pj.pj Od czego zależą kredyty? 17.03.10, 00:34 Pracuję na umowy o dzieło - jeszcze mniej świadczeń i zobowiązań zleceniodawcy. Dochody mam skrajnie nieregularne, bo jestem opłacana od wykonanej pracy (tłumaczenia). Bank nieustannie proponuje mi pożyczki i kredyty, więc nie sądzę, żeby kwestia była w zatrudnieniu na dany typ umowy. Nie chcę kredytu, więc nie wiem, czego by ode mnie w razie czego żądali, ale kierowniczka oddziału, w którym załatwiam wszystkie sprawy zna moją sytuację finansową i mimo to wciąż proponuje różne usługi, a chyba nie robiłaby tego, gdyby taka umowa była przeszkodą w otrzymaniu kredytu. Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Bankowe hieny nie mają pojęcia o twojej sytuacji 18.03.10, 15:03 Każdy bank ma ileś tam komórek, działów itd. Mnie też często proponują różne karty kredytowe, pożyczki, ubezpieczenia i inne duperschwanze, choć figuruję w systemie BIG-u i jak doszło co do czego (chciałem kartę Visa Classic zamiast debetowej), to pani po półgodzinnym przetrzymywaniu mnie na fotelu, na sam koniec postanowiła dopiero sprawdzić, czy posiadam wiarygodność i wszem i wobec oświadczyła (słyszeli to inni petenci), że ja się na tę "promocję" nie łapię. Co dziwne, nie miałem pojęcia, że zostałem wpisany na tę słynną "czarną listę", choć pani zdziwiona powiedziała, że takie informacje BIG wysyła pocztą do swoich "ofiar". Chodziło o niespłaconą w terminie kartę kredytową (rok 2002), a wpis nastąpił w 2007 (komuś się przypomniało???) i czeka mnie wesoły żywot niewiarygodnego aż do roku 2012. A pocałujcie wy mnie wszyscy w dupę. Gdybyście byli tylko tak mili i nie zawracali mi głowy telefonami, mailami, listami i ustnymi propozycjami odnośnie przyznania kredytu? Byłbym niezmiernie zobowiązany. Więc tak głośno, jak pani w banku, dzięki której inni klienci dowiedzieli się o moim starym zadłużeniu, krzyczę do słuchawki telefonu (ostatnio głównie dzwonią), że jestem w rejestrze długów i nie mam prawa nic dostać przez następne dwa lata. Myślicie, że konsultantów banku to zraża? "Niech pani wystąpi o skreślenie, skoro ten dług to był tak dawno" A wisi mi to jak kilogram kitu na agrafce. Mój ojciec miał zabawniejszą syutację. Posiada konto w banku BGŻ. Miesiąc temu zadzwoniła do niego jakaś lala i wypluła się na temat całego pakietu ofert: od zwiększonego limitu debetowego po ubezpieczenie na wypadek śmierci lub kalectwa. Tata odparł, że dziękuje, ale sytuacja w jego firmie jest niepewna i nie stać go na dodatkowe koszty, na co wyszczekana konsultantka: "no to powinien być pan odpowiedzialny i uprzedzić bank o kłopotach finansowych, żebyśmy potem nie mieli z panem problemów". Stary dostał szału i pogonił cipcię, ale sytuacja ta obrazuje, jak łatwo i gwałtownie łagodny łaszący się do klienta bankowy pudelek zmienia się w rozjuszonego pitbulla. Odpowiedz Link Zgłoś
wybierz_albo_wpisz_nowy Szczury na kiju 18.03.10, 09:03 "Kodeks pracy mówi, że pracodawca nie może narzucać pracownikom umowy-zlecenia (ani o dzieło), jeśli charakter pracy spełnia wymogi umowy o pracę." Może i nie może narzucać, ale może cię nie przyjąć do pracy. W praktyce byłoby tak: zaczynasz fikać, że chcesz etat, to słyszysz "wobec tego do widzenia, życzę powodzenia w innej firmie". I tyle. Kodeks pracy.. kurna, dobre:) Odpowiedz Link Zgłoś
konkerinlajon hipokryzja 18.03.10, 10:17 jak zatrudniana jest większość pracowników Agory? na uczciwe etaty czy umowy-widma na groszowe stawki? może naprawę systemu należy zacząć od siebie... Odpowiedz Link Zgłoś
gryzikiszka Re: Szczury na kiju 18.03.10, 10:19 Etat chyba wcale nie jest lepszy. Wytrzymałam dwa lata z górką i właśnie odchodzę. Duża państwowa instytucja, stanowisko z nieokreślonym (czytaj: nieskończonym) zakresem obowiązków, atmosferą w stylu korporacji (telefony i mejle w niedziele na prywatną komórkę; służbowej oczywiście nie mam, bo pracodawcy nie stać nawet na kupno materiałów papierniczych) i z pensją tak marną, że nawet nie chcę jej wymieniać. Kiedy zaczynałam pracować (jeszcze na studiach) usłyszałam, że nie mogą mi wiele zapłacić, ale będzie wiele okazji do podwyżek: przedłużenie umowy, ukończenie studiów. Nie zobaczyłam grosza, nawet symbolicznych 50 zł, premii tu chyba w ogóle nie wypłacają. Wytrzymałam tyle czasu, bo szkoda mi było właśnie tych wszystkich zusów, prawa do urlopu no i chciałam wreszcie doczekać umowy na czas nieokreślony (wiadomo, bez tego nie ma szans na kredyt). Dwa miesiące temu usłyszałam, że umowy nie będzie. Mam się zwolnić na miesiąc ("ale oczywiście nie zostawi nas pani na ten miesiąc tak zupełnie, prawda?") i zacząc od nowa albo przejść na zlecenie. Taka to ta opieka socjalna i prawa pracowników. Odchodzę wściekła, że poświęciłam temu miejscu tyle zaangażowania, pomysłów, energii a na koniec dostałam kopa w d. Płaciłam tylko 1/3 pensji na wszelkie składki, a w zamian nie dostałam nic. Odpowiedz Link Zgłoś
olias Re: Szczury na kiju 18.03.10, 12:35 phe! ja już ponad ćwiartkę wieku pracuję w firmie "właściwie-jakby-państwowej" i nie mam zakresu obowiązków. kiedyś miałem. za komuny. Odpowiedz Link Zgłoś
winniepooh Szczury na kiju 18.03.10, 12:14 Ale nawet jeśli takie umowy są nadużywane, to co z nimi zrobić? Zlikwidować? Czy wtedy te osoby dostałyby pracę etatową, czy też nie miałyby jej wcale? pracę ktoś musiałby wykonać, zatem w pierwszej kolejności etatowym dołożono by obowiązków i obniżono wynagrodzenia, następnie część umów przekształcono by w DG, resztę roboty rozprowadzono na czarno, wskaźnik bezrobocia by wzrósł. kolo z GUSu piszący o efektywnym pieniądzu to jakiś najemny pachołek neoliberałów, przecież wiadomo że to się nie sprawdziło Odpowiedz Link Zgłoś
easz Szczury na kiju 18.03.10, 12:18 Straszny jest ten artykuł. Strasznie przygnębiający. Odpowiedz Link Zgłoś
olias Szczury na kiju 18.03.10, 12:39 nnno proszę! jak łatwo dało się doprowadzić społeczeństwo do stanu akceptacji absurdu i niewolnictwa. A na kogo społeczeństwo odda głos? i właśnie to poparcie owiec dla rzeźników musi budzić pytanie - śmiać się czy ściągać psychiatrów z normalnych krajów UE? Odpowiedz Link Zgłoś
ten_kapuczino Gazeta Kononowicza 18.03.10, 12:40 Zlikwidować umowy-zlecenia, niech nie będzie niczego... Odpowiedz Link Zgłoś
aniol.milosci po co pracować? jest mama 18.03.10, 13:05 niektórzy w ogóle nie pracują interia360.pl/artykul/super-duper,32910 Odpowiedz Link Zgłoś
x_rex Ubezpieczenie zdrowotne 18.03.10, 13:24 Składkę na ubezpieczenie zdrowotne pracując na umowę o dzieło można odprowadzać samemu (nie wiem jak teraz ale trzy lata temu wynosiła około 300 zł miesięcznie). Można także zarejestrować się jako bezrobotny, wtedy składkę opłaci urząd pracy. Tak więc etat nie jest jedynym wyborem jeśli ktoś się boi co się stanie jeśli nagle poważnie zachoruje. Odpowiedz Link Zgłoś
makswolf Szczury na kiju 18.03.10, 13:28 Pracowałem w firmie, a właściwie w fundacji i w firmie, w firmie zatrudniony byłem na 1/2 etatu na umowę o pracę, a w fundacji na umowę zlecenie, właściciel i tu i tu był ten sam. Efekt był taki, ze pieniądze z umowy o prace dostawałem na czas, była to 1/4 całości wynagrodzenia, a pieniądze z umowy zlecenia dodawałem z miesięcznym albo nawet większym opóźnieniem, na pytanie dlaczego dostawałem odpowiedź, że w fundacji nie ma pieniędzy. Jak z pracy zrezygnowałem to kasy z umowy zlecenia bym nie zobaczył, gdyby nie mój upór. Jak zwróciłem się do PIP-u to mi powiedzieli, że umowami cywilno prawnymi to oni się nie zajmują i mam do sądu sam pozew składać. W firmie moi przełożeni nie odpisywali na moje maile i telefony, dopiero jak wysłałem przed sądowe wezwanie do zapłaty i postraszyłem, że do sądu zwrócę sie o ogłoszenie upadłości to mi pieniądze w ciągu tygodnia przelali na konto po trzech miesiącach od daty płatności oczywiście bez odsetek. Na tym przykładzie widać czym różni się praca na etacie od pracy na zlecenie. Najlepsze jest to, że ta fundacja w której pracowałem zajmowała sie szerzeniem wiedzy na temat zarządzania zasobami ludzkimi i relacjami z klientem i mówili o tym, ze zaufanie w relacjach pracodawca, pracownik to podstawa, ale jak widać szewc bez butów chodzi. I co wy na to? a ja nie zgodzę sie ze wszystkimi tymi którzy mówią, ze Państwo jest niepotrzebne i ze regulacje prawne też są niepotrzebne, gdyby nie było Państwa, które stanowi prawo i ma na straży tego prawa stać to zadziałało by prawo silniejszego, a kto od kogo jest silniejszy chyba nie trzeba tłumaczyć. Wolny rynek tak, dziki kapitalizm nie. A w Polsce bliżej mamy do dzikiego kapitalizmu niż do wolnego rynku. Odpowiedz Link Zgłoś
astrum-on-line Re: Szczury na kiju 27.12.10, 21:21 Mąż pracował w fundacji na umowę o pracę. Oczywiście wynagrodzenia nie zobaczył. PIP nic nie pomógł, to znaczy nałożył na pracodawcę jakąś tam karę i tyle. Zanim odbyły się rozprawy w Sądzie Pracy, który oczywiście przyznał rację, zanim komornik cokolwiek zrobił to fundacja już przekształciła się w inną fundację i nic komornik nie ściągnął. Państwowy Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych się wypiął, bo nie ma świadectwa pracy (pracodawca nie raczył wystawić). Mamy umowę o pracę, wyroki z Sądu Pracy, możemy je sobie powiesić na ścianie. Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Taki system prędzej czy później pierdolnie w pizdu 18.03.10, 14:24 Możemy się spodziewać kolejnej wojny albo rewolucji, bo uciskana większość nie wytrzyma dyktatury pieniądza i upasionej materialnie w luksusach mniejszości, która nie widzi dalej niż czubek własnego nosa i wszystko sprowadza do mamony. Nagle może się okazać, że powstaną "nowe" państwa bazujące na elementach gospodarki socjalistycznej, tyle że po liftingu. Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Ten kraj jest chory 18.03.10, 14:44 Mam umowę o pracę (pensja najniższa krajowa) i co z tego? Od 3 lat jestem bez urlopu, po wypadku i krótkim pobycie na oddziale ratunkowym szpitala musiałem wziąć dupę w troki i stawić się "u nasz w biurze", choć był okres międzyświąteczny (wigilijno-sylwestrowy) i teoretycznie mniej pracy, ale mój szef ma głęboko w poważaniu to, że może mi się przydarzyć coś nieoczekiwanego i uniemożliwiającego stawienie się "na szychcie". Cała firma to jedna wielka lipa i przekręt, przepisy prawa pracy? Nie rozśmieszajcie mnie! Zdarzyło mi się już pracować w święta, soboty, a nawet wychodzić po 23.00 i nikt nawet nie pomyślał o tym, żeby mi jakieś nadgodziny doliczyć do pensji, która, mówiąc szczerze, rewelacyjna nie jest. Ostatnio w prezencie dostałem aneks do umowy = przejście na pół etatu, na 2 miesiące wstecz. Nawet nikt nie zapytał, co o tym sądzę, mało tego, nic nie podpisywałem. Szef nie boi się PIP-u ani Skarbówki. Gdyby cokolwiek musiał płacić po przegranej w sądzie pracy, i tak by to olał. Bezkarność i tumiwisizm. Prawo to jedna sprawa, a jego wyegzekwowanie - odrębna historia. Ale biznes się jakoś kręci. I nawet lubię mojego szefa, a on bywa dla mnie miły (zagada czasem). Usłyszałem gdzieś, że przyszłe emerytury, to ma być mniej niż połowa ostatniej pensji. Myślę, że fala samobójstw emerytów i drastyczne zwiększenie liczby bezdomnych jeszcze przed nami. Mam nadzieję, że nie dożyję wieku 50+, bo wtedy może się okazać, że konkurencja do zbierania surowców wtórnych jest zbyt silna i nie podołam. Odpowiedz Link Zgłoś
tomash8 Szczury na kiju 18.03.10, 15:45 Jeszcze jest jedna kwestia... gdyby ludzie, ale WSZYSCY, znali swoje prawa, i kurde choć troszkę SIEBIE szanowali, to by po prostu nie godzili się na takie warunki, i dziwnie jestem spokojny, że jakieś wyjście z sytuacji by się znalazło. Kilku milionów miejsc pracy nie da się zapełnić "przybyszami ze wschodu". Pracowałem jakiś czas temu w pewnej firmie, razem ze mną przyjęto kilka osób, przez pierwszych kilka dni zero umowy, nic, oczywiście tylko ja marudziłem o umowę, pozostali nie bo "po co podpadać kierownikowi". Praca była normalna - w określonych porach, w siedzibie firmy, pod nadzorem, bez możliwości zastępstwa. I co? i oczywiście dostałem umowę zlecenie, gdzie stało jak byk, że "zlecenie będzie wykonane poza terenem zakładu". Oczywiście tylko ja poszedłem porozmawiać z kierownikiem na temat tej pseudoumowy, reszta nie, bo "po co zadzierać z kierownikiem". I tak będą tam pewnie pracować przez najbliższe 5 lat, poniżej najniższej krajowej, bez prawie żadnych świadczeń. I póki będą tego typu ludzie, oraz studenci czy licealiści którzy sobie dorabiają te 700zł żeby mieć za co pić i kupować ciuchy(oraz uspokoić sumienie i się chwalić jacy to oni "samodzielni"), rynek pracy nie będzie normalny, i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
squaree Gw stosuje takie same praktyki 23.03.10, 11:35 Gazeta Wyborcza stosuje takie same praktyki, mogliby napisac artykuł posługując się kolegami z redakcji, jako bohaterami. Wieloletnie umowy o dzieło zawierane z miesiąca na miesiąc, przymus przychodzenia od godz. do godz. itp. SAMI WYKORZYSTUJA PRACOWNIKOW! Odpowiedz Link Zgłoś
ikarus417 Szczury na kiju 25.03.11, 14:48 Jak pracować na cywilnoprawnej, to tylko umowa o dzieło. Po pierwsze żadnych się nie odprowadza - ani pod przymusem ani dobrowolnie, wbrew temu, co twierdzi się w artykule. Po drugie jest to umowa rezultatu ani starannego wykonania jak zlecenie. To znaczy nieważne jak i gdzie, ważne, aby się zrobiło. Generalnie umowy cywilnoprawne mają swoje zalety, tylko trzeba je egzekwować. Niech osoba, która daje zlecenia cały czas będzie świadoma, że jesteś NAJEMNIKIEM - Ty wybierasz, jak zrobisz. Odpowiedz Link Zgłoś