malutka_malutka21
23.08.06, 20:01
Na początku lipca wyjechaliśmy z chłopakiem do pracy na Cyprze w charakterze
kelnerów. Pracę załatwiło nam Katowickie biuro pośrednictwa pracy Euro Praca.
Wszystko rozegrało się dość szybko, drogą internetową wysłaliśmy do nich
swoje cv, pewnego dnia zadzwoniła kobieta że jest praca, trzy dni później
byliśmy w Katowicach by podpisać umowę a po 8 dniach mieliśmy samolot na
Cypr. Wylot był we wtorek w piątek po raz ostatni kontaktowała się z nami
kobieta z Katowic, miała nam powiedzieć dokładną nazwę hotelu w którym
będziemy pracować oraz chcieliśmy wiedzieć ilo gwiazdkowy jest to hotel, nie
miała jednak wówczas tych informacji powiedziała, że zadzwoni w sobotę.. nie
zadzwoniła ani w sobotę ani we wtorek, dzwoniliśmy żeby potwierdzić
rezerwacje biletów, nikt nie odbierał, ale jako że na lotnisku wszystko
odbyło się bez problemów, bilety na nas czekały, oprócz nas z tego biura
leciało jeszcze ok 10 osób, nie zwróciliśmy większej uwagi na brak kontaktu.
Po przyjeździe z lotniska pojechaliśmy do hotelu gdzie mieliśmy wykupiony
nocleg, a rano zostaliśmy porozwożeni do miast w których mieliśmy pracować
większość osób jechała taksówkami my jechaliśmy z pośrednikiem. Pracodawcy
wydawali się w porządku, praca nam się spodobała. Po ok tygodniu rozmowa z
pracodawcą zeszła na temat dni wolnych które w umowie mieliśmy zagwarantowane
(1 tygodniowo), szef stwierdził, że jego zdaniem taki dzień nie jest nam
potrzebny ale skoro tak bardzo potrzebujemy to go dostaniemy, poza tym NIE
TAK UMAWIAŁ SIĘ Z POŚREDNIKIEM. Zaczęliśmy drążyć temat, szef powiedział nam
że inaczej umawiał się z pośrednikiem niż z nami nie tylko co do dni wolnych
ale także co do wysokości naszej wypłaty, kontrakt mieliśmy podpisany na 350
funtów cypryjskich + napiwki, On natomiast umawiał się na 300 funtów.
W umowie było wyraźnie napisane, że w razie problemów z pracodawcą mamy
zwracać się do pośrednika i gdyby pracodawca nie chciał nas zatrudnić na
warunkach jakie mamy w umowie, pośrednik ma tydzień na znalezienie nam pracy
odpowiadającej naszym kwalifikacjom na nie gorszych warunkach finansowych.
Zadzwoniliśmy więc do pośrednika który stwierdził że powinniśmy się cieszyć z
tego co mamy, a jak nam się nie podoba to możemy sobie wracać do Polski, że
ma jedynie teraz inną pracę za 250 funtów i nie będzie nam niczego nowego
szukał. Poczuliśmy się oszukani. Zbliżał się termin wypłaty, gdyż wypłaty nie
były po pełnym przepracowanym miesiącu, tylko na koniec każdego miesiąca ze
ilość przepracowanych dni, Na koniec lipca za przepracowane 19 dni dostaliśmy
200 funtów(w tym napiwki) pieniądze dostaliśmy w gotówce nie w czeku jak
reszta pracowników.
Umowa była podpisana na miesiąc, i po miesiącu jeśli obie strony były by
zadowolone miała być przedłużana na następne miesiące. Nie byliśmy zadowoleni
z pieniędzy jakie Nam wypłacono, nie dostaliśmy żadnych pieniędzy za
nadgodziny. Powiedzieliśmy szefowi że zostajemy tylko do 12 sierpnia czyli do
końca naszego kontraktu, nie chcieliśmy zwiewać, chcieliśmy być uczciwi ,
żeby miał czas na znalezienie kogoś na nasze zastępstwo. Podziękował nam za
to, że nie zwieliśmy jak robili to inni. Samolot powrotny mieliśmy dopiero 16
umówiliśmy się więc z szefem że pracujemy do 13 ale za ostatni dzień nam nie
płaci, ale w zamian będziemy mogli zajmować pokój do 15 . Ostatniego dnia
pracy szef stwierdził, że nam nie zapłaci, że mu się to nie opłaca, zaczął
podliczać ile wydał na nas dla pośrednika na nasze ubrania (które po 1
mieliśmy zagwarantowane w umowie po 2 mieliśmy swoje i wcale nie musiał nam
kupować nowych), pokazaliśmy mu umowy które podpisywaliśmy(jedną z biurem w
Katowicach jedną którą niby On podpisał i przesłał faksem do Katowic)
powiedział że On podpisywał co innego, a na umowach które my mamy wcale nie
widnieje jego podpis, co udowodnił nam pokazując dokumenty które miał u
siebie w biurze i które On podpisywał. Suma sumarum powiedział, że nie da
nam więcej ani grosza a jak nam się nie podoba to żebyśmy sobie dzwonili do
pośrednika. Tak też zrobiliśmy, z tym tylko wyjątkiem, że nagraliśmy tą
rozmowę. Powiedzieliśmy mu jak wygląda sytuacja, że nie chcą nam zapłacić, na
co On stwierdził, że przyjedziemy za rok to nam zapłacą więcej, i że 350
funtów to jest stawka jak się jedzie na rok a nie na wakacje, i skoro u Nas w
umowie jest napisane 350 fun, to musi być to jakiś błąd, a błędy w umowach
często się zdarzają.…
Podsumowując 1700 zł na bilety transfery i nocleg które wzięło od nad biuro
w Katowicach 154 funty bilet powrotny do Polski, z 350 fun+napiwki dostaliśmy
200 funtów, nie trudno policzyć ile wyszłam na minusie (funt cypryjski
podobno ok. 6,7zł ) , mój chłopak drugie tyle..
Nie muszę pisać, że odradzam współpracę z tym biurem..…