Dodaj do ulubionych

Zadławił się mięsem w szpitalu. Może nie wyjść ...

11.09.09, 10:36
Tak wygląda przestrzeganie diety w większości szpitali. Chorzy na różne skrajne przypadki mają tę samą dietę. Różne dania są tylko w papierach. Chory na trzustkę i chory na "oko" dostają tą samą, lekkostrawną golonkę.
Obserwuj wątek
          • laksmana Re: Możesz wyjaśnić... 11.09.09, 11:00
            Pierwsze słyszę, żeby osoby chore na epilepsję jadły wyłącznie kleiki. Facet się
            zadławił, to się zdarza równie często zdrowym, co chorym.

            ladne_sny napisała:

            > to, ze osobie ( sory literowka )
            • il_pino oczywiscie nie omieszkali 11.09.09, 11:22
              napisac że gdzies tam winny jest lekarz - bo lekarz powinien zagladać kazdemu do
              jedzenia, pilnować zeby nie chory potknął sie o basen bo moze upasc doznac urazu
              i zapasc w spiaczke, itd
            • martischa Re: Możesz wyjaśnić... 11.09.09, 11:22
              tomalamas napisał:

              > A co by było gdyby dostał pokarm płynny i się podtopił. Że mogli mu podać danie
              > w kawałkach?
              >
              > I co oznacza "brak opieki"? Każdego ma karmić pielęgniarka rozgryzając kęsy?

              Racja!!! To po prostu przypadek, zdarzyło się trudno i nie ma co tu szukać
              winnego, oby tylko wszystko skończyło się dobrze.
            • elle444 Re: Możesz wyjaśnić... 11.09.09, 11:28
              Kiedy leżałam po operacji wyroska, kobieta na łóżku obok omal nie
              zadławiła sie swoimi wymiocinami. Lezała na plecach po operacji
              woreczka żółciowego i zaczęła wymiotować (co jest typowe po
              narkozie) i nie mogła się sama przekręcic na bok, bo miala sztywny
              kręgosłup po zapaleniu, które przeszła w młodosci. Wezwałam
              pielęgniarkę, ale ponieważ się nie spieszyła (co jest razcej
              typowe), sama zeskoczyłam z łóżka choc zakazano mi gwałtownych ruchów
              (byłam parę godzin po operacji)i pomogłam jej sie przekręcić. Po ok
              pół godzinie w końcu przywlokła sie i pielęgniarka, która na moją
              sugestię niechętnie podała pacjence środek przeciwwymiotny (luksus
              zazwyczaj dostepny jedynie po zaskarbieniu sobie przychylności
              pielęgniarki poprzez prezent). Zresztą odpokutowałam to pózniej bo
              dostałam środek pzreciwbólowy w kroplówce zamiast w zastrzyku i
              poparzył mi żyłę.
                • laksmana Re: Możesz wyjaśnić... 11.09.09, 12:11
                  Bardzo mi przykro z powodu dziadka. W każdej sytuacji powinno być tak, że
                  pacjent podłączony jest do monitoringu, który alarmuje zatrzymanie oddechu lub
                  serca. Uszkodzenie mózgu następuje dopiero po paru minutach niedotlenienia, więc
                  szybka akcja reanimacyjna w szpitalu powinna uniknąć większości takich
                  przypadków. Dlaczego tak nie jest?

                  alik-w-plomieniach napisał:

                  > Z podobnego powodu zmarł mój dziadek. Jakoś anestezjolog nie zauważył w trakcie
                  > prostej operacji, że dziadek zachłysnął się własnymi wymiocinami.
                  >
                    • absurdello A co to za problem ? To jest technicznie wykonalne 11.09.09, 13:51
                      przy dzisiejszym stanie techniki, można prosto monitorować:
                      temperaturę, oddech, częstość pracy serca (fotoelektrycznie, lub
                      przez wykrywanie prądów fizjologicznych), wykrywać drgawki
                      (akcelerometry), upadki, nawet położenie pacjenta w szpitalu, by go
                      nie trzeba było szukać (bo przecież czas się liczy) - czujniki są
                      obecnie tanie jak barszcz - co za problem zaprząc komputer do
                      ciągłego nadzoru wszystkich podległych pacjentów i polecić mu
                      sygnalizować gwałtowne zmiany parametrów lub tendencje odchylania
                      się od średniej. Wtedy wkracza człowiek (pielęgniarka, lekarz) i
                      odpowiednio reaguje.
                        • absurdello Wszystko mozna sprowadzic do absurdu ... 11.09.09, 14:18
                          najlepiej jakby pacjenci leczyli się sami względnie przy pomocy
                          najbliższej rodziny i nie przeszkadzali lekarzom w spokojnym
                          egzystowaniu pomiędzy wypłatami ...

                          Nie dziwię się, że mamy taki poziom opieki (i proszę nie pisać, że w
                          innych krajach mają gorzej, bo to nie jest punkt odniesienia) jak
                          się ma takie podejście (obojętne, bezduszne ?) do tematu
                            • absurdello Re: Wszystko mozna sprowadzic do absurdu ... 11.09.09, 15:05
                              > Nikt nigdzie na swiecie nie wprowadzil takiego totalnego
                              monitoringu, to o czymś swiadczy.

                              Jest to równie uzasadnione wnioskowanie jak to:

                              Miliony much nie mogą się mylić, w g...nie coś musi być (przepraszam
                              za dosadność).

                              Dla mnie to jest obojętność, bo widziałem z bliska "opiekę"
                              szpitalną czy nawet tę płatną w domu opieki poszpitalnej nad moimi
                              bliskimi i jestem PEWNY, ŻE BEZDUSZNY KOMPUTER BĘDZIE MIAŁ
                              WIĘCEJ "SERCA" I CHĘCI DO PRACY niż ci co się podjęli opieki (także
                              odpłatnej) nad moimi Bliskimi. Jestem także inżynierem elektronikiem
                              i wiem jakie są możliwości współczesnej elektroniki, wiem też, że
                              większa część ceny sprzętu to są sumy wzięte z sufitu albo związane
                              są z pazernością producenta, który wyczuł, że może się łatwo obłowić
                              pod płaszczykiem pomocy chorym czy niepełnosprawnym. Ceny części,
                              konstrukcji czy nawet produkcji to są drobne ułamki ceny końcowej
                              (zresztą dotyczy to wszystkich urządzeń elektronicznych nie tylko
                              związanych z medycyną).

                              (Oczywiście jeżeli nie zawiesi się, bo ktoś dla "oszczędności" oprze
                              system nadzoru o Windowsy)
                              • kzet69 Re: Wszystko mozna sprowadzic do absurdu ... 11.10.09, 23:43
                                kardiomonitor kosztuje w najprostszej wersji jakieś 20 000 PLN a z
                                modułami do takiej ilości funkcji jaką sobie zażyczyłeś z 50-60 000
                                PLN pasjonacie elektroniki a poza tym zadławienia statystycznie
                                zdarzają się częściej w domu na przykład u cioci na imieninach niż w
                                szpitalach więc zmonitorujmu całe społeczeństwo. niech rządzi
                                komputer.
              • sro_ka Re: Możesz wyjaśnić... 11.09.09, 14:57
                Mylisz się. Pielęgniarki się śpieszą. Problem w tym, że na oddziałach powinno być ich dwa razy więcej. Także te co są, mają kupę roboty i nie zawsze mogą przyjść od razu.
                • absurdello Widziałem w stołecznych szpitalach jak się spieszą 11.09.09, 15:17
                  ... żeby szybciej koleżance powiedzieć to co ma do powiedzenia niż
                  ta druga zdoła to zrobić :(((

                  Moja Babcia leżała po udarze z sondą do karmienia i wysychały jej
                  usta, bo przez nie oddychała, żadna pinda nie podeszła by jej usta
                  pociągnąć gliceryną a leżała w pokoju intensywnego nadzoru
                  oddzielonym od pielęgniarek przezroczystą szybą. Moja Mama za każdym
                  razem musiała prosić o tę glicerynę a jak przychodziliśmy dwa dni
                  później to gliceryny nie było a załatwianie zaczynało się od
                  początku. Pampersy też ginęły choć Babcia nie leżała na łóżku blisko
                  drzwi a cała ściana to było szkło od pokoju pielęgniarek. O śmierci
                  Babci też się dowiedzieliśmy po fakcie, BO LEKARZ JAKOBY NIE MÓGŁ
                  SIĘ DO NAS DODZWONIĆ CHOĆ TO BYŁA SOBOTA I TRZY OSOBY NIE MOGŁY NIE
                  USŁYSZEĆ TELEFONU !!!
          • absurdello Re: Możesz wyjaśnić... 11.09.09, 12:02
            "Po zabiegu mężczyźnie podawano morfinę, bo strasznie
            cierpiał. - Był nią otumaniony. Rozmawiał z nami i wpół słowa
            przysypiał - mówi Adam Skiba, ojciec Roberta , "Expressowi
            Ilustrowanemu"

            Podawano - to forma ciągła dotycząca czynności powtarzanych i różni
            się od PODANO - czynności jednokrotnej

            Morfina (Morphinum) – najważniejszy z alkaloidów wchodzących w skład
            opium. Została wyodrębniona w roku 1804. W stanie czystym jest białą
            substancją stałą, o gorzkim smaku, słabo rozpuszczalną w wodzie.

            Ma działanie narkotyczne (odurzające), przeciwbólowe, [u]
            przeciwkaszlowe
            , [/u]przeciwbiegunkowe, działa depresyjnie na
            ośrodkowy układ nerwowy (zalicza się do depresantów).

            Działanie przeciwkaszlowe oznacza, że blokowana jest reakcja na
            podrażnienia w obszarze gardła, czyli jak coś mu wpadło do tchawicy
            to organizm nie zareagował próbą usunięcia tego i człowiek się
            przydusił.


            Interakcje
            Wykazuje synergizm z innymi środkami tłumiącymi OUN (anestetyki
            wziewne i dożylne, opioidowe leki przeciwbólowe, leki uspokajające,
            nasenne, trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne, alkohol itd.),
            przez co ich łączne stosowanie może doprowadzić do spadku
            ciśnienia tętniczego, nadmiernego uspokojenia, śpiączki i bezdechu
            . b-adrenolityki i leki przeciwhistaminowe nasilają działanie
            depresyjne morfiny na OUN.

            On ją dostał po operacji gdy jeszcze w organiźmie były środki użyte
            do uśpienia go, przecież nie operowali mu kości udowej na żywca.

            Poza tym operację zrobiono 10 dni po złamaniu (CIEKAWE DLACZEGO) a
            przez ten czas na pewno szpikowano go środkami przeciwbólowymi !!!
              • absurdello Lekarze mieli "pojęcie" i ... 11.09.09, 12:50
                pacjent zasilił i tak wielki świat roślin :(((


                No chyba, że morfina (w jakiejkolwiek formie) nie ma takiego działa
                nia jak opisano ...

                A im dłużej się z lekarzami i służbą zdrowia stykam, tym gorsze mam
                o nich zdanie (a niestety przez przewlekłe choroby członków Rodziny
                miałem okazję popatrzyć na kilka szpitali stołecznych: na
                bezmyślność, brak zainteresowania pacjentem, bezduszność,
                nieodpowiedzialność i młody narybek lekarski, przez który mój
                nieżyjący Ojciec był źle leczony po zawale co stwierdziła kardiolog
                po kolejnym (za pierwszym razem był pod opieką starzystów, dopiero
                przy kolejnym zawale prowadziła go lekarz ze specjalnością
                kardiologiczną), po którym (zawale, nie opiece) miał serce już tylko
                do przeszczepu )... nawet PESEL-u przepisać bez błędu nie porafią,
                nie mówiąc już o na tyle wyraźnym pisaniu recept, bym nie musiał
                tłumaczyć pani magister w aptece, co lekarz miał na myśli kreśląc te
                esyfloresy, dlaczego nie wpisał dawkowania albo błędne, dlaczego
                niepoprawnie zaznaczył rubrykę choroby przewlekłe
    • grogreg Ależ niektórzy głupoty piszą. 11.09.09, 11:58
      Ciekawe dlaczego osoba ze złamaną kością miałaby mięsa nie dostać. Jakież to
      wskazania medyczne miałyby to zdeterminować?

      Wypadek, ot co. Równie dobrze mógł się wydarzyć w restauracji, na lotnisku czy w
      domu.
      • absurdello Jeżeli była świeżo po operacji i podano jej jesz- 11.09.09, 12:08
        cze morfinę to powinien być karmiony sondą, wystarczy przeczytać
        jakie działanie ma morfina (blokuje odruch kaszlowy) i jakie
        interakcje może dać ze środkami używanymi do znieczulania w czasie
        operacji (a poza tym, on jeszcze dostawał inne środki przeciwbólowe,
        bo operacja była 10 dni (CIEKAWE DLACZEGO) po złamaniu a chyba go
        nie torturowali bólem złamanej (prawdopodobnie w sposób
        skomplikowany jeżeli była konieczna operacja) nogi ?
    • zbrojarz.betoniarz Nieprawda. Byłem w szpitalu i na sali byłi 11.09.09, 12:04
      "normalni", cukrzyk i "wątrobowiec". Dostawali różne potrawy.

      cudaktusk napisała:

      > Tak wygląda przestrzeganie diety w większości szpitali. Chorzy na różne skrajne
      > przypadki mają tę samą dietę. Różne dania są tylko w papierach. Chory na trzus
      > tkę i chory na "oko" dostają tą samą, lekkostrawną golonkę.
    • sakyrk Re: Zadławił się mięsem w szpitalu. Może nie wyjś 11.09.09, 12:15
      biorac pod uwage ze stawka zywieniowa w szpitalu to ponizej 5 zl na dzien na
      pacjenta to az dziw ze mieso dostal
      zwykly wypadek a rodzinka jak widze juz szykuje sie do pozwu zeby cos wydebic
      a jak czytam ze maja zal do lekarzy... no tak pan doktor mial osobiscie pilnowac
      zeby pacjent pogryzl dokladnie kazdy kęs, bo przeciez od tego są lekarze
    • a.bc Zadławił się mięsem w szpitalu. Może nie wyjść ... 11.09.09, 12:24
      No niestety tak to wyglada, jest tyle pielegniarek ile jest na
      oddziałach(czytaj za mało)
      Trudno wymagac od lekarza,żeby dodatkowo karmił pacjenta!
      Rozumiem tragedie rodziny ale skoro człowiek był w takim stanie
      jakim był rodzina powinna sama sie nim równiez zaopiekowac...
      Moim zdaniem to jest po prostu przykry zbieg okoliczności-
      współczuje rodzinie ale równiez lekarzom
    • gochakar Zadławił się mięsem w szpitalu. Może nie wyjść ... 11.09.09, 12:35
      Byłam wczoraj u koleżanki w szpitalu, moje obserwacje: pielęgniarek
      faktycznie jest za mało, rozniosą jedzenie i się nie zastanawiają,
      jak pacjent to zje- dzień po zabiegu, musi leżeć plackiem, nie może
      zginać nóg, siadać itd. (w tym konkretnym przypadku). Naprawdę
      nietrudno się zadławić albo poparzyć gorącą zupą. Albo podanie
      osobie, która dwa dni nic nie jadła, kiszonego ogórka czy śliwki-
      rewolucja gwarantowana, przypominam pacjent leży, jest cewnikowany,
      więc byłby to duży problem.
      • misiu-1 Re: Dlaczego? 11.09.09, 14:07
        uflerka.x napisała:

        > Dlaczego w szpitalach podaje się pacjentom mięso???

        Będę strzelał: żeby się najedli i nie byli głodni?

        > Przecież wiadomo, że mięso jest szkodliwe dla zdrowia człowieka!

        Serio? A jakie szkody na zdrowiu powoduje?
    • halapc Zadławił się mięsem w szpitalu. Może nie wyjść ... 11.09.09, 16:16
      27 ubm mój mąż też się zadławił.Mąz jest po 2 ciężkich udarach mózgu. Ma lewostronny niedowład z osłabionymi mięśniami przełyku. Gdy przełyka często wstrzymuje oddech.Jedzenie rozdrabniam,karmię na siedząco. Ale czasem je samodzielnie. Ma względnie dobrą pamięć i dobrze zachowaną mowę. W dniu zdarzenia nie mogłam sobie poradzić i wołałam pogotowie.Mówiłam by szybko przysłali lekarza bo mąż nie może złapac powietrza. Tam dyspozytorka pyta mnie jak to robię. Mówię jej by nie traciła czasu na dyskusje bo jak jej bedę opowiadać to on w tym czasie umrze. Zrozumiała i mówi że już wysyła karetkę. Ja dalej robię próby uratowania męża, stukam w plecy, wkładam palec do buzi by wyjąć jedzenie /prawie by mi go odgryzł, bo z wysiłku i niedotlenienia zaciskały si mocno zęby/. Posadziłam go sobie na kolana by objąć w pół i spowodować odruch wymiotny. Bez rezultatu. Położyłam męża na wznak z głową lekko uniesioną. Mąż zaczął sinieć, nie było oddechu.Zwiotczał, otworzył szeroko buzię, wyjęłam z buzi drobiny jedzenia. Mąż był już fioletowy a karetki nie ma.Dzwonie ponownie na pogotowie pytając gdzie karetka, mąż nie oddycha. Oni, że wysłali, ja mówię, że przyjadą do trupa, ona, że proszę czekać. Odległość autem od szpitala do nas to 3 min. Postałam bezradnie nad nad ciałem męża i pomyślałam że tak marnie umiera i że jak czegoś natychmiast nie zrobię to już będę wdową. Zaczęłam robić reanimację, wydawało mi się, że kiedyś widziałam w TV, że to ma być 4 x ucisk na serce piąty wdech i tak robiłam. Byłam bardzo zmęczona a karetki nie ma. Przerwałam reanimacje i dzwonie trzeci raz i słyszę, że przecież wysłała, to mówię, że tak wysłała, że sama przyjdzie do męża ale na cmentarz. Rozmawiałam przez komórkę ustawioną na głośność a dalej reanimowałam. Nie liczyłam za którym cyklem zaczęła pojawiać się spieniona ślina, pomyślałam, że wydostaje się to wtłaczane przezemnie powietrze, ale po chwili mąż sam nabrał trochę powietrza. Robił to z wysiłkiem nie równo. Jakieś 2 min po tym weszli w drzwi z karetki. Widać było poprawianie się krążenia, sinica powoli nabierała koloru różowego. Młoda doktor/zaraz po studiach/ dziwiła się wyglądowi męża, ratownik odpowiedział, tak to wygląda po uduszeniu. Gdy go zabierano do szpitala już stan się poprawił, wróciła świadomość. Zawieziono męża na oddział wewnętrzny, nie powiedziano że chwilę wcześniej robiłam reanimację. Sama jestem niepełnosprawna z niedowładem kończyn, z nowotworem i rozedmą płuc. Mam 63 lata. I byłam sama w domu /jeszcze przez kolejna 2 dni/. Nie mogłam dotrzeć do szpitala. Dzwoniłam do lekarza by powiedzieć jakie leki mąż przyjmuje i jakie dawki ma dostać kolejnego dnia. Usłyszałam, że nie będę im mówić jak mają leczyć, ale przekazałam przez inną osobę kartkę dla pielęgniarek i podałam leki psychotropowe których nie ma na oddziale. U męża byłam trzy dni potem. Myślałam, że lekarz wie co się wydarzyło i pytałam czemu mąż ma bardzo bladą skórę, pytałam jak wyglądają badania. Mąż skarżył się że kurcze wykręcają mu nogi i mówił to pielęgniarkom. Prosiłam by sprawdzono jonogram. Bo wiem, że jak człowiek umiera to uciekają z organizmu wszystkie płyny fizjologiczne i mógł mieć spore straty mikroelementów. Po 3 dobach męża przywieziono do domu. W historii choroby przeczytałam. "Chory przywieziony na oddział z dusznością po zakrztuszeniu bo był karmiony na leżąco. Wytłuszczono czarnym drukiem. Karmić na siedząco. Rodzina skarżyła się na bladość powłok skórnych, zrobiono ponownie jonogram. Pierwszy był zmieniony, drugi dobry. Rodzina nie stosuje się do zaleceń i nie podaje /tu nazwa leku/ więc zmieniono lek na. itp, itd". Zakwestionowałam epikryzę, napisałam, że nie zakrztusił się tylko zadławił jedzeniem. Potem w rozmowie lekarz powiedział mi, że zadławienie, to w medycynie sądowej uduszenie przez dławienie "cudzymi" rękami a to było zakrztuszenie. Trwałam przy swoim bo wiem jak się mąż zadławia. Powiedziałam, że mąż nie był z dusznością ale po reanimacji po uduszeniu się od zadławienia jedzeniem i że to, że żyje to moja zasługa bo lekarza przy tym nie było mimo, że go wołałam. Usłyszałam, że chyba nie był uduszony skoro jest w dobrej formie, że musiał mieć tętno i oddech. Mówię, że to mnie zawdzięcza bo robiłam masaż serca i wtłaczałam powietrze.Teraz czekam na zmianę historii choroby. Myślę, że gdybym straciła "zimną krew" to mąż byłby dziś martwy albo roślinką. Dziś nie można liczyć na służbę zdrowia, trzeba liczyć tylko na siebie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka