem nadzieje, ze ktos majacy wyrobione zdanie napisze cos ciekawego na ten
        temat - cos co moze wiedziec tylko ktos, kto kilka lat popracowal w
        Instytucjach.
        No, a w odpowiedzi dostalem plik pouczen, przemieszanych z oczywistosciami...
        • Gość: ansil opinia niedoswiadczonego pracownika IP: *.cec.eu.int 01.04.05, 10:00
          wg mnie, to wszystko zalezy od charakteru danej osoby i miejsca gdzie sie
          trafi..
          jesli zeczywiscie komus bedzie zalezalo na zasuwaniu, zeby kupic dobra
          buleczke, to pewnie niewiele zmieni, bo za te pensje buleczki fajne mozna
          kupic..
          natomiast wg mnie symptomem rozwoju jest to, ze ludzie jednak zmieniaja tu
          miejsca pracy.. przeciez nikt z wlasnej woli nie ruszy w dol..

          a co do podejmowania decyzji.. ja pracuje miesiac, przez ktory niewiele
          robilam, a za dwa dni ruszam na kontrol do innego panstwa, na ktorej beda
          wymagac ode mnie mnostwa wlasnych decyzji. na razie jeszcze mnie to przeraza..
        • milagros_1 Re: Rozwoj zawodowy w Instytucjach 02.04.05, 09:24
          Może trochę ironicznie Cię potraktowałam, chyba przez to ,że z takim
          nabożeństwem podchodzisz do tego zagadnienia. Ja pracuję w instytucie podległym
          Komisji Europejskiej i celem jego jest nie rozwój jednostek ale realizacja
          kluczowych tematów, wcześniej wyznaczonych przez Unię Europejską. Jesteś
          pewnego rodzaju trybikiem w tej machinie, który funkcjonuje w oparciu o pewne
          reguły gry. Te reguły często są paraliżujące dla jakiejkolwiek samodzielności i
          zaradności. Człowiek musi się po prostu dostosować i czasem praktycznie nie
          może samodzielnie pracować. Musi uzgadniać wszystko z ludźmi od których zależą
          różne dzałania ( zamawianie niezbędnych materiałów, opieka nad aparaturą ). Nie
          oznacza to, że z czasem nie osiąga się pewnej samodzielności- oczywiście o ile
          wypracuje sobie pewną pozycję i uzyska uznanie kierownictwa. Zdecydowanie
          uważam, że w moim biednym krajowym instytucie miałam większy rozmach i
          samodzielność, pomimo starej aparatury i notorycznego braku pieniędzy.
          Niestety nie orientuję się, jak jest na stanowiskach urzędniczych, może się
          wypowie kto inny.
          Jedna rzecz jest jednak tu pozytywna-jeśli masz inicjatywę czy chcesz coś
          zrobić to Cię nie uwalą i nie podłożą świni, jak to ma często miejsce u
          nas......
          • essere1 Re: Rozwoj zawodowy w Instytucjach 02.04.05, 12:54
            Czesc:)
            Ironia, ironia, ale w koncu weszlismy na wlasciwa plaszczyzne - czyli
            plaszczyzne dysputy:)
            Z nabozenstwem chyba nie, ale na pewno pragmatycznie. Bez wzgledu na to , czy
            rozmawiam o rodzinie, przeprowadzce, czy innych, po prostu koncentruje sie na
            watku, czy na tym, co robie - stad moze Twoje wrazenie...
            A teraz rozmawiam o perspektywach kariery. No ale jesli upieramy sie, ze "z
            nabozenstwem", to ok:-)
            Uwazam, ze jesli wizja kariery, rozwoju osobistego, czy jak to kto nazywa,
            jest ujeta we wlasciwe proporcje do innych waznych wyzwan zycia, to jest to zdrowe.
            Nie potrafie funkcjonowac, nie majac WIZJI tego, co robie. A wizja powinna
            wykraczac poza zaspokojenie najprostszych potrzeb... Rowniez decydujac sie na
            egzaminy do Instytucji Unijnych kierowalem sie wizja tego, co chce tam
            zrobic, a nie na przyklad tego, co chce dostac, jak zdam. A decyzja o podejsciu
            do egzaminow nie byly z mojego zawodowego i osobistego punktu widzenia taka
            oczywista.
            Zawsze jest sie trybikiem w machinie, nie tylko w Instytucjach. Co dla mnie
            jest istotne to to, co mozna osiagnac, jesli sie solidnie pracuje, ma
            inicjatywe, i inne, o ktorych pisalas. Czy sa jakies widoczne granice, a jak
            tak, to jakie? A pytam dlatego, bo nie znam specyfiki Instytucji. Np. znajomi
            pracujacy w Anglii powoli pna sie w gore. W Niemczech dosc trudno wejsc na
            wyzszy poziom, niz np. kierownik projektu i znajomi (i ja) powoli ewakuujemy
            sie z Niemiec. Paradoksalnie najlepiej idzie kolegom/kolezankom pracujacym w
            Polsce - sporo kolezenstwa ma kierownicze stanowiska, niektorzy nawet wysokie +
            mozliwosc utrzymywania bliskich kontaktow z bliskimi, co jest bezcenne. Wiec
            moim zdaniem OTOCZENIE jest, albo nie jest korzystne dla rozwoju zawodowego, co
            sie moze przekladac na satysfakcje z zycia. Na tym tle moze moje pytanie staje
            sie badziej przejrzyste....
            Poza tym zaskakuje mnie na forum, ze bardziej dominuje podejscie "na zalapanie
            sie na Unie", niz "co mozna zrobic w Unii, albo dla Unii". Mam nadzieje, ze w
            Brukseli poznam troche osob, ktore maja podobne podejscie.


Pełna wersja