lubat
07.05.10, 20:55
Bardziej sceptyczna jest liberalna inteligencja. - Po raz pierwszy
potępienie Stalina słyszałem już w 1956 r. z ust Chruszczowa - mówi "Gazecie"
wybitny socjolog prof. Igor Klamkin. - Ale skończyło się na słowach.
Teraz też są tylko słowa. Nie przeczę, że przyjemne, ważne i słuszne, ale
potrzebne są działania prawne, by umocnić to, co jest dziś tylko deklaracją
polityczną.
Rosyjski naukowiec, który "mówi Gazecie" już z samej definicji jest wybitny.
Chociaż ja wątpię w jego "wybitność" jeśli on nie widzi różnicy między
potępieniem Stalina w 1956 roku i obecnymi działaniami Miedwiediewa (w
domyśle: Putina). Chruszczow potępił Stalina, w niczym nie naruszając istoty
jego systemu, on tylko ten system "udoskonalił", trochę uczłowieczył.
Miedwiediew wykazuje zbrodniczość systemu, a to "wybitny" naukowiec powinien
zauważyć.
Moje drugie zastrzeżenie do toku myślenia "wybitnego" naukowca jest fakt, że
nie dostrzega znaczenia słowa w dzisiejszym świecie polityki, gospodarki, czy
w ogóle w życiu społeczeństw.
Jaskrawy tego przykład mieliśmy wczoraj na giełdzie nowojorskiej, gdzie
"omyłkowo" makler napisał w zleceniu nie "milion" lecz "bilion"
, co wywołało kilkudziesięciominutowy krach giełdy z jednej strony, i
miliardowe zyski paru graczy z drugiej.