Google! Ukradliście nam książkę?

03.10.09, 21:08
No i tak: mieliście książkę w necie, i nie macie. Za to się
normalnie płaci, żeby na przykład wejść na półkę w Empiku. Wystarczy
popatrzeć chłodno, nie z punktu widzenia "skrzywdzonego autora" - GB
to po prostu jeszcze jedna forma dystrybucji. Uczciwa, mierzalna,
tania, o zasięgu ogólnoświatowym. A piszecie o tym jak o złodziejach
drukarnianych, którzy na Waszym papierze drukują ponad nakład i
puszczają do bukinistów.

A swoją drogą, po co napisaliście tę książkę? Żeby być znani i
przekazać coś czytelnikom? Czy może jednak dla pieniędzy? Książka
została wydana, rozpowszechniona, dostaliście za nią honorarium?
Jaki wysiłek poczyniliście teraz, żeby chcieć kolejne pieniądze?
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Zawracanie głowy 03.10.09, 22:00
      Zawracanie głowy. Dla większego dramatyzmu niech autor napisze, że skandal -
      jego książkę po bibliotekach wypożyczają tysiące ludzi i nie płacą - a mogliby
      kupić! Skandal, panie, skandal. Co dla mnie za różnica - wypożyczyć książkę w
      bibliotece, czy przeczytać przez internet? Do biblioteki muszę się fatygować,
      a do internetu nie.
      • tacx Re: Zawracanie głowy 04.10.09, 17:46
        > Zawracanie głowy. Dla większego dramatyzmu niech autor napisze, że skandal -
        > jego książkę po bibliotekach wypożyczają tysiące ludzi i nie płacą - a mogliby
        > kupić!

        oh jakie intelygenty teraz studiują po uczelniach. może najpierw dowiedz sie
        jaki był cel ustanowienia czegoś takiego jak biblioteka, czy były wtedy środki
        masowego powielania książek. Obraz w muzeum też oglądasz za psie pieniadze,
        jeśli w ogóle każą ci za to płacić a przeciez można kupić, zamówić kopię.... w
        ogóle Podkowiński dla każdego.
        Pomysł powstania bbooks jest swietny tylko zasady na jakich powstaje jest tak
        kuriozalny ze naprawdę....
      • akuku5 Re: Zawracanie głowy 04.10.09, 19:26
        A pomyśl chwilę - w bibliotece jedne egzemplarz może czytać naraz tylko jedna
        osoba. Egzemplarz zawieszony w internecie - pewnie tysiące jak nie dziesiątki
        tysięcy. Powieści dla pensjonarek może się tak nie da przeczytać, ale podręcznik
        akademicki czy monografię naukową już bez problemu.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Zawracanie głowy 04.10.09, 20:41
          > ale podręcznik akademicki czy monografię naukową już bez problemu.

          Akurat książki naukowe na wschód od Odry młodzi naukowcy piracą aż się kurzy, bo
          bez tego nauka na tych obszarach byłaby w jeszcze ciemniejszym lesie niż jest
          obecnie. Biblioteki bowiem nie mają funduszy, a tym bardziej młodzi naukowcy
          osobiście.

          Wracając jednak do meritum: uważasz, że skoro biblioteki mają mniejszą
          przepustowość, to ludzie więcej książek kupią? Nie jest to wcale takie
          oczywiste. Według mnie ci, których nie stać na książki - i tak ich nie kupią.
          Albo wypożyczą z biblioteki, albo ściągną z internetu. Zabronić im ściągać z
          sieci - to jedynie utrudniać im życie, bo będą musieli czekać np. w
          kilkumiesięcznej kolejce na wypożyczenie. Ale do kupna to ich i tak nie zmusi.
          • akuku5 Re: Zawracanie głowy 04.10.09, 21:23

            Akurat pieniądze na kupno literatury (w tym zagranicznej) młodzi naukowcy mogą
            stosunkowo łatwo uzyskać z grantów, środków na badania statutowe etc. Oczywiście
            jest problem z wyczerpanymi nakładami, ale w tym momencie to poboczny wątek.

            Jeśli jakiś tytuł jest wyjątkowo oblegany, to biblioteka może - uwaga - kupić
            dodatkowe egzemplarze.

            Łatwo dojść do wniosku, że nie stać mnie na kupno książki, jeśli mogę ją mieć za
            darmo. Cena w księgarni to nie haracz płacony systemowi tylko wynagrodzenie dla
            szeregu osób, który do powstania książki się przyczyniły (akurat autorzy dostają
            z tego marne groszy, ale to też temat na inną dyskusję).
            Pisanie książek jest w tej chwili w Polsce zajęciem na granicy
            opłacalności.Jeśli tę granicę przesunie się jeszcze bardziej w dół to za
            kilkanaście lat okaże się, ze nie ma już czego skanować i wieszać sieci.

            Natomiast gorąco opowiadam się za stworzeniem wielu konkurencyjnych platform
            internetowych umożliwiających _płatne_ obejrzenie lub ściągnięcie książki.
            Oczywiście tu ceny muszą być znacznie niższe niż w księgarni. Jeśli dobrze trafi
            się w punkt równowagi, to i czytelnictwo wzrośnie i autorzy będą lepiej zarabiać
            - i pisać więcej lepszych książek.
            • sdlghsdghhsidhfg Nie Zawracanie głowy 05.10.09, 08:57
              Istota problemu jest taka, że Googlowi nikt nie podskoczy. Gdyby takie
              skanowanie przeprowadziła jakakolwiek inna firma, a zwłaszcza nieamerykańska, to
              już by miała takie problemy jak portal The Pirate Bay. Podniósł by się larum, że
              tak nie wolno, że prawa autorskie i zamknęliby portal.
            • leszlong Re: Zawracanie głowy 05.10.09, 09:51
              @akuku5: "Jeśli jakiś tytuł jest wyjątkowo oblegany, to biblioteka może - uwaga
              - kupić dodatkowe egzemplarze. "

              Wiesz to teoretycznie czy też praktycznie? Kiedy ja namiętnie korzystałem z
              bibliotek, to były one w opłakanym stanie finansowym. Nowości kupowane były
              raczej wybrane. To były biblioteki w mieście wojewódzkim. Teraz wyobraź sobie,
              aby biblioteka powiatowa czy gminna kupowała książkę tylko dlatego, że jest masa
              korzystających z biblioteki chętnych do wypożyczenia. Kupią raczej inną niż tę
              samą.

              "Akurat pieniądze na kupno literatury (w tym zagranicznej) młodzi naukowcy mogą
              stosunkowo łatwo uzyskać z grantów, środków na badania statutowe etc. Oczywiście
              jest problem z wyczerpanymi nakładami, ale w tym momencie to poboczny wątek."

              W 90% przypadków książki z grantów kupuje się dopiero kiedy się on kończy i coś
              zostało z niego (doświadczenie z pracy z naukowcami na UJ). Grant zużywa się na
              podróże naukowe czy też na godne życie, bo uczelnie płacą młodym naukowcom na
              poziomie osób pracujących w sklepach wielkopowierzchniowych. Książki to pozycja
              raczej odległa na liście wydatków.
          • lmblmb uproszczone argumenty 05.10.09, 09:10
            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

            Mało mnie interesuje los pokrzywdzonego autora, ale tym razem muszę
            zaprotestować przeciw Twoim argumentom, bo są uproszczone, na granicy demagogii.

            > Wracając jednak do meritum: uważasz, że skoro biblioteki mają
            > mniejszą przepustowość, to ludzie więcej książek kupią?

            Tak, to oczywiste.

            > Według mnie ci, których nie stać na książki - i tak ich nie kupią.

            Nie. Ci, których nie stać na książki mają nadal chęć je kupić. Prędzej czy
            później kupią, oczywiście zamiast pięciu, jedną. Taka osoba to nadal klient.
            Mały, ale mimo wszystko klient.

            > Albo wypożyczą z biblioteki, albo ściągną z internetu. Zabronić im
            > ściągać z sieci - to jedynie utrudniać im życie,

            A dlaczego mamy im ułatwiać? Rozumiem, że książki naukowe można w ten sposób
            udostępniać, ale przewodnik po Krakowie? Pozycję w stu procentach komercyjną, o
            zerowej wartości naukowej?

            > Ale do kupna to ich i tak nie zmusi.

            Skorzystaj z GB i przeczytaj choć jeden rozdział dowolnej książki o popycie, bo
            piszesz, wybacz, bzdury. Brak środków na pożądaną pozycję nie oznacza rezygnacji
            z jej zakupu, a jedynie przeniesienie na dalszą pozycję, a fanatyk kupi, a mięsa
            nie zje. Wybacz, ale biedota nie usprawiedliwia kradzieży.
            • leszlong Re: uproszczone argumenty 05.10.09, 09:40
              @lmblmb: Czy masz dane statystyczne lub przeprowadzone badania potwierdzające
              twoje hipotezy? Czytelnictwo w Polsce dotknął kryzys
              (ksiazki.wp.pl/wiadomosci/id,33542,wiadomosc.html), mimo wzrostu stopy
              życiowej. To nie internet i piractwo są przyczyną upadku. Raczej brak
              przyzwyczajenia czytania. Utrudnienie dostępu do książek w bibliotece nie
              przekłada się automatycznie na wzrost sprzedaży książek. Nie ma takiej zależności.
              Na wiele książek mnie nie stać, ale nie chcę ich też kupować tak jak dawniej.
              Wolę je w wersji cyfrowej. Powód? Mniej miejsca zajmują. Już teraz mam
              zatrzęsienie książek i brak miejsca, a kolejne ciekawe są wydawane. Musiałbym
              mieszkać w domu o pow. 300 m2 (3/4 powierzchni zajmowałaby biblioteka), aby
              pomieścić księgozbiór marzeń. Co do popytu i podaży, kiedy jest brak funduszy,
              to sobie można jedynie pomarzyć o kupnie, a nie planować. Co z tego, że ktoś się
              szarpnie na pozycję, jak nie kupi żywności. Po takiej specyficznej diecie albo
              umrze albo trafi do szpitala na leczenie. Chyba, że postulujesz przyjęcie
              konsumpcyjnego stylu życia - nie stać mnie, ale sobie kupię za kredyt, który
              potem nie spłacę, i co mnie zrobią, książek komornik nie sprzeda. Aby nadal mieć
              chęć na kupno książki, mimo problemów finansowych, trzeba być maniakiem
              książkowym. W Polsce nie stanowią oni znaczącej mniejszości. Chyba, że uważasz
              przeniesienie pozycja "kupno książki" na szary koniec listy zakupowej to dowód
              na kupno książki. Takie wirtualne sprzedaże to na razie domena polskich
              deweloperów, ale kto wie, może nowa wersja kreatywnej księgowości.
              • lmblmb Re: uproszczone argumenty 05.10.09, 17:56
                leszlong napisał:

                > @lmblmb: To nie internet i piractwo są przyczyną upadku. Raczej
                > brak przyzwyczajenia czytania.

                Pisałem o czymś innym: ogólnie o prawie podaży i popytu, a konkretnie o tym, że
                brak pieniędzy nie powoduje rezygnacji z chęci zakupu.

                Widzę jednak, że w tej konkretnej sytuacji jest jeszcze inny problem:
                wypieranie starego przez nowe.

                > Utrudnienie dostępu do książek w bibliotece nie przekłada się
                > automatycznie na wzrost sprzedaży książek. Nie ma takiej
                > zależności.

                Nie ma takich badań, ale logika na to wskazuje. Gdybym w bibliotece miał więcej
                książek, to nie naciągałbym szefa na konkretną, drogą pozycję naukową (105€).
                Mam ją zeskanowaną przez Chińczyków, ale nie lubię takich cyrków: nie ma to jak
                konkretna książka z zakładkami i twardą okładką.

                > Na wiele książek mnie nie stać, ale nie chcę ich też kupować tak
                > jak dawniej. Wolę je w wersji cyfrowej. Powód? Mniej miejsca
                > zajmują. Już teraz mam zatrzęsienie książek

                No to jednak jesteś wyjątkiem. Ja ściągam książki i drukuję*), ale przeszkadza
                mi to, wolę "prawdziwe".

                *) takich, których u mnie kupić nie można, np. Kapuścińskiego w oryginale.
                Resztę kupuję, bo mnie stać i nie lubię erzacu.

                > Co do popytu i podaży, kiedy jest brak funduszy,
                > to sobie można jedynie pomarzyć o kupnie, a nie planować.

                Dokładnie, tak pisałem: brak środków przesuwa pozycję na dalsze miejsce na
                liście zakupów, a NIE ją z niej usuwa.

                > Co z tego, że ktoś się szarpnie na pozycję, jak nie kupi żywności.

                Wtedy jest zysk dla wydawcy. Anuszka temu przeczyła.

                > Chyba, że postulujesz

                Gdzie ja cokolwiek postuluję? Tylko cytuję czyjeś obserwacje.
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: uproszczone argumenty 05.10.09, 20:33
                  > Nie ma takich badań, ale logika na to wskazuje. Gdybym w bibliotece miał więcej
                  > książek, to nie naciągałbym szefa na konkretną, drogą pozycję naukową (105̈́
                  > 4;).
                  > Mam ją zeskanowaną przez Chińczyków, ale nie lubię takich cyrków: nie ma to jak
                  > konkretna książka z zakładkami i twardą okładką.

                  W książce naukowej najważniejsze jest to, żeby dało się w niej łatwo wyszukiwać.
                  Książki elektroniczne automatycznie biją papierowe na głowę w tej konkurencji.
                  Zdarzało mi się, mając na biurku książkę w obu wersjach, używać jednak tej
                  elektronicznej, bo do szału doprowadzała mnie strata czasu na wertowanie.

                  To samo dotyczy zakładek i notatek. Mam system Ubuntu z KDE4 i domyślnym
                  programem do czytania pdfów jest tam Okular - program pozwalający na doklejanie
                  zakładek, notatek, linków, podkreślanie na kolorowo i wyszukujący kilkakrotnie
                  szybciej niż Adobe Acrobat. To jest naprawdę wygodniejsze. Czas to pieniądz.
                  • lmblmb Re: uproszczone argumenty 06.10.09, 23:05
                    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                    > > Nie ma takich badań, ale logika na to wskazuje. Gdybym w bibliotece miał
                    > więcej
                    > > książek, to nie naciągałbym szefa na konkretną, drogą pozycję naukową (10
                    > 5̈́
                    > > 4;).
                    > > Mam ją zeskanowaną przez Chińczyków, ale nie lubię takich cyrków: nie ma
                    > to jak
                    > > konkretna książka z zakładkami i twardą okładką.
                    >
                    > W książce naukowej najważniejsze jest to, żeby dało się w niej łatwo wyszukiwać
                    > .
                    > Książki elektroniczne automatycznie biją papierowe na głowę w tej konkurencji.

                    Zdaje się, że mylisz tekstowy PDF (indeksowalny) z zesnakowaną przez Kitajców
                    książką, która jest zbiorem obrazków.

                    Nie spotkałem się jeszcze z poważnymi publikacjami w formacie tekstowym,
                    przynajmniej nie takimi, o których wspominałem (Kittel, Introduction to Solid
                    Stape Physics czyli biblia fizyków ciała stałego, 105€)

                    > Zdarzało mi się, mając na biurku książkę w obu wersjach, używać
                    > jednak tej elektronicznej, bo do szału doprowadzała mnie strata
                    > czasu na wertowanie.

                    Gratuluję więc dostępu. Mnie się nie chce OCRować siedmiuset stron, zresztą
                    Gógle za mnie to zrobiło.

                    > To samo dotyczy zakładek i notatek. Mam system Ubuntu z KDE4 i
                    > domyślnym programem do czytania pdfów jest tam Okular

                    Wygląda przyzwoicie, niestety KDE nie zdzierżę. Może da się zainstalować bez
                    cyrków na Gnomie.
    • maruda.r Google! Ukradliście nam książkę? 03.10.09, 22:33

      "Google'a jest pięknie "obrobiony", otagowany, podlinkowany. Gdy wybieramy na
      przykład hasło "kawa", wyszukiwarka błyskawicznie wypluwa fragmenty z opisami
      najlepszych klubów"

      *******************************

      Tak po prawdzie, to wypluwa adresy nie najlepszych klubów, ale tych, które
      najwięcej zapłacą.

      Idea udostępnienia dzieł literackich, do których wygasły prawa autorskie
      pomysłem Google nie jest. Od lat robią to inni - bez wzbogacania marginesów
      reklamami. Odnoszę wrażenie, że Google spieprzy tę ideę.

      • g.suss Re: Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 15:29
        maruda.r napisał:

        > Tak po prawdzie, to wypluwa adresy nie najlepszych klubów, ale tych, które
        > najwięcej zapłacą.

        Tak po prawdzie, to jesteś potwierdzeniem niskiego poziomu czytelnictwa w naszym kraju. Gdybyś umiał czytać ze zrozumieniem, wiedziałbyś, że chodzi o dotyczące klubów fragmenty książki.

        > Idea udostępnienia dzieł literackich, do których wygasły prawa autorskie
        > pomysłem Google nie jest.

        A ktoś twierdzi, że jest?

        > Od lat robią to inni - bez wzbogacania marginesów
        > reklamami.

        Po pierwsze Google nie jest organizacją dobroczynną tylko spółką giełdową. Spółką, która całość swoich gigantycznych dochodów realizuje na sprzedaży reklam.

        Po drugie digitalizacja książek na taką skalę wymaga nakładów finansowych, o jakich nie śniło się żadnemu podmiotowi niekomercyjnemu. Wspomniana w tekście biblioteka oxfordzka od lat starała się o zdigitalizowanie swoich zbiorów - w skali świata malutkich - ale nie miała na to ani pieniędzy, ani technologii, która zapewniłaby, że kilkusetletnie woluminy nie ulegną przy tym zniszczeniu. Przyszedł Google, zaoferował jedno i drugie i wszyscy są zadowoleni.

        > Odnoszę wrażenie, że Google spieprzy tę ideę.

        W latach 90. mieli ideę zaindeksowania całego internetu. Spieprzyli ją do tego stopnia, że dziś mają tylko 5,5 mld USD kwartalnych obrotów a jeden facet pod Wałbrzychem twierdzi, że woli korzystać z Altavisty.
        • maruda.r Re: Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 23:25
          g.suss napisał:

          > Po pierwsze Google nie jest organizacją dobroczynną tylko spółką giełdową.

          ******************************

          Jednak Google wmawia wszystkim, że akcja ma walor dobroczynności.


          > W latach 90. mieli ideę zaindeksowania całego internetu. Spieprzyli ją do tego
          > stopnia, że dziś mają tylko 5,5 mld USD kwartalnych obrotów

          ******************************

          Ano spieprzyli, bo wyszukiwarka działa coraz gorzej. Typowe u monopolisty.
          Wysokie obroty nie są odbiciem wyborów użytkowników, bo wyboru praktycznie nie ma.


          • shadowofthebeast Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 16:08
            Google nie jest monopolistą. Każdy może stworzyć własną przeglądarkę. Tylko, że dopracowanie i wyważenie algorytmów gromadzenia i przeszukiwania danych trwa.

            Nie zauważam spadku jakości odpowiedzi wyszukiwarki googla. Może zadajesz niewłaściwe pytania?
    • mikamateusz ukradli 04.10.09, 12:38
      Nie znam nikogo, kto z chęcią czytałby książkę z ekranu monitora, szczególnie
      ileśset stron. Zwłaszcza jak ktoś spędza cały dzień w pracy przed ekranem.
      Przecież to jest męczące.
      Ale jestem świadomy, że pewne pozycje zwyczajnie w wydaniu papierowym nie są
      dostępne... w dodatku jeśli chcemy odszukać pewne fragmenty...

      Najlogiczniejszym rozwiązaniem chyba jest - by autorzy podpisywali umowę
      wydawniczą także z Google Books - i po sprawie.
      Bo w obecnej formie to jest kradzież, jakkolwiek interesem wydawnictw tez jest
      raczej tylko zarabianie i to o to a nie o prawa autorskie im chodzi w tej walce.
      • lemisiaque Re: ukradli 04.10.09, 12:51
        E-papier stanieje i sytuacja bardziej się skomplikuje. Jak widać, wydawcy nie są do tego zupełnie przygotowani.
      • recarep Re: ukradli 04.10.09, 14:31
        Beletrystykę faktycznie ciężko się czy ta z ekranu, lepiej ja czytac w wersji tradycyjnej, ale....
        Literaturę techniczną i każdą inna która nie czyta się od deski do deski, tylko szuka sie konkretnej informacji już lepiej czytać online, gdzie komputer dostarcza wyszukiwanie, tagi, itp już duużo wygodniej przeglądać na komputerze.

        Jedno jest pewne postęp idzie i książka papierowa jednak odejdzie do lamusa. Już są pewne zwiastuny, niektóre książki juz teraz nie mają swego papierowego odpowiednika, niektóre uczelnie nie chcą juz by prace dyplomowe byly drukowane, jedynie wersja elektroniczna (plus ewentualna publikacja... ale online patrz www.eprace.edu.pl

        A co do kwestii praw autorskich i zyskow... to juz zupelnie inna bajka
      • cezner Re: ukradli 04.10.09, 21:34
        Od dwóch lat mam czytnik książek Sony PRS-505. I wygodniej mi się na
        nim czyta ksiązki niż wersje papierowe...
        Jeśli nie widzieliście jak wygląda papier elektroniczny, to znaczy że
        piszecie o czymś czego nie rozumiecie.
        • kicior99 Re: ukradli 05.10.09, 13:48
          Kwestia przyzwyczajeń i nawyków. To nie jest norma ogólna. Może w przyszłości...
    • per_crucem Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 13:00
      Cieszę się, że wybrałem studia techniczne bo teraz upadają ideały, które
      starały się wbić moje polonistki. Kiedyś gdy toczyliśmy na lekcjach dyskusje
      po co pisze się książki, nasza nauczycielka starała się nam wbić do głowy, że
      po to by żyć wiecznie, by pozostawić po sobie testament. Dzięki temu
      artykułowi po raz kolejny przekonuje się, że książka to po prostu tak marny
      towar jak każdy inny. Czy autor cieszy się, że jest czytany ? Nie bo nie
      zarabia. Czy cieszy się, że ktoś będzie o nim mówił? tak o ile dostanie parę
      srebrników. Tolkien, Rowling, Lem byli piraceni na wszelkie możliwe sposoby a
      wciąż sprzedają się doskonale. Dlaczego ? Bo byli po prostu dobrzy. Wiele
      pozycji zaś na naszym rynku jest niszowych, a w Internecie mogłyby nie jako
      zyskać drugie życie. Kolejnym aspektem, który powinien być podnoszony jest
      niskie czytelnictwo w naszym kraju. Jest one spowodowane tym, że dostęp do
      książek mamy utrudniony. Biblioteki szkolne, posiadają PRL'owski repertuar, a
      nasze księgarnie zamieniają się w punkty dystrybucji podręczników i
      kolorowanek. Empik trzymie poziom, jednak przy wysokich jak na Polaków cenie.
      • black_halo Re: Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 16:55
        Czytelnictwo w Polsce jest na niskim poziomie bo ksiazki sa
        zwyczajnie drogie. Ot i cale wyjasnienie. Gdyby ksiazki mozna bylo
        kupic w przywoitych cenach od 5 do 20 zlotych co i tak przekracza
        mozliwosci sporej czesci spoleczenstwa to moze by troche wzroslo. Ide
        do osiedlowej biblioteki, nowosci prawie nie ma, jak sa to
        wypozyczone i nie wiadomo kiedy wroca a przewaznie to 80% ksiazek to
        ta niby klasyka i lektury szkolne. Ani dobrej literatury
        mlodziezowej, ani dla doroslych, ani ciekawych powiesci.

        Moim zdaniem Google powinno zawierac jakies umowy z wydawacami, ze
        udostepnia ksiazke w necie. Niech kazdy uzytkownik placi abonament -
        2 centy za ksiazke, 1cent dla autora a drugi dla Google. I wtedy
        kazdy sie przekona, ktora ksiazka jest dobra a ktora nie. Obejrzy
        ksiazke 1mln uzytkownikow? I masz 10 tys euro dochodu. Obejrzy
        ksiazke 10 osob - masz 10 centow i wiesz ile warte jest Twoje dzielo.
        Tak samo jest z kupowaniem. Dobre ksiazki sie sprzedaja chociaz Harry
        Potter jest w siecie pewnie na dlugo przed premiera. A jednak miliony
        dzieciakow okupuja ksiegarnie juz dzien przed premiera zeby dostac
        ksiazke.
        • danny_boy Re: Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 23:01
          Gdyby ksiazki mozna bylo kupic w przywoitych cenach od 5 do 20
          zlotych co i tak przekracza mozliwosci sporej czesci spoleczenstwa to
          moze by troche wzroslo.

          No i żeby wódka była po 5-10 zł, bo 20 zł to trochę drogo za flaszkę,
          co nie? Ta spora część społeczeństwa będzie bulić na kablówki czy
          telekomy nawet po 100 i więcej złotych miesięcznie, a książki i tak
          za 5 zł nie kupi nawet raz na rok (nie mówimy o podręcznikach). A do
          20 zł (przeważnie po 15) są tysiące dobrych książek z literatury
          pięknej.
        • swiety_76 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 12:43
          black_halo napisała:

          > Gdyby ksiazki mozna bylo
          > kupic w przywoitych cenach od 5 do 20 zlotych.

          Załóż wydawnictwo i sprzedawaj książki po 5 zł. Nie minie rok jak
          zbankrutujesz.
    • mario-radyja Re: Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 18:47
      @ martinez12

      Autorzy mają prawo powiedzieć NIE.

      GB jest wartościowym rozwiązaniem technicznym, ale zachowuje się jak
      bandycki monopolista dyktujący warunki. Albo wydawnictwa zgodzą się
      na ugodę na warunkach jakie sobie ustalił Google, albo nie dostaną
      nic z dochodów z reklam na stronach.

      A właściciele majątkowych praw autorskich mają prawo żądać takich
      kwot/tantiem za udostępnienie, jakie uważają za właściwe. Jeżeli mam
      książkę, którą uważam za supercenną, to Google Books chce mnie zmusić
      do sprzedawania jej za grosze.

      I to jest nie fair.
      • taraj1 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 07:52
        Autorzy zgodzili się w umowie z wydawcą na wykorzystywanie fragmentów do promocji. Albo nie potrafią czytać ze zrozumieniem, albo nie wiedzą co podpisują.

        Ale co tam fakty. Winne są zawsze duże firmy.
        • taraj1 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 07:57
          Update: zasady działanie GB może są dyskusyjne (czy prawo autorskie
          nie pozwala przypadkiem kopiować bez zgody autora/wyydawcy max 11
          stron ciągłego tekstu? - nie pamietam juz ) ale nikt niczego nie
          ukradł.
        • ar.co Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 16:11
          Autorzy zgodzili się w umowie z wydawcą, ale wydawcą nie był GB,
          tylko Znak. A książka znalazła się na GB. I kto tu nie potrafi
          czytać ze zrozumieniem (albo nie wie, co ... wypisuje)?
          • taraj1 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 06.10.09, 10:57
            a książka znalazła się w GB ponieważ umieścił ją tam pracownik wydawnictwa...
    • akuku5 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 19:33
      Na 99% autorzy dostali nie żadne honorarium tylko zaliczkę, w przeliczeniu
      pewnie kilkaset złotych za każdy miesiąc pracy. Ich honorarium jest uzależnione
      od liczby sprzedanych egzemplarzy.
      To jedno. A drugie - dla przyjemności i sławy to piszą grafomani. Pisarstwo to
      zawód jak każdy inny i bardzo ciężka praca. Jeśli Google Books zmniejszą
      sprzedaż egzemplarzową książek (zwłaszcza średnio i niskonakładowych) to zarżną
      kulturę. To jest gospodarka rabunkowa.

      • thomas_percy Re: Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 21:36
        "...dla przyjemności i sławy to piszą grafomani". - mówi akuku5.
        Wystaw sobie, że nie tylko. Grafoman to ktoś chory. Ja traktuję pisanie jako
        hobby, równie dobre jak inni oglądanie seriali, czy naukę tańca.
        Piszę po pracy dla przyjemności i do łba mi nie przyszło z tego żyć. Owszem,
        będę próbował to sprzedać, bo marketing także jest moim hobby i mam masę
        pomysłów na strony, blogi, AdWordsy - a Google Books są kolejną świetną
        propozycją dla mnie jako autora-amatora. To przecież świetna reklama, bezpłatna,
        a nawet mogę zarobić na niej jakieś grosze!

        Niepokoi mnie jedynie, że Google od 1-2 lat zaczyna zachowywać się jak Microsoft
        - wymusza z pozycji monopolisty. Jeszcze kilka takich newsów i cały PR Google
        jako firmy "fajnej" runie.
        • akuku5 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 22:29
          Grafoman to, w skrócie, ktoś kto uwielbia gadać, a nie ma nic do powiedzenia.
          Pisanie dla rozrywki po pracy jest oczywiście bardzo sympatycznym hobby, ale to
          nie jest jeszcze literatura. Tak jak śpiewanie przy goleniu nie jest operą.
          Natomiast dyskusja dotyczy odzierania "producentów dóbr kultury" z należnych im
          praw.
          • watersnakes2 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 07:10
            > Grafoman to, w skrócie, ktoś kto uwielbia gadać, a nie ma nic do powiedzenia.

            Ciekawy skrot;)

            > Pisanie dla rozrywki po pracy jest oczywiście bardzo sympatycznym hobby, ale to
            > nie jest jeszcze literatura.

            A jaka masz definicje literatury? Z checia poznam co znaczy literatura dla kogos
            dla kogo grafoman to ktos kto uwielbia gadac;)
            • akuku5 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 21:29
              > A jaka masz definicje literatury? >

              W tym przypadku - funkcjonalną. Literatura to produkt na rynku księgarskim
        • swiety_76 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 12:37
          > Jeszcze kilka takich newsów i cały PR Google jako firmy "fajnej"
          > runie
          Firma o wartości rynkowej powyżej 100 mld USD nie może być fajna bo
          to porpstu wielka korporacja jak każda inna.
          Fajna mogła być jak Siergiej i Larry zaczynali swój biznes "w
          garażu" a nie teraz.
    • zubr.z.jeczmienia Google! Ukradliście nam książkę? 04.10.09, 23:37
      Dziwne dziennikarstwo... Dopiero na drugiej stronie między wierszami jest informacja, że w sieci publicznie jest dostępne 20% książki.

      Osobiście jestem za rozwojem i łatwym dostępnem do wiedzy. Czy wydawdnictwa i agencje fonograficzne (to samo w mediach się dzieje) nie sa zbyt zachłanne.

      Dodatkowo taka forma wycina słabe pozycje bo gdy ktos kupi w księgarni gniot to musi sobie pluć w brodę a tutaj po przejrzeeniu, że coś jest warte przeczytania to kupi sobie wartościową książke. Oczywiście bardzo cenna jest opcja wyszukiwania tekstowego po całej bibliotece.
    • wybitniemadry wyszukiwarka wypluwa? 05.10.09, 07:41
      miernoty umyslowe zawsze beda krytykowac postep
      • gabriel1 Re: wyszukiwarka wypluwa? 05.10.09, 08:14
        Takie cóś nazywa się postęp i jest nie do zatrzymania, a dobre polskie książki i prasa są tutaj
        gabriel.nextore.pl
    • sdlghsdghhsidhfg Czym sie rożni działanie Google od Pirate Bay? 05.10.09, 08:53
      Czym sie w takim razie rożni działanie Google od Pirate Bay? Pytam seroio...
      bo Szwedzi robią dokładnie to samo: POMAGAJĄ dotrzeć do szukanych treści w
      internecie, a mają straszne problemy z prawem. Google udostepnia treści (na
      razie tylko książki) bezpośrednio ze swoich serwerów i jest w porządku? Co za
      hipokryzja!
      • lmblmb Gógle to nie firma "amerykańska". 05.10.09, 09:15
        sdlghsdghhsidhfg napisał:

        > Czym sie w takim razie rożni działanie Google od Pirate Bay? Pytam
        > seroio...

        Odpowiadam na "seroio": nigdy z GB nie korzytstałeś, inaczej wiedziałbyś, że w
        necie jest tylko fragment książki. Próbowałem przeczytać całą - nie da się, a
        znikające dwie, trzy strony co jakiś czas frustrują.

        Co więcej, Gógle nie jest firmą amerykańską w sensie technologii: do kodowania
        (oprogramowania) strony nie zatrudnili studentów po licencjacie, a ludzi z dużą
        praktyczną znajomością JavaScriptu, i shakowanie GB jest bardzo trudne. Mnie się
        jeszcze nie udało.
      • swiety_76 Re: Czym sie rożni działanie Google od Pirate Bay 05.10.09, 12:23
        Zdefiniowałeś na nowo słowo paserstwo - od tej pory to jest pomoc w
        szukaniu treści w internecie.

        (Pomijając youtube) Google na razie udostępnia tylko książki. Rynek
        tych wydawnictw jest mały w porównaniu z przemysłem filmowym czy
        muzycznym, stoją za nim mniejsze pieniądze i "traci" mniej przez
        piractwo niż przemysł muzyczny. Za przemysłem muzycznym stoi o wiele
        większa kasa, duże instytucje finansowe wspierane aktywnie przez
        takie instytucje jak np RIAA pomagające przemysłowi muzycznemu
        walczyć o "swoje"
        Dlatego zadzieranie z branżą książkową jest mniej ryzykowne niż
        muzyczną zwłaszcza jak się jest takim gigantem jak Google.

        Jesli chodzi o youtube należące do Google to ma też problemy. Np
        brak umowy z Warner music skutkujący brakiem ich teledysków na
        youtube, swego czasu problemy w UK skutkujące brakiem dostępności
        sporej ilości teledysków w UK, spora liczba domowych filmów z
        których została usunięta ścieżka dzwiękowa albo usuwane ripy
        programów telewizyjnych na żądanie stacji telewizyjnych.
    • stary.gniewny Nie rozumiem o co hałas. 05.10.09, 11:59
      GB jest świetne kiedy trzeba szybko dotrzeć do jakiegoś cytatu.
      Do czytania książki absolutnie nie nadaje się. Dla chcącego przeczytać (i
      kupić) GB nie jest żadną alternatywą. Już szybciej reklamą.
      Widzę tylko jeden problem: że google jest monopolistą.
    • swiety_76 Re: Google! Ukradliście nam książkę? 05.10.09, 12:46
      > A swoją drogą, po co napisaliście tę książkę? Żeby być znani i
      > przekazać coś czytelnikom? Czy może jednak dla pieniędzy? Książka
      > została wydana, rozpowszechniona, dostaliście za nią honorarium?
      > Jaki wysiłek poczyniliście teraz, żeby chcieć kolejne pieniądze?

      Pisarz czy muzyk to taka sama praca jak każda inna. Za coś trzeba
      żyć.
      No ale według obrońców piractwa każdy powinien być głodującym
      artystą.

      Zarobki twórców często są uzależnione od sprzedaży i autorzy dostają
      określony procent. Procent od zera to jest zero.
    • banter Google! Swietna robota! 05.10.09, 15:29
      @swiety_76

      To ze ksiazka jest dostepna na calym swiecie przez Internet NIE oznacza automatycznie, ze tworca musi zostac bez pieniedzy.

      ACZKOLWIEK nie oznacza to rowniez, ze jako tworca mam prawo hamowac rozwoj cywilizacji, bo chce sie nachapac kasy, podobnie jak wielkie koncerny medialne.

      Google odwala swietna robote, nietety masa ludzi z klapkami na oczach widzi tylko czubek wlasnego nosa, a nie dobro ludzkosci w szerszym kontekscie.

      www.wolnakultura.org/
      • ar.co Re: Google! Swietna robota! 05.10.09, 16:17
        Faktycznie, Google odwala świetną robotę - zabiera cudzą własność
        intelektualną i czerpie zyski z jej udostępniania. Bo wbrew temu, co
        się niektórym wydaje, treść książki po jej wydrukowaniu nadal jest
        własnością autora, i to on powinien decydować, czy chce udostępnić
        tę własność "ludzkości".
Pełna wersja