Jestem nauczycielką i jestem lesbijką

21.06.10, 07:24
Wspaniały tekst.

Wspaniała, mądra i odważna dziewczyna.
    • afryka75 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 09:20
      Przeczytałam wczoraj ze ścisniętym sercem.
      Dzięki takim osobom świat ma szanse się zmieniać.
      Szkoda tylko,ze kosztem zdrowia takich wspaniałych osób.
      Znam srodowiska szkolne, wiem, jak nauczyciel musi sie pilnować,zeby
      nie podpaść. I jak potem jest strasznie cieżko.
      Trzymam za Panią kciuki. Racje ma Pani, nie one
      • malwina222b Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 13:27
        Większość nauczycieli od początku znała jej orientację i wszyscy
        byli dla niej życzliwi, dopóki ona nie zaczęła całego świata
        terroryzować falą oskarżeń o homofobię. No ale jako działaczka
        homoseksulna musi sobie generować urojonych wrogów, by mieć swój
        chory cel istnienia.
        • vlaadmir Marta, jesteśmy z Tobą :) 22.06.10, 14:29
          Mam żonę uczącą w szkole i zawsze się dziwiłem, że czasami
          przesadnie troszczy się o to "co powiedzą inni". Kiedy ja
          mówiłem "daj spokój, kogo to obchodzi, że masz taką czy inną
          sukienkę", odpowiadała "ta jest za krótka, w tej nie pójdę".

          No widać taki "uwierający konserwatyzm" w szkole jednak panuje.
          Wyobrażam sobie, że o ile uwagi o sukience jedynie lekko uwierają i
          zawsze można założyć inną, to fobie uwieraja dość poważnie i ciężko
          zmienić to, kim się człowiek urodził. I to jest już poważny,
          konserwatywny gwóźdź w dupie.

          Dlatego rozumiem Martę Konarzewską i trzymam kciuki. Polskie
          szkolnictwo jest bardzo odporne na próby reform i dopasowanie go do
          potrzeb. Wiele przedmiotów w obecnej formie jest bezużyteczna. A
          zmiana formy i treści nauczania, to często za duże wyzwanie dla
          wielu nauczycieli i szkolnej administracji. Stad opór. A homofobia
          to uboczny skutek braku myślenia i bezwiednego popadania w schematy.
          • jazmig Nie obnoś się babo swoim zboczeniem 23.06.10, 12:45
            to nie będziesz miała kłopotów. Ja też nie chcę, żeby na moje córki
            miały wpływ lesbijki i jest to moje święte prawo. Skoro szkoła jest
            przymusowa, to nie może być w niej lansowania zboczeń.
            • dotdesign Za to jak ksiadz coreczki przeleci w zakrystii, 23.06.10, 19:22
              to bedzie po bozemu, bo w koncu facet, i tylko dla pana boga przebiera sie w
              sukienki.
              • jazmig dotdesig: jak ksiadz coreczki przeleci w zakrysti 24.06.10, 11:30
                jak ksiądz przeleci córeczki w zakrystii, to będzie po
                ateistycznemu, a nie po bożemu.
                • laux Re: dotdesig: jak ksiadz coreczki przeleci w zak 25.06.10, 09:14
                  Powiedz to rodzicom owych córeczek, którzy prędzej je skatują niż oskarżą
                  księdza, bo inaczej naraziliby się na potępienie kołtuńskiego społeczeństwa.
            • lemon91 Re: Nie obnoś się babo swoim zboczeniem 23.06.10, 20:18
              zboczeniem , to może być tego typu reakcja. W XXI wieku opinia takiej treści
              jest dowodem zacofania, głupoty oraz braku szacunku dla innej osoby bez wzgląd
              na orientację
              • wezyronly Re: Nie obnoś się babo swoim zboczeniem 24.06.10, 08:56
                Zgadzam się całkowicie - 17 lat pracowałam w szkołach i wiem, jaki to chory
                system. Jak najdalej od oswiaty publicznej! Współczuje rodzicom, którzy mają
                dzieci. W polskiej szkole mogą pracować tylko durnie i tchórze, którzy innej
                pracy już nie dostaną - walczyłam z tym od lat. A teraz wiem, że to prawda.
              • jazmig lemon91 : Nie obnoś się babo swoim zboczeniem 24.06.10, 11:29
                Homoseksualizm jest zboczeniem i nie zmieni tego faktu 1000 uchwał
                ONZ, tak samo, jak nie zmieni faktu, że 2+2=4.

                Na dodatek homoseksualizm to choroba uleczalna. Jeżeli ta paniusia
                ma problemy psychologiczne i koniecznie musi się obnosić ze swoją
                zboczoną chorobą, to ona nie powinna mieć żadnego kontaktu z
                dziećmi, tylko powinna się leczyć.
                • lokator_wawelu Re: lemon91 : Nie obnoś się babo swoim zboczeniem 24.06.10, 12:42
                  Sam się lecz, durniu, najlepiej na nogi, bo z resztą ci nie pójdzie.
                • laux Re: lemon91 : Nie obnoś się babo swoim zboczeniem 25.06.10, 09:24
                  jazmig napisał:
                  > Homoseksualizm jest zboczeniem

                  Tak, ale tylko w twojej obskuranckiej wyobraźni.

                  > Na dodatek homoseksualizm to choroba uleczalna.

                  Ogłoś zatem sposób jego leczenia, a Nobel w dziedzinie medycyny masz jak w banku.
            • alejandro80 Re: Nie obnoś się babo swoim zboczeniem 25.06.10, 13:09
              Do Ciebie Tylko Twoim językiem . Jesteś żałosnymcw...em ,Twoje poglady sa tak
              podejrzane ze pewno dajesz dupy w ukryciu i strach Cie bierze.
            • masia97 Re: Nie obnoś się babo swoim zboczeniem 05.09.10, 00:05
              prawda
        • krompik84 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 08:20
          Czyli wszystko było w porządku dopóki siedziała cicho? Dopóki była sobie jakąś tam lesbijką i głośno nie ujawniała swoich poglądów i, co gorsza, nie stawała w ich obronie to była lubiana? Przerażające..
          Z wykształcenie jestem nauczycielką. Nie uczę w publicznej szkole z 3 powodów:
          -niskie zarobki,
          -słabe nerwy
          -wstręt przed środowiskiem"pokoju nauczycielskiego" ;/

          Pani Marto! Gratuluję odwagi! Może dzięki takim ludziom jak Pani ten kraj się w końcu zmieni:( Na lepsze oczywiście ;)
          • aaannemarie Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 21:14
            Tak, od czasu do czasu "przewinę się" przez szkolnictwo państwowe i atmosfera pokoju nauczycielskiego jest ogłupiająca. Pani Hela z panią Kasią gadają o przetworach i strojach uczennic. Jest to "my i oni" a nie wspólnota szkolna. Wigilie szkolne osobno dla nauczycieli ( i księdzem proboszczem). Wiem, że w wielu szkołach państwowych jest już inaczej. Z prywatnych mam lepsze wspomnienia. Po za tym, u nas środowisko nauczycielskie często głosuje na prawo i ma anachroniczne poglądy na życie.
            • aaannemarie Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 21:25
              W dodatku, z tego co widzę poniżej, ludzie nie zdają sobie sprawy, że
              homoseksualizmu się nie leczy. Spróbujcie "wyleczyć " się z heteroseksualizmu.
              Niech facet zamieszka z facetem wbrew sobie a głównie ze strachu co ludzie
              powiedzą. Wystarczy to sobie wyobrazić, prawda? Aż dreszcze przechodzi. Stan
              wiedzy o homoseksualizmie jest porażający. Porozmawiajcie z lekarzami,
              poczytajcie na ten temat zamiast wyzywać ludzi od zboczeńców (w ramach
              chrześcijańskiej miłości bliźniego).
          • mniammmm Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 13.09.10, 04:07
            Brawo Pani Marto, prosze się nie poddawać.

        • anakonda87 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 14:13
          Chorzy są ci, którzy widzą chorobę wszędzie tam, gdzie coś nie pasuje do ich
          sposobu pojmowania świata, życia i postępowania.
          Wstydźcie się! Nie tak brzmiało Słowo.
        • maura4 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 20:26
          Byli życzliwi dopóki udawała, że jest hetero, dopóki nie mówiła o
          tym głośno. Gdyby rzeczywiście byli niej życzliwi, to powinna
          otrzymać od nich wsparcie, właśnie wtedy, kiedy ogłosiła to światu.
          Otrzymała niechęć i ostracyzm. To nie była życzliwość, a skrywana
          niechęć, która tylko czekała na moment, w którym może się uajwnić.
          • dr_ag_o Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 24.06.10, 19:27
            nie chodzi o nic osobistego:
            nie dziwię się ludziom, którzy nie chcą posyłać swoich dzieci do
            szkół, w których uczą lub są wychowawcami geje i lesbijki
            nie dziwię się dyrektorowi, który dba o to, żeby szkoła była przez
            rodziców ceniona, żeby szkoła miała uczniów a nauczyciele pracę
            nie dziwię się nauczycielom, że nie chcą iść na bezrobocie,
          • dr_ag_o Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 24.06.10, 19:47
            > właśnie wtedy, kiedy ogłosiła to światu

            PS: może sobie trąbić na cały świat o swojej orientacji, ale w tym
            jej ból, że cały świat ma to w d...ie, dopóki nie dotyczy to
            wychowania dzieci, co imho świadczy o zdrowym instynkcie
            samozachowawczym
        • bitle0011 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 25.06.10, 17:02
          Chyba jesteś śmieszna
          i nie wiesz jaka była sytuacja dokładnie.
          Jezeli kto od samego początku pyta ją
          przed przyjeciem do pracy, czy jest lesbijką
          bo przeciez wiadomo, co by to ZNACZYŁO DLA DYREKTORA
          to chyba jest to żałosne pytanie, nie prawdaż?
          ŻADNEGO ZWIAZKU NIE MA ORIENTACJA DO PRACY W SZKOLE !!


          co z tego, ze lesbijka bedzie uczyla wasze dzieci ?
          nie znaczy to, ze na nie leci, jestescie smieszni, conajmniej mowiac..
          kazdy ma prawo żyć, kochac,
          a co jezeli związki KOBIETA- MĘŻCZYZNA będą nienormalne ?
          wszystko na świecie jest normalne, a jezeli jestescie na tyle
          nieinteligentni, ze nie potraficie tego tolerowac, to
          swiadczy tylko o waszym konserwatywnym przywiązaniu do edukacji,
          i do braku WIEDZY !
        • 3emo Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 26.06.10, 10:17
          GRATULUJĘ !!!! czytania ze zrozumieniem !!
          dopóki trwało milczenie - wszyscy byli życzliwi ????????????????

          "głupich nie sieją nie orzą"
          bolesne tylko , że są ONi w szkole , po tej drugiej stronie

          (domyślam się Twojej tożsamości)

          Twój tekst , to właśnie wielka manifestacja homofobii i głupoty
          przepełniona jadem i nienawiścią
        • 3emo Re:Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 26.06.10, 11:29
          GRATULUJĘ czytania ze zrozumieniem !!!!!!!!!!! malwino222b

          "wszyscy byli życzliwi dopóki trwało milczenie " ????????????

          no cóż ? "głupich nie sieją nie orzą"
          ale przykre , że są w szkole , po tej drugiej stronie

          Twój tekst malwino222b , to właśnie manifestacja homofobii i głupoty , przepełniona jadem i nienawiścią , ale Ty chyba tego nie rozumiesz !!!

          jak również nie zrozumiałaś, że odkryłaś się tym swoim tekstem ,
          wiemy kim jesteś !!!!!
      • zdanka1 Czy to jest kwestia seksualności? 21.06.10, 15:21
        Kilka lat temu spotkałam cię na Manifie w Łodzi, w "pozorowanej"
        ciązy, a ponieważ mieszkamy w miescie, gdzie wszyscy wszystkich
        znają, lub znają tych, którzy znają innych, wiedziałam, że jesteś z
        dziewczyną. Co wiecej, ja BYŁAM pewna, ZE TY NAPRAWDĘ jestes w
        ciazy I JEST TO WASZE DZIECKO - doswiadczenia po Londynie, gdzie
        takie sprawy są na porzadku dziennym - spotkałam taką parę
        lesbijską z córką z in vitro. Dopiero potem dotarlo do mnie, ze
        strzeliłam podwójną gafę nie majac w ogóle pojęcia, co robię - coś w
        rodzaju obcokrajowaca nie rozumiejącego dlaczego w PRL nie da się
        kupic, ale mozna załatwić.


        I im dłuzej czytam ten tekst, tym silniej odczuwam, ze to wcale nie
        chodzi o orientację - chodzi de facto o odstawanie od stada, inność,
        odmienną formułę zycia, inny pomysł na to zycie, wiernosc sobie i
        chyba bezkompromisowość. Grupy ludzkie oparte na hierarchii
        organicznie nie trawią takich odstawjących jednostek, bo one
        wprowadzaja ferment i tak naprawdę nie jest istotne czy chodzi o
        seksualnosc- w tym HOMOSEKSUALNOSC, poglądy polityczno-ideowe,
        narodowść czy wreszcie chęć reform i zmiany jakiegoś miejsca na
        lepsze, bliższe ideałowi intelektualnemu, formule sympozjonu.
        Wreszcie przestaje w ogóle chodzić o cokolwiek, oprócz pozbycia
        się takiej osoby z danego miejsca, w białych rekawiczakach - tak,
        aby ona sama nie chciała już tam wracać. Mozna wylecieć z czyjegoś
        seminarium, bo jest się "lewakiem" - uniwersytet niczego nie zmienia
        w świadomości, to tylko pozory, mozna zostać pobitym prawie do
        nieprzytomnosci za kolor skóry i akcent przez kolegów, z ktorymi
        poszło sie na wspólny mecz.

        Ten polski problem nie lezy w homofobii, to tylko jedna z odmian,
        lezy w fizycznym wręcz leku przed wszystkim, co inne, przed
        kazdym, kto nie jest homogeniczny, kto odstaje - bardzo szybko
        wiązę się to z łatką wariatki, Żyda, lesby, lewaka, ekooszołoma,
        mohera( ze względu na ageizm) wraz ze wszystkimi konsekwencjami
        wykluczeniowymi. Geopolityka nauczyła Polaków, ze trwają dzięki
        wspolnocie rozumianej jako zbiór zamknięty wzmacniany
        szowinistycznym potencjałem katolicyczmu *( nie religii) i takie są
        własnie efekty.

        Marta Zdanowska






        • afryka75 Re: Czy to jest kwestia seksualności? 21.06.10, 15:34
          Racja.
          Mysle tez, ze polska tolerancja toleruje juz inoosc, ale w postaci
          schowanej, bojacej sie, zalęknionej.
          Poki "wszyscy wiedzieli", ale ona nie "afiszowala sie", to szkola
          jeszcze jakos to znosila. Natomiast Polak nie toleruje mowienia na
          glos o innosci
        • stoniec Re: Czy to jest kwestia seksualności? 21.06.10, 16:21
          Szkola jest miejscem, ktore ma wykonywac okreslone zadania wedlug okreslonych
          regul. Szkola nie jest prywatnym klubem, gdzie kazdy moze przyjsc i 'wyrazac
          swoja odmniennosc'. Szkola jako instytucja ma zatem prawo domagac sie zarowno od
          swoich funkcjonariuszy, jak i uczniow podporzadkowania sie okreslonym normnom.
          Bycie nauczycielem w takiej szkole nie jest w Polsce przymusowe. Jezli ktos
          czuje sie zle w ramach wymagan jakie tam sie stawia, moze sobie znalezc sobie
          inne miejsce. Moze na przyklad zalozyc szkole eksperymentalna dla dzieci
          rodzicow, ktorzy na wlsana odpowiedzialnosc zgodza sie na to, aby dzieci tam
          uczeszczaly. Zaden dyrektor szkoly nie udaje sie na przyklad do darkroomow, zeby
          tam bywalcow uczyc
          twierdzenia Pitagorasa. Niechez wiec nikt nie pakije sie do szkoly, zeby dawac
          wyraz swoim upodobaniom dowolnym. Jak juz chca walczyc o nalozemnie na kazdego
          przymusu wysluchiwania o ich homoseksualnych wakacjach, to niech zmontuja
          partie, pojda do swojego posla, albo zdobeda odpowiednia liczbe miejsc w
          Parlamencie i przeforsuja odpowiednia ustawe
          przewidujaca kare co najmniej piec lat wiezienia za niepodporzadkowanie sie
          nakazowi ogladania homofotek z urlopu. Zas co do autorki uzalajacej sie nad
          przesladowaniami, najwyrazniej przez nia sama prowokowanymi, to moze wrto jej
          przytoczyc powiedzenie autorstwa O. Wilde'a (faceta, ktory rzeczywiscie doznawal
          niesprawiedliwego i okrutnego traktowania przez system jego sklonnosci homo), ze
          mianowicie bycie przesladowanym nie swiadczy jeszcze o slusznosci czyjejs
          sprawy. To samo chcialoby sie zadedykowac ciotkom rewolucji homoseksualnej plci
          obojga (a nawet trojga w porywach).
          • melaine_koina Re: Czy to jest kwestia seksualności? 21.06.10, 17:14
            stoniec napisał:

            > Szkola jest miejscem, ktore ma wykonywac okreslone zadania wedlug okreslonych
            > regul. Szkola nie jest prywatnym klubem, gdzie kazdy moze przyjsc i 'wyrazac
            > swoja odmniennosc'. Szkola jako instytucja ma zatem prawo domagac sie zarowno o
            > d
            > swoich funkcjonariuszy, jak i uczniow podporzadkowania sie okreslonym normnom.


            szkoła to miejsce, w którym młody człowiek ma poznawać świat, jego
            niesamowitość, różnorodność i dziwność. Szkoła ma wpajać otwartość na to
            nieznane i inne, ma uczyć szacunku do siebie i innych, a tego nie zapewnią żadne
            sztywne normy, tylko dialog i żywe obcowanie z otoczeniem. Szkoła dokładnie jest
            tym miejscem, gdzie każdy może (i powinien!) i wyrażać swoją odmienność. Powinna
            nas łączyć życzliwość do każdej odmienności, a nie agresja i sztywne
            posłuszeństwo wobec bezrefleksyjnych norm.
            • stoniec Re: Czy to jest kwestia seksualności? 21.06.10, 17:57
              Rozumiem, ze jak ktos jest odmienny w ten sposob, ze lubi szydzic z rudych i
              grubych, to mu te mu wyrazanie tej odmiennosci powinna szkola zapewnic. Wie Pani
              co, pani melanie,
              problem polega na tym, ze jak pan powie kelnerowi w kanjpie, zeby wyczyscil pani
              buty, to on w najlepszym razie odpowie, ze to jest restauracja i tu sie podaje
              posilki. Tymczasem od jakiegos czasu przyjelo sie, ze szkola to jest omnibus,
              ktory ma zapewnic wszystko, w szczegolnosci to, czego nie chce sie robic innym
              instytucjom: rodzinie, policji,
              sluzbie zdrowia, knajpie wlasnie i czemu tam jeszcze. Nasza bohaterska lesbijka
              tez ma pretensje do szkoly, ze jej tam nie kochaja, ze zdjec nie chca ogladac,
              wrazeniami z wakacji dzielic. Czy ona aby nie pomylila miesjca pracy z gabinetem
              psychoterapeuty? Nikt, nie wazne o jakiej orientacji, nie ma prawa wymagac od
              drugiego, zeby sie towarzysko zadawal z kims innym tylko dlatego, ze dziela ten
              sam pokoj nauczycielski.
              Jak mnie nudza bajdurzenia amatora motocykli, to go nie slucham i w najgorszym
              razie sie przesiade gdzie indziej.
              Ale Motocyklista nie zakabluje mnie natychmiast do supertolerancyjnej gazety z
              tego powodu. Lesbijka natomiast oczywiscie
              poleci sie skarzyc na homofobie, opresje, ostracyzm i inne tego typu
              ideologiczny chlam..., bo ktos sie przesiad, a ktos inny spojrzal tak z ukosa...
              Szkola w dzisiejszych czasach powinna byc szkola minimum: zapewniac nauke,
              wychowanie w duchu poszanowania prawa i tyle. Reszte nicech sobie zalatwiaja
              ludzie w prywatnym zakresie. Jakby szkola nie
              nie wystepowala w roli organizatorki potancowek i biura podrozy od wycieczek, to
              nikt by sie nie czepial uczennic z kim na te imprezki przychodza. Wybralyby
              takie towarzystwo, jakie im pasuje.
              • melaine_koina Re: Czy to jest kwestia seksualności? 21.06.10, 18:41
                stoniec napisał:

                > Rozumiem, ze jak ktos jest odmienny w ten sposob, ze lubi szydzic z rudych i
                > grubych, to mu te mu wyrazanie tej odmiennosci powinna szkola zapewnic.


                bardzo trafną definicję tolerancji i jej braku podał użytkownik piotr7777:
                "Proponuję zapamiętać raz na zawsze podstawową kwestię - tolerancja
                to nie akcpetacja a jej brak połączony z wyrozumiałością. Natomiast
                nietolerancja to brak zarówno akceptacji jak i zrozumienia dla
                odmienności."
                nie na każde zachowanie można zezwalać, ale trzeba być wyrozumiałym,
                przedstawiać różne punkty widzenia i o tym dyskutować.
              • gandalph Re: Czy to jest kwestia seksualności? 23.06.10, 23:37
                Całkowicie zgadzam się, nic dodać, nic ująć!
                Nie mam nic przeciwko "homo-", ale dlatego, że w ogólne mnie nie interesuje to,
                co ludzie, i z kim, robią pod kołdrą. Natomiast zaczyna mnie coraz bardziej
                drażnić obnoszenie się z rzeczywistymi/urojonymi problemami, z jakimi osobnicy
                "homo-" spotykają się w życiu. Żebym był dobrze zrozumiany: nie obchodzi mnie w
                ogóle orientacja seksualna innych ludzi, natomiast uważam, że zgodnie z zasadami
                savoir-vivre o pewnych sprawach w towarzystwie nie mówi się, po prostu nie
                wypada pytać o orientację seksualną, ale też obnoszenie się ze swoim "homo-"
                zakrawa na ekshibicjonizm, dlatego może nie tak bardzo dziwna jest niechęć
                otoczenia.

                PS. Szkoła jako omnibus - piękne określenie! Jakżeż prawdziwe!
                • tlenek_wegla Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 13:05
                  ...obnoszenie sie ze swoim hetero rowniez?
                  • sharn1 Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 18:57
                    A co to jest obnoszenie się z hetero? Posiadanie dzieci (tak jak autorka arta
                    sugeruje)?
                    • tlenek_wegla Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 19:31
                      A co to jest obnoszenie sie homo?
                    • pavle Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 21:45
                      > A co to jest obnoszenie się z hetero?

                      Jesteś żonaty? Nosisz obrączkę? Wyprawiałeś ślub (z zaproszonymi
                      gośćmi) a później wesele? Byłeś gościem na czyimś?

                      To wszystko mierzone tą samą miarą trzebaby nazwać właśnie
                      "obnoszeniem się z heteroseksualizmem". Co jest oczywiście
                      absurdem takim samym, jak wydumane "obnoszenie się z homo".
                      • gandalph Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 22:42
                        pavle napisał:

                        > > A co to jest obnoszenie się z hetero?
                        >
                        > Jesteś żonaty? Nosisz obrączkę? Wyprawiałeś ślub (z zaproszonymi
                        > gośćmi) a później wesele? Byłeś gościem na czyimś?
                        >
                        > To wszystko mierzone tą samą miarą trzebaby nazwać właśnie
                        > "obnoszeniem się z heteroseksualizmem". Co jest oczywiście
                        > absurdem takim samym, jak wydumane "obnoszenie się z homo".

                        Chyba nie zrozumiałe(a)ś istoty problemu.
                  • gandalph Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 22:41
                    tlenek_wegla napisał:

                    > ...obnoszenie sie ze swoim hetero rowniez?

                    Oczywiście!!
                • funkenschlag Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 23:48
                  > (...) Natomiast zaczyna mnie coraz bardziej
                  > drażnić obnoszenie się z rzeczywistymi/urojonymi problemami, z
                  > jakimi osobnicy
                  > "homo-" spotykają się w życiu. Żebym był dobrze zrozumiany: nie
                  > obchodzi mnie w
                  > ogóle orientacja seksualna innych ludzi, natomiast uważam, że
                  > zgodnie z zasadam
                  > i savoir-vivre o pewnych sprawach w towarzystwie nie mówi się, po > prostu nie
                  > wypada pytać o orientację seksualną, ale też obnoszenie się ze
                  > swoim "homo-"(...)

                  OK, w takim razie we wrześniu, jak wszyscy oglądają zdjęcia z wakacji, osoba homoseksualna ma również prawo do podzielenia się swoimi wakacyjnymi wspomnieniami z partnerką/-em. Wg ciebie będzie to "obnoszenie się"?
                  • gandalph Re: Czy to jest kwestia seksualności? 25.06.10, 01:01
                    funkenschlag napisał:

                    > > (...) Natomiast zaczyna mnie coraz bardziej
                    > > drażnić obnoszenie się z rzeczywistymi/urojonymi problemami, z
                    > > jakimi osobnicy
                    > > "homo-" spotykają się w życiu. Żebym był dobrze zrozumiany: nie
                    > > obchodzi mnie w
                    > > ogóle orientacja seksualna innych ludzi, natomiast uważam, że
                    > > zgodnie z zasadam
                    > > i savoir-vivre o pewnych sprawach w towarzystwie nie mówi się, po > p
                    > rostu nie
                    > > wypada pytać o orientację seksualną, ale też obnoszenie się ze
                    > > swoim "homo-"(...)
                    >
                    > OK, w takim razie we wrześniu, jak wszyscy oglądają zdjęcia z wakacji, osoba ho
                    > moseksualna ma również prawo do podzielenia się swoimi wakacyjnymi wspomnieniam
                    > i z partnerką/-em. Wg ciebie będzie to "obnoszenie się"?

                    A czy takie, publiczne, oglądanie zdjęć z wakacji jest w dobrym tonie? Mam
                    wątpliwości! Trzeba umieć oddzielać sprawy prywatne od służbowych!
                  • hermina5 zdjęcia z wakacji 25.06.10, 11:00
                    > OK, w takim razie we wrześniu, jak wszyscy oglądają zdjęcia z
                    wakacji, osoba ho
                    > moseksualna ma również prawo do podzielenia się swoimi wakacyjnymi
                    wspomnieniam
                    > i z partnerką/-em.

                    Tak. Ma. I pytanie brzmi - dlaczego Konarzewska tego nie zrobiła?
                    Reakcja mogłaby ją samą zaskoczyć pozytywnie.

                    Jednak ona wolała wejsc w system nie mówienia, udawania,
                    dostosowywania sie do heteromatrixu, który de facto własnymi rekami
                    budowała, tak dzielnie przeciw niemu walcząc, lokalizując sie na
                    pozycji ofiary, ktora ma w sobie spory potencjał wygody... Dlaczego
                    tych zdjec nie pokazała we wrześniu? Czy ktoś mi moze odpowiedzieć
                    na to pytanie?

                    Wiem, bała się. Ale o paradoksie - tak strasznie sie bojąc
                    postanowiła walczyć o prawa jednostek przeladowanych, wiec jednak
                    nie bała sie aż tak.

                    • afryka75 Re: zdjęcia z wakacji 25.06.10, 11:24
                      hermina5 napisała:

                      > > OK, w takim razie we wrześniu, jak wszyscy oglądają zdjęcia z
                      > wakacji, osoba ho
                      > > moseksualna ma również prawo do podzielenia się swoimi
                      wakacyjnymi
                      > wspomnieniam
                      > > i z partnerką/-em.
                      >
                      > Tak. Ma. I pytanie brzmi - dlaczego Konarzewska tego nie zrobiła?


                      A skad wiesz,z e nie zrobiła????
                      • hermina5 Re: zdjęcia z wakacji 25.06.10, 11:41
                        BO JASNO NAPISAŁA TO NA POCZĄTKU ARTYKULU! Mam zacytować - prosze
                        bardzo, strona 3 :


                        "Na pierwszej po wakacjach radzie pedagogicznej nauczycielki
                        opowiadają sobie, gdzie były, pokazują zdjęcia, opowiadają o
                        dzieciach, umawiają się na piwo, na które przyprowadzają mężów. Ja
                        tak nie mogłam. Nie miałam jak się z nimi zaprzyjaźnić. Byłam obca.
                        A co najgorsze - nieszczera.

                        Dwa lata temu zostałam wychowawczynią klasy. Zaprzyjaźniłam się z
                        uczniami. Podczas zajęć integracyjnych klasa zadawała pytania, ja
                        odpowiadałam. Niektórzy nauczyciele odmawiali i nikt im się nie
                        dziwił, ale ja nie chciałam się odgradzać od klasy. Pytania najpierw
                        były łatwe: dlaczego noszę na głowie kolorowe zawoje? Czy to ma
                        związek z moją wiarą? Czy wierzę w Boga?

                        Potem pojawiły się trudniejsze: Czy ma pani męża? Nie chce pani? A
                        dziecko? Nie? Czy dlatego, że jest pani feministką?

                        Odpowiadałam oględnie. Takie kłamstewka dają poczucie
                        bezpieczeństwa - nabrałam się na to. "


                        Sama przyczyniła sie do budowanai hetromatrixu, z którym walczy.





          • bene_gesserit Re: Czy to jest kwestia seksualności? 22.06.10, 22:16
            Ple ple ple, bez obrazy.

            Ubogi jest ten, komu bycie homoseksualista kojarzy sie jedynie z
            aktem seksualnym. W Polsce bycie homoskeksualista to znaczy bycie
            Innym, a najczesciej Innym-Obcym. Jakbys zreszta czytal tekst,
            ktory tak wylewnie komentujesz, wiedzialbys, czemu homoseksualna
            nauczyciela w polskiej szkole ma problem, chociaz, jak to byles
            laskawy ujac 'nie prowadzi lekcji w darkroomie'.
            • gandalph Re: Czy to jest kwestia seksualności? 23.06.10, 23:49
              bene_gesserit napisała:

              > Ple ple ple, bez obrazy.
              >
              > Ubogi jest ten, komu bycie homoseksualista kojarzy sie jedynie z
              > aktem seksualnym. W Polsce bycie homoskeksualista to znaczy bycie
              > Innym, a najczesciej Innym-Obcym. Jakbys zreszta czytal tekst,
              > ktory tak wylewnie komentujesz, wiedzialbys, czemu homoseksualna
              > nauczyciela w polskiej szkole ma problem, chociaz, jak to byles
              > laskawy ujac 'nie prowadzi lekcji w darkroomie'.
              >
              A nie uważasz przypadkiem, że obnoszenie się z seksualnością (obojętnie, homo
              czy hetero) w ogóle nie należy, hmmm, do dobrego tonu?
              W Polsce nie ma problemu "antyhomo-", antysemityzmu i innych "anty". Polska
              wspólnota plemienna (bo Polacy nie są społeczeństwem, lecz właśnie wspólnotą
              plemienną) nie toleruje żadnej inności, żadnego wystawania ponad/poza szereg,
              (jak w znanej anegdocie o "polskim kotle" w piekle, którego nie trzeba
              pilnować), innego odcienia, w ogóle inności, nieważne na czym miałaby ona polegać.
          • brittany Re: Czy to jest kwestia seksualności? BIGOCI 23.06.10, 20:24
            bigoci - osoby ktore wolaja ze nie mozna przychodzic do szkoly i
            obnosic sie z wlasnymi przekonaniami.Ale KK moze przychodzic do
            szkoly i obnosic sie ze swoimi przekonaniami.
            Polska to nie na wschod od zachodu to zascianek.
            • sharn1 Re: Czy to jest kwestia seksualności? BIGOCI 24.06.10, 19:00
              brittany napisała:

              > bigoci - osoby ktore wolaja ze nie mozna przychodzic do szkoly i
              > obnosic sie z wlasnymi przekonaniami.Ale KK moze przychodzic do
              > szkoly i obnosic sie ze swoimi przekonaniami.
              > Polska to nie na wschod od zachodu to zascianek.


              Może jestem głupi, ale wolę protesty przeciwko religii w szkole (słuszne) niż
              akceptację działań aktywistki homoseksualnej w szkole.
              Tyle, że pewnie jestem zacofany i głupi.

              Zdecydujcie się.
              • tlenek_wegla Re: Czy to jest kwestia seksualności? BIGOCI 24.06.10, 19:32
                Niestety jestes...
          • thecheshirecat Re: Czy to jest kwestia seksualności? 23.06.10, 20:45
            Stoniec, Promyczku Kochany, szkoła publiczna, podlega prawom Rzeczpospolitej
            Polskiej (czyli tego kraju w ktorym mieszkasz). I zobacz, co mowi konstytucja
            (uwaga trudne slowo: taka ustawa zasadnicza, ktorej podlegaja wszystkie inne
            prawa), na ten temat.

            Konstytucja RP. (

            Art. 47.

            Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego
            imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

            (to w praktyce znaczy, ze ta pani, ma prawo do nieszykanowania z powodu tego,
            jak spedza urlop i z kim spedza ten urlop. To tez znaczy, ze jak jest
            nauczycielka i jedzie na urlop z dziewczyna to nic nikomu do tego.)

            Art. 54.

            1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i
            rozpowszechniania informacji.

            (Kazdemu, czyli nauczycielowi rowniez. Jak uwaza, ze jest lesbijka, to, Stoniec
            Promyczku Ty moj, wyobraź sobie, zgodnie z polska konstytucja ma prawo to mowic
            (to to trudne slowo 'rozpowszechnianie' ). Zwroc uwage, ze w konstytucji nie
            jest napisane, ze moze to mowic, pod warunkiem ze nie jest lesbijka).


            Art. 65.

            1. Każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru
            miejsca pracy.
            (A to Stoniec, moj miły, nie oznacza, ze jak jej sie nie podoba coś to moze
            sobie isc gdzie indziej. To znaczy, ze jak jej sie ten zawod podoba, to moze go
            wykonywac. Gdyby nie mogla, to w ustawie zasdaniczej, byloby napisane ze nie
            dotyczy pani Marty, bo jest lesbijka).

            Ale jest tez punkt w konstytucji o tym Stoniec, ze mozesz sobie sam wlasna
            szkole zalozyc, jak nie chcesz do publicznej dzieci posylac.

            A Stoniec, Złociutki, pytanie: czy to, ze ta Pani jest lesbijka to znaczy, ze
            rozbioru zdania nie potrafi przeprowadzic na polskim albo Chlopow omowic? Bo
            mnie nie obchodzi co nauczyciel robi po godzinach, interesuje mnie co dziecko po
            jego lekcjach umie.

            • pal666 Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 08:47
              i tu powstaje pewien problemik, taka kolizyjka interesików mój drogi
              konstytucjonalisto:ponieważ prawa konstytucyjne dotyczą wszystkich, mnie
              również. ja, w myśl artykułu 54 MAM PRAWO do pozyskiwania informacji. Oznacza
              to, że to jak decyduję o tym, czego chcę słuchac a czego nie. Ktoś taki jak ta
              Pani, informując nachalnie w miejscu publicznym wszystkich o swojej
              przypadłości, nie daje mi szansy na skorzystanie z tego prawa.
              • pavle Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 21:53
                > Ktoś taki jak ta
                > Pani, informując nachalnie w miejscu publicznym wszystkich o swojej
                > przypadłości, nie daje mi szansy

                Patrz, to zupełnie jak ksiądz chodzący w sutannie (nigdy
                nie wiadomo, z której strony może nadciągnąć!) albo jak
                Ty który pewnie nosisz, albo będziesz kiedyś nosił...
                najzwyklejszą obrączkę.

                A może ja nie życzę sobie wiedzieć, że masz żonkę? Bo
                uważam że tak tępy facet nie zasługuje na żadną. Bo
                trudno mi żyć z myślą że jakaś niewinna istota dała się
                omamić.
            • stoniec Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 09:22
              Wlasciwie to juz nie chce mi sie wiecej nabijac kasy cwaniako z gazetki
              klikaniem, ale jak widze kogos, kto sie tak strasznie meczy mysleniem, to litosc
              ogarnia.

              Nie moge Gwiadko ty moje 'zobaczyc, co mowi Konstytucja, bo:
              Konstytucja nie potrafi mowic a dzwiekow nie mozna zobaczyc.

              Prosze mi napisac, Obloczku kochany, gdzie autorka skarzy sie, ze nie chroniono
              jej 'zycia prywatnego' (czy to aby nie ona narazala owo zycie wywlekajac je na
              bruk?, 'rodzinnego' (czy ma takie?), czy ktos jej zabranial decydowania o jej
              zyciu osobistym, czy miejsce pracy jest miejscem uprawiania 'zycia osobistego,
              czy miejscem publicznym?

              Kto ta pania szykanowal ' z powodu spedzania urlopu?'. W jaki sposob? Czy przez
              to, ze nie chcial sluchac o cudzie homoseksualnych wakacji. Czy Konstutycja mowi
              cos o obowiazku sluchania wszystkiego, co sobie zapragnie powiedziec
              niewiarygodnie wrecz bohaterska p. Marta.

              'Dobre imie', czy aby p. Marta sama troche go nie szarga?

              Wolnosci pogladow nikt tej heroinie nie odebral, Jowiszku ty moj. Najlepszym
              dowodem, ze pewne pisemko wyborcze poswiecilo z hektar lasu na jej lkania. Z
              wolnosci robiena kupy nie wynika moj ty Ksiezycu, ze mozesz ja robic, gdzie ci
              sie podoba. A jakby p. Marta odkryla w sobie stanistke, to tez
              wolno by jej bylo mowic o tym, zamiast o rozbiorze zadnia zlozonego?

              'Wolnosc wyboru zawodu oraz wyboru miejsca pracy' - no jak wolno, to sproboj
              neptunku pojsc do firymy produkjacej
              czolgi i powiedziec, ze maja cie zatrudnic, bo wprawdzie
              czolg ostatni raz na oczy widziales/as w serialu o czterech pancernych (nie
              liczac psa)ale tak ci sie zachcialo i juz, a tu jest Konstytucja, ktora mowi,
              wiec morda w kubel i zatrudniac mnie natychmiast. Nawiaem mowiac p. Marty nikt
              nie zwalnial, tylko
              proponowano jej przeniesienie sie do mniej
              anty,faszystowskiej,opresyjno,nietolerancyjnej instytucji. Nie chciala?
              Czyzby byla nie tylko lesbijka, ale i masochistka?

              Nic nie wiem o zdolnosciach tej pani do rozbierania, a co do chlopow, to
              pzrypuszczm, ze ma z tym klopoty...

              Ale serio, Ksiezycu ty moj platynowy, to ciesze sie, ze na koniec przyznalas/es
              mi racje, bo tez uwazam, ze, dgyby p. Marta ograniczyla sie do rozbioru (nie
              rozbierania) Chlopow
              i dala sobie spokoj z szerzeniem plomienia rewolucji homoseksualnej na terenie
              szkoly, to nikt by sie na nia nie dasal... No ale ona najwyrazniej lubi jak ja
              przesladuja.

              Dos, dosc nabijania kasy cwaniakom w gazetce!

              • thecheshirecat Re: Czy to jest kwestia seksualności? 25.06.10, 06:52
                @ stoniec
                o Wielki Semantyku, pozwol, ze jedynie sie odniose do Twoich argumentow
                dotyczacych sprawy, a nie semantyki, poniewaz Twoja analiza semantyczna slowa
                ‘mowi’ rozlozyla mnie na lopatki.

                re argument o czolgach. Nie martw sie, nie wyrazam najmniejszej checi pracy przy
                budowie czolgow. Dlatego ze budowanie czegos, co zabija ludzi i niesie
                zniszczenie, jest sprzeczne z moim systemem wartosci. Ale wydaje mi sie, ze zle
                zrozumiales mnie. To ze np Ty chcesz pracowac przy tym to Twoj wybor, a poniewaz
                masz gwarantowana wolnosc wyboru zawodu, to ja nie bede Ci mowic, ze nie masz
                prawo go wykonywac, dlatego ze ja uwazam, ze zabijanie ludzi jest niemoralne.
                Rozumiem, ze przytoczyles/as ten argument dlatego, zeby wykazac, ze wolnosc
                wyboru zawodu jest ograniczona kwalifikacjami. Zgoda pelna, ale o tym to juz
                decyduje bezposrednio pracodawca, a nie Ty, albo jakis ekspert od budowy
                czolgow. Natomiast w odniesieniu do nauczycielki z arytkulu Twoj argument jest
                calkowicie chybiony. Ta pani z wyksztalcenia jest polonistka i pracuje jako
                polonistka. I ma pelne prawo do wykonywania tego zawodu, a fakt ze jest lesbijka
                nijak sie ma do pracy.

                Piszesz, ze jak sie jej nie podoba to moze odejsc. Poniewaz, nie zrozumiales
                poprzedniego argumentu wyraze to przez paralele. To tak jakbys osobie, ktora nie
                je pewnych dań (bo jest np. wegetarianine, jainem, żydem czy muzułmaninem) i
                mowi glosno o tym, ze nie zje schabowego bo to jest wbrew niej, powiedział, że
                jak sie jej kuchnia polska nie podoba to może wyjechac za granice. Otoz Polska
                to jest panstwo wszystkich obywateli, a szkola jest publiczna, czyli rowniez dla
                wszystkich obywateli.

                Wydaje mi sie, ze nie zrozumiales mnie. Tej Pani narazila sie na ostracyzm,
                poniewaz nie chciala ukrywac tego kim jest i chciala powiedziec prawde. Mowienie
                prawdy to nie to samo co ‘wywlekanie na bruk’.

                A nawiesem mowiac, pani Marty nikt nie zwalnial, i powiem Ci, ze mam dziwne
                przeczucie, ze nie zwolni, bo bedzie sie bac o pozwu o bezprawne zwolnienie. Za
                to z tego, co ta Pani pisze wynika, ze zamierzaja przez presje psychiczna
                doprowadzic do tego, zeby sama odeszla.

                I to dochodzimy do meritum: bo pani Marta jest szykanowana dlatego ze wystapila
                przeciwko grupie. I stoniec, Gwiazdo Najjasniejsza, powiedz mi, zdazylo Ci sie
                kiedys samotnie przeciwstawic samotnie silnej grupie, albo przelozonemu od
                ktorego zalezy Twoja praca? Jak grupa kopala slabszego kolege, a Ty widziales te
                sytuacje i byles sam jeden to miales odwage sie przeciwstawic? Wydaje mi sie, ze
                nigdy nie byles w sytacji, w ktorej musiales sie przeciwstawic grupie w imie
                wartosci i dlatego nie rozumiesz w jakiej sytuacji jest Pani Marta i mozesz jej
                radzic, zeby sobie prace zmienila. Ale najwyrazniej ta pani nie jest konformistka.

                No a z tym rozbieraniem chlopow to mnie juz rozwaliles (tak na margnesie, to
                skoro nie czytales, to podpowiem, ze chlopi sie w tej ksiazce nie rozbieraja.
                Jagna sie rozbiera). Chwyciles przynete i nie przepusciles okazji, zeby sobie
                pokpic. I masz racje, kiedy piszesz, ze nie musisz sluchac o czyjes orientacji.
                Kpina to nie to samo co zart. Bo to tak – wracajac do Twoich czolgow- jakbys Ty
                pracowal jako eskpert od budowy czolgow, a za kazdym razem, gdy mowisz komus o
                tym zawodzie, slyszal od rozmowcy: Tak? A co sobie kompensujesz ta budowa
                dlugich luf? (Strasznie smieszne, nie? Zart na tym samym poziomie, co Twoja kpina).
                • stoniec Re: Czy to jest kwestia seksualności? 27.06.10, 10:04
                  Kot z Ch. powinien miec wiecej zrozumienia dla pewnego typu poczucia humoru.
                  Chyba, ze i usmiech mu zniknal. A moze, wrecz przecienie, wlasnie dlatego lezy
                  na lopatkach, ze tarza sie ze smiechu? Wtedy mielibysmy z Kotem Ch. cos wspolneg
                  - ja tez sie tarzam ze smiechu odnotowujac kolejne rekordy liczby klikniec na
                  tym forum. Jakze mocno bijace musi byc zrodlo tej paranoi!
          • krzyjez Re: Czy to jest kwestia seksualności? 24.06.10, 11:27
            Najbardziej spodobało mi się "Szkola jako instytucja ma zatem prawo domagac sie
            zarowno od swoich funkcjonariuszy, jak i uczniow podporzadkowania sie okreslonym
            normnom." Ciekawe podejście do szkoły, rozumiem, że dyrektor w tym systemie to
            oficer polityczny :)
      • bdr529 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 20:19
        Muszę przyznać, że i ja jestem głęboko rozczarowany wyżej opisaną sytuacją.

        Już sam fakt, iż osoba "inna" pod względem orientacji seksualnej w kraju mieniącym się, wzgl. aspirującym do miana nowoczesnego w dalszym ciągu czuje się zmuszona do publicznego obnażenia swoich intymnych spraw, bo widzi w tym jedyne wyjście z matni, to znak, że coś tu nie gra.

        Wyjątkowy niesmak budzi okoliczność, iż dzieje się to w szkole. W miejscu eo ipso przewidzianym do kształcenia w duchu otwartości, tolerancji i zdrowego krytycyzmu.

        Proszę się nie śmiać - nie jestem romantycznym marzycielem, tylko obserwatorem codzienności szkolnej moich dzieci. Niestety, nie jest to szkoła polska, tylko niemiecka. Konkretnie w Berlinie, Friedrichshain.
        Nikogo tu nie interesuje, czy nauczyciel jest homo, czy hetero. Gdyby ktoś z grona pedag. na to zwrócił uwagę i próbował wydawać sądy, nikt by z nim nie chciał rozmawiać. Nie mam co do tego wątpliwości, bo utrzymuję kontakt ze środ. szkolnym.
        Być może wynika to z tego, że w tak rozmaitym społeczeństwie nie ma innego wyjścia, jeśli myśli się o pokojowej koegzystencji jego członków.
        Oczywiście, są problemy z tolerancją, ale ludzie - burmistrz tego miasta jest gejem, podobnie minister spraw zagr. Problemy związane z orientacją seksualną są omawiane, ale na zupełnie innym poziomie i w zupełnie innym duchu. To jest dla mnie kultura stosowana na co dzień.

        Na koniec:
        Szanowany przeze mnie proboszcz parafii św. Maurycego chodzi po kolędzie także do homoseksualistów, święci ich mieszkania i wypisuje C+M+B.... na drzwiach. To samo dotyczy wizyt u ludzi po rozwodach (dla katolików maści Rydzyka to zapewne Sodoma i Gomora. Dla mnie to otwartość na człowieka i jego problemy a często bardzo pogmatwane ścieżki życia, których osąd należy wyłącznie do Boga)
        Msze niedzielne są pełne. Więc co? Można? Można!

        Życzę Pani Konarzewskiej siły i wytrwałości.
        • aaannemarie Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 21:40
          Świetne, nie śmiałam już tu przytaczać Francji czy Holandii gdzie też nie ma
          dyskusji tego rodzaju, czyli bezinteresownego czepiania się. No w sumie nigdzie
          go nie ma. Moi znajomi w Alicante mają przyjaciół gejów, nie gejów, kogo to
          obchodzi? Część ludzi ma tak, część inaczej.
    • gapciogirl Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 09:41
      Uczyła mnie Pani tylko przez jeden semestr (rok 2007). Zawsze
      imponowała mi Pani swoim upartym dążeniem do celu. Tym, że nie bała się
      Pani swojej kolorowej natury i co najważniejsze swojego zdania. Podoba
      mi się to, że umie Pani rozmawiać z młodzieżą. Trzymam za Panią kciuki.
      Ma Pani moje wsparcie.
      Katarzyna Surowik
      • fraulein Trzymaj się Marta! 21.06.10, 09:57
        Jesteś dzielna! Przekazujesz młodzieży wspaniałe wartości :)
        Tylko prawda się liczy! Trzymam za Ciebie kciuki, za Twoja dalszą pracę
        pedagogiczną, doktorat i książkę.
        Anna Nowakowska
        koleżanka z Gender Studies
        • sharn1 Re: Trzymaj się Marta! 24.06.10, 19:16

          Bez urazy, ale jaka to wspaniała wartość być homo? Przecież to norma prawda?

          Tak więc przekazywanie dzieciom że jest się homo to chyba raczej przekazywanie
          dzieciom że słońce świeci.
          Genialny pedagog.
          • tlenek_wegla Re: Trzymaj się Marta! 24.06.10, 19:32
            Dokladnie taka sama wartosc, jak przekazywanie , ze jest sie hetero...
    • ggrdl Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 09:48
      Ta pani mówi o zaszczuciu, ostracyzmie, jakiego ostatnio doznała. A to jest
      zwykła nieprawda.
      Dowód: Marta Konarzewska od wielu lat aktywnie działa w środowiskach
      lesbijskich. Pod swoim nazwiskiem. Nic więc ostatnio się nie wydało, jeżeli ktoś
      chciałby ją prześladować za jej orientację, to zrobiłby to już wiele lat temu.
      Do "wyguglania" są jej artykuły np. z 2005r.

      Jedno pani Marta osiągnęła takim artykułem: NIETYKALNOŚĆ. Teraz już żadna
      dyrekcja nie odważy się jej zwolnić - bo to na pewno byłby przejaw straszliwej
      homofobii.


      Brakiem rzetelności dziennikarskiej jest nieprzedstawienie wypowiedzi innych
      osób ze szkoły, w tym wicedyrektorki. Może to trochę inaczej wygląda - może jej
      niechęć tak naprawdę oznacza OBAWĘ, ale nie przed fizyczną agresją, a przed
      późniejszymi pomówieniami co do przebiegu rozmowy?


      • helisasg Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 10:09
        Nie bardzo rozumiem, myślisz, że jeśli ktoś jawnie występuje tu i tam,
        to znaczy, że się nie spotyka z prześladowaniem?

        A powiedz mi, ile osób jest u ciebie w pracy? A ile gejów i lesbijek,
        są jacyś ujawnieni? A jeśli nie, to dlaczego?
        • ggrdl Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 13:40
          U mnie w pracy są ujawnieni geje, zapewne nie wszyscy, bo nikt nikogo o to nie
          pyta. Jeden nawet spotkał się niedawno z chamskim zachowaniem, na co
          zareagowałem b. stanowczo. No more details.

          W przypadku p. Marty zwróciłem uwagę, że między coming outem, a ostracyzmem
          minęło wiele lat, więc ów ostracyzm nie może być spowodowany li tylko wiedzą o
          jej orientacji. Tyle mówi zwykła logika.

          Aha, Marta Konarzewska zrobiła znacznie więcej niż coming out. Jest aktywistką
          homoseksualną. Nie sądzę, aby którakolwiek z jej koleżanek z pracy tak aktywnie
          zajmowała się swoją heteroseksualnością.
          To nie jest biedne, zaszczute dziewczątko, o którym coś się wydało i teraz ono
          cierpi. To osoba wypisująca hasła w stylu "myślę więc LEStem". To osoba (polecam
          jej artykuł), która twierdzi, że jeżeli ktoś odwraca wzrok na widok dwóch
          całujących się facetów, to jest homofobem. Miarą czyjejś (...)fobii nie jest czy
          odwraca wzrok od widoku całujących się mężczyzn, a może namiętnie obłapiających
          starców hetero, lub osoby otyłej w stroju kąpielowym. Albo zgoła 100%
          "poprawnej" heteroseksualnie pary w "poprawnym" wieku i o "poprawnym" wyglądzie
          ...uprawiających seks. A to takie ludzkie...
          Heterofobia?



          • misself Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 14:02
            ggrdl napisał:
            > W przypadku p. Marty zwróciłem uwagę, że między coming outem, a ostracyzmem
            > minęło wiele lat, więc ów ostracyzm nie może być spowodowany li tylko wiedzą o
            > jej orientacji. Tyle mówi zwykła logika.

            Nie jest spowodowany. Wszystko było OK dopóty, dopóki ze swoją orientacją
            ograniczała się do szkoły. Kiedy powiedziała głośno, to... "TAKIE RZECZY" są
            niezgodne ze statutem szkoły.
          • javariada Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 22.06.10, 15:27
            > Aha, Marta Konarzewska zrobiła znacznie więcej niż coming out.
            Jest aktywistką
            > homoseksualną. Nie sądzę, aby którakolwiek z jej koleżanek z pracy
            tak aktywnie
            > zajmowała się swoją heteroseksualnością.

            Co za glupota. Heteroseksualisci NIE MUSZA aktywnie walczyc o
            zrozumienie. To tak jakby powiedziec ze mniejszosc litewska glupio
            robi dba w Polsce o swoje interesy, skoro Polacy sie ze swoimi tu
            nie afiszuja. Kompletny brak logiki!
            • ggrdl Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 22.06.10, 16:12
              Nie głupota, a prowokacja. Głupotą jest tego nie dostrzegać. :-)))

              A co do problemów osób heteroseksualnych - skąd przypuszczenie, że ich nie ma?
              Że np. samotni ojcowie nie muszą walczyć o zrozumienie?
              Chodzi o to, że szkoła nie jest dobrym miejscem do takiej walki.
              Nikt nie odmawia Marcie Konarzewskiej prawa udziału w manifach, pisywania do
              homo-gazet, czy uprawiania seksu z kobietą.
              • javariada Nauczycielka mojego dziecka 22.06.10, 18:35
                Prowokacje pisemne wymagaja pewnej sprawnosci piora - nie zawsze to
                odbiorca nie rozumie, czasem nadawca nie odda ;))

                Samotni ojcowie to tez w tym kraju problem - i tez, zauwaz,
                mniejszosc! Schizofrenicy - kolejna mniejszosc, fatalnie i
                odwiecznie napietnowana, niezrozumiana. Samotne matki, takze
                napietnowane (to sie chyba najszybciej jednak oswaja). Ludzie
                skrajnie ubodzy, a szczegolnie ich dzieci w szkolach... Moglabym
                wymieniac. Rozumiem ze schizofrenik nie bedzie pracowal w szkole
                raczej, ale dziecko samotnej matki czy ojca do szkoly pojsc musi - i
                predzej czy pozniej sie wyda, ze rodzina jakas, za przeproszeniem
                nie taka.
                Chodzi o to, ze musimy zyc wszyscy razem jakos. Mnie naprawde nie
                interesuje z kim sypia wychowawczyni mojego dziecka. Natomiast jesli
                ja lubie i chce sie zaprzyjaznic, to chetnie sie dowiem o jej
                rodzinie, najblizszych. I wcale mnie to nie zaboli, ani nie wykrzywi
                moralnie mojego dziecka jesli wychowawczyni powie "w weekend bylam z
                moja dziewczyna w kinie". No bo w gruncie rzeczy coz to za sensacja!
                Naprawde zadna.
                • javariada PS. Przepraszam 22.06.10, 18:37
                  Nadawca oddal - odbiorca gapa :)))
                • ggrdl Re: Nauczycielka mojego dziecka 23.06.10, 10:55
                  Z całym szacunkiem, ale w miastach samotne matki nie są przedmiotem żadnych
                  ataków. Na wsiach - tu mam ograniczone doświadczenie - też dużo się zmieniło. To
                  są obserwacje nie z tej epoki.

                  A co do nauczycielki - oczywiście ma prawo sypiać z kim chce. Niekoniecznie
                  powinna robić z tego dyżurny temat w szkole - nieprawdaż?

                  Co do robienia sensacji - przyznając PO RAZ PIERWSZY (to nie jest przypadek p.
                  Konarzewskiej), że ma partnerkę wzbudzi zainteresowanie. To nie jest przejaw
                  braku tolerancji, to jest normalna reakcja normalnego człowieka. Gdyby
                  powiedziała, że np. była z siostrą i jej chłopakiem Bradem Pittem - to również
                  wzbudziło by to zainteresowanie. Jeżeli powie, "nie dziękuję, odkąd mi
                  przeszczepiono nerkę nie jadam paluszków" - to także wzbudzi zainteresowanie. BO
                  TO NIECODZIENNE.
                  Wszystko co niecodzienne dziwi. Homoseksualizm jest niecodzienny, tak jak czarny
                  kolor skóry w Polsce, czy brak nogi.
                  • polska_baba Niecodzienne, bo ukrywane 23.06.10, 19:09
                    ggrdl napisał:

                    > BO TO NIECODZIENNE.
                    > Wszystko co niecodzienne dziwi. Homoseksualizm jest niecodzienny, tak jak czarny
                    > kolor skóry w Polsce, czy brak nogi.

                    Czarny kolor skóry czy brak nogi dziwi już wyłącznie na zapadłej wiosze. Właśnie o to chodzi, żeby homoseksualizm nie dziwił, nie był jakąś niezdrową sensacją. Szkoła powinna uczyć także tego - tego że nie ma nic dziwnego w czarnym kolorze skóry, braku nogi czy homoseksualizmie.
                    • zdanka1 Re: Niecodzienne, bo ukrywane 23.06.10, 21:45
                      >Szkoła powinna uczyć także tego - tego że nie ma nic dziwnego w
                      czarnym kolor
                      > ze skóry, braku nogi czy homoseksualizmie.


                      Szkoła powinna przede wszystkim nauczyć rozmawiać o czarnym kolorze
                      skóry, braku nogi czy homoseksualizmie. Powinna nauczyć komunikacji
                      międzykulturowej, mądrej integracji i tolerancji dla tożsamości
                      nienormatywnych - wtedy mielibyśmy o wiele mniej łez w poduszkę
                      lanych. Generalnie chodzi o niezwykle prosta rzecz - powinnismy
                      się nauczyć ze sobą rozmawiać przy respektowaniu najprostszych zasad
                      empatii ( hmmm, przydałby się nam jako narodowi jakiś ogólnonarodowy
                      kurs empatii dla początkujących)- gdzie młody czlowiek powinien się
                      tego uczyc, jak nie w szkole, od najmłodszych lat?
                      • bimbalimba Re: Niecodzienne, bo ukrywane 23.06.10, 22:03
                        tak, pieke madre slowa, pokaz mi taka szkole publiczna ...gdziekolwiek, ale nie
                        na zasadzie -bo w szwecji itd, tylko pokaz mi system szkolny , ktory nie ma
                        swoich liberalnych krytykow...

                        i czy nie widzisz zreszta czegos dziwnego w tym tekscie-manifescie?


                        -jedna sprawiedliwa w gromsdzie oprawcow /czy na te szkole byly wczesniej skargi
                        rodzicow czy uczniow?/

                        - tytul sugerujacy odwazny ,ale tez wymuszony zewnetrzna sytuacja, coming out, w
                        sytuacji gdy /nawet w tekscie to stoi/ jej orientacja byla od prawie samego
                        poczatku tajemnica poliszynela.

                        - pod pozorem akceptacji homoseksualizmu jest to mom zdaniem tekst sugerujacy
                        zly stan publicznego szkolnictwa- tylko,ze nie ma tu wyraznego komunikatu, dlaczego?


                        zawod nauczycielski jest sfeminizowany wiec jakos agorze nie w smak zakrzyknac
                        POLSKA NAUCZYCIELKO JESTES ZACOFANA I NIE POTRAFISZ ODPOWIEDZIEC NA WEZWANIA
                        WSPOLCZESNEGO SWIATA

                        ja sie z tym komunikatem nie zgadzam i mysle,ze cala ta akcja bardzo przypomina
                        stalonowskie 'reformy' po 1949 /historia mlodej komunistycznej nauczycelki
                        zameczonej przez bęc-walskich/





                        • zdanka1 Re: Niecodzienne, bo ukrywane 23.06.10, 22:30
                          >tak, pieke madre slowa, pokaz mi taka szkole publiczna ...

                          Fakt, że nie istnieją w przyrodzie same ucielesnienia ideału, nie
                          oznacza automatycznie, ż e powinno się do tego ideału przestać
                          dążyć. Kiedyś nie istniały klasy integracyjne, a dzieciaki na
                          wózkach uczyły się wyłacznie indywidualnie w warunkach domowych. Czy
                          stworzenie klas integracyjnych coś zmieniło? Owszem - dzieciaki
                          niepełnosprawne zaczęły rozmawiać z pełnosprawnymi i na odwrót -
                          zetknely sie ze sobą dwa światy, okazało sie, że moga koegzystować i
                          nie reagować na siebie agresją lub frustracją kilkanaście lat
                          później.

                          >i czy nie widzisz zreszta czegos dziwnego w tym tekscie-manifescie?

                          Przede wszystkim nie widze jednego - REAKCJI dyrekcji w postaci
                          publicznego wypowiedzenia się wreszcie na lamach Gazety. Są tylko
                          ciągłe uniki, brak komentarzy, brak reakcji. Tak samo w poprzedniej
                          sprawie zachowało się kuratorium - choć to jeszcze mozna byłoby od
                          biedy uzasadnić. I szczerze mówiąc , przeszkadza mi to, bo buduje
                          jednostronny obraz sytuacji. Problem jednak nie tkwi w tekscie
                          Konarzewskiej, a w zachowaniu dyrekcji, która niczego nie chce
                          skomentować, a tym samym knebluje się własnoręcznie.
                          • bimbalimba Re: Niecodzienne, bo ukrywane 23.06.10, 22:51
                            nie pamietam,zeby tworzenie klas integracyjnych wiazalo sie z oporem nauzycieli
                            w jakiejkolwiek szkole w polsce ... moze znasz taka sprawe?

                            nauczycielki, ktore poswicily posady za wspieranie klas integracyjnych?

                            a na miejscu dyrekcji i kadry tez bym tego nie komentowal- bo jak komentowac
                            tekst w duchu 'j'acusse'? zawsze to wypadnie blado przy lamencie skrzywdzonej,
                            czystej, szlachetnej istoty...



                            • iluminacja256 Re: Niecodzienne, bo ukrywane 24.06.10, 11:26
                              nie pamietam,zeby tworzenie klas integracyjnych wiazalo sie z oporem
                              nauzycieli
                              > w jakiejkolwiek szkole w polsce

                              Wiazało sie z gigantycznym oporem materii w KAZDYM dosłownie
                              przypadku - od przystosowywania szkoły architektonicznie, oprzez
                              opory kuratoriów, opory wielu nauczycieli , którzy "nie są
                              specjalistami i sobie nie poradzą z takim dzieckiem", na oporach
                              rodziców kończąc - bo dlaczego mój dzieciak ma chodizc do jednej
                              klasy z dzieckiem z porazeniem mózgowym, które musi obcierać slinę z
                              kacików ust co pewien czas. Tylko ktoś kto nie zetknał sie ze
                              sprawami intwegracji niepełnosprawnych moze twierdzić , ze klasy te
                              powstawały łatwo, szybko i bez ostracyzmu społecznego.
                              • bimbalimba Re: Niecodzienne, bo ukrywane 24.06.10, 11:51
                                skoro tak bylo to prosze daj mi przyklad ostracyzmu, ktory spotykal nauczycieli
                                zakladajacych klasy integracyjne /reportaze, relacje, artykuly/
                              • ggrdl Re: Niecodzienne, bo ukrywane 24.06.10, 13:18
                                Bredzisz okrutnie!

                                W każdym przypadku klasy te są OBLEGANE. Dotyczy to zarówno przedszkoli, jak i
                                szkół. Wiem, bo pomimo starań nie udało mi się posłać dzieci do takich klas. Nie
                                wiem skąd pochodzą twoje obserwacje, ale wydaje mi się że to rzeczywistość
                                wirtualna.

                                Dopasowanie architektoniczne to zupełnie inna bajka, wiąże się np. w wydaniem
                                500 tys. PLN na windę. Problem jest z pewnym powodzeniem rozwiązywany przez
                                odpowiednie ułożenie planu (integracyjni mają lekcje głównie na parterze), lub
                                zwykłą asystę/pomoc. Taka pomoc też integruje - i dobrze, bo wszędzie nie będzie
                                wind, np. w lesie.
                            • zdanka1 Re: Niecodzienne, bo ukrywane 24.06.10, 11:37
                              > na miejscu dyrekcji i kadry tez bym tego nie komentowal- bo jak
                              >komentowac

                              Dyrekcja jest własnie od tego, aby to skomentować bo odpowiada za
                              te szkołę i jej pijar. Jesli nie wie jak, to ma problem, bo za
                              chwilę zostanie wybudowany IX obraz najbardziej opresyjnej szkoły w
                              Łodzi ( nikogo już nie będzie obchodziło, czy fałszywy czy
                              przejaskrawiony) i dyrekcja będzie mogła sobie pogratulować, gdyż
                              stanie się to na skutek upartego braku komentarzy w kazdej ze spraw,
                              w której bierze udział wspomniana polonistka.

                              • bimbalimba Re: Niecodzienne, bo ukrywane 24.06.10, 12:08
                                ale zdanko1, powiedz mi jak mozna odpowiedziec na zarzutu Marty Konarzewskiej?

                                Przeciez jej jedyny merytoryczny zarzut to koniecznosc pisemnej komunikacji z
                                dyrektorka ... ktora to zaistniala z dyrektorki subiektywnych odczuc / w ramach
                                prawa pracowniczego /.

                                Co ona moze napisac- czulam sie zdradzona przez czlonkinie wlasnej kadry, nie
                                potrafie sprostac polemicznemu temperamentowi nauczycielki,
                                sama sobie sprawilam klopot przyjmujac te klopotliwa uczennice do szkoly /ta
                                anorektyczna dziewczyna ze zdjec wczesniej wyrzucana byla z kolejnych/ ???

                                mysle,ze duza role gra tu sama nagonka wyorczej- od pierwszego artykulu /o
                                anorektycznych dziewczynach przez rezygnacje klasy z lekcji religii/ szkole
                                przedstawiono jako pole ideologicznej walki gdzie kadra stoi na pozycja
                                niewlasciwych
                                • zdanka1 Re: Niecodzienne, bo ukrywane 24.06.10, 13:47
                                  Nie jestem dyrektorką tej szkoły, gdybym była niewątpliwie
                                  zareagowałbym, bo to stanowisko jest od tego jak płuca do
                                  oddychania. Jesli ktoś nie wie jak ma odpowiedzieć na zarzuty, które
                                  dotyczą szkoły i kadry, którą zarządza, to osoba taka nie powinna
                                  być dyrektorem tej placówki.

                                  Natomiast merytorycznie zarzuty sięgają jeszcze sprawy z dwójką
                                  dziewczyn na wystylizowanych zdjeciach. I o ile sledzę tę sytuację,
                                  debaty na ten temat itp - M. Konarzewska poniekąd dowiedziała sie o
                                  tym z trzeciej ręki i staneła w ich obronie. Dyrekcja już wtedy
                                  nabrała wody w usta i nie chciała się wypowiadać. Bład zresztą
                                  został, w mojej opinii, popełniony przez obie strony, bo sprawa
                                  trafiła na łamy Wyborczej, a nei trafiła do kuratorium, choć taka
                                  powinna być naturalna droga - inaczej nigdy nie będziemy panstwem ze
                                  sprawnym aparatem urzędniczym, wszystko bedą załatwiać media i
                                  wszyastko będzie załatwiane pozornie, we flaszu aparatu.

                                  Dlatego tez nie dziwi mnie fakt, że na zorganizowana pózniej debatę
                                  nie przyszedł nikt z kuratorium - w zasadzie spodziewanie się, ze
                                  kuratorium przyjdzie polemizować z artykułem Wyborczej, jesli nie
                                  miało wczesniej zgłoszonej sprawy z łodzkiej szkoły bezposrednio, to
                                  jakby spodziewać się deszczu na pustyni, zwlaszcza jesli debatę
                                  organizuje KPH.

                                  Niemniej jednak dzienikarze umozliwiali juz dwa razy dyrekcji
                                  mozliwosć wypowiedzi, a dyrekcja nie przyjmuje tej mozliwośći.
                                  Zatem jesli nie media to zorganizowanie debaty na gruncie
                                  neutralnym, z udziałem osób z kuratorium i kadry wychowawczej.

                                  Bo, fakt pozostaje faktem, najbardziej na tym wszystkim cierpi
                                  reputacji skądinąd calkiem dobrego liceum, które wkrótce wszyscy
                                  bedą kojarzyć jedynie jako " homoopresywne zagłębie mobbingowe".

                                  Ale o tym trzeba rozmawiać, a nie chować głowę w piasek.
                                  • bimbalimba Re: Niecodzienne, bo ukrywane 24.06.10, 15:06
                                    zdanko1- mam nadzieje ze wysluchalas audycji tokfm ichyba mozemy sie zgodzic- w
                                    calej tej akcji nie chodzi o lesbijstwo Konarzewskiej czy nawet konkretne liceum
                                    lodzkie- idzie o to ,ze w szkolach polskich panuje postgiertychska dulszczyzna i
                                    teraz wyborcza sie bedzie zastanawiac jak te sytuacje zminic ... jak widzisz tam
                                    nawet nie pojawia sie postac glownego szwarccharakteru- wicedyrektorki ... no i
                                    zabawna sytuacja w studio- redaktor pacewicz sam zadowolony z siebie uzywa
                                    jezyka wykluczenia- 'zabita deskami wiocha' , 'ci chlopi' vs 'wielkomiejska
                                    mlodziez z dobrych liceow' ... /chyba go troche zaskoczyl ten wtret spoza
                                    scenariusza,ze na korytarzach wielkomiejska mlodziez z dorych liceow wyzywa sie
                                    o pedalow, no ale z tych warszwskich najlepszych to na pewno nie./

                                    zreszta, powiem ci sczerze- ten artykul i nagonka na 7 osob, ktore osmielily sie
                                    protestowac przeciwko budowie wiezowca libeskinda /w ramach obowiazujacego w
                                    polsce orawa i niechlujstwa inwestora/ przelewaja kielich ... zegnam sie po chya
                                    10 latach z portalem agory, o to nie jest miejsce dla mnie ...
                          • bimbalimba Re: Niecodzienne, bo ukrywane 23.06.10, 23:07
                            zreszta zobacz jakie sa reakcje na ten artykul i jakie opinie padaja pod adresem
                            nauczycieli i dyrekcji, mysle,ze cokolwiek by napisali uznane by bylo za
                            tchorzliwe mataczenie- LUD ZADA SAMOKRYTYKI I CANOSSY

                            typowa manipulacja wyborczej ...
                      • ggrdl Szkoła przede wszystkim powinna uczyć 24.06.10, 10:14
                        zdanka1 napisała:
                        >
                        > Szkoła powinna przede wszystkim nauczyć rozmawiać o czarnym kolorze
                        > skóry, braku nogi czy homoseksualizmie.

                        Nie, szkoła PRZEDE WSZYSTKIM POWINNA UCZYĆ.
                        Zapewne kolory skóry, brak nogi i homoseksualizm mogą być poruszone na jakiejś
                        lekcji, w ramach programu nauczania.

                        • iluminacja256 Re: Szkoła przede wszystkim powinna uczyć 24.06.10, 11:21
                          A ktoś twierdzi, ze nie powinna? Przecież do tego została
                          stworzona/ To chyba na tyle oczywiste, ze nie trzeba o tym pisac -
                          skoro ty uwazasz, ze trzeba, nie wydaje ci się to wcale oczywiste i
                          to już dość dziwne.
                          • ggrdl A umiesz czytać? 24.06.10, 13:19
                            Jeżeli umiesz to przeczytaj post, na który odpowiadam. Tam padają słowa "przede
                            wszystkim".
                            • zdanka1 Re: A umiesz czytać w kontekście? 24.06.10, 14:20
                              Słowa "przede wszystkim" padają tam w odpowiedzi na słowa
                              poprzedniego postu, w ktorym mówi się, ze brak nogi czy odminny
                              kolor skóry nie powinien nikogo dziwić w szkole.

                              I dlatego szkoła PRZEDE WSZYSTKIM powinna uczyć o tym rozmawiać,
                              aby to nie dziwiło. To chyba logiczne dla wszystkich potrafiących
                              mysleć? Równie logiczne jak to, że szkoła została wybudowana po to,
                              aby uczyć matematyki i polskiego i nie trzeba wybitnie podkreslać
                              tego na kazdym kroku, bo ktoś nagle zapomniał, po co chodził do
                              szkoły.





                • pal666 Re: Nauczycielka mojego dziecka 24.06.10, 08:58
                  Sęk w tym, że ta Pani nie poprzestaje na mówieniu "byłam w kinie z moją
                  dziewczyną", ta Pani jest żarliwą aktywistką ruchu homoseksualnego i usiłuje
                  szerzyć te idee w szkole publicznej, finansowanej z podatków obywateli. Nie
                  zapominajmy o tym. Proponuję tej Pani przenieść się do szkoły niepublicznej,
                  która nie (oraz rodzice finansujący naukę swoich dzieci) nie będzie miała nic
                  przeciwwko jej poglądom.
                  Niedopuszczalne jest, aby ta Pani organizowała prawem kaduka, nie pytając nikogo
                  o zgodę, manify w szkole.
                  Jako podatnik oczekuję, że dyrekja LO wyciągnie odpowiednie i radykalne wnioski
                  w stosunku do tej pani.
                  • zdanka1 Re: Nauczycielka mojego dziecka 24.06.10, 11:41
                    Niedopuszczalne jest, aby ta Pani organizowała prawem kaduka, nie
                    pytając nikog
                    > o
                    > o zgodę, manify w szkole.

                    A organizuje?
                    • pal666 Re: Nauczycielka mojego dziecka 24.06.10, 12:08
                      przeczytaj artykuł i sama osdpowiedz na to pytanie. Weź wszakże pod uwagę, że
                      zorganizowanie jakiejkolwiek demnostracji czy manifestacji na ulicy wymaga zgody
                      władz.
                      • zdanka1 Re: Nauczycielka mojego dziecka 24.06.10, 14:03
                        Przeczytałam. I nadal nie wiedzę ani slowa na temat zorganizowania
                        Manify w IX LO przez tę osobę. Moze wkażesz mi ten cytat?


                        Weź wszakże pod uwagę, że
                        > zorganizowanie jakiejkolwiek demnostracji czy manifestacji na
                        ulicy wymaga zgody władz.


                        Owszem i kazda łódzka Manifa je dostaje zanim się odbędzie, zatem w
                        czym tkwi problem, bo nie bardzo rozumiem?


                        • bimbalimba ocen sama 24.06.10, 14:27
                          www.tok.fm/TOKFM/0,88792.html
                          www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,8057590,_Zakazana_milosc____coming_out_nauczycielki.html
                        • pal666 Re: Nauczycielka mojego dziecka 24.06.10, 17:07
                          problem tkwi w istocie działań tej Pani: ona szerzy propagandę pederastyczno -
                          lesbijską w publicznej szkole, bez żadnego zezwolenia. Ci dewianci, którzy
                          organizują manifę, muszą takie zezwolenie mieć.
                          Cwana bestia !!!!!

                          --------
                          Precz z homoterrorem !
      • afryka75 Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 10:44
        We wczorajszym arykule ona wprost mówi, że "nagonka", ale w
        łagodniejszej, i jeszcze zakamuflowanej formie trwa od lat w
        szkole. Nie ukrywa tego. Natomiast ostatnio przybrało to ostrą formę.
      • melaine_koina Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 12:01
        ggrdl napisał:

        > Ta pani mówi o zaszczuciu, ostracyzmie, jakiego ostatnio doznała. A to jest
        > zwykła nieprawda.
        > Dowód: Marta Konarzewska od wielu lat aktywnie działa w środowiskach
        > lesbijskich. Pod swoim nazwiskiem. Nic więc ostatnio się nie wydało, jeżeli kto
        > ś
        > chciałby ją prześladować za jej orientację, to zrobiłby to już wiele lat temu.
        > Do "wyguglania" są jej artykuły np. z 2005r.


        Dokładnie, dzięki otwartości pani Marty, ale w innej przestrzeni niż szkolna,
        dyrekcja może szczycić się własną tolerancją. Ale jak to wygląda w praktyce?
        Wiemy, że jesteś lesbijką, ale w szkole nikt ma tego nie widzieć. W konsekwencji
        zabrania się takiej osobie mówienia o sobie, bo przecież ta sfera życia
        warunkuje wiele innych.



        > Brakiem rzetelności dziennikarskiej jest nieprzedstawienie wypowiedzi innych
        > osób ze szkoły, w tym wicedyrektorki. Może to trochę inaczej wygląda - może jej
        > niechęć tak naprawdę oznacza OBAWĘ, ale nie przed fizyczną agresją, a przed
        > późniejszymi pomówieniami co do przebiegu rozmowy?
        >

        To nie jest artykuł napisany przez dziennikarza, tylko autorski tekst pani
        Marty. Jeśli wicedyrektor szkoły ma potrzebę zabrania głosu w tej sprawie, z
        pewnością może to zrobić. A nawet powinna. Większość z pewnością chciałaby
        dowiedzieć się, co siedzi w głowie takie osoby.
        • malwina222b Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 12:14
          > To nie jest artykuł napisany przez dziennikarza, tylko autorski
          tekst pani
          > Marty. Jeśli wicedyrektor szkoły ma potrzebę zabrania głosu w tej
          sprawie, z
          > pewnością może to zrobić.

          No nie bardzo. Tak się składa, że dla niektórych gazet największe
          autorytety to zawsze feministki i lesbijki. Jeśli feministka, a
          zwłaszcza lesbijka tylko pierdnie, to dla niektórych mediów już jest
          temat. Szkoda, że niektóre media nie poszukuja prawdy, ale
          wszystkiego, co po prostu pasuje do ich ideologii.
          • melaine_koina Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 12:38
            Nie jestem pracownikiem gazety, ale zachęcam do wypowiedzenia się pani
            wicedyrektor, chętnie przeczytam jej wersję.
          • helisasg Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 13:57
            malwino222b, lecz swoje frustracje u psychologa, nie na forum
            • malwina222b Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 14:15
              Typowa wypowiedź osoby, której brakuje argumentów.

              Leczyć to się powinna konarzewska...no i pewnie się leczy, skoro
              prawie nigdy jej nie ma szkole i ciągle siedzi na zwolnieniach
            • afryka75 Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 14:19
              Malwina222b twierdzi, ze zna sprawe nie tylko z gazety. Pracuje wiec
              byc moze w tej szkole, wiec wiadomo, bedzie bronic grupę kolektywnej
              przemocy :)
              Musi :)
              Natomiast , droga malwino222b, czy dziewyczny z pamietnego blogu sa
              anilkami, czy nie, nie ma to najmniejszego znaczenia w kontekscie
              tego,z e ukarane mialy byc przez pania wicedyrektor własnie za te
              zdjecia
      • placownik Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 21.06.10, 23:14
        Panie/Pani? ggrdl Czego się Pan/Pani OBAWIA, nie podając swojego nazwiska?
        • ggrdl Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 22.06.10, 08:54
          placownik napisał:

          > Panie/Pani? ggrdl Czego się Pan/Pani OBAWIA,
          > nie podając swojego nazwiska?

          1. Nie twoja sprawa.

          2. Mam prawo do prywatności. Jest to szczególnie przydatne gdy się pisze na
          otwartym forum, na którym nie brak oszołomstwa.

          3. Nihil novi: Zajrzyj kiedyś do gazety - zobaczysz tam wiele tekstów
          podpisanych pseudonimem, inicjałami, itd.
          Wielu pisarzy (nie porównuję się z nimi) pisywało pod przybranym nazwiskiem.
          Czesław Niemen nie nazywał się Czesław Niemen.

          4. Nie widzę twojego nazwiska :-)))
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl I bardzo słusznie 23.06.10, 22:19
        > Jedno pani Marta osiągnęła takim artykułem: NIETYKALNOŚĆ. Teraz już żadna
        > dyrekcja nie odważy się jej zwolnić

        I bardzo słusznie, skoro miała być niesprawiedliwie zwolniona.
        • ggrdl Nie, niesłusznie 24.06.10, 10:11
          anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
          >
          > I bardzo słusznie, skoro miała być niesprawiedliwie zwolniona.

          Nikt nie powinien być niesprawiedliwie zwolniony.
          Problem polega na tym, że tego typu wystąpienie medialne daje ochronę przed
          każdym zwolnieniem, sprawiedliwym również.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Nie, niesłusznie 24.06.10, 19:36
            ggrdl napisał:

            > anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
            > >
            > > I bardzo słusznie, skoro miała być niesprawiedliwie zwolniona.
            >
            > Nikt nie powinien być niesprawiedliwie zwolniony.
            > Problem polega na tym, że tego typu wystąpienie medialne daje ochronę przed
            > każdym zwolnieniem, sprawiedliwym również.

            Ale ona miała być zwolniona niesprawiedliwie.
            • ggrdl Kłamiesz 25.06.10, 15:10
              W ogóle nikt jej nie chciał zwolnić. Już w momencie przyjmowania do pracy była
              publicznie znana jej orientacja seksualna.
      • krzyjez Re: Dobry tekst, ale nieprawdziwy (nietykalność) 24.06.10, 11:39
        To fakt z tą rzetelnością - wypadałoby dać głos również innym uczestnikom sporu,
        choćby tej wicedyrektorce, która została pokazana w bardzo złym świetle.
    • ggrdl #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 09:57
      Z innej beczki: Pani Marta czuje się dyskryminowana i wyobcowana rozmowami
      koleżanek nt. wakacji. Że były Z MĘŻEM i Z DZIEĆMI, itd. Że pośrednio ujawniają
      swoją orientację seksualną i status rodzinny.
      Tezą p. Konarzewskiej jest, że to krzywdzi osoby homoseksualne.

      Z całym szacunkiem - to opinia pani Marty jest próbą dyskryminacji większości!
      Nie można się domagać, by o takich sprawach nie rozmawiano, by w trosce o
      jakkolwiek rozumianą poprawność nie móc rozmawiać na tak oczywiste i wcale nie
      intymne tematy.

      Podobną tezę Marta Konarzewska prezentowała już 5 lat temu, też pod hasłem
      homofobii.

      Aha jeszcze jedno: tradycyjnie p. Marta podaje NIEPRAWDZIWE dane nt. populacji
      homoseksualistów, że wynosi ona >5%. Taką liczbą posługują się WYŁĄCZNIE
      aktywiści homoseksualni. Naukowcy - nie mylić z "moherem" - na całym świecie
      podają szacunkowo ok. 2%, albo odrobinę mniej. Tak duża rozbieżność nie może
      wynikać z błędu pomiaru, tylko ze zwykłej nierzetelności.
      • helisasg Re: #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 10:06
        Tezą pani Konarzewskiej jest, że osoby homoseksualne krzywdzi presja
        by one nie ujawniały aspektu swojego życia, którego osoby
        heteroseksualne nie kryją. Krótko mówiąc coś dokładnie odwrotnego od
        tego co ty zarzucasz. Słusznie piszesz, że nie można się domagać, by
        o takich sprawach nie rozmawiano. Mam nadzieję, że będziesz
        pierwszym, który będzie protestował, gdy ktoś powie/napisze, iż nie
        należy mówić o swojej orientacji seksualnej bo to intymna
        sprawa
        .

        Co do drugiej części - to ty jesteś nierzetelny, bo szacunki zawsze
        podają przedział 2-5% osób o orientacji wyłącznie homoseksualnej, bez
        wliczania osób biseksualnych.

        Ale co tam, mogłeś się pomylić.
        • afryka75 Re: #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 10:47
          Nikt nie twierdzi, że heteroseksualisci nie powinni rozmawiac o
          partnerach, dzieciach itd. Niech rozmawiaja, ale dlaczego, kiedy
          tego samego prawa używa osoba homo, trans lub biseksualna, to
          wywołuje to zmieszanie, agresje, zarzuty o epatowaniu swoja
          seksualnoscia.
          Bądźmy sprawiedliwi- jelsi osoby o innej orientacji sa oskarżane o
          epatowanie swoja innoscią,to ja dzis powiem, że hetro non-stop i
          uporczywie epatuja sowja seksualnoscią.
          • w.i.l Dlatego, że normalnych ludzi brzydzi seks 24.06.10, 13:11
            homoseksualny.
            Zbiera nam się na wymioty.
            • ggrdl Nie 24.06.10, 13:21
              Normalnych ludzi brzydzi również seks 70-latków, lub w ogóle seks uprawiany
              publicznie. ;-)
        • ggrdl Re: #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 13:29
          helisasg napisał:

          > Mam nadzieję, że będziesz
          > pierwszym, który będzie protestował, gdy ktoś powie/napisze, iż nie
          > należy mówić o swojej orientacji seksualnej bo to intymna
          > sprawa
          .
          To zależy. Jeżeli ma to być facet w lateksie a'la policjant, który opowiada o
          adopcji dzieci - to będę protestował. Jeżeli zaś p. Marta włączy się do rozmowy
          o wakacjach i powie gdzie SPĘDZIŁY czas, pokaże swoje fotki - to będę bronił
          prawa do jej wypowiedzi.

          Nota bene: nie znam pani wicedyrektor, słyszałem jedynie o jej zachowaniu
          podczas "afery zdjęciowej" - jawi się tam w jak najgorszym świetle. Usłyszałem
          też wypowiedzi p. Marty, która broniła niczym lew owych uczennic, głównie w
          kontekście posądzeń o promowanie homoseksualizmu.

          Co do drugiej części - może ty podaj źródła? Łatwo jest rzucić takie hasełko,
          może na początek spróbuj poszukać źródeł np. do tego że Ziemia jest okrągła? To
          wymaga trochę pracy ;-)))

          • malwina222b Re: #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 13:46
            Jeśli chodzi o aferę zdjęciową, to tamto było tak samo tendencyjne
            jak to. chodziło tylko o udowodnienie z góry założenej ideologicznej
            tezy. Co ciekawe panienki zostały przedstwione tam jako 'aniołki', a
            raczej nie są i dość kontrowersyjne jest, czy np. na pochwałę
            zasługuje to, ze licealistka ogłosza się w necie jako modelka chętna
            do zdjęć pin-up. fotarts.pl/modelki/modelka-373.html
            • ggrdl Re: #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 15:50
              A tu się nie zgodzę. Fakt, relacje w prasie były niezbyt obiektywne, ale faktem
              jest też, że uczennice są wolnymi ludźmi i poza szkołą mogą robić na własny
              rachunek co im się żywnie podoba, w tym takie czy inne fotki. Jeżeli fotki
              naruszają prawo (teoretyzuję), to od tego jest policja i prokuratura.

              Aha, trochę się dowiedziałem o tych panienkach i nie mam o nich dobrego zdania
              ;-) ale to nie zmienia faktu, że mogą się fotografować i wywieszać swoje dzieła
              w Necie.

              • elyssa Re: #2. Homo-przymus poprawności 22.06.10, 22:33
                Chciałabym tylko zaznaczyć, że wyżej podane konto na stronie fotarts nie należy
                do mnie. Jedyny modelingowy portal, na którym się udzielam to maxmodels - tyle
                ode mnie. Przykro mi jednak, że ktoś, nie znając mnie zupełnie, może powiedzieć,
                że nie ma o mnie dobrego zdania. No cóż, nie wnikam...
                • ggrdl Re: #2. Homo-przymus poprawności 23.06.10, 11:02
                  elyssa napisała:

                  > Chciałabym tylko zaznaczyć, że wyżej podane konto
                  > na stronie fotarts nie należy
                  > do mnie. Jedyny modelingowy portal, na którym się
                  > udzielam to maxmodels - tyle ode mnie.

                  A co to mnie obchodzi? Jeżeli jesteś jedną z tych nastolatek ze zdjęcia, to ja
                  te fotki widziałem wyłącznie w GazWyb. Notabene: w dyskusji wokół całej afery
                  jednoznacznie stanąłem po stronie uczennic i ich praw.

                  > Przykro mi jednak, że ktoś, nie znając mnie zupełnie,
                  > może powiedzieć, że nie ma o mnie dobrego zdania.
                  > No cóż, nie wnikam...
                  Błędne założenie. TROCHĘ o tobie wiem, dowiedziałem się ...nieważne od kogo.
                  Widziałem cię też na ulicy - myślałem że to ktoś chory psychicznie (było na
                  długo przed całą aferą). Tak, na pewno jestem uprzedzony, a tym masz prawo do
                  anoreksji i różowych piór na głowie. A ja nic nie poradzę na moje skojarzenia.
                  Aha, ta wstrętna i nietolerancyjna szkoła jakoś cię toleruje - czyż nie jest to
                  nielogiczne?
                  • elyssa Re: #2. Homo-przymus poprawności 23.06.10, 11:36
                    Ja jestem "tą drugą". Bez różowych piór na głowie.. Swoją drogą, nie uważasz, że
                    ocenianie ludzi na podstawie wyglądu jest dosyć ograniczone?
                    • ggrdl Re: #2. Homo-przymus poprawności 23.06.10, 15:24
                      Jak widzisz, to jednak nie ty ;-)))
                      A ocenianie ludzi na podstawie wyglądu? TO ZALEŻY.
                      Są sytuacje, gdy ubiór źle świadczy o noszącym, np. przyjście w kąpielówkach na
                      czyjś ślub, w smokingu na plażę, czy w czymś co nosi ta dziewczyna do szkoły.

                      Na tym wolałbym zakończyć dyskusję na temat uczennic tegoż liceum.
              • elyssa Re: #2. Homo-przymus poprawności 22.06.10, 23:05
                Swoją drogą, użytkowniczka o nicku malwina222b, udzielająca się na forum Gazety
                w każdej sprawie dotyczącej IX L.O., to ewidentnie jedna z nauczycielek. Może
                nawet sama pani vicedyrektor. W każdym razie, niestety, poziom wypowiedzi nie
                świadczy o tym człowieku najlepiej. Zastanawiam się szczerze, skąd się w
                ludziach bierze tyle zawiści i jadu [...] Moim zdaniem, grono pedagogiczne
                powinno się uczyć od Pani Konarzewskiej. W jej pracy nie liczy się to, jakiej
                jest orientacji. Liczy się to, jak naucza.. Jak potrafi zainteresować.. Jak
                umiejętnie przekazuje swoją wiedzę.. I w jak ciekawy sposób to robi. A jako
                uczennica wiem, że robi to najlepiej.
            • mayamaya123 Re: #2. Homo-przymus poprawności 22.06.10, 23:10
              malwino osmieszasz sie wiesz? najwidoczniej nie masz zielonego pojecia co to
              znaczy styl pin-up,a piszesz o tym jakby dziewczyna oferowala siebie do fotek
              sado-maso. Padłam:) Sama sie wkopujesz:))
      • melaine_koina Re: #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 11:43

        Co za brednie! Jak można wyczytać z tekstu pani Marty, że próbuje ona
        dyskryminować orientację większości? Nie, tezą tekstu nie jest to, że rozmowy o
        mężach i dzieciach krzywdzą osoby homoseksualne, tylko to, że ona nie może
        opowiadać o wakacjach ze swoją dziewczyną, bo to wzbudziłoby dezaprobatę i kpinę
        reszty grona. Jak każde inne jawne mówienie o swej zbaczającej z głównego nurtu
        orientacji. Pani Marta nie chce, by inni przestali mówić o swoich sprawach
        prywatnych, ale by ona także mogła bez skrępowania i ciągłego strachu (przed
        wygadaniem się) o tym opowiadać.

        ggrdl - doskonale przedstawiasz (wpisując się w niego) mechanizm kozła
        ofiarnego, w którym cała społeczność jest święcie przekonana, że to kozioł
        ofiarny sprowadził na nią nieszczęście. Ale to proste zrzucenie własnej agresji
        na kogoś innego.
        • maqoofka Re: #2. Homo-przymus poprawności 22.06.10, 17:45
          Jeśli wielbiciel kotów trafi na spotkanie miłośników psów, marna szansa, że ktoś
          będzie chciał słuchać tego, co ma do powiedzenia o kotach. On za to może
          posłuchać o psach lub wyjść, jeśli go temat nie interesuje. Nie ma mocy
          sprawczej, by zmusić psiarzy do zmiany zainteresowań.

          Tak samo jest w szkole i w każdym innym miejscy pracy. Koleżanki pokazują sobie
          fotki mężów i dzieci z wakacji i to ich prawo. O ile są inni zainteresowani
          tematem, to i rozmowa się toczy.

          Fotek Marty nikt nie ma ochoty oglądać, to też ich prawo. Po prostu nikogo one
          nie interesują. Jeśli będzie się z nimi narzucała, zostanie zignorowana.
          • rydzyk_fizyk Re: #2. Homo-przymus poprawności 23.06.10, 11:28
            też nie rozumiem gdzie tu dyskryminacja.

            Nie chce mówić o swoim życiu osobistym to nie musi.
            Tak jakby ktoś się skarżył, że jest w pracy dyskryminowany bo nie lubi piłki i
            nie może z ludźmi z pracy porozmawiać o ostatnich meczach MŚ.
          • raj001 Re: #2. Homo-przymus poprawności 28.06.10, 12:04
            maqoofka napisała:

            > Jeśli wielbiciel kotów trafi na spotkanie miłośników psów, marna szansa, że ktoś
            > będzie chciał słuchać tego, co ma do powiedzenia o kotach. On za to może
            > posłuchać o psach lub wyjść, jeśli go temat nie interesuje. Nie ma mocy
            > sprawczej, by zmusić psiarzy do zmiany zainteresowań.

            Ale szkoła - czy jakiekolwiek inne miejsce pracy - nie jest zebraniem klubu
            psiarzy. Marta nie wbija się ze swoimi wspomnieniami z wakacji z dziewczyną na
            spotkanie kółka młodych (a niech będzie, że i starych) mężatek, tylko do miejsca
            pracy. Miejsce pracy gromadzi ludzi ze względu na wykonywaną pracę, a nie ze
            względu na to, czy są homo czy hetero, czy mają psy czy koty ;). Więc albo
            podejdziemy do sprawy formalnie i założymy, że w szkole (i ogólnie w miejscu
            pracy) W OGÓLE NIE WOLNO rozmawiać o sprawach prywatnych (tak jest w niektórych
            szkołach w Anglii, gdzie nauczycielowi w ogóle nie wolno mówic o tym, czy ma
            rodzinę, męża/żonę, dzieci, gdzie mieszka itp.), albo - jeżeli dopuścimy, ze o
            sprawach prywatnych w miejscu pracy jednak rozmawiać wolno - to każdy ma do tego
            takie samo prawo.
      • asaf2 Re: #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 12:42
        "Aha jeszcze jedno: tradycyjnie p. Marta podaje NIEPRAWDZIWE dane nt.
        populacji
        homoseksualistów, że wynosi ona >5%. Taką liczbą posługują się
        WYŁĄCZNIE
        aktywiści homoseksualni. Naukowcy - nie mylić z "moherem" - na całym
        świecie
        podają szacunkowo ok. 2%, albo odrobinę mniej. Tak duża rozbieżność
        nie może
        wynikać z błędu pomiaru, tylko ze zwykłej nierzetelności. "

        może jakieś nazwiska? bo ja w takim razie powiem, że homo jest 10%,
        bo wielcy naukowcy z USA tak uważają..
        i co z tego? dane bez źródła są nic niewarte..
      • doartykulu Re: #2. Homo-przymus poprawności 21.06.10, 22:11
        hej hej, tu nie chodzi o to żeby inne nauczycielki nie mówiły że były
        gdzieś z mężem i dziecmi, no coś ty! Chodzi o takie uczucie jak się
        jest lesbijką, że nie można powiedzieć sobie lekko: o, ja też byłam
        na wyjeździe, pojechałyśmy z dziewczyną nad jezioro. Że lesbijka
        nauczycielka ma w tym momencie przełknąć spontaniczną odpowiedź i
        wymyślić jakąś gładką zasłonę. To jest dyskryminujące. Oczywiście
        tam, gdzie nie ma dyskryminacji czy duszącej "atmosferki" i jedne i
        drugie panie mogą sobie swobodnie opowiadać gdzie były z mężami,
        partnerkami i dziećmi.
        • ggrdl Re: #2. Homo-przymus poprawności 22.06.10, 09:00
          doartykulu napisała:

          > hej hej, tu nie chodzi o to żeby inne nauczycielki nie mówiły że były
          > gdzieś z mężem i dziecmi, no coś ty! Chodzi o takie uczucie jak się
          > jest lesbijką, że nie można powiedzieć sobie lekko: o, ja też byłam
          > na wyjeździe, pojechałyśmy z dziewczyną nad jezioro.

          A dlaczegóż to nie można? A co powstrzymuje jawną od lat lesbijkę od takiej
          wypowiedzi? Mam tu na konkretnie myśli p. Konarzewską.

          Tak przy okazji: coraz więcej heteryków żyje w konkubinatach, ew. z drugim
          mężem/żoną, czasami formalnie to nie jest małżonek, itd.
          I wiesz co? Też się krępują mówić o rodzinie, o urlopie, itd.
          Widuję to i to w środowisku, gdzie o żadnym potępieniu nie ma mowy.

          Czyżby kolejny dowód ksenofobii? A może tylko tego, że niektóre rzeczy nas
          zawstydzają? Jak np. człowiek ze stomią nie chce rozmawiać o stomii, a inwalida
          o swojej protezie. NA PEWNO nie wynika to z braku tolerancji wobec inwalidów.
          • helisasg Re: #2. Homo-przymus poprawności 22.06.10, 10:33
            "na pewno", tak...
            • ggrdl bredzisz 22.06.10, 12:30
              Czy słyszałeś kiedykolwiek o wrogości wobec inwalidy, lub człowieka ze stomią?
              Podaj jakiś przykład, albo przestań bredzić.
              • afryka75 Re: bredzisz 22.06.10, 13:15
                ggrdl napisał:

                > Czy słyszałeś kiedykolwiek o wrogości wobec inwalidy, lub
                człowieka ze stomią?
                > Podaj jakiś przykład, albo przestań bredzić.


                Tak, moja koleznaka, kótra jest inwalidką wiele sie nacierpiała
                od "normalnych", którzy przystaja i sie gapia bezczelnie, lub
                tkaich, którzy z miejsca traktują ją jak niepełnosprawna
                intelektualnie (jest inwalidka tylko w sensie fizycznym). Ludziom
                niepełnosprawnym wśród "normlanych" tez nie jest łatwo.
                • ggrdl Re: bredzisz 22.06.10, 15:09
                  Powiedz jeszcze, że dzieci ją pokazują palcem.
                  Mój kolega, też niepełnosprawny fizycznie mówi, że najbardziej go wkurza właśnie
                  ta ściana "niewidzenia". Uważa za coś naturalnego, iż dzieci wołają "mama,
                  patrz!", a przeszkadza mu udawane niedostrzeganie problemu. Oczywiście mój
                  kolega to nie wszyscy. Podobnie jak twoja koleżanka.
                  ALE TO NIE MA NIC DO RZECZY!

                  Wytykanie palcami, gapienie się to nie jest ostracyzm, czy przejawy wrogości.
                  Nie wrzucaj wszystkiego do jednego worka.
                  • lokator_wawelu Re: bredzisz 24.06.10, 14:27
                    Jeśli wytykanie palcami, niechęć do kontaktu, ignorowanie powitań czy unikanie w
                    szkole to nie ostracyzm, to ty masz coś z głową człowieku.

                    Ciekawe czy ta wicedyrektorka będzie miała tyle odwagi, żeby odpowiedzieć
                    polemicznie p. Konarzewskiej czy starą metodą będzie podgryzać ją wśród
                    'kolegów' z grona pedagogicznego?

                    Pani Marto, proszę się trzymać i nie poddawać - to dzięki takim ludziom jak pani
                    świat idzie do przodu, zaś o pustakach i bigotach bardzo szybko się zapomina.
      • thecheshirecat Re: #2. Homo-przymus poprawności 23.06.10, 21:11
        ggrdl: Sluchaj, a tak w ramach cwiczen, nastepnym razmem jak jacys znajomi dalsi
        albo koledzy z pracy, ktorzy nie znaja Twojej sytuacji rodzinnej beda opowiadali
        o weekendzie, powiedz: A tak, a ja bylem z moim chlopakiem na zaglach.

        I jak myslisz? Zareaguja tak samo jak np. na wypowiedz kolezaki, ze tak i
        owszem, ona weekend spedzila z mezem na dzialce?
        • ggrdl Re: #2. Homo-przymus poprawności 24.06.10, 10:09
          A wyobraź sobie, że coś takiego kilka razy zrobiłem, w tym raz o koledze.
          Reakcją było ZDZIWIENIE, niedowierzanie I NIC WIĘCEJ.

          Mogę tylko dodać, że obracam się w środowisku ludzi wykształconych, a nie np.
          kiboli, czy więźniów.

          A tak swoją drogą - czego ten eksperyment miałby dowieść twoim zdaniem?

        • raj001 Re: #2. Homo-przymus poprawności 28.06.10, 12:07
          thecheshirecat napisała:

          > o weekendzie, powiedz: A tak, a ja bylem z moim chlopakiem na zaglach.
          >
          > I jak myslisz? Zareaguja tak samo jak np. na wypowiedz kolezaki, ze tak i
          > owszem, ona weekend spedzila z mezem na dzialce?

          A jeżeli nie zareagują tak samo, to gdzie leży problem?
          To jest właściwe pytanie...
      • krzyjez Re: #2. Homo-przymus poprawności 24.06.10, 11:55
        ggrdl - nie czytałeś/łaś artykułu. Pani Marta nie czuje się dyskryminowana i
        wyobcowana rozmowami koleżanek na temat wakacji. Po co się rozwodzisz na forum
        skoro nie czytałeś artykułu?
        • ggrdl Re: #2. Homo-przymus poprawności 24.06.10, 13:22
          krzyjez napisał:

          > ggrdl - nie czytałeś/łaś artykułu.
          Czytałem i to uważnie.
          Po co wypisujesz głupoty opierając się na fałszywych założeniach?
      • paniedejmirade Re: #2. Homo-przymus poprawności 13.09.10, 16:14
        > Aha jeszcze jedno: tradycyjnie p. Marta podaje NIEPRAWDZIWE dane nt. populacji
        > homoseksualistów, że wynosi ona >5%. Taką liczbą posługują się WYŁĄCZNIE
        > aktywiści homoseksualni. Naukowcy - nie mylić z "moherem" - na całym świecie
        > podają szacunkowo ok. 2%, albo odrobinę mniej. Tak duża rozbieżność nie może
        > wynikać z błędu pomiaru, tylko ze zwykłej nierzetelności.

        Tak duża rozbieżność wynika przede wszystkim z odmiennych metodologii poszczególnych badań. Gdy w jednych jako homoseksulistów zalicza się jedynie osoby odbywające stosunki wyłącznie z osobami tej samej płci w drugich wystaraczają fantazje seksualne a w trzecich liczy się np: samoidentyfikacja itp. Zwróć ponadto uwagę, żę pani Marta nie mówi o osobach "homoseksualnych", a o "nie-heteroseksualnych", czyli, że zalicza się np, też bi itp.
    • stoniec Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 09:58
      156 cm i 42 kg . To tyle co Lisbeth Salander. Dyrektorka slusznie sie boi.
    • tersta A dyrektor zdaje sobie sprawę kim jest??? debilem 21.06.10, 10:32
      Polska to kraj chamstwa, knajactwa, ciemnoty, zacofania, obłudy, hipokryzji
      oraz wszelkiej schizofrenii. Katolicyzm jest najlepszym paliwem dla takich
      postaw. Niech ich szlag!!!
      • ggrdl Dlaczego obrażasz dyrektora? 21.06.10, 13:44
        Co o nim wiesz, poza jednostronnym przedstawieniem bardzo drobnego aspektu w
        artykule? Może to trochę za mało, żeby wypisywać obelgi?

        A katolicyzm to również miłość bliźniego. Nakaz "miłujcie nieprzyjaciół swoich",
        zakaz nienawiści i przemocy. To, że jakiś głupek mieni się być katolikiem i
        wrzeszczy "Żydzi won" jeszcze o niczym nie świadczy. Tak jak Biedroń nie jest
        twarzą wszystkich gejów.
        • tom.gorecki Re: Dlaczego obrażasz dyrektora? 23.06.10, 08:52
          > A katolicyzm to również miłość bliźniego. Nakaz "miłujcie nieprzyjaciół swoich"

          Miłujecie miłujecie: armatami i nożami. Od Tysiąca lat ze sporym okładem.

          Nie klep frazesów, otwórz oczy i patrz na to, czym katolicyzm jest na prawdę, nie na papierze.
          • ggrdl Re: Dlaczego obrażasz dyrektora? 23.06.10, 10:48
            To ty klepiesz frazesy i wrzucasz wszystkich do jednego worka.
            Katolicyzm, Kościół - to również ja. I wiem jaki jestem naprawdę.
            Trochę też wiem również jaki ty jesteś.
            • tom.gorecki Re: Dlaczego obrażasz dyrektora? 24.06.10, 08:53
              > To ty klepiesz frazesy i wrzucasz wszystkich do jednego worka.

              KrK podobno jest jeden i niepodzialny. Uzurpuje sobie prawo do zagarniania wszystkich urodzonych pod swoje skrzydła. Ale oczywiście wtedy, jak im wygodnie odstrzeliwuje od siebie niewygodne macki.

              Ksiądz, jak grzeszy "jest takim samym człowiekiem", jak ma ponieść karę nagle "jest księdzem", "zasłużony" przywilej odebrać - tym bardziej "jest księdzem".

              Niestety czy się to podoba, czy nie KrK odpowiada za sporą część wojen: od początku do końca XXw. Ani razu nie stanął przeciw władzy zaciągającej do armii rzesze wiernych. Był obecny na każdym froncie niosąc poparcie dla walczących. CO z tego, że po każdej ze stron?

              Tak. KrK jest od dawna i od dawna robi swoje. Ale wraz z nim odpowiedzialni są i wierni:

              Please allow me to introduce myself
              Im a man of wealth and taste
              Ive been around for a long, long year
              Stole many a mans soul and faith
              And I was round when jesus christ
              Had his moment of doubt and pain
              Made damn sure that pilate
              Washed his hands and sealed his fate
              Pleased to meet you
              Hope you guess my name
              But what's puzzling you
              Is the nature of my game
              I stuck around st. petersburg
              When I saw it was a time for a change
              Killed the czar and his ministers
              Anastasia screamed in vain
              I rode a tank
              Held a generals rank
              When the blitzkrieg raged
              And the bodies stank
              Pleased to meet you
              Hope you guess my name, oh yeah
              Ah, what's puzzling you
              Is the nature of my game, oh yeah
              I watched with glee
              While your kings and queens
              Fought for ten decades
              For the gods they made
              I shouted out,
              Who killed the kennedys?
              When after all
              It was you and me
              Let me please introduce myself
              Im a man of wealth and taste
              And I laid traps for troubadours
              Who get killed before they reached bombay
              Pleased to meet you
              Hope you guessed my name, oh yeah
              But what's puzzling you
              Is the nature of my game, oh yeah, get down, baby
              Pleased to meet you
              Hope you guessed my name, oh yeah
              But what's confusing you
              Is just the nature of my game
              Just as every cop is a criminal
              And all the sinners saints
              As heads is tails
              Just call me lucifer
              Cause Im in need of some restraint
              So if you meet me
              Have some courtesy
              Have some sympathy, and some taste
              Use all your well-learned politesse
              Or I'll lay your soul to waste, um yeah
              Pleased to meet you
              Hope you guessed my name, um yeah
              But what's puzzling you
              Is the nature of my game, um mean it, get down
              Woo, who
              Oh yeah, get on down
              Oh yeah
              Oh yeah!
              Tell me baby, what's my name
              Tell me honey, can ya guess my name
              Tell me baby, what's my name
              I tell you one time, you're to blame
        • usmiech_nocy Re: Dlaczego obrażasz dyrektora? 06.09.10, 08:18
          => ggrdl

          gdzie znalazłeś / znalazłaś obelgi?
    • marta.film Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 11:19
      Brawo za odwagę dla nauczycielki,ale co się dzieje w polskich szkołach!!!?
    • malwina222b Homoterrorystka 21.06.10, 12:27
      Jeśli cała szkoła się do niej nie odzywa, to może ma jakiś powód? I
      bynajmniej tym powodem nie jest jej orientacja, która nie jest
      tajemnicą od dawna...ale nieustające pomówienia o homofobię i
      nietolerancję oraz nasyłanie na wszystkich Kampanii przeciwko
      homofobii czy Amnesty International. Dla niej nawet niewinny żart
      osoby niezorientowanej, to zaraz prześledowania za orientację.
      Widocznie każdy uznał, że jak się do niej nie będzie odzywać, to go
      to uchroni przed oskarżeniami. Ale dla niej nawet milczenie jest
      prześladowaniem ze względu na orientację... Jednocześnie jawnie
      olewa obowiązki pracownicze, bo wie, że ma za sobą swoje "szwadrony
      śmierci" i nikt jej nawet nie może zwrócić uwagi, bo "sierotka"
      zaraz się poskarży tendencyjnym mediom, że rzekomo prześladowona
      jest za orientację...
      • helisasg Re: Homoterrorystka 21.06.10, 12:43
        Abstrahując od wszystkiego innego - jaka tam jest "tolerancyjna" i
        "nieagresywna" rada pedagogiczna to widzieliśmy przy okazji zadręczania
        tych nieszczęsnych dziewczyn, które zrobiły sobie razem zdjęcie.

        Nie wiem w jakim ty świecie żyjesz, ale twoje "teorie" nie wskazują byś
        wierna była wysokim standardom intelektualnym i moralnym.
        • malwina222b Re: Homoterrorystka 21.06.10, 12:47
          No jeśli dla ciebie prawdą jest wszystko, co opublikuje gazeta, to
          świadczy to o twoich standardach intelektualnych i moralnych
          • 3emo Re: Homoterrorystka 26.06.10, 14:04
            do właściwego osądu wystarczą Twoje teksty malwino222b
      • afryka75 Re: Homoterrorystka 21.06.10, 12:44
        Hmmm, moj maz jest nauczycielem, zna srodowisko szkolne od
        podszewki i wie, ze nawet gdyby go zarzynali, nie powiedzialby
        nigdy, gdby byl gejem.
        NIe powiedzialby nigdy nic, co odstaje od normy, nawet rzeczy
        mniejszego kalibru- chocby to, ze mamy kilka kotow. Nawet taka mala
        rzecz wywoluje w srodowisku naucycielskim dezaprobate.
        Autorka artykulu wykazala sie wielka odwage, mozna powiedziec,z e
        poswiecila siebie dla wyzszych celow. Nie kazdy tak potrafi, i
        dlatgo nalezy sie jej wielki szacunek.
        Jesiby nie spotkalo jej ze storny ciala pedagogicznego nic zlego,
        nie pialaby o tym a cialo owo nie musialby sie chronic mileczeniem
        przed mowieniem o dyskryminacji., To logiczne.
        • malwina222b Re: Homoterrorystka 21.06.10, 12:51
          Konarzewska to osoba, która całą swoją życiową karierę buduje wokół
          swojej orientacji. A zaangażowane ideologicznie media to
          podchwytują. Ona żyje walką z rzekomą homofobią i musi ciąglę szukać
          jej przejawów, bo tym się karmi, bo nie potrafi inaczej zaistnieć w
          społeczeństwie.
          • afryka75 Re: Homoterrorystka 21.06.10, 13:31
            malwina222b napisała:

            > Konarzewska to osoba, która całą swoją życiową karierę buduje
            wokół
            > swojej orientacji. A zaangażowane ideologicznie media to
            > podchwytują. Ona żyje walką z rzekomą homofobią i musi ciąglę
            szukać
            > jej przejawów, bo tym się karmi, bo nie potrafi inaczej zaistnieć
            w
            > społeczeństwie.


            Aha :) To moze oppoiwedz, jak cialo pedagogiczne z tej skzoly
            odnioslo sie do blogu uczennic z fotkami dwóch dziewczyn?
            • malwina222b Re: Homoterrorystka 21.06.10, 13:52
              No na pewno nie tak jak przedstawiła to gazeta. Oczywiście
              konarzewskiej zależało, by to było przedstawione jako przejaw
              homofobii, co jeszcze nie znaczy, ze cała sprawa z homofobią miała
              cokolwiek wspólnego.
              • lokator_wawelu Bigotka 24.06.10, 14:44
                Pani wicedyrektor, pani przestanie pieprzyć, bo aż przykro słuchać.
                • 3emo Re: Bigotka 26.06.10, 14:10
                  BRAWO !!!!!
                  właśnie tak mądra jest owa vice
      • melaine_koina Re: Homoterrorystka 21.06.10, 13:24
        malwina222b napisała:

        > Jeśli cała szkoła się do niej nie odzywa, to może ma jakiś powód? I
        > bynajmniej tym powodem nie jest jej orientacja, która nie jest
        > tajemnicą od dawna...


        No cóż, raz już się powołałam na teorię Girarda i zrobię to raz jeszcze, bo ta
        sytuacja doskonale ją potwierdza.

        Nienawiść jest szalenie zaraźliwa i przenosi się w błyskawicznym tempie. Grupa
        szybko wybiera kogoś, kto do niej się nie przyłączył. Girard pisze, że „tam,
        gdzie jeszcze przed chwilą były tysiące drobnych konfliktów, tysiące skłóconych
        braci, oddzielonych od siebie – znów pojawia się wspólnota, całkowicie pojednana
        w nienawiści, którą wzbudza tylko jedna osoba. Wszystkie urazy rozsiane pomiędzy
        tysiące ludzi, wszystkie sprzeczne akty nienawiści, będą kierować się przeciwko
        jednemu człowiekowi, który staje się kozłem ofiarnym”. To zjawisko to
        „mechanizmem kolektywnej przemocy”. Każda jednostkowa przemoc łączy się z
        przemocą grupy tak, by już nikt nie pozostał obojętny. To najlepszy sposób
        uspołeczniania grupy, przywracania zatartych już więzów. Kolektywna przemoc jest
        ogromna i wybrana ofiara praktycznie nie ma możliwości uwolnienia się od niej.

        Otóż nie ma żadnego innego powodu, dla którego cała szkoła się do Marty nie
        odzywa, poza elementem który wydaje się im obcy, dlatego zły.
        • malwina222b Re: Homoterrorystka 21.06.10, 13:30
          Jakoś nikomu orientacja konarzewskiej nie przeszkadzała dopóki ona
          nie zaczęła wobec swojego otoczenia zachowywać się w podły sposób.
          Nikomu nie przeszkadza jej seksualna inność, ale po prostu jej
          podłość.
          • zdanka1 Re: Homoterrorystka 21.06.10, 15:39

            Oskarzenia o podlość to oskarżenia z bardzo grubej rury. Nie bardzo
            rozumiem, na czym wpomniana podłość miałaby polegać - czy imiennie
            oskarża pewne osoby z IX LO o praktyki dyskryminacyjne, które nie
            miały miejsca? Nie. Pisze dość klarownie o tym, jak zazebiał się
            mechanizm wykluczenia jej z grupy - to rzeczywiscie trudna sytuacja,
            ponieważ przypomina pod względem mechanizmu mobbing, choć nie ma
            takiej eskalacji. Cały czas błąkamy się wokół hasła - mozesz byc
            homoseksualistą, ale nie mozesz swojej orientacji propagować ( to
            chyba jeszcze Giertychowskie? ) - de facto dostajemy tu przekaz -
            możesz byc lesbijka, ale nie wolno ci tego ujawnić publicznie.

            Sprawa jest o tyle idiotyczna, ze nikt nie wpada na pomysł - możesz
            być heteroseksualista, ale nie wolno ci tego ujawnić. I cały czas TU
            tkwi sedno. Nikomu orientacja Konarzewskiej nie przeszkadzała
            dopóki NIE POWIEDZIALA O NIEJ, nie ujela sie za jakaś dziewczyna,
            która chciała przyjsc na bal maturalny ze swoją dziewczyną i
            wresxcie SAMa ZE SWOJA PARTNERKA nie zaczeła przychodzić na szkolne
            imprezy, co robi heteronormatywna większość.

            Osobiscie jestem zdania, ze jest nasza prywatną sprawą czy jesteśmy
            z mężczyznami, z kobietami, czy raz z mężczyznami, a raz z
            kobietami - i w tym kontekscie NIKT nie ma prawa formułować wizji
            kolektywnej słuszności jednej formuły zwiazku, o której można mówić
            przy kolektywnej niesłusznosci innej formuły zwiazku, o którym nie
            mozna mówić, bo wtedy sie go propaguje.

        • oakpark Kolektywna przemoc... 23.06.10, 12:00
          ...nie dotyczy ludzi na tyle silnych, ze potrafią walczyć z
          całym "środowiskiem". Szkoła w Polsce to dulszczyzna maksymalna.

          Ja akurat - przyznaję - "homosiami" się brzydzę, tak fizjologicznie,
          jak inni oślizłej żaby czy zdechłej ryby - termin "fobia" sugeruje
          strach przed innymi a to nie jest w większosci ludzi prawda. Ale w
          przypadku tej dziewczyny nie widzę niczego, co mnie od tych
          środowisk odrzuca - ona nie urzadza burdelowych parad na ulicach
          tylko normalnie żyje. I nawet wygrywa z tym środowiskiem.

          Na pewno nikt jej nie zwolni - jest dobrą nauczycielką. Otwartą,
          uczącą myślenia. Walka o godność i o wolność jest prawem każdego.

          Życzę sukcesów w pracy i w życiu. Jak ktoś sie dobrze bije to hołota
          polactwa go w końcu zostawia w spokoju. Pani Marcie się uda.
          • ggrdl Re: Kolektywna przemoc... 23.06.10, 17:08
            oakpark napisał:
            > Ale w
            > przypadku tej dziewczyny nie widzę niczego, co mnie od tych
            > środowisk odrzuca - ona nie urzadza burdelowych parad na ulicach
            > tylko normalnie żyje. I nawet wygrywa z tym środowiskiem.

            Nie masz racji, bo urządza, bierze udział i aktywnie działa w
            homo-organizacjach. Tylko że przeciwieństwie do ciebie nie mam jej tego za złe
            dopóki ta aktywność nie pozostaje poza szkołą.

            > Na pewno nikt jej nie zwolni - jest dobrą nauczycielką.
            Poproszę o dowody. Ja nie twierdzę, że jest złą, bo nie wiem. Ty wiesz, że jest
            dobrą? Udowodnij to jakoś.
            Aha, anonimowa Malwina z tego liceum, nie wiem czy warto ją cytować, twierdzi,
            że p. Konarzewska bez przerwy przebywa na zwolnieniach i nie jest dobrą
            nauczycielką. To oczywiście niczego nie dowodzi, poza niechęcią.

            A czy p. Martę ktoś zwolni? Od lat wiadomo, że to lesbijka; gdyby to miał być
            powód, to już od dawna by tam nie pracowała. Zaś ten artykuł dał jej NIESTETY
            nietykalność. Każdy, kto podniesie rękę na p. Konarzewską będzie od razu
            okrzyczany homofobem i faszystą.
            A dlaczego NIESTETY? Bo nie obecność w mediach powinna o tym decydować.
      • bene_gesserit Re: Homoterrorystka 22.06.10, 22:23
        To fajnie, malwina, ze jestes taka zorientowana. Jestes kolezanka
        pani Konarzewskiej z z kadry tej samej szkoly? I nie wstyd ci, ze
        wystepujesz incognito pod artykulem, ktory ona podpisala swoim
        nazwiskiem.

        Wszystkie twoje posty w tym watku obrazują duszną atmosfere pokoju
        nauczycielskiego, paskudo. Wstyd.
      • 3emo Re: Homoterrorystka 26.06.10, 14:02
        niezwykłą wprost głupotą emanujesz malwino222b
      • 3emo Re: Homoterrorystka / sprostowanie 26.06.10, 14:14
        wcale nie cała szkoła!!!!
        jak chciałaby to pani widzieć , pani vice
    • rciesla Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 12:38
      Artykuł Marty Konarzewskiej jest REWELACYJNY !
      Odważny, piękny i świetnie napisany! Myślę, że ten niezwykły tekst zrobi dużo
      dobrego dla samej Marty, dla młodzieży i dla całego zapyziałego środowiska
      szkolno-oświatowego w Polsce.
      Brawo Marta ! Obyś miała więcej odważnych naśladowczyń i naśladowców.
      • asaf2 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 12:45
        Marta - dziękujemy Ci za to!
        pamiętaj, że niezależnie od tego co piszą te sfrustrowane stare babcie
        i inni wariaci masz wsparcie tych, którzy ciepło o Tobie myślą: za
        Furię, za coming out, za wszystko.
        Jesteśmy z Tobą!
      • stoniec Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 12:59
        Mam 177 cm wzrostu i jestem heteroseksulany.
        Poza tym lubie kotlety schabowe i jestem heteroseksualny.
        Uprawiam zeglarstwo i jestem heteroseksualny.
        W tej chwili siedze na krzesle i jestem heteroseksualny.
        Czyz nie jestem reweleacyjny ?(i heteroseksualny).

        Sadze, ze tej nieszczesnej kobiecie nie pochwaly sa potrzebne, a konsultacja u
        dobrego specjalisty. Pisze to bez zlosliwosci,
        jej naprawde ktos powinieni pomoc. A tak poza tym jestem heteroseksualny.
        Pochrazniony swiat, porabana gazetka i homoseksualna.
        • malyzna @ stoniec 21.06.10, 13:10
          twoja hetereoseksualnosc jest oczywista juz po przeczytaniu pierwszej
          wypowiedzim, takze mozesz sobie darowac jej podkreslanie, skup sie lepiej na
          swoim kotlecie, smacznego!

          brawa dla marty, zyczylabym sobie, aby kazda szkola otrzymala ten artykul i
          zostala zobowiazana do jego przeczytania oraz rozmowy z uczennicami i uczniami
          wokol tego tematu.
          • malwina222b Re: @ stoniec 21.06.10, 13:23
            Tak. Każda szkoła powinna uczyć walki z terroryzmem...Konarzewska
            robi teraz z siebie męczennika w swojej "świętej wojnie"... Powinna
            jednak pamiętać, że kamień wraca na tego, kto go toczy. Mam
            nadzieję, że pewnego pięknego dnia szkoła wytoczy jej proces.
            • doartykulu Re: @ stoniec 21.06.10, 22:27
              HAAAA HAAAAA HAAAA!
              "Kamień wrcaca do tego kto go toooczyyy"


              :..) popłakałam się ze śmiechu
            • bene_gesserit Re: @ stoniec 22.06.10, 22:25
              Moze najpierw prokuratura namierzy twoje ip i bohaterka artykulu
              zechce wytoczyc proces tobie, droga pani nauczycielko.
            • taje Re: @ stoniec 24.06.10, 13:11
              Jak ktoś jest Syzyfem i toczy ten kamień pod górke to faktycznie może oberwać. A
              z tego co sama zaobserwowałam za czasów mojej edukacji szkolnej i z tego co tu
              czytam, walka z narzucanym przez szkołę terrorem "normalności" (oczywiście pod
              płaszczykiem dbania o tradycję etc) to naprawdę syzyfowa praca. Uznanie dla pani
              Konarzewskiej.
            • 3emo Re: stoniec 26.06.10, 14:44
              taaaak ????????????? malwino222b????????
              tylko czyhacie na jej potknięcia ????????????
              bo tymczasem to ona ma pełne prawo i podstawy do tego
              by szkole wytoczyć proces o szykanowanie
        • gothmucha Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 13:22
          stoniec napisał:

          > Mam 177 cm wzrostu i jestem heteroseksulany.
          > Poza tym lubie kotlety schabowe i jestem heteroseksualny.
          > Uprawiam zeglarstwo i jestem heteroseksualny.
          > W tej chwili siedze na krzesle i jestem heteroseksualny.
          > Czyz nie jestem reweleacyjny ?(i heteroseksualny).

          A teraz zamień heteroseksualny na homoseksualny. Coś się zmieni? Niby nie powinno, a jednak. I o to chodzi, żeby stwierdzenie "jestem homoseksualny" było tak samo nieistotne jak "jestem heteroseksualny" i żeby przestało być w oczach większości powodem do wstydu.
          • ggrdl Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 13:52
            gothmucha napisał:
            > A teraz zamień heteroseksualny na homoseksualny. Coś się
            > zmieni? Niby nie powinno, a jednak.
            Do tej pory zgoda.


            > I o to chodzi, żeby stwierdzenie "jestem homoseksualny" było
            > tak samo nieistotne jak "jestem heteroseksualny" i żeby
            > przestało być w oczach większości powodem do wstydu.

            I tu nie ma zgody. Wypowiedź Stońca w wersji hetero jest absurdalna, głupia, ew.
            śmieszna. Wypowiedź w wersji homo "niesie ze sobą pewne wartości", od razu
            uruchamiają się działa na froncie tzw. tolerancji, wszelka próba krytyki jest
            odbierana jako atak z okopów homofobii. A faktycznie powinno być tak, że obie
            wypowiedzi należałoby skwitować wzruszeniem ramion.
            Również tytułową wypowiedź Marty Konarzewskiej - bo co ma piernik do wiatraka?
            Co nas obchodzi, że gdzieś pracuje polonistka, która jest homoseksualna?
            Mojego syna uczył gej - nie wypisywał o tym artykułów w gazecie. Z tego co wiem,
            to nadal on uczy w tej samej szkole. I wiesz co? Przynajmniej za moich czasów
            nie było protestów rodziców, wrogości innych nauczycieli itd.
          • tom.gorecki Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 09:38
            OBIE wypowiedzi są durnowate z tą różnicą, że ta hetero jest mało prawdopodobna a homo bardziej.

            Naprawdę aż tak ważna jest ta wasza orientacja? Pytam jako koleś, który chodził do szkoły gdzie w jednej tylko grupie takich les i homo było z 3-4 osoby na kilkanaście. I nie byli "odrzucani" ani przez nauczycieli, ani przez nas (a już przeze mnie w ogóle).
        • magrag Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 17:24
          heterofaszysta nieszczęsny... - dobry specjalista, dobre leki i jest
          szansa na wyjście z tego
        • doartykulu Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 22:25
          koleś, to co napisałeś jest absurdalne, bo ludziom heteroseksualnym
          nikt się nie każe z tego tłumaczyć.
          Odwrotnie jak jest się lesbijką.
          Uwierz mi, gdyby społeczeństwo nie robiło wokół tego takiego szumu,
          na prawdę nie poświęcałybyśmy swojej orientacji więcej uwagi niż ty
          swojej. Ale w wieku nastu lat okazuje się, że nie jest fajnie i
          spoko, że nasze dojrzewanie to problem, że nauczyciele ślą nas do
          psychologów a z rodzicami trzeba zacząć wielki proces
          przyzwyczajania. Ludzie heteroseksualni nie musza się zastanawiać nad
          tym, my tak. Stąd wyrosło tyle teorii, stąd potrzebujemy znać inne
          osoby z podobnymi problemami itd
          Ale chce przypomnieć: to społeczeńśtwo to zaczęło. Dla nas
          dyskryminacja ze względu na bysie lesbijką jest tak samo zaskakująca
          jak ze względu na kształt uszu. Ale jakby teraz zaczęli dyskryminować
          ze względu na kształt uszu natychmiast zaczęło by się to samo...
          • maqoofka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 09:58
            Bo z tego nie trzeba się tłumaczyć, to naprawdę tak trudne do zrozumienia?

            Przecież to nie społeczeństwo robi szum wokół homo, tylko homo robią szum wokół
            siebie. To nie społeczeństwo organizuje "parady równości", "manify" itp, tylko
            właśnie homo. To oni chcą, żeby o nich było głośno, żeby o nich mówiono.

            Tak trudno zrozumieć, że homo byli zawsze, ale dopóki zachowywali się w kwestii
            własnej seksualności cicho i nie robili z niej cyrku, to społeczeństwo, mając
            pełną świadomość ich obecności, nie zwracało na to uwagi?

            To właśnie protesty, krzyki, gadki o nietolerancji, marsze dla homo i podobne
            zachowania wywołały taką, a nie inną reakcję społeczeństwa?

            Czy hetero non stop gadają o swojej seksualności? Nie. Dlaczego więc robią to
            homo?
            • gulcia77 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 10:54
              A czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że heteroseksualni epatują
              swoją seksualnością? Choćby w stwierdzeniu "mam męża/żonę i dwoje
              dzieci"
              Gdyby homoseksualiści mogli żyć w ten sam sposób, na zasadzie "mój
              partner/ka i ja zrobiliśmy sobie wczoraj pyszną pizzę" a
              społeczeństwo nie reagowałoby dziwnie, to nie byłoby problemów i
              marszów równości
              • maqoofka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 16:07
                To już zupełne przegięcie. :) Posiadanie męża czy żony oraz własnych dzieci ma
                być zakazane? A może tylko ma być zakaz mówienia o nich? Zakaz noszenia obrączek
                też?

                Mam wrażenie, że homo nie byli uprzejmi zauważyć, czego zresztą uczono na
                biologii, że rozmnażanie (płciowe, zostawmy w spokoju eugleny i drożdże) polega
                na tym, że dwa osobniki różnej płci produkują gamety i że z połączenia tychże
                gamet powstaje nowe życie?

                Tak samo powstali i homo i hetero. Tyle, że ci drudzy dbają o przedłużenie
                gatunku, a ci pierwsi..? Cały świat istot żywych powstał dlatego, że te istoty
                się rozmnażały.

                Poza tym musi być "partner"? Nie może być kumpel? Nieraz zdarzało mi się robić
                coś z koleżanką i jakoś nie miałam problemu, żeby o tym mówić. Setki facetów
                chadzają z innymi facetami na piwo i też nikt z tego nie robi problemu.
              • ggrdl Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 16:19
                Bzdury wypisujesz! Heteroseksualni niczym nie epatują. Rozmowa o czymś, to
                jeszcze nie jest epatowanie. Tutaj zaproponuję słownik.
                Epatowaniem byłoby opowiadanie, jak z mężem pojechaliśmy NASZYM NOWYM MAYBACHEM
                na lody, a potem NASZYM NOWYM MAYBACHEM do fryzjera, itd.
                Przy okazji wyszło, że jadam lody, mam męża, strzygę włosy. Dlaczego akurat "mam
                męża" jest epatowaniem? Czy tylko dlatego, że jakaś Marta go nie ma i woli kobiety?

                Mój kolega długi czas ukrywał swój konkubinat (ładne słowo ;-)). Miał do tego
                prawo. Powodem raczej nie była ani heterofobia, ani nawet kato-cośtam, bo połowa
                grupy żyje bez ślubu.

                • afryka75 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 19:20
                  ggrdl napisał:

                  > Bzdury wypisujesz! Heteroseksualni niczym nie epatują. Rozmowa o
                  czymś, to
                  > jeszcze nie jest epatowanie. Tutaj zaproponuję słownik.
                  > Epatowaniem byłoby opowiadanie, jak z mężem pojechaliśmy NASZYM
                  NOWYM MAYBACHEM
                  > na lody, a potem NASZYM NOWYM MAYBACHEM do fryzjera, itd.
                  > Przy okazji wyszło, że jadam lody, mam męża, strzygę włosy.
                  Dlaczego akurat "ma
                  > m
                  > męża" jest epatowaniem? Czy tylko dlatego, że jakaś Marta go nie
                  ma i woli kobi
                  > ety?
                  (...)

                  Czekaj, czekaj, w tejże szkole, w której pracuje pani Marta dyrektor
                  homoseksualnej maturzystce nie pozwolił tanczyc na studniówce ze
                  swoja partnerka- TAŃCzyć!! (bo samo tanczenie jest epatowaniem).
                  Rozumeim,ze heteroseksualni uczniowie i nauczyciele mieli ten sam
                  zakaz?
                  Bo jelsi nie, to niestety, ale oni mogli epatowac tym, czego
                  zkazano uczennicy homoseksualnej
                  • maqoofka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 21:06
                    Taki jest dziwny zwyczaj na świecie, że tańczy się w parach mieszanych. Nie
                    wyobrażam sobie poloneza/walca/mazura tańczonego w miejscu publicznym w parze
                    jednopłciowej. Na imprezach domowych można się zachowywać swobodnie, jednak ta
                    sama swoboda nie dotyczy miejsc publicznych. Podobnie do pracy w wielu miejscach
                    trzeba przywdziewać strój biurowy, podczas gdy w sklepie nikt żakietu od
                    pracownicy nie wymaga.

                    Ja nie odczuwam dyskomfortu/niechęci/obrzydzenia w dotknięciu innej kobiety. W
                    związku z tym nie sądzę, żeby był jakikolwiek powód niechęci omc maturzystki w
                    tańcu z chłopakiem.

                    No, chyba, że jednak się brzydzi. A to już normalne nie jest.
                    • thobold Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 19:35
                      I wreszcie doszliśmy do sedna - "bo to normalne nie jest". Czyli taniec z
                      chłopakiem jest "normalny", a z dziewczyną jest "obrzydliwy" i jest "epatowaniem
                      homoseksualnością"? Nie widzisz tu rażącej asymetrii i niesprawiedliwości?
                      Jakbyś się czuła, gdyby w odwrotnej sytuacji zakazano ci tańczyć z mężczyzną i
                      zmuszono do tańca z osobą tej samej płci, "bo taki jest u nas zwyczaj" i "tak
                      jest normalnie"?
                      • ggrdl Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 24.06.10, 10:18
                        Grecy, Arabowie, Żydzi tańczą "jednopłciowo". Tam z kolei może być źle widziane
                        tańczenie w parach mieszanych. Wszystko jest kwestią środowiska.
                        U nas facet z odkrytym torsem na plaży jest OK, a w katedrze to prowokacja i
                        obraza. Kobieta z gołymi cyckami właściwie wszędzie budzi sensację. W niektórych
                        regionach Afryki kobiety topless przychodzą do kościoła na mszę. Tego samego, co
                        u nas, katolickiego. Tam to jest normalne, u nas nie.

                        Taniec na imprezce to trochę coś innego niż uroczysty polonez na studniówce.


                        BTW: Zdarza mi się na imprezach tańczyć z kolegami ;-)
            • cailith_18 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 10:59
              > Czy hetero non stop gadają o swojej seksualności? Nie. Dlaczego więc robią to
              > homo?

              TAK. I tu tkwi problem - hetero nie zauważają tego, że wciąż mimochodem mówią o
              swojej seksualności, o kwestiach z nią związanych, o dzieciach, ślubach,
              wakacjach, wyjazdach, problemach ze zdrowiem małżonka/małżonki itp.
              Homo tego nie robią - ze strachu przed odrzuceniem. Dobrze, jeżeli tylko z tego
              powodu, a nie np. ze strachu przed pobiciem.
              Zastanów się nad tym, co napisałaś - to klasyczny, wręcz podręcznikowy przykład
              postawy, o której pisze p. Marta Konarzewska i która ją tak boli, że zdecydowała
              się spróbować coś zmienić, kosztem samej siebie.
              Zastanów się.
              • stoniec Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 12:47
                Htero o tym mowia, bo inni hetero chca o tym sluchac, bo jedni i drudzy maja
                wspolne doswiadczenia, ktorymi sie chca dzielic,
                na przyklad, co zrobic jak dzieciak ma biegunke. O czym ma rozmaiac hetero z
                bojowniczka o wolnosc (a poza tym nauczycielka i lesbijka), skoro ona potrafi
                tylko o jednym.
              • maqoofka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 17:54
                Homo nie mają dzieci, więc nie mają o kim mówić. O partnerach nikt im mówić nie
                zabrania, tylko raczej nikt nie ma ochoty tego słuchać. Mnie interesują
                problemy, z którymi mam do czynienia, o nich rozmawiam. Nie interesują mnie np
                liczby wymierne, nie wiem o nich nic i choćby 10 matematyków twierdziło, że są
                najciekawsze na świecie, nie znaleźliby we mnie słuchaczki.

                Każdy ma swoje kółko zainteresowań.
                • afryka75 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 19:26
                  maqoofka napisała:

                  > Homo nie mają dzieci, więc nie mają o kim mówić. (...)

                  Po pierwsze- znam mnóstwo osob majacych dzieci, ktore podejmuja
                  mnóstwo tematów, nie tylko o dzieciach, hahha,
                  Po drugie- znam mnóstwo osób, które nie maja dzieci, i które też
                  mają o czym i o kim mówić
                  Po trzecie- znam osoby homoseksualne, kttóre mają dzieci :)
                  • maqoofka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 20:30
                    Owszem, też znam takie osoby - kobiety. Tyle, że zostawiły dzieci. Wychowują je
                    ich byli mężowie.

                    Więc mogę powiedzieć, że nie mają dzieci. Nie ta matka, co urodziła, lecz ta, co
                    wychowała. Nie przejawiają najmniejszego zainteresowania dziećmi, nawet nie
                    korzystają z prawa do odwiedzin.

                    Gdybym nie znała takich osób, to bym nie zabierała głosu w tej dyskusji.
                    • afryka75 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 20:38
                      maqoofka napisała:

                      > Owszem, też znam takie osoby - kobiety. Tyle, że zostawiły dzieci.
                      Wychowują je
                      > ich byli mężowie.
                      >
                      > Więc mogę powiedzieć, że nie mają dzieci. Nie ta matka, co
                      urodziła, lecz ta, c
                      > o
                      > wychowała. Nie przejawiają najmniejszego zainteresowania dziećmi,
                      nawet nie
                      > korzystają z prawa do odwiedzin.
                      >
                      > Gdybym nie znała takich osób, to bym nie zabierała głosu w tej
                      dyskusji.


                      Hmmm, dziwne, ja znam takie, kotre maja te dzieci bez mezów :) I od
                      poczęcia wychowuja je z partnerkami :)
                      • maqoofka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 21:23
                        A kto powiedział, że mamy tych samych znajomych? :) Choć może. :)

                        Powiem ci, że te dzieci, póki były małe, miały nerwice lękowe, bały się
                        nie-domowników, księżyca, niemal wszystkiego, a co dziwne - matek, nie chciały z
                        nimi zostawać, ani nawet wychodzić z nimi na spacery. Nie wiem, dlaczego. Teraz
                        są już większe, mają po kilka lat (to dziewczynki) i nie mają takich problemów,
                        nawet spędzają u mam część wakacji.

                        Jednakże na pewno w ich psychice ślad pozostał.

                        Tak czy siak, chciałabym, żeby mi ktoś wytłumaczył, jakim cudem można chcieć
                        mieć dziecko, nie chcąc mieć partnera płci przeciwnej. Coś mi nie gra.
                        • afryka75 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 22:05
                          maqoofka napisała:

                          > A kto powiedział, że mamy tych samych znajomych? :) Choć może. :)
                          >
                          > Powiem ci, że te dzieci, póki były małe, miały nerwice lękowe,
                          bały się
                          > nie-domowników, księżyca, niemal wszystkiego, a co dziwne - matek,
                          nie chciały
                          > z
                          > nimi zostawać, ani nawet wychodzić z nimi na spacery. Nie wiem,
                          dlaczego. Teraz
                          > są już większe, mają po kilka lat (to dziewczynki) i nie mają
                          takich problemów,
                          > nawet spędzają u mam część wakacji.
                          >
                          > Jednakże na pewno w ich psychice ślad pozostał.
                          >
                          > Tak czy siak, chciałabym, żeby mi ktoś wytłumaczył, jakim cudem
                          można chcieć
                          > mieć dziecko, nie chcąc mieć partnera płci przeciwnej. Coś mi nie
                          gra.


                          No na pewno nie są to wspólni znajomi :)
                          Ja nie wiem, jakim cudem, w kazdym razie chyba mozna, skoro takie
                          osoby istnieja :)
                          I ich dzieci sa megawyluzowane i szczesliwe :) Z mamami, wujkami,
                          ciociami, diadkami i babciami :)
                • melaine_koina Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 10:16
                  maqoofka napisała:

                  > Homo nie mają dzieci, więc nie mają o kim mówić. O partnerach nikt im mówić nie
                  > zabrania, tylko raczej nikt nie ma ochoty tego słuchać. Mnie interesują
                  > problemy, z którymi mam do czynienia, o nich rozmawiam. Nie interesują mnie np
                  > liczby wymierne, nie wiem o nich nic i choćby 10 matematyków twierdziło, że są
                  > najciekawsze na świecie, nie znaleźliby we mnie słuchaczki.
                  >
                  > Każdy ma swoje kółko zainteresowań.


                  Mam tylko nadzieję, że nie jesteś nauczycielką. Aż strach czytać o takiej
                  ignorancji (szeroko pojętej), a co dopiero z nią obcować. Z takim podejściem to
                  nawet rolnikowi musiałoby być strasznie trudno, bo on i ziemniaki, i marchewkę
                  musi uprawiać. A czasem to i bakłażana - o zgrozo!

                  Ciągle mówimy o rozwijaniu zainteresowań, pobudzaniu wyobraźni, zachęcaniu do
                  otwierania się na świat, ale czytając niektóre wypowiedzi strach mnie oblatuje,
                  na co my swoje dzieci skazujemy, każąc im chodzić do szkoły - do szkoły absurdu,
                  zakłamania, obłudy, impotencji umysłowej i ignorancji społecznej.
              • rydzyk_fizyk Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 11:39
                TAK. I tu tkwi problem - hetero nie zauważają tego, że wciąż mimochodem mówią o
                swojej seksualności, o kwestiach z nią związanych, o dzieciach, ślubach,
                wakacjach, wyjazdach, problemach ze zdrowiem małżonka/małżonki itp.
                Homo tego nie robią - ze strachu przed odrzuceniem. Dobrze, jeżeli tylko z tego
                powodu, a nie np. ze strachu przed pobiciem.
                Zastanów się nad tym, co napisałaś - to klasyczny, wręcz podręcznikowy przykład
                postawy, o której pisze p. Marta Konarzewska i która ją tak boli, że zdecydowała
                się spróbować coś zmienić, kosztem samej siebie.


                I co zamierza zmienić? Zakazać rozmów o życiu osobistym w pokoju nauczycielskim? :>
                • thobold Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 20:06
                  Nie? Pozwolić na nie także homoseksualistom?
                  • rydzyk_fizyk Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 24.06.10, 00:20
                    A ktoś jej zabrania rozmawiać!?

                    No chyba, że mówisz o rozmowie dwóch/kilku homo. Może zajść sytuacja, że w pokoju nauczycielskim nie będzie ich aż tylu.
          • pal666 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 24.06.10, 09:30
            STOP, STOP, STOP, manipulatorze !!!!!!! NIKT NIKOMU nie każe się z tego
            tłumaczyć !!!!!!!
            NIKT nie chce o tym rozmawiać na foruum PUBLICZNYM !!!!!
            IX LO to szkoła PUBLICZNA !!!!!
    • gothmucha Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 13:17
      Bardzo dobrze, że ten tekst się ukazał, trzeba wreszcie przerwać tą zmowę milczenia! Moim zdaniem to najważniejszy tekst roku, a kto wie, czy nie dziesięciolecia.
      • zdanka1 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 15:57
        Najwazniejszym tekstem dziesieciolecia jest tekst Hugo-Badera,
        Podziemne zycie Ewy H. i kto twierdzi inaczej, tego pozywam na
        ziemie udeptaną pieszo lub konno, na topory albo miecze.
        • pal666 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 24.06.10, 09:32
          Nie, najważniejszym tekstem dziesięciolecia jest "MIchnikowszczyzna" Ziemkiewicza.
      • 3emo Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 26.06.10, 14:51
        dziękuję serdecznie
    • tersta Polska to kraj zaprzanców i matołów 21.06.10, 13:23
      sami są nikim i dlatego nienawidzą innych niż oni. Prawdziwi polacy, prawdziwi
      katolicy, prawdziwi patrioci. Yylko oni mają prawo bytu. A inni? Są po to,
      zeby pracowac i płacić podatki, zeby ci "prawdziwi" mieli z czego żyć.
    • stoniec Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 13:23
      Ja czlowiek prosty (i heteroseksualny), wiec czytajac czasami
      gazetki takie jak ta doszedlem do wniosku, ze akcentowanie
      h-seksualizmu jest obecnie obowiazujecym wymogiem ustawowym.
      Przed wprowadzeniem w zycie tej ustawy myslalem sobie o osobach takich jak
      szanowna autorka, ze se powinny dac na wstrzymanie z rozglaszaniem swoich
      upodoban, bo ja mam to najzwyczajniej gdzies.
      A szkoly, szanowna Pani, maja w tym nieszczesnym kraju naprawde powazniejsze
      klopoty na glowie i potrzeby.

      I powtarzam - ktos powinien autorce udzielic profesjonalnej pomocy. Moze jest
      na tym formu jakis specjalista, ktory nie bedzie sie bal zdiagnozowania przypadku.
      • nietuskaczka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 13:11
        Z tekstu pani Konarzewskiej nie wynika, aby Jej cokolwiek dolegalo, co
        wymagaloby profesjonalnej pomocy lub diagnozowania. Natomiast z Twoim
        mysleniem jest chyba cos nie tak, skoro odwracasz kota ogonem i wysylasz
        autorke do lekarza. Taka postawa jest nie tylko przejawem glebokiej
        nietolerancji, ale tez calkowitego braku szacunku dla osob o odmiennej
        orientacji seksualnej. Polskiemu koltunstwu nawet przez mysl nie
        przejdzie, ze w krajach w ktorych nie wolno dyskryminowac ze wzgledu na
        orientacje seksualna, np. w USA, osobnik pokroju Giertycha musialby podac
        sie do dymisji w ciagu pieciu minut po zakonczeniu swoich faszystowskich
        wynurzen, a Jaroslaw Kaczynski, ktory go wyniosl do wladzy, zostalby
        rownie szybko zdyskredytowany i rozliczony za to, ze do tego dopuscil. W
        Polsce jeszcze nie zostalo ustanowione dobre i skuteczne prawo, ktore
        broni interesow mniejszosci i chroni je przed dyskryminacja. Nie ma
        zadnego znaczenia, czy w kraju jest 2, 5 czy 10% osob homoseksualnych.
        Kazdy ma prawo do bycia soba, i nikt nie ma prawa do odbierania drugiemu
        czlowiekowi tego prawa. Koniec kropka.
        • stoniec Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 15:15
          Nic nie pisalem o:
          a)wysylaniu autroki do lekarza (specjalista to nie tylko lekarz,
          przynajmniej tak bywalo dawniej)
          b) nigdy nie odwracalem kota
          c) nawet, gdybym odwracal kota, to nie uwazam, zeby to bylo
          przejawem glebokiej nietolerancji. Czy kot nieodwrocony jest przejawem tolerancji?
          d) nic nie pisalem o szacunku do osob o odmiennej orientacji
          (wlaczajac w to koty odwrocone),
          Nie widze przy tym najmniejszego powodu do wyrazania szacunku
          osobom tego rodzaju. Czym sobie niby na szacunek zasluzyly?
          e) nic nie pisalem o koltunstwie, i nie wiem, czy koltunstwo wie, ze w kraju
          takim jak Polska tez nie wolno nikogo dyskryminowac
          f) w kraju takim jak USA nie Giertych, ale noblista i przy okazji prezydent
          Harwardu wcale nie musialbu w piec minut podawc sie do dymisji, tam za mniejesze
          'przewinienia' ciupasem po prostu wywalaja takiego na bruk; to sie nazywa
          tolerancja,
          g) nic nie pisalem o Kaczynskim
          h) nigdzie nie pisalem, ze nikt nie ma prawa do bycia soba w Polsce
          i) prawo do odbierania drugiemu czlowiekowi prawa do bycia soba ma w Polsce
          prawo, ktore na przyklad stara sie ograniczyc nadmierne eksponowanie swoich
          upodoban pedofilom i seryjnym mordercom
          • nietuskaczka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 20:47
            > i) prawo do odbierania drugiemu czlowiekowi prawa do bycia soba ma w
            Polsce
            > prawo, ktore na przyklad stara sie ograniczyc nadmierne eksponowanie
            swoich
            > upodoban pedofilom i seryjnym mordercom

            Tylko z tym akapitem moge sie zgodzic, bo jest on tak oczywisty, ze nie
            bylo sensu o tym pisac. Skoro jednak wspomniales o pedofilach, to na
            marginesie dodam, ze Polska bedzie miala powazny problem z wprowadzeniem w
            zycie chemicznej kastracji, bo w tej sprawie uchwalila kiepskie prawo,
            ktore jest w swojej istocie niekonstytucyjne, i latwo bedzie je obalic w
            PE.
            Z przykroscia stwierdzam, ze zlapalam Cie "z reka w nocniku". Przeczytalam
            bowiem Twoje wczesniejsze posty, w ktorych kilkakrotnie sugerowales, ze
            pani Marta powinna sie leczyc. Wlasnie te insynuacje traktuje jako
            kompletny brak szacunku wobec drugiego czlowieka, ktory usiluje nam
            powiedziec jak sie fatalnie czuje w swojej skorze, bedac obiektem
            ostracyzmu w miejscu pracy.

            Jak Ty to sobie wyobrazasz, ze w Stanach, w szkole do ktorej uczeszcza 3
            tysiace studentow, ktorych rodzice przybyli z wszelkich mozliwych zakatkow
            swiata, tworzac konglomerat ras i kultur, i wyznajacych kilkaset roznych
            religii, gdzie jakis odsetek dzieci czy Staff members jest homo czy
            bisexual, Vice-Principal moglby sobie pozwolic na jakiekolwiek fochy
            wzgledem nauczyciela, czy jakies uprzedzenia swiatopogladowe wobec
            kogokolwiek? Wolne zarty. Tu nie tylko w gre wchodzi kwestia posady,
            prestizu, ale rowniez wielomilionowych odszkodowan. Czekam na ten dzien,
            kiedy w Polsce zmieni sie mentalnosc ogolu na tyle, ze takich dyskusji nie
            trzeba bedzie toczyc, a kary za hate crimes beda rownie surowe i skuteczne
            jak w Ameryce. (By the way, jestem hetero, i nie jestem feministka:-)
            No ale zeby ten proces mogl nabrac jakiegos sensownego przyspieszenia, to
            Ojcu Rydzykowi, ktory od lat nieustannie saczy jad w serca swoich
            sluchaczy za pieniadze USOPAL-u, oraz Jaroslawowi K., ( wczoraj Prawica -
            dzisiaj Lewica), mowiacemu milionom Polakow kogo powinni nienawidzic
            nalezaloby powiedziec zdecydowanie bye, bye.
        • maqoofka Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 17:22
          Tyle piszesz o dyskryminacji, a dlaczego w normalnych sklepach z ciuchami nie
          można kupić np rozmiaru 66? Nie wiem, czy taki w ogóle istnieje, ale go nie ma i
          już. Może nie na temat, ale to też jest dyskryminacja. ;)
        • pal666 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 24.06.10, 09:36
          Napisaleś (i słusznie):
          "każdy ma prawo do bycia sobą".
          Ja wyrażam ostry protest i dezaprobatę wobec zachowania tej Pani.
          I co Ty na to ?
    • turing_machine Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 14:23
      Pierwszy raz zobaczyłam panią Konarzewską na zdjęciu z warszawskiej
      Parady Równości w 2007 roku zamieszczonym w książce Agnieszki
      Graff „Rykoszetem”. Widać na nim pełną radości dziewczynę w
      towarzystwie znanej pisarki. Na koszulce ma napis „Nobody knows I'm
      a lesbian”. W tle widać gęsty tłum ludzi. Pomyślałam sobie „No
      proszę, idą wesoło, nie boją się, nikt ich nie atakuje, nie jest
      źle. Potem wrócą do domu, do pracy. Jakie w Polsce mamy teraz
      tolerancyjne społeczeństwo.” Dopiero później przeczytam, jak bardzo
      się bała.
      Drugi raz natknęłam się na nazwisko Konarzewska przy lekturze
      artykułów o uczennicach jednego z łódzkich liceów, które zamieściły
      swoje artystyczne zdjęcia na internetowym blogu. Pomyślałam „Jakie
      fajne zdjęcia! Widać, że dziewczyny interesują się sztuką,
      eksperymentują. Może kiedyś będziemy zdjęcia ich fotografki oglądać
      na wystawach i w albumach”. Początkowo uczennice miały być wyrzucone
      ze szkoły. Sprawa zrobiła się głośna i w końcu do relegowania nie
      doszło. Nawet zaprzeczono, że w ogóle był taki zamiar. Uczennice
      wspierała szkolna polonistka. Nie skojarzyłam jej wtedy ze zdjęciem
      z „Rykoszetu”. Pomyślałam „Odważna baba! Na taką belferkę uczniowie
      mogą liczyć. Wiedziała, że naraża się temu gronu siedzącemu z
      podkulonym ogonem. Usta pełne frazesów o wartościach, a jak co do
      czego przychodzi, to brakuje odwagi, by bronić uczniów i
      zaprotestować. No, ale przynajmniej wszystko się dobrze skończyło”.
      Dzisiaj, w wyborczą niedzielę, w Gazecie czytam artykuł Marty
      Konarzewskiej pt. „Jestem nauczycielką i jestem lesbijką”. Więc
      jednak nie skończyło się dobrze. Skończyło się źle. A może się
      skończyć jeszcze gorzej, jeśli nauczycielka straci pracę.
      Nauczyciele okazują swojej koleżance wyższość kulturalną i...
      seksualną, nie mówiąc jej „dzień dobry” i traktując jak powietrze.
      Dyrektor rozmawia z nią trzymając ręce w kieszeniach, a
      wicedyrektorka ostentacyjnie odwraca się na jej widok i oddziela się
      od niej kordonem sekretariatu i innych nauczycieli. Pani Konarzewska
      ze strachu nie wchodzi do pokoju nauczycielskiego. Doświadcza
      codziennego poniżenia i wykluczenia. Kto nie pracował w szkole, nie
      wie jak bolesny i niszczący może być ostracyzm pokoju
      nauczycielskiego. Jeśli jest prawdą, że inna nauczycielka próbuje
      nakłaniać uczniów do podpisywania petycji przeciw Konarzewskiej, to
      powinna przestać uważać się za pedagoga. Zachowanie dyrekcji i
      innych nauczycieli to klasyczny mobbing. Do tego taki wzorzec
      zachowania pokazuje się młodzieży. Rzekomo to wszystko dzieje się w
      imię „tradycyjnych wartości”. Łudzę się, że nie o chrześcijańskie
      wartości tu chodzi. Nie sposób w takiej atmosferze codziennie, ze
      ściśniętym gardłem, przychodzić do pracy, normalnie prowadzić lekcje
      i spokojnie przygotowywać się do nich. Uczniowskie wybryki z
      wkładaniem kosza na głowę nauczyciela znalazły swój
      bardziej 'wyrafinowany' odpowiednik w zachowaniu dyrekcji i grona
      pedagogicznego, grupy wydawałoby się dorosłych i wykształconych
      ludzi. Z tym niewidzialnym koszem trudniej się walczy, trudniej się
      przed nim obronić i trudniej go zdjąć.
      Zastanawiam się, jak zareagowałby pokój nauczycielski, gdyby nagle w
      drzwiach stanęli Dąbrowska, Iwaszkiewicz, Konopnicka, Gombrowicz,
      Lechoń czy Rodziewiczówna? A gdyby zjawiła się Safona, Tove Jansson
      od muminków, Oskar Wilde, Virginia Woolf czy Leonardo da Vinci? Czy
      powiedzianoby im „My nie lubimy Konarzewskiej, bo ona jest... no...
      wiecie”? A oni pomyśleliby „A nas lubicie? Przecież my też
      jesteśmy... no... wiecie?”
      „Zrobiłaś z nas homofobów, a MY jesteśmy tolerancyjni”. Czy osoba
      wypowiadająca takie zdanie, w kontekście całej sprawy, miała kiedyś
      jakieś zajęcia z logiki? Oniemiałam, czytając „nauczyciele
      zobowiązali się dyżurować przy wicedyrektorce, by nie naraziła się
      na bezpośredni kontakt ze mną”. Wicedyrektorka napisała „w trosce o
      swoje bezpieczeństwo mam prawo obawiać się kontaktów z Panią”. Nie
      wiadomo, czy śmiać się płakać. Dorosła kobieta, na stanowisku, unika
      bezpośredniej rozmowy ze swoją podwładną? Czego się obawia? Jakie ma
      do tego podstawy? Bardziej można się obawiać ludzi mijających nas na
      ulicy.
      W jakim świecie żyje ta szkoła? Uczniowie mają dostęp do wszelkiej
      informacji w Internecie. Mogą sobie czytać, oglądać wszystko bez
      żadnych ograniczeń czy cenzury. Szkoła udaje, że o tym nie wie.
      Zamiast rozmawiać i pomóc zrozumieć, potępia, piętnuje, szykanuje
      uczennice, a potem nauczycielkę. Uczennica pisząca pracę o
      tolerancji, ma pominąć zagadnienie tolerancji wobec mniejszości
      seksualnych, jakby nie istniały. To o czym ma napisać? O tolerancji
      dla paprotek, a może o tolerancji dla... większości? Odwołanie
      wycieczki do kina na film o rasizmie, bo był pokazywany w ramach
      festiwalu filmów m. in. o tematyce homoerotycznej, może śmieszyć,
      ale tak naprawdę śmieszne nie jest.
      Świat jest obezwładniająco skomplikowany i trzeba się dużo
      napracować, by znaleźć jakiś drogowskaz. Obłuda, cenzura, nienawiść,
      dyskryminacja i codzienne upokarzanie nauczycielki ze względu na jej
      orientację nie pomogą znaleźć uczniom tego drogowskazu. Na pewno nie
      w tym łódzkim liceum.
      Czasem słyszy się, że orientacja seksualna jest prywatną sprawą.
      Dlaczego więc jedna z nauczycielek dociekała, jaką orientację ma
      pani Konarzewska? Ze sposobu, w jaki to robiła, można się domyślać,
      że nie była to tylko zwykła wścibskość. Dlaczego szkoła w ogóle się
      tym zajmuje?Ktoś mógłby powiedzieć „Nie trzeba było się ujawniać.
      Ujawniła się, to teraz ma”. A dlaczego miałaby udawać kogoś, kim nie
      jest? Żeby tylko inni mieli spokój? A jej spokój?
      Pani Konarzewska zasługuje nie tylko na tolerancję, ale na pełną
      akceptację i szacunek jako osoba i nauczycielka. Tak, jej orientacja
      seksualna jest jej prywatną sprawą, a to znaczy, że szkoła nie ma
      prawa dociekać i wtrącać się w jej życie prywatne. Nie znaczy to
      jednak, że o swoich prywatnych sprawach nie może mówić, że o swoich
      prywatnych sprawach musi kłamać. Każdy ma prawo wyboru. Również
      osoby heteroseksualne wybierają, o jakich prywatnych sprawach będą
      mówić, a o jakich nie i szkole nic do tego. Trzeba wierzyć, że
      dyrekcja łódzkiego liceum jednak nie zwolni swojej polonistki, a ta
      znajdzie siły, by przetrwać obecną sytuację. Ja przynajmniej mocno w
      to wierzę. Wierzę, że niedługo ktoś w pokoju nauczycielskim
      łódzkiego liceum po prostu zaproponuje pani Konarzewskiej herbatę,
      porozmawia choćby o pogodzie czy o tym, jaką ostatnią nowość warto
      przeczytać. Do tego naprawdę nie trzeba specjalnej odwagi. Wierzę,
      że jeszcze będzie bez strachu szła w niejednej paradzie.
      Ewa Modrzejewska
      • helisasg Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 15:05
        Świetny wpis
        • turing_machine Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 21:21
          Dziękuję Ci helisasg, szczególnie za cierpliwość w czytaniu chyba
          najdłuszego tutaj wpisu. Cóż, Maszyna Turinga czasem się za bardzo
          rozpędzi, ale artykuł w GW był tego wart. Popieram wszystkie Twoje
          wpisy. Nie przejmuj się zanadto wpisami malwiny222b. Dla niektórych
          takie forum jest bardzo ważne, bo ma znaczenie terapeutyczne.
          Pozdrawiam serdecznie.
          • helisasg Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 22:22
            Pozwoliłem go sobie wrzucić u siebie na bloga, z podanie autorstwa
            oczywiście, jako nader udany komentarz do całej sprawy.

            pozdrawiam.
            • turing_machine Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 21:20
              OK. Nie mam nic przeciwko.
              Tak przy okazji, ciekawe kim jest tajemnicza malwina222b. Jeśli
              nauczycielką, to współczuć uczniom, jeśli uczennicą to współczuć
              nauczycielom. Tyle wie o sprawie, a skąpi nam info. Wbrew temu co
              zamierzała, prawie każde jej zdanie potwierdza to, co pisze MK. Mimo
              wszystko po parokrotnym przeczytaniu jej wpisy wydają się po
              prostu... FASCYNUJĄCE! Magisterkę możnaby na nich zrobić i to z paru
              dziedzin.
              Pozdrawiam
              • aaannemarie Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 22:24
                Doskonały wpis. Nagroda roku :). Malwina jest zdecydowanie nauczycielką. Mam nosa, bo sama nią jestem i namierzam takie typy. Jest to środowisko zachowawcze (napływ świeżej krwi trochę to zmienia, ale świeża krew boi się o pracę i często brak jej pazura). Po za tym to kwestia nie tylko zawodu, ale edukacji od najmłodszych lat. Posiadanie wyobraźni znacznie ułatwia zrozumienie innego człowieka. ZROZUMIENIE INNEGO. Dzięki :)
      • malwina222b baranek wełnisty 21.06.10, 15:35
        Widzę, że twój obraz świata w dużej mierze kształtują zaangażowane
        ideologicznie media.

        Widzę też, że dla niektórych bohaterką staje się dziewczyna, która
        całe swoje życie koncentruje wokół swojej anorektycznej d...y.

        I nie jest tu ważne, jakim jest człowiekiem, jak się zachowuje wobec
        otoczenia, bo ważne jest to, że jest lesbijką i to dla niektórych
        uświęca wszystkie jej zachowania i przez to staje się nietykalna.

        Teraz homoseksualistę dyskryminuję każdy, kto mu się sprzeciwi albo
        go choćby nie pochwali, zaś gej/lesbijka nie dyskryminuje nikogo,
        choćby profanował największe świętości i opluwał wszystkich dookoła.
        Gej/lesbijka, choć wywraca porządek społeczny, jest zawsze barankiem
        wełnistym i jagnięciem niewinnym, kto zaś wytknie mu cokolwiek, ten
        jest potworem i wariatem. Gej to już nie jest święta krowa, to
        święty Tyrannosaurus Gay, który wszystko może rozwalić i każdego
        pożreć, a jedyna dozwolona reakcja to oklaski. W obsuwającym się w
        szaleństwo świecie słowo „homoseksualista” ma otwierać każde drzwi i
        każdy kark ma zginać do ziemi. Nie wolno im niczego odmówić, bo za
        nimi stoi aparat przymusu „świeckiego państwa” i sztaby dogmatyków
        nowej moralności, opartej na widzimisię pozbawionych gruntu etyków.
        Zegarmistrz nie musi przyjąć do pracy nikogo z wyjątkiem
        homoseksualisty – bo tego musi, choćby był ślepy i bez rąk.
        • klezmatics Re: baranek wełnisty 21.06.10, 16:07
          malwino222b!
          wydajesz się znać sprawę od innej strony.
          napisz proszę więcej.
          podpisz się imieniem i nazwiskiem pod rewelacjami na temat terroru wprowadzonego
          w szkole przez Martę Konarzewską.
          bo na razie to rzucasz pełne paskudnych aluzji ogólniki.

          odwagi!
        • magrag Re: baranek wełnisty 21.06.10, 17:42
          skąd tyle jadu?

          może napisz konkretnie co takiego zrobiła Ci p. Marta, że tak jej
          nie możesz ścierpieć.

          "zginać kark do ziemi?" kpisz chyba... wystarczy odrobina szacunku
          dla drugiego człowieka

          a "aparat przymusu świeckiego państwa" to chyba nie w tym kraju -
          przymus w tym kraju opiera się na "odwiecznym" partriarchalno-
          katolickim porządku
        • helisasg Re: baranek wełnisty 21.06.10, 18:04
          > Widzę też, że dla niektórych bohaterką staje się dziewczyna, która
          > całe swoje życie koncentruje wokół swojej anorektycznej d...y.

          O ile wiem, Marta pędzi (poza wszystkim innym) całkiem udane życie
          intelektualne. Pracuje naukowo, jest wicenaczelną pisma etc...

          Wiemy to i owo o niej. Skądinąd ja wiem to i owo bezpośrednio - wiem
          na przykład, że od wielu lat Marta obawiała się, że w końcu jej
          aktywność na polu walki z dyskryminacja może się odbić negatywnie na
          jej pracy w szkole.

          Bo "coming out" to nie jednorazowy akt, po którym wypadki zachodzą
          zgodnie z zasada wszytko albo nic.

          Jedno jest pewne. Nienawistny, obelżywy język jaki prezentujesz w
          zdaniu, które pokazałem powyżej poddaje w wątpliwość twoje słowa o
          "biednej kadrze szkoły" zaszczutej przez jedną agresywną lesbjkę.

          Masz czytelników swoich wypocin za naiwnych idiotów?

          Nie ośmieszaj się, frustratko, kimkolwiek jesteś.

          A podejrzewam, że jesteś jedną z tych skompromitowanych nauczycielek,
          której w głowie się nie mieści, że wreszcie zaczną ponosić
          odpowiedzialność za swoją deprawację.
          • pal666 Re: baranek wełnisty 24.06.10, 09:43
            Zamilcz, homoterrorysto !
        • thobold Re: baranek wełnisty 23.06.10, 20:15
          Ach, ci potworni homoseksualiści, co to szargają świętości, opluwają i wywracają
          porządek społeczny, bla bla bla... W jaki sposób ten porządek wywracają? Samym
          istnieniem swoim? Stwierdzeniem: "jestem dziewczyną i mam dziewczynę"? Strasznie
          kruchy i iluzoryczny musi być twój społeczny porządek świata, skoro istnienie
          jednej lesbijki jest dla niego takim śmiertelnym zagrożeniem. A cóż pani Marta
          miała by robić, by twego porządku nie wywracać? Przestać istnieć, o tak, pro
          publico bono?
          • pal666 Re: baranek wełnisty 24.06.10, 09:45
            Niestety, nie jesteś tym, kim piszesz, że jesteś: jesteś zwykłym homoterrorystą.
        • aaannemarie Re: baranek wełnisty 23.06.10, 22:32
          No właśnie, dopiero co pisałam o wyobraźni. A tu jeszcze strach ! "Gej/lesbijka,
          choć wywraca porządek społeczny, jest zawsze barankiem
          > wełnistym i jagnięciem niewinnym, kto zaś wytknie mu cokolwiek, ten
          > jest potworem i wariatem. Gej to już nie jest święta krowa, to
          > święty Tyrannosaurus Gay, który wszystko może rozwalić i każdego
          > pożreć, a jedyna dozwolona reakcja to oklaski. W obsuwającym się w
          > szaleństwo świecie słowo „homoseksualista” ma otwierać każde drzwi". Osuwający
          się w szaleństwo świat ! Homoseksualizm był zawsze, Pani Przestraszona
          Anonimowa. Świat osunął się przez faszystów, stalinizm, antysemityzm, rasizm
          etc. a nie przez homoseksualizm. Który to nie jest do wyleczenia a do
          akceptacji(czytać proszę na ten temat we wszystkich znanych językach) I światu
          nic nie będzie.
          >
        • pal666 Re: baranek wełnisty 24.06.10, 09:41
          Doskonały wpis, Malwino, nie dajmy się homoterrorowi !
      • ggrdl Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 15:56
        turing_machine napisała:
        > Może kiedyś będziemy zdjęcia ich fotografki oglądać
        > na wystawach i w albumach”.

        A może tylko w filmach klasy "Emanuelle 8",
        A morze jest głębokie...


        A co do p. Konarzewskiej, to jakoś uszło twojej uwadze, że ostracyzm ma miejsce
        TERAZ, a coming out wiele lat temu, czego dowodem są publiczne wypowiedzi sprzed
        5 lat (być może są i wcześniejsze, nie szukałem).
        Dowodzi to jednoznacznie tego, że ów rzekomy ostracyzm (znamy relację jednej
        strony) nie wziął się z samej orientacji seksualnej.

        Tak samo jest z wicedyrektorką - być może prawdziwy powód polega na obawie przed
        pomówieniami? Może to stąd chęć rozmowy wyłącznie przy świadkach?
        • melaine_koina Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 16:45
          ggrdl napisał:

          > A co do p. Konarzewskiej, to jakoś uszło twojej uwadze, że ostracyzm ma miejsce
          > TERAZ, a coming out wiele lat temu, czego dowodem są publiczne wypowiedzi sprze
          > d
          > 5 lat (być może są i wcześniejsze, nie szukałem).
          > Dowodzi to jednoznacznie tego, że ów rzekomy ostracyzm (znamy relację jednej
          > strony) nie wziął się z samej orientacji seksualnej.


          Z tekstu wynika coś zupełnie innego. Cicha zmowa trwała przez wiele lat (i
          znając polską mentalność, nie uwierzę,że to zwykły wymysł). Za samą jednak
          orientację seksualną nie wypadało pozbyć się niewygodnej koleżanki. Agresja
          narastała i czekała tylko na jakieś 'przewinienie', którym okazała się obrona
          dwóch licealistek. Problem jest złożony, ale polega głównie na tym, że
          heteryckie grono nie mogło znieść świadomości, że 'jakiś odmieniec' śmiał się mu
          publicznie przeciwstawić, broniąc racji jednostki i jej prawa do wolności wbrew
          ustanowionej tradycji moralnej. Tak naprawdę to szczytne dziedzictwo -
          "najświętsze wartości" - jest niczym innym, jak opresją i tłamszeniem ludzi. Bo
          jaki jest ważniejszy powód do życia poza samym życiem? Wartości, w imię których
          można zabić (fizycznie lub psychicznie)? To ja dziękuję za taki porządek
          społeczny i chcę go wywracać. Profanacją życia jest właśnie owa szlachetna
          moralność, która homogenizuje wszystkich.

          Tak, masz rację ostracyzm nie wziął się z samego tylko homoseksualizmu, ale z
          poczucia grona bycia poniżonym przez kogoś, kogo się uważało za gorszego.
          Najgorszy rodzaj obłudy, który w centrum myślenia stawia formułę: ja jestem
          normalny (a zatem jedyny słuszny i dozwolony) i ze swojej dobrej woli pozwalam
          żyć innym odmieńcom. Ale gdy się okazuje, że to ten odmieniec może mieć rację i
          jeszcze ma czelność o tym głośno mówić i bronić swoich przekonań, mechanizm
          agresji rusza. Zaczynają się powoływania na religię, tradycję, moralność, dobro,
          prawdę, etc., czyli na wszystkie narzędzia społecznej presji, przed którymi tak
          trudno się bronić, bo są przecież wyznacznikami normalności i pozytywnych wartości.
          • ggrdl Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 09:03
            A może ów ostracyzm wynika z faktu, że p. Marta przez te lata wszystkim mocno
            zalazła za skórę i już nikt jej nie lubi?
            Wówczas wygodnie jest sobie powiedzieć, że to nie moja wina.
            A reszta to dorobiona ideologia.

            Przepraszam, że nie użyłem trudnych słów, i zmieściłem się w 3 zdaniach, ale
            moje dywagacje (jednak!) nie są mniej uprawnione od twoich.
            • melaine_koina Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 10:43
              Wiesz, nie znam Marty osobiście i nie wiem, jakie były szczegóły sprawy
              (wypowiedzi przedstawiciela szkoły są bełkotliwe i chamskie, a wicedyrektor się
              nie wypowiedziała). Znam jednak reakcje prawdziwych Polaków i obrońców
              tradycyjnych wartości na wszystko, co dla nich nieznane i wiem, do jakiej
              ograniczoności myślenia i okrucieństwa są zdolni. Znam też wielu
              homoseksualistów, z wieloma się przyjaźnię, rozmawiam o ich uczuciach, strachu,
              etc. Dlatego będę stawiać się po stronie mniejszości. Oczywiście na każdą sprawę
              trzeba patrzeć oddzielnie i słuchać argumentów każdej ze stron. W tym przypadku
              Marta odsłoniła swoje lęki, wszystko to, co większość z nas skrywa i nie możemy
              podważać jej wiarygodności w stosunku do uczuć. Są takie piękne słowa Siergiusz
              Awierincewowa, którymi zakończył znakomity tekst o Bachtinie, śmiechu i kulturze
              chrześcijańskiej: "Z teoriami można się spierać – z doświadczeniami duszy
              spierać się nie sposób."

              P.S. Fakt, znów się rozpisałam, ale nie wiem, które słowo wydało Ci się trudne.
              Ale Twoje użycie słowa "dywagacja" jest błędne.
              Zachęcam do korzystania ze słownika. I czekam na dalsze wypowiedzi - cóż to by
              było za życie bez oponentów!;)
              Ach! I miłego dnia:)
              • ggrdl Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 12:33
                1. Nie jest błędne.
                2. Gdyby któreś słowo naprawdę wydało mi się zbyt trudne, to bym sprawdził w
                słowniku, ale pewnie wstydziłbym się przyznać. ;-)
                3. Nie powinnaś oceniać środowiska szkolnego na podstawie wypowiedzi anonima,
                tym bardziej, że są one pozbawione konkretów. Ergo, nie masz żadnego dowodu, że
                to faktycznie ktoś ze szkoły.
                4. Miłego dnia.
                • melaine_koina Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 22.06.10, 18:14
                  ggrdl napisał:

                  > 1. Nie jest błędne.

                  jest błędne. Dywagacja to nie rozprawianie o czymś, zabieranie głosu w sprawie,
                  ale odstąpienie od głównego wątku, zboczenie z wiodącego toru myśli (łac.
                  divagare - błądzić). Zatem dywagacją byłoby np. wtrącenie przez Ciebie jakiejś
                  myśli o żółwiach z Galapagos, bo w jakiś sposób Ci się to skojarzyło. Natomiast
                  twoja wypowiedź była jak najbardziej adekwatna do omawianego problemu.

                  > 2. Gdyby któreś słowo naprawdę wydało mi się zbyt trudne, to bym sprawdził w
                  > słowniku, ale pewnie wstydziłbym się przyznać. ;-)

                  słusznie. Zgadzam się absolutnie. Do ignorancji może się przyznać tylko ktoś
                  świadomy swego profesjonalizmu (no, zawsze są wyjątki:)

                  > 3. Nie powinnaś oceniać środowiska szkolnego na podstawie wypowiedzi anonima,
                  > tym bardziej, że są one pozbawione konkretów. Ergo, nie masz żadnego dowodu, że
                  > to faktycznie ktoś ze szkoły.

                  wypowiedzi tej osoby jak najbardziej wskazują na jej przynależność do tego
                  określonego środowiska; sugerują, że ta osoba zna Martę osobiście właśnie ze szkoły.

                  > 4. Miłego dnia.

                  Wzajemnie. Tego mogę życzyć każdemu:)
                  • ggrdl Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 11:06
                    1. Masz rację, jest błędne.
                    3. Zapewne to nauczycielka, ale 100% pewności nie mamy. Równie dobrze może to
                    być pryszczata córka nauczycielki, lub zawistna uczennica.
                    4. W dalszym ciągu miłego dnia.
                    • melaine_koina Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 11:25
                      ggrdl napisał:


                      > 3. Zapewne to nauczycielka, ale 100% pewności nie mamy. Równie dobrze może to
                      > być pryszczata córka nauczycielki, lub zawistna uczennica.

                      jedno jest bezsprzeczne: to osoba, która swoimi wypowiedziami pokazała, że ma ze
                      sobą problem (może jakiś kompleks - pryszcze) i jest zawistna. Tak czy siak, nie
                      bardzo miałabym ochotę mieć z nią do czynienia na jakiejkolwiek z płaszczyzn.
              • pal666 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 24.06.10, 09:49
                Do tego słownika zaproś też siebie i znajdź słowo "heteryk".
                Miłego dnia !

                Precz z homoterrorem !
                • melaine_koina Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 25.06.10, 10:41
                  pal666 napisał:

                  > Do tego słownika zaproś też siebie i znajdź słowo "heteryk".
                  > Miłego dnia !


                  no znalazłam i co?


                  >
                  > Precz z homoterrorem !

                  Widzisz gdzieś jakiś terror osób homoseksualnych? Przecież terroru nie wprowadza
                  mniejszość, tylko ci dominujący. Naprawdę zachęcam do zapoznawania się ze
                  znaczeniami słów, których się używa, bo być może tego nierobienie doprowadza do
                  utarczek i bezmyślnego wykrzykiwania faszyzujących haseł, jak to powyżej.
                  • ggrdl Logika 25.06.10, 15:15
                    melaine_koina napisała:

                    > Widzisz gdzieś jakiś terror osób homoseksualnych?
                    To kwestia dyskusji.

                    > Przecież terroru nie wprowadza
                    > mniejszość, tylko ci dominujący.
                    Bzdura! Dowody:
                    a) mniejszość niemiecka Generalnej Guberni
                    b) szyici i sunnici w Iraku za Saddama
                    c) zamorskie kolonie
                    d) niewolnicy na plantacjach

                    Na przyszłość postaraj się używać prawdziwych argumentów. Prawda nie potrzebuje
                    PR-u i demagogii, prawda sama się obroni.
                    • melaine_koina Re: Logika 25.06.10, 21:46
                      ggrdl napisał:

                      > melaine_koina napisała:
                      >
                      > > Widzisz gdzieś jakiś terror osób homoseksualnych?
                      > To kwestia dyskusji.
                      >
                      > > Przecież terroru nie wprowadza
                      > > mniejszość, tylko ci dominujący.
                      > Bzdura! Dowody:
                      > a) mniejszość niemiecka Generalnej Guberni
                      > b) szyici i sunnici w Iraku za Saddama
                      > c) zamorskie kolonie
                      > d) niewolnicy na plantacjach

                      Być może źle się wyraziłam, ale chodzi o rozróżnienie pojęć terror i terroryzm.
                      Terror jest wprowadzony przez osoby posiadające władzę, terrorystami są osoby
                      przeciwko władzy się buntujące. Zatem twoje przykłady na potwierdzenie terroru
                      są bezsprzeczne, tylko wszystkie pokazują grupę rządzącą (w tym sensie
                      dominującą), która narzuca innym swój punkt widzenia. W Polsce homoseksualiści
                      nie rządzą, zatem nie mogą wprowadzać terroru.

                      >
                      > Na przyszłość postaraj się używać prawdziwych argumentów. Prawda nie potrzebuje
                      > PR-u i demagogii, prawda sama się obroni.

                      akurat nie wierzę w prawdę, bo niby w jaką, w którą? - "są małe prawdy", które
                      nie opierają się żadnej prawdzie nadrzędnej. Do nich zalicza się również ta, na
                      którą się powołujesz, choć nie mówisz, co to za jedna.

                      gdzie widzisz w mojej wypowiedzi PR i demagogię?
                      • ggrdl Re: Logika 27.06.10, 15:05
                        melaine_koina napisała:
                        > W Polsce homoseksualiści
                        > nie rządzą, zatem nie mogą wprowadzać terroru.

                        Owszem mogą i niektórzy to robią. Terror politycznej poprawności.

                        > akurat nie wierzę w prawdę, bo niby w jaką, w którą?
                        > - "są małe prawdy", które
                        > nie opierają się żadnej prawdzie nadrzędnej.
                        Prawda jest zawsze jedna, co najwyżej poglądy są różne. Sformułowanie "wierzyć w
                        prawdę" jest równie absurdalne jak np. "wierzyć w trójkąt prostokątny".


                        > gdzie widzisz w mojej wypowiedzi PR i demagogię?
                        To już wykazałem poprzednio. Nie nazwałbym tego PRem, co najwyżej błędem w
                        rozumowaniu, lub demagogią. BTW: Moja uwaga nt. prawdy miała charakter ogólny.
                        • melaine_koina Re: Logika 27.06.10, 19:46
                          ggrdl napisał:

                          > melaine_koina napisała:
                          > > W Polsce homoseksualiści
                          > > nie rządzą, zatem nie mogą wprowadzać terroru.
                          >
                          > Owszem mogą i niektórzy to robią. Terror politycznej poprawności.

                          To akurat tyczy się wszelkiej strefy życia i każdej grupy, nie tylko
                          homoseksualistów. Nie widzę szczególnego zastraszania przez nich reszty
                          społeczeństwa.

                          >
                          > > akurat nie wierzę w prawdę, bo niby w jaką, w którą?
                          > > - "są małe prawdy", które
                          > > nie opierają się żadnej prawdzie nadrzędnej.
                          > Prawda jest zawsze jedna, co najwyżej poglądy są różne. Sformułowanie "wierzyć
                          > w
                          > prawdę" jest równie absurdalne jak np. "wierzyć w trójkąt prostokątny".

                          to już Twoja sprawa i chyba raczej nie dojdziemy do porozumienia w tej kwestii.
                          Tym bardziej, że samo sformułowanie czegoś takiego jak 'charakter ogólny' jest
                          bardzo chwiejne. Nie rozstrzygaj niczego w kategoriach ogólnych (a już najmniej
                          mglistego acz chwytliwego hasła prawdy), bo zawsze będziesz w błędzie.

                          >
                          >
                          > > gdzie widzisz w mojej wypowiedzi PR i demagogię?
                          > To już wykazałem poprzednio. Nie nazwałbym tego PRem, co najwyżej błędem w
                          > rozumowaniu, lub demagogią. BTW: Moja uwaga nt. prawdy miała charakter ogólny.

                          najpierw piszesz, że to PR, teraz, że raczej byś tego tak nie nazywał.
                          Poza tym niczego nie wykazałeś, dlatego zadałam to pytanie. Gdzie dokładnie
                          tkwi, według Ciebie, mój błąd w rozumowaniu?
                      • iluminacja256 Re: Logika 28.06.10, 12:14
                        Terror wprowadzany jest przez osoby posiadajace w swoich szeregach
                        wojsko lub inne intrumenty nacisku - nie zaś władzę. Mozna posiadac
                        władzę w państwie i zostać steroryzowanym przez wojskowa hunte,
                        która obejmie władze, internując poprzedników. Mozna sprawować
                        władze, która zostanie nam odebrano przez oponenta mniejszościowego,
                        który jednak pociągnał na swoją stronę wojsko i dokonał zamachu
                        stanu, nastepnie sprawując w tymże państwie rządy wojskowe. Terror
                        niemal zawsze wprowadzany jest siłą i czesto gęsto, wbrew ogólowi
                        społeczeństwa. Z karabinem nie ma dyskusji.

                        W sferze symbolicznej dzisiaj pojecie terroru najbliższe byłoby
                        posiadaniu mediów i manipulacji medialnej.
      • trebeg Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 23.06.10, 14:56
        do turing_machine

        Podpisuje sie pod Twoim postem.
        Dziekuje za bardzo spokojne i logiczne
        postawienie sprawy.
        Sam chcialbym umiec tak napisac.

        Do Pani Marty

        Droga Pani, wyrazy uznania za Pani postawe.
        Poki sa tacy nauczyciele, to nie wszystko
        jeszcze stracone. Niech sie Pani trzyma.

        Pozdrawiam serdecznie

        trebeg
        • turing_machine Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 25.06.10, 13:30
          trebeg napisał:

          > do turing_machine
          >
          > Podpisuje sie pod Twoim postem.
          > Dziekuje za bardzo spokojne i logiczne
          > postawienie sprawy.
          > Sam chcialbym umiec tak napisac.
          >

          Cieszę się, że jeszcze ktoś to czyta.
    • blue.berry Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 15:02
      Pani Marto!
      Szacunek i wielki ukłon. Po prostu.
    • herui Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 16:36
      Świetny i bardzo potrzebny artykuł. Trudno o bardziej hermetyczne środowisko
      jak nauczyciele. A najgorsze jest to, że homofobia jest ukryta właśnie pod
      hasłem "tolerancyjna szkoła". Tylko, że ta tolerancja na nic się nie
      przekłada, a na pewno, nie na tolerancję wobec osób lgbt.To boli bym bardziej,
      że wydawałoby się, że w szkole pracują ludzie wykształceni, na poziomie, a tak
      naprawdę, wykorzystują oni swoją pozycję nad uczniami do umacniania swojej
      konserwatywnej wizji świata.A pani wicedyrektor z artykułu, najwyraźniej bała
      się, że się zarazi homoseksualizmem przez bezpośredni kontakt. To nawet nie
      jest śmieszne, to już jest żałosne i przerażające.
      • piotr7777 Re: jakoś tego nie kupuję 21.06.10, 17:47
        Dyskryminacja pracownika z powodu orientacji seksualnej jest
        niedopuszczalna - dlaczego pani Konarzewska nie złozy zawiadomienia
        w prokuraturze, powództwa do sądu pracy albo oficjalnej skargi do
        kuratorium. W końcu RP jest państwem prawa a "faszyści" z PiS i LPR
        już nie rządzą.
        A może p. Konarzewska jest słabą nauczycielką, która ze swojej
        odmienności czyni tarczę. Wtedy trudno się dziwić, że wywołuje takie
        a nie inne reakcje.
        Natomiast szkoła, w której uczy p. Konarzewska jest tolerancyjna
        skoro ją zatrudniła. Dyrekcja pomimo konserwatywnych poglądów
        toleruje (Czyli cierpliwie znosi) nauczyielkę - lesbijkę.
        Proponuję zapamiętać raz na zawsze podstawową kwestię - tolerancja
        to nie akcpetacja a jej brak połączony z wyrozumiałością. Natomiast
        nietolerancja to brak zarówno akceptacji jak i zrozumienia dla
        odmienności.
        Nie mam nic przeciwko nauczyielom - homoseksualistom tak samo jak
        przeciw nauczycielom grubym, chudym, wysokim, niskim, łysym,
        kolorowym czy niepełnosprawnym. Natomiast oczekuję od takich
        nauczycieli, że będą uczyli tego czego mają uczyć a nie uprawiali
        jakiejkolwiek proagandy.
        • kicior99 Re: jakoś tego nie kupuję 23.06.10, 08:30
          Z całym szacunkiem... Piszesz:
          > Dyskryminacja pracownika z powodu orientacji seksualnej jest
          > niedopuszczalna

          po czym

          > Natomiast szkoła, w której uczy p. Konarzewska jest tolerancyjna
          > skoro ją zatrudniła.

          Nie widzisz sprzeczności?
          • ggrdl Re: jakoś tego nie kupuję 23.06.10, 17:10
            Ja nie widzę. Łatwo jest nie zatrudnić człowieka bez podania prawdziwej przyczyny.
    • chochliksen Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 17:51
      Mnie natomiast zastanawia jedna rzecz, dlaczego aktywistce
      feministycznej ktoś dał możliwość bycia wychowawcą klasy? Nie mam
      nic przeciwko feministką ale uważam że wychowawcą powinien być ktoś
      o w miare nautralnych poglądach. Tak samo jak bym nie dał klasy
      aktywiscie szowinistycznemu, homofobowi czy rasiscie. Czy pani
      wychowawczni nie traktowała chłopców gorzej? W końcu walczy z
      opresją ze strony mężczyzn.
      Zdziwił mnie też akapit o żarcie jednej z nauczycielek "męża
      szukacie?". Przecież w codziennych zachowaniach nie będziemy mówić
      ze / "Co męża/żony szukacie?". Zachowania homoseksualne są może i
      normalne ale nie stanowią większości. Tak samo jak nie widze sensu
      zwracać uwagi na to czy ktoś jest wegeterjaniem czy nie albo czy
      lubi Giertycha czy nie. Jeśli ktoś świadomie odszczepia się od 90%
      populacji musi być świadomy że czasem pewne wypowiedzi nie będą się
      zgadzać. Facet z długimi włosami musi tolerować że czasem nazwą go
      kobietą (mimo że ma dużą brodę) tak samo i homoseksualista że będą
      go uważać za heteroseksualiste. Homoseskualiści troche tolerancji
      dla heteroseksualistów :P
      • edhelwen Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 20:20
        "tak samo jak bym nie dał klasy
        aktywiscie szowinistycznemu, homofobowi czy rasiscie"

        porównujesz feminizm do powyższych? O__o
        • piotr7777 Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 20:22
          edhelwen napisała:

          > "tak samo jak bym nie dał klasy
          > aktywiscie szowinistycznemu, homofobowi czy rasiscie"
          >
          > porównujesz feminizm do powyższych? O__o

          A czemu nie?
          Fundamentalistyczne feministki niewiele się różnią od
          fundamentalistów prawicowych.
          Różnica między M. Środą a Korwin - Mikkem polega tylko na tym, że
          Korwin - Mikke jest inteligentny i argumentuje z sensem.
          • tadeusz.4 Cholernie inteligentny sens... 21.06.10, 20:31
            > Korwin - Mikke jest inteligentny i argumentuje z sensem.

            Np. że dzisiaj Polakom żyje się gorzej, niż za okupacji 1939-1945...
            • piotr7777 Re: Cholernie inteligentny sens... 21.06.10, 20:34
              tadeusz.4 napisał:

              > > Korwin - Mikke jest inteligentny i argumentuje z sensem.
              >
              > Np. że dzisiaj Polakom żyje się gorzej, niż za okupacji 1939-
              1945...

              Nie - że wtedy były niższe podatki niż teraz (a właściwie niż w 2000
              roku, bo wtedy to mówił).
              I jak sądze mówił prawdę. A jeśli uważasz inaczej to porównaj
              podatki z lat okupacji hitlerowskiej i z 2000 roku i wykaż, że się
              myli.
              • tadeusz.4 Re: Cholernie inteligentny sens... 21.06.10, 20:41
                > Nie - że wtedy były niższe podatki niż teraz (a właściwie niż w
                2000
                > roku, bo wtedy to mówił).

                Problem w tym, że ten debilny faszysta wyciągał z tego wnioski, że
                Polakom żyje się gorzej teraz (w 2000, w 2010 czy w 1999 i 1/2,
                nieważne), niż za okupacji...
                • piotr7777 Re: Cholernie inteligentny sens... 21.06.10, 20:50
                  tadeusz.4 napisał:


                  > Problem w tym, że ten debilny faszysta wyciągał z tego wnioski, że
                  > Polakom żyje się gorzej teraz (w 2000, w 2010 czy w 1999 i 1/2,
                  > nieważne), niż za okupacji...

                  Problem w tym, że JKM nie powiedział, że "za Hitlera było lepiej"
                  tylko że były niższe podatki. A przecież podatki to nie wszystko.
                  Na tej samej podstawie możesz uznać, że jeśli ktoś powie, że
                  faszyści budowali autostrady a obecne władze RP (wszystko jedno
                  które) nie budują, to ta osoba uważa, że obecne władze są gorsze od
                  faszystów.
                  • kapitan.kirk Re: Cholernie inteligentny sens... 22.06.10, 12:32
                    piotr7777 napisał:

                    > tadeusz.4 napisał:
                    >
                    >
                    > > Problem w tym, że ten debilny faszysta wyciągał z tego wnioski, że
                    > > Polakom żyje się gorzej teraz (w 2000, w 2010 czy w 1999 i 1/2,
                    > > nieważne), niż za okupacji...
                    >
                    > Problem w tym, że JKM nie powiedział, że "za Hitlera było lepiej"
                    > tylko że były niższe podatki.


                    Guzik prawda i niestety jeszcze jeden dowód na to, że p. JKM często plecie co mu
                    tylko ślinianki na język dostarczą, wbrew podstawowym faktom.

                    1.) Na terenach Polski włączonych do III Rzeszy, Polaków objęto nie tylko
                    zwykłym podatkiem dochodowym (od 1940 stawka wynosiła 13,7%, w miejsce
                    „przedwojennej” 3,5%), ale także dodatkowym podatkiem za „polskość” w wysokości
                    kolejnych 15% dochodu. Do tego Polacy płacili większe niż Niemcy stawki na pomoc
                    społeczną, Niemiecki Front Pracy, ubezpieczenia i Pomoc Zimową (ta ostatnia
                    wynosiła dodatkowe 10% dochodu od października do marca każdego sezonu).
                    Rezultat był taki, że łączna suma obciążeń wynagrodzenia brutto wynosiła w 1940
                    dla Polaków 47,3%.

                    2.) Na terenach Generalnego Gubernatorstwa, do początku 1940 obowiązywały
                    podatki przedwojenne, czyli – wg stawek z 1936 – podatek dochodowy progresywny w
                    wysokości od 7,2% do 20%, w zależności od dochodów i sposobu ich osiągania
                    (rentierzy opodatkowani byli wyżej niż zarobkujący). Do tego dochodził
                    kilkuprocentowy podatek obrotowy dla przedsiębiorstw, dużo wyższe niż dziś
                    podatki od gruntu i 2,5% akcyzy bynajmniej nie tylko na artykuły luksusowe,
                    benzynę i alkohol, ale też np. na zapałki, cukier i wodę sodową. Podczas
                    okupacji podatki kilkakrotnie podnoszono – gruntowy o 50%, przemysłowy o 200%,
                    stawki akcyzy kilkakrotnie, a górną granicę podatku dochodowego do 42% dochodu w
                    1940 i 70% w 1942. Warto dodać, że w przeciwieństwie do dzisiejszej sytuacji,
                    nie było grup społecznych zwolnionych od podatków (jak dziś np. rolnicy).

                    3.) Przy czym Polacy nie tylko mogli zostać w każdej chwili pozbawieni majątku w
                    całości, ale nawet w zwykłych warunkach nie mogli korzystać z niektórych
                    utrzymywanych z publicznych środków instytucji, takich jak m.in. specjalistyczna
                    służba zdrowia czy niektóre środki transportu, nie wolno było Polakom posiadać
                    samochodów, większych przedsiębiorstw, domów o wysokim standardzie etc. W ogóle
                    gospodarka III Rzeszy była dokładna antytezą lansowanej przez p. JKM gospodarki
                    wolnorynkowej – z nakazami pracy, urzędowymi płacami i cenami, skąpymi
                    przydziałami kartkowymi na wszystko, objęciem ponad 70% rynku urzędowymi
                    monopolami etc.

                    4.) Do tego wszystkiego obowiązywał rozwinięty system pracy przymusowej –
                    zatrudnieni w jego ramach polscy pracownicy otrzymywali dniówki w wysokości
                    netto (zależnie od kwalifikacji) od 16% do 24% dniówki robotnika niemieckiego,
                    nie mogąc przy tym oczywiście ani zmienić pracy, ani korzystać z żadnych praw
                    socjalnych. Ta forma dodatkowego opodatkowania pracy była raczej normą niż
                    wyjątkiem – na 14 mln polskich mieszkańców Generalnego Gubernatorstwa, przez
                    różne formy przymusowego zatrudnienia przewinęło się 2,8 mln ludzi (niektóre
                    szacunki mówią nawet o 3,5 mln), co stanowiło ok. 30% całej populacji w wieku
                    produkcyjnym.

                    5.) No i nie zapominajmy, że blisko 10% ludności, czyli „norymberscy” Żydzi
                    polscy, wchodziło w skład – by tak rzec – najwyższej stawki podatkowej,
                    wynoszącej 100% majątku plus bonus w postaci okrutnej śmierci…

                    Reasumując, sugerowałbym p. JKM najpierw nieco się poduczyć na temat tego, o
                    czym mówi, a dopiero później czarować elokwencją – to pozwala łacniej uniknąć
                    kompromitacji.

                    Pozdrawiam
                    • zdzicho_waciak Re: Cholernie inteligentny sens... 22.06.10, 12:50
                      Wszystko to pięknie, tylko że warto wiedzieć, co się komentuje. Rzeczona
                      wypowiedź JKM:

                      "Teraz o wolności: Hitler nie był liberałem. Jednak, jak na garbatego, był
                      prosty. Był liberałem w porównaniu z obecnymi euro-socjalistami! Ostatecznie
                      góralom wolno było za Hitlera robić oscypki, jakie chcieli, mleczarnie nie
                      musiały mieć parapetów wg norm ustalonych w Berlinie, podatki w Generalnej
                      Guberni były 3 razy mniejsze niż w Polskim Dystrykcie Wspólnoty Europejskiej (i
                      nie było VAT-u, ani akcyzy na benzynę!), a w GG był nawet własny pieniądz (a nie
                      jakieś €uro narzucane nam obecnie przez totalniaków z Brukseli!). Niestety:
                      składki na emerytury były przymusowe. Jednak w Generalnej Guberni emerytury
                      wypracowane w II RP ludziom wypłacano – nawet, jeśli była to emerytura
                      wypracowana w jakiejś instytucji anty-niemieckiej! Ogromna zaś większość
                      ciężarów i ograniczeń nakładanych na GG (np. kontyngenty) wynikała nie z
                      podległości Rzeszy czy z doktryny narodowego socjalizmu - lecz z tego, że trwała
                      gigantyczna, wyczerpująca wojna światowa!
                      "

                      Źródło
                      • kapitan.kirk Re: Cholernie inteligentny sens... 22.06.10, 13:31
                        zdzicho_waciak napisał:

                        > Wszystko to pięknie, tylko że warto wiedzieć, co się komentuje.

                        Niestety, moje przekonanie o ignorancji p. JKM "w temacie" ulega tym samym
                        dalszemu pogłębieniu.

                        > Ostatecznie
                        > góralom wolno było za Hitlera robić oscypki, jakie chcieli,

                        Oczywiście - pod dwoma warunkami. Po pierwsze, że najpierw odstawili za darmo
                        przymusową dostawę mleka, określoną wielkościowo (przeciętnie było to ok. 70%
                        udoju, choć były sytuacje, gdy nałożony oficjalnie kontyngent przekraczał 100%
                        mozliwości produkcyjnych). Po drugie, że owe oscypki sami zjedli, bo za
                        "samowolną" sprzedaż detaliczną artykułów objętych przydziałami kartkowymi (a do
                        takich należały oczywiście mleko i sery), niezależnie od ich ilości, można było
                        iść na dwa lata do obozu, a w przypadku trzykrotnej recydywy groziła kara
                        śmierci; podobnie zresztą jak za nie oddawanie obowiązkowych dostaw.

                        > mleczarnie nie
                        > musiały mieć parapetów wg norm ustalonych w Berlinie,

                        Owszem - i m.in. dzięki temu, szczęśliwy Polak w III Rzeszy mógł sobie do 1943
                        kupić tygodniowo całe 0,87 l mleka, a i potem niewiele mniej, bo 0,75 l. W GG
                        było nieco lepiej - tygodniowo można było kupić nawet litr mleka, choć niestety
                        tylko odciąganego. Jeśli dodać do tego jeszcze teoretyczną możliwość nabycia 125
                        gramów chudego twarogu miesięcznie, życie w takiej oazie nabiałowego liberalizmu
                        wydaje się doprawdy sennym marzeniem; oczywiście gdy tylko pogodzimy się z
                        brakiem żółtego sera i masła (Polakom nie przysługiwało), zamiast których można
                        było przecież delektować się co miesiąc całymi 200 gramami margaryny, zakąszanej
                        1 jajkiem na tydzień.

                        > podatki w Generalnej
                        > Guberni były 3 razy mniejsze niż w Polskim Dystrykcie Wspólnoty Europejskiej

                        Już pisałem wyżej, że to kompletne bzdury.

                        >(i
                        > nie było VAT-u, ani akcyzy na benzynę!),

                        Akcyza na benzynę akurat była - co zresztą nie miało większego znaczenia, bo
                        osobom prywatnym nabywać benzyny i tak nie było wolno; nie była to skądinąd
                        dojmująca trudność w obliczu urzędowego zakazu posiadania zarówno prywatnych
                        samochodów, jak i zapalniczek (to nie dowcip).

                        > a w GG był nawet własny pieniądz (a ni
                        > e
                        > jakieś €uro narzucane nam obecnie przez totalniaków z Brukseli!).

                        Tyle, że oczywiście - jak to w wojennym socjalizmie - pieniądz ten nie miał
                        wartości wymienialnej (podobnie jak w czasach PRL).

                        > Niestet
                        > y:
                        > składki na emerytury były przymusowe. Jednak w Generalnej Guberni emerytury
                        > wypracowane w II RP ludziom wypłacano – nawet, jeśli była to emerytura
                        > wypracowana w jakiejś instytucji anty-niemieckiej!

                        A jakże - tyle, że oczywiście wypłacano je w wysokości nominalnej nie
                        waloryzowanej od 1939, co wobec inflacji postępującej do wysokości 7.200% w
                        połowie 1944, sprawiało że owe emerytury miały wartość równą ok. 1,4% wartości
                        przedwojennej.

                        > Ogromna zaś większość
                        > ciężarów i ograniczeń nakładanych na GG (np. kontyngenty) wynikała nie z
                        > podległości Rzeszy czy z doktryny narodowego socjalizmu - lecz z tego, że trwał
                        > a
                        > gigantyczna, wyczerpująca wojna światowa![/i]"

                        To kolejna bzdura, gdyż 1mo przydziały kartkowe, obowiązkowe dostawy i urzędowe
                        monopole wprowadzano w III Rzeszy już od 1937; 2do wojna była wynikiem m.in.
                        właśnie zbliżającej się do Niemiec w tym okresie wielkimi krokami totalnej
                        katastrofy gospodarczej, wynikającej z rabunkowej i nakazowo-rozdzielczej
                        gospodarki.

                        Warto pamiętać, że wszystko co powyżej dotyczy szczęściarzy - tj. tych
                        kilkunastu procent społeczeństwa, które akurat w tym czasie nie były pozbawione
                        całego majątku ani mordowane w obozach lub gettach; w związku z tym na ogół bez
                        możliwości skorzystania z aż tak korzystnie liberalnych warunków życia
                        społeczno-gospodarczego jak cała reszta.

                        Reasumując - kończ waść, wstydu (sobie) oszczędź...
                        Pozdrawiam
                        • zdzicho_waciak Re: Cholernie inteligentny sens... 22.06.10, 16:07
                          "Oczywiście - pod dwoma warunkami. Po pierwsze, ..."

                          No dobrze, to te kontrybucje wojenne. Ale powiedz: czy ten góral, jesli juz miał
                          mleko - mógł robic ten ocsypek, jak chciał (bez kontroli BHP, norm,
                          pasteryzowania mleka itp), czy nie?

                          "Owszem - i m.in. dzięki temu, szczęśliwy Polak w III Rzeszy mógł sobie ..."

                          Oczywiście. Była wojna, Hitler prowadził okrutną politykę na terenach
                          okupowanych. Ale z tymi parapetami i normami dla mleczarni - to jest prawda, czy
                          nie?

                          "Akcyza na benzynę akurat była"

                          Brawo! Wreszcie jakiś konkret.

                          "A jakże - tyle, że oczywiście wypłacano je w wysokości nominalnej nie
                          waloryzowanej od 1939 ...
                          "

                          Ale wypłacano? Bo wiesz, JKM jako legalista prowadził zażarte dyskusje z tymi,
                          głownie z prawicy, którzy domagali się likwidacji emerytur ubeckich...

                          "To kolejna bzdura, gdyż 1mo przydziały kartkowe, obowiązkowe dostawy i urzędowe
                          monopole wprowadzano w III Rzeszy już od 1937 ..."

                          No, drugi konkret. Ale - jakie podatki płacili Niemcy w III Rzeszy? Nie niższe
                          niż dziś?

                          Wszystko, co piszesz złego o GG i państwie Hitlera to prawda. Ale pomijając
                          uwarunkowania wojenne - JKM twierdzi, że nawet socjalistyczne państwo Hitlera
                          było bardziej liberalne niż dzisiejsza UE. Liberalne gospodarczo. I tylko tyle...

                          Pzdr
                    • zdzicho_waciak Re: Cholernie inteligentny sens... 22.06.10, 15:22
                      Sorry, ale w sumie to niczego nie udowodniłeś. Podajesz stawki podatkowe
                      (głównie te górne), a nie rzeczywiste obciążenia podatkowe. Raz jeden się do
                      nich odnosisz, pisząc o terenach wcielonych do Rzeszy - "łączna suma
                      obciążeń wynagrodzenia brutto wynosiła w 1940 dla Polaków 47,3%
                      ". 47%? A
                      dziś? Szafujesz stawkami podatku gruntowego i przemysłowego, ale nie piszesz ile
                      osób je płaciło. VAT płacimy wszyscy. Stawki akcyzy także i są one dziś chyba
                      jednak wyższe niż za Hitlera, przy czym płaci się je już nawet za energię
                      elektryczną...

                      Słowem - nie jesteś w stanie wyliczyć i podać rzeczywistych obciążeń podatkowych
                      ludności GG, tak aby porównując je z obciążeniami dzisiejszymi naprawdę
                      udowodnić ignorancję JKM.

                      Dodatkowo wspomagasz się obciążeniami, które spadały na ludność polską w wyniku
                      polityki wojennej, których JKM nie neguje. Bo też JKM nie twierdzi, że państwo
                      Hitlera, w tym GG, było państwem wspaniałym, ani tym bardziej liberalnym - wszak
                      było to państwo socjalistyczne. On twierdzi tylko tyle, że było nieco bardziej
                      liberalne (pod wzgl. gospodarczym) niż współczesna Unia Europejska.

                      Pzdr
                      • kapitan.kirk Pozwolę sobie odpowiedzieć zbiorowo na obie 22.06.10, 20:18
                        No dobrze, to te kontrybucje wojenne.

                        Sęk w tym, że owe kontrybucje wojenne, rekwizycje, darmowa praca
                        niewolnicza, rabunek obcych krajów etc. nie były żadnymi wyjątkami,
                        ale immanentną cechą systemu – zasadą jego działania, bez której nie
                        funkcjonował on ani nie był w stanie funkcjonować praktycznie ani
                        chwili.

                        Ale powiedz: czy ten góral, jesli juz miał
                        mleko - mógł robic ten ocsypek, jak chciał (bez kontroli BHP, norm,
                        pasteryzowania mleka itp), czy nie?


                        Oczywiście – jeżeli robił go na własne potrzeby. I przecież teraz
                        też na własne potrzeby może go produkować bez kontroli i norm,
                        prawda? Zasadnicza różnica między owymi rzekomo liberalnymi czasami
                        a dzisiejszymi polega natomiast na tym, że obecnie Góralowi nie
                        grozi kilka lat obozu ani kara śmierci za to, że przedtem nie odda
                        państwu za darmo większości mleka ani za to, że potem sprzeda komuś
                        ten oscypek (niezależnie od tego, czy zgodny z normami, czy nie).

                        Oczywiście. Była wojna, Hitler prowadził okrutną politykę na
                        terenach
                        okupowanych. Ale z tymi parapetami i normami dla mleczarni - to jest
                        prawda, czy
                        nie?


                        Cóż, nie wiem jak Ty, ale ja osobiście wolę mieć możliwość kupienia
                        sobie przetworów mlecznych w dowolnej ilości i jakości niż czerpać
                        satysfakcję moralną z tego, że mleczarnia płaci niskie podatki czy
                        nie musi przestrzegać norm. To drugie jest bowiem zasadniczo
                        kłopotem mleczarni a nie moim, a lubię sobie pochlebiać, że w
                        organizmie państwowym, podmiotem jestem ja-obywatel, a nie
                        mleczarnia. Być może istniało lub istnieje takie miejsce/czas, w
                        którym mleczarnie nie musiały przestrzegać żadnych norm, a mimo to
                        dobrej jakości mleka i innych produktów było w obfitości dla
                        wszystkich – takim czasem i miejscem nie była natomiast z całą
                        pewnością Polska w okresie hitlerowskiej okupacji, jak usiłuje
                        sugerować p. JKM; i tylko to miałem na myśli.

                        "A jakże - tyle, że oczywiście wypłacano je w wysokości nominalnej
                        nie
                        waloryzowanej od 1939 ..."
                        Ale wypłacano? Bo wiesz, JKM jako legalista prowadził zażarte
                        dyskusje z tymi,
                        głownie z prawicy, którzy domagali się likwidacji emerytur
                        ubeckich...


                        Wypłacano? Jeżeli uważasz, że wypłacanie równowartości 1 zł 40 gr
                        zamiast 100 zł oznacza w istocie wypłacanie tej drugiej należności –
                        to owszem, wypłacano (z wyjątkiem tych osób, które w tzw.
                        międzyczasie arbitralnie uznano za podludzi i zamordowano). Na temat
                        ubeckich emerytur wypowiadać się nie będę, bo nie moja to broszka.

                        No, drugi konkret. Ale - jakie podatki płacili Niemcy w III
                        Rzeszy? Nie niższe
                        niż dziś?


                        A jakże – do 1939, opłacano składki na ubezpieczenia społeczne i
                        Niemiecki Front Pracy (4%), ubezpieczenie zdrowotne i od bezrobocia
                        (5%), podatek dochodowy (3,5%) i pogłówny (3,5%), a także nieco
                        innych drobnych opłat. Łącznie obciążenie płacy brutto dla Niemców
                        wynosiło niecałe 18% w lecie i niecałe 28% w zimie. Nic zatem
                        dziwnego, że organizm państwa zmierzał ku upadkowi – do 1937
                        wyczerpano na inwestycje i socjal praktycznie wszystkie (jedne z
                        największych w Europie!) rezerwy złota. Konieczne było rozpaczliwe
                        sztukowanie rzeczywistości, w postaci, między innymi:

                        - wprowadzenia coraz szerszego systemu pracy
                        przymusowej, „dobrowolnych” pożyczek sięgających 1/4 dochodów,
                        ponadpodatkowych danin w naturze etc.
                        - zakazu wywozu środków pieniężnych i majątku za granicę (nawet
                        emigracja za granicę z pozostawieniem całego majątku w Rzeszy była
                        opodatkowana stawką 25% dla Aryjczyków i 100% dla Żydów),
                        - stopniowej rekwizycji w całości majątków Żydów i innych „podludzi”
                        czy wrogów systemu (okresowo przynosiło to 10% dochodów skarbu
                        rocznie),
                        - wprowadzaniu odgórnych limitów i przydziałów stopniowo – surowców
                        (1936), niektórych artykułów spożywczych (1937) i praktycznie
                        wszystkich artykułów konsumpcyjnych (1939); towarzyszyło także temu
                        objęcie większości gospodarki systemem urzędowych monopoli, zakaz
                        importu artykułów „niestrategicznych” (od samochodów osobowych aż po
                        owoce cytrusowe) etc.

                        To wszystko oczywiście nic nie pomogło i dla załatania budżetu
                        konieczne było zajecie Austrii i jej zasobów złota (1938). Ponieważ
                        przejedzono to błyskawicznie, konieczna była napaść na
                        Czechosłowację i zajęcie jej zasobów złota (1939). Ponieważ
                        przejedzono to jeszcze szybciej, konieczne było… etc. Od 1940 nb.
                        podniesiono również podatki (w tym dochodowy kilkakrotnie – do
                        13,7%), co zresztą nie miało większego znaczenia ze względu na
                        faktyczną utratę wartości wymienialnej przez walutę państwową.

                        Wszystko, co piszesz złego o GG i państwie Hitlera to prawda. Ale
                        pomijając
                        uwarunkowania wojenne - JKM twierdzi, że nawet socjalistyczne
                        państwo Hitlera
                        było bardziej liberalne niż dzisiejsza UE. Liberalne gospodarczo. I
                        tylko tyle...


                        I to właśnie jest bzdurą. Nie sposób bowiem „pomijać uwarunkowań
                        wojennych” w odniesieniu do gospodarki, która od początku oparta
                        była o rabunek i nakierowana na wojnę. To tak jakby twierdzić, że
                        PRL był bardziej liberalny od dzisiejszej Polski, bo wszak podatku
                        dochodowego formalnie nie płaciła w ogóle większość ludności -
                        pomijając taki drobiazg, że nie miała również i dochodów…

                        Szafujesz stawkami podatku gruntowego i przemysłowego, ale nie
                        piszesz ile
                        osób je płaciło.


                        Faktycznie, znaczna większość polskich przemysłowców nie płaciła
                        podatku przemysłowego od momentu rekwizycji ich całego majątku
                        produkcyjnego w listopadzie 1939 i przejęcia go w
                        tzw. „powiernictwo” państwowe. Podatek gruntowy płacili wszyscy
                        właściciele gruntów.

                        Słowem - nie jesteś w stanie wyliczyć i podać rzeczywistych
                        obciążeń podatkowych
                        ludności GG, tak aby porównując je z obciążeniami dzisiejszymi
                        naprawdę
                        udowodnić ignorancję JKM.


                        Głupio mi doprawdy w ten sposób polemizować, zwłaszcza że p. JKM nie
                        podał w ogóle absolutnie żadnych konkretnych danych, poza garścią
                        ogólników, w dodatku – jak starałem się wykazać – nieprawdziwych. A
                        jednak, jak widzę, to ja mam Cię przekonywać liczbami :-)

                        Widzisz, po prostu twierdzenie, że Niemcy czy zwłaszcza Polacy w III
                        Rzeszy żyli i pracowali w warunkach bardziej liberalnych niż obecnie
                        i uzasadnianie tego faktem, że niższe były formalne obciążenia
                        podatkowe – jest absurdem, abstrahującym od reszty rzeczywistości.
                        To trochę tak, jakby za jedyne kryterium przy wyborach Miss Polonia
                        uznać kształt i rozmiary nosa, zupełnie pomijając wszelkie inne
                        cechy ciała i ducha; jakby uznać, że idealna sytuacja życiowa była
                        udziałem niewolników na plantacjach Georgii, którzy wszak nie
                        płacili w ogóle żadnych podatków, a mieszkanie, jedzenie i opiekę
                        lekarską mieli całkiem za darmo… III Rzesza była państwem opartym o
                        gospodarkę rabunkową, powszechne rekwizycje majątku, pracę
                        przymusową i niewolniczą, totalną regulację rynku (powodującą
                        oczywiście także i utratę wartości pieniądza oraz „niewydawalny”
                        nawis inflacyjny w postaci wirtualnej większości dochodów etc.). I
                        zachwycanie się tym, że niska jest akcyza na benzynę w sytuacji gdy
                        prawo zabrania posiadania samochodu czy nawet samego kupna benzyny;
                        podkreślanie z uznaniem, że góral może sobie robić oscypki bez norm
                        w sytuacji gdy za sprzedanie oscypka grozi mu więzienie lub śmierć;
                        zachwycanie się niskim podatkiem dochodowym w sytuacji gdy 1/4
                        ludności pracuje przymusowo za urzędowe stawki minimalne – dowodzić
                        może li tylko ignorancji albo złej woli w argumentacji.

                        Pozdrawiam

                        (A ten wiersz Waligórskiego to jeden z moich ulubionych :-)
                        • zdzicho_waciak Odp. 1: dlaczego poprosiłem Cię o liczby? 23.06.10, 08:39
                          Na początek wyjaśnienie - zapewne nie zareagowałbym na twój pierwszy post,
                          gdybyś napisał, że Twoim zdaniem JKM nie ma racji, że na podstawie tego co Ty
                          wiesz sądzisz, że JKM źle to wszystko wyliczył itp. Ale Ty walnąłeś z grubej
                          rury: JKM się kompromituje, to kompletny ignorant, kretyn, oszołom i woda na
                          młyn odwetowców z Bonn... Skoro tak to wykaż to, udowodnij. Ale tym dowodem nie
                          jest kilka stawek wyszukanych gdzieś na Necie i rzuconych ad hoc w ramach
                          ochłapów dla łatwowiernych (patrzcie rzuca liczbami - na pewno mądry człowiek
                          :-). Zwłaszcza, że nie raczyłeś ich zestawić z dzisiejszymi stawkami, nie
                          napisałeś jaka część ludzi płaciła te najwyższe stawki podatkowe wtedy itp.
                          Podatek gruntowy był wyższy niż dziś. O ile i ilu ludzi płaciło go wtedy a ilu
                          płaci go dziś? Jak wielkie jest to obciążenie dla podatnika - średnio? Choćby
                          skala tego obciążenia... Naprawdę sądzisz, że JKM nie zna tych liczb, którymi
                          rzucasz? Masz go za idiotę? Sorry, pytanie retoryczne - masz go za idiotę... Ale
                          przynajmniej uwierz, że tego typu informacje można znaleźć w 5 min, więc skoro
                          Tobie się udało na jakiej podstawie sądzisz, że JKM tegoż nie potrafi?

                          Powtórzę - to Ty zacząłeś od inwektyw skierowanych w stronę JKM, nie dziw się
                          więc, że ktoś od Ciebie zażądał abyś te inwektywy poparł lepszymi argumentami.
                          Np. wiesz (lub możesz to wyszukać) kiedy w dziś. Polsce przypada tzw. dzień
                          wolności podatkowej. Co stoi na przeszkodzie, byś spróbował wyliczyć kiedy był
                          on w GG lub w III Rzeszy i choćby w ten sposób udowodnił głupotę JKM? Bo póki
                          co, to piszesz o czymś nieco innym niż JKM - on mówi o realnych obciążeniach
                          podatkowych (abstrahując od tego, jak to wyliczył), Ty zaś szafujesz gołymi
                          stawkami i to bardzo wybiórczo.

                          Nie rób więc uników, nie pisz, że głupio Ci polemizować, skoro sam tę polemikę
                          zacząłeś...

                          Pzdr
                          • kapitan.kirk Re: Odp. 1: dlaczego poprosiłem Cię o liczby? 23.06.10, 10:13
                            1.) Nie napisałem, że p. JKM jest kretynem czy oszołomem, ale
                            jedynie, że ma tendencję do kompromitowania się w swoich publicznych
                            wypowiedziach nieznajomością faktów, o których mówi, tudzież
                            naginaniem ich do raz założonych ideowych tez. I naprawdę znam jego
                            publicystykę i wypowiedzi na tyle, by z całą mocą podtrzymać tutaj
                            to zdanie (no chyba, że po prostu jestem zbyt głupi na to, by
                            dostrzec i zrozumieć fakt, iż są to wyrafinowane prowokacje
                            intelektualne – czego nie sposób wykluczyć z całą pewnością).

                            2.) Nie mam pojęcia, czy p. JKM rzeczywiście zna podstawowe fakty
                            dotyczące gospodarki III Rzeszy czy też ich nie zna. Sądząc z tego,
                            że w omawianej wypowiedzi nie przytacza konkretnych liczb ani
                            faktów, mam prawo domniemywać, że ich nie zna lub w każdym razie nie
                            uważa za stosowne się do nich odwoływać. Ja natomiast ośmielę się
                            stwierdzić, że po pierwsze faktów tych i liczb znam sporo (nb. nie
                            tylko, a nawet nie w większej części z rozpaczliwych poszukiwań w
                            necie na potrzeby tejże dyskusji), a po drugie zaprzeczają one
                            gruntownie tezie p. JKM, że Polska pod okupacją III Rzeszy była
                            bardziej liberalnym krajem niż obecnie. Ponieważ jednak niestety p.
                            JKM osobiście w naszej dyspucie nie uczestniczy, ciężar ewentualnego
                            sfalsyfikowania podawanych przez mnie informacji (jeśli wola)
                            spoczywa na Tobie.

                            3.) Poza wszystkim, najwyraźniej nadal nie rozumiemy się w kwestii
                            meritum – z czego wynika, że albo ja nie mam zdolności do
                            tłumaczenia spraw najprostszych, albo Ty z jakiegoś powodu nie
                            chcesz ich przyjąć do wiadomości. Obstawiam, że przyczyną jest
                            jednak to pierwsze, w związku z czym spróbuję jeszcze raz: otóż
                            ocenianie stopnia liberalizmu gospodarczego w danych warunkach na
                            podstawie samych tylko stawek podatku dochodowego czy norm produkcji
                            żywności, z pominięciem wszystkich pozostałych czynników, jest z
                            gruntu absurdalne. Idąc bowiem tym tropem, za najbardziej liberalne
                            państwo w historii świata należałoby konsekwentnie uznać śp. ZSRR, w
                            którym wszak obywatele nie płacili w ogóle żadnych podatków, a
                            zarówno normy jakości produktów, jak i poziom ich przestrzegania
                            były o co najmniej rząd wielkości swobodniejsze niż w dzisiejszej
                            UE... Uznając ustrój gospodarczy ziem polskich pod okupacją
                            hitlerowską za liberalny i uzasadniając to zacytowanymi przez Ciebie
                            przykładami, p. JKM stawia się na poziomie lekarza, który ocenia
                            stan zdrowia pacjenta wyłącznie na podstawie precyzyjnych wskazań
                            zmian temperatury, zupełnie nie zwracając uwagi na takie poboczne
                            kwestie jak np. to, czy chory nie jest od stóp do głów pokryty
                            ropiejącymi wrzodami lub czy nie brakuje mu przypadkiem wszystkich
                            kończyn. III Rzesza była państwem tak bardzo antyliberalnym,
                            opresyjnym i samozniszczonym gospodarczo, społecznie oraz
                            politycznie, że doprawdy nie powinieneś wymagać od jej mieszkańców
                            by zachwycali się płaceniem niskich podatków – w sytuacji gdy 1mo w
                            każdej chwili mogli zostać przez państwo w majestacie prawa i
                            nieodwołalnie pozbawieni życia lub/i całego majątku, 2do w każdej
                            chwili na tych samych zasadach mogli zostać zagnani do niewolniczej
                            pracy, 3io za „zaoszczędzone” na podatkach pieniądze i tak nie mogli
                            nic kupić (ściśle reglamentowane było praktycznie wszystko), 4to
                            jakakolwiek próba poprawienia tej sytuacji (handel na czarnym rynku,
                            ucieczka za granicę etc.) groziła śmiercią lub w najlepszym razie
                            osadzeniem w obozie. I wierzaj mi, że gdybyś jako – w co nie wątpię –
                            szczery zwolennik liberalizmu gospodarczego i społecznego w jakiś
                            sposób przeniósł się w czasie do Generalnego Gubernatorstwa, to
                            naprawdę najostatniejszym z Twoich zmartwień byłoby to, według
                            jakiej skali podatkowej masz bezwartościowe „młynarki” odstawiać do
                            gminy.

                            Pozdrawiam
                            • zdzicho_waciak OK, chyba znalazłem... 23.06.10, 10:53
                              ... te wyliczenia JKM.

                              Link

                              Pzdr
                              • kapitan.kirk Re: OK, chyba znalazłem... 23.06.10, 11:26
                                Hmmm, szczerze mówiąc nie widzę tam nadal nic konkretnego o III
                                Rzeszy.

                                Btw., czy ten wywód o 83% podatków jakie odprowadzamy od dochodów
                                Cię na poważnie przekonuje? Bo jeśli tak, to sugerowałbym uruchomić
                                podstawowe wiadomości z matetmatyki - konsekwentne zastosowanie tej
                                specyficznej metody wyliczania, jaka zastosował p. JKM, prowadzi
                                bowiem konsekwentnie do stwierdzenia, że skala obciążenia
                                podatkowego każdego człowieka na świecie (niezależnie od tego, czy w
                                ogóle płaci jakieś podatki) dochodzi asymptotycznie do wartości
                                100%
                                :-D Czy naprawdę nikt na tym blogu tego nie zauważa...?

                                Pozdrawiam
                                • zdzicho_waciak Re: OK, chyba znalazłem... 23.06.10, 14:28
                                  Dostałeś przykład metody, stosowanej przez JKM i jednocześnie jego wyliczenie
                                  realnego opodatkowania współczesnych obywateli RP. Zapewne na podobnej zasadzie
                                  liczył obciążenia podatkowe mieszkańców III Rzeszy. Dałem Ci ten przykład, bo
                                  chciałeś konkretów. To jest jakiś konkret - możesz sobie na nim poużywać. Bo,
                                  póki co, w tropieniu ignorancji JKM sam operujesz głównie ogólnikami.

                                  Pzdr

                                  PS. Podobną metodę liczenia obciążeń podatkowych spotkałem u innego pana na
                                  portalu bankier.pl. Jemu wyszło 60%...
                                  • kapitan.kirk Re: OK, chyba znalazłem... 24.06.10, 11:44
                                    zdzicho_waciak napisał:

                                    > Dostałeś przykład metody, stosowanej przez JKM i jednocześnie jego wyliczenie
                                    > realnego opodatkowania współczesnych obywateli RP. Zapewne na podobnej zasadzie
                                    > liczył obciążenia podatkowe mieszkańców III Rzeszy.

                                    Dyskusję naszą toczyliśmy na temat obciążeń podatkowych konkretnie w III Rzeszy
                                    i na terytoriach przez nią okupowanych; a ja jedynie stwierdzam fakt, że w
                                    zalinkowanym przez Ciebie tekście nie ma żadnych konkretów na ten temat (poza
                                    kolejnym ogólnikiem w kilku słowach, że podatki są dziś jakoby trzy razy wyższe).

                                    > Dałem Ci ten przykład, bo
                                    > chciałeś konkretów. To jest jakiś konkret - możesz sobie na nim poużywać. Bo,
                                    > póki co, w tropieniu ignorancji JKM sam operujesz głównie ogólnikami.

                                    Naprawdę nie muszę operować ogólnikami – a jeśli domagasz się "poużywania" to
                                    nie ma problemu :-) Zacznijmy więc od tego, że p. JKM w swoim wyliczeniu, do
                                    opodatkowania naszego dochodu zalicza podatek dochodowy, inne podatki płacone
                                    osobiście przez nas oraz obowiązkowe ubezpieczenia – i co do tego pełna zgoda.
                                    Nie będę się nawet wgłębiał w to, że w ujęciu p. JKM zapłacenie podatku jest
                                    czymś w rodzaju spuszczenia pieniędzy w toalecie, podczas gdy przecież w
                                    rzeczywistości większa część wpływów podatkowych jest redystrybuowana w postaci
                                    wszelakiego rodzaju usług publicznych (szkolnictwo, służba zdrowia, drogi,
                                    wojsko, policja, sądy, walka z powodzią etc.etc.). Nie to jest jednak tematem
                                    sporu, wracajmy więc do meritum. Otóż granicę absurdu przekracza p. JKM w
                                    momencie, w którym do opodatkowania zaczyna wliczać nie tylko podatki płacone
                                    przez nas, ale także podatki płacone przez osoby, od których nabywamy produkty
                                    czy usługi – a więc VAT odprowadzany przez tych co sprzedają nam kiełbasę,
                                    akcyzę odprowadzaną przez tych co sprzedają nam benzynę, podatek od
                                    nieruchomości odprowadzany przez tych, co wynajmują nam mieszkania etc. W ten
                                    sposób p. JKM otrzymuje wynik, zgodnie poziom obciążenia nas podatkami wynosi
                                    już 83% - tylko, że nie wiadomo, czemu właściwie w swej radosnej twórczości
                                    zatrzymuje się w tym właśnie miejscu? Przecież skoro wg niego podatki płacone
                                    przez naszych kontrahentów obciążają w istocie nas, to ta sama prawidłowość,
                                    logicznie rzecz biorąc, musi dotyczyć podatków płaconych przez kontrahentów
                                    naszych kontrahentów. I jeżeli my płacimy naszym kontrahentom realnie zaledwie
                                    17% tego co zarobimy, to naszym kontrahentom – jeśli przyjąć, że są w podobnej
                                    sytuacji co my i nie zakopują pieniędzy w ogródku – po zakupieniu towarów i
                                    usług dla nas przetwarzanych, pozostaje 17% z tych pierwotnych 17%, bo resztę
                                    zjadają podatki. Tym samym konsekwentnie należałoby uznać, że wolnych od podatku
                                    pozostaje już tylko 2,89% naszych dochodów, a obciążenie podatkami naszych
                                    dochodów wzrasta do 97,1%. Ale co z kontrahentami kontrahentów naszych
                                    kontrahentów? Przecież i oni pieniędzmi nie rozpalają w piecu, i z tych marnych
                                    2,89% naszych dochodów, które do nich ostatecznie trafiają, muszą płacić swoje
                                    podatki i opłaty; a zatem pozostaje im tylko 17% z 2,89% - czyli biedniutkie
                                    0,49%, których urzędy podatkowe nie pożarły. Na tym zatem etapie, nie mamy
                                    innego wyjścia, jak tylko przyjąć, że 99,51% naszych dochodów pochłaniają
                                    podatki, a realnie pozostaje tylko owe niecałe pół procenta… I tak, krok po
                                    kroku i za krokiem, dochodzimy do konkluzji w postaci wartości asymptotycznie
                                    zbliżającej się do zera – czyli w sposób oczywisty absurdalnego stwierdzenia, iż
                                    absolutnie wszystkie (czyli matematyczne 99,999…(w okresie)%) dochody, jakie
                                    ktokolwiek osiąga, odprowadzane są ostatecznie jako podatki :-D I prawidło to
                                    oczywiście działa całkiem niezależnie od tego, czy jako „rzeczywistą” wartość
                                    opodatkowania dochodu przyjmiemy 83% czy 2%, czy może 0,0001%, bo końcowy
                                    rezultat matematyczny będzie oczywiście zawsze taki sam…

                                    Co szczególnie dziwne, żeby zauważyć na pierwszy rzut oka nonsensowność takiego
                                    rozumowania jak przedstawione w zacytowanym tekście p. JKM, naprawdę wystarczy
                                    przecież znajomość matematyki na poziomie czterech działań podstawowych.
                                    Powstaje zatem pytanie, czy to sam p. JKM nie ukończył pierwszych trzech klas
                                    podstawówki lub zapomniał czego się wtedy uczył, czy też raczej – bez urazy – z
                                    grona takich osób rekrutują się jego bezkrytyczni wielbiciele ;-P

                                    Pozdrawiam
                                    • zdzicho_waciak Re: OK, chyba znalazłem... 24.06.10, 12:16
                                      Przepraszam, miałem już kończyć, ale uderzyło mnie coś w Twoim poście, pozwolę
                                      więc sobie na jeszcze jedną uwagę. Napisałeś:

                                      "Otóż granicę absurdu przekracza p. JKM w momencie, w którym do opodatkowania
                                      zaczyna wliczać nie tylko podatki płacone przez nas, ale także podatki płacone
                                      przez osoby, od których nabywamy produkty
                                      czy usługi – a więc VAT odprowadzany przez tych co sprzedają nam kiełbasę,
                                      akcyzę odprowadzaną przez tych co sprzedają nam benzynę, podatek od
                                      nieruchomości odprowadzany przez tych, co wynajmują nam mieszkania etc.
                                      "

                                      Przepraszam, że zapytam: czy Ty prowadziłeś kiedyś działalność gospodarczą? Ja
                                      prowadzę, jednoosobową, ale zawsze. I muszę rozliczać się z US jako firma. Płacę
                                      co miesiąc VAT. I wiem, że kiedy kupowałem sobie komputer do domu, do jego ceny
                                      netto sprzedawca doliczył mi 22% VAT i tak zapłaciłem. A kiedy kupowałem laptopa
                                      na firmę - płaciłem, owszem, razem z VATem, tyle że ten VAT mogłem sobie potem
                                      odliczyć...

                                      Posłuchaj: VAT i akcyza to są podatki od konsumpcji. Nie płacą ich firmy, od
                                      których kupujesz komputery (mogą ten podatek sobie odliczyć), płacą je
                                      konsumenci. Czyli Ty - jeśli kupujesz komputer, benzynę czy coś tam jeszcze na
                                      użytek prywatny, nie związany z działalnością gospodarczą. Tak więc JKM miał
                                      pełne prawo uwzględniać te podatki w swoich wyliczeniach. Także ci, od których
                                      wynajmujesz mieszkanie doliczają do czynszu, który od Ciebie ściągają ew.,
                                      podatek od nieruchomości (w wysokości skalkulowanej dla mieszkania), po to by
                                      nie dopłacać do tego interesu. I znowu - tak naprawdę płacisz ów podatek Ty, a
                                      nie oni...

                                      Wydaje mi się, że Twoja erudycja coraz wyraźniej wiedzie Cię na manowce...
                            • zdzicho_waciak Re: Odp. 1: dlaczego poprosiłem Cię o liczby? 23.06.10, 15:25
                              Ocena stopnia liberalizacji gospodarki li tylko na podstawie stawek podatkowych
                              i norm żywności jest absurdalna. Tyle, że:
                              1mo stawki podatkowe (a generalnie obciążenia podatkowe) są jednak istotne, gdy
                              mówimy o liberalizmie ,
                              2do te normy to są tylko przykłady, przykłady stopnia ingerencji państwowej
                              biurokracji w działalność gospodarczą.
                              I znowu Twoje porównanie z ZSRR jest lekko nietrafne, bo w tymże państwie żaden
                              jego obywatel nie mógł prowadzić żadnej własnej działalności gospodarczej -
                              wszystko monopolizowało państwo. A ja pisałem, że istotne są oba czynniki - tak
                              podatki, jak i stopień ingerencji państwa w działalność gospodarczą obywateli (a
                              bardziej generalnie - w życie obywateli).

                              I raz jeszcze powtórzę - ani ja, ani zapewne JKM nie uznajemy ustroju III Rzeszy
                              za liberalny. I chyba żaden z nas nie chciałby żyć w takim państwie. Ja na pewno
                              nie. Podawane przykłady miały służyć jedynie uzmysłowieniu sobie, jak daleko w
                              dziedzinie fiskalizmu i biurokratycznych ograniczeń zaszły współczesne państwa
                              opiekuńcze.

                              OK, przyznam Ci rację, przyznam, że przesadziłem w tym pisaniu o większym
                              liberalizmie III Rzeszy. Franciszek Ryszka nazwał kiedyś to państwo "państwem
                              stanu wojennego". Błędem (lub brakiem wyobraźni) moim i JKM było to, że
                              próbowaliśmy wydzielić w nim jakiś jeden odcinek, abstrahując od innych
                              . Że
                              próbowaliśmy sobie wyobrazić państwo nazistowskie bez jego militarystycznego,
                              totalnego oblicza. A to przecież był jednak socjalizm... Jeszcze, kurczę, wyjdę
                              na apologetę socjalizmu :-)...

                              I jeszcze jedno. Ja oczywiście jestem głęboko wdzięczny biurokratom z Warszawy i
                              Brukseli, że troszczą się o mnie tak, jak ja sam nie jestem w stanie sobie nawet
                              wyobrazić, a co dopiero sam się o siebie zatroszczyć (ostatnio, jak się zdaje,
                              zaczynają się troszczyć, abym nie utył). Tylko czasami przychodzi mi do głowy
                              taka głupia myśl, że za ograniczaniem swobody działań ekonomicznych (zawsze
                              uzasadnionym dobrem ogółu) prędzej czy później pójdzie ograniczanie także innych
                              swobód...

                              Dzięki za rzeczową rozmowę :-).

                              Pzdr
                              • kapitan.kirk Re: Odp. 1: dlaczego poprosiłem Cię o liczby? 24.06.10, 11:51
                                Zaczynam rozumieć, jakie były pierwotne źródła naszego nieporozumienia - otóż,
                                świadomie czy nieświadomie, wydawało Ci się najwyraźniej, że w III Rzeszy
                                istniała jakaś wolność gospodarcza; w znaczeniu np., że można było sobie wybrać
                                dowolny zawód czy miejsce pracy, można było założyć własny dowolnie pomyślany
                                biznes, można było zarobione i "zaoszczędzone" na podatkach pieniądze
                                przeznaczać na wybrane przez siebie cele inwestycyjne czy konsumpcyjne etc. Otóż
                                nic bardziej błędnego... Nie bardzo chce mi się wgłębiać w temat, skoro i tak
                                zapewne wszyscy Forumowicze na tym wątku dziwują się, skąd się tu wzięło dwóch
                                takich - nomen omen - zboczeńców tematycznych ;-) W każdym razie szczerze
                                polecam lekturę książek na temat gospodarki i historii społecznej III Rzeszy i
                                terytoriów okupowanych; bo to i ciekawe, i jako przestroga może się przydać...

                                Pozdrawiam
                        • zdzicho_waciak Odp. 2 - reszta 23.06.10, 09:43
                          OK, a teraz reszta.

                          Chodzi mi ( i też JKM, jak sądzę) o dwie podstawowe rzeczy: o wolność działania
                          w gospodarce i o to, jaką część wypracowanych dzięki temu działaniu profitów
                          możesz zatrzymać dla siebie. W tym sensie Twoje porównania do niewolników są
                          nietrafione i demagogiczne, bo oni ex definitione pozbawieni byli wolności i
                          własności, choć podatki (nie państwu ale swojemu właścicielowi i raczej
                          nie w pieniądzach, ale w formie świadczeń osobistych) i tak musieli płacić.

                          Lepsze jest porównanie z PRLem, ale Ty znowu robisz unik i koncentrujesz się na
                          tych, co to mieli etat u państwa. A przecież nawet w PRLu byli ludzie pracujący
                          na własny rachunek - nie tylko chłopi. I co - oni podatków nie płacili? Jakie
                          były stawki tych podatków? Co to był domiar? Na jakie ograniczenia
                          biurokratyczne napotykali?

                          Mogę się zgodzić z Tobą, gdy piszesz, że zasadą działania systemu nazistowskiego
                          były rabunek, praca niewolnicza i że był to system nakierowany na wojnę. Tak,
                          tutaj JKM naprawdę się myli i ja też zbyt lekko przeszedłem nad tym do porządku.
                          Z tym, że dla Ciebie to jest znowu zasłona dymna, kolejny unik. Zasłaniasz się
                          tymi obozami i karami śmierci za niedopełnienie obowiązku kontyngentowego
                          (podstaw sobie chłopa niemieckiego - państwo też mu się wtryniało w
                          gospodarstwo, ale ten oscypek to mógł robić, jak chciał i sprzedawać go, co?).
                          Zasłaniasz się możliwością kupowania przetworów mlecznych w dowolnej ilości (a w
                          demokratycznej, nie-totalitarnej Wielkiej Brytanii to reglamentacji nie było?)...

                          A sedno pytania pozostaje wciąż to samo - jakie były biurokratyczne ograniczenia
                          nakładane na działalność gospodarczą w III Rzeszy (a były ogromne) i jakie są
                          dziś? Ciebie to nie obchodzi, bo dla Ciebie istotne jest głównie to, że była
                          wojna, okupacja, terror, horror i wszystkie plagi, jakie zazwyczaj spadają na
                          tereny podbite. I to przysłania Ci całą resztę. Spróbuj się uwolnić od wojny,
                          choćby na chwilę wracając do Reichu. Tak wiem, to unik z mojej strony, ale skoro
                          mamy rozmawiać na ile rabunek, przemoc, praca niewolnicza były immanentną cechą
                          systemu (choćby dla celów porównawczych), to pozostawanie w GG nie ma sensu, bo
                          jej nie da się oddzielić od wojny
                          i warunków wojennych...

                          Piszesz, że Hitler uciekł w wojnę przed widmem finansowego bankructwa. Jasne, w
                          końcu tak kończy każdy socjalizm. Ciekaw jestem, gdzie i w co uciekną
                          (nad)opiekuńcze państwa UE? W ich przypadku to widmo jest też coraz bardziej
                          realne... Mimo znacznie wyższych podatków i co najmniej tak samo rozbuchanej
                          biurokracji...

                          Pzdr
                          • kapitan.kirk Re: Odp. 2 - reszta 23.06.10, 10:37
                            zdzicho_waciak napisał:

                            > Chodzi mi ( i też JKM, jak sądzę) o dwie podstawowe rzeczy: o
                            wolność działania
                            > w gospodarce i o to, jaką część wypracowanych dzięki temu
                            działaniu profitów
                            > możesz zatrzymać dla siebie. W tym sensie Twoje porównania do
                            niewolników są
                            > nietrafione i demagogiczne, bo oni ex definitione pozbawieni byli
                            wolności i
                            > własności, choć podatki (nie państwu ale swojemu
                            właścicielowi i raczej
                            > nie w pieniądzach, ale w formie świadczeń osobistych) [b]i tak
                            musieli płacić[/
                            > b].

                            Czy naprawdę nie rozumiesz, że dokładnie taka właśnie była sytuacja
                            ludzi pod władzą III Rzeszy? Tj. ex definitione pozbawieni
                            byli oni gwarancji wolności i własności, a większość tego co
                            wypracowali i tak musieli oddawać państwu, niezależnie od tego jaka
                            była formalna stawka podatków...

                            > Lepsze jest porównanie z PRLem, ale Ty znowu robisz unik i
                            koncentrujesz się na
                            > tych, co to mieli etat u państwa.

                            Dlatego, że w takiej sytuacji była znaczna większość społeczeństwa.

                            > A przecież nawet w PRLu byli ludzie pracujący
                            > na własny rachunek - nie tylko chłopi. I co - oni podatków nie
                            płacili?

                            Płacili (a chłopi dodatkowo do 1970 oddawali dostawy obowiązkowe i
                            byli pozbawieni prawa m.in. do lecznictwa otwartego czy swobodnej
                            zmiany miejsca zamieszkania).

                            > Jakie
                            > były stawki tych podatków?

                            Dla prowadzących działalność gospodarczą - 51% dochodu.

                            > Co to był domiar?

                            Danina podatkowa ustanawiana arbitralnie i bez możliwości
                            odwoławczych przez inspektora podatkowego, w dowolnej wysokości, na
                            podstawie jego dowolnej oceny stanu majątkowego podatnika.

                            > Na jakie ograniczenia
                            > biurokratyczne napotykali?

                            Liczne i dotkliwe - tym niemniej ich sytuacja i tak była dużo lepsza
                            niż w III Rzeszy.

                            > Zasłaniasz się
                            > tymi obozami i karami śmierci za niedopełnienie obowiązku
                            kontyngentowego

                            Obawiam się, że nie zdołasz udowodnić, że przewidziana w III Rzeszy
                            kara obozu lub śmierci za nie oddawanie kontyngentów czy handel
                            żywnością była czymś mniej dotkliwym dla podatników niż obecne
                            sankcje wynikające z ustaw podatkowych (zwłaszcza w przypadku
                            polskich rolników, od podatku dochodowego wszak w ogóle zwolnionych).

                            > (podstaw sobie chłopa niemieckiego - państwo też mu się wtryniało w
                            > gospodarstwo, ale ten oscypek to mógł robić, jak chciał i
                            sprzedawać go, co?).

                            Oczywiście, że nie mógł - handel żywnością był zabroniony wszystkim;
                            tyle tylko że kary dla chłopów czy handlarzy niemieckich były, rzecz
                            prosta, mniej dotkliwe mniż dla polskich. Wyjąwszy sytuację, gdy ów
                            niemiecki chłop czy handlarz był akurat Żydem, bo wtedy z definicji
                            nie miał żadnych praw.

                            > Zasłaniasz się możliwością kupowania przetworów mlecznych w
                            dowolnej ilości (a
                            > w
                            > demokratycznej, nie-totalitarnej Wielkiej Brytanii to
                            reglamentacji nie było?).

                            Oczywiście, że była - tyle tylko, że przecież nikt zdrów na umyśle
                            nie dowodzi, że w Wielkiej Brytanii w czasie wojny była większa
                            wolność gospodarcza niż obecnie.

                            > A sedno pytania pozostaje wciąż to samo - jakie były
                            biurokratyczne ograniczeni
                            > a
                            > nakładane na działalność gospodarczą w III Rzeszy (a były ogromne)
                            i jakie są
                            > dziś? Ciebie to nie obchodzi, bo dla Ciebie istotne jest głównie
                            to, że była
                            > wojna, okupacja, terror, horror i wszystkie plagi, jakie zazwyczaj
                            spadają na
                            > tereny podbite. I to przysłania Ci całą resztę. Spróbuj się
                            uwolnić od wojny,
                            > choćby na chwilę wracając do Reichu.

                            Obawiam się, że muszę się powtarzać: otóż rozmawiając o systemie
                            gospodarczym III Rzeszy, nie mogę z definicji "uwolnić się od
                            wojny", tak jak ludzie ówcześnie żyjący, prowadzący działalnośc
                            gospodarczą, odprowadzający podatki, daniny etc. również nie
                            mogli "uwolnić się od wojny". Btw. w omawianym tekście, p. JKM
                            według mnie ewidentnie pisał właśnie o sytuacji na ziemiach polskich
                            okupowanych przez Niemcy.

                            > skor
                            > o
                            > mamy rozmawiać na ile rabunek, przemoc, praca niewolnicza były
                            immanentną cechą
                            > systemu (choćby dla celów porównawczych), to pozostawanie w GG nie
                            ma sensu, bo
                            > jej nie da się oddzielić od wojny
                            > i warunków wojennych...

                            Niewątpliwie masz rację; ale to raczej nie do mnie argument, skoro
                            wszak ja twierdzę od początku dokładnie to samo.

                            > Piszesz, że Hitler uciekł w wojnę przed widmem finansowego
                            bankructwa. Jasne, w
                            > końcu tak kończy każdy socjalizm. Ciekaw jestem, gdzie i w co
                            uciekną
                            > (nad)opiekuńcze państwa UE? W ich przypadku to widmo jest też
                            coraz bardziej
                            > realne...

                            Hmmm; no według mnie, aż tak źle nie jest - no ale to dopiero czas
                            nas rozsądzi ;-)

                            Pozdrawiam
      • alicja_touron Gdybym była wychowawczynią 22.06.10, 14:00
        Drogi Chochliksen,
        ja tylko w temacie feministki-wychowawczyni.
        Jestem feministką - choć akurat nie wychowawczynią.
        Jednak bardzo lubię pracę z młodzieżą, płci obojga. Mam męża i jedno
        dziecko (płci męskiej ;-). Nie walczę "z opersją ze strony
        mężczyzn", jeśli już, to walczę z opresją w ogóle. Gdybym więc
        prowadziła klasę w szkole to (w zależności od tego, czy byłaby to
        podstawówka czy klasa maturalna) starałabym się umożliwiać ucznion
        dokonywanie wyborów bez oglądania się na stereotypy płciowe - nie
        wmawiała dziewczynkom, że są gorsze z matematyki, a chłopcom, że są
        niegrzeczni, albo dziewczynom, że im "nie uchodzi", a chłopcom, że
        zostanie pielęgniarzem albo wychowawcą w przedszkolu jest niemęskie.
        Gdyby jednak jakaś dziewczyna chciała mieć troje dzieci, dom na
        przedmieściu i zarabiającego na nią męża, to przecież nie mówiłabym
        jej, że tak nie wolno! Rozumiesz? Mniej więcej tak to wygląda, w
        dużym uproszczeniu.
        Bycie feministką/feministą nie polega na nienawidzeniu jakiejś płci.
        Polega na próbie odnajdywania siebie, w tym także swojej
        seksualności, swoich zainteresowań, wybierania drogi życiowej
        zgodnie z wynikami tych poszukiwań, bez przymusu godzenia się na
        role społecznie akceptowane (dziewczyna w straży pożarnej to
        kaszalot, chłopak w gabinecie kosmetycznym to pedał, kobieta gotuje,
        mąż musi więcej zarabiać, choćby wygodniej było na odwrót, etc.)
        Rola wychowawcy w szkole, to umożliwienie podejmowania wyborów innym
        (a nie decydowanie za nich, czy wtrącanie się tam, gdzie cię nie
        proszą). Jako feministka nie uważam, że związki heteroseksualne są
        złe, tak się składa, że sama jestem heteroseksualna. Ale rozumiem
        osoby homoseksualne, które walczą o prawo do wchodzenia w związki,
        mówienia o swoim życiu prywatnym bez narażania się na szykany, etc.
        Czy to są "w miare naturalne poglądy"?
        Ale tak na marginesie, to z żalem stwierdzam: nie ma "naturalnych
        poglądów". Każdy jest ukształtowany, społecznie, historycznie.
        Stwierdzając to, jednocześnie oznajmiam: jako feministce bliski mi
        jest pogląd, że na inność trzeba się otwierać, bo ona jest
        wartością. Że innych ludzi nie wolno krzywdzić, ani godzić się na
        ich krzywdę i prześladowanie ze względu na płeć, rasę, religię,
        przekonania. Takie poglądy przekazałabym moim uczniom, gdybym była
        wychowawczynią :-)
        • aaannemarie Re: Gdybym była wychowawczynią 23.06.10, 22:39
          Całkowicie podzielam, Pozdrowienia.
    • lucci2007 Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 18:14
      Brawo! Jestem pod wielkim wrażeniem. Gratulacje!
    • bufoniasty Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 19:28
      Pamietam wesele mojej sostry

      Na zaproszeniach bylo "z osoba towarzyszaca" wiec jeden z jej
      kolegow przyszedl sobie ze swoim kolega....chlop mial zone,
      dziecko i byl 100% hetero, tylko po prostu wolal tym razem przyjsc z
      kolega jako ta osoba towarzyszaca, jedli, pili, bawili sie z
      dziewczynami....ale konsternacja byla zajebista :)
    • dzielna_traktorzystka Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 20:03
      Brawo! Gratuluję odwagi!!!
      • laleczkaa0 No to zapodam prawdę!!! 21.06.10, 20:37
        powiem tak : jedna wielka histeryczka!!!
        jest Pani jedną wielką hipokrytką i osobą która myśli tylko i
        wyłącznie o sobie!! Feminizm- rozumiem ale nie aż do tak bezczelnego
        i aroganckiego stopnia. Wygrała Pani na dzien nauczyciela jakąs
        kategorie,trzeba bylo wejsc na scene odebrac statuetke,mial pomoc
        kolega- nie podala Pani reki,aby ten mogl Pani w kulturalny sposób
        pomóc wejść na scenę, odtracila Pani mu reke z wielkim obrzydzeniem.
        Pytanie - dlaczego? Czy z tego powodu,że jest mężczyzną (tutaj wziął
        górę Pani feminizm) ,czy dlatego też,że jest Pani lesbijką,a on nie
        jest gejem i mogę z czystym sumieniem powiedzieć,że jest to
        homofobia! Grono sie nie odzywa- ciekawe czemu? Bo robi Pani kolo 4
        tylnich liter szkole swoim postępowaniem. Jest Pani innej orientacji
        niż większość społeczności szkolnej - I CO Z TEGO?? Po co te
        oskarżenia, wylewanie żali, szukanie pomocy u innych? Nie łatwiej
        byłoby powiedzieć z dumą "jestem lesbijką? " a nie snuć podejrzenia
        kto mi chce zaszkodzić?
        Proszę dać spokój dyrekcji. sama byłam świadkiem jak goniła Pani
        Panią vicedyrektor w nienaturalny sposób, moze trzeba spojrzeć w
        lustro i zobaczyćwyraz swoijej twarzy? jest Pani małą,smukłą,drobną
        osobą ale to nie zmienia faktu,że czasem wygląda Pani tak jakby
        chciała zrobić krzywdę drugiej wg Pani zdania "innej" osobie.
        Podsumowując- prosze zastanowić się nad SWOIM postępowaniem,później
        naskakiwać na innych.
        a co do "biednych" dziewczynek- dziennikarze nie opublikowały
        zdjęć,które nie spodobały się wychowawczyni i dyrekcji... może Pani
        sama ich nie widziała?
        Skoro Pani chodzi z uczennicami na piwo,na wódkę,jest taka fajna
        i "fer" to czemu Pani ich okłamywała? bez sensu..
        Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
        • piotr7777 Re: GW nie chodzi o prawdę a o ideologię 21.06.10, 20:41
          Nie tak dawno w DF był artykuł o pewnej profesor ortodoncji, która
          miała rzekomo promować swoją córkę pomimo problemó natury
          psychicznej tej ostatniej w tej samej specjalizacji. Od osoby
          znającej to środowisko dowiedziałem się, że to nie całkiem tak - to
          znaczy owszem ta dziewczyna faktycznie jest chora, ale do
          wszystkiego doszła sama a jej kwalifikacji medycznych nikt nigdy nie
          kwestionował.
          Dlatego wiarygodność GW nie jest zbyt duża. Zwłaszcza gdy oddaje
          głos - jak w tym wypadku - tylko jednej stronie.
          • tadeusz.4 Re: GW nie chodzi o prawdę a o ideologię 21.06.10, 20:44
            a jej kwalifikacji medycznych nikt nigdy nie
            > kwestionował.

            Oprócz okaleczonych przez nią pacjentów - ale kto by się tam tym
            przejmował...
            • piotr7777 Re: GW nie chodzi o prawdę a o ideologię 21.06.10, 20:48
              tadeusz.4 napisał:

              > a jej kwalifikacji medycznych nikt nigdy nie
              > > kwestionował.
              >
              > Oprócz okaleczonych przez nią pacjentów - ale kto by się tam tym
              > przejmował...

              Jak pisałem - od osoby znającej środowisko usłyszałem, że ta kobieta
              do wszystkiego doszła sama i matka jej w żaden sposób nie holowała.
              Jakoś wierzę tej osobie a nie GW, która potrafi z prostytutki Anety
              Krawczyk zrobić męczennicę a ze skorumpowanego chirurga ofiarę.
              • tadeusz.4 Re: GW nie chodzi o prawdę a o ideologię 21.06.10, 20:54
                >od osoby znającej środowisko usłyszałem

                Ty słyszałeś od osoby znającej środowisko, więc przychylnej
                owej damie - koleżanka jej matki? ciotka? przełożony, zainteresowany
                w wyciszeniu konfliktu? wykładowca, którą ją przepuścił po
                znajomości?

                A inni słyszeli co innego o jej kwalifikacjach od
                osobiście przez nią okaleczonych pacjentów
                , więc się dalej nie
                kompromituj taką argumentacją...
                • piotr7777 Re: GW nie chodzi o prawdę a o ideologię 21.06.10, 20:57
                  tadeusz.4 napisał:

                  > >od osoby znającej środowisko usłyszałem
                  >
                  > Ty słyszałeś od osoby znającej środowisko, więc przychylnej
                  > owej damie - koleżanka jej matki? ciotka? przełożony,
                  zainteresowany
                  > w wyciszeniu konfliktu? wykładowca, którą ją przepuścił po
                  > znajomości?
                  >
                  > A inni słyszeli co innego o jej kwalifikacjach od
                  > osobiście przez nią okaleczonych pacjentów
                  , więc się dalej nie
                  > kompromituj taką argumentacją...

                  Mówimy o dwóch różnych sprawach.
                  Nie neguję tego, że jest chora i mogło się to odbić na jej praktyce,
                  natomiast nie jest prawdą, że to matka ją promowała, bo swoją
                  pozycję osiągnęła sama. To dwie rózne kwestie, ale GW potrzebuje
                  jednoznacznego obrazu. To element tabloidyzacji mediów.
              • nietuskaczka Re: GW nie chodzi o prawdę a o ideologię 22.06.10, 15:29
                ... a ze skorumpowanego chirurga ofiarę.

                Czy masz na mysli doktora Garlickiego?
                O ile mnie pamiec nie myli, to akcja CBA o kryptonimie " Mengele" i
                pomowienie doktora G. przez Ziobre polozylo polska transplantologie na
                lopatki, a wiec ofiar jest, i pewnie jeszcze bedzie w przyszlosci
                znacznie wiecej. Z motywow czysto politycznych i z zawodowej zawisci
                zniszczono jednego z najlepszych specjalistow jaki ten
                kraj kiedykolwiek mial, a Ziobro, po takiej strasznej porucie, nie tylko,
                ze nie zakonczyl swojej politycznej kariery, ale wrecz przeciwnie, zyskal
                materialnie, bo siedzi sobie w Europarlamencie i inkasuje wypasiona
                europensje. Natomiast dedykacja zawodowa i pracoholizm doktora, te kilka
                tysiecy (w tym wiele beznadziejnych) operacji jakie z sukcesem
                przeprowadzil, to jak bardzo dbal o to, aby na jego Oddziale byl porzadek
                i czystosc dla dobra pacjentow przeciez, i jak gonil podlegle
                mu towarzystwo do roboty, co na Zachodzie jest bardzo wysoko cenione i
                promowane, u nas musialo zakonczyc sie fiaskiem i zostac przykladnie
                ukarane, bo w Polsce bandytyzm polityczny jest bezkarny, natomiast ludzi,
                ktorzy sa w jakis zdecydowany sposob "inni", albo wyrastaja ponad
                przecietna trzeba utracic, uwalic, odsunac, zwolnic, oskarzyc, dac im
                nauczke.
                Chyba podobny mechanizm zadzialal na forum wobec pani Marty, ktora tu
                oskarzano juz o to, ze jest podla, glupia, zla, agresywna, bierze za duzo
                wolnego, pije z uczniami wodke, jest kiepska nauczycielka i kto wie co
                jeszcze.
                Dlaczego komentujacy, zamiast Ja obwiniac nie potrafia powiedziec, ze jest
                im bardzo pzykro, ze ktos ma taka beznadziejna sytuacje w pracy, i skupic
                sie na tym, jak temu zaradzic?
                • piotr7777 Re: GW nie chodzi o prawdę a o ideologię 22.06.10, 17:25
                  > O ile mnie pamiec nie myli, to akcja CBA o kryptonimie " Mengele"
                  i
                  > pomowienie doktora G. przez Ziobre polozylo polska
                  transplantologie na
                  > lopatki, a wiec ofiar jest, i pewnie jeszcze bedzie w przyszlosci
                  > znacznie wiecej.
                  Jest to czarna legenda, która nie znajduje pokrycia w
                  rzeczywistości - związek między spadkiem liczby przeszczepów a
                  konferencją Ziobry był żaden. Natomiast sąd uchylił umorzenie sprawy
                  o nieumyślne pozbawienie życia pacjenta, wciąż badanych jest
                  kilkadziesiąt zarzutów korupcyjnych, więc doktor G. jakkolwiek z
                  punktu widzenia prawa jest niewinny, z punktu widzenia czysto
                  ludzkiego nie moze być uznany za krystalicznei czystego. > Chyba
                  podobny mechanizm zadzialal na forum wobec pani Marty, ktora tu
                  > oskarzano juz o to, ze jest podla, glupia, zla, agresywna, bierze
                  za duzo
                  > wolnego, pije z uczniami wodke, jest kiepska nauczycielka i kto
                  wie co
                  > jeszcze.
                  Nic takiego nikt nie pisze. Po prostu p. MArta jest aktyistką
                  feministyczną, która nie potrafi oddzielić swojej aktywności od
                  wykonywanego zawodu dlatego nie nadaje się na nauczycielkę.
                  Nie neguję tego, że homoseksualiści moga uczyć w szkołach, ale
                  kaurat nie w tym przypadku.
                  • elyssa Re: GW nie chodzi o prawdę a o ideologię 23.06.10, 11:17
                    A skąd pomysł, że nie potrafi tego oddzielić? Potrafi i to bardzo dobrze .. I
                    proszę nie mówić bzdur o chodzeniu z uczniami na piwo, czy wódkę, bo takie
                    oskarżenia są niesmaczne :/
        • inte60 Re: No to zapodam prawdę!!! 23.06.10, 11:29
          Laleczka zapodaje prawdę, uwaga :-)).
          Post pewnie wprost z pokoju nauczycielskiego, to jedna z pań nauczycielek (tak mniemam).Zwróćcie Państwo uwagę na język...
          Pani Laleczko, niech Pani przestanie się kompromitować i wystawiać świadectwo Gronu. Pani potwierdza tylko kaliber kadry.

          Teraz ogólnie: jako nauczyciel emerytowany stwierdzam z przykrością, że w polskiej szkole nie uczą orły, szkoła katoliczeje wbrew zapisowi o państwie świeckim, a hipokryzja panuje na każdym kroku. Paniczny lęk przed rodzicami itd.
          Gratulacje dla Marty Konarzewskiej.
        • mamamada Re: No to zapodam prawdę!!! 26.06.10, 11:09
          I to właśnie nazywa się homofobia... Nie jest ważne, że ewidentnie
          jest jakiś konflikt między nauczycielami, nie jest ważne, czy i co
          stało się takiego, że na forum publicznym jeden człowiek nie chciał
          podać ręki drugiemu - ważne i spostrzegane jest tylko, że LESBA nie
          podała ręki mężczyźnie... Laleczkaa0 - bezczelna i arogancka jest
          jedynie twoja interpretacja tego zdarzenia - o ile oczywiście w
          ogóle miało ono miejsce.

          Pani Marto, popieram Pani odwagę, mam nadzieję, że moje dzieci bedą
          spotykały na swojej drodze takich nauczycieli i wychowawców jak
          Pani, gotowych nie tylko mówić o wartościach, ale i płacić cenę za
          bycie im wiernym.
          • raj001 Re: No to zapodam prawdę!!! 28.06.10, 12:15
            mamamada napisała:

            > I to właśnie nazywa się homofobia... Nie jest ważne, że ewidentnie
            > jest jakiś konflikt między nauczycielami, nie jest ważne, czy i co
            > stało się takiego, że na forum publicznym jeden człowiek nie chciał
            > podać ręki drugiemu - ważne i spostrzegane jest tylko, że LESBA nie
            > podała ręki mężczyźnie...

            A w ogóle wiadomo, dlaczego p. Marta nie chciała wtedy podać ręki temu koledze?
            O co chodziło?
    • rychoku [...] 21.06.10, 20:43
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • helisasg Re: Nie wolno krzywdzić dzieci! 21.06.10, 22:27
        Mam nadzieję, że dowiemy się twoich personaliów i dzięki nowym ustawom
        uchronimy twoje dzieci (jeśli je masz) przed wychowaniem prze takiego
        patologicznego osobnika.

        Powiedz mi, zboczeńcu, gdzie ty w tym artykule widzisz krocze?
      • alfvin Re: Nie wolno krzywdzić dzieci! 22.06.10, 09:58
        Koleś Bredzisz!
      • nietuskaczka Re: Nie wolno krzywdzić dzieci! 22.06.10, 15:45
        rychoku napisał:

        > Na przykładzie tego tekstu wyraźnie widać, że zboczeńcom nie można
        powierzać
        > "wychowania" dzieci. Ta pani myśli kroczem i cały świat widzi przez
        pryzmat
        > swej seksualności, dowodząc tym samym, że zboczenie nie ogranicza się do
        sfery
        > seksualnej, ale wypacza całą osobowość. Obowiązkiem władz jest obrona
        dzieci
        > przed takimi zwichniętymi osobnikami. Nikomu nie wolno krzywdzić dzieci!

        Najgorsze jest zwichniecie rozumu, wiec go nie demonstruj publicznie.
        Bedac tak bieglym w Lacinie masz duze pole do popisu, aby chronic dzieci,
        ktorych krzywdzic nie wolno, przed zboczencami w KK.
    • e.day Refleksje do tekstu 21.06.10, 20:57
      Przeczytałam tekst z uwagą i zainteresowaniem. Nie mam zamiaru jednak ani bić brawa dla odwagi Pani Marty (choć zaimponowała mi umiejętnością przejścia przez własny lęk) ani załamywać rąk nad kołtuństwem - zacofaniem - heteroterrorem (niepotrzebne skreślić) wicedyrektorki popieranej przez resztę koleżeństwa.
      Jak dla mnie, konflikt między tymi paniami narastał od dawna i niekoniecznie jego przyczyną musiały być preferencje seksualne kogokolwiek. Demonstrowanie, nawet nieświadome, swojej inności u niektórych budzi agresję. A może ta inność była demonstrowana w sposób interpretowany jako agresja i to nakręciło spiralę. Ale to oczywiście dywagacje, teorie, których nie zweryfikuję.
      Dużo mocniej uderzyło mnie coś innego. W moim odczuciu szkoła nie jest miejscem do epatowania seksem nauczycieli czy do demonstrowania preferencji seksualnych nauczycieli. O ile demonstracja różnych postaw, poglądów, preferencji itp. przez młodzież jest dla mnie zjawiskiem naturalnym, to nauczyciel powinien jej unikać, prowadząc zajęcia. Oczywiście, uczeń zdaje sobie sprawę, i nic w tym złego, że nauczyciel jest człowiekiem, musi zjeść, ubrać się, miał narzeczoną lub chłopaka, dziś ma dzieci lub jest po trzech rozwodach - ale szkoła to nie jest miejsce, gdzie nauczyciel może podkreślać, że jest hetero, homo, bi, lubi trójkąty czy woli seks sam z sobą.
      Szkoła nie jest miejscem, gdzie nauczyciel rozwiązuje problemy swojej seksualności.
      Szkoła nie powinna być również miejscem, gdzie tresuje się młodych ludzi do jakiejkolwiek ideologii, obojętnie, czy czerwonej, czarnej czy zielonej.
      Refleksje te nasunęły mi się, gdyż odniosłam wrażenie, że coś bardzo istotnego w tej szkole - "incydent" z dwoma uczennicami i jego konsekwencje - zostały przeniesione na grunt osobistych preferencji nauczycielki, które powinny zostać w sferze osobistej, nie profesjonalnej. Podobnie zresztą nie podoba mi się roztrząsanie przez nauczyciela jego osobistych spraw z uczniami. Lekcja to nie zbiorowa terapia nauczyciela przez uczniów ani miejsce na zwierzenia nauczyciela o sprawach osobistych.
      Pewnie jestem strasznie nienowoczesna i nie idę z duchem czasów... ale stoję na stanowisku, że między nauczycielem a uczniem powinien być dystans. Mistrz ma być opoką, autorytetem. Ewentualne nieporozumienia między mistrzami powinny być poza uczniem...
      • kordonia Re: Refleksje do tekstu 21.06.10, 21:08
        e.day- ale nauczyciele heteroseksulani moga epatowac seksem i
        demonstrowac preferencje seksualne?
        Bo czynia to codziennie, kiedy opowiadaja lub wpsominaja chocby o
        swoich mezach/zonach, dzieciach,itd
        Kiedy przychodza na studniowki ze swoimi partenrami
        życiowymi/seksualnymi.
        • aw34 Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 00:17
          Włąśnie twoja poprzedniczka napisała, ze szkoła nie jest miejscem na
          takie osobiste opowieści. Sama unikam tego jak ognia. Parę razy
          spotkałam się z dośc intymnymi pytaniami uczniów i odpowiedziałam,
          ze o tak intymne sprawy jak moje życie osobiste nie stawia się
          pytan. Unikam równiez zbytniego stowarzyszania sie z koleżankami i
          kolegami z pracy i nie snuję osobistych opowiesci. To jest praca i
          nie należy jej mieszać z życiem osobistym, tak jest zdrowiej dla
          wszystkich. Zyję z wszystkimi (no prawie wszystkimi) w zgodzie,
          wspieramy sie w sprawach zawodowych a znajomych i przyjaciów mam
          prywatnych, nie zwiazanych z praca. Nie rozumiem p.Marty po co tak
          bardzo zależało jej na prywatnych zwierzeniach w pokoju
          nauczycielskim, skoro ma tak bujne zycie prywatne, po co jej uczniom
          wiedza o jej zyciu prywatnym. Coś mi w tej dramatycznej relacji nie
          pasuje i chętnie poznałabym zdanie pracowników szkoły.Sama znam
          nauczyciela geja, który spokojnie pracuje mimo, ze wszyscy znają
          jego orientację .Tylko nie robi z faktu bycia gejem sensu swego
          szkolnego bytu. Tu jest po to by uczyć dzieci a nie opowiadać o
          swych preferencjach.
          Ktoś wcześniej napisał, ze szkoła powinna w dzisiejszym świecie
          uczyć a nie organizować bale i wycieczki i kształtować światopoglady
          uczniów. moze to i racja. W dzisiejszym poszrpanym świecie, gdzie
          łatwo być posądzonym o różne fobie, dewiacje i nieprawomyślność
          byłoby to bezpieczniejsze.
          • e.day Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 22:40
            aw34 napisała:

            > Sama znam
            > nauczyciela geja, który spokojnie pracuje mimo, ze wszyscy znają
            > jego orientację .Tylko nie robi z faktu bycia gejem sensu swego
            > szkolnego bytu. Tu jest po to by uczyć dzieci a nie opowiadać o
            > swych preferencjach.


            ano właśnie..!
        • e.day Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 07:20
          kordonia: napisałam wyraźnie. Nie.
          Niezależnie od tego, jakie ma preferencje, nauczyciel nie powinien przynosić
          swoich intymnych spraw do szkoły, w szczególności do klasy.
          Pewnie, że od czasu do czasu któryś powie "mój syn tamto", "mój mąż tamto", i
          niechże to będzie tak zwykłe i normalne, jak "moja kobieta to" (od
          nauczycielki). Bez nachalnego ekshibicjonizmu, ale i bez świętoszkowatego
          potępienia.
          • kordonia Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 10:33
            e.day napisała:

            > kordonia: napisałam wyraźnie. Nie.
            > Niezależnie od tego, jakie ma preferencje, nauczyciel nie powinien
            przynosić
            > swoich intymnych spraw do szkoły, w szczególności do klasy.
            > Pewnie, że od czasu do czasu któryś powie "mój syn tamto", "mój
            mąż tamto", i
            > niechże to będzie tak zwykłe i normalne, jak "moja kobieta to" (od
            > nauczycielki). Bez nachalnego ekshibicjonizmu, ale i bez
            świętoszkowatego
            > potępienia.

            Tyle,z e kiedy osoba homoseksualna to powie, to własnie nie jest to
            dla większości normlane. I w tym tkwi problem.
            • e.day Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 22:59
              Cóż, dla mnie palenie papierosów nie jest normalne. Osobiście się tym brzydzę i
              uważam to za świadectwo czegoś niezdrowego. Jednak, o ile palacz nie dmucha mi
              wyziewami w twarz ani nie truje dymem mojego dziecka i psów (istoty, za które
              jestem odpowiedzialna), to nie wtrącam się nieproszona o zdanie. Być może są
              ludzie, którzy palą, bo ten typ tak ma i inaczej nie umieją. Toleruję, choć nie
              rozumiem, nie akceptuję, jeśli uważam, że zagraża mojemu zdrowiu. Niemniej nie
              skreślam człowieka, który jest palaczem, jeśli tylko uszanuje moją odmienność.
              Kilka osób palących bardzo lubię, z innymi współpracuję. Aby określić zasady
              interakcji, z reguły wystarcza "jestem niepaląca", czasami muszę dodać "dym mi
              przeszkadza". Ale jak palacz nie epatuje dymem, tylko sobie pali intymnie w
              stosownym miejscu, to w moich oczach nie wyklucza tego człowieka jako człowieka.
              To samo się tyczy gejów, lesbijek, wegetarian, akwarystów i kogo tam jeszcze.
              Wcześniej usiłowałam wymyślić mniej kontrowersyjne porównania, ale to chyba jest
              dopuszczalne.
        • ggrdl Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 09:06
          kordonia napisała:

          > e.day- ale nauczyciele heteroseksulani moga epatowac seksem i
          > demonstrowac preferencje seksualne?

          Ależ oni nie epatują! Żaden z nich nie pisuje do gazet o problemach osób
          heteroseksualnych, żaden nie chodzi na parady równości heteryków.
          Chyba że masz na myśli pogaduchy o wakacjach W POKOJU NAUCZYCIELSKIM - w gronie
          koleżanek, lub obrączkę na palcu.

          • kordonia Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 10:37
            ggrdl napisał:

            > kordonia napisała:
            >
            > > e.day- ale nauczyciele heteroseksulani moga epatowac seksem i
            > > demonstrowac preferencje seksualne?
            >
            > Ależ oni nie epatują! Żaden z nich nie pisuje do gazet o
            problemach osób
            > heteroseksualnych, żaden nie chodzi na parady równości heteryków.
            > Chyba że masz na myśli pogaduchy o wakacjach W POKOJU
            NAUCZYCIELSKIM - w gronie
            > koleżanek, lub obrączkę na palcu.
            >


            Tak, to własnie, oprócz tego równiez przychodzenie ze swoim
            partnerem seksualnym na studniówki na przykład.
          • helisasg Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 10:37
            A cóż to takiego są "problemy osób heteroseksualnych"? Czy
            heteroseksualizm może być jakimkolwiek problemem? Nie wydaje ci się, że
            pomijasz istotny aspekt sprawy - większość (niezależnie od taniej
            retoryki) nie jest obiektem prześladowania, wręcz przeciwnie, zawsze
            czerpie e swej dominacji siłę.
            • ggrdl Re: Refleksje do tekstu 22.06.10, 12:42
              helisasg napisał:

              > A cóż to takiego są "problemy osób heteroseksualnych"? Czy
              > heteroseksualizm może być jakimkolwiek problemem?

              A homoseksualizm może być problemem? Podobno to tylko opcja, jak kolor oczu -
              tak twierdzą niektórzy homoseksualiści.


              > Nie wydaje ci się, że
              > pomijasz istotny aspekt sprawy - większość (niezależnie od taniej
              > retoryki) nie jest obiektem prześladowania,
              > wręcz przeciwnie, zawsze czerpie e swej dominacji siłę.

              Oczywiście że bywa. Większość polska w Generalnej Guberni, Hindusi w
              kolonialnych Indiach, Szyici i Sunnici w Iraku (nie pamiętam kto kogo), szlachta
              i chłopstwo w Rzeczypospolitej itd. itp.
              A moja retoryka nie była tania, tylko ty nie dostrzegłeś ironii.
      • lmblmb Ta agresja jest problemem 22.06.10, 10:20
        e.day napisała:

        > Demonstrowanie, nawet nieświadome, swojej inności u niektórych budzi agresję.

        Z agresją w Polsce jest ogromny problem. Nikt w szkole nie uczy, że to
        zachowanie prosto z buszu. Tak agresywnych ludzi jak w Polsce nie zobaczysz po
        Afganistan. Dla porównania, Czesi czy Słowacy nie biją się po mordzie za byle co.

        Jeśli ktoś czuje agresję z powodu odmienności seksualnej innej osoby, to
        powinien z tą agresją walczyć. To jego/jej problem.
        • e.day Re: Ta agresja jest problemem 22.06.10, 21:22
          Aby walczyć z własną agresją, trzeba jej być świadomym. Zgadzam się, to wielki
          problem, tym bardziej że ostatnimi laty jakby tej agresji w społeczeństwie przybyło.
          Próbuję sobie to tłumaczyć strachem. Agresja jest emocją powiązaną ze strachem.
          I niezależnie od współczucia, jakie żywię dla Autorki (z powodu zmuszenia jej do
          stawienia czoła agresji) i podziwu (że przeszła przez własny strach) wciąż
          podtrzymuję pogląd: dla nauczycieli szkoła nie jest miejscem do rozwiązywania
          problemów emocjonalnych, coming outów, rozważania swoich uczuć i rozterek.
          Szkoła ma m.in. pomagać w rozwiązywaniu tego i innego rodzaju problemów, ale
          uczniów. Rozwalony emocjonalnie nauczyciel nie pomoże roztrzęsionemu
          dojrzewaniem nastolatkowi.
          • elyssa Re: Ta agresja jest problemem 23.06.10, 11:24
            Najpierw trzeba byłoby się zastanowić, czy w szkole w ogóle chodzi o ucznia. Ze
            swoich własnych doświadczeń wiem, że w większości przypadków "pomaganie
            nastolatkowi" to ostatnia rzecz, jaką zajmie się nauczyciel. Pani Konarzewska to
            jeden z bardzo niewielu nauczycieli, którzy są zdolni do empatycznych zachowań.
            Od których można się spodziewać pomocy, kiedy ma się jakiś poważny problem ..
            ale jak widać, takie zachowania są w szkole niestety tępione.
    • sugarfree_bez_i Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 22:15
      Ja też jestem nauczycielką i jestem lesbijką. Obecnie nie pracuję w szkole,
      ale niczego nie mogę wykluczyć. Znam jeszcze wiele lesbijek nauczycielek. Pani
      Marto, odwagi :) My tu, u nasz, też będziemy walczyć.. gegen das Unrecht in
      der Welt!!
      • doartykulu Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 22:36
        Marto gratuluję artykułu!
        Dziękuję za odwagę i mówienie wprost.

        Myślę, że ten artykuł może być bardzo ważny dla wielu uczniów i
        uczennic, które i którzy dopiero odkrywają swoją orientację.

        Pozdrawiam!
    • lmblmb Wyjedź z Polski! 21.06.10, 23:11
      W imię czego kopiesz się z koniem, nastoletnich sentymentów?

      Daj spokój, zbierz tobołki i jedź na zachód. Sam wyjechałem i nigdy nie wrócę.


      PS Nie jestem gejem
    • joannasawa Re: Jestem nauczycielką i jestem lesbijką 21.06.10, 23:49
      Zgadzam się. Wspaniała.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja