d_jak_zupa
03.02.10, 17:46
Zgadzam sie z obrona bibliotek. Nie moge jednak zgodzic sie z
plytkimi stwierdzeniami na temat tekstu elektronicznego. Czy autor
sobie zdaje sprawe ze wiekszosc ludzi ktorzy pracuja umyslem i
zarabiaja na mysleniu analitycznym w calym cywilizowanym swiecie
czyta teksty eletronicznie? Czy autor sobie zdaje sprawe ze dostep
do ksiazki typu Google books, Amazon Kindle zwieksza czytelnosc?
Ten tekst pokazuje ze dobre intecje nie zawsze sa oparte na wiedzy.
Zycze autorowi szybkiego doksztalcenia sie, by nie podpieral
slusznych akcji dziwacznymi argumentami.
"Ale tekst elektroniczny zwykle nie ma tej stabilności, która buduje
umysł. Elektroniczny tekst jest płynny. Pojawia się i znika,
zasłaniany przez banery i pop-upy, moderowany lub interaktywnie
modyfikowany. Jest pisany bardzo pobieżnie, nieredagowany
(porównajmy blogi publicystów z artykułami prasowymi). Często jest
to niegramatyczny i nieortograficzny zapis urwanych półmyśli.
Kerckhove podaje, że emisja światła z ekranu osłabia myślenie
analityczne. Najważniejsze jednak jest to, że internet, dając
czytelnikowi miliardy tekstów w zasięgu ręki, utrudnia
skoncentrowanie się na tym jednym jedynym, właśnie czytanym...
Miliardy kuszą. Wystarczy kliknąć. Internetowy czytelnik jest
rozkojarzony i uprawia zapping."