jolka.online Gatunek ctrlC ctrlV 23.02.10, 16:56 Ta książka to przecież nic złego. Głupia, popkulturalna papka w dobrym, markowym ubranku. Śmieszyć (a może żenować) mogą jedynie nieudolne próby zaistnienia w świecie popkultury tzw "znawców" i "krytyków". Chyba z chęci udowodnienia czytelnikom, że się nie zamykają na młodzieńcze szokowanie, panowie krytycy obudzili się na chwilę, wyrwali ze swoich schematów i ... polegli, bo nie będąc na bieżąco, niechcący popadli w zachwyt nad jednym z setek arcydziełek z gatunku CTRL+C-CTRL+V. Odpowiedz Link Zgłoś
szaryszmer Zrodlo FOCUS niemieckie wydanie 23.02.10, 17:18 Tekst o pani Hegemann jest w ostatnim niemieckim wydaniu Focusa i widać, że autor artykułu z tekstu w Focusie korzystał. Może wypadałoby w źródle o tym poinformować? Odpowiedz Link Zgłoś
aegis_of_heart Po co? 23.02.10, 17:57 Przecież to jest ta "twórcza kompilacja"... autor nawet się usprawiedliwia w zakończeniu z tezą "wolno i należy kraść". A poza tym, bezwstydne zżynanie z niemieckich gazet, choć chyba przede wszystkim z die Welt i der Spiegel, jest w polskich gazetkach normą. Od czasu, gdy proponowano mi sporządzenie na kolanie takiego plagiatu do Rzepy za jakieś grosze, nie mam złudzeń. Odpowiedz Link Zgłoś
kocurxtr Wojna niemiecko-niemiecka pod flagą internetu 23.02.10, 18:00 ble ble ble... sprytny marketing ma ta mała.... poza tym - ble ble ble... Odpowiedz Link Zgłoś
ulanzalasem Wojna niemiecko-niemiecka pod flagą internetu 23.02.10, 18:02 trudno o lepszą receptę na marketingowy sukces. - książkę dzisiaj (nie tylko dzisiaj) napiszę grupa ludzi/doświadczony rzemieślnik ;) Potem odpowiednia oprawa (marketing, newsy w serwisach, prasie są odpowiednio wcześniej) PR'owska publikacji. Media mówią o wielkiej sprzedaży (listy wielkich sieci są "ustawione"), a samo mówienie o tym, to kolejny element układanki która napędza sprzedaż. Tak to oszustwo, za co wszyscy powinni zostać skazani (nie mówię o tym, przypadku tylko o stosowanych mechanizmach). Jeśli ktoś twierdzi, że napisał książkę, a faktycznie nie ma z tym nic wspólnego to kłamie. Jeżeli wydawca zatrudnia odpowiednią-e firmę-y /buduje całą otoczkę, wymyśla produkt (autorkę, jej historię, ba wybiera kogoś płaci za udział w oszustwie) to jest to przestępstwo! Jeśli sprzedaję niesłodzony produkt, ale ten produkt został wykonany z elementu słodzonego już wcześniej to jestem oszustem czy nie? Teoretycznie finalny produkt sam nie był słodzony, ale zawiera cukier poprzez przesunięcie samego czynu krok wcześniej. To jak sprzedawanie eko-warzyw, które sobie rosły pod fabryką, ale przecież producent i sklep przykleili naklejkę "Eko" xD Dzisiaj skala wirtualnych ofert, ilość niedomówień, półprawd - a raczej kłamstw, przekrętów czy szwindli jest zatrważająca. P.s. Ale skoro miliony podniecają się wyreżyserowanymi produkcji z USA/UK to czemu się dziwić?! Odpowiedz Link Zgłoś