chasyd_666 Re: Prosili o śmierć swego dziecka 09.03.10, 17:24 normalniejszy2 napisał: > Irytujące, że kiedy czytam taki artykuł to pierwsze moje skojarzenie brzmi: > kościół. Nie można już nawet pomyśleć o eutanazji, żeby nie pomyśleć > automatycznie o kościele. Ze swoimi fobiami musisz poradzić sobie sam... Odpowiedz Link Zgłoś
fury11 Re: Prosili o śmierć swego dziecka 09.03.10, 19:43 W 1986 roku mój 3,5-letni syn umarł na raka. Pół roku przesiedziałem na onkologii dziecięcej i patrzyłem. WARA WSZYSTKIM, którzy tego nie przeżyli, od tego tematu. Błagałem Boga, żeby zabrał mnie zamiast niego. Widziałem matki, które klęczały przed lekarzami i błagały, żeby skrócili męczarnie ich dzieciom. Bo to są NIEWYOBRAŻALNE MĘCZARNIE - żadna morfina nie pomoże, kiedy dziecko umiera i zdaje sobie z tego sprawę. Umierający trzylatek jest dorosły. To wiedzą tylko ci, którzy WIEDZĄ. Morfina uśmierza jedynie fizyczny ból. Ale nie ból rozstania. NIKT, kto nie przeżył czegoś takiego, NIECH NIE ŚMIE ZABIERAĆ GŁOSU. Przeklinałem Boga, kiedy synek umarł, wyrzuciłem z balkonu Biblię. Kiedy umierał - ostatniej nocy udawałem przy nim, że wszystko będzie dobrze, aż zasnąłem. Obudziłem się, bo on - rozdęty przez nowotwór, siny, z pięcioma kroplówkami, łysy potworek - MÓJ SYN - GŁASKAŁ MNIE PO GŁOWIE. ON pocieszał MNIE. Księdza tam nie było. Kończył dyżur o 16-tej. Co zresztą mógłby zrobić? Cud? Nie wyrzekłem się Boga. Może ktoś, kto pilnuje mrowiska, nie ma czasu dla pojedyńczej mrówki... Nie wiem. Na Sądzie Ostatecznym to JA będę miał pytania do NIEGO, a nie on do mnie. Minęło wiele lat - a na wspomnienie tamtych chwil płaczę, jak gdyby było to wczoraj. Rodzice innych umierających dzieci pytali lekarzy, czy nie da się skrócić cierpień. Takich ludzi widziałem dziesiątki. Jest próg, za którym człowiek staje się tylko rozszarpanym strzępkiem. Ale to są doświadczenia, których nikomu nie życzę. I nie osądzajcie, jeśli tego sami nie przeżyliście. To nie wasz świat. A jak się żyje POTEM? Otóż wraca się do domu i zaparza herbatę. COŚ trzeba w życiu robić. TO W OGÓLE NIE JEST TEMAT DO DYSKUSJI... Odpowiedz Link Zgłoś
benek231 Re: Prosili o śmierć swego dziecka 09.03.10, 20:00 fury11 napisał: TO W OGÓLE NIE JEST TEMAT DO DYSKUSJI... *Ja uwazam, ze jak najbardziej jest. Po to go Gazeta wrzucila. Dlatego tez, ze i Ciebie ciagle to boli. Oraz mnie - z tego samego powodu. A teraz wyobraz sobie, ze ktos Ci zripostowal: "no ale ty tak mowisz tylko dlatego, ze byles uczuciowo zwiazany ze swoim dzieckiem". Nie, nie - to nie jest zaden koszmarny zart. Ja takie przewrotne opinie koscielnych wielokrotnie slyszalem. Oni potrafia nawet Twoje cierpienie obrocic przeciwko Tobie. Nie mozesz wlasciwie rozwazyc problemu, gdyz jestes emocjonalnie wen zaangazowany. Natomiast oni jak najbardziej moga, bo w gruncie rzeczy ani ich to ziebi ani grzeje. Wystarczy, ze maja swoje zakazy i nakazy, a wszelkie problemy rozwiazuja poprzez odniesienie do wymienionych. Takze w tym watku jest kilku koscielnych psychopatow kompletnie wypranych z ludzkich uczuc - niezdolnych do wspolodczuwania z cierpiacymi. Zamiast tego wystarczy im katolicka doktryna. To sa roboty, kolego, a wiec nie oczekuj zrozumienia, czy uronionej lzy. Odpowiedz Link Zgłoś
winniepooh Re: Prosili o śmierć swego dziecka 09.03.10, 21:23 Miałam nieprzyjemność być w pobliżu ortodoksyjnie katolickiej rodziny z terminalnie chorym na raka. Było to ciężkie doświadczenie, choć z perspektywy czasu muszę przyznać, że oni chyba mieli z tego jakiś rodzaj satysfakcji. W skrócie: chory był w domu, nie podawano mu morfiny,trudno określić jakie przeżywał cierpienia, ponieważ przerzuty do mózgu odebrały mu mowę i możliwość poruszania się. Wg mojej opinii chory leżał "spokojnie", bo już nie miał siły wyć, co wcześniej miało miejsce i było przyczynkiem do wspólnego zawodzenia oraz modłów. Pielęgniarka, lekarz z hospicjum, ani ksiądz nie komentowali tej sytuacji. Nie pytali dlaczego nawet recepta na tramal nie została zrealizowana. Chory jeszcze przed stadium krańcowego wyniszczenia nowotworowego, kiedy był z nim kontakt werbalny, był skupiony całkowicie na sobie i modłach. Wiem, że to nie na miejscu, że zmarłemu nie wytyka się błędów, że sytuacja ekstremalnie trudna, ale mimo wszystko można oczekiwać od osoby dorosłej w wieku późnej dojrzałości, która od kilku miesięcy wie że jest nieuleczalnie chora, że zrobi coś w kierunku uporządkowania swoich spraw, pożegnania się z rodziną, przyjaciółmi. Tymczasem rodzina była potrzebna do obsługi i zmiany pieluch, od rozmowy byli tylko ksiądz i zakonnica. Utrzymanie hospicjum domowego wymaga niemało zachodu i sporo ludzi dobrej woli, w tym uczestniczyło. Nikt nie usłyszał ani jednego ciepłego słowa. Liczył się tylko chory, jego umieranie i otchłań do której zmierza. Sprawiało to wrażenie przygotowania do egzaminu. W sumie nie dziwię się, że ci którzy byli najbliżej ostatecznie odmówili podawania morfiny, chociaż wtedy wydawało mi się to bestialstwem. Po co wam ta religia, skoro w sytuacji ostatecznej nie przynosi ukojenia? Odpowiedz Link Zgłoś
benek231 Re: Prosili o śmierć swego dziecka 09.03.10, 21:35 I to tez jest OK, Winnie. Jak dla mnie taki religijny fundamantalista swir ma prawo umierac w takich meczarniach w jakich tylko mu sie podoba. Milej zabawy zycze. Ale jakim prawem ta banda usiluje swoje standardy narzucac innym - w tym kompletnie niezainteresowanym umieraniem na katolicka modle?! Odpowiedz Link Zgłoś
e-ftalo bliscy powinni miec możliwość podania cyjanku 09.03.10, 22:56 takiej osobie,bez tego całego bełkotu prawnego i biurokracji.To powinno być naprawdę proste,ja bym się nie wachał,widząc decezyje bliskiego ,załatwił bym mu to czego oczekuje,nie stchórzyłbym przed biurokratami i ludźmi którzy nie mają pojęcia co przeżywa taka osoba Odpowiedz Link Zgłoś
myslacyszaryczlowiek1 Urabianie społeczeństwa do zrzucania staruszków ze 11.03.10, 13:25 ze skał. www.rp.pl/artykul/445413_Smierc_zamiast_emerytury.html Odpowiedz Link Zgłoś
gdsta Prosili o śmierć swego dziecka 12.03.10, 17:40 ból który nie ma żadnego sensu i w dodatku dotyczy dziecka jest nie do zniesienia; rodzina wychodzi psychicznie okaleczona nie tylko dlatego, że dziecko zmarło ale głownie dlatego że nic nie zrobili, żeby nie bolało. również taka trauma dotyka lekarzy; kiedyś przyjacielowi na polu bitwy obiecywało się, że w razie czego dobije sie go; ludzie modlą się całe zycie o spokojną śmierć; Kiedy wszyscy wiedzą, ze to jest agonia i wszyscy wiedzą, ze nie ma sposobu, zeby zmniejszyć niewobrażalny ból powinno się pomóc umrzeć. Takie jest moje zdanie; i chciałabym mieć do tego prawo. Odpowiedz Link Zgłoś
benek231 Twoja smierc w meczarniach nic nie znaczy :O) 12.03.10, 18:39 dla kk, gdyz liczy sie dla niego wylacznie doktryna. Te opowiesci, ze chodzi o obrone slabych to pic na wode i fotomontaz. W obronie slabych stoi prawo i prokurator - taka jest prawda. Nikt nie moze sobie pozwolic na zabicie Xa tylko dlatego, ze Y zazyczyl sobie eutanazji, czyli eutanazja Ya niczego nie zmienia. Kler a z nim wymozdzeni katole, wyprani sa z ludzkich uczuc. Zamiast nich wmontowana maja bezduszna doktryne. To sa roboty. Odpowiedz Link Zgłoś