Ku przestrodze

IP: *.cec.eu.int 06.02.07, 14:06
Artykul z sieci - moze nie ze wszystkim sie zgadzam, ale grunt, zeby w ogole
czasem pomyslec o "tych sprawach".

-------

BREJKANIE, CZYLI PONGLISH
Nowe zjawisko językowe – "język polonijny"

Polacy na Wyspach Brytyjskich nie mówią już po polsku. Nie mówią też po
angielsku. Używają pol-ang-slang, czyli ponglish.

Brejkam wszystkie rule – śpiewa Marcin Świetlicki o buncie wobec otaczającej
rzeczywistości. Ta dziwna konstrukcja językowa to w tym wypadku zabieg
celowy, podkreślający rewolucyjne nastawienie nawet do zasad rodzimego
języka. Jednak w skupiskach Polaków pozostających dłuższy czas za granicą
procesy prowadzące do powstawania podobnych zachowań językowych stają się
mimowolne. Oto przykłady podsłuchane w konwersacjach pośród żyjących na
Wyspach.

Partacz na frajernicy

Początkowo wtrącanie spolszczonych wyrazów angielskich pojawia się jako forma
żartu, jak na przykład przezwanie frytkownicy słowem „frajernica”, od
angielskiego "fry", czyli smażyć lub nazwanie osoby pracującej na pół
etatu "partaczem", gdyż wyrażenie praca w niepełnym wymiarze godzin brzmi w
języku angielskim "part-time". Sami o sobie coraz częściej
powiemy "Pollocks", zamiast Polacy, co jest nieco żartobliwym, ale i
pogardliwym połączeniem angielskich wyrazów "Poles", czyli Polacy właśnie,
i "bollocks", czyli najdelikatniej tłumacząc "bzdury". Podobnie żartobliwe
spolszczenie spotkało powszechny w Londynie środek transportu, o którym
często powiemy, że "pojedziemy tubą", bo metro w brytyjskim angielskim
to "tube". Spolszczonych nazw dorobiły się też konkretne linie podziemnej
kolejki. Piccadilly Line to "pikadilka", Central Line to "centralka".

Niektórych nazw po prostu nie mamy siły tłumaczyć. No bo jak właściwie nazwać
po polsku "payslip", czyli dokument z wyliczeniem, ile przelano na nasze
konto i dlaczego właśnie tyle, który co miesiąc powinien nam wręczać
pracodawca. Kto powie "urząd pracy" zamiast "job centre"? Może dlatego, że
mimo podobnych funkcji, zupełnie są do siebie niepodobne. A jaki odpowiednik
w języku polskim ma "council"? Rada dzielnicy? Chyba niewielu rodaków ma w
swych doświadczeniach kontakt z tą instytucją w Polsce. Raczej już z urzędem
miasta. I właśnie wielkości całych polskich miast są dzielnice, a w związku z
tym i szczeble załatwiania spraw urzędowych w Londynie.

Tower me!

Po pewnym czasie intensywnego kontaktu z językiem obcym, w rozmowach z
rodakami zaczyna czasem brakować polskiego słowa. Odruchowo zastępujemy je
angielskim. Nikt już nie składa podania o pracę. On "aplikuje", od
angielskiego "apply". Ale przecież nie lek sobie aplikuje. Nikt nie idzie na
rozmowę kwalifikacyjną. Każdy ma za to "interview". A co zrobić z Oyster Card
lub telefonem na kartę... no właśnie – "pre paid". Dopłacić? Uzupełnić?
Doforsić? Nie, trzeba je "natopować" od angielskiego "top up". Robotnik
budowlany, ulubiony zawód chłopaków z Polski, też wymaga zbytniego
strzępienia języka. Prościej "bilder". Jesteśmy bardzo "busy", bo na Wyspach
nie bywa się już po prostu zajętym. Na mieście jest okropny "trafik", bo
określenie "ruch" czy "korek" za bardzo kojarzy się z polską, prowincjonalną
sielanką. Stopniowo coraz częściej zaczynamy układać zdania używając polskich
wyrazów, ale zestawiając je ze sobą w szyku, jakby obowiązywały w nim reguły
angielskiej gramatyki lub wręcz żywcem tłumaczymy angielskie związki
frazeologiczne. "Wezmę pociąg" lub "wezmę autobus" da się słyszeć coraz
częściej, zamiast "pojadę pociągiem lub autobusem", bo po angielsku powiemy
właśnie "to take train/bus". Podobnie "mamy sex", zamiast go uprawiać.
Najlepiej rano, kiedy mamy "offa", czyli dzień wolny, od angielskiego "day
off".

Żeby chociaż szła za tym coraz większa biegłość w języku angielskim.
Niestety, słownictwo coraz bogatsze, czego skutki powyżej, ale znajomość
reguł językowych, frazeologizmów i łączliwości wyrazowej wciąż kuleje.
Usiłując powiedzieć coś po angielsku, używamy polskiego szyku wyrazów, nie
znając odpowiedniego wyrażenia, zastępujemy je bezpośrednią kalką z języka
polskiego. Być może nie powiemy "Thanks from the mountain", mając na myśli
polskie "z góry dziękuję", które po angielsku powinno brzmieć "thank in
advance". Być może nie powiemy też "tower me" mając na myśli "uwierz mi" i
nawiązując do podobnego brzmienia w języku polskim wyrazów "wierzę"
i "wieża", które niestety w języku angielskim wcale nie są do siebie podobne
("to trust" i "tower"). Aż tak się nie ośmieszymy, chyba że dla żartu
właśnie. Warto może jednak pamiętać, że angielskie "ordinary" wcale nie jest
tożsame z polskim "ordynarny" i oznacza tylko "zwyczajny", a "hardly" oznacza
zaledwie, a nie twardo, i używamy go, gdy ktoś lub coś "zaledwie" jest
jakieś, a nie, gdy jest takie w dużym, czyli "hard" stopniu. Żeby nie
zdarzyła nam się sytuacja, jak w tym dowcipie o Polaku, który w brytyjskim
sklepie bardzo długo udaje piłkarza, żeby sprzedawca odgadł, że chce kupić
piłkę. Sęk w tym, że do metalu.

To już nie język polski. To "język polonijny", jak go elegancko określają
językoznawcy. Jednak ulica ukuła dla niego bardziej chwytliwą
nazwę: "ponglish", "poglish" lub "pinglish". To pomieszanie słów, struktur
gramatycznych czy składni języka polskiego i angielskiego. Najczęściej
przypadki tego zjawiska można spotkać wśród Polaków usiłujących porozumiewać
się w języku angielskim poprzez tłumaczenie w dużym stopniu słowo po słowie
wyrażeń angielskich. Według niektórych językoznawców jest to pośród osób
dwujęzycznych wręcz nieuniknione, a wykorzenienie tych nawyków wymaga
ogromnego i świadomego wysiłku. Pojawienie się elementów poglish w rozmowie
może powodować zawstydzenie, zakłopotanie lub rozbawienie. Bywa jednak użyte
celowo, w formie żartu.

Ze szczególnym nasileniem językoznawcy obserwowali dotąd to zjawisko w
skupiskach polonii w Ameryce Północnej. Anegdotyczne są już kwiatki językowe
podsłuchane wśród Polaków żyjących wiele lat w polskiej dzielnicy Chicago,
które lubią żartobliwie przezywać "ciupago", w Jackowie. "Luknij przez
łyndoł, czy stoi nasza kara na kornerze", albo "Kolnij po plambersa, bo pajpa
brejknęła" to potworki językowe z tamtejszego życia wzięte. Zjawisko to
ośmieszył w swoim opowiadaniu opublikowanym na łamach polonijnej prasy w
Stanach Zjednoczonych Jan Latus. Autor zakończył tekst
dopiskiem "Przetłumaczył dla polonii w USA": "Jak na hauskiperkę i
bejbisiterkę zarabiała całkiem dobrze, i wszystko keszem, tak że nie musiała
płacić taksów. Wyklinuje plejs i może już wracać sabłejem do domu. Przedtem
jeszcze kolnie do swojego kazyna". To jednak jeden z prostszych wyimków. Co
można powiedzieć o tym: "Ma ważny lajzens z njudżerzy. Lajzens ważny, ale
sekura i permit były nieważne, nie mówiąc już o grinkard". Na szczęście mowa
tu o Polakach, którzy poza granicami kraju pozostają bez przerwy od
kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu lat. Czasami są to wręcz potomkowie
emigrantów w drugim pokoleniu. Kto wie jednak, co czeka w przyszłości i nas.
A jeśli tylko tanie linie lotnicze nie zdrożeją, choroba ta może
rozprzestrzenić się i do Polski znacznie przyspieszając plagę anglicyzmów,
nad którą już teraz larum podnoszą co poniektórzy puryści językowi. Póki co
jednak, nie ma się co załamywać. Obok Ponglish istnieją także Czenglish,
Franglais, czy Spanglish. Nie jesteśmy sami!
    • byly_eurokrata Re: Ku przestrodze 06.02.07, 14:44
      hehe, pamiętam, jak swego czasu sam się naśmiewałem ze słowa "aplikować". Dla
      mnie ono jest do dziś kompletnie obce w znaczeniu "starać się o pracę", ale dla
      młodego pokolenia Polaków jest ono zupełnie normalne.

      TRANS, ale ta krytyka funkcjonuje również w drugą stronę! Jak parę lat temu
      przyjechałem na dłużej do Polski niezmiernie mnie raziło nagminne używanie słowa
      "kasa" przez wszystkie kręgi społeczeństwa, za moich czasów takiego pojęcia
      używali tylko menele.
      Podobnie było z neoliberalną nowomową typu "promowanie" - sprawdzając
      tłumaczenia polskich frilansów rzucało się w oczy, iż w każdym akapicie używali
      oni słowa "promowanie".

      "Według niektórych językoznawców jest to pośród osób
      dwujęzycznych wręcz nieuniknione, a wykorzenienie tych nawyków wymaga
      ogromnego i świadomego wysiłku"

      I to prawda, mieszkam sam od kilkunastu lat za granicą i przyznaję się bez
      bicia, że mnie też się nie chce wymyślać na siłę polskich odpowiedników pewnych
      reali niemieckich. Język służy komunikacji i jeśli ta jest zapewniona, to
      wszystko jest w porządku, przynajmniej w języku mówionym.
      Przykład sa "stepy" i "grejdy" ze staff regulations. Są to kwestie interesujące
      tylko epsów, brak jest precyzyjnych i krótkich odpowiedników polskich, uważam,
      że w żargonie wewnętrznym są to pojęcia jak najbardziej dopuszczalne.
      • Gość: TRANS Re: Ku przestrodze IP: *.236-243-81.adsl-dyn.isp.belgacom.be 07.02.07, 16:48
        Skorzystalem z rady asiuni i wszedlem na forum LUX, gdzie, jak sadze, opinie w
        tej sprawie sa bardziej rozsadne niz na naszym. Zacytuje jeden fragment:

        A co do słówek francuskich stopniowo przenikających do naszych rozmów... to
        trudno jest czasem znaleźć jedno dobre tłumaczenie np. dla takiego "garderie",
        tak żeby za pierwszym razem wszyscy załapali w rozmowie o czym mowa... bo można
        powiedzieć "przechowalnia" , "świetlica", ale chyba ani jedno ani drugie nie
        do końca oddaje dokładny sens...

        Otoz mnie o to wlasnie chodzi, ze OCZYWISCIE rozmaite rzeczy w kraju A
        wygladaja czesto NIECO inaczej niz w kraju B, ale to jeszcze nie powod, zeby za
        kazdym razem importowac jakies slowo. Np. moj kieszonkowy slownik FR-PL podaje,
        ze "garderie" to zlobek. Nie znam sie na FR, ale co do zasady sadze, ze lepiej
        konsekwentnie mowic badz o zlobku, badz o swietlicy - po jakims czasie wszyscy
        beda wiedzieli, ze to "garderie" wlasnie.

        A ze zdania, ktore zacytowal Byly...

        "Według niektórych językoznawców jest to pośród osób
        dwujęzycznych wręcz nieuniknione, a wykorzenienie tych nawyków wymaga
        ogromnego i świadomego wysiłku"

        ...wyciagam dokladnie odmienne wnioski, tj. klade nacisk na ten wysilek. Kto
        jak kto, ale my, "europejska elita", nie powinien dawac przykladu oderwania UE
        od zwyklego obywatela poprzez poslugiwanie sie nowomowa.

        Taki chocby statut zostal przetlumaczony na polski: "stepy" i "grade'y" to
        odpowiednio "stopnie" i "grupy (zaszeregowania)" - nic trudnego, nic
        sztucznego. Podobnie mozna postapic w wielu innych przypadkach. Zaimportowanie
        slowa "komputer" do polszczyzny ma jakies uzasadnienie, ale mowienie o soldach
        i tramach - nie.

        Ta granica jest zawsze plynna, a ludzie wychowani 2- czy 3-jezycznie maja pod
        gorke. Ale nie oszukujmy sie: nie chodzi tylko o to, zeby sie dogadac. Kto mowi
        dorzecznie, wydaje sie bardziej inteligentny - ten wysilek sie oplaca.
        • byly_eurokrata Re: Ku przestrodze 07.02.07, 17:22
          Kolega pozyje tak z 10-15 lat za granica, to kolega zobaczy, ze to nie jest
          takie proste w praktyce....
          > Taki chocby statut zostal przetlumaczony na polski: "stepy" i "grade'y" to
          > odpowiednio "stopnie" i "grupy (zaszeregowania)" - nic trudnego, nic
          > sztucznego.
          Otoz jest problem, bo "grupa (zaszeregowania) kojarzy sie po polsku
          semantycznie z czyms, co jest "grade´em" ("mam 3 grupe zaszeregowania" to dla
          przecietnego polaka znaczy "mam trzeciego grejda" a nie "mam szecioletni staz")

          Natomiast "stopien" jest pojeciem absolutnie sztucznym w kontekscie siatki
          plac.
          Statut byl jednoznacznie tlumaczony przez frilansa, to widac po niuansach,
          ktore sie teraz mszcza. Dlatego te pojecia sa nieporecznie i nie chca sie
          przyjac.

          - co do przykdladu "garderie". Podam ci inny, z zycia. Jest w niemczecz w
          kazdym wiekszym miescie taki urzad ktory sie nazywa "Augsleichsamt", po polsku
          od biedy "urzad ds. wyplacania swiadczen wyrownawczych (dla przesiedlencow z
          bylych niemieckich terenow wschodnich oraz uciekinierow z bylej NRD)"

          Zanim powiem do Polaka obracajacego sie w rzeczywistosci niemieckiej "bylem w
          wczoraj w urzedie ds............................................" zupelnie
          swiadomie mowie "Bylem wczoraj w Augsleichsamtcie", bo nawet polski MSZ
          opisujac umocowanie prawne tego urzedu pisze "dzialajacy na podstawie tzw.
          Lastenausgleich".
          Twoje uwagi sa szlachetne, ale nieco zbyt purystyczne i jestem przekonany, ze
          rzeczywistosc na emigracji troche je zrewiduje.
          Oczywiscie nie mozna mowic takim zargonem do rodakow nie znajacych danego
          jezyka/danej rzeczywistosci. Ale to juz inna kwestia.
        • Gość: asiunia Re: Ku przestrodze IP: *.dyn.luxdsl.pt.lu 07.02.07, 17:46
          >lepiej konsekwentnie mowic badz o zlobku, badz o swietlicy - po jakims czasie
          >wszyscy beda wiedzieli, ze to "garderie" wlasnie.

          Hmm... Rzecz wlasnie w tym, ze zadno z tych slow, ani zlobek, ani swietlica nie
          oddaja dokladnego sensu tego miejsca (jak to ktos wczesniej slusznie zauwazyl).
          Do zlobka (z definicji) chodza dzieci w wieku +/- 6 tygodni do trzech lat.
          Na swielice moga chodzic wszystkie dzieci szkolne, zarowno szecio- jak i 12-
          latki. A do garderie tylko dzieci w przedziale 3-6 lat. Znasz na to jakies
          specjalne polskie slowo? Jesli tak, to zaproponuj prosze, bo mi naprawde nie
          przychodzi do glowy zaden odpowiednik. A zanim zaczne uzywac zlobek, lub
          swietlica (ktore jakby nie bylo sa okresleniami niepoprawnymi w tym przypadku)
          to bede mowic garderie, niestety.

          byly, a to co to???? "Augsleichsamt"???! Taki z Ciebie nativ spiker??!! ;)))
          (TRANS, przepraszam za tego nativ spkera)
          • byly_eurokrata Re: Ku przestrodze 07.02.07, 19:39
            Gość portalu: asiunia napisał(a):
            > byly, a to co to???? "Augsleichsamt"???! Taki z Ciebie nativ spiker??!! ;)))
            > (TRANS, przepraszam za tego nativ spkera)

            Prosze mnie tu nie krytykowac, bo ja jestem teraz oficjalnie podwojny native
            speaker, mam to na piśmie od Łunii!
            Ale dla mniej oblatanych definicja ponizej. Ciekawie, jak mam to powiedziec w 2-
            3 slowach po polsku, co postuluje Trans (przy okazji Trans, powiedz mi prosze
            jak po polsku w jednoznyczny sposob wyrazic roznice miedzy "Aussiedler"
            a "Übersiedler", nawet polskie zrodla podaja nazwe oryginalna w nawiasie, bo
            tego nie da rady przetlumaczyc):

            Die Aufgaben des Ausgleichsamtes bestehen darin, Aussiedlern, Spät- sowie
            Übersiedlern aus der ehemaligen DDR Schäden und Verluste abzugelten die sich
            infolge der Vertreibung und Zerstörung der Kriegs- und Nachkriegszeit bzw.
            durch Schäden in der ehemaligen DDR ergeben haben. Der Lastenausgleich befindet
            sich in der Endphase.

            • Gość: pav Re: Ku przestrodze IP: *.184-240-81.adsl-dyn.isp.belgacom.be 07.02.07, 22:43
              "Übersiedler" repatriant?
              "Aussiedler" wysiedlony?

              Serdecznosci dla kazdego z nativow ;D
              PD
          • Gość: z07 Garderie IP: *.idzik.pl 07.02.07, 23:50
            "garderie" - po polsku "ochronka"

            Za Słownikiem języka Polskiego PWN:

            <<zakład dla biednych lub osieroconych dzieci, dawniej utrzymywany przez zakony
            lub instytucje dobroczynne; później: rodzaj przedszkola>>.

            Proszę zwrócić uwagę na fragment - później: rodzaj przedszkola.

            Jest to wprawdzie słowo nieco przestarzałe, obecnie b. rzadko używane (bo w
            Polsce nie ma już ochronek). Ale bardzo dobrze oddaje znaczenie francuskiego
            "garderie".
            • Gość: TRANS Re: Garderie IP: *.cec.eu.int 09.02.07, 21:40
              No! Wiec jednak mozna!

              Nadaje sie nowe (badz odkurza stare) znaczenie slowu "ochronka" i everybody
              happy! Na tym wlasnie polega troska o czystosc jezyka (dowolnego), zeby
              najpierw szukac wsrod istniejacych mozliwosci, a dopiero potem wprowadzac obce
              elementy! To troche jak ze stanowieniem prawa - pomocniczosc sie klania;-).

              Aha, bylbym zapomnial - Asiuniu, mam mejl gazetowy TRANS69 - zapraszam.

              A kolega Byly mnie nie do konca rozumie chyba. Ja nie twierdze, ze wszystko da
              sie powiedziec a la Miodek, tylko ze TRZEBA PROBOWAC. Natomiast u wielu
              piszacych na tej liscie nie widze dobrej woli.

              Nawiasem mowiac, tych grup i stopni tez Kolega nie skumal: "step" to
              wlasnie "stopien", a "grade" - "grupa". Nie upieram sie, ze to najlepsze z
              mozliwych rozwiazan, ale kojarzy sie aliteracyjnie, wiec trudne nie jest.

              Zas Ausgleichsamt, gdyby byl dla mnie chlebem powszednim i nazywal sie tak, jak
              piszesz, pewno skracalbym np.: "Ide do Wyrownan" - bo tak sie robi w naszych
              firmach czy urzedach (w gronie pracownikow/petentow). A w pismach i gazetach
              bylby to "Urz. ds. Wyrownan" - co, dlugo? W oficjalnych dokumentach podawano by
              za pierwszym razem cala nazwe, a potem tylko skrot.

              O przesiedlencach juz ktos napisal, wiec ja nie musze. A swoja droga nie
              twierdze, ze na wszystko mam najlepsza odpowiedz. Ale jak ktos pisze, ze jechal
              ringiem, to jest len patentowany i kropka!

              Za czym pozdrawiam wszelkich Rodzimych Uzytkownikow Jezyka Polskiego (w skrocie
              RUJP);-)!
              • Gość: asiunia Re: Garderie IP: *.dyn.luxdsl.pt.lu 10.02.07, 10:07
                Gość portalu: TRANS napisał(a):

                > Nadaje sie nowe (badz odkurza stare) znaczenie slowu "ochronka" i everybody
                > happy!

                Wiem, ze slowniki roznej masci podaja slowo "ochronka" jako
                odpowiednik "garderie". Ale nie…, to ja juz wole swietlice. Nie tylko
                przestarzale to slowo, to jeszcze bardzo sztucznie by to brzmialo
                «Ide po dziecko do ochronki». No daj spokoj, zreszta garderie to nie »zakład
                dobroczynny, zakładany w celu opieki i wychowania ubogich, małych dzieci,
                pozbawionych opieki matek”.


                >Aha, bylbym zapomnial - Asiuniu, mam mejl gazetowy TRANS69 - zapraszam.

                Dzekuje:) ale gwoli scislosci - to nie ja prosilam o kontakt:)
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=9&w=56832777&a=56925272


                Ale tak generalnie to ja Ciebie w sumie popieram, sama tez staram sie mowic
                czystym jezykiem i nie wtracac niepotrzebnie zadnych slow, ktore maja jasne
                odpowiedniki (np. wyprzedaz zamiast soldow). Ale jak mi szybko cos nie
                przychodzi do glowy, to i mieszam troche, oczywiscie pod warunkiem, ze rozmowca
                bedzie wiedzial o co chodzi.

                I tak na koniec: komu jak komu, ale Tobie TRANS, to tego “everybody happy” nie
                wybacze! ;))
                • epsotek Re: Garderie 10.02.07, 19:29
                  A ja bym się tak nie martwił ewolucją języka. Nie mówimy już tak jak Mikołaj Rej
                  i nikt z tego powodu nie płacze. Tak jak i z tego, że wodę gotujemy w czajniku
                  (jakby nie można było wymyslić polskiego słowa) a ten tekst piszę na komputerze
                  a nie przy pomocu mózgu elektronowego.

                  Należy za to bardziej dbać o limitowanie w naszym języku brukowych wersji
                  zwrotów typu dom publiczny, prostytutka itp, które niestety za granicą zbyt
                  często jest stosowane (np. w pobliskim wątku "ale tu jest domu publicznym w
                  całej tej Komisji").

                  A co do garderie to ja nie wiem co to jest mimo, że ciągle ktoś o tym mówi. Czym
                  to się różni od przedszkola? i czy od świetlicy różni się tylko wiekiem dzieci?
        • Gość: anbxl Re:do TRANS IP: *.188-242-81.adsl-dyn.isp.belgacom.be 07.02.07, 20:51
          TRANS a ja po pewnym info bylego chcialabym napisac do ciebie na priva-jest to
          mozliwe?????tO dosyc pilne....
    • z_gdanska Re: Ku przestrodze 06.02.07, 14:47
      ostatnio sasiadka - Polka, widzac mnie na korytarzu spytala: "i co, moze byc?"
      (doslowne tlumaczenie z belgijskiej wersji "ca va"- ktore moze znaczyc "co u
      ciebie" albo wlasnie "moze byc/zgadzasz sie?")bardzo mnie to rozsmieszylo:-) ale
      jak sie czyta artykuly to tylko plakac mozna
    • Gość: asiunia Re: Ku przestrodze IP: *.dyn.luxdsl.pt.lu 06.02.07, 17:25
      Jesli Cie interesuje TRANS, to mozesz poczytac sobie co na ten temat pisalismy
      na forum Lux: www.polska.lu/viewtopic.php?t=727
Pełna wersja