vdrapatz
08.09.10, 09:08
Krótki, sensowny artykuł obrazujący początek końca ratującego się prezesa PiS-u. Tonący się brzytwy chwyta! J.K. ma potworne wyrzuty sumienia, że to on zabił swojego absolutnie mu podporządkowanego brata! Jego retoryka, jego zachowanie przypomina tą z czasów PRL. Wiem, o czym mówię, bo już prawie 79 lat ma kanarku i z dala od starej ojczyzny obserwuję scenę polityczną w Polsce!
To, co J.K. opublikował na stronie PiS liście do członków tej partii prezes PiS przyznał się do tego, że w kampanii wyborczej chciał oszukać Polaków.
Używa wszelkich chwytów, forteli by, choć w części oczyścić swoje sumienie, bo ciągle widzi na swoich rękach krew swojego brata! Po części udało mu się umieścić resztki Lecha K. na Wawelu, być może miał jakiegoś haka na Kardynała Dziwisza! Teraz walczy o pomnik przed Pałacem Prezydenckim, manipulując postawionym krzyżem!
Mój kolega ze studiów z Polski odpisał mi na moje pytanie, co tj. „imperatyw moralny”, tak sfor-mułował J. Kaczyński na konferencji prasowej cytuję: Dla mnie to imperatyw moralny - tak wytłumaczył powód, dla którego będzie się zajmował katastrofą smoleńską. Dodał, że to zobowiązanie wobec brata, bratowej, ofiar katastrofy i całej Polski. - Kto nie rozumie określenia imperatyw moralny - temu współczuje - rzucił w stronę dziennikarzy?
Kolega zatytułował tą odpowiedź „Zabić brata” dość obciążający tytuł, ale po jego przeczytaniu zgadzam się całkowicie z jego treścią i sam wpisałem swoją konstatację!
Jarosław Kaczyński nie ma pojęcia, co to imperatyw moralny -to pewnie taka zagadka dla populizmu, aha - wódz używa słów jak establishment - a wiec jest mądry i wrócił do "normalności". Niestety -odwieczny problem winy, od czasów wypędzenia Adama i Ewy z raju -dręczy nas wszystkich. Każdy nosi swoją winę, większa lub mniejsza, każdy chciał-by sie jej pozbyć -odwalając ja na innego człowieka.
Umyć ręce jak Piłat. Ale tak to jest, ze w czasach telefonii komórkowej, nawet brat może sterować bratem; ba zrobić z niego swoistego niewolnika techniki i kompetencji.
To dłuższy temat, może kiedyś rozwinę. Sp. prezydent był człowiekiem na miarę swojego pochodzenia społecznego, zasług dla opozycji, nawet wykształcenia - człowiekiem mniej niż przeciętnym. W miarę dobrze spełniał jakieś podrzędne funkcje państwowe, jak prezes NIK, gdzie naprawdę czuł się dobrze.
Miał rodzinę, miał wnuczki. Na drogę upadku wprowadził go brat, stary kawaler opanowany przez narkotyk władzy, idący po trupach do najwyższych stanowisk w państwie.
Temu - każdy najbardziej podły i nikczemny środek osiągania celów - był moralnie obo-jętny. W tą grę wciągnął brata. Zniszczył mu życie w każdym wymiarze, aż do tragedii Smoleńskiej. Lech Kaczyński mógł dzisiaj być dalej prezesem NIK, czy nawet prezydentem Warszawy, cieszyć sie rodziną, wnuczkami, zasłużonym splendorem urzędnika państwowego średniego szczebla.
Tam czuł się chyba szczęśliwy - jednak ten ulęgły i pogodny człowiek niezgodnie ze swo-im przeznaczeniem został w brudnych grach politycznych brata - wypromowany, aż do pre-zydenta RP.
W tej roli czul się źle, bardzo źle -sterowany przez komórkę brata -stał sie marionetką władzy i pośmiewiskiem w kraju i zagranica. Imperatyw moralny?
Tu moja uwaga z mediów zachodnich: w czasie szczytu w Brukseli, prezydent Francji Sarko, powiada do kolegów poczekajcie na wypowiedź Lecha K. musi najpierw skończyć rozmowę z Handy ze swoim bratem, tam otrzyma wytyczne!
Tak - w tym zakresie brat wziął na siebie przeznaczenie i winę bliźniaka. Dzisiaj to ogromny ciężar dla niego, który chce zrzucić na innych - zupełnie obcych mu ludzi.
Niestety ten ciężar winy - zniszczenia swojego brata będzie musiał nosić sam.
Do śmierci. Facet ma wyrzuty sumienia, że przez niego zginęła jego rodzina i prawie setka ludzi, co mniej go boli! Mój komentarz w jednym zdaniu! Nic dodać nic ująć! Pozdrawiam Walek!