vsn
27.06.05, 17:42
Drodzy forumowicze!
Od pewnego czasu zbieralem sie do napisania tego postu, ale dopiero teraz
dotarlo do mnie, zorientowalem sie jak bardzo wazny i mam nadzieje przydatny
on jest / bedzie..
_________________________________
Kilka dni temu, w czwartek 23/06 przyjechala do Glasgow (kolejna) grupka
Polakow, studentow. Jako, ze wczesniej intensywnie korespondowalismy poza
forum mailowo, postanowilem od samego poczatku juz im pomoc, mailowo w dwa
tygodnie przed przyjazdem.
Zaczalem od prostych porad, odpowiedzi na pytania. Po pewnym czasie jednak
zaczely padac pytania, czy nie jestem jakims czasem 'Alfonsem', albo kims
takim, ze tak bezinteresownie chce im pomoc. 'Dlaczego to robisz?'..
Odpowiedz byla prosta - zawsze bylem osoba pomocna i zyczliwa. Ale mniejsza o
to. Nie o tym mialem pisac.
Przed przyjazdem obiecalem im, ze ich odnbiore z Buchanan Bus Station. W
czwartek rano, kolo 6.30am. Dopiero tam ich poznalem.
Troszke mlodsi ode mnie, jak sie potem okazalo bardzo sympatyczni ludzie ze
Slaska - Aga z chlopakiem Michalem i kolezanka, Iza.
Plan byl taki - pokazac im co i jak odbywa sie w praktyce tutaj w Szkocji, w
Glasgow. Jak to jest z mieszkaniem, szukaniem pracy.. Z wszystkim o czym
staralem sie napisac i wymieniac doswiadczenia na forach 'gazety'..
____________________________________
Jak juz wspomnialem, przyjechali wczesnie rano, a ze na szukanie pracy i
mieszkania bylo 'zbyt rano', to pojechalismy na Central Station posiedziec w
spokoju (?), poznac sie lepiej, obmyslec co i jak dokladnie dzialamy dalej.
Okolo 9 rano podskoczylismy do pobliskiego JobCentre na Jamaica Street sie
zarejestrowac i oblookac jak tam sie wszystko dobywa.
Troszke czasu nam tam zeszlo, przyszla 10. - czas najwyzszy na szukanie
mieszkania / pokoi. Wiec udalismy sie na Byres Rd, na WestEnd w okolice
Uniwesytetu.
Wczesnmiej zalatwiolem im karte prepaid do komorki, doladowali sobie konto o
£10. No i zaczelo sie szukanie co ciekawszych ofert lokali dla 3 osob.
Poczatkowo troszke sie wybrzydzalo - wiadomo, ale po krotkim czasie okazalo
sie, ze wcale juz nie jest tak rozowo jak 2 miesiace temu ze znajdowaniem
mieszkania. Ja ostatnim razem, 3 msce temu wybralem 4 ogloszneia > pierwsze
bylo nieaktualne, drugie pickup i mieszkam.
Po kilku ladnych godzinach, 3 wstepnych ogledzinach i obdzwonieniu
wszystkiego co sie dalo, troszke sie wszyscy podlamalismy, a oni najbardziej..
NIC!
Albo 'minimum 6 miesiecy' albo za 2 tygodnie dopiero.. A potrzebowalismy OD
ZARAZ!
'Moi' goscie podlamaili sie jeszcze mocniej (wcale sie nie dziwilem). Ja juz
tez zaczalem sie denerwowac, poniewaz niestety nie istniala opcja
tymczasowego zakwaterowania u mnie, poniewaz dysponowalem tylko pokojem..
Awaryjnie mogli przespac sie w samochodzie, ale w 3 byloby im ciasno..
Ale nie poddalismy sie. Warto zauwazyc, z przy okazji spotkalismy 4 Polakow.
Parke, studenta i Pania kolo 40ki.
Wiec pojechalismy pod pozostale 'sciany placzyu' - na Shawlands, potem
jeszcze kilka innych miejsc, ale caly czas to samo w sluchawce.. 'ooohh, Im
so sorry..'..
TO KONIEC!
Pomyslelismy razem - i oni, i ja, a byla juz 19.. Nie wiedzialem, jak im
pomoc. Byli juz zalamani do tego stopnia, ze mieli wracac. Jechac stad, byle
jak najdalej.. Nie dziwilem sie, ale wmawialem i im, i sobie, ze jest
nadzieja..
Bagaze zostawilismy w aucie, a ze stalo w okolicah Langside College'u,
wpadlem na pomysl, ze sa tam akademiki, co prawda tylko dla studentow, ale
moze sie uda.. Dotarlismu tam kolo 20. Niestety nie bylo nikogo w recepcji.
Zamkniete. Przy okazji obdzwonilislmy kilka ogloszen z WveningTimes.. W oknie
akademika ujrzelismy 2 japonki. Strasznie mile dziewczyny. Powiedzialy, ze
pomoga sie pomoc. Bysmy zaczekali przed wejsciem. Czekalismy calkiem
podlamani do 22. Przyjechal stroz, co pilnuje w nocy i byl na tyle uprzyejmy,
ze pozwolil sie przespac i wykapac. Za darmo.. Bezinteresowanie. Byla nawet
nadzieja, ze beda mogli kolo tygodnia zostac, ale..
Rano zadzownil do nich telefon od wlasciciela, ze niestety to niezgodne z BHP
etc i musza sie 'wyewakuowac'..
Tak tez nietety postapili.. Bagaze znow do auta, postanowilismy szukac za
Glasgow.
CZY ABY NA PEWNO?
Pojechalismy do East Kilbride, Coastbridge, Alexandri i Balloch i
wsyztskiego dookola.. Caly czas slyszac to samo i myslac gdzie ta noc? Pod
drzewem w parku.
Od tego szukania zrobila sie znow pozna godzina. Malo czasu na mysleni.
Trzeba bylo zadzialac z noclegiem. Nie pozostalo nic innego, jak tylko Bed &
Breakfast za £60 per pokoj.. Kupa kasy, ale co zrobic.
WYJECHALI.. POWROT?
Nastepnegop dnia, z rana postanowili wyjechac z Glasgow jak najdalej..
Pojchali na polnoc, z nadzieja, ze tam bedzie OK, nie bedzie tylu 'rodakow',
bedzie praca.. Niestety. Wszystko od Alexandrii przez Luss, Fort William az
do Iverness zajete.. Wracaja.. Smutne ale prawdziwe. Ja tez wyjezdzam szukac
na polnoc, korzystam z urlopu i szukam.
TU JUZ NIE MA CZEGO SZUKAC.
Bo nawert jesli bedziesz mial/a prace, nie bedzie gdzie spac..
Szczerze odradzam wszystkim wyjazdu do Glasgow, do Szkocji, chyba ze macie
cos 'zaklepanego', ale w cuda juz dawno przestalem wiezyc.. :(
Jak teraz mysle o Izie, Adze i Michale to mi sie chce plakac.. Ale co
zrobic.. Jak kiedys Aga napisala przed przyjazdem w mailu.. -
'lIFE IS BRUTAL'..
Ku przestrodze - Lukasz 'Vision'
vsn@gazeta.pl
GG 8881188
mob o78I5 6o II 3o