Dodaj do ulubionych

Nieuk kujonowi nie szkodzi

15.09.10, 23:22
Wydaje mi się że ten tekst zyskałby na jasności gdyby autor powołał się jawnie na dorobek 'klasyków' z którego najwyrażniej obficie czerpie. Poniżej najbardziej charakterystyczne stwierdzenia z kometnarzem.

>Dlatego im wcześniej dzieci z niższych warstw społecznych trafią do przedszkola, tym lepiej.

Zdaniem pana doktora rodzice z "niższych warstw" z założenia nie są kometentni w wychowywyaniu dzieci. Co innecgo państwo w którym te matoły mają takie same prawa obywatelskie jak wszystcy inni. To możliwe pod warunkiem że myśl tym państwem kierująca nie będzie się wylęgała w ich głowach a będzie owocem naukowego podejscia jakie zapewnia na przykład socjologia (oczywiście ta bez odchyleń).


> Wyrównywanie szans powinno być celem systemu edukacyjnego.

A ja naiwnie myślałem że powinno nim być nauczanie (chćby czytania, pisania i arytmetyki). Njawyrażniej jednak ważniejsze są inne zadania, takie jak inżynieria społeczna (o czym dalej). Pewnie dzięki takiemu podejściu polska szkoła kształci (równo) analfabetów (co wynika choćby z badań OECD):

salq.blox.pl/2007/02/Czytelnictwo-w-Polsce-a-wtorny-analfabetyzm.html
www.oecd.org/dataoecd/24/21/39437980.pdf
>Wiemy to przynajmniej od czasu dużych badań przeprowadzonych przez Jamesa Colemana jeszcze w latach 60. w Stanach Zjednoczonych. Wpływ rówieśników działa dokładnie odwrotnie, niż ludzie sobie wyobrażają: to dzieci z gorszych środowisk najwięcej korzystają na chodzeniu do grupy dzieci z lepszych rodzin, a te ostatnie nie tracą, a jeśli - to niewiele.

Wynika z tego że palenia, przeklinania, używania alkoholu i narkotyków nie można się nauczyć w szkole (a tylko wynieść z domu). W szkole można natomiast się tego oduczyć jeśli zanajdzie się tam choć jedno dziecko które tego nie robi. Aż dziw bierze że po tylu dekadach obowiązkowej edukacji wciąż mamy takie problemy (skoro lepsze wzorce wypierają gorsze). W polsce, po 40 z górą latach efekt powinien być widoczny znakomicie ze względu na urawniłowkę edukacyjną w PRL. Jeśli już nie w czym innym to w poziomie czytelnicta Poska przewyższać kraje w których edukacja zamiast niwelować odzwieciedla różnice społeczne (tak, jak w USA czy UK). Z powyzych odnośników wyni9ka coś dokładnie przeciwnego. Dodam, że mieszkając w kilku krajach najlepszą biblotekę publiczną widziałem w niewielkim mkieście na Srodkowym Zachodzie USA (gdzie mieszkałem). Bibloteka była finansowana bezpośrednio z dobrowolnych datków mieszkańców (była więc, o zgrozo, niepaństwowa).
Oczywiście, tym gorzej dla faktów ...

>Więcej, moja - i dziecka - indywidualna korzyść jest nieproporcjonalnie mała do strat, jakie wyrządzam przy okazji innym, np. dzieciom z gorszych domów, które są pozbawione towarzystwa dzieci z lepszych środowisk. Wysyła się dzieci do lepszych szkół z przekonaniem, że to podniesie ich szanse życiowe, więcej się tam naucza. To błędne myślenie. Dziecko może skorzysta z wyższego poziomu nauczania, ale generalnie straci. Pozbawione będzie istotnego współcześnie kontaktu z różnorodnością. W swojej szkole spotka rówieśników z jednej grupy społecznej, w efekcie nie zdobędzie potrzebnych w dalszym życiu kompetencji społecznych. Koszty tego poniesiemy my wszyscy.

Wypadałoby zapytać czy Autor, jeśli sam nie kradnie i nie narkotyzuje się, stara się utrzymywać kontakty ze złodziejemi i narkomanami żeby dzięki tej róznicy szlifować swe kompetencje społeczne. Może chociaż spędza wakacja wktórejś z po pgr-owskich wszi? Jeśli to zbyt wiele to może przynajmniej wychodzi obalić flaszkę na ławce pod domem z lokalnym menelem by, przy okazji integracji zachęcic go własnym przykładem do korzystania z literatury. Watpie wto skoro Autor proponuje abz ciężar i konsekwencje wprowadzenia jego pomysłów na naprawę świata poniósł kto inny. W tym wypadku surowcem do produkcji dobra społecznego mają być dzieci. Na tej samej zasadzie sympatykiem komunizmu najepiej było być na zgniłym zachodzie. Ciekawe czy swoje dziecko Autor posłał do szkoły gdzie uczą się dzieci z gorszych rodzin ...

>Żeby odwrócić procesy segregacji w szkole, potrzeba politycznej decyzji.

Słusznie. Niech państwo zunifikuje wszystkich. Najprościej oczywiście wyrównać w dół.

> Szkoły społeczne i prywatne to niewielki problem, bo ich jest bardzo mało. Problemem jest segregacja w szkołach publicznych.

W jakimś stopniu pomogłoby trzymanie się rejonizacji - niezezwalanie na to, by rodzice omijali tę zasadę, wysyłając dzieci do lepszych gimnazjów. Dziś samorządy na to zezwalają. Można zlikwidować miejsca obsadzane konkursowo w lepszych gimnazjach - to często 20-30 proc.

To rzeczywiście skandal. Państwo w swej dobroci ustaliło treść i formę edukacji i pobiera przymusawą daninę (podatek) aby finansować równie tą przymusową usługę na której świadczenie ma (w praktyce) monopol. Jest to uzasadnione jako że kształtując w ten sposób byt kształtuje się również siadomość (w jedynie słusznym kierunku). Obywatele zaś zamiast poddać się zbiorowej mądrości mądrości Partii (pardon, państwa) usiłują (mimo wszystko) mieć jakiś wpływ na to co otrzymują za swe pieniądze. Czy nie wiedzą że wolnośc to uświadomiona konieczność?

> - Myśli pan, że nie wkurza rodziców z rodzin robotniczych, bo bywają na tyle świadomi, że ich dziecko zapisują do klasy F, która się składa z dzieci o najniższych wynikach z testu na koniec podstawówki?

Czyzby robotnicy także nie mieli ochoty by ich dzieci ćwiczyły "potrzebne kompetencje społeczne" i mieli na uwadze indywidualną (sic!) korzyść. Można to przpisać chyba tylko słabemu uświadomieniu ideowemu. Choć z drugiej strony problem się rozwiąże (przynajmniej w teorii) jeśli wszyscy będą mieli takie same (najgorsze) wyniki.

> Polacy uważają takie podziały za oczywiste - i to w coraz większym stopniu. To owoc III RP. W badaniach CBOS z połowy lat 90. około połowa ankietowanych mówiła, że dzieci inteligenckie mają większe szanse na zdobycie wyższego wykształcenia i pozycji społecznej niż dzieci robotnicze. Pod koniec tej dekady mówiło tak już 75 proc.

Ponad 40 lat pośiwęconcych na budowę społeczeństwa bezklasowego i promowanie robotników metodą wyrównywania reszty bez efektu? To niepojęte że mimo obowiązkowej i powszechnej edukacji ludzie wciąż ośmielają się wychowywać swe dzieci różnie. Oczywistą radą jest odebranie funkcji rodzicielskich wichrzycielskim (z natury) jednostkom i przekazanie ich państwu.

> Można też powstrzymywać - a z czasem odwracać - skutki konkurencji między szkołami. Dziś szkoły publiczne zaczynają ze sobą rywalizować tak, jakby były na rynku.

Nawet trzeba. Nie można przecież dopuścić by któreś okazywały się lepsze.


Podsumowując na przykładzie pana doktora socjologii widać że czytając wypadałoby odróżniać fakty od życzeń autorów. Dobrze byłoby tych pierwszych nie ignorować. Myśle, że nawet pobieżne zapozanie się z najnowszą historią własnego kraju mogłoby wyleczyć autora ze skutków ukąszenia Heglowskiego. Można także wybrać się do Korei Półnoscnej lub na Kubę (jednak warto się z tym pospieszyć bo i tam zanosi się na zmiany).
Obserwuj wątek
    • daftcount Nieuk kujonowi nie szkodzi 16.09.10, 21:45
      o ile nie zgadzam się z autorem co do metod, to kwestia zmian "ciągnących" w górę widoczna jest dla każdego, kto choć kilka miesięcy pracował w szkole. Problem jest ten, że nie da się zrobić nic, bo nikt nie jest zainteresowany zmianami. Przyjęcie konkurencyjnego modelu osłabiło szkołę do obecnego stanu. Dawny system, robiący egzaminy PRZED kolejnym poziomem nauki, był o wiele lepszy. Dziś nie ma szans nikt, kto tylko w jakikolwiek sposób "podpadł" nauczycielom, albo nie chodził na korepetycje do swoich nauczycieli. Dziś w szkole premiuje się jedynie "najlepszych", wszystkim dzieciom wpaja się od samego początku, że wygrać może tylko jedna osoba, że tylko najlepsi mają szansę. I to rodzi pogłębianie się patologii.
      Gimnazja to siedliska największej patologii. 12 - latki są wyrywane ze swojej szkoły i rzucane w zupełnie nowe warunki. Jedyne, co mogą zrobić, to przyłączyć się do jakieś grupy rówieśniczej, nie ma bowiem ani sportu, ani harcerstwa, ani zajęć pozalekcyjnych, nie ma też rodziców pracujących często także w weekendy. Oto wspaniały cud postępu, który doprowadził do tylu już tragedii z udziałem nastolatków.
      • imie_jaszczomp Re: Nieuk kujonowi nie szkodzi 16.09.10, 22:03
        Mój syn chodził do gimnazjum rejonowego. W jego klasie ci, którzy coś umieli musieli się ukrywać, bo od uczniów niezainteresowanych szkołą jako miejscem zdobywania wiedzy, dostawali wp........ . Całe szczęście, że potem dostał się do tzw.elitarnego liceum.
    • ar.co Nieuk kujonowi nie szkodzi 17.09.10, 10:33
      Być może "nieuk kujonowi nie szkodzi" intelektualnie - pod warunkiem, że szkoła będzie w stanie zapewnić kujonowi na tyle silną ochronę, żeby nieuk go nie pobił. Autor najwyraźniej żyje w jakimś abstrakcyjnym świecie, w którym słowo "szkodzić" odnosi się wyłącznie do sfery intelektualnej, a nie do faktu, że mądrzejszy zostanie przez głupszego czy prymitywniejszego nie tyle sprowadzony na niższy poziom intelektualny, co po prostu skopany.
    • maadzik3 Nieuk kujonowi nie szkodzi 18.09.10, 09:46
      @daftcount: Zgoda, obecność w klasie dzieci, które mają większe chęci (zdolności) do nauki może pomóc tym które są słabsze. Można jednak wątpić czy cena płacona przez te pierwsze nie jest większa od zysków tych drugich. Twierdzenie autora że tak zawsze jest i że cena jest znikoma w porównaniu do zysków uważama za nieuprawnione (jest to absurd nawet z logicznego punkty widzenia). Pytanie czy ktokolwiek (a w szczególności państwo) ma prawo obarczać dziecko takimi obowiązkami (i kosztami). Uważam, że absolutnie nie i że dorośli (w tym autor tego artukułu) powinni działać na własny rachunek.
      Z tym że gimnazja działają żle (i że trudno by było inaczej) zgadają zię chyba niemal wszyscy. Wydaje mi się, że te (i podobne problemy) biorą się miedzy innymi stąd, że szkoła ma realizować odgórnie narzucone cele ('wyrównywanie szans', 'propagowanie wartości chrześcijańskich', 'uświadomienie ideowe w duchu socjalistycznym' itp.) na które oczywiście nie ma powszechnej zgody. Mamy więc przymus szkolny, monopol państwowy i sytuację w której szkoła służy rożnym celom i osobom, ale rzadko uczniom i ich dobru. Żeby to zmienić należałoby zwrócić ludziom (t.j. rodzicom i dzieciom) wolność w wyborze szkoły (i sposobu nauczania). Oczywiście taka (i inne) wolności to pewnie ostatnia rzecz na którą zwolennicy komunistycznego porządku (tacy jak autor) mogliby przystać.
    • i_zbyszeko Nieuk kujonowi nie szkodzi 18.09.10, 10:23
      Lewicowy socjolog ideologicznie o edukacji (wypowiedź dzielę na porcje ze względu na ograniczenia tego forum - do 8000 znaków).
      W ostatnich latach często, chyba zbyt często, odnoszę wrażenie, że dla mediów partnerami w sprawach edukacji są wybitni fachowcy, ale nie od problemów edukacji (jakoś nie trafiam na wypowiedzi pedagogów i dydaktyków). Przykładem mogą być wypowiedzi ekonomistów i dziennikarzy, z których przebijała sugestia (powiedzmy wprost – idiotyczna), że wszystkiemu co złe w szkole winne są nauczycielskie przywileje. Wypowiedzi, w których pojawiała się fałszywa teza jakoby nauczyciele pracowali mniej niż reszta społeczeństwa, a zarabiali nienajgorzej. Do podobnie „fachowych” wypowiedzi zaliczyć można także te, w których dowodzono, że reformowanie szkoły może odbyć się bez jednoczesnego radykalnego zwiększenia poziomu finansowania edukacji (do ekonomistów mam pytanie, który z was odważy się publicznie stwierdzić, że firmę posługującą się dziewiętnastowieczną technologią można przestawić na nowoczesną produkcję bez sporych inwestycji?).
      Do tego grona dołączył lewicowy socjolog (publicysta „Krytyki Politycznej”) Przemysław Sadura, który w „Gazecie Wyborczej” z 11-12.09.2010 r. pokazał, że myślenie o edukacji sterowane lewicową dogmatyką nie zdechło wraz z PRL-em. Już w tytule jego artykułu (Nieuk kujonowi nie zaszkodzi) zawarty jest błąd wynikający z lewicowego, populistycznego myślenia (nie lubimy lepszych, nie znosimy elit). Rzeczywistość szkolna pokazuje bowiem, że obecność nieuków w klasie poważnie szkodzi tym, którzy chcieliby się uczyć i osiągnąć satysfakcjonujące rezultaty. Swoją wypowiedź Przemysław Sadura rozpoczął od oczywistej konstatacji, że istnieją różnice społeczne i szkoła je odtwarza. Słusznie też przyznaje, że problem zaczyna się w rodzinie i najbliższym środowisku, gdzie dziecko nabywa określonego stosunku do pracy, obowiązków, czytania książek, gdzie kształtuje się jego poziom kultury. Dodałbym jeszcze, że dziecko rodzi się z określonym poziomem inteligencji, a od rodziny zależy jak ukształtują się u dziecka zdolności oraz kompetencje osobiste i interpersonalne. Nie zapominajmy, że do szkoły trafia młody człowiek, który w dużej mierze jest już ukształtowany przez swoją rodzinę i najbliższe środowisko. Zgodzić się należy z tezą, że różnice społeczne mogłyby być częściowo zniwelowane poprzez wczesne wysyłanie dzieci ze środowisk ubogich i zaniedbanych do przedszkola, ale nie dbają o to rodzice, a lokalne władze (zwłaszcza w terenie wiejskim) widząc brak zainteresowania przedszkolami nie tworzą takowych. Jednakże trudno zgodzić się z dalszą częścią argumentacji pana Sadury. Chciałby on, by wyrównywanie szans było istotnym celem edukacji w praktyce, a nie tylko w teorii. Jednakże, oczekiwanie takie ma charakter bardziej ideologiczny niż racjonalny. Walka z wiatrakami, czyli zmagania szkoły ze zjawiskami, które są naturalne w każdym społeczeństwie, może przynieść więcej szkody niż pożytku, o czym dalej. Nie przejdzie mu przez lewicowe usta niepoprawna politycznie teza, że może należałoby zająć się wtłaczaniem do głów ludzi biednych tej prawdy, iż w dużej mierze sami są sobie winni i w związku z tym powinni radykalnie zmienić swoje postawy, np. w sprawie posyłania dzieci do przedszkola (a na twierdzenie o braku pieniędzy mam jedną odpowiedź – niech każdy biedny policzy ile w ciągu miesiąca wydaje na alkohol, papierosy i słodycze). Jednym z pomysłów środowisk lewicowych na wyrównywanie szans jest zakaz tworzenia lepszych i gorszych klas i szkół (nakaz ścisłej rejonizacji, nakaz przyjmowania dzieci z upośledzeniem umysłowym do typowych szkół – tzw. klasy integracyjne). Każda klasa i szkoła powinna, według lewicy, odzwierciedlać obraz społeczeństwa – powinno w niej być trochę kujonów i leni, trochę bogatych i biednych, trochę mądrych i głupich. Pan Sadura powołuje się przy tym na amerykańskie badania z lat sześćdziesiątych, z których wynika, że w takiej sytuacji dzieci upośledzone i zaniedbane zyskają, a dzieci inteligentne i ambitne stracą bardzo niewiele, w sumie zysk społeczny ma być ewidentny. Dobrze, że autor podkreślił, iż badania pochodzą z lat sześćdziesiątych. Od tamtej pory społeczeństwa i gospodarka przeszły spore zmiany, a nauka odkryła inne zależności i reguły. Ale skupmy się raczej na praktyce. Każdy nauczyciel z doświadczeniem zawodowym przyzna, że nawet niewielka grupa uczniów niezainteresowanych kształceniem lub pozbawionych potrzebnych kompetencji jest w stanie rozłożyć lekcję i wtedy nikt niczego nie zyskuje. Przyzna też, że metody pracy i tematykę lekcji trzeba dostosować do poziomu grupy. Raczej nie jest możliwe prowadzenie dyskusji lub rozwiązywanie problemów z grupą, która ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Jeżeli takich uczniów mamy w klasie kilkoro, to wybór jest prosty. Albo stosujemy metody, przy których ich braki nie są przeszkodą (wykład, czytanie krótkich fragmentów syntez i powtarzanie własnymi słowami co się przeczytało), albo dla dobra reszty uczniów robimy na lekcji dyskusję, z której słabi nic nie skorzystają, bo nie mają wstępnego zasobu wiedzy (nie rozumieją tego co mieli przeczytać przed dyskusją). Nie da się prowadzić lekcji jednakowo pożytecznej dla uczniów zaniedbanych i wybitnych. Dobrym przykładem jest kształcenie językowe. Umieszczenie w jednej klasie uczniów początkujących z zaawansowanymi powoduje, że lekcja albo jest kształcąca dla początkujących i nudna dla zaawansowanych, albo kształcąca dla zawansowanych i zbyt trudna dla początkujących. Efekt jest taki, że grupa nudząca się lub niczego nie rozumiejąca zaczyna rozrabiać i nikt z takiej lekcji nie skorzysta. Dokładnie taka sama jest sytuacja w ramach całości edukacji. Jeżeli stworzymy taką mieszaną klasę, to ktoś musi na tym stracić, najczęściej wszyscy uczniowie. Lewicowi doktrynerzy stawiają na stratę (jak twierdzi Sadura jedynie nieznaczną) tych wybitnych. Zapominają przy tym o regule Pareto – 20% pracowników generuje 80% dochodów, 20% (a raczej mniej) najwybitniejszych postaci generuje 80% (a raczej więcej) postępu cywilizacyjnego. Przecież świat rozwija się dzięki takim jednostkom jak Albert Einstein, Maria Curie Skłodowska, Bil Gates, Lary Page, Siergiej Brin, Larry Ellison, a nie milionom anonimowych robotników, urzędników i rolników. Skończmy z marksistowskim (skompromitowanym) postrzeganiem społeczeństwa, to nie masy ale elity są „solą tej ziemi”. Tak więc system edukacji nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek straty w rozwoju właśnie uczniów wybitnych, przyszłych elit. Najważniejsze, by właśnie zdolni i pracowici mieli zapewnione jak najlepsze warunki rozwoju, bez względu na mechanizmy społeczne, które doprowadziły do podziału na zaniedbanych i wybitnych.
    • i_zbyszeko Nieuk kujonowi nie szkodzi 18.09.10, 10:25
      Lewicowy socjolog ideologicznie o edukacji - cd.
      Lewica twierdzi, że trzeba wyrównywać szanse. OK., ale nie kosztem uczniów zdolnych i pracowitych. Kolejny lewicowy dogmat głoszony przez pana Sadurę mówi, że uczniowie dobrzy, o wyższym poziomie kultury stracą na braku kontaktów z uczniami słabymi, zaniedbanymi. Nie wyrobią bowiem w sobie potrzebnych kompetencji społecznych. Pogląd taki nazywam lewicowym dogmatem ponieważ nie ma on pokrycia w realiach. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Jednym z bardziej demotywujących do nauki czynników jest przebywanie w gronie rówieśników o wyraźnie słabszych kompetencjach, niższej inteligencji oraz negatywnym nastawieniu do nauki. Jednym z czynników najbardziej utrudniających wychowanie jest towarzystwo rówieśników zdemoralizowanych lub o niskim poziomie kultury. Nie na darmo jedno z przykazań dobrego rodzica mówi – chroń swoje dziecko przed złym towarzystwem. Pan Sadura odmawia rodzicom prawa do dbania o jak najlepszy rozwój swoich dzieci poprzez tworzenie zapotrzebowania na szkoły i klasy elitarne, zapewniające wyższy od przeciętnego poziom nauczania. Wprowadziłby sztuczne wymogi mieszania uczniów o dobrych i słabych kompetencjach, o pozytywnym i negatywnym stosunku do nauki, upośledzonych intelektualnie z wybitnymi. Dla mnie to barbarzyństwo. Ale to nie koniec „popisów” pana Sadury. Nie ustrzegł się on omijania prawdy, gdy stwierdził, że ostatnio nauczyciele dostali duże podwyżki. Mam w domu nauczycielkę, z racji zawodowych utrzymuję kontakty z niejednym nauczycielem i od wielu już lat nie zauważyłem, by otrzymali coś więcej niż kilkuprocentowe regulacje, które nie nadążają nawet za inflacją. Za bezsensowne posunięcie uznał przyznanie większych podwyżek nauczycielom doświadczonym niż początkującym. Gdyby przyznawano podwyżki według jego logiki, to po pewnym czasie wszyscy dostawali by po równo, jak w komunizmie. Czy o to chodzi lewicy? Posunął się także do sugestii, że nikt nie wie ile pracują nauczyciele. Otóż wiadomo, ich etat wynosi 40 godzin tygodniowo (art. 42 Karty Nauczyciela). Na koniec zaapelował o zmniejszenie szans życiowych dzieci mogących w przyszłości stać się elitą (bo to jakoby zwiększy szanse pozostałych) – to już nie głupota, to zbrodnia wobec narodu. Na zakończenie mam pytanie do lewicowych i prawicowych populistów – dlaczego większość z was jak tylko może, to posyła swoje dzieci do szkół prywatnych, elitarnych, albo tych publicznych, które mają dobrą renomę dzięki stosowaniu ostrej selekcji przy rekrutacji?
    • danuta49 Uwaga!Lewak na usługach finansowych elit;-) 18.09.10, 13:52
      >
      - Szkoły społeczne i prywatne to niewielki problem, bo ich jest bardzo mało. Problemem jest segregacja w szkołach publicznych.<
      Tłumacząc z polskiego na nasze za kasę możesz uniknąć "inżynierii społecznej" naukawca Sadury i przygotować dziecko do zawodów wymamagających wysokich kwalifikacji intelektualnych, a przez lepiej wynagradzanych i będących przedsionkiem elit.
      Nie masz kasy - posyłaj dziecko między meneli i bandziorów - niech ich "podciąga";-)
      W ten sposób droga "na szczyty" będzie dostępna tylko potomstwu finansowych elit, ew. zdolnych zawodowych mięśniaków. Tak te elity zapewnią potomstwu brak konkurencji.
      Naukawiec Sadura jest ewidentnie albo bardzo głupi albo bardzo sprzedajny."Krytyce Politycznej" gratulujemy współpracowników;-)




    • danuta49 Gdzie lewak Sadura widział takie klasy??? 18.09.10, 13:58
      >Łobuziak i nieuk zyska na tym, że pójdzie do klasy pełnej kujonów.<
      Pod warunkiem, że proporcja będzie właśnie taka. W rzeczywistości w klasie gimnazjalnej jest góra paru zdolnych i zainteresowanych nauką, których Sadura nie wiadomo czemu pogradliwie nazywa "kujonami". Większość, i tak jest w społeczeństwie, to raczej nieuki.Które potrafią zmusić innych do upodobnienia się do siebi.Zwłaszcza, że piąchy mają mocniejsze i kumpli spod budki z piwem;-)


    • danuta49 Skąd ta pogarda dla zdoniejszych od ciebie,Sadura? 18.09.10, 14:04
      Sadura, którego nikłe kompetencje jasno widać po idiotyzmach, jakich pełna jest jego wypowiedź, nazywa pogardliwie młodzież zdolną i chcącą się uczyć "kujonami".Rozumiem,że Sadura spędzał w szkole czas pod budką z piwem, dyplomy zrobił w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie i ta budka mu tak już została;-)
      • tukafon bo jak widać sam jest miernotą 18.09.10, 17:21
        dlatego też wybrał karierę w jednej z quasi-nauk

        socjolog.... pffff....


        polski system edukacji jest nastawiony na niszczenie i gnojenie zdolnych przez zakompleksionych matołów - nauczycieli i podobnych "specjalistów" do tego przygłupa Sadura

    • jowita81 Nieuk kujonowi nie szkodzi 21.09.10, 19:20
      Przynajmniej wiadomo o co chodziło tym dzielnym obalaczom ustroju sprzed 1989r.Musimy koniecznie odtworzyć IIRP z jej podziałami społecznymi,biedą,klerykalizmem.Gdzie tu daleko szukać:gdy mój wujek(brat Mamy) miał możliwość podjęcia dalszej nauki.Pan dyrektor zapytał moja Babcię kim jest Jej mąż.Gdy okazało się ,ze pracuje na kolei i jest stolarzem.Stwierdził,że nie widzi powodu,aby wujek kształcił się dalej.Dopiero po wyzwoleniu w 1945 rodzice mogli zdobyć wyższe wykształcenie.
      • zyta2003 Re: Nieuk kujonowi nie szkodzi 22.09.10, 01:14
        Zapewne wszyscy tu piszacy chodzili do do szkol wg poprzedniego, obrzydliwego - socjalistycznego systemu. Do takich chodzilam ja, moje rodzenstwo, moj przyszly maz...., to akurat prehistoria, ale z wielonma pozytywami. Do takich samych szkol chodzily nasze dzieci. Nie istanialo jeszcze te siedlisko zla, wymysl min. Hankego - czyli gimnazjum. Do pierwszych 8 klas chodzilo sie tam, gdzie wypadla rejonizacja. Dzieci, ktore chcialy, i ktore mialy oparcie w domach jakos wyuczyly. ( nie robily tak straszliwych bledow oprtograficznych jak dziesiaj robia dzieci, nawet czytaly jakies lektury, co dzisiaj jest ze swiata s.f., czasami same cos odrabialy, a nie sciasgaly z internetu i innych pomocy). jedni w owym czasie cpali klej, inni robili sobie sznyty, wagarowali, ale ogromna nie ciagnela za nimi i zyla swoim zyciem. jeszcze nikt niem powiedzila, ze to m oje dziecko jest zle, to innim sa zli i go wciagneli. Ale jeszcze inni nie dali sie wciagnac.
        Po podstawowce nastepowal rzeczywiscie podzial -na tych co szli do zawodowki i takich co szli do pelnej szkoly sredniej. I tu bylo podobnie, jedni ledwo, ledwo konczyli te pelne szkoly srednie, a inni nawet byli w stanie zdac na dobra uczelnie, mimo ze w klasie byli roznie zdolni i pilni. Jednak tu juz obraz nie jest tak jasny, bo znajomosci i protekcja dzialala tak samo za czasow egzminow wstepnych, jak i teraz - bez egzaminow. Teraz chyba jest jeszcze mniej uczciwie, ale poniewaz zawsze niezadowolony moze sie dostac na prywatny powiatowy uniwersytet - to mniej w tym temacie wrzaskow.
        Dzieki komunizmowi w latach powojennych chlopskie, zdolne dzieci byly w stanie dostac sie na dobre uniwersytety, jednak wkrotce system protekcyjno - korepetycyjny to zakonczyl. I tak jest do dzis.
        Tak dokladnie nie wiem o co chodzi forumowiczom winiacych poprzedni ustroj za obecny poziom w gimnazjach?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka