ignorant_pospolity
01.06.10, 20:48
A ja chciałbym zwrócić uwagę na kilka szczegółów których nikt jeszcze nie
poruszył:
Po pierwsze - liczba okrążeń przed rozpoczęciem procedury podejścia do
lądowania. Otóż, ze stenogramów wynika że były 3 takie próby. Każda próba to
zatoczenie półokręgu (obrót o 180 stopni). Zatem jeśli samolot dokonał 3
okrążeń to znalazł się na ścieżce podejścia od końca pasa. W miejscu w którym
znajduje się ten nieszczęsny parów.
A dlaczego nieszczęsny? Otóż eksperci lotnictwa dziwią się skąd taka prędkość
przy lądowaniu. A może to wcale nie była prędkość lądowania, tylko prędkość w
locie poziomym?
Dlaczego sądze, że samolot znajdował się w locie poziomym? Otóż ze stenogramów
jasno wynika, że 3 razy ktoś z załogi (nie pamiętam, czy to 2 pilot czy
mechanik) podawał informację 100,100,100 stabilny. A co to oznacza w słowniku
lotników? A to, że samolot znalazł się na wysokości decyzyjnej i wyrównał lot.
Zatem skąd potem te nagłe zmiany wysokości? I tu pojawia się ten przeklęty parów.
Moim skromnym zdaniem, to nie samolot zbliżał się do ziemi, tylko ziemia do
samolotu! Jako że piloci byli powyżej jego wierzchołka, przyrządy pewnie
wskazywały, że samolot znajduje się w locie poziomym, dlatego też samolot
utrzymywał prędkość ok 14 m/s. Jaki wpływ na ich zachowanie miał fakt
podawania informacji o zmniejszającej się odległości od ziemi, tego pewnie
nigdy się nie dowiemy. A te zmiany wysokości nie były spowodowane ułożeniem
samolotu względem ziemi (przy założeniu lotu nad płaską powierzchnią)tylko
naturalnym nachyleniem terenu o którym piloci zapomnieli albo nie wiedzieli. I
może dlatego samolot leciał tak szybko, może dlatego po wydaniu komendy
"odchodzimy" samolot nie wzniósł się, ponieważ zabrakło mu czasu by silniki
załapały pełny ciąg?
Pojawia się jeszcze jedno pytanie - dlaczego kontroler lotu wydał pozwolenie
na podejście przy 3 okrążeniu pasa, podejście chyba nietypowe i niecodzienne,
zamiast nakazać im ustawić się tak, jak to robili 2 dni wcześniej?
Z tego miejsca chciałbym też poprosić (chociaż siły głosu nie mam żadnej) by
nie winić pilotów. Dla mnie to co się działo było zgodne z procedurami, tam
nie działo się nic, coby świadczyło o tym, że piloci świadomie idą na to
ryzyko. Oszczędźmy rodzinom pilotów tych wszystkich pomyj, poczekajmy aż
wszystkie dane o tych ostatnich danych ujrzą światło dzienne. Nie wierzę i nie
uwierzę aby tacy świetni fachowcy zachowali się jak nowicjusze. Martwych
najłatwiej się oskarża, bo martwy się nie obroni. Trochę opamiętania i
współczucia dla rodzin załogi Tutki.