niewysoka
17.10.09, 15:12
Powtarzam swój komentarz sprzed paru dni, do innego artykułu w tym cyklu. W
tym tekście odnajduję podobne stanowisko w tym, co mówi Elisabeth Schüssler
Fiorenza. Problemem Kościoła nie jest kapłaństwo kobiet, tylko kapłaństwo w
ogóle. Każdy ochrzczony jest uczestnikiem kapłaństwa Chrystusowego, a
ustanowienie odrębnej kasty nie ma w chrześcijaństwie teologicznego
uzasadnienia. Ale jest rozwiązaniem niesłychanie skutecznym jeśli chodzi o
zapewnienie Kościołowi instytucjonalnego trwania, a także jeśli chodzi o
władzę i wpływy. Dlatego żaden Sobór - złożony wszakże z wyświęconych mężczyzn
- nie strzeli sobie w stopę i nie odważy się podjąć decyzji o dopuszczeniu
kobiet do kapłaństwa, a tym bardziej - o rezygnacji z niego. Istotnie, to by
go rozsadziło i nikt nie wie, co by po nim zostało. (Na pewno nie instytucja,
która przez dziesięciolecia bezkarnie wykorzystuje najsłabszych i najbardziej
bezbronnych, jak Kościół w Irlandii, Kanadzie i wielu innych miejscach, o
których jeszcze usłyszymy.) A jeśli by się odważył - to uzyskamy wszyscy
najlepszy dowód na asystencję Ducha Świętego w Kościele - którym jest przecież
każde spotkanie dwóch lub trzech w Imię Chrystusa. I to sprawia, że mimo dwóch
tysięcy lat nader niepięknej historii przetykanej przepięknymi biografiami,
możemy - wbrew wszystkiemu - mieć nadzieję...
Pozdrawiam
Anna Pawlikowska