Święta Teresa największa

30.08.10, 01:57
Zgodnie z poprawnością polityczną.

Cierpienie uszlachetnia?

środki uśmierzające ból i podopieczni
Matki Teresy z Kalkuty.

?????
    • gburiaifuria Święta Teresa w praktyce i teorii 30.08.10, 02:18
      Matka Teresa w teorii i w praktyce

      Publicysta Christopherem Hitchensem, jest autorem głośnej na Zachodzie
      książki Missionary Position: Mother Teresa in Theory and Practice (Misjonarska
      miłość: Matka Teresa w teorii i w praktyce)Oto przykład. W roku 1994
      prowadzone przez Misjonarki Miłości schronisko w Kalkucie odwiedził dr Robin
      Fox, ówczesny redaktor naczelny bodaj najpoważniejszego pisma medycznego na
      świecie, The Lancet. Dr Fox, z racji swojego zawodu, był jednocześnie
      zainteresowany i upoważniony do wypowiadania się na temat standardów opieki
      medycznej w odwiedzanych przez niego instytucjach. Pierwsze słowa jego relacji
      zamieszczonej w numerze tego pisma z 17 września 1994 roku wskazują, iż
      planując swą wizytę w instytucji Matki Teresy spodziewał się, że wyniesie
      stamtąd jak najlepsze wrażenia. Tymczasem szczególny ton jego uprzejmej
      relacji zdaje się wskazywać, że panujące w niej stosunki wzbudziły raczej jego
      zdumienie:

      Dom od czasu do czasu odwiedzają lekarze, ale większość decyzji podejmują, tak
      jak potrafią, zakonnice i wolontariusze, z których część ma pewne pojęcie o
      medycynie. Widziałem pewnego młodego człowieka, którego przyjęto w złym
      stanie, z wysoką gorączką. Przepisano mu tetracyklinę i paracetamol. Później
      pojawił się lekarz, który uznał, że chory najprawdopodobniej cierpi na malarię
      i zaordynował mu chlorochinę. Czy naprawdę nikt nie mógł wykonać rozmazu krwi?
      Wykonywanie badań, jak mi powiedziano, było w większości przypadków
      niedozwolone. Czemu jednak nie stosowano prostych algorytmów diagnostycznych,
      które mogłyby zakonnicom i wolontariuszom pomóc odróżnić chorych, których
      można było wyleczyć, od tych, którym nie można już pomóc? Znowu się okazało,
      że takich metod się nie stosuje. Takie podejście wydaje się sprzeczne z etosem
      tego domu. Matka Teresa nie planuje, lecz w pełni zdaje się na opatrzność.
      Obowiązujące w schronisku zasady mają przede wszystkim na celu zapobieżenie
      jakimkolwiek ustępstwom na rzecz materializmu: zakonnice są zresztą w tej
      samej sytuacji co biedacy ...

      Zastanawiałem się, czy opiekujące się chorymi siostry zakonne wiedzą, jak
      walczyć z bólem. Podczas krótkiej wizyty nie mogłem ocenić skuteczności
      praktykowanego tam metafizycznego podejścia, jednak bardzo zaniepokoiła mnie
      informacja, że w schronisku nie stosuje się silnych środków przeciwbólowych.
      Jeśli weźmiemy pod uwagę lekceważenie podstawowych zasad postępowania
      diagnostycznego, to zaniechanie walki z bólem sprawia, że podejście Matki
      Teresy do chorych i umierających trzeba uznać za całkowicie inne, niż to,
      które przyjęto w ruchu hospicyjnym. Osobiście nie mam wątpliwości, które z
      nich bardziej mi się podoba.

      Trzeba w tym miejscu wyjaśnić, że Dr Fox nie opisywał jakiegoś ubogiego
      szpitalika, naprędce ustawionego w rejonie klęski żywiołowej. W roku 1994
      Matka Teresa pracowała w Kalkucie już od 45 lat, a jej zgromadzenie od blisko
      trzech dekad niemal dosłownie tonęło w powodzi darów: finansowych i
      rzeczowych. Wizytowany przez dr Foxa "dom dla umierających", stanowiący
      fragment królestwa Misjonarek Miłości, nie miał najmniejszych kłopotów z
      pozyskiwaniem środków na swoje utrzymanie. Jeśli wyglądał tak, jak go opisał
      dr Fox, to tylko dlatego, że tego właśnie życzyła sobie Matka Teresa.
      Lekceważenie podstawowych standardów opieki medycznej to nie przypadkowa
      sprzeczność z ideałami Misjonarek Miłości, lecz sama istota stosowanej przez
      nie filozofii pomocy: tej samej, którą wyraża radosne hasło widoczne na
      ścianie prowadzonej przez Matkę Teresę kostnicy: Dzisiaj idę do nieba! - głosi
      napis.

      Zdaniem wielu byłych wolontariuszy wizyta dr Foxa i tak miała miejsce w
      wyjątkowo dobry dzień. Nie można też wykluczyć, że to właśnie z powodu
      odwiedzin angielskiego lekarza pensjonariusze domu dla umierających byli tego
      dnia tak dobrze traktowani. Mary Loudon, jedna z wolontariuszek z Kalkuty, od
      lat pisząca na temat życia zakonnic i religijnych kobiet, wspomina swój pobyt
      w domu w następujący sposób:

      W pierwszej chwili miałam wrażenie, że znalazłam się w Bergen Belsen, lub
      innym podobnym miejscu, znanym z fotografii i filmów dokumentalnych, gdyż
      wszyscy pacjenci, kobiety1 i mężczyźni, mieli głowy ogolone do gołej skóry.
      Nigdzie nie było żadnych krzeseł, tylko nosze, w stylu tych, jakich używano
      podczas pierwszej wojny światowej. Na terenie posesji nie ma żadnego ogródka
      ani nawet podwórka. Nic. Zadałam sobie pytanie: Gdzie ja właściwie jestem?
      Cały dom składa się z dwóch pomieszczeń: w jednym tłoczy się od 50 do 60
      mężczyzn, w drugim od 50 do 60 kobiet. Ci ludzie umierają, jednak nikt się
      specjalnie nie troszczy, by zapewnić im właściwą opiekę medyczną. Nie podaje
      im się prawdziwych środków przeciwbólowych, otrzymują najwyżej aspirynę lub -
      jeśli mają szczęście - brufen lub coś podobnego. To wszystko, co się robi, by
      ulżyć cierpieniom ludzi umierających na raka lub inne groźne choroby...

      W ośrodku nie było dostatecznej liczby kroplówek. Igły do strzykawek były
      używane wielokrotnie i sama widziałam zakonnice płuczące je pod kranem w
      zimnej wodzie. Gdy zapytałam jedną z nich, dlaczego to robi, odpowiedziała, że
      chce je umyć. Powiedziałam wtedy: "Tak? Ale dlaczego ich nie sterylizujecie?
      Dlaczego nie myjecie igieł w gotowanej wodzie?

      To nie ma sensu. Zresztą nie ma na to czasu - usłyszałam w odpowiedzi.

      Pierwszego dnia, po pracy na oddziale żeńskim, stanęłam w progu pomieszczenia
      dla mężczyzn, gdzie czekałam na przyjaciela, który opiekował się umierającym
      chłopcem w wieku około piętnastu lat. Napotkałam tam amerykańską lekarkę,
      która powiedziała mi, że próbowała leczyć tego chłopca. Okazało się, że
      cierpiał on na stosunkowo niegroźną chorobę nerek, a jego stan pogorszył się
      tak bardzo tylko dlatego, że nie podano mu antybiotyków. Chłopiec potrzebował
      operacji. Amerykanka była wściekła i jednocześnie zrezygnowana, co jest typowe
      dla ludzi, którzy znajdą się w takiej sytuacji. Powiedziała mi, że chłopiec
      nie pójdzie do szpitala. - Dlaczego? - spytałam - Przecież wystarczy wziąć
      taksówkę, zawieźć go do najbliższego szpitala i zażądać, by udzielono mu pomocy.

      One tego nie zrobią - powiedziała lekarka. - Gdyby zrobiły to dla jednego
      pacjenta, musiałyby to samo zrobić dla wszystkich.

      Ale ten dzieciak ma zaledwie 15 lat! - pomyślałam.

      Powtórzmy: Dochody osiągane przez Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości
      wystarczyłyby na wyposażenie kilku najwyższej klasy klinik w Bengalu. Jednak
      siostry nie prowadzą szpitala, lecz nędzne schronisko, które z pewnością
      byłoby przedmiotem sądowej skargi i protestów, gdyby je prowadził lekarz.
      Czynią tak nie dlatego, że nie mają innego wyjścia, ale dlatego, że tak sobie
      życzy założycielka zgromadzenia. Jej celem nie jest niesienie ulgi w
      cierpieniu, lecz umocnienie kultu zbudowanego na śmierci, cierpieniu i
      podporządkowaniu. Matka Teresa (która - co warto odnotować - korzystała z
      usług kilku najlepszych i najdroższych klinik świata zachodniego, lecząc się
      na serce i inne przypadłości późnego wieku) ujawniła swoje rzeczywiste
      intencje w jednym z telewizyjnych wywiadów. W rozmowie z dziennikarzem
      opisywała umierającego w męczarniach, chorego na raka człowieka. Uśmiechając
      się do kamery, relacjonowała swoją rozmowę z nieuleczalnie chorym pacjentem:

      - Cierpisz jak Chrystus na krzyżu. To Jezus cię całuje - powiedziała, po czym,
      nie uświadamiając sobie ironii zawartej w słowach cierpiącego człowieka
      przytoczyła jego odpowiedź:

      - Jeśli tak, to proszę, poproś go, żeby przestał.

      • kapitan.kirk Re: Święta Teresa w praktyce i teorii 30.08.10, 11:39
        gburiaifuria napisała:

        Chłopiec potrzebował operacji. Amerykanka była wściekła i
        jednocześnie zrezygnowana, co jest typowe dla ludzi, którzy znajdą
        się w takiej sytuacji. Powiedziała mi, że chłopiec nie pójdzie do
        szpitala. - Dlaczego? - spytałam - Przecież wystarczy wziąć
        taksówkę, zawieźć go do najbliższego szpitala i zażądać, by
        udzielono mu pomocy.


        Ależ to GENIALNE! Pani, która w ten sposób rozcięła ów węzeł
        gordyjski powinna zostać jak najszybciej obrana przewodniczącą ONZ,
        gdyż wtedy z pewnością z miejsca zniknęłyby wszelkie problemy
        nurtujące świat. W biednych krajach ludzie chorują i nie mają
        pieniędzy na leczenie? Przecież wystarczy po prostu udać się do
        najbliższego szpitala i zażądać by udzielono im pomocy. Ludzie
        głodują, bo nie mają pieniędzy na jedzenie? Wystarczy zaprowadzić
        ich do najbliżej restauracji i zażądać, żeby dano im jeść. Biedni
        ludzie mieszkają na ulicach bez dachu nad głową? Wystarczy iść z
        nimi do nabliższego hotelu i zażądać by ich zakwaterowano...
        Doprawdy, dziwni są ci biedni, że sami na to wcześniej nie wpadli i
        trzeba im takie banalne rzeczy uświadamiać :-/

        One tego nie zrobią - powiedziała lekarka. - Gdyby zrobiły to dla
        jednego pacjenta, musiałyby to samo zrobić dla wszystkich. Ale ten
        dzieciak ma zaledwie 15 lat! - pomyślałam.


        Bezduszne potwory w habitach nie chcą zająć się specjalnie jednym
        cacanym chłopczykiem który spodobał się dobrej białej pani,
        zasłaniając się bzdurnym argumentem, że mają pod opieką w sumie 100-
        120 osób które tak samo chcą żyć... Doprawdy, słuszne jest oburzenie
        na takie zezwierzęcenie. Nie jest jasne co prawda, dlaczego - skoro
        tak łatwo jest dzieciakowi pomóc - Autorka jakoś poprzestaje jedynie
        na miotaniu gromów na okrutne zakonnice, zamiast po prostu sama
        wziąć taksówkę, zawieźć go do najbliższego szpitala i zażądać, by
        udzielono mu pomocy
        ... :-O

        Powtórzmy: Dochody osiągane przez Zgromadzenie Sióstr Misjonarek
        Miłości wystarczyłyby na wyposażenie kilku najwyższej klasy klinik w
        Bengalu.


        Ba - ale skąd o tym wiadomo? We wszystkich tych tekstach brak
        konkretów - poza tym, że zakon rzekomo "tonie" w powodzi darów i
        pieniędzy, a być może ma nawet 50 milionów dolarów na jednym
        z amerykańskich kont... Sęk w tym, że z ogólnodostępnych danych
        wynika, iż Misjonarki Miłości (w liczbie ok. 4,5 tys.) prowadzą
        blisko 800 placówek w 137 krajach, dokarmiają i wspomagają w inny
        sposób ok. 500 tys. rodzin, opiekują się ok. 90 tys. chorych
        (zwłaszcza trędowatych) i prowadzą szkoły dla ok. 20 tys. dzieci.
        Jeśli przyjmiemy, że chcemy każdej z tych osób zaoferować pomoc w
        wymiarze dwóch dolarów dziennie (chyba nieprzesadne to wymaganie -
        ot miska ryżu, kubek wody i tabletka paracetamolu), okazuje się, że
        w tej sytuacji MM muszą rocznie wydawać 452,6 miliony dolarów
        . A gdzie ubrania, środki czystości, utrzymanie domów,
        najprostsze pomoce szkolne...? Może w tej sytuacji można by dopuścić
        do siebie chociaż cień wątpliwości, czy przyczyną stłoczenia chorych
        w klitkach, ubóstwa sióstr, braku najpotrzebniejszych lekarstw i
        sprzętu etc. jest na pewno akurat wrodzony sadyzm Matki Teresy...?

        Pozdrawiam i szczerze życzę więcej samodzielności w myśleniu
      • anna22290 Re: Święta Teresa w praktyce i teorii 30.08.10, 16:26
        -ja tego nie znalam czyli rowniez i w tym przypadku czlowiek byl
        potrzebny do zaspokojenia rytulalu religijnego,obrzydliwosc
    • gburiaifuria Święta Teresa w praktyce i teorii cz3 30.08.10, 02:29
      W schronisku zaprzyjaźniłam się z pewnym pisarzem z Gwatemali, który za
      wszelką cenę chciał opuścić to miejsce. Pod wpływem jego próśb jedna z moich
      przyjaciółek, która również była tam kucharką (czarnoskóra Amerykanka i
      praktykująca katoliczka), zaprosiła go do swojego domu. Po jakimś czasie
      jednak jego stan bardzo się pogorszył. Wtedy moja znajoma poprosiła go, aby
      zgodził się powrócić do schroniska, gdyż ona nie mogła mu już zapewnić
      właściwej opieki. Mężczyzna błagał ją, żeby nie kazała mu tam wracać, gdyż
      obawiał się, że siostry nie zapewnią mu odpowiedniej opieki, a przede
      wszystkim, że odmówią podania mu morfiny, gdy będzie umierał. Obecnie, od
      czasu do czasu, gotuję w domu dla bezdomnych mężczyzn prowadzonym przez
      Franciszkanów. Jeden z mieszkańców schroniska, Bruce, jest byłym podopiecznym
      sióstr miłosierdzia. Ani on, ani ksiądz z tego schroniska, nie mają nic
      dobrego do powiedzenia o zakonnicach z Daru Miłości.

      Podobne relacje słyszałem od wielu wolontariuszy z domów Matki Teresy, od
      Kalkuty po San Francisco. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie świadectwo Susan
      Shields, która przez dziewięć i pół roku należała do zgromadzenia Matki
      Teresy. W tym okresie mieszkała w prowadzonych przez zgromadzenie domach w
      Rzymie, w San Francisco i w nowojorskim Bronxie. Mam jej pozwolenie na
      zacytowanie fragmentów niepublikowanego rękopisu pod tytułem, In Mother's
      House, rzetelnej, dobrze napisanej relacji, będącej dziełem kobiety, która
      opuściła Misjonarki Miłości z tego samego powodu, dla którego kiedyś do nich
      wstąpiła - wiedziona miłością bliźniego.2 Jeśli jej dziennik czyta się jak
      wspomnienia byłego członka sekty, to dlatego, że pod wieloma względami tym
      właśnie jest. Autorka opowiada, że w zgromadzeniu obowiązuje całkowite
      posłuszeństwo Matce Teresie, a kwestionowanie jej autorytetu jest nie do
      pomyślenia.

      Moją krytyczną naturę umiałam utrzymać w ryzach tylko dlatego, że nauczono
      nas, iż przez Matkę Teresę działa Duch Święty. Okazywanie zwątpienia w
      słuszność jej wskazówek traktowane było jako oznaka braku zaufania lub jeszcze
      gorzej, jako grzech pychy. Dlatego skrywałam swoje zastrzeżenia i miałam
      nadzieję, że któregoś dnia wreszcie zrozumiem te wszystkie rzeczy, które
      wydawały mi się sprzeczne z głoszonymi przez nas wartościami.

      Któregoś lata siostry z nowicjatu w Rzymie otrzymały w darze ogromną ilość
      pomidorów. Nie było sensu rozdawać ich sąsiadom, gdyż wszyscy w okolicy
      uprawiali te warzywa. Przełożona zdecydowała, że siostry umieszczą pomidory w
      puszkach i będą je jeść przez całą zimę. Wkrótce potem zakon odwiedziła Matka
      Teresa, która bardzo krytycznie odniosła się do pomysłu przechowania pomidorów
      na zimę. Jej zdaniem Misjonarki Miłości nie powinny robić zapasów, lecz zawsze
      liczyć na boską opatrzność.

      W San Francisco Misjonarki Miłości otrzymały w użytkowanie trzypiętrowy
      budynek klasztorny z wieloma przestronnymi pokojami, długimi korytarzami i
      obszernymi piwnicami.

      Siostry bezzwłocznie przystąpiły do usuwania mebli. Wystawiły ławki z kaplicy
      i zerwały wykładzinę dywanową z pokojów i korytarzy. Grube materace wyrzucono
      przez okna. Z budynku wyniesiono wszystkie kanapy, krzesła i zasłony. Stojący
      na chodniku przed klasztorem sąsiedzi w zdumieniu przyglądali się temu widowisku.

      Piękny budynek dostosowano do stylu życia, który miał pomóc siostrom osiągnąć
      stan świętości. Obszerne salony zamieniono w sypialnie gęsto zastawione
      łóżkami. W tym przenikniętym wilgocią domu ogrzewanie było wyłączone przez
      całą zimę. Podczas mojego pobytu kilka zakonnic zachorowało na gruźlicę.

      W nowojorskim Bronxie planowano otworzenie nowego schroniska dla ubogich.
      Wielu bezdomnych, często chorych ludzi, potrzebowało stałego schronienia,
      którego nie zapewniała nasza noclegownia. Z myślą o nich, za jednego dolara
      kupiłyśmy od miasta duży, opuszczony budynek. Jeden z wolontariuszy miał
      znaleźć architekta, który przygotowałby plan remontu. Rządowe przepisy
      wymagały jednak, by w budynku była winda, z której mogliby korzystać
      niepełnosprawni. Matka Teresa nie zgodziła się jednak na windę. Władze
      miejskie zaproponowały wtedy, że pokryją koszty instalacji dźwigu, ale ich
      oferta została odrzucona. W końcu, mimo ambitnych planów i wykonanej już
      pracy, projekt utworzenia schroniska dla bezdomnych został zarzucony - Matka
      Teresa uznała bowiem, że winda dla niepełnosprawnych to luksus nie do przyjęcia.

      Ta ostatnia historia może być znana części czytelników, gdyż nowojorska prasa
      (w większości fanatycznie lojalna wobec Matki Teresy, tak zresztą jak
      większość dziennikarzy na całym świecie) sporo o niej pisała, przedstawiając
      wydarzenie jako kolejny przykład politycznej poprawności miejskiej
      biurokracji, uparcie broniącej praw osób niepełnosprawnych i lekceważącej
      wysiłki misjonarek!

      Niektórzy twierdzą, że skrajna prostota, czy nawet prymitywizm, są lepsze niż
      luksusy typowe dla życia klasztornego w niedalekiej przeszłości. Tak właśnie
      Susan Shields tłumaczyła sobie obyczaje panujące w domach Zgromadzenia
      Misjonarek Miłości. Jednak w końcu zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie
      chodzi w nich o ascetyzm, lecz o surowość, dyscyplinę i bezwzględne
      podporządkowanie sobie uzależnionych od cudzej pomocy ludzi. Jak można się
      było spodziewać, zawsze wtedy, gdy dogmatycznie przestrzegane normy zderzały
      się z potrzebami chorych i biedaków, potrzeby podopiecznych okazywały się
      mniej ważne.

      Susan Shields nie zaakceptowała faktu, że to jej ubodzy podopieczni
      najbardziej cierpieli z powodu obłudy zakonnic głoszących ideę "ubóstwa".
      Wiedziała przecież o ogromnych sumach pieniędzy wpłacanych w dobrej wierze
      przez ludzi ze wszystkich grup społecznych, które bezproduktywnie zalegały na
      kontach bankowych Zgromadzenia. O tym, jak wielkie to były kwoty, nie
      wiedziała nawet większość zakonnic. Siostrom rzadko pozwalano wydawać
      pieniądze na potrzeby biedaków, którym próbowały pomóc. Zmuszano je natomiast
      do składania ślubów ubóstwa, co ułatwiało skuteczne namawianie hojnych i
      łatwowiernych ludzi i firm, by darowali zgromadzeniu jeszcze więcej towarów,
      usług i pieniędzy. Susan Shields czuła się coraz gorzej w miejscu, w którym
      rządziło kłamstwo i hipokryzja - te odwieczne przywary faryzeuszy i dewotów
      wszystkich krajów świata.

      Powódź darowizn uważano za znak boskiej życzliwości dla kongregacji Matki
      Teresy. Mówiono nam, że otrzymujemy więcej darów niż inne zgromadzenia,
      ponieważ Bóg upodobał sobie Matkę Teresę, a siostry ze Zgromadzenia Misjonarek
      Miłości były zawsze prawdziwie wierne zasadom życia religijnego. Na naszym
      koncie znajdowała się już fortuna, a pęczniało ono w oczach z każdą przesyłką
      pocztową. Tylko na jednym koncie czekowym w Bronxie spoczywało 50 milionów
      dolarów. Te z nas, które regularnie pomagały w pracach biurowych, zdawały
      sobie sprawę, że oczekuje się od nich milczenia na temat tych spraw. Darowizny
      nieustannie napływały, trafiały na bankowe konta, ale nie miało to żadnego
      wpływu na nasze ascetyczne życie ani na życie biedaków, którym próbowałyśmy pomóc.

      Bez kontroli finansowej nie sposób z całą pewnością powiedzieć, na co były
      przeznaczane ogromne sumy otrzymywane przez zgromadzenie Matki Teresy, można
      jednak z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, jaki jest prawdziwy cel i
      charakter kongregacji, oraz na co, w pierwszym rzędzie, będą przeznaczone
      pieniądze z darowizn. Susan Shields pisze:

      Dla Matki Teresy najważniejsza była duchowa pomyślność jej podopiecznych.
      Pomoc materialna była tylko narzędziem, które miało umożliwić dotarcie do ich
      dusz i które miało im pokazać, że Bóg ich kocha. Matka Teresa uczyła siostry
      pracujące w domach dla umierających, w jaki sposób w tajemnicy chrzcić tych,
      którzy byli o krok od śmierci. Siostry pytały tych chorych, czy chcą otrzymać
      "bilet do nieba". Odpowiedź twierdzącą uważano za zgodę na chrzest. Następnie
      siostry udawały, że chłodzą czoło chorego wilgotną ściereczką, podczas gdy w
      rzeczywistości dokonywały w
    • gburiaifuria Święta Teresa w pratyce i teorii cz.4 30.08.10, 02:59
      Dla Matki Teresy najważniejsza była duchowa pomyślność jej podopiecznych.
      Pomoc materialna była tylko narzędziem, które miało umożliwić dotarcie do ich
      dusz i które miało im pokazać, że Bóg ich kocha. Matka Teresa uczyła siostry
      pracujące w domach dla umierających, w jaki sposób w tajemnicy chrzcić tych,
      którzy byli o krok od śmierci. Siostry pytały tych chorych, czy chcą otrzymać
      "bilet do nieba". Odpowiedź twierdzącą uważano za zgodę na chrzest. Następnie
      siostry udawały, że chłodzą czoło chorego wilgotną ściereczką, podczas gdy w
      rzeczywistości dokonywały wtedy aktu chrztu, szeptem wypowiadając niezbędne
      formuły. Cała sprawa musiała być utrzymana w tajemnicy, żeby się nie wydało,
      że zakonnice z domów Matki Teresy chrzczą hindusów i muzułmanów.

      W ten oto sposób mniejsza hipokryzja służyła do ukrycia większej.

      Nasz regulamin zabraniał nam prosić o więcej niż potrzebowałyśmy, ale
      pieniądze na kontach bankowych były traktowane tak, jakby nie istniały.
      Narzucona siostrom maska pokory i skromności skrywała chciwość i nadmiernie
      wybujałą ambicję, by już nie wspomnieć o arogancji.

      Uzyskałem również pozwolenie na umieszczenie w książce cytatów z listu, który
      otrzymałem od Emily Lewis, siedemdziesięciopięcioletniej pielęgniarki, która
      pracowała w wielu najbardziej zubożałych rejonach świata. Emily napisała, że
      właśnie powróciła z bardzo trudnej misji z Ruandy - kraju, o którym Matka
      Teresa milczała, być może dlatego, że zwierzchnicy kościoła katolickiego w tym
      kraju brali udział w ludobójstwie ludu Tutsi latem 1994 roku. Oto fragmenty
      tej relacji:

      Matkę Teresę spotkałam w roku 1989, podczas uroczystego obiadu wydanego na jej
      cześć z okazji posiedzenia Światowej Organizacji Zdrowia w Waszyngtonie. W
      swoim wystąpieniu mówiła o zaangażowaniu Misjonarek Miłości w ratowanie życia
      niechcianych owoców aktywności heteroseksualnej i zdecydowanie sprzeciwiła się
      stosowaniu środków antykoncepcyjnych. Wspomniała również o AIDS. Powiedziała,
      że choć nie chciałaby nazywać tej choroby zarazą zesłaną przez Boga, to wydaje
      jej się, że można ją uznać za sprawiedliwą zapłatę za niewłaściwe zachowania
      seksualne. Powiedziała także, że Bóg ma wystarczająco wielkie serce, by
      przebaczyć wszystkim grzesznikom, jednak ona sama nigdy nie zgodziłaby się,
      żeby kobieta lub para, która zdecydowała się na przerwanie ciąży, mogła
      zaadoptować jedno z "jej dzieci". W swoim przemówieniu Matka Teresa często
      odwoływała się do woli Boga, do tego, co Bóg chce, żebyśmy myśleli lub robili.
      Mój sąsiad przy stole (lekarz pracujący dla organizacji Pomoc na rzecz Rozwoju
      Międzynarodowego) skomentował to w następujący sposób: "Czy nie wydaje się
      pani, że trzeba niemałej arogancji, by utrzymywać, że ma się bezpośredni
      dostęp do myśli Pana Boga?"

      Czy powinniśmy uznać za przesadę porównanie Matki Teresy do owych niesławnych
      telewizyjnych ewangelistów, którzy bezustannie odsłaniają swojej widowni
      zawartość serca i umysłu Pana Boga, jednocześnie pobierając wysokie opłaty za
      swoje występy?

      Ludzie bogaci chcą wierzyć, że ktoś, gdzieś, naprawdę coś robi dla Trzeciego
      Świata. Dlatego nie chcą przyglądać się motywom działania i praktykom
      stosowanym przez tych, którzy zdają się pełnić tę rolę, bez względu na to, jak
      się z niej wywiązują. Wielka nadzieja białych zdaje się wypełniać wielką
      czarną dziurę: mit ratującej pogańskie dusze misjonarki łączy się z niosącą
      pocieszenie legendą o Florence Nightingale. Prawdziwym celem misjonarskiej
      działalności jest uspokojenie sumienia sponsorów, a nie zaspokojenie potrzeb
      tych, którzy żyją w biedzie i poniżeniu. Bezradne dzieci, porzuceni przez
      rodzinę i przyjaciół kloszardzi, trędowaci i nieuleczalnie chorzy świetnie
      nadają się do demonstracyjnie praktykowanej litości. Ich sytuacja uniemożliwia
      im jakiekolwiek narzekanie, a ich pasywność i tragiczna sytuacja są w
      najwyższej cenie. Nadszedł już czas, by zrozumieć, że najsłynniejsza
      propagatorka tej fałszywej teorii i praktyki pocieszenia to demagożka i
      obskurantka na służbie ziemskich potęg.
      • tow_rydzyk Polecam teksty Furii - Panu Panie Turnau 30.08.10, 03:48
        GburiaiFuria,

        Dziekuje ze ten wazny tekst zrodlowy. Nie sadze aby doskonale ksizki Hitchensa
        czytano na KUL-u czy na Akademiach papieskich. Prawdopodobnie polawa studentow
        zrezygnowalaby ze studiow po ich przeczytaniu.

        Przypominam sobie wypowiedz Matki Teresy ( ktora jako wieczna dziewica nie miala
        pojecia co to znaczy byc prawdziwa matka) , ktora tuz przed smiercia uczciwie
        wyznala ,ze utracila wiare w istnienie jakiegokolwiek boga widzac zlo czynione
        czlowiekowi przez czlowieka.


        PS
        Polscy racionalisci i humanisci zycza Panu Hitchensowi doskonalej opieki
        lekarskiej i szybkiego powrotu do zdrowia.
        • altavitae Re: Polecam teksty Furii - Panu Panie Turnau 30.08.10, 10:10
          OMG!

          Szczeka mi opadla czytajac te fragmenty z Hitchens'a.....
          Naprawde nie chcialam uzywac krewkiego jezyka..ale nie moge wytrzymac ...A to
          ci koorwa jakiej swiat nie widzial !!!!!!!
          • kapitan.kirk Re: Polecam teksty Furii - Panu Panie Turnau 30.08.10, 11:46
            Jeśli masz na mysli p. Hitchensa, to niewątpliwie masz rację:
            archiwum.polityka.pl/art/skandalista-hitchens,355086.html
            Pozdrawiam
        • kapitan.kirk Re: Polecam teksty Furii - Panu Panie Turnau 30.08.10, 12:09
          tow_rydzyk napisała:

          > Nie sadze aby doskonale ksizki Hitchensa
          > czytano na KUL-u czy na Akademiach papieskich. Prawdopodobnie
          polawa studentow
          > zrezygnowalaby ze studiow po ich przeczytaniu.

          Byłoby to wyłącznie z korzyścią dla wszystkich - oznaczałoby bowiem,
          że nie nadają się na studentów, skoro nie potrafią odróżnić faktów
          od topornej propagandy.

          Trudno powiedzieć po co ta powyższa powódź tekstu, bo zarzuty p.
          Hitchensa można streścić bardzo krótko:

          1.) Misjonarki żyją w biedzie, chociaż wcale nie muszą. Nie jest
          wprawdzie jasne, dlaczego to źle; zwłaszcza że przecież gdyby żyły w
          dostatku, oczywiście zarzucanoby im, że same na siebie wydają
          pieniądze, zamiast na biednych.
          2.) Misjonarki wierzą w Boga, w sens cierpienia i w to, że należy
          kochać grzeszników - no doprawdy, co za oryginalne poglądy jak na
          chrześcijanki :-O
          3.) Nie wiadomo ile misjonarki mają pieniędzy (ale na pewno
          strasznie dużo).
          4.) Mimo, że mają na pewno strasznie dużo pieniędzy (chociaż nie
          wiadomo ile), to jednak podopiecznym mnóstwa rzeczy brakuje. Co się
          dzieje z tymi pieniędzmi? A może po prostu przeprowadzić proste
          działanie matermatyczne - takie jak ja kilka postów powyżej...?

          Czy o czymś zapomniałem?

          Pozdrawiam
      • bantus Re: Święta Teresa w pratyce i teorii cz.4 30.08.10, 15:01
        Tu można sobie całość przeczytać:
        humanizm.free.ngo.pl/misjon.pdf
        Kontrowersyjna to ona była dla innowierców i niewierzących, bo dla katolików to
        tylko niezrozumiały paszkwil, wynieśli ją przecież na ołtarze. Dla ludzi z
        zewnątrz takie świadectwo: "„Kiedy rozmawiałem z nią, odkryłem, i ona mnie o tym
        zapewniła, że nie działała w celu złagodzenia ubóstwa”. Matka Teresa starała się
        bowiem ewangelizować świat, wyznała kiedyś: „Nie jestem pracownikiem socjalnym.
        Nie robię tego dla celów socjalnych. Robię to dla Chrystusa. Robię to dla
        Kościoła.”" (Wikipedia) - jest dyskwalifikujące. Chodziło jej o misję nawracania
        biedaków, a nie żadną realną pomoc.

        Jenak dla części katolików też okazała się kontrowersyjna, ale zupełnie z innego
        powodu. Ostatnio po publikacji jej listów potwierdziło się to, że straciła wiarę
        i nie odzyskała jej do samej śmierci. Pomimo tego przez pięćdziesiąt lat wbrew
        sobie, wspierana przez instytucję kontynuowała misję nawracania umierających
        nędzarzy. Z tej perspektywy wygląda raczej na ofiarę zinstytucjonalizowanej
        religii niż na potwora.
        • kapitan.kirk Re: Święta Teresa w pratyce i teorii cz.4 31.08.10, 12:37
          bantus napisał:

          Dla ludzi z zewnątrz takie świadectwo: „Kiedy rozmawiałem z nią, odkryłem, i
          ona mnie o tym zapewniła, że nie działała w celu złagodzenia ubóstwa”. Matka
          Teresa starała się bowiem ewangelizować świat, wyznała kiedyś: „Nie jestem
          pracownikiem socjalnym. Nie robię tego dla celów socjalnych. Robię to dla
          Chrystusa. Robię to dla
          Kościoła.”" (Wikipedia) - jest dyskwalifikujące.


          Hmmm, ale właściwie dlaczego odrzucasz taką motywację czy też uważasz ją za
          niecną? Czy konsekwentnie uznajesz też za bezwartościową motywację pracowników
          socjalnych czy szpitalnych, którzy swoją pracę wykonują nie z potrzeby serca,
          ale za pieniądze? Jeśli tak, to nader surowy z Ciebie moralista; co piszę bez
          intencji wartościowania tejże postawy.
          Pozdrawiam
    • miro-24 ból i Święta Teresa ...................... 30.08.10, 03:17
      i dlaczego hierarchowie Kościoła w naszym
      kochanym kraju walczą z tzw.

      poprawnością polityczna ???
      • tow_rydzyk KK: ból is cool 30.08.10, 06:22
        miro-24 napisał:

        > i dlaczego hierarchowie Kościoła w naszym
        > kochanym kraju walczą z tzw.
        >
        > poprawnością polityczna ???
        >
        >
    • antenka_beretowa Święta Teresa największa 30.08.10, 06:17
      w zbawianiu przez krypto-eksterminację.
    • babariba-babariba św. Teresa od PIAR-u 30.08.10, 07:33
      www.racjonalista.pl/kk.php/s,1747/k,2
    • meigui Święta Teresa największa 30.08.10, 08:53
      już myślałam, że tylko ja jestem taka "zepsuta", że nie wierzę w "świętość"
      matki Teresy z Kalkuty. A tu taka oświecona dyskusja na forum :)
      Podobnie jest z Janem Pawłem II. Był przemiłym serdecznym człowiekiem, ale na
      Boga! daleko mu do świętości, przecież musiał być świadomy tego co się dzieje
      w kościele i ukrywał to (a może nawet kierował ciemnymi sprawami watykanu
      przenosząc np księży pedofilii do innych parafii zamiast wydać w ręce policji).
    • zaifi3 Podcinanie konara.... 30.08.10, 10:33


      "Jezus jest prostytutką - trzeba ją wydobyć z niedoli i ofiarować
      przyjaźń".


      Bolesnym jest czynienie Sobie dobra w bólu odcinając
      pępowinę,lepiej póżno niż wcale umierać świadomie,
      świątyń bożkom nie czyniąc.

    • prawdziwy_zapatero Ci wszyscy tzw. święci " kk smażą się w piekle !!! 30.08.10, 11:52
      Łącznie z jpII, tzw. " Matką " t. z Kalkuty ( NIGY NIE
      BYŁA
      matką - z niej taka matka jak " ojciec " z rydzyka ) i
      tysiące WYPRODUKOWANYCH z przez kkk ... !!!
    • anna22290 Święta Teresa największa 30.08.10, 16:17
      tej osobie nalezy sie ogromny szacunek ,wspaniala postac
      czlowieka ,katolika ,gdzie polskim biznesmenom katolickim do tej
      postaci ,ksieza polscy to zaprzeczenie katolicyzmu zniewaga nawet
      tego slowa
      • altavitae To straszne ze ..czytac nie umiesz.! 31.08.10, 00:28
        CYTUJE:

        anna22290 30.08.10, 16:17

        "tej osobie nalezy sie ogromny szacunek ,wspaniala postac
        czlowieka ,katolika ,gdzie polskim biznesmenom katolickim do tej
        postaci ,ksieza polscy to zaprzeczenie katolicyzmu zniewaga nawet
        tego slowa."

        ********************************************************************
        Nie tylko ze czytac nie umiesz..a jesli " technicznie " umiesz poskladac literki
        w calosc...to tej calosci zupelnie nie rozumiesz.

        Matka Teresa byla manipulantka i psychopatka o tendencjach sadystycznych.
        A do tego byla oszustka i zlodziejka na rzecz Watykanu.
        Nie chce mi sie wierzyc ze papiez nie wiedzial co ona wyrabia ...tak samo jak
        niby nie wiedzial o pedofilii ...i sciskal sie z MT i pedofilem Macielem.

        Poczytaj cos poza prasa katolicka...i ZROB SOBIE PRZERWE W SLUCHANIU RM I TV TRWAM.
        To moze mgla rozrzednie !
        • kapitan.kirk Re: To straszne ze ..czytac nie umiesz.! 31.08.10, 12:34
          ...no i jeszcze była pijaczka - bo każda pijaczka to złodziejka!

          Jestem na tym forum od dobrych paru lat i nadal nie mogę się nadziwić zjawisku,
          że osoby które najgłośniejszymi wersalikami krzyczą o konieczności samodzielnego
          myślenia i wnioskowania, jak też najsurowiej krytykują forumowiczów
          pozostających ich zdaniem w niewoli stereotypowych przesądów - zarazem na ogół
          nie mają nic do powiedzenia od siebie, w dyskusjach poprzestając zasadniczo na
          przemian na inwektywach i obszernych cytatach przeklejanych ze swoich kultowych
          książek. Dzięki temu paradoksalnemu zjawisku, tutejsi wojujący ateiści (i
          oczywiście nie tylko oni) nader często przypominają jakoś świadków Jehowy a
          rebours
          ;-)

          Pozdrawiam
Pełna wersja