wolnelewo
14.11.09, 10:41
Pani Anno, miałem ten sam problem. Myślałem o tym, żeby zostać nauczycielem
WOS, co prawda bez jakichś złudzeń, bez wiary specjalnej że państwo "broni
słabych przed silnymi", bo przecież trudno nie widzieć że najczęściej jest
odwrotnie. Pewnie teraz miałbym podobny dylemat jak pani - czy moja praca ma
sens. A to z tego powodu, że po rozbiciu rok temu przez policję POKOJOWEJ
demonstracji wolnościowej we Wrocławiu, gdzie w większości młodzi ludzie
chcieli zaprotestować przeciwko zastrzeleniu przez grecką policję nastolatka.
W tym samym czasie gdy policja spisywała demonstrantów po drugiej stronie
stała grupa nazi-skinów czy innych faszystów i zachowywali się bardzo
agresywnie - ich policja bała się ruszyć, nie mają teraz spraw w sądach. Co
innego demonstrujący - sprawa ciągnie się od roku, a demonstrację mającą
ewidentnie polityczny charakter, nazwano "chuligańskim zbiegowiskiem", czyli
nie podlegającym ochronie przez konstytucyjne prawo do zgromadzeń (chroniące w
pewnym stopniu także te "nielegalne", spontaniczne, powstałe z potrzeby chwili
zgromadzenia, czyli wcześniej nie zgłoszone, bo np. nie było na to czasu, bo
sprawa dzieje się na bieżąco i nie można czekać trzech dni aż zgromadzenie się
"zalegalizuje"). Podczas rozprawy sędzia nie słuchał w ogóle linii obrony
demonstrantów, nawet nie chciał wciągnąć do akt przedstawionej opinii prawnej,
że demonstracja o charakterze politycznym nie jest tym samym co chuligańskie
zbiegowisko tak więc linia oskarżenia jest bezpodstawna. Wszyscy są oskarżeni
o "nie rozejście się z miejsca zbiegowiska". W Polsce zaangażowanie społeczne,
realizacja prawa do zgromadzeń, kosztuje ok. 100-200 zł na głowę.
To samo dzieje się np. w sferze ruchu pracowniczego, który jest tępiony nie
mniej niż, a może i bardziej, za PRL. Ludzi zwalnia się zwłaszcza w prywatnych
firmach, ale często i państwowych, za samo wspomnienie o założeniu związku
zawodowego. Zwalnia się ich także, czasem bez podania przyczyny, za próbę
zgłoszenia uwag co do warunków pracy i płacy. Pracownicy są często zastraszani
i autentycznie się boją. Sądy zaś są opieszałe i często oddalają sprawę. Więc
kolejne prawo - prawo do wolnego zrzeszania się - w Polsce nie jest w praktyce
realizowane.
Prawo broni bogatych przed biednymi, silnych przed słabymi i widzi to masę
ludzi. Ale na razie się boją coś z tym zrobić. Albo są zapracowani, bo żeby
podjąć aktywność społeczną, trzeba mieć czas i siły, a jak się pracuje niemal
na okrągło, to jedyne na co starcza energii to przełączanie bezmyślne kanałów
w TV.