Komisja Europejska pozywa Belgie

06.09.06, 11:27
o to, ze, jej zdaniem, za malo jest obecnosci tzw "zwiazkow zawodowych" w
przedsiebiorstwach liczacych do 50 pracownikow.

I jak tu popierac komisje? A byla szansa, zeby ukrtocic rozpasanie
przestepczych syndykatow.
    • Gość: pavik to w ramach strategii lizbonskiej IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 06.09.06, 11:30
      dzieki zwiazkom zawodowym staniemy sie bardzisj konkurencyjni wobec
      Koreii,Japonii czy USA!

      Bowiem epsy udowodnily za kazdy zwiazkowiec generuje nowy patent ! ew. jest
      leniam patentowanym jakos tak nie pamietam ;)
      • Gość: ja Re: to w ramach strategii lizbonskiej IP: *.cec.eu.int 06.09.06, 12:18
        Wiesz, Belgia nie jest konkurencyjna anyway, czy z ZZ czy bez nich, wiec wasz
        problem jest nieco wirtualny. Mimo iz w tym konkretnym przypadku sie z wami
        zgadzam.

        A generalnie kto to widzial zeby syndykowi trzeba bylo grozic wytoczeniem
        sprawy sadowej, aby zechcial otworzyc instalacje w swierzo wybudowanym
        obiekcie. Paranoja!
        • paw_dady Re: to w ramach strategii lizbonskiej 06.09.06, 12:23
          Gość portalu: ja napisał(a):

          > Wiesz, Belgia nie jest konkurencyjna anyway

          biorac pod uwage ilosc inwestycji i dobrze platnych miejsc pracy jest duzo
          bardziej konkurencyjna od Polski



          >, czy z ZZ czy bez nich, wiec wasz
          > problem jest nieco wirtualny. Mimo iz w tym konkretnym przypadku sie z wami
          > zgadzam.

          problem jak najbardziej realny mu tu zyjemy ;)


          > A generalnie kto to widzial zeby syndykowi trzeba bylo grozic wytoczeniem
          > sprawy sadowej, aby zechcial otworzyc instalacje w swierzo wybudowanym
          > obiekcie. Paranoja!

          eeeeeeeee czuje sie jakos swojsko ;)
        • do.ki Re: to w ramach strategii lizbonskiej 06.09.06, 13:21
          > A generalnie kto to widzial zeby syndykowi trzeba bylo grozic wytoczeniem
          > sprawy sadowej, aby zechcial otworzyc instalacje w swierzo wybudowanym
          > obiekcie. Paranoja!

          Nie do konca rozumiem o co Ci chodzi, ale jesli np chodzi o otwarcie instalacji
          gazowej, to syndyk po prostu nie moze tego zrobic. Nie wolno mu.
    • do.ki a wracajac do meritum 06.09.06, 20:28
      Naprawde nie znajdzie sie zaden eps z Komisji, ktory by mi wytlumaczyl, ze
      Komisja zajela sluszne stanowisko?

      Szkoda... :-)

      Chociaz, z drugiej strony? Komisja ewidentnie dziala tu na rzecz rozpieprzenia
      Wspolnoty. Bo jak inaczej ocenic fakt opowiedzenia sie po stronie tych, ktorzy
      glosu nie maja (dzieci, ryby i pracobiorcy) a przeciwko tym, ktorzy sa zrodlem
      dobrobytu wszystkich (pracodawcy)?
      • byly_eurokrata Re: a wracajac do meritum 06.09.06, 20:34
        oki a te wszystkie wyzyski w biedronkach & Co nic ci nie mowia? Zwiazki powinny
        byc, ale powinny miec ograniczone pole dzialania, nie tak jak w niemczech,
        gdzie HR zanim rozpisze stanowisko chodzi do zwiazkow, zeby zapytac sie, czy mu
        wolno, a zwiazki zgadzaja sie tylko wtedy, jak nie ma juz wewnatrz ani jednej
        sieroty, ktora nie sprawdzila sie na porzednich 10 stanowiskach.
        • Gość: paff do bylego IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 06.09.06, 20:37
          przeczytja 1 post dokiego ;)

          BTW zwiazki jzu sa silne w Be w zwiazki co powoduje ze epsy narzekaja na to ze
          sklep zamyka sie o 18:30.
        • do.ki Re: a wracajac do meritum 06.09.06, 20:45
          byly_eurokrata napisał:

          > oki a te wszystkie wyzyski w biedronkach & Co nic ci nie mowia?

          Nic a nic. Wszystko dzieje sie za wiedza i zgoda stron. Jak ci sie nie podoba,
          mozesz odejsc. jak nie mozesz odejsc, to musi ci sie podobac i koniec dyskusji.

          A poza tym: jaki wyzysk w biedronkach? Po prostu ludzie pracuja na chleb.
          pracuja ciezej niz gdzie indziej, bo niewiele umieja, wiec ich praca jest tania
          (podaz i popyt), a kraj zacofany i na dorobku.

          > Zwiazki powinny
          > byc, ale powinny miec ograniczone pole dzialania, nie tak jak w niemczech

          W praktyce nie do realizacji. Dasz im palec, chapna cala reke.

          Inne idiotyczne pomysly zwiazkow:

          - urzedowo okreslona dlugosc czasu pracy w tygodniu. Kogo to, do cholery,
          obchodzi? Chce, to umawiam sie z pracodawca na 20 godzin tygodniowo, chce, to na
          60 i zwiazkom nic do tego.

          - placa minimalna. No tu chyba jasne jest, ze ona nakreca bezrobocie.

          - oslony socjalne, ktore w rezultacie tez obracaja sie przeciwko pracownikom.
      • Gość: paff nobo IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 06.09.06, 20:35
        no bo epsy sa same pracobiorcami wiec nie maja zielonego pojecia jak to dziala
        poza byciem urzednikiem starczy? ;)
        • byly_eurokrata Re: nobo 06.09.06, 20:44
          nobo zwiazki sa wlasnie potrzebne w malych zakladach, gdzie panuja z reguly
          feudalne stosunki: pracodawca jasniepan na wlosciach, pracobiorcy wyrobnicy bez
          praw.
          W duzych firmach pracobiorcy sie juz sami jakos obronia. Poza tym tam jest
          anonimowa biurokracja, wiec niebezpieczenstwo sobiepanstwa male.
          • Gość: paff Re: nobo IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 06.09.06, 20:46
            to kolega nie wie, ze istnije prawo - jesl ikomus sie nie podoba praca np u
            pawia pracowac nei musi tylko sklada wypowiedzenie a jak doki lamei kodeks
            pracy to mozna go pod sad. I jaka tu wartosc zwiazkow?

            hy hy najbardziej kuriozalne sa zz w EU ;) z jednej strony euroKRATA z drugiej
            zastraszony feudalny wiesniak - dosc schizo przyznasz ;)
            • byly_eurokrata Re: nobo 06.09.06, 20:51
              teoretycznie zwiazki zawodowe w sluzbie publicznej sa po to, zeby jakis tam HoU
              nie mogl zatrudniac sobie na stanowisko sekretarki swojej kochanki (albo
              kochanka albo whatever), tylko osobe wyloniona w neutralnym konkursie.
              W praktyce zwiazki koncentruja sie na tym, by bronic ludzi, ktorzy juz sa "w
              srodku" przed ludzmi, ktorzy sie do srodka pchaja.
              • Gość: pavik Re: nobo IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 06.09.06, 20:56
                1) szkoda tym co chca co srodka? tak sama jak poza EU
                2) nadal nie widze zwiazku co zwiazk irobia z euro-KRATAMI - kratos to mco
                wladza. ZZ maja brroinc malych i slabych ;)


                to po jakiego grzyba CEC zaskarza Belgie?!!!
          • do.ki Re: nobo 06.09.06, 20:49
            byly_eurokrata napisał:

            > nobo zwiazki sa wlasnie potrzebne w malych zakladach, gdzie panuja z reguly
            > feudalne stosunki: pracodawca jasniepan na wlosciach, pracobiorcy wyrobnicy bez
            > praw.

            I TAK POWINNO BYC! Bo zapominasz, bylyn ze maly zaklad jest wlasnoscia
            pracodawcy, zbudowana za jego wlasne pieniadze. Dlatego nie powinny miec do
            niego zastosowania zadne ustawy antydyskryminacyjne. Jesli mam mala fabryczke,
            czy cokolwiek, i nie lubie rudych, to MUSZE moc odmowic im zatrudnienia, bo to
            jest MOJA fabryczka. To samo odnosnie sniadych, kochajacych inaczej, matek z
            dziecmi czy kogo tam jeszcze. Instytucje publiczne i zaklady panstwowe, prosze
            bardzo, moga, a moze nawet powinny kierowac sie innymi zasadami, ale moja
            fabryka jest moja, a jak potencjalni pracownicy uwazaja, ze to nie do przyjecia,
            to ja ich sila nie ciagne. A bez pracownikow przeciez zgine, albo co najmniej
            bede musial dobrze przemyslec zasady,; ale wymuszanie, juz to ustawami, juz to
            terrorem zwiazkow to hanba i zaprzeczenie demokracji.
            • byly_eurokrata Re: nobo 06.09.06, 20:55
              oj doki ,doki, przedczoraj w jakies firmie prywatnej zginal chyba ^18-letni
              chlopaczek, bo go wciagnelo do tasmy i pocielo na kawalki
              Rowzijajac teze "mojej fabryki". Powiedzmy ze zepsula sie oslona od tasmy albo
              jakies urzadzenie blokujace. Ale ty wolisz najpierw pojechac na Malediwy niz
              wydac pieniadze na remont. Chlopak z biednej rodziny, moze nawet przyglupawy,
              boi sie cos powiedziec, zeby nie stracic pracy.
              I co wolny rynek wszystko reguluje? Ktos ginie za 50 euro. Takiej wolnej
              gospdarki nam nie trzeba. Mamy ja juz w 3 swiecie.
              • Gość: paff Re: nobo IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 06.09.06, 20:58
                chcesz powiedziec ze w zakladach ze zwiazkami nie ma wypadkow?!
                • byly_eurokrata Re: nobo 06.09.06, 21:04
                  tez sa, ale jak przyjdzie stary majster zwiazkowiec i powie takiem
                  malolatowi "daj se spokoj, bez oslony nie musisz pracowac", to on predzej sie
                  postawi niz sam z siebie.
                  • Gość: pavik no to stary majster robi w kopalni? IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 06.09.06, 21:16
                    wiesz stary majster to stary majster nie koniecznie zwiazkowy tlusty solidaruch.

                    Np. w polskich kopalniach jest od cholery zwiazkow i wypadkow wiec jak to sie
                    ma do rzeczy?

                    zeby bylo smieszniej gornicy wychodza na ulice i chca dywidendy od dochodu
                    kopalni. Zapominaja ze kasy zadnej w kopalnie nie wkladali jako inwestorzy a
                    jedynie dla kopalni pracuja.

                    No i milczeniem ZZ pomijaja fakty, ze jak kopalni idzie le do gornicy nie
                    dokladaja bo wtedy sa robotnikami a nie inwestorami.

                    Schiza co? i potem sie dziwic ze ludzie wolaja o psychooga. ;D
              • do.ki Re: nobo 06.09.06, 21:13
                Nobo pracodawcy tez sie dostosowuja. tak samo jak prywatny wlasciciel winien
                dbac o kazdy mlotek czy klucz w fabryce, tak powinien tez dbac o pracownikow i
                nie niszczyc ich bez potrzeby.

                Wypadki zdarzaja sie wszedzie, wiec nie rozumiem do czego ten argument.

                > I co wolny rynek wszystko reguluje? Ktos ginie za 50 euro.

                Ale sam piszesz:

                > Chlopak z biednej rodziny, moze nawet przyglupawy

                Chcesz, zebym koniecznie zaczal przeliczac jego zycie na euro? Czy moze zyjesz w
                uludzie, ze zycie ludzkie jest bezcenne. Hint: jezeli chocby jednemu elementowi
                w rachunku ekonomicznym przypiszesz wartosc nieskonczona, to caly rachunek jest
                do dupy.

                > Takiej wolnej gospdarki nam nie trzeba.

                Jestem innego zdania. Trzeba bardziej niz kiedykolwiek. Chocby po to, zeby
                Francuzi nie urzadzali ulicznych protestow z powodu kiepskich wynikow
                francuskiej gospodarki. Przeciez to jest protest przeciwko samym sobie- paranoja.
                • zenekbxl Re: nobo 06.09.06, 21:55
                  Tak sie przygladam tej przydlugiej wymianie pogladow, w ktorej meritum
                  bynajmniej nie chce mi sie zabierac glosu, bowiem nie rokuje ona nadziei na
                  konsensus. Jak zreszta wszystkie dyskusje, ktorych uczestnicy widza jedynie
                  jeden koniec kija.

                  Zafrapowalo mnie jednak ciekawe stwierdzenie i bylbym wdzieczny za szersze
                  wyjasnienia:

                  > Chcesz, zebym koniecznie zaczal przeliczac jego zycie na euro? Czy moze zyjesz
                  > w
                  > uludzie, ze zycie ludzkie jest bezcenne

                  A moglbys, do.ki podac wlasna cene ludzkiego zycia? Sadze, ze jako lekarz,
                  moglbys byc w tych sprawach ekspertem, wiec pytam – ile by to bylo, tak w
                  przyblizeniu, za 1 sztuke? No, chyba, ze cena jest umowna i zalezna od
                  zawartosci... To w takim razie, by nie szukac daleko – ile bys dal za... np. za
                  swoje zycie? Oferta moze byc w dolarach. Sa w internecie oficjalne tabele
                  kursowe, to sobie przelicze na euro.

                  Wdzieczny z gory za odpowiedz

                  ZB
                  • do.ki Re: nobo 07.09.06, 10:02
                    A to jest roznie w roznych krajach. Lekarze, gdy negocjuja z centralnym
                    platnikiem zwrot z ubezpieczenia za ich uslugi, posluguja sie pojeciem "cost per
                    QALY" na ten przyklad. QALY to quality-adjusted life year. To znaczy, ile trzeba
                    wydac, zeby pacjentowi (statystycznemu, nie konkretnemu) dodac rok zycia, biorac
                    poprawke na jakosc tego zycia, jak ja oceniaja sami pacjenci. Tak wiec owszem,
                    zycie JEST przeliczalne na pieniadze i to sie robi. Nie pamietam dokladnych
                    kwot, zdaje sie np, ze Medicare nie zwraca, jesli cost per QALY jest ponad $200000.

                    Przy lozku pacjenta te rozliczenia z koniecznosci sa mniej ksiegowe.

                    Ale w omawianym przypadku przeszlismy z kategorii statystycznych (gdzie mowimy o
                    ryzyku wyrazanym ulamkiem) do konkretu (gdzie zdarzyl sie wypadek i sa skutki).
                    Shit happens. Ryzykujemy wszyscy, idac do pracy, chocby byl to dojazd samochodem
                    do biura.

                    Zenekbxl czepnal sie, jego prawo. Mi chodzilo jednak o cos ogolniejszego: nie ma
                    sensu zadna rzeczowa dyskusja o ekonomii, jesli jednym z przyjmowanych zalozen
                    jest to, ze zycie ludzkie jest bezcenne. Osobiscie uwazam, ze nie jest (tzn nie
                    jest tak, ze ZAWSZE wartosc zycia jest nieskonczona, ani nawet ze nie istnieja
                    wartosci wieksze niz zycie, bywa zreszta, ze wartosc zycia jest ujemna, tzn
                    lepiej jest nie zyc niz zyc, ale to temat na gruba ksiazke). Czy wartosc jest
                    wymierna i wyrazalna w jakiejs walucie? To trudny rachunek, a "kurs zycia"
                    podlega fluktuacjom spoza europejskiego weza walutowego. Na ogol zreszta nie ma
                    potrzeby takiego przeliczania. Wystarczy swiadomosc, ze sa takie sumy pieniedzy,
                    ktore sa wobec konkretnego zycia ekwiwalentne lub nawet wieksze. Sorry, jesli
                    ktos to uwaza za cyniczne- to nie ja wymyslilem rzeczywistosc.
                    • byly_eurokrata Bezcenne zycie 07.09.06, 10:57
                      Generalnie można jako tako przyjąć Twoje rozumowanie. Ale mi chodziło o co
                      innego w moim przykładzie. Wyrażę to trochę dosadnie: jeśli pracodawca jest
                      skur....synem i SWIADOMIE ze względu na oszczędność 50 euro naraża życie
                      pracownika, to ktoś inny (np. związki zawodowe) musi mu dać po łapach. Ty
                      przyjmujesz teoretycznie słuszną pozycję, że każdy człowiek (= też pracobiorca)
                      ma wolną wolę i jeśli zauważy takie postępowanie pracodawcy, to powinien olać
                      taką pracę i pójść gdzie indziej. Ale w rzeczywitości to nie jest zawsze takie
                      proste.
                      • do.ki Re: Bezcenne zycie 07.09.06, 11:48
                        To sie nazywa przymus ekonomiczny. Przejdz wreszcie od idealow do rzeczywistosci.
                    • zenekbxl Re: nobo 07.09.06, 11:19
                      DOktorze KIlderze, masz z pewnoscia wiele racji... z ekonomicznego punktu
                      widzenia. Ja jednak wolalbym odpowiedz nieco bardziej subiektywna,
                      spersonalizowana. Jest bowiem rzecza naturalna, ze o cudzym, czy bezosobowym
                      ("statystycznym") nieszczesciu przychodzi nam mowic bardzo latwo, by nie
                      powiedziec – mimochodem. Jesli jednak owo nieszczescie dotyczyc ma nas, to nasz
                      punkt widzenia i, radykalny nierzadko, swiatopoglad zmienia sie w sposob
                      niezwykle istotny.
                      Zauwazylem, ze tkwia w tobie polnocnoamerykanskie resentymenty, wezmy wiec taki
                      scenariusz (w dobie kataklizmow, wojen i powszechnego zagrozenia atakami
                      terrorystycznymi, calkiem jednak prawdopodobny). Powiedzmy ze sam przypadkowo
                      znalazles sie w sytuacji krytycznej. Ktos moze pospieszyc ci z pomoca, by
                      uratowac twoje zycie, jednak po skalkulowaniu kosztow wlasnych i odjeciu tego od
                      wartosci twojej polisy, stwierdza, ze z ekonomicznego punktu widzenia nie oplaca
                      mu sie to. Otrzymujesz wiec krotki komunikat: "Sorry Winnetou, niestety jestes
                      dla nas zbyt tani" i widzisz, jak pomoc oddala sie, nie pozostawiajac tobie
                      nadziei. Czy w tej sytuacji takze z reka na sercu i usmiechem na twarzy
                      powiedzialbys, ze "ackeptujesz warunki umowy" zwanej zyciem?
                      • do.ki life's a bitch... 07.09.06, 11:47
                        Powiedzmy ze sam przypadkowo
                        > znalazles sie w sytuacji krytycznej. Ktos moze pospieszyc ci z pomoca, by
                        > uratowac twoje zycie, jednak po skalkulowaniu kosztow wlasnych i odjeciu tego o
                        > d
                        > wartosci twojej polisy, stwierdza, ze z ekonomicznego punktu widzenia nie oplac
                        > a
                        > mu sie to. Otrzymujesz wiec krotki komunikat: "Sorry Winnetou, niestety jestes
                        > dla nas zbyt tani" i widzisz, jak pomoc oddala sie, nie pozostawiajac tobie
                        > nadziei. Czy w tej sytuacji takze z reka na sercu i usmiechem na twarzy
                        > powiedzialbys, ze "ackeptujesz warunki umowy" zwanej zyciem?

                        A masz inne wyjscie? Nikt cie nie pyta w takiej sytuacji, czy ja akceptujesz.

                        Dam Ci przyklad z mojej dzialki, i to wcale nie hipotetyczny: byl sobie raz
                        doktor, prowadzil znieczulenie. Nagle krzyk na korytarzu- przed wejsciem na blok
                        operacyjny upadl jakis czlowiek i nie dawal znaku zycia. Anestezjolog-
                        wydawaloby sie, jakzeby inaczej- pospieszyl do czlowieka w potrzebie i podjal
                        akcje reanimacyjna. Niestety, w tym czasie operowany pacjent poniosl
                        nieodwracalna szkode. Anestezjolog zostal skazany za zaniedbanie obowiazkow i ma
                        dalsze wykonywanie zawodu z glowy. I to wydarzylo sie w Belgii. I teraz chcesz
                        moze zapytac czy jakis inny lekarz tak po prostu zostawi jednego pacjenta, by
                        pomoc w krytycznej sytuacji innemu?
                        • zenekbxl Re: life's a bitch... 07.09.06, 13:12
                          do.ki, przyklad niestety z innej bajki. Mylisz po prostu rzeczywistosci. Ja nie
                          mowie o sytuacji zla koniecznego, gdzie ktos musi podjac decyzje czy powinien
                          ratowac zycie jednego czlowieka, poswiecajac zycie innego. To jest temat rzeka i
                          od czasow Sofoklesa, niejeden madrzejszy niz my razem wzieci, nie potrafil sie z
                          tym uczciwie rozprawic.
                          Mnie chodzi o sytuacje, kiedy ktos MOZE (w sensie: ma czas, okazje i srodki ku
                          temu) uratowac komus innemu zycie, lub zwyczajnie zapobiec nieszczesciu, ale nie
                          podejmuje dzialan, bo to sie nie zgadza z jego rachunkiem ekonomicznym. Mowiac
                          brutalnie: nie oplaca mu sie. Zaslanianie sie w tym przypadku sloganami typu
                          "life is a bitch" uwazam za kabotynizm. Bo w tym konkretnym momencie to nie
                          "life" ale ten konkretny jeden czlowiek "is a bitch".
                          Sprowadzajac sprawe na ziemie – wydawalo mi sie, ze jestes czlowiekiem czynu, w
                          swoich wypowiedziac wielokrotnie wykazywales, ze nie nalezysz do gatunku
                          snietych ryb, ktore plyna z pradem rzeki. W tej sytuacji sformulowanie "nic nie
                          poradze", "takie jest zycie", "czy my mamy inne wyjscie?" brzmi w twoich ustach
                          co najmniej niestosownie. Jak to, "nic nie poradze"? W tym konkretnym przypadku
                          wlasnie chodzi o to, ze czlowiek MOZE poradzic (odwolujac sie do przykladu
                          bylego: zamontowac te cholerna oslone na maszynie za 50 eur), tylko mu sie to...
                          nie oplaca.
                          I, zeby bylo jasne, rozumiem twoja strategie i sposob myslenia: tzn. jest
                          wolnosc, moja fabryka, wiec moge tam organizowac takie warunki pracy, jak mi sie
                          podoba. OK, jesli ktos tak mysli to jest jego sprawa, jesli ktos chce narazac
                          zycie i pracowac w takim zakladzie, to tez jest jego sprawa. Ale skoro owego
                          pracobiorce, z powodu jego decyzji, nazywasz debilem, to nie miej skrupulow,
                          takiego pracodawcy nazwac zwyczajnym s.k.u.r.w.y.s.y.n.e.m i powiedziec o tym
                          wszystkim dookola. Nie rozgrzeszaj go rachunkiem ekonomicznym, bo w ten sposob
                          mozna rozgrzeszyc kazdego (niejeden bandyta zabija i rabuje, bo tez musi skads
                          wziac srodki na zaspokojenie potrzeb zyciowych, a wiec tu tez "life is brutal,
                          niestety"?)
                          A, wracajac do tematu, jak ktos chce pracowac u sk.syna, to juz jest
                          rzeczywiscie jego problem.
                          • byly_eurokrata Re: life's a bitch... 07.09.06, 13:22
                            zenek, super podsumowanie!
                            • Gość: paff wartosc zycia IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 07.09.06, 13:27
                              jest jak najbardziej wymierna

                              a) np. zenus kupuje auto bez airrbagow choc te moga ratowac zycie ale kosztuja
                              800Euro wiecej

                              b) ubezpiezeie na zycie ma wymierna wartosc - nie masz nieskonczonych
                              odszkodowac

                              c) jest wiele osob umierajacych bo nie stac ich na przeszczep organow

                              d) jak poorwa cie partyzanci w Iraku zaden rzad nie negocjuje wiec wtedy twoja
                              wartosc jest = 0

                              e) dla obroncow doliny Raspudy wartosc zycia w Augustowie = 0 bo zakladaja, ze
                              ilus ludzi zginie w wypadkach ale wazniejsze jest ratowanie gryzoni i zabek
                          • do.ki life's still a bitch... 07.09.06, 16:08
                            zenekbxl napisał:

                            > do.ki, przyklad niestety z innej bajki. Mylisz po prostu rzeczywistosci.

                            Dla ciebie to sa rozne rzeczywistosci, dla mnie nie, gdy wiem, ze wyrok sadu
                            moze zrujnowac zycie moje i mojej rodziny. Ot, rozne punkty widzenia.

                            Co zas do reszty: kapitalizm, w odroznieniu od socjalizmu, jest ustrojem o
                            mocnej podbudowie etycznej. Ma na przyklad etyke pracy, takze etyke wlasnosci.
                            Juz robilem do tego aluzje w poprzednim poscie, ze istotnie, taki wlasciciel
                            zakladu, ktory nie dba o swoj sprzet, w tym personel, jest co najmniej glupi, a
                            zwykle jest sku... i tak dalej. Czy wyhodowanie takiej hybrydy mozna zapisac na
                            czarna liste "zaslug" swiatowego socjalizmu i lewicowego myslenia? Uwazam, ze tak.

                            Kapitalizm, w lacznosci ze swa wlasna etyka, kladzie tez duzy nacisk na wymiar
                            sprawiedliwosci. Innymi slowy, szybki wymiar sprawiedliwosci powinien sprawic,
                            zeby takie zachowanie, jesli juz wlasna przyzwoitosc pracodawcy nie
                            powstrzymuje, to przynajmniej bylo dlan rujnujace. Ze to nie zawsze dziala, to
                            sam wiem.

                            Ale stracilismy z oczu calkowicie to, od czego zaczelismy: zwiazki zawodowe.
                            Byly twierdzi, ze obecnosc zwiazkow moglaby zapobiec tragedii. Uwazam, ze to
                            absurd. Zwiazki zawodowe takimi rzeczami sie nie zajmuja. Zwiazki zawodowe
                            zaklada sie po to, zeby nie mozna bylo zwiazkowcow wywalic z pracy i tyle. Cala
                            reszta ma w tej mafii naprawde niski priorytet. Co ty myslisz, ze w moim
                            szpitalu nie ma zwiazkow? Myslisz, ze nie widze czym sie zajmuja, a czym nie?

                            A co do reszty, to z grubsza sie zgadzamy, jak mi sie zdaje, i to cieszy.
    • do.ki na razie ide spac 06.09.06, 21:14
      bo zeszlej nocy bylem w pracy i jutro znowu nocka. Ale jak znajde czas, to wezme
      sie za wasze lewicowe myslenie.
      • Gość: pavik zaglosuj na annbxl IP: *.21-136-217.adsl-dyn.isp.belgacom.be 06.09.06, 21:18
        on pomzoe ci zazlozyc ZZ - ma doswiadczenie od kiedy brala udzialy w budowani
        centrali syndykatow w EU ;)
Pełna wersja