123jna
13.11.10, 09:13
Pani swida-Ziemba pominela bardzo duza grupe mlodziezy w PRL-u, nawet o niej nie wspomniala. Nazywano nas "mlodzieza bananowa", choc to byla nazwa przesmiewcza. Sposrod nas wyszla duza grupa pozniejszych solidarnosciowcow, ale tych otwartych na swiat.
Nie bylismy zadna subkultura a na studiach u pani Ziemby pewnie siedzielismy cicho i ukrywalismy swe wlasciwe poglady. Pani Ziemba byla czescia peerelowskiego establishmentu, miala nawet o zgrozo - nianie! My pochodzilismy najczesciej z rodzin przedwojennej inteligencji warszawskiej, sredniej klasy lub tzw. ziemianstwa. Mielismy kontakt z Zachodem bo chcielismy. Sluchalismy Radia Luxemburg, kupowalismy ubrania na "ciuchach" (tanio - nie wiem dlaczego pani Ziemba mowi, ze bylo drogo, drozsze byly GeeSy). Czytalismy Henry Jamesa, chodzilismy na amerykanskie filmy, nosilysmy zakazane czerwone ponczochy, dostawalismy wilcze bilety w szkole. Chcielismy byc czescia Zachodu, podkreslalismy to sposobem ubierania sie. Bylo nas wielu ale nie nalezeli na naszej grupy np. Osiatynscy czy Szaniawscy. Oni byli wciagnieci wtedy w swiat ZMS-owcow, my najwyzej (rzadko) w harcetwa.
Pani Ziemba nas nie zauwazyla. Nazywalismy siebie hajlajfowiczami, dzis wspieramy demokratyczny rozwoj Polski, jestesmy za jej otwarciem na swiat. Ale to, ze bylismy swiadczy o tym jak PRL byl skomplikowany. Nawet prof. Ziemba o nas nie wspomina. A bylismy wszedzie, nie tylko w Warszawie. Poznawalismy sie bez slow - po wygladzie, tych samych kawiarniach, muzyce - za tym szly takze poglady. To my bylismy tolerancyjni choc nie przesladowalismy tych ideologicznych - przemilczalismy ich. Czekalismy na lepsze czas lub przetrwanie. Przetrwanie w nas "zachodnich wartosci", tej lepszej przedwojennej Polski.
Kochalismy Jacka Fedorowicza i 60 minut na godzine. Teraz to my jestesmy za Unia, za tolerancja ale takze za wybaczeniem (nie chrzescijanskim ale humanistycznym) bledow przeszlosci komuchom. A pani Ziemba nawet o nas nie slyszala, nie byla jedna z nas.